syrenka23
08.11.02, 21:02
Przyjaciel na talerzu
Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia – mówi Wojciech Eichelberger w
rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską
– Czy zwierzęta są do jedzenia?
– Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.
– Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać ich i
zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania,
z cierpieniem zwierząt?
– Od dziecka jesteśmy w tej sprawie uczeni hipokryzji. Małe dzieci bardzo
kochają zwierzęta. Dziecięca miłość do zwierząt jest naturalna i
wszechogarniająca. Gdy byłem dzieckiem, wszystko, co żyje – pies, kot, koń,
ptak, motyl, robak, ryba, meduza, jaszczurka czy wąż – przedstawiało sobą
jakieś zachwycające objawienie. Ku utrapieniu mamy hodowałem z bratem w domu,
co się dało.
Sporo czasu w dzieciństwie spędziłem na wsi. Pamiętam jak godzinami
przesiadywałem w żłobie u pewnego konia. Uwielbiałem patrzeć, jak zanurza w
owies swój wielki pysk, wydmuchuje nozdrzami powietrze i powoli, cierpliwie
żuje. To był ogromny pociągowy koń, spokojny i silny. Dobrze było być blisko
niego.
Moje dziecięce serce pełne było zachwytu i przywiązania do wielu różnych
zwierząt. To z nimi przeżywałem swoje pierwsze miłości. Myślę, że niemal
każdy dorosły, jeśli mu pamięć dopisuje, odnajdzie w sobie podobne
wspomnienia. A mimo to jak większość dzieci jadłem mięso.
Z pewnością któregoś dnia na moim talerzu też wylądowało “mięsko”
albo “kotlecik” Dziecko nie wie przecież, skąd się wzięło “mięsko”. Nie było
świadkiem zabijania tego zwierzęcia. Pyta więc rodziców, co to jest. Wtedy
wyraźnie zmieszani rodzice mówią mu, że “to taki kawałeczek cielaczka albo
kurczaczka, albo świnki”. Dziecko jest zaskoczone, zaczyna mieć pierwsze
wątpliwości. Pyta zatem, co się stało z tym kurczaczkiem. Czy to znaczy, że
został zabity? Wtedy słyszy, że został zabity jakiś inny kurczaczek. Nie ten,
którego zna i lubi. W ten właśnie sposób uczymy się hipokryzji i podwójnej
moralności. Rozpoczyna się w nas proces wewnętrznego rozszczepienia na dwie
nie mające ze sobą nic wspólnego części. Jedna przeżywa w związku ze
zwierzętami niestety już nieprawdziwe, egzaltowane miłosne wzruszenia, a
druga zachwyca się smakiem mięsa i udaje, że nie ma nic wspólnego z
zabijaniem. Już jako dzieci całujemy i przytulamy zwierzątka, jednocześnie
nieświadomie uczestnicząc w ich zabijaniu. Świat naszych wyższych uczuć
oddziela się całkowicie od świata kuchni i stołu. Zwierzęta, które żyją obok
nas i mają swoje imiona, nazywamy przyjaciółmi. Cała anonimowa reszta jest do
zabicia i zjedzenia. Zaczynamy żyć podwójnym życiem.
– Rozmawiałam niedawno z wrażliwym mężczyzną, właścicielem gospodarstwa
rolnego. Ma dużo zwierząt, które – jak twierdzi – bardzo kocha. Te, które
zabija, sprzedaje, ponieważ nie byłby w stanie ich zjeść. Dla swojej rodziny
kupuje mięso w sklepie.
I jeszcze jeden przykład. Kilka lat temu byłam w delegacji we Włoszech.
Organizatorzy pokazywali nam, dziennikarzom ze Wschodu, nowoczesny zakład
przetwórstwa mięsnego. Nigdy nie zapomnę przygnębiającego wrażenia, jakie
zrobiło na nas to miejsce. Pracownicy przy taśmach z fragmentami zwierzęcych
ciał byli bladzi i apatyczni, niechętnie odpowiadali na nasze pytania.
Czuliśmy się jak w grobie. Przez wiele godzin po tej wizycie nie mogliśmy
dojść do siebie. A jednak wieczorem na bankiecie niemal wszyscy jedliśmy
szynkę parmeńską...
– Tak objawia się owo rozszczepienie, o którym mówiłem wcześniej. Ktoś mógłby
zapytać, jaki jest związek między jedzeniem mięsa a wojną. Myślę, że bardzo
wyraźny. Po to, by móc brać udział w szaleństwie wojny i zabijać ludzi,
najpierw musimy się wewnętrznie rozszczepić Tak jak dzielimy zwierzęta na te
do kochania i te do zabijania, tak samo musimy podzielić ludzi – na tych,
których kochamy, i na tych znienawidzonych, których można, a nawet trzeba
zabić. Wojna jest tragicznym wyrazem ludzkiego rozszczepienia, którego
prototypem może być nasze dziecięce doświadczenie z kurczakiem do głaskania i
kurczakiem do jedzenia.
– Chcesz powiedzieć, że jedząc zwierzęta, włączamy się w obieg zabijania,
przykładamy rękę do wojen?
– Na ogół nieświadomie, ale tak. Świat jest całością, w której każde
zdarzenie nieuchronnie pociąga za sobą następne. A my, ludzie, pozostajemy w
nieustannym stanie wojny ze światem przyrody. W bezlitosny, bezwzględny
sposób, na skalę przemysłową eksterminujemy niewyobrażalne ilości zwierząt,
fundując im swoiste obozy koncentracyjne i komory śmierci.
– Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa – powtarza Paul
McCarney. Relacje tych, którzy widzieli, jak zabijane są zwierzęta, to
horror. “Widziałam świnie niezdolne do chodzenia i stania na własnych nogach,
zaciągane siłą do rzeźni; okaleczone zwierzęta, które wlokły za sobą własne –
wnętrzności” – pisze w książce “Milcząca arka” Juliet Gellatley, angielska
działaczka wegetariańska. Zdarza się, że żywe zwierzęta są obdzierane ze
skóry...
– Niestety, to straszliwe cierpienie zwierząt staje się integralnym
składnikiem kawałka mięsa lądującym na naszym talerzu. Mięso zwierząt
rzeźnych zawiera w sobie nie tylko ogromną ilość adrenaliny, ale także innych
toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jaki przezywają one na
etapie hodowli, w transporcie i ubojni – jak to się teraz elegancko mówi.
Zawiera też środki chemiczne, którymi karmione są zwierzęta, takie jak
powodujące szybszy przyrost masy anaboliki i antybiotyki stosowane
profilaktycznie przeciw epidemiom zwierzęcym.
– Jak to na nas wpływa? Stajemy się bardziej agresywni?
– To też, ale przede wszystkim mniej zdrowi. Gdy 30 lat temu przestałem jeść
mięso, poczułem wyraźną zmianę. Stałem się bardziej wrażliwy, cierpliwy,
rozumiejący. Nie bez powodu wszystkie tradycje religijne ustosunkowują się
jakoś do sprawy mięsa i we wszystkich pojawia się wyraźna sugestia, że
niejedzenia mięsa może być pomocne w realizowaniu naszych religijnych,
duchowych aspiracji. Także chrześcijaństwo postuluje, żeby przynajmniej raz w
tygodniu wyrzekać się mięsa. Po co ten post? Bynajmniej nie po to, aby – jak
wielu sądzi – umartwiać się, lecz po to, aby o siebie zadbać i oczyścić nieco
ciało i umysł.
– Ale mięso daje poczucie bezpieczeństwa, sytości, ponieważ długo leży w
żołądku.
– Przede wszystkim daje iluzoryczne poczucie mocy, siły, panowania nad
innymi, bycia kimś szczególnym. Na prymitywnym, atawistycznym poziomie karmi
ludzką arogancję, iluzję bycia panami tego świata, którym wolno wszystko
zabijać i zjadać.
– A co z naszym chrześcijańskim przesłaniem: “Czyńcie sobie ziemię poddaną”?
Na autorytet Pisma Świętego powołuje się wielu z nas, przekonanych, ze
zwierzęta są jednak do jedzenia.
– To ulubione, ogólnoplanetarne alibi dla ludzkiego rozszczepionego i
zaniepokojonego sumienia. Myślę, że są dwa sposoby rozumienia tego, co znaczy
czynić sobie coś lub kogoś poddanym. Pierwszy – najbardziej powszechny –
charakteryzuje się wspomnianą arogancją pana czyniącego z ziemi i ze
wszystkiego, co ona rodzi, niewolnika i poprawiającego sobie w ten sposób
kiepskie w istocie samopoczucie. Bo im mniej mamy szacunku dla siebie, tym
bardziej pragniemy zdominować innych, tym bardziej potrzebujemy ofiar i
poddanych. Źródłem arogancji zawsze jest strach, nieczyste sumienie i utrata
szacunku do samego siebie.
– Ale jest też inne rozumienie słów “czynić sobie poddaną”, które wiąże się z
odpowiedzialnością i miłością. Jako ludzie obdarzeni jesteśmy inteligencją i
samoświadomością. Mamy możliwość uświadamiania sobie własnych wyborów, a
także trudnych pytań dotyczących