PRZYJACIEL na talerzu...

08.11.02, 21:02
Przyjaciel na talerzu
Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia – mówi Wojciech Eichelberger w
rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską

– Czy zwierzęta są do jedzenia?
– Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.
– Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać ich i
zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania,
z cierpieniem zwierząt?
– Od dziecka jesteśmy w tej sprawie uczeni hipokryzji. Małe dzieci bardzo
kochają zwierzęta. Dziecięca miłość do zwierząt jest naturalna i
wszechogarniająca. Gdy byłem dzieckiem, wszystko, co żyje – pies, kot, koń,
ptak, motyl, robak, ryba, meduza, jaszczurka czy wąż – przedstawiało sobą
jakieś zachwycające objawienie. Ku utrapieniu mamy hodowałem z bratem w domu,
co się dało.
Sporo czasu w dzieciństwie spędziłem na wsi. Pamiętam jak godzinami
przesiadywałem w żłobie u pewnego konia. Uwielbiałem patrzeć, jak zanurza w
owies swój wielki pysk, wydmuchuje nozdrzami powietrze i powoli, cierpliwie
żuje. To był ogromny pociągowy koń, spokojny i silny. Dobrze było być blisko
niego.
Moje dziecięce serce pełne było zachwytu i przywiązania do wielu różnych
zwierząt. To z nimi przeżywałem swoje pierwsze miłości. Myślę, że niemal
każdy dorosły, jeśli mu pamięć dopisuje, odnajdzie w sobie podobne
wspomnienia. A mimo to jak większość dzieci jadłem mięso.
Z pewnością któregoś dnia na moim talerzu też wylądowało “mięsko”
albo “kotlecik” Dziecko nie wie przecież, skąd się wzięło “mięsko”. Nie było
świadkiem zabijania tego zwierzęcia. Pyta więc rodziców, co to jest. Wtedy
wyraźnie zmieszani rodzice mówią mu, że “to taki kawałeczek cielaczka albo
kurczaczka, albo świnki”. Dziecko jest zaskoczone, zaczyna mieć pierwsze
wątpliwości. Pyta zatem, co się stało z tym kurczaczkiem. Czy to znaczy, że
został zabity? Wtedy słyszy, że został zabity jakiś inny kurczaczek. Nie ten,
którego zna i lubi. W ten właśnie sposób uczymy się hipokryzji i podwójnej
moralności. Rozpoczyna się w nas proces wewnętrznego rozszczepienia na dwie
nie mające ze sobą nic wspólnego części. Jedna przeżywa w związku ze
zwierzętami niestety już nieprawdziwe, egzaltowane miłosne wzruszenia, a
druga zachwyca się smakiem mięsa i udaje, że nie ma nic wspólnego z
zabijaniem. Już jako dzieci całujemy i przytulamy zwierzątka, jednocześnie
nieświadomie uczestnicząc w ich zabijaniu. Świat naszych wyższych uczuć
oddziela się całkowicie od świata kuchni i stołu. Zwierzęta, które żyją obok
nas i mają swoje imiona, nazywamy przyjaciółmi. Cała anonimowa reszta jest do
zabicia i zjedzenia. Zaczynamy żyć podwójnym życiem.
– Rozmawiałam niedawno z wrażliwym mężczyzną, właścicielem gospodarstwa
rolnego. Ma dużo zwierząt, które – jak twierdzi – bardzo kocha. Te, które
zabija, sprzedaje, ponieważ nie byłby w stanie ich zjeść. Dla swojej rodziny
kupuje mięso w sklepie.
I jeszcze jeden przykład. Kilka lat temu byłam w delegacji we Włoszech.
Organizatorzy pokazywali nam, dziennikarzom ze Wschodu, nowoczesny zakład
przetwórstwa mięsnego. Nigdy nie zapomnę przygnębiającego wrażenia, jakie
zrobiło na nas to miejsce. Pracownicy przy taśmach z fragmentami zwierzęcych
ciał byli bladzi i apatyczni, niechętnie odpowiadali na nasze pytania.
Czuliśmy się jak w grobie. Przez wiele godzin po tej wizycie nie mogliśmy
dojść do siebie. A jednak wieczorem na bankiecie niemal wszyscy jedliśmy
szynkę parmeńską...
– Tak objawia się owo rozszczepienie, o którym mówiłem wcześniej. Ktoś mógłby
zapytać, jaki jest związek między jedzeniem mięsa a wojną. Myślę, że bardzo
wyraźny. Po to, by móc brać udział w szaleństwie wojny i zabijać ludzi,
najpierw musimy się wewnętrznie rozszczepić Tak jak dzielimy zwierzęta na te
do kochania i te do zabijania, tak samo musimy podzielić ludzi – na tych,
których kochamy, i na tych znienawidzonych, których można, a nawet trzeba
zabić. Wojna jest tragicznym wyrazem ludzkiego rozszczepienia, którego
prototypem może być nasze dziecięce doświadczenie z kurczakiem do głaskania i
kurczakiem do jedzenia.
– Chcesz powiedzieć, że jedząc zwierzęta, włączamy się w obieg zabijania,
przykładamy rękę do wojen?
– Na ogół nieświadomie, ale tak. Świat jest całością, w której każde
zdarzenie nieuchronnie pociąga za sobą następne. A my, ludzie, pozostajemy w
nieustannym stanie wojny ze światem przyrody. W bezlitosny, bezwzględny
sposób, na skalę przemysłową eksterminujemy niewyobrażalne ilości zwierząt,
fundując im swoiste obozy koncentracyjne i komory śmierci.

– Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa – powtarza Paul
McCarney. Relacje tych, którzy widzieli, jak zabijane są zwierzęta, to
horror. “Widziałam świnie niezdolne do chodzenia i stania na własnych nogach,
zaciągane siłą do rzeźni; okaleczone zwierzęta, które wlokły za sobą własne –
wnętrzności” – pisze w książce “Milcząca arka” Juliet Gellatley, angielska
działaczka wegetariańska. Zdarza się, że żywe zwierzęta są obdzierane ze
skóry...
– Niestety, to straszliwe cierpienie zwierząt staje się integralnym
składnikiem kawałka mięsa lądującym na naszym talerzu. Mięso zwierząt
rzeźnych zawiera w sobie nie tylko ogromną ilość adrenaliny, ale także innych
toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jaki przezywają one na
etapie hodowli, w transporcie i ubojni – jak to się teraz elegancko mówi.
Zawiera też środki chemiczne, którymi karmione są zwierzęta, takie jak
powodujące szybszy przyrost masy anaboliki i antybiotyki stosowane
profilaktycznie przeciw epidemiom zwierzęcym.
– Jak to na nas wpływa? Stajemy się bardziej agresywni?
– To też, ale przede wszystkim mniej zdrowi. Gdy 30 lat temu przestałem jeść
mięso, poczułem wyraźną zmianę. Stałem się bardziej wrażliwy, cierpliwy,
rozumiejący. Nie bez powodu wszystkie tradycje religijne ustosunkowują się
jakoś do sprawy mięsa i we wszystkich pojawia się wyraźna sugestia, że
niejedzenia mięsa może być pomocne w realizowaniu naszych religijnych,
duchowych aspiracji. Także chrześcijaństwo postuluje, żeby przynajmniej raz w
tygodniu wyrzekać się mięsa. Po co ten post? Bynajmniej nie po to, aby – jak
wielu sądzi – umartwiać się, lecz po to, aby o siebie zadbać i oczyścić nieco
ciało i umysł.
– Ale mięso daje poczucie bezpieczeństwa, sytości, ponieważ długo leży w
żołądku.
– Przede wszystkim daje iluzoryczne poczucie mocy, siły, panowania nad
innymi, bycia kimś szczególnym. Na prymitywnym, atawistycznym poziomie karmi
ludzką arogancję, iluzję bycia panami tego świata, którym wolno wszystko
zabijać i zjadać.
– A co z naszym chrześcijańskim przesłaniem: “Czyńcie sobie ziemię poddaną”?
Na autorytet Pisma Świętego powołuje się wielu z nas, przekonanych, ze
zwierzęta są jednak do jedzenia.
– To ulubione, ogólnoplanetarne alibi dla ludzkiego rozszczepionego i
zaniepokojonego sumienia. Myślę, że są dwa sposoby rozumienia tego, co znaczy
czynić sobie coś lub kogoś poddanym. Pierwszy – najbardziej powszechny –
charakteryzuje się wspomnianą arogancją pana czyniącego z ziemi i ze
wszystkiego, co ona rodzi, niewolnika i poprawiającego sobie w ten sposób
kiepskie w istocie samopoczucie. Bo im mniej mamy szacunku dla siebie, tym
bardziej pragniemy zdominować innych, tym bardziej potrzebujemy ofiar i
poddanych. Źródłem arogancji zawsze jest strach, nieczyste sumienie i utrata
szacunku do samego siebie.

– Ale jest też inne rozumienie słów “czynić sobie poddaną”, które wiąże się z
odpowiedzialnością i miłością. Jako ludzie obdarzeni jesteśmy inteligencją i
samoświadomością. Mamy możliwość uświadamiania sobie własnych wyborów, a
także trudnych pytań dotyczących
    • Gość: Ya Re: PRZYJACIEL na talerzu... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.11.02, 22:28
      Piękne, głębokie myśli.
      Dla emki, burzy,gitmana i im podobnych trupojadów
      zbyt głębokie .

      :-)))


      Ukłony
      • Gość: gitman Re: PRZYJACIEL na talerzu... IP: bierki:* / 192.168.9.* 08.11.02, 22:41
        Gość portalu: Ya napisał(a):

        > Piękne, głębokie myśli.
        > Dla emki, burzy,gitmana i im podobnych trupojadów
        > zbyt głębokie .
        >
        > :-)))
        >
        >
        > Ukłony

        A wlasnie ze nie, ja tez lubie zwierzaki, ale te ktore lubie to ich nie jadam.
        Psa bym nigdy nie zjadl na ten przyklad, chyba ze juz bym umieral z glodu.
        A innych zwierazkow tez mi troche zal, ale bym po prostu nie dal rady zyc
        samymi roslinami, bo tam nie ma wszytskich skladnikow potrzebnych dla
        organizmu.
      • Gość: Lech Re: PRZYJACIEL na talerzu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.02, 18:30
        Gość portalu: Ya napisał(a):

        > Piękne, głębokie myśli.
        > Dla emki, burzy,gitmana i im podobnych trupojadów
        > zbyt głębokie .

        Przez te myśli przebijają się tylko szczere chęci. Ale tak naprawdę dla świata
        jest to utopia. Nawet w Indiach, które są rzekomą kolebką wegetarianizmu,
        ludzie nie obędą się bez spożywania produktów pochodzenia zwierzęcego jak jaja,
        mleko i ich przetwory. A co dopiero mówić o naszym klimacie. Te filozoficzne
        wywody Eichelbergera, to tylko pobożne życzenia czy szczere chęci oderwane od
        rzeczywistych możliwości otaczającego nas świata i przyrody...
    • syrenka23 Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo 09.11.02, 13:24
      – Ale jest też inne rozumienie słów “czynić sobie poddaną”, które wiąże się z
      odpowiedzialnością i miłością. Jako ludzie obdarzeni jesteśmy inteligencją i
      samoświadomością. Mamy możliwość uświadamiania sobie własnych wyborów, a także
      trudnych pytań dotyczących sensu istnienia. Dzięki temu w znacznej mierze losy
      ziemi, losy przyrody zależą od nas. Mamy władzę. Ale z władzą nieodzownie wiąże
      się odpowiedzialność. Jeżeli nie przestaniemy schlebiać naszym słabościom i
      przyzwyczajeniom, naszej chciwości i arogancji, zaszkodzimy światu, za który
      jesteśmy odpowiedzialni. Zaszkodzimy również sobie, bowiem jesteśmy
      nieodrodnymi dziećmi tej ziemi i bez niej nie przeżyjemy ani chwili.
      Tymczasem gigantyczna produkcja mięsa wpływa fatalnie na środowisko. Ogromne
      połacie lasów tropikalnych zamieniamy w pastwiska. Nie mamy już prawie czym
      oddychać, ale okazuje się, że potrzeba mięsa jest dla nas ważniejsza niż
      powietrze. Odchody zwierząt hodowlanych zatruwają wody gruntowe i wydzielają
      ogromne ilości metanu. Przyczyniają się do powiększania dziury ozonowej, co
      sprawia, że dobroczynne dotychczas słońce staje się coraz bardziej
      niebezpieczne. Udowodniono także, że choroby cywilizacyjne związane są m.in. ze
      zbyt dużą ilością mięsa w naszej diecie. Takie są niektóre tylko konsekwencje
      czynienia sobie ziemi poddaną w sposób arogancki i nieodpowiedzialny.
      Punktem wyjścia dla budowania zasadniczo innej relacji pomiędzy ludźmi i ziemią
      może być uświadomienie sobie tego, że “czynienie sobie kogoś lub czegoś
      poddanym” w istocie wiąże się z miłością. Może najbardziej z miłością rodzica
      do dziecka, które jest mu “poddane”, a więc zależne od niego w ogromnym
      stopniu, z czym wiąże się ogromna rodzicielska odpowiedzialność za dziecko. Tak
      czy owak poddać się, oddać, podzielić ze sobą, zaufać w pełni drugiej osobie
      możemy tylko wtedy, gdy jesteśmy z nią w prawdziwej relacji miłosnej opartej na
      zaufaniu, szacunku, wzajemnej trosce o siebie i odpowiedzialności. W takim
      związku nie ma miejsca na zabijanie, eksploatację, zniewolenie i wymuszanie
      ofiar. Tak właśnie powinna wyglądać nasza relacja z ziemią, przyrodą. Czas
      najwyższy więc, abyśmy na nowo odpowiedzieli sobie na pytanie, co to
      znaczy “czynić sobie ziemię poddaną” i jak to powinniśmy robić. Byłoby to dla
      nas łatwiejsze, gdyby okazało się, że ktoś kiedyś pomylił się w tłumaczeniu i
      że tak naprawdę mamy sobie czynić ziemię oddaną, a nie poddaną.

      – Twierdzimy wręcz, że bez mięsa nie da się żyć, że to grozi poważnymi
      zdrowotnymi powikłaniami.
      – Znam 30-letnich ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli w ustach mięsa i mają
      się znakomicie. Ich matki tez nie jadły mięsa, będąc w ciąży czy w czasie
      karmienia. To raczej jedzenie zwierząt jest zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia.
      I ta prawda coraz bardziej się przebija do powszechnej świadomości. Nawet w
      niektórych gabinetach lekarskich w Polsce można zobaczyć plakaty z piramidą
      zdrowia, która pokazuje, jak minimalnych ilości mięsa rzekomo potrzebujemy do
      życia. Mięso stanowi sam czubek tej piramidy, trzy procent całej naszej diety.
      Piramidę firmuje Światowa Organizacja Zdrowia. Zasadniczym składnikiem zdrowej
      diety są zboża, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Ale istnieje ogromny
      nacisk lobby mięsnego. W tę dziedzinę przemysłu zaangażowane są ogromne
      pieniądze. Lekarze i instytuty naukowe produkują więc od dziesięcioleci dowody
      i informacje mające uzasadnić konieczność jedzenia mięsa. Wszystko to wygląda
      na rozpaczliwą próbę podtrzymania koniunktury i uspokojenia sumień konsumentów.
      – W Polsce 100 tysięcy ludzi deklaruje niejedzenie mięsa. To dużo czy mało?
      Według mnie mało, zważywszy na to, jak wiele już wiemy o tym, że jedzenie
      przyjaciół (Bernard Shaw twierdził, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi, a on
      nie jada przyjaciół nie wychodzi nam na zdrowie. Dla wielu z nas jednak ciągle
      niejedzenie zwierząt byłoby wyrzeczeniem ponad możliwości, strasznym bólem,
      karą.
      – Na spotkaniach z czytelnikami moich książek często słyszę, jakim to wielkim
      jestem ascetą, bo wyrzekam się jedzenia mięsa. Mówię wtedy, że jest to
      komplement niezasłużony, że wręcz przeciwnie – jestem sybarytą. Nie jedząc
      mięsa, robię sobie dobrze. Nie czuję żadnego braku. Gdy nasz związek z ziemią,
      ze zwierzętami jest związkiem miłosnym, wtedy nie jest to żadne wyrzeczenie,
      lecz najbardziej naturalna rzecz pod słońcem. W końcu kto przy zdrowych
      zmysłach chciałby zjeść swoje dziecko, kochanka lub kochankę? Tak mówi
      większość osób, które zdecydowały się nie jeść mięsa. Poprawia się im jakość
      życia, czują się zdrowsze, bardziej w zgodzie ze sobą Mają spokojne sumienie,
      bo ich stół nie jest już stołem krwawej i niepotrzebnej ofiary. W dodatku
      otwiera się bezmiar możliwości dogadzania własnemu podniebieniu. Ludzie nawykli
      do mięsa są przekonani, że przyrządzenie posiłku z czegoś innego niż mięso jest
      sprawą skomplikowaną. Wszystko staje się tylko dodatkiem do mięsa. Gdy
      odstawimy mięso, okazuje się, ze owe dodatki same w sobie są czymś wspaniałym.
      Nabierają nieoczekiwanych kolorów i smaków.
      – Na świecie rocznie zabija się niewyobrażalną liczbę zwierząt: 24 miliardy.
      Czy możesz podać jeden powód, dla którego jest to uzasadnione?

      – W pewnych sytuacjach jedzenie zwierząt jest uzasadnione. Indianie
      amerykańscy, którzy nie potrafili albo nie mogli wyżywić się inaczej, jedli
      mięso zwierząt. Podobnie Tybetańczycy, mieszkańcy kraju położonego tak wysoko,
      że nic oprócz trawy nie da się wyhodować, żywią się mięsem i przetworami
      zwierzęcymi. Przed każdym posiłkiem wypowiadają jednak taką mniej więcej
      intencję: “Ten pokarm powstał dzięki pracy niezliczonych istot. Pamiętajmy o
      ich trudzie. Tak wiele mamy skaleń. Tak wiele popełniamy błędów. Tak słaby jest
      nasz wysiłek. Czy zasłużyliśmy na ten dar? Obżarstwo pochodzi z chciwości,
      bądźmy powściągliwi. Ten dar podtrzymuje nasze życie, bądźmy wdzięczni”. Ci
      ludzie, jedząc mięso, mają świadomość tego, jaką ofiarę przyjmują. Wiedzą, że
      jest to ofiara życia. Ofiara dokonana przez istoty czujące, zdolne do
      przeżywania cierpienia i przywiązane do życia. To zobowiązuje.
      W naszej kulturze wygląda to zupełnie inaczej. Widząc kotlet na talerzu, nie
      przeżywamy poczucia bycia obdarowanymi tak hojnie ani zobowiązania, które z
      tego wynika. Nie umieramy z głodu i moglibyśmy spokojnie wyżywić się inaczej.
      Ale jemy ciało zabitego zwierzęcia dla kaprysu i z przyzwyczajenia. Smakuje
      nam, to jemy. A jak nie, to wyrzucamy do śmieci. Jesteśmy rozpaskudzeni
      nadmiarem wszystkiego, również żywności. Jemy byle jak, czytając gazetę,
      oglądając telewizję. Straciliśmy kontakt z rzeczywistością – przestaliśmy
      rozumieć, czym jest jedzenie, a szczególnie jedzenie mięsa. Zapomnieliśmy, jak
      wielka ofiara się z tym wiąże.
      ...................................................

      Artykuł przedrukowany za pozwoleniem z miesięcznika “Zwierciadło”, październik
      2002
      • syrenka23 Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo 18.11.02, 17:52
        hopla !!
        • Gość: telemasca Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo IP: *.acn.waw.pl 01.12.02, 01:28
          ja mam do ciebie prosbe: napisz wreszcie cos dziewczyno od siebie! chcesz nam
          przekazac jakis teskt to daj na niego namiary, jakis link. po co ty w ogole
          pocisz sie na jakies tutaj eseje czy referaty? jaki to ma sens?
        • Gość: gitman Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo IP: bierki:* / 192.168.9.* 01.12.02, 12:50
          Telemasca ma racje. Syrenko, sprobuj napisac cos wlasnymi slowy, na pewno ci
          sie uda!
        • Gość: boza krowka Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.03, 21:28
          Sliczny tekst! Mnie zszokowalo, ze zabija sie te 24 miliardy zwierzat, skoro
          nie wszyscy ludzie na naszej planecie jedza mieso, bo albo ich nie stac albo
          nie chca. To ile wpyla na glowe ta reszta??
          dzieki Syrenka!
          I niech jeszcze tu pisza o krwiozerczych wegeratianinach. Eichelberger to
          uosobienie spokoju.
          pozdrawiam
      • Gość: misiu Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo IP: *.chello.pl 01.12.02, 17:15
        syrenka23 napisała:

        > Nie umieramy z głodu i moglibyśmy spokojnie wyżywić się inaczej.
        > Ale jemy ciało zabitego zwierzęcia dla kaprysu i z przyzwyczajenia. Smakuje
        > nam, to jemy. A jak nie, to wyrzucamy do śmieci. Jesteśmy rozpaskudzeni
        > nadmiarem wszystkiego, również żywności. Jemy byle jak, czytając gazetę,
        > oglądając telewizję. Straciliśmy kontakt z rzeczywistością – przestaliśmy
        >
        > rozumieć, czym jest jedzenie, a szczególnie jedzenie mięsa. Zapomnieliśmy,
        jak
        > wielka ofiara się z tym wiąże.

        Wszelki dostatek pochodzi z ludzkiej pracy, więc pisząc o rozpaskudzeniu autor
        zapomina o szacunku dla niej, który nakazuje przyjąć za słuszne korzystanie z
        jej owoców. Nie jesteśmy tu za karę, umartwienie zostawmy tym, którzy je sobie
        dobrowolnie wybrali. Nie mamy mniejszych praw niż drapieżniki, zjadające swoje
        ofiary bez wysiłku włożonego w ich hodowlę. "Kaprys i przyzwyczajenie"? Wolne
        żarty. Kaprysem może być wycieczka dookoła świata, a nie jedzenie tego, co
        lubię. Jedyna wdzięczność, jaką odczuwam, to wdzięczność do Boga, bo to On
        stworzył ekosystem dający człowiekowi wszystko, co mu potrzebne do życia.

        • Gość: gitman Re: PRZYJACIEL na talerzu... CD bo ucielo IP: bierki:* / 192.168.9.* 01.12.02, 18:58
          Masz racje, Pan Bog dobry jest i dal ludziom wszystko co im potrzeba do zycia.
          A ze niektorzy tak jak wladze USA wola przeznaczyc 200 mld $ na wojne, zamiast
          na inne cele, to juz nie wina Boga, ale ludzi.
    • Gość: brumbak Re:zwierzęta są do kochania nie do jedzenia IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 02.10.03, 21:16
      > piekne słowa Wojciecha Eichelbergera , Paula Mc Cartneya i innych
      . przypominam ten post - kto nie czytał -warto
      • balbinia Re:zwierzęta są do kochania nie do jedzenia 24.01.04, 18:09
        Gość portalu: brumbak napisał(a):

        > > piekne słowa Wojciecha Eichelbergera , Paula Mc Cartneya i innych
        > . przypominam ten post - kto nie czytał -warto

        :-))
Pełna wersja