Ostrzeżenia

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.03, 15:50
Ponieważ niejaki Robert usiłuje zasypać grupę fałszywymi danymi o weganizmie
ponownie ostrzegam przez zagrożeniami:

"Literatura podaje, że w zależności od odmiany stosowanej diety i wraz ze
wzrostem stopnia jej restrykcyjności wzrasta ryzyko pojawienia się
konsekwencji zdrowotnych na tle np. niedoborów aminokwasów egzogennych,
żelaza czy kobalaminy."
Pełen tekst:
mitchell.pol.pl/a/artykul.php/ida/25/
"(...) w absolutnym w. [weganizmie - objaśnienie moje] brak w pożywieniu
białek zwierzęcych przy nieumiejętnym doborze białek roślinnych może
prowadzić do różnych zmian chorobowych, zwł. u dzieci i młodzieży;"
Tekst z:
encyklopedia.pwn.pl/79514_1.html
    • Gość: doku To trzeba niestety wiedzieć i stosować IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 15.01.03, 16:45
      Gość portalu: LR napisał(a):

      > brak w pożywieniu
      > białek zwierzęcych przy nieumiejętnym doborze białek roślinnych może
      > prowadzić do różnych zmian chorobowych

      Jednak kiedy już dobór jest umiejętny, to taka dieta staje się dużo zdrowsza.
      To tak jak z pływaniem. Jeśli się nie umie, to pływanie na głębokiej wodzie
      jest niebezpieczne, ale gdy już umiesz pływać, to korzystnie dla zdrowia jest
      pływać zamiast oglądać telewizję z papierosem w ręku.
      • Gość: LR Re: To trzeba niestety wiedzieć i stosować IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.03, 19:25
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Gość portalu: LR napisał(a):
        >
        > > brak w pożywieniu
        > > białek zwierzęcych przy nieumiejętnym doborze białek roślinnych może
        > > prowadzić do różnych zmian chorobowych
        >
        > Jednak kiedy już dobór jest umiejętny, to taka dieta staje się dużo zdrowsza.
        > To tak jak z pływaniem.

        Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że zawsze można trafić na pseudonauczycieli
        takiego "pływania" którzy zamiast nauczyć pływać utopią swojego ucznia, jak tu:

        news.bbc.co.uk/1/hi/health/1542293.stm
        albo tu:

        www.friko.pnet.pl/~rugala/farma.htm
        lub tu:

        www.friko.pnet.pl/~rugala/relacje.htm
    • Gość: Robert ostrzegać to trzeba przed LR IP: 209.234.157.* 15.01.03, 17:02
      Gość portalu: LR napisał(a):

      > Ponieważ niejaki Robert usiłuje zasypać grupę
      fałszywymi danymi o weganizmie
      > ponownie ostrzegam przez zagrożeniami

      Lechu, jesteś bezczelnym kłamcą. Kłamiesz
      pisząc "fałszywe dane" - NIC NIE ZAFAŁSZOWAŁEM,
      ZACYTOWAŁEM FRAGMENT MIESIĘCZNIKA OKRĘGOWEJ IZBY
      LEKARSKIEJ "MEDICUS" SŁOWO W SŁOWO !!!

      Zresztą kto chce, niech sam sprawdzi, że LR to kłamca a
      ja nic nie wymyśliłem tylko zacytowałem słowo w słowo
      co znalazłem w miesięczniku Okręgowej Izby Lekarskiej:

      www.medicus.lublin.pl/2000/08/grubasie.htm
      I co zmieniłem w poniższym tekście Lechu kłamco???

      Fragmenty artykułu z Miesięcznika Okręgowej Izby
      Lekarskiej "Medicus":

      "(...)II etap. Zdrowe, pełnowartościowe żywienie.

      W 1991 roku Stowarzyszenie Lekarzy Medycyny
      Odpowiedzialnej w USA wydało raport zalecający
      gruntowną zmianę diety. Polega ona na wprowadzeniu
      wyłącznie 4 grup pokarmów roślinnych: warzyw, owoców,
      nasion zbóż i roślin strączkowych. Według opinii
      ekspertów produkty pochodzenia zwierzęcego (mięso,
      ryby, nabiał) nie są niezbędnym pokarmem i mogą być
      uważane za dodatek, a nie podstawę żywienia. WHO
      zaleca spożycie dzienne 400 g owoców i warzyw oraz 30
      g nasion roślin strączkowych.

      Rośliny są nie tylko źródłem witamin, mikroelementów,
      białek, węglowodanów, błonnika, ale zawierają
      przeciwutleniacze oraz związki o właściwościach
      przeciwnowotworowych.(...)Pokarmy przerobione
      przemysłowo takie jak: biały cukier, biała mąka,
      biała sól, oleje rafinowane, mięso zostały wykluczone
      z diety. Parę słów dla przypomnienia o tym, dlaczego.

      1) Duże spożycie cukru i tłuszczu (białej mąki,
      słodyczy, mięsa) może doprowadzić do powstania
      zespołu X (otyłość, choroba wieńcowa, nadciśnienie,
      cukrzyca, wysoki poziom cholesterolu). Taka dieta
      sprzyja powstawaniu wolnych rodników (zwłaszcza
      produkty smażone, wędzone, spleśniałe), które
      uszkadzają struktury komórkowe prowadząc do
      samostrawienia, zapalenia, niedokrwienia, martwicy,
      zwyrodnienia.

      2) Spożywanie nienaturalnych biologicznie olejów
      (przetworzonych) i tłuszczów zwierzęcych, cukru,
      alkoholu może blokować ważny enzym delta 6-desaturazę
      czynną w produkcji prostaglandyn (o działaniu
      przeciwmiażdżycowym i przeciwzapalnym).

      3) Spożycie pokarmu niezrównoważonego i
      niedoborowego, jakim jest biała mąka czy cukier, może
      spowodować zubożenie organizmu w szereg witamin,
      wapń, chrom, które są w zewnętrznej warstwie ziarna.
      Biała mąka i cukier są uważane za najszkodliwsze
      produkty współczesnej diety!

      4) Mleko od krowy (szczególnie pasteryzowane) jest
      najzdrowszym pokarmem dla cieląt, lecz nie dla
      człowieka. Podlega gniciu w jelitach, sprzyja
      miażdżycy (kazeina, cholesterol, tłuszcz) zwłaszcza
      przy braku kwasu foliowego zawartego w roślinach
      zielonych, odwapnieniu kości (białko, fosforany) i
      alergii.

      5) Białko zwierzęce zakwasza organizm, co doprowadza
      do neutralizowania zasadowymi solami wapniowymi z
      kości. Może to prowadzić do osteoporozy. Obecność
      puryn w mięsie sprzyja skazie moczanowej.

      6) Stłuszczała wątroba traci zdolność oczyszczania
      krwi napływającej z jelit. W wyniku gnicia w jelitach
      do krwi przechodzą "niestrawione" cząsteczki tworząc
      kompleksy immunologiczne blokujące układ
      odpornościowy (spadek odporności - zespół
      przeciekających jelit).

      7) Brak błonnika przyspieszającego pasaż jelitowy,
      obniżającego cholesterol, zwiększającego wydalanie
      kwasów żółciowych, zwalniającego przyswajanie cukru
      podwyższa ryzyko nowotworów sutka, okrężnicy,
      prostaty, chorób serca, otyłości, cukrzycy i
      osteoporozy.

      Długowieczni Hindusi z doliny Hunza są wegetarianami.
      Ich jadłospis składa się z surowych jarzyn i owoców
      latem, kiełków zbóż, suszonych moreli i owczej
      bryndzy zimą. Zdrowi do późnej starości tybetańscy
      mnisi nie znający próchnicy, chorób układu krążenia,
      nowotworów jelita grubego jedzą placki jęczmienne,
      piją ziołową herbatę, czystą wodę, a latem dodają
      rzepę, marchew, ziemniaki i trochę ryżu."
      www.medicus.lublin.pl/2000/08/grubasie.htm
      Fragmenty artykułu dr Marii Grodeckiej umieszczonego
      w serwisie
      www.zdrowie.supermedia.pl/wegetarianizm.htm
      "(...) W potocznej świadomości Polaków wciąż dominuje
      anachroniczny stereotyp "dobrego odżywiania" z lat
      dwudziestych. Jako najcenniejsze pokarmy, najbardziej
      pożądane i najczęściej jadane występują w nim: mięso,
      wędliny, cukier, słodycze, smalec i białe pieczywo. W
      rezultacie za "dobre odżywianie" uchodzi wszystko to,
      co ludziom najbardziej szkodzi i powoduje najwięcej
      ciężkich chorób. Tradycyjna dietetyka wywodziła się z
      dwóch, uznanych już obecnie za nietrafne, założeń:
      ludzki organizm potrzebuje dużych ilości białka
      zwierzęcego, oraz białko zwierzęce ma wyższą wartość
      odżywczą niż białko roślinne. Opinię tę sformułował w
      początkach XX w m.in. angielski uczony Thomas, po
      przeprowadzeniu serii doświadczeń na szczurach.
      Podawał im pokarm za zwiększoną ilością białka
      zwierzęcego, czym powodował przyspieszenie wzrostu i
      dojrzewania. Odtąd opinia o "wyższej wartości" białka
      zwierzęcego utrwaliła się i ugruntowała jako
      niepowtarzalny dogmat naukowy.(...)W 1969 roku,
      renomowane pismo medyczne "The Lanset" (43, 285)
      zamieściło w artykule redakcyjnym następujące
      oświadczenie: "Dawniej białko pochodzenia
      roślinnego traktowane było jako mniej wartościowe
      niż białko pochodzenia zwierzęcego. Obecnie jednak
      rozróżnienie to zostało powszechnie zarzucone"."

      • Gość: doku Nie przejmuj się tym LR. To widać, że pisze w ... IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 15.01.03, 18:18
        ... w złych intencjach, bo zamiast radzić, jak uniknąć błędów, zniechęca tylko
        do zmian na lepsze. Jest jak policjant, który zamiast walczyć z bandytami mówi
        ludziom, żeby nie wychodzili z domu, bo ulice opanowali bandyci.
        • Gość: LR Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.03, 19:34
          Gość portalu: doku napisał(a):

          > ... w złych intencjach, bo zamiast radzić, jak uniknąć błędów, zniechęca
          tylko
          > do zmian na lepsze. Jest jak policjant, który zamiast walczyć z bandytami
          mówi
          > ludziom, żeby nie wychodzili z domu, bo ulice opanowali bandyci.

          Kiedy policjant strzela do bandytów to zwykle ostrzega przechodniów, aby padli
          na ziemię.

          Także trzeba ostrzegać przez różnymi szarlatanami, którzy wprowadzają ludzi w
          błąd informacjami, że dieta wegańska jest prosta, bo wystarczy zjeść tylko same
          roślinki. O tym, że jest to żywienie bardzo skomplikowane i kosztowne (nie
          każdego stać na kupno różnych substytutów czy komponentów dostarczających
          niezbędnych składnikow) zwykle się nie mówi. Skutkuje to póżniej takimi
          przypadkami:

          news.bbc.co.uk/1/hi/health/1542293.stm

          • zenna Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń 16.01.03, 11:18
            Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia komplet aminokwasow. Ani to
            skomplikowane, ani drogie. :-)
            • Gość: Jolanta moze jakis nowszy raport? IP: 62.244.139.* 16.01.03, 13:14
              Zastanawiam sie dlaczego przytacza pan rapor z 1991 roku? Zapewniam pana, ze od
              tamtego czasu wydano juz pare nowszych i bardziej aktualnych prac. Osobiscie
              odsylam pana do wypowiedzi WHO dot. poruszanego zagadnienia.
              • Gość: LR Re: moze jakis nowszy raport? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 16:42
                Gość portalu: Jolanta napisał(a):

                > Zastanawiam sie dlaczego przytacza pan rapor z 1991 roku? Zapewniam pana, ze
                od
                >
                > tamtego czasu wydano juz pare nowszych i bardziej aktualnych prac. Osobiscie
                > odsylam pana do wypowiedzi WHO dot. poruszanego zagadnienia.

                Ten przypadek miał miejsce po 1991 roku. Zatem ani rok wydania raportu, ani
                sama jego treść nie wyklucza zagrożeń dla życia i zdfrowia wynikających ze
                stosowania ściśle wegańskiej diety. O jednym z przypadków śmierdci będącej
                skutkiem tej diety tu:
                news.bbc.co.uk/1/hi/health/1542293.stm
            • Gość: LR Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 16:39
              zenna napisała:

              > Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia komplet aminokwasow.

              Chyba w snach...

              > Ani to skomplikowane, ani drogie. :-)

              A dlaczego to grochówka "na wodzie", by miała być skomplikowana i droga? Tyle
              że niestety takie żywienie prowadzi do komlikacji zdrowotnych, które po kilku
              latach (nie od razu) mogą skończyć się anemią - jak w przypadku mojego byłego
              kolegi, który zmarł na tą choorobę, a w przypadku małych dzieci wcześniej, jak
              tu:
              news.bbc.co.uk/1/hi/health/1542293.stm
              i w wielu podobnych przypadkach. Także w Polsce były przypadki, kiedy
              fanatyczni weganie doporowadzili swoje dzieci do ciężkiej choroby żywiąc je
              według tych błednych zasad żywienia i zostali skazani wyrokiem sądowym na kary.

              • zenna Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń 16.01.03, 20:37
                Gość portalu: LR napisał:

                > Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia komplet aminokwasow.
                >
                > Chyba w snach...

                Oj, Lechu, podedukuj sie troche z biologii.

                > A dlaczego to grochówka "na wodzie", by miała być skomplikowana i droga?

                Pisales, ze odzywianie weganskie jest drogie. Przyklad z grochowka mowi cos
                przeciwnego. Niepotrzebne sa zagraniczne substytuty(?), wystarczaja polskie
                warzywa straczkowe.

                >Tyle że niestety takie żywienie prowadzi do komlikacji zdrowotnych

                Gdyby ktos zywil sie tylko grochowka, to pewnie tak. Ale nikt tu tego nie mial
                na mysli. Jeden taki posilek bialkowy dziennie + czerpanie z bogactwa ziaren,
                kasz, warzyw, owocow daje bardzo we wszystkie skladniki odzywcze diete.

                Nie sadze jednak, zebys chcial to przyjac do wiadomosci.
                Pozdrawiam, dodajac, ze nie jestem weganka, dopiero sie nad tym zastanawiam.
                • Gość: LR Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 21:02
                  zenna napisała:

                  > Gość portalu: LR napisał:
                  >
                  > > Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia komplet aminokwasow.
                  > >
                  > > Chyba w snach...
                  >
                  > Oj, Lechu, podedukuj sie troche z biologii.
                  >
                  > > A dlaczego to grochówka "na wodzie", by miała być skomplikowana i droga?
                  >
                  > Pisales, ze odzywianie weganskie jest drogie. Przyklad z grochowka mowi cos
                  > przeciwnego. Niepotrzebne sa zagraniczne substytuty(?), wystarczaja polskie
                  > warzywa straczkowe.
                  >
                  > >Tyle że niestety takie żywienie prowadzi do komlikacji zdrowotnych
                  >
                  > Gdyby ktos zywil sie tylko grochowka, to pewnie tak. Ale nikt tu tego nie
                  mial
                  > na mysli. Jeden taki posilek bialkowy dziennie + czerpanie z bogactwa ziaren,
                  > kasz, warzyw, owocow daje bardzo we wszystkie skladniki odzywcze diete.
                  >
                  > Nie sadze jednak, zebys chcial to przyjac do wiadomosci.

                  Ja również nie sądzę, że zechcesz przyjąć do wiadomości, że mój znajomy, który
                  przeszedł na weganizm i właśnie tak się odżywiał, po okresie przechwalania się
                  rzekomym doskonałym zdrowiem, zaczął być coraz częstszym gościem gabinetów
                  lekarskich. Zmarł na anamię. Niemal do końca swoich dni nie chciał przyjąć do
                  wiadomości rad lekarzy, aby zaczął spożywać produkty białkowe pochodzenia
                  zwierzęcego, m.in doradzali mu jeść żółtka kurzych jaj, w końcu potrawy
                  przecież wegetariańskie...

                  Jako przestrogę przeczytaj również:

                  www.friko.pnet.pl/~rugala/farma.htm
                  Pozdrawiam


                  • Gość: Robert Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń IP: 130.94.106.* 16.01.03, 21:53
                    Gość portalu: LR napisał(a):

                    ) zenna napisała:
                    )
                    ) ) Gość portalu: LR napisał:
                    ) )
                    ) ) ) Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia
                    komplet aminokwasow
                    ) .
                    ) ) )
                    ) ) ) Chyba w snach...
                    ) )
                    ) ) Oj, Lechu, podedukuj sie troche z biologii.
                    ) )
                    ) ) ) A dlaczego to grochówka "na wodzie", by miała być
                    skomplikowana i dro
                    ) ga?
                    ) )
                    ) ) Pisales, ze odzywianie weganskie jest drogie.
                    Przyklad z grochowka mowi co
                    ) s
                    ) ) przeciwnego. Niepotrzebne sa zagraniczne substytuty
                    (?), wystarczaja polski
                    ) e
                    ) ) warzywa straczkowe.
                    ) )
                    ) ) )Tyle że niestety takie żywienie prowadzi do
                    komlikacji zdrowotnych
                    ) )
                    ) ) Gdyby ktos zywil sie tylko grochowka, to pewnie
                    tak. Ale nikt tu tego nie
                    ) mial
                    ) ) na mysli. Jeden taki posilek bialkowy dziennie +
                    czerpanie z bogactwa ziar
                    ) en,
                    ) ) kasz, warzyw, owocow daje bardzo we wszystkie
                    skladniki odzywcze diete.
                    ) )
                    ) ) Nie sadze jednak, zebys chcial to przyjac do
                    wiadomosci.
                    )
                    ) Ja również nie sądzę, że zechcesz przyjąć do
                    wiadomości, że mój znajomy, który
                    ) przeszedł na weganizm i właśnie tak się odżywiał, po
                    okresie przechwalania się
                    ) rzekomym doskonałym zdrowiem, zaczął być coraz
                    częstszym gościem gabinetów
                    ) lekarskich. Zmarł na anamię. Niemal do końca swoich
                    dni nie chciał przyjąć do
                    ) wiadomości rad lekarzy, aby zaczął spożywać produkty
                    białkowe pochodzenia
                    ) zwierzęcego,

                    Twój znajomy nie dostał anemii z powodu odrzucenia
                    produktów odzwierzęcych. ODRZUCENIE PRODUKTÓW
                    ODZWIERZĘCYCH NIE POWODUJE ANEMII. Będę jadł np. same
                    herbatniki i będę miał anemię a Ty będziesz krzyczał,
                    że to przez weganizm. Szkoda, że nie trafił na bardziej
                    rozgarniętych lekarzy, którzy by wiedzieli jaka jest
                    prawdziwa przyczyna anemii a ci myśleli, że to przez
                    odrzucenie produktów odzwierzęcych i nie zainteresowali
                    się nad całością jego diety. Dużo jest lekarzy bez
                    klapek na oczach ale trzeba ich poszukać. Ty Lechu jak
                    masz jeszcze wątpliwości co do diety wegańskiej i nie
                    przekonuje Cię np. artykuł z miesięcznika Okręgowej
                    Izby Lekarskiej to napisz do lekarzy, którzy sami są na
                    diecie wegańskiej i są zdrowi, nie mają żadnych
                    niedoborów, mają dużą wiedzę na temat żywienia, może
                    oni rozwieją Twoje wątpliwości. To sympatyczni ludzie,
                    napewno chętnie Cię podedukują w tym temacie, co
                    najważniejsze to oni mają nie tylko wiedzę teoretyczną
                    ale też i PRAKTYCZNĄ. Masz tu adresy gabinetów. Tylko
                    nie pisz takim językiem jak tu na forum bo uznają Cię
                    za fanatyka i nie odpiszą, używaj języka takiego jaki
                    jest użyty na Twojej stronie.

                    Stanisław Fortuna
                    wegetarianin od 15 lat, od 8 weganin
                    Vy - Creuse 2,
                    2208 Les Hauts - Geneveys,
                    Szwajcaria,


                    Andrzej Budziszewski
                    wieloletni weganin
                    Szczecin, ul. Pocztowa 41a

                    A teraz zacytuję Ci ciekawy artykuł prasowy lek.med.
                    Ewy Hankiewicz (tylko Lechu się nie przestrasz, ta Pani
                    jest.....witarianką no i ....nie ma anemii)

                    "(...)Eliminowałam pokarmy, co do których miałam
                    wątpliwości, że mi szkodzą. Jako pierwsze
                    wyeliminowałam mięso. Później inspirowana książką
                    hinduskiego lekarza "Mleko cichy morderca"
                    wyeliminowałam mleko i wszelkie wyroby z mleka. Wtedy
                    też uświadomiłam sobie, że to właśnie jadanie nabiału,
                    który był kiedyś podstawą mojej diety, doprowadziło
                    moje zdrowie do takiego stanu. Pierwsza moja tak zwana
                    zdrowa dieta, którą przyjęłam, zawierała gotowane
                    produkty, zdrowe razowe pieczywo, rośliny strączkowe.
                    Ale dalej czułam, że to nie tak. Z pieczywem było mi
                    się najtrudniej rozstać. Wtedy włączył się mój
                    naturalny "pilot". Zaczęłam myśleć intuicyjnie, wracać
                    do natury. Odkryłam, że to co najprostsze jest
                    najgenialniejsze, dlatego trudne do zrozumienia. To
                    wówczas, któregoś dnia, kupiłam swój ostatni bochenek
                    chleba. Wtedy jeszcze z przerażeniem myślałam, jak to
                    będzie, gdy pieczywo zniknie z mojego życia. No i nie
                    ma pieczywa. W ostatniej kolejności wyeliminowałam
                    produkty strączkowe. Długo wydawało mi się, że trzeba
                    je jeść, ze względu na dużą ilość białka. Ale z biegiem
                    czasu i moich przemyśleń, wnikliwego obserwowania
                    siebie, w mojej diecie pozostały tylko świeże owoce i
                    warzywa. Dobrze się czuję, gdy jem, nie mieszając,
                    jeden gatunek warzyw lub owoców przez dłuższy czas.

                    Jak się ma, na przykład, moje 2 kilogramy gruszek,
                    które zjadam w ciągu dnia i tryskam energią, do
                    konwencjonalnego obiadu? Doszłam więc po latach
                    obserwacji i praktyki do swojej optymalnej diety, o
                    której myślę też, że jest optymalną dietą dla
                    wszystkich. Jesteśmy jako gatunek owocożerni, nawet nie
                    warzywożerni, a na pewno nie wszystkożerni.



                    Dzisiaj przyszła do mnie moja pacjentka, która od
                    tygodnia jest na owocowo-warzywnej surowej diecie.
                    Powiedziała mi, że przestały jej marznąć i cierpnąć
                    ręce i nogi. Ci, którzy wcześniej rozcierali jej
                    marznące ręce, teraz bardziej marzną od niej. Jej jest
                    gorąco. Inna moja pacjentka, która od wielu lat w ogóle
                    nie jadła surowizn, bo lekarz kiedyś powiedział jej, że
                    szkodzą jej zdrowiu, przyszła po raz pierwszy do mnie w
                    pięciu swetrach trzęsąc się z zimna. No więc jak jest z
                    tym wychładzaniem? Gdy pacjentka ta przeszła na surową
                    dietę, natychmiast poprawił się jej stan zdrowia i
                    zdjęła z siebie kilka swetrów.

                    Pożegnajmy się więc z pierwszym mitem, że surowa dieta
                    wychładza organizm. I, że zimą powinniśmy jeść gorące
                    kasze, zupy, a owoce i warzywa zostawić na upalne lato.

                    Nie surowizny, lecz nabiał wychładzają organizm.
                    Energia jest w surowym jedzeniu. Jabłko pięknie grzeje,
                    banan może trochę mniej, ale wcale nie wychładza.
                    Powinniśmy jeść to co u nas rośnie. Ale nawet banan w
                    porównaniu ze zwykłym chlebem jest jak nektar bogów -
                    zdrowy i bezpieczny. Patrząc na gotowane pożywienie
                    rozgrzeszyłam nawet cytrusy. Uważam, że późne owoce -
                    jabłka i gruszki są doskonałym pokarmem na zimę. Są w
                    stanie nas tak wspaniale ogrzać i dać nam tyle energii
                    potrzebnej na przetrwanie zimy. Późna gruszka nie
                    zmarznie nawet na mrozie. Orzechy są również doskonałą
                    spiżarnią na zimę. Energia jest w surowym jedzeniu.
                    Może i gotowanie dodaje jakiegoś rodzaju energii do
                    pożywienia. Ale jaki jest sens, aby jedną energię
                    zabijać, po to aby dać jakąś drugą.



                    Je się wtedy gdy człowiek jest głodny. Aby się "dobrze"
                    odżywiać wystarczy jeść, gdy się jest głodnym.
                    Zauważyłam, że teraz, gdy jem owoce, zawsze mam umiar,
                    wiem kiedy skończyć. Organizm jest syty i daje mi
                    sygnał. Kiedyś, gdy podjadałam pożywienie przetworzone
                    i wymieszane, trudno mi było uchwycić naturalnie tą
                    granicę. Dopiero wypchany żołądek mówił: stop.



                    Powtarzam zawsze moim pacjentom: surowe dożywia,
                    wszystko inne zaśmieca organizm i że jedynym
                    pożywieniem, które daje energię i zdrowie są surowe
                    owoce, warzywa i orzechy. Pozwalam także, od czasu do
                    czasu, na olej tłoczony na zimno i na złamanie diety
                    gotowanym pożywieniem. Wielu pacjentów, nie rozumiejąc,
                    że na ich dolegliwości, pomóc może jedynie odpowiednie
                    żywienie, a nie jakieś specjalne zapisane przeze mnie
                    leczenie, opóźnia czas przechodzenia na dietę. Rozumiem
                    ich, bo ja także bardzo powoli zmieniałam swoje
                    żywieniowe przyzwyczajenia, nie doceniając wielokrotnie
                    roli żywienia w leczeniu. Często pacjent odchodzi ode
                    mnie i idzie do lekarza, który nie wymaga tak wiele i
                    po prostu zapisuje tabletki. Ci pacjenci, którzy jednak
                    spróbują, widzą już po kilku dniach efekty tej diety.

                    Niektórzy uważają, że powoli należy zmieniać dietę, aby
                    nie był to szok dla organizmu. Ja uważam, że można to
                    zrobić od zaraz. Jest to tylko kwestia gotowości
                    naszego umysłu i porzucenia naszych przyzwyczajeń.



                    Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im
                    odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem
                    zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść.
                    Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez
                    kawy i bez papierosów. W miarę iloś
                  • Gość: Robert Re: Dieta wegańska nie na przeciętną kieszeń IP: 130.94.123.* 16.01.03, 21:56
                    Gość portalu: LR napisał(a):

                    ) zenna napisała:
                    )
                    ) ) Gość portalu: LR napisał:
                    ) )
                    ) ) ) Grochowka z grzankami lub fasola z ryzem zapewnia
                    komplet aminokwasow
                    ) .
                    ) ) )
                    ) ) ) Chyba w snach...
                    ) )
                    ) ) Oj, Lechu, podedukuj sie troche z biologii.
                    ) )
                    ) ) ) A dlaczego to grochówka "na wodzie", by miała być
                    skomplikowana i dro
                    ) ga?
                    ) )
                    ) ) Pisales, ze odzywianie weganskie jest drogie.
                    Przyklad z grochowka mowi co
                    ) s
                    ) ) przeciwnego. Niepotrzebne sa zagraniczne substytuty
                    (?), wystarczaja polski
                    ) e
                    ) ) warzywa straczkowe.
                    ) )
                    ) ) )Tyle że niestety takie żywienie prowadzi do
                    komlikacji zdrowotnych
                    ) )
                    ) ) Gdyby ktos zywil sie tylko grochowka, to pewnie
                    tak. Ale nikt tu tego nie
                    ) mial
                    ) ) na mysli. Jeden taki posilek bialkowy dziennie +
                    czerpanie z bogactwa ziar
                    ) en,
                    ) ) kasz, warzyw, owocow daje bardzo we wszystkie
                    skladniki odzywcze diete.
                    ) )
                    ) ) Nie sadze jednak, zebys chcial to przyjac do
                    wiadomosci.
                    )
                    ) Ja również nie sądzę, że zechcesz przyjąć do
                    wiadomości, że mój znajomy, który
                    ) przeszedł na weganizm i właśnie tak się odżywiał, po
                    okresie przechwalania się
                    ) rzekomym doskonałym zdrowiem, zaczął być coraz
                    częstszym gościem gabinetów
                    ) lekarskich. Zmarł na anamię. Niemal do końca swoich
                    dni nie chciał przyjąć do
                    ) wiadomości rad lekarzy, aby zaczął spożywać produkty
                    białkowe pochodzenia
                    ) zwierzęcego,

                    Twój znajomy nie dostał anemii z powodu odrzucenia
                    produktów odzwierzęcych. ODRZUCENIE PRODUKTÓW
                    ODZWIERZĘCYCH NIE POWODUJE ANEMII. Będę jadł np. same
                    herbatniki i będę miał anemię a Ty będziesz krzyczał,
                    że to przez weganizm. Szkoda, że nie trafił na bardziej
                    rozgarniętych lekarzy, którzy by wiedzieli jaka jest
                    prawdziwa przyczyna anemii a ci myśleli, że to przez
                    odrzucenie produktów odzwierzęcych i nie zainteresowali
                    się nad całością jego diety. Dużo jest lekarzy bez
                    klapek na oczach ale trzeba ich poszukać. Ty Lechu jak
                    masz jeszcze wątpliwości co do diety wegańskiej i nie
                    przekonuje Cię np. artykuł z miesięcznika Okręgowej
                    Izby Lekarskiej to napisz do lekarzy, którzy sami są na
                    diecie wegańskiej i są zdrowi, nie mają żadnych
                    niedoborów, mają dużą wiedzę na temat żywienia, może
                    oni rozwieją Twoje wątpliwości. To sympatyczni ludzie,
                    napewno chętnie Cię podedukują w tym temacie, co
                    najważniejsze to oni mają nie tylko wiedzę teoretyczną
                    ale też i PRAKTYCZNĄ. Masz tu adresy gabinetów. Tylko
                    nie pisz takim językiem jak tu na forum bo uznają Cię
                    za fanatyka i nie odpiszą, używaj języka takiego jaki
                    jest użyty na Twojej stronie.

                    Stanisław Fortuna
                    wegetarianin od 15 lat, od 8 weganin
                    Vy - Creuse 2,
                    2208 Les Hauts - Geneveys,
                    Szwajcaria,


                    Andrzej Budziszewski
                    wieloletni weganin
                    Szczecin, ul. Pocztowa 41a

                    A teraz zacytuję Ci ciekawy artykuł prasowy lek.med.
                    Ewy Hankiewicz (tylko Lechu się nie przestrasz, ta Pani
                    jest.....witarianką no i ....nie ma anemii)

                    "(...)Eliminowałam pokarmy, co do których miałam
                    wątpliwości, że mi szkodzą. Jako pierwsze
                    wyeliminowałam mięso. Później inspirowana książką
                    hinduskiego lekarza "Mleko cichy morderca"
                    wyeliminowałam mleko i wszelkie wyroby z mleka. Wtedy
                    też uświadomiłam sobie, że to właśnie jadanie nabiału,
                    który był kiedyś podstawą mojej diety, doprowadziło
                    moje zdrowie do takiego stanu. Pierwsza moja tak zwana
                    zdrowa dieta, którą przyjęłam, zawierała gotowane
                    produkty, zdrowe razowe pieczywo, rośliny strączkowe.
                    Ale dalej czułam, że to nie tak. Z pieczywem było mi
                    się najtrudniej rozstać. Wtedy włączył się mój
                    naturalny "pilot". Zaczęłam myśleć intuicyjnie, wracać
                    do natury. Odkryłam, że to co najprostsze jest
                    najgenialniejsze, dlatego trudne do zrozumienia. To
                    wówczas, któregoś dnia, kupiłam swój ostatni bochenek
                    chleba. Wtedy jeszcze z przerażeniem myślałam, jak to
                    będzie, gdy pieczywo zniknie z mojego życia. No i nie
                    ma pieczywa. W ostatniej kolejności wyeliminowałam
                    produkty strączkowe. Długo wydawało mi się, że trzeba
                    je jeść, ze względu na dużą ilość białka. Ale z biegiem
                    czasu i moich przemyśleń, wnikliwego obserwowania
                    siebie, w mojej diecie pozostały tylko świeże owoce i
                    warzywa. Dobrze się czuję, gdy jem, nie mieszając,
                    jeden gatunek warzyw lub owoców przez dłuższy czas.

                    Jak się ma, na przykład, moje 2 kilogramy gruszek,
                    które zjadam w ciągu dnia i tryskam energią, do
                    konwencjonalnego obiadu? Doszłam więc po latach
                    obserwacji i praktyki do swojej optymalnej diety, o
                    której myślę też, że jest optymalną dietą dla
                    wszystkich. Jesteśmy jako gatunek owocożerni, nawet nie
                    warzywożerni, a na pewno nie wszystkożerni.



                    Dzisiaj przyszła do mnie moja pacjentka, która od
                    tygodnia jest na owocowo-warzywnej surowej diecie.
                    Powiedziała mi, że przestały jej marznąć i cierpnąć
                    ręce i nogi. Ci, którzy wcześniej rozcierali jej
                    marznące ręce, teraz bardziej marzną od niej. Jej jest
                    gorąco. Inna moja pacjentka, która od wielu lat w ogóle
                    nie jadła surowizn, bo lekarz kiedyś powiedział jej, że
                    szkodzą jej zdrowiu, przyszła po raz pierwszy do mnie w
                    pięciu swetrach trzęsąc się z zimna. No więc jak jest z
                    tym wychładzaniem? Gdy pacjentka ta przeszła na surową
                    dietę, natychmiast poprawił się jej stan zdrowia i
                    zdjęła z siebie kilka swetrów.

                    Pożegnajmy się więc z pierwszym mitem, że surowa dieta
                    wychładza organizm. I, że zimą powinniśmy jeść gorące
                    kasze, zupy, a owoce i warzywa zostawić na upalne lato.

                    Nie surowizny, lecz nabiał wychładzają organizm.
                    Energia jest w surowym jedzeniu. Jabłko pięknie grzeje,
                    banan może trochę mniej, ale wcale nie wychładza.
                    Powinniśmy jeść to co u nas rośnie. Ale nawet banan w
                    porównaniu ze zwykłym chlebem jest jak nektar bogów -
                    zdrowy i bezpieczny. Patrząc na gotowane pożywienie
                    rozgrzeszyłam nawet cytrusy. Uważam, że późne owoce -
                    jabłka i gruszki są doskonałym pokarmem na zimę. Są w
                    stanie nas tak wspaniale ogrzać i dać nam tyle energii
                    potrzebnej na przetrwanie zimy. Późna gruszka nie
                    zmarznie nawet na mrozie. Orzechy są również doskonałą
                    spiżarnią na zimę. Energia jest w surowym jedzeniu.
                    Może i gotowanie dodaje jakiegoś rodzaju energii do
                    pożywienia. Ale jaki jest sens, aby jedną energię
                    zabijać, po to aby dać jakąś drugą.



                    Je się wtedy gdy człowiek jest głodny. Aby się "dobrze"
                    odżywiać wystarczy jeść, gdy się jest głodnym.
                    Zauważyłam, że teraz, gdy jem owoce, zawsze mam umiar,
                    wiem kiedy skończyć. Organizm jest syty i daje mi
                    sygnał. Kiedyś, gdy podjadałam pożywienie przetworzone
                    i wymieszane, trudno mi było uchwycić naturalnie tą
                    granicę. Dopiero wypchany żołądek mówił: stop.



                    Powtarzam zawsze moim pacjentom: surowe dożywia,
                    wszystko inne zaśmieca organizm i że jedynym
                    pożywieniem, które daje energię i zdrowie są surowe
                    owoce, warzywa i orzechy. Pozwalam także, od czasu do
                    czasu, na olej tłoczony na zimno i na złamanie diety
                    gotowanym pożywieniem. Wielu pacjentów, nie rozumiejąc,
                    że na ich dolegliwości, pomóc może jedynie odpowiednie
                    żywienie, a nie jakieś specjalne zapisane przeze mnie
                    leczenie, opóźnia czas przechodzenia na dietę. Rozumiem
                    ich, bo ja także bardzo powoli zmieniałam swoje
                    żywieniowe przyzwyczajenia, nie doceniając wielokrotnie
                    roli żywienia w leczeniu. Często pacjent odchodzi ode
                    mnie i idzie do lekarza, który nie wymaga tak wiele i
                    po prostu zapisuje tabletki. Ci pacjenci, którzy jednak
                    spróbują, widzą już po kilku dniach efekty tej diety.

                    Niektórzy uważają, że powoli należy zmieniać dietę, aby
                    nie był to szok dla organizmu. Ja uważam, że można to
                    zrobić od zaraz. Jest to tylko kwestia gotowości
                    naszego umysłu i porzucenia naszych przyzwyczajeń.



                    Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im
                    odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem
                    zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść.
                    Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez
                    kawy i bez papierosów. W miarę iloś
                    • Gość: Robert 2 część IP: 130.94.106.* 16.01.03, 22:08
                      Dokończenie pierwszej części. Niestety pierwsza część
                      pojawiła się dwa razy - tak się dzieje czasami na
                      komputerach u mnie w pracy.

                      (...)Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im
                      odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem
                      zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść.
                      Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez
                      kawy i bez papierosów. W miarę ilości wypijanego soku z
                      marchwi, zmienia się ilość wypalanych papierosów.
                      Sposób bycia także. Zauważyła to studentka, pisząca
                      pracę magisterską, która przyszła do mnie z prośbą o
                      podanie adresów osób będących na diecie owocowo-
                      warzywnej. Wszyscy jej rozmówcy okazali się być
                      rozmowni, przychylni, tryskający energią, zadowoleni z
                      życia. Nie marudzili - tak jak spodziewała się tego -
                      że katują się dietą, poszczą. Szczególnie szczęśliwa
                      była kobieta chora na cukrzycę, której lekarze
                      zabronili jeść jej ulubione winogrona, a nakazali jadać
                      wędliny, sery i inne rzeczy, których nie znosiła. Teraz
                      objada się swoimi ukochanymi winogronami i czuje się
                      bardzo dobrze.
                      Co na to wszystko środowisko lekarskie? Umierałam w
                      łomżyńskim szpitalu. Według tamtejszych lekarzy nie
                      powinnam już żyć. Gdy pod wpływem własnych przeżyć i
                      zmagań z trapiącymi mnie chorobami, odeszłam już tak
                      daleko od konwencjonalnego widzenia choroby, jej
                      skutków i leczenia, że ciężko byłoby mi wrócić do
                      konwencjonalnej placówki zdrowia, otworzyłam własny
                      gabinet. Trafiali do mnie beznadziejnie chorzy
                      pacjenci, na których medycyna oficjalna postawiła już
                      krzyżyk. Powrót do zdrowia tych ludzi uznano oficjalnie
                      za cudowne ozdrowienie. Chociaż żadnego cudu tu nie
                      było. Niekiedy moi znajomi lekarze podsyłali mi
                      pacjentów, z którymi nie wiedziano co zrobić.
                      Najczęściej takich, gdy operacja się udała, a pacjent
                      nie zdrowieje.



                      Przeszłam długą szkołę. Jeśli jako młoda lekarka
                      neurolog ze świeżo zdaną specjalizacją na pięć,
                      musiałam sobie codziennie wstrzykiwać pyralginę, aby
                      przeżyć dzień bez bólu, to kiedy ja powinnam dostać tą
                      piątkę - teraz gdy sama nie mam już żadnych
                      dolegliwości i leczę dwudziestoletnie migreny u
                      pacjentów w ciągu tygodnia lub miesiąca, czy wtedy gdy
                      sama faszerowałam się lekami, nie szczędząc ich również
                      swoim pacjentom? Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy,
                      aby odebrać mi mój lekarski dyplom, zarzucając mi, że
                      nie leczę pacjentów według oficjalnej wiedzy medycznej,
                      to ja zapytam, jak medycyna poradziła sobie ze
                      stwardnieniem rozsianym, nowotworami, Parkinsonem i tak
                      dalej.

                      Dlaczego na studiach medycznych nie nauczono mnie, że
                      na stopach są punkty refleksyjne, nie było zajęć na
                      temat diety, dlaczego nie powiedziano mi, że pijąc olej
                      z cytryną mogę pozbyć się kamieni, tylko wycięto mi mój
                      pęcherzyk żółciowy? W porównaniu z kilkukrotnie większą
                      ilością kamieni, które w ten sposób usuwam pacjentom,
                      moje 140 dla tej mikstury, nie byłoby problemem.
                      Dlaczego na zajęciach z fizjologii nauczono mnie, że w
                      trzecim roku życia tracimy enzymy do trawienia mleka,
                      ale już nikt później z tego nie wyciągnął wniosków. I
                      dotąd nie wyciąga.



                      Powstaje coraz więcej literatury naukowej na ten temat.
                      Nie jest ona zlecana i finansowana przez rządy, ale
                      powstaje dzięki lekarzom, czy naukowcom, którym w życiu
                      przydarzyła się podobna historia do mojej. Albo, oni
                      sami byli ciężko chorzy, lub ktoś z ich bliskiej
                      rodziny stał na pograniczu życia i śmierci. Wówczas,
                      bazując na oficjalnej wiedzy, którą sami przez lata
                      uprawiali, a która w takim momencie nie miała im już
                      nic do zaproponowania, skazywała ich na śmierć,
                      zwracali się ku diecie czy, niekonwencjonalnemu
                      leczeniu. Doktor John Tilden, dr Simonton, doktor
                      Sharma, i wiele wiele innych.



                      Nawet te moje ciotki, które kiedyś nie mogły ścierpieć
                      tego, że nie poczęstuję się szyneczką i bigosem, teraz
                      gdy przyjeżdżam podają mi surówki, a i same już też
                      tylko od czasu do czasu jadają mięso. Czują się
                      znacznie lepiej i zawsze, gdy przyjeżdżam nadstawiają
                      uszy na to "nowe". Myślę więc, że to już czas, aby
                      zacząć mówić publicznie o zdrowej diecie. Bo te rzadkie
                      zalecenia na ten temat, które dostają pacjenci, są zbyt
                      fragmentaryczne. Gdy chory na wątrobę dostaje
                      zalecenie, aby nie jeść smażonego, wówczas i tak, nie
                      wiedząc o tym, je inne rzeczy, które mu równie szkodzą.
                      Najczęściej jednak - o zgrozo - lekarze zabraniają jeść
                      surowizny.

                      Wielu pacjentów chciałoby się zdrowo odżywiać, ale mają
                      tak mylne pojęcie, co do zdrowej diety, przypadkowo
                      wybudowane na podstawie reklam i artykułów w prasie
                      kobiecej, że często robiąc to szkodzą własnemu zdrowiu.
                      Ja sama w pewnym czasie zjadałam 2 duże jogurty z
                      płatkami razowymi, a wraz ze mną każdy członek rodziny
                      musiał to zrobić. Wydajemy nasze pieniądze na wiele
                      rzeczy, co do których mamy mylne pojęcia. Myślimy, że
                      nam pomagają, a one nam szkodzą. Każdy może robić ze
                      swoim zdrowiem co chce. Ale powinien wiedzieć, że na
                      przykład sok w kartonie nie ma żadnej wartości
                      odżywczej, a niekiedy z powodu nadmiaru dodatków
                      chemicznych, może nawet zaszkodzić. I nie jest to ten
                      sam produkt, co sok wyciśnięty w domu w sokowirówce.



                      Zanieczyszczenia warzyw i owoców chemią rolną:
                      azotynami, pestycydami itd. są dużym problemem.
                      Warzywa, w których jest skumulowanych dużo tych
                      środków, są niewątpliwie szkodliwe dla naszego zdrowia,
                      ale... w przeciętnej marchewce - jak wykazują badania -
                      jest 150 razy mniej pestycydów, niż w tej samej ilości
                      mleka, czy mięsa. Przecież zwierzęta również karmione
                      są skażonymi chemią rolną płodami i kumulują te
                      substancje w swoich organizmach lub wydalają właśnie z
                      mlekiem. Skoro nie możemy wyeliminować tak powszechnej
                      chemii z naszej żywości to możemy pocieszyć się tym, że
                      jadanie warzyw, czy owoców z tymi "dodatkami", jest
                      bardziej bezpieczne, niż picie mleka, czy jadanie
                      mięsa. Warzywa bowiem, zawierają również cenny błonnik,
                      który częściowo neutralizuje działanie tych środków.

                      Gdybyśmy nawet wypili 5 litrów soku z marchwi, to nie
                      przedawkujemy niczego. Bowiem nasz organizm wie co z
                      tym zrobić. Zrobi sobie zapasy, lub po prostu wydali
                      nadmiar niektórych składników. Gorzej jest ze
                      sztucznymi witaminami. Najnowsze badania pokazały, że
                      organizm nie radzi sobie z wydaleniem nadmiaru nawet
                      syntetycznej witaminy C, a więc łykanie pastylek, nawet
                      z dotychczas uważaną za "niewinną" witaminą C, nie jest
                      całkiem bezkarne. Może wywoływać uszkodzenia wątroby i
                      innych organów wewnętrznych.

                      Inną sprawą jest, że niekiedy jakiś rodzaj pokarmu -
                      jak wykazują badania analityczne tego pokarmu - bogaty
                      jest w potrzebny nam składnik, na przykład mleko bogate
                      jest w wapń. Tylko, problem w tym, że nasz organizm nie
                      może tego wapnia w żaden sposób wykorzystać. Aby
                      przyswoić wapń, potrzebny jest odpowiedni stosunek
                      wapnia do fosforu, a takiego nie ma w mleku. Te
                      proporcje są natomiast idealne w orzechach, owocach i
                      warzywach. Z wapnia zawartego w mleku mogą powstać, co
                      najwyżej, złogi w nerkach, drogach żółciowych i w
                      stawach. A więc, mleko nie tylko nie dostarcza wapnia
                      do naszego organizmu, ale na dodatek powoduje jeszcze
                      zabieranie odłożonego już wapnia z kości. Stąd w
                      społeczeństwach, w których pija się dużo mleka i jada
                      sery itp., statystycznie występuje największe
                      zagrożenie ostoroporozą. Aby to stwierdzić, wystarczy
                      spojrzeć na statystykę chorób. Niestety, u nas cały
                      czas pokutuje mit, że picie mleka wpływa korzystnie na
                      bilans wapnia w organizmie i pacjentom z ostoroporozą
                      zaleca się picie mleka. A tak w ogóle, to mleko jest
                      dobrym pokarmem tylko dla ssaków w początkowym okresie
                      ich życia. Później zanikają u nas enzymy do jego
                      trawienia.

                      Drugi mit, na którym bazuje tzw: nowoczesna dietetyka,
                      a który również wiąże się z mlekiem i z mięsem mówi, że
                      do życia potrzeba nam dużych ilości białka. Tymczasem
                      nasz organi
                      • Gość: Robert Re: 3 część IP: 130.94.107.* 16.01.03, 22:12
                        (...)Drugi mit, na którym bazuje tzw: nowoczesna
                        dietetyka, a który również wiąże się z mlekiem i z
                        mięsem mówi, że do życia potrzeba nam dużych ilości
                        białka. Tymczasem nasz organizm permanentnie otrzymuje
                        za dużo białka, które później pracowicie musi usuwać.
                        My chorujemy z powodu nadmiaru białka. Na rozkładanie
                        cząsteczek białka, aby go usunąć, tracimy zbyt wiele
                        energii i zbyt obciążamy tym organizm. Przychodzą do
                        mnie matki z dziesięciolatkami z objawami braku energii
                        życiowej. Słodycze, mięso i tylko gotowane - taka jest
                        ich dieta. Sumując: to, że jakaś substancja obecna jest
                        w pokarmie, nie znaczy jeszcze, że będzie nam ona
                        przydatna. Podobnie rzecz się ma z truciznami w
                        żywności. Zdrowy, nie zatruwany niewłaściwym pokarmem
                        organizm, z prawidłową florą bakteryjną w jelitach, ma
                        wiele różnych mechanizmów blokujących przyswajanie
                        trucizn, a także sposobów na ich wydalanie. Błonnik,
                        którego jest dużo w surowej diecie, ma wspaniałe
                        zdolności wiązania trucizn i wyrzucania ich z
                        organizmu. Zdrowy, dobrze odżywiony organizm nie musi
                        bać się bakterii, wirusów, pleśni, toksyn. Przychodzą
                        do mnie pacjenci, z ranami, których sami brzydzą się
                        dotykać. Kiedyś łapałam wszystkie grypy, anginy, a
                        teraz mój organizm nie boi się niczego.



                        Jeśli już musimy smarować chleb to nie kupujmy
                        margaryn. Najlepiej stosować olej tłoczony na zimno.
                        Jest on najmniej skażony szkodliwymi dodatkami.
                        Produkowany w temperaturze nie niszczącej bioelementów
                        jest najzdrowszy. Natomiast ten tzw.: "normalny"
                        przetworzony olej jest wielkim wyzwaniem dla naszego
                        systemu trawiennego, zaśmieca organizm, który nie umie
                        trawić, zmodyfikowanych przez produkcję, związków
                        tłuszczowych.



                        Popularne leki, przepisywane na przeziębienia i grypy,
                        leczą jedynie objawy tych chorób. Usuwając objawy,
                        przeszkadzają w ten sposób i zamykają organizmowi
                        możliwości samoleczenia. Na przykład: większość
                        popularnych leków zbija temperaturę, a zbijanie nawet
                        niezbyt wysokiej temperatury powoduje blokowanie
                        organizmowi możliwości samoleczenia. Nasze komórki
                        żerne, oczyszczające organizm, są aktywne dopiero w
                        39,5 stopniach. Jeśli zbijemy temperaturę, wówczas
                        choroba ciągnie się i ciągnie, bo organizm nie może
                        wyzbyć się wyprodukowanych toksyn. Gdy używamy leki
                        przeciw katarowi - popularne krople do nosa, zamykamy
                        następną drogę oczyszczania się organizmu z toksyn:
                        poprzez wyrzucanie kataru.

                        Leczę obecnie pacjentkę, której wycięto migdałki, czyli
                        zamknięto organizmowi drogę do samoczynnego wydalania
                        toksyn. Później miała rzut reumatyzmu, czyli odezwały
                        się te toksyny, które nie miały ujścia, a organizm
                        gromadził je w stawach. Leczono ją antybiotykami i
                        sterydami - lekami hormonalnymi. Za dwa lata zjawił się
                        nowotwór jamy brzusznej - czyli znowu, te toksyny,
                        którym uniemożliwiano w kolejnych etapach "leczenia"
                        wydalenie się, powodowały coraz cięższe choroby. Inną
                        moją pacjentkę, jakiś czas temu, ktoś wyleczył z
                        trądziku, również antybiotykami i sterydami. A przecież
                        trądzik to nic innego jak właśnie wyrzucanie przez
                        organizm toksyn przez skórę. Teraz, pacjentka ta, mimo
                        młodego wieku, ma nowotwór wątroby. Powtarzam: nasza
                        medycyna, lecząc na ogół objawy, zamyka drogę
                        oczyszczania się organizmu z toksyn, dlatego z jednej
                        choroby popadamy w inną. I jeszcze na dodatek, do głowy
                        nam nie przyjdzie, aby powiązać razem, często odległe w
                        czasie choroby. Cieszymy się ze zwycięstwa medycyny nad
                        daną chorobą, a gdy nadchodzi następna, to od nowa z
                        pełnym zaufaniem znowu poddajemy się leczeniu. Koło się
                        toczy.

                        Dlaczego? Dlatego, że współczesna medycyna ma wiele
                        aspektów. Między innymi ekonomiczny."

                        ewahankiewicz.w.interia.pl/
                        Mam nadzieję, że trochę już Ci się rozjaśniło w głowie
                        Lechu i nie będziesz już wpadał w panikę słysząc słowo
                        weganizm.
Pełna wersja