dziurawa_konewka
29.06.11, 12:58
Ilu z was podjęło się trudu dowożenia dzieci do szkół do innych dzielnic. U nas ze szkołami bieda straszna, ale dojazy to też niełatwy orzech do zgryzienia. Z jednej strony dobro dziecka, fajna szkoła, a z drugiej straszna odpowiedzialność za dowiezienie na czas przy całkowicie nieprzewidywalnej Modlińskiej, pozbawienie dziecka więzi ze środowiskiem "szkolno - podwórkowym" i masę innych wątpliwości. Jak to działa? A może nie taki diabeł straszny jak go malują?