Dodaj do ulubionych

Czy wszyscy inni są ostrożni?

22.08.07, 16:32
Po lekturze skasowanego już wątku o winie rodziców mam pytanie: jak
wy się zachowujecie po oparzeniu i jak odbieracie zachowania innych
rodziców małych dzieci?
Ja jestem mocno przeczulona, myślę, że jesteśmy dużo ostrożniejsi.
Ale bywam w domach, gdzie są małe dzieci, przy których pije się
gorące herbaty, kawy, stawia się je na stołach pokrytych obrusami,
na patelniach smaży się na najbliższym z brzegu palniku, z rączką
wystającą na sztorc. Wszyscy wiedzą, że mała była poparzona,
rozumieją, dlaczego patrzę z obłędem w oku jak niosą tacę z
wrzątkiem przez pokój, gdzie bawią się maluchy. Ale jakby to do nich
nie docierało, że sami narażają te dzieci na takie samo
niebezpieczeństwo.
Z jednej strony mam wrażenie, że przeszłam bolesną lekcję, z drugiej
często w takich sytuacjach czuję się jak wariatka, przestawiając
wszystko dalej, odsuwając, pouczając, chociaż "ich dziecko nie sięga
po gorące".
Dlatego też moja córka, chociaż ma już ponad 3,5 roku, nie zostaje
sama z moimi teściami, bo im nie ufam, są nieostrożni.
Jednocześnie myślę, że zdecydowana większość wszystkich rodziców ma
po prostu więcej szczęścia.
Nie usprawiedliwiam się, ale nie wydaje się wam, że większość
rodziców/opiekunów jest niewystarczająco uważnych?


Obserwuj wątek
    • tygrysiatko1 Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 22.08.07, 17:52
      Ja uważam, że znacznie ważniejsza od skutecznego leczenia jest
      PROFILAKTYKA...
      w Polsce bardzo mało mówi się o skutkach oparzeń... bardzo mało osób
      zwraca uwagę na to, że jak jest małe dzicko to nie powinno być
      obrusa, serwety na stole... że sznur czajnika powinien na stałe być
      przyczepiony do ściany, bltu tak, aby dzicko nie mogło za niego
      ciągnąc... że nie prasuje sie przy dzieciach...
      ludzie nie wyobrażają sobie jakie skutki niesie za sobą oparzenie...
      może w ramach szkoły rodzenia, tak jak mówi się jak przewijać,
      ubierać noworodka to powinno się mówić co zrobić by nie doprowadzić
      do oparzenia... w ogóle jak przygotować mieszkanie, tak aby było ono
      bezpieczne dla dziecka...
      uważam, że bardzo mądrze postępujesz... i jeżeli nie ufasz teściom
      to dobrze, że mała nie zostaje z nimi sama... najważniejsze jest jej
      zdrowie, nic innego się nie liczy...
    • agnes_julia Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 22.08.07, 23:12
      Mysle że my mamy jesteśmy ostrożne, widziałyśmy ból swoich dzieci.
      Na mnie tez patrzą sie jak na wariatke jak nie pozwalam dzieciom wchodzic do
      pokoju gdzie akurat goscie piją kawe.
      jesteśmy tylko ludzmi i czesto uczymy sie na swoich błedach.
      • dwyrzyk Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 22.08.07, 23:43
        Miłe Panie; Jest sprawą naturalną, że osoby które przeszły przez
        traumę leczenia oparzenia u swojego dziecka są znacznie bardziej
        wyczulone niż pozostała część społeczeństwa. I niestety jest pewnie
        również naturalne, że dopóki się to nie wydarzy to ta "czujność"
        jest znacznie mniejsza (niewystarczająca?). Dlatego też uważam, że,
        próbując szukać dobrych stron tego co się wydarzyło, może warto
        uznać, że Mamy/Rodziny dzieci oparzonych mogą mieć swego rodzaju
        misję edukowania otoczenia, zaczynając od własnych krewnych i
        przyjaciół. A z pewnością niczym jest "wyglądanie na wariata",
        jeżeli przyczyni się to do uchronienia chociaż jednego dziecka przed
        oparzeniem (czy innym urazem). Przekuwanie bolesnych doświadczeń w
        dobro ... A dziecka z pewnością nie powierzamy osobie do której nie
        mamy zaufania i nie należy mieć z tego powodów żadnych wyrzutów...
        To właśnie różni osoby odpowiedzialne od nieodpowiedzialnych.
        Pozdrawiam Dariusz Wyrzykowski
        • makoba Treść skasowanego wątku 23.08.07, 12:00
          housewife1 16.08.07, 01:50 Odpowiedz

          cyt. " Wychodzac ze szpitala, czekajac na pociag do Warszawy Michalek uslyszal
          od meza kolezanki: bedziesz teraz prawdziwym facetem, facetem z
          bliznami. I to wszystko."

          Ta historia bardzo mnie poruszyła, bo jak wiele takich mogła zdarzyc sie
          kazdej z nas- mam i jej dziecku, ale czytając , czegos nie rozumiem, to
          zdanie, które zacytowałam... zrozumiałam z opowieści, że ten męzczyzna ratował
          Pani syna... nie wiem co miał jeszcze cos dodawać??? To chyba raczej jemu
          należało sie "dziękuję"???
          Sądzę, że swoimi słowami chciał pocieszyc Michałka...

          Owszem w tej histori jest napisane, że ten pan postawił kubek z wrzatkiem na
          blacie i uwaga o braku bramki i nie wchodzeniu dzieci do kuchni, oraz
          wynoszeniu goracych napojów poza kuchnię, ale przeciez on był w swoim domu,
          miał prawo go urządzać tak jak mu sie podoba, widac może jego dzieci nie sa
          takie ciekawe wszystkiego, no i przykro to pisać, ale w sumie to chyba do
          matki, czy też opiekuna należy pilnowanie dziecka (także zwracanie uwagi na to
          co robia inni w otoczeniu dziecka), a nie do gospodarza. Gospodarz mógł
          pomyslec , że ma za gościa małe dziecko, ale nie musiał, opiekun musi pilnowac
          dziecka... zwłaszcza w nowym, nieznanym otoczeniu.

          Rozumiem, że to forum jest tez po to , by byc ostrzeżeniem dla innych mam,
          żeby bardziej uważały itd...
          dlatego bardzo sobie wzięłam do serca ta historię, i jest dla mnie ona
          ostrzeżeniem, że w obcym miejscu, w gościach, gdziekolwiek uwaga opiekuna
          powinna być wytężona bardziej, ale też,
          że wypadki sa i będa, przeciez na Michałka nikt nie wylał tego wrzątku
          specjalnie,
          tak samo jak inne matki nie wylewaja go na swoje dzieci.
          To są wypadki i oprócz jakichś ewidentnych sytuacji, gdzie ktos świadomie
          igra z ogniem, nie należy nikogo obwiniać.
          Jeśli juz sie cos takiego stało, to raczej starać się myslec o sobie, niż
          przerzucac wine na kogoś.


          --
          FORUM 2+2
          Re: historia michałka, pytanie.
          tygrysiatko1 16.08.07, 09:24 Odpowiedz

          Nie zgodzę się... jeżeli ktoś dopuszcza do tego, żeby dziecko
          ściągnęło na siebie gorącą herbatę to jest wina dorosłego a nie
          wypadek... od tego człowiek jest myślący, żeby mógł sytuacje, w
          których dziecku może coś się stać... Jeżeli są małe dzieci w domu,
          wrzątek nie ma prawa stać w zasięgu rąk dziecka... I każda osoba,
          która dopuściła do oparzenia dziecka musi zdać sobie z tego
          sprawę... pomijając fakt, że jeżeli to rodzice czy najbliższa
          rodzina, to będą bardziej pracować nad leczeniem powstałych blizn,
          to może nie dopuści wiecej do takiej sytuacji i rzeczy, którymi
          można się oparzyć nie będą w zasięgu dzieci...
          Re: historia michałka, pytanie.
          agnes_julia 16.08.07, 22:21 Odpowiedz

          zgadzam się z twoja wypowiedzią-wina rodziców-tak też my "matki"byłyśmy
          traktowane w szpitalu, to my oparzyłysmy swoje dzieci...jednak są to wypadki bo
          nikt nie chce aby jego dziecko cierpiało, u nas pękł dzbanek z herbatą,ok nie
          powinnismy go stawiać w kuchni do której dziecko ma dostęp, ale przecież tak
          jest w wielu rodzinach...i stawiając kawe na stole też nie zdajemy sobie sprawę
          z tego ze jest dziecko...i może sie coś wydarzyć...
          Re: historia michałka, pytanie.
          tygrysiatko1 16.08.07, 23:03 Odpowiedz

          ale można np. zrezygnować z serwet, obrusów na stole tak, aby
          dziecko nie mogłą ściągnąć wrzątku na siebie...
          Re: historia michałka, pytanie.
          housewife1 17.08.07, 02:17 Odpowiedz

          jesteś bardzo radykalna tygrysiątko,
          a co jesli szklanka z gorącą herbata stoi na stole i niechcący go kopniesz noga,
          na tyle mocno , że się przewróci ta szklanka i akurat dziecko po cos siegało na
          stół i wrzątek poleciał w jego stronę???
          jest mnóstwo sytuacji, które moga spowodowac wypadek w domu, lub w otoczeniu i
          daleka jestem od tak radykalnego oceniania, chociaz moim dzieciom na szczęście
          jak dotychczas udało sie uniknac takich wydarzeń.
          moja babcia zawsze mawiała "żeby wiedział, że upadnie, to by usiadł..."
          może ty jestes jasnowidzem, ale większośc z nas nie jest
          oczywiście nalezy jak najbardziej zapobiegac i uważać, ale nie da sie mieszkać w
          4 pustych ścianach, lub trzymac dziecka w izolatce.

          --
          FORUM 2+2
          Re: historia michałka, pytanie.
          housewife1 17.08.07, 02:28 Odpowiedz

          poza tym, rozumiem, że zgodnie z twoja wypowiedzią w ogóle nie uzywasz wrzatku w
          domu, kiedy przebywa w nim dziecko??? (no bo zawsze może przeciez stanąć za
          tobą, a ty tego nie zauwazyć)
          Nie pijesz więc też herbaty, kawy, nie gotujesz zup, ani innych gorących potraw,
          gdy twoje dziecko przebywa w domu...
          Nie uzywasz suszarki do włosów, nie palisz papierosów, nie używasz programów w
          pralce powyżej 30 stopni (zawsze może dojśc do gorącego wycieku), nie prasujesz
          i nie wykonujesz wielu czynności w domu, gdy przebywa w nim twoje dziecko.
          Gratulacje, ja tak nie potrafię, oczywiście pilnuję bardzo wtedy dzieci, ale
          jestem tylko człowiekiem, nie doskonale zaprogramowanym robotem i wiem, że
          czasem może zadrżec mi ręka... lub mogę czegos nie zauważyc... dzieci zas sa
          bardzo ruchliwe, moga być szybsze ode mnie...
          dlatego ludzie nazywaja takie wydarzenia wypadkami, mozna oczywiście zaraz kogos
          obwinić, mozna obwinic mame Michałka, że nie dopilnowała go będąc z wizytą
          itd... ale co sie stało juz się nie odstanie...
          --
          FORUM 2+2
          Re: historia michałka, pytanie.
          tygrysiatko1 17.08.07, 14:27 Odpowiedz

          na stole nie ma obrusów, serwet, niczego co można ściągnąć... gorąca
          herbata, kawa stoi tak aby była niedostępna dla dziecka, prasować
          należy wyłącznie wtedy kiedy dziecko śpi, albo bawi się w kojcu, do
          kuchni dziecko nie powinno mieśc dostępu...
          nie chodzi o to kogo należy obwiniać albo nie... ale należy
          uświadomić rodzicom co grozi ich dziecku zanim dojdzie do
          nieszczęścia... co można zrobić aby nie dopuścić do oparzenia...
          Re: historia michałka, pytanie.
          housewife1 17.08.07, 22:46 Odpowiedz

          niestety, wszystkie zalecenia tygrysiatka1 maja to do siebie , że nie
          zapobiegają w 100% nieszczęściu, co z tego, że nie ma obrusu na stole, jesli
          zdarzy sie przypadek, o jakim napisałam powyżej... kawa na stole może i nie jest
          dostepna dla roczniaka, ale dla trzylatka praktycznie nie ma już miejsc
          niedostępnych, (mój syn potrafi wejsc na krzesło, a z krzesła na blat, by
          sięgnąc do półki, gdzie sa słodycze...), prasowanie gdy dziecko spi- ok, ale
          dziecko zawsze może sie obudzić, nawet w środku nocy i zaspane podejdzie
          cichuteńko do ciebie od tyłu, a ty przestraszona możesz na niego zrzucić gorące
          żelazko, lub psiknąc go gorącą parą...
          w kojcu dziecko powyżej 2 roku życia juz raczej nie przebywa, bo wychodzi bez
          problemu (chyba, że masz na myśli klatkę???),
          do kuchni dziecko nie powinno mieć dostepu- nie zgadzam się, jak ma się nauczyc
          poruszać ostrożnie i unikac niebezpieczeństw, jesli nawet nie ma jak mu tego
          wytłumaczyć, bo nie ma dostępu. Poza tym są różnE kuchnie, i różnego
          usposobienia dzieci, być może do kuchni o metrażu 1,5 x 2,5 m2 dziecko nie
          powinno miec dostępu, bo tam matka ma problem z obróceniem się, nawet jeśli jest
          sama... ale np moja kuchnia jest otwarta z 2 stron, przy czym z jednej to jest
          po prostu brak całej ściany, a z drugiej metrowej szerokości przejście bez
          drzwi, moje dzieci mają dostęp do kuchni cały dzień, ale wszystko na blacie jest
          poodsuwane, kuchenkę mam elektryczna z 4 polami ustawionymi w poziomie, a więc
          dosc daleko od brzegu (dużo dalej niz standardowe), i w ogóle jest urządzona
          tak, że może byc wzorem bezpiecznej, acz dostępnej dla dzieci kuchni, ale moje
          dzieciaki maja już 3 i 5 lat i sa bardzo sprawne. Nauczone są czego im w kuchni
          nie wolno itd... ale tak małym, a nawet większym dzieciom ufać pod tym względem
          raczej nie nalezy.

          a ile maja twoje dzieci, i do którego roku życia nie mają dostępu do twojej
          kuchni???

          tak więc twoje rady sa mądre, ale niestety nie sa to żadne złote mysli, które
          mogą ocalic od wypadku, jedynie NIECO zwiększają bezpieczeństwo
          --
          FORUM 2+2
          Re: historia michałka, pyta
          • makoba Treść skasowanego wątku c.d. 23.08.07, 12:03
            agnes_julia 17.08.07, 23:50 Odpowiedz

            Musimy jeszcze pamietać że są modne aneksy kuchenne w duzych pokojach, albo w
            mieszkaniach przebudowanych przechodzi sie z kuchni np. do łazienki. Czyli
            dziecko jest w kuchni.
            Moja kuchnia ma wymiary 2 na 2m jest malutka a z niej przejście do właśnie łazienki.
            Oczywiście zawsze starałam sie aby wrzątek stał tak aby dziecko go nie
            dosiegneło, i to nie pomogło, dzbanek szklany który stał w kuchni na szafce 90cm
            na samym końcu blatu koło sciany, pękł i herbata prysła.
            I teraz jestem bardziej ostrożniejsza , kupiłam dzbanek-termos metalowy, używam
            kubków plastikowych, daje do jedzenia letnie zupy
            i picie.
            Mam problem jak przyjdzie ktoś i chce wypic kawe zalaną bo lubi ciepłą, wtedy
            mówie do dzieci -na stole gorąca kawa proszę iść do pokoju, a ludziom wydaje sie
            to dziwne.
            więc oparzenie, wylanie gorącej kawy, herbaty moze przytrafic sie wtedy nawet
            jeżeli dziecko nie ma prawa wejść do kuchni,wypadki sie zdarzają.
            Pewna kolezanka powiedziała mi kiedyś że moze tak musiało być i teraz dziecko
            bedzie bardziej odważnie szło przez życie, będzie bardziej rozsądne, i skoro juz
            sie wycierpiało to nic złego go nie spotka.
            Mam taką nadzieje.
            Pozdrawiam Gosia
            Re: historia michałka, pytanie.
            tygrysiatko1 18.08.07, 10:03 Odpowiedz

            przy chodzący już dzieciach, jeżeli nie mieszkasz w domu pietrowym i
            nie masz "blokad" na schodach nie nalezy moim zdaniem w ogóle
            prasować jeżeli nie ma w domu nikogo, kto to dzicko przytrzyma na
            czas prasowani w innym pokoju...
            przesadziłam z tym brakiem dostępu do kuchni... chodziło mi o to, że
            nie może mieć dostępu do gorącej kucheniki w trakcie gotowania, a po
            gotowaniu palniki, albo płytę grzewczą należy przykrywać płytą...
            czajnik musi być tak zabezpieczony aby dziecko nie ściągnęlo go na
            siebie...
            a trzylatek jest już na tyle dużym dzieckie, że spokojnie można mu
            wytłumaczyć, że nie wolno chodzić po krześle na blat...
            stale powtarzasz, że oparzenie to wypadek... owszem wypadek, ale z
            bezmyślności dorosłych... nie zakładam, że ktokolwiek chce oparzyć
            swoje dziecko, ale mając dziecko musismy dbać o jego bezpieczeństwo
            i przewidzieć co, gdzie i czym może sobie zrobić...
            Re: historia michałka, pytanie.
            gienka07 18.08.07, 13:17 Odpowiedz

            oczywiście...jesteś strasznie mądra i przewidująca...do szkoły też
            dziecka nie puść bo przewidzisz że inne dziecko może je strasznie
            zbić lub przewidzisz że może spaść ze schodów...współczuję
            ograniczonego myślenia i samopoczucia w przypadku gdy stanie się coś
            co nie byłaś w stanie przewidzieć ...lub przewidziałaś a i tak się
            wydarzyło... współczuję goraco...aa....i samochodem raczej też
            dzieci nie wozisz??????????????????????????
            Re: historia michałka, pytanie.
            tygrysiatko1 18.08.07, 13:23 Odpowiedz

            cały czas piszemy o oparzeniach!!!! i to są rzeczy, które jest dość
            łatwo przewidzieć... nie pisze o niczym innym... wyłącznie o
            oparzeniach...
            Re: historia michałka, pytanie.
            agnes_julia 18.08.07, 21:00 Odpowiedz

            gdyby oparzenie było łatwe do przewidzenia,na tym forum nie byłoby tylu dzieci....
            Re: historia michałka, pytanie.
            dwyrzyk 18.08.07, 21:15 Odpowiedz

            Szanowne Panie; Zanim napiszecie kolejny post z którego "zieje"
            agresją, proponuję zastanówcie się dlaczego!? Bo przecież tak
            naprawdę wszystkie strony mają rację. Oparzenia u dzieci to wypadki
            (!), ale w znacznej większości MOŻNA IM ZAPOBIEC(!) Dlatego istnieją
            zasady, które maja na celu maksymalne ZMNIEJSZENIE ZAGROŻENIA np.
            zakaz wstepu małym (!) dzieciom do kuchni(bo nikt nie powiedział, że
            dzieci nie wchodzące do kuchni sa mniej szczęśliwe?), stawianie
            naczyń z gorącymi płynami z dala od brzegu stołu, czy potraw na
            tylnych palnikach, rezygnacja ze "zwisajacych" serwet i obrusów,
            prasowanie poza zasięgiem dzieci (jeżeli jedyną metodą uzyskania
            takiej pewności jest prasowanie nocą to ok), przymocowanie przewodu
            od czajnika elektrycznego do ściany (!), brak dostepu do zapałek,
            grilla, kominka, ogniska itd. itd. Wszystko to ma na celu
            zmniejszenie zagrożenia tym co nieprzewidywalne. Jestem z racji
            zawodu osoba przewrażliwioną na tym punkcie, ale też w naszym domu
            wszyscy (domownicy, goście, dorośli i dzieci) podporządkowali się
            tym zasadom bez żadnych obiekcji. Zawsze było wiadomo, że najlepiej
            jest zapobiegać, a zapobieganie oparzeniom to właśnie wdrażanie i
            podporządkowywanie się w/w zasadom. I to własnie powinno być treścią
            akcji propagandowej w mediach, która miałaby szanse zmniejszyć
            częstość oparzeń u dzieci... Pozdrawiam Dariusz Wyrzykowski
            Re: historia michałka, pytanie.
            halinah2 19.08.07, 00:08 Odpowiedz

            Szanowne Panie! Od 27 lat leczę Wasze oparzone dzieci,od ponad 15
            lat usiłuję w Poradni Przeciwbliznowej zmniejszyć skutki oparzenia
            lecząc bliznę, zalecając odpowiednie postępowanie.Widzę, że ton
            dyskusji zmierza w złym kierunku. Popieram całkowicie opinię dr
            Wyrzykowskiego i przyłączam się do niej.
            Muszę jednak dadać - 99% oparzeń u dzieci to wina dorosłych- braku
            wyobrażni, wygodnictwa,braku odpowiedzialności.
            My chirurdzy dziecięcy stykający się codziennie z dramatem małego
            skrzywdzonego dziecka, które cierpi i będzie nosić piętno pod
            postacią blizny do końca swojego życia,stosujemy profilaktykę
            oparzeń w swoich domach.Gdy byłam młodą matką było mi serdecznie
            obojętne co na temat mojej ostrożności myślą moi goście, ale do 5
            czy 6go roku życia mojej córki gorących płynów, rosołu itp u nas się
            nie podawało,a na czas serwowania kawy dzieciom nie było wolno
            wychodzić z pokoju dziecięcego.
            Nie znam ani jednego przypadku oparzenia dziecka chirurga
            dziecięcego!!! Na swoich dyżurach przyjmując oparzone dziecko pytam:
            czym pani (pan) oparzyła dziecko.Zawsze wywołuje to sprzeciw.Ale
            moje pytanie jest precyzyjne!!! Większość oparzeń małych dzieci to
            szklanka kawy,herbaty,mleka, talerz zupy, który nieprzezorny dorosły
            postawił w zasięgu ręki dziecka.A jak Panie ocenią oparzenie
            pośladków, krocza i ud III i IV stopnia 5-dniowego noworodka, do
            którego doszło wskutek upadku owego noworodka na kuchenkę
            elektruczną,która służyła rodzicom do ogrania łazienki. Tata z synem
            ne ręku sięgał nad kuchenką po pieluchę. Też Panie powiedzą
            wypadek.Ja powiem skrajna nieodpowiedzialność i nieostrożność.
            Jedna z Pań użyła określenia -traktowali nas mamy oparzonych dzieci
            jak winne.My naprawdę tak uważamy! Dorośli są winni i odpowiedzialni
            za oparzenia dzieci.Nie powtarzamy tego stale,ale taka jest
            prawda.Nie usprawiedliwiamy! Mamy nadzieję,że taki incydent w życiu
            rodziny nauczy tę rodzinę ostrożności. Przykro mi bardzo ale z
            wypowiedzi na tym forum widę że nie.Któraś z mam napisała że dziecko
            nauczy się ostrożności. Błąd!!! 1 szklanka gorącego płynu to 10%
            pow. oparzenia, 2 tygodnie choroby oparzeniowej i ... blizny w
            niekorzystnym układzie do końca życia. Proszę pamiętać, że w grupie
            samobójców relatywnie największą grupę stanowią ludzie z bliznami.
            Na koniec zadam Paniom jedno pytanie - jek ocenicie oparzenie
            swojego dziecka, leczonego w szpitalu, które doznało oparzenia kawą
            stojącą na stoliku pielęgniarki czy lekarza na oddziale. Czy
            oceniłybyście Panie to jako wypadek, bo przecież doktór ani
            pielęgniarka nie chciał oparzyć. Myślę, że słusznie zostało by to
            ocenione jako skandaliczne zachowanie i narażenie Swiadome
            pacjenta . MY NIE STAWIAMY GORACYCH PLYNOW W MIEJSCACH DOSTĘPNYCH
            DLA DZIECI. Mamo możesz ustrzec swoje dziecko przed wypadkiem, tylko
            pomyśl!!!! dr Hofman
            Re: historia michałka, pytanie.
            monique251 19.08.07, 21:41 Odpowiedz

            Z całym szacunkiem, Pani Doktor, Lepiej się pani teraz poczuła? Po
            napisaniu tego postu?
            --
            Ładowanie sygnaturki...
            Re: historia michałka, pytanie.
            tygrysiatko1 19.08.07, 21:49 Odpowiedz

            a czy jest tam coś nieprawdziwego?? coś zabolało??
            Re: historia michałka, pytanie.
            monique251 19.08.07, 22:30 Odpowiedz

            Nie, nie zabolało. Nie oparzyłam swojego dziecka, jeśli o to pytasz.
            Zastanawia mnie jedynie w jakim cel
            • makoba Re: Treść skasowanego wątku c.d. 23.08.07, 12:07

              Re: historia michałka, pytanie.
              monique251 19.08.07, 22:30 Odpowiedz

              Nie, nie zabolało. Nie oparzyłam swojego dziecka, jeśli o to pytasz.
              Zastanawia mnie jedynie w jakim celu pani doktor pisze taki post na
              tym właśnie forum. Rozumiem potrzebę uświadamiania, rozumiem apele o
              ostrożność i zapobieganie. Nie rozumiem natomiast okrucieństwa.
              Myślę, że to forum jest ostatnim miejscem, gdzie należy pisać o
              głupocie matek, ich winie, nieostrożności, która mogła kosztować
              życie ich dzieci. Tym matkom nie trzeba już niczego uświadamiać. A
              chełpienie się tym, że zawsze pyta się matkę czym oparzyła dziecko
              jest tutaj chyba jakimś nieporozumieniem. I jeszcze raz, żebym
              została dobrze zrozumiana: uważam, że należy o tym mówić, należy
              ostrzegać, należy uczyć i pokazywać niebezpieczeństwo, nawet
              posługiwać się tragicznymi przykładami. Ale chyba nie tutaj.
              Naprawdę chciałabym poznać cel, jaki przyświecał napisaniu tego
              postu na tym forum. Pozdrawiam
              --
              Ładowanie sygnaturki...
              Re: historia michałka, pytanie.
              agnes_julia 19.08.07, 23:38 Odpowiedz

              Zgadzam sie z wypowiedzią monique251.
              I uważam iż dzieciom oparzonym i ich matkom juz napewno uświadomionym należy sie
              bardzo dobra opieka, a nie obarczanie ich winą.
              wypowiedź iż 99% to wina rodziców też jest nie na miejscu, nie mówiąc już że nie
              na tym forum.
              Każda matka na tym forum wie ile wycierpiało jej dziecko, i napewno bardziej
              chciałaby usłyszeć słowa które ją podtrzymają w tej ciężkiej walce o zdrowie i
              wygląd dziecka.
              A nie obarczanie winą.

              I jeszcze jedno marq14 mamo Maji napewno kochasz swoje dziecko najbardziej na
              świecie, nie obwiniaj siebie za to co sie juz stało, pilnuj i dbaj o swoją
              pociechę, musisz byc silna aby ona mogła brać z Ciebie przykład.
              Człowiek jest omylny i nie potrafi przewidzieć wszystkiego.

              A lekarze są po to aby nieść pomoc dzieciom w każdym przypadku a nie obwiniać i
              osądzać ich matki.
              Re: historia michałka, pytanie.
              halinah2 21.08.07, 00:11 Odpowiedz

              Nie rozumiem zarzutu o okrucieństwie. Niewłaściwa ocena. Nie chełpię
              się tylko informuję, że przyjmując do szpitala oparzone dziecko w
              reakcji na ...się oparzyło zadaję pytanie czym pani oparzyła lub
              czym zostało oparzone. To jest element diagnozy.nie pytam kto
              oparzył, chyba że zachodzi istotne podejrzenie zespołu
              maltretowanego dziecka. My nie zajmujemy się obwinianiem .
              Powtarzam -oparzenie u małego dziecka jest winą opiekunów. Moja
              wypowiedz jest działaniem czysto profilaktycznym. Osoba dorosła ma
              obowiązek przewidywać skutki swoich działań, można wyrobić sobie
              odruchy i zapobiegać nieszczęściu.Niestety z mojej praktyki
              zawodowej nie wynika, że oparzenie dziecka zapobiega podobnemu
              urazowi w przyszłości u tego samego dziecka lub rodzeństwa. Macie
              Panie tego przykład na tym forum. Wystarczy dokładnie przeczytać.99%
              oparzeń nie powinno się zdarzyć dzieciom do 3 roku życia. Takie są
              statystyki nie tylko polskie ale światowe.Opiekunowie mają obowiązek
              zapewnić bezpieczeństwo dzieciom.Nie do przyjęcia są uwagi na tym
              właśnie forum świadczące o usprawiedliwianiu bezmyślności.To
              tragiczna ociężałość umysłowa.Wyleczyłam kilka tysięcy oparzonych
              dzieci i doskonale wiem jakie są skutki oparzenia dla dziecka, jego
              rodziny i przyszłości.Z całą mocą powtarzam - masz dziecko, musisz
              mieć oczy wokół głowy, musisz być mądra i roztropna. Oparzenie
              dzieje się w ułamku sekundy a jego skutki trwają latami. Jeżeli
              jednak do wypadku doszło to zrób wszystko aby zminimalizować skutki
              lecz blizny, nie opalaj dziecka chroń przed ponownym urazem.dr Hofman
              Re: historia michałka, pytanie.
              tygrysiatko1 19.08.07, 21:59 Odpowiedz

              poza tym Pan Dr napisał dokładnie to samo... tylko mniej dosadnie...
              to są ludzie którzy leczą oparzone dzieci, a póxniej ich blizny... i
              wiedzą co mówią...
              Re: historia michałka, pytanie.
              marq14 19.08.07, 02:17 Odpowiedz

              Tak tylko i wyłącznie jest moja winą,że moja córcia cierpiała,walczyła o życie
              ,a ja nic jej nie mogłam pomóc,że codziennie musi znosic zabiegi aby jak
              najmniej zostało śladów po mojej bezmyslności,no i w końcu to ,że mało brakowało
              a byłaby oszpecona do końca życia bliznami na twarzy!!!!!!!!!!!!!!!!Tylko Bóg
              nie dopuścił do tego najgorszego ,bo lekarze pomimo tego ,że walczyli o nią z
              całych sił rozkładali ręce i twierdzili ,że buzia będzie w bliznach.Cud się stał
              BLIZN NIE MA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Ale to wszystko tylko i wylącznie moja wina
              ,wina dorosłego,bezmyslnego dorosłego.Co z tego ,że nie piłam gorącej kawy,nie
              jadłam gorącej zupki na stole z serwetą do ziemi,nie gotowałam nic na palnikach
              z brzegu kuchenki,ja tylko chciałam wyparzyc buteleczkę po herbatce ,co z
              tego,ze mała tam "raczej" nie sięgała,ten jeden raz dosięgła o jeden raz za
              dużo.Do dzis,prawie cztery miesiące od oparzenia od nikogo nie usłyszałam słowa
              zarzutu pod moim adresem,ale czekam i będę czekała kiedy córka dorosnie i
              wykrzyczy mi to w twarz gdy juz nie będzie mogła patrzec na blizny ,które bedzie
              miała tylko i wyłacznie z mojej winy,nie liczę na to ,że mi
              wybaczy............choc może troszkę?!
              Dziewczyny to forum powstało po to aby sie wspierac ,radzic ,wymieniac
              doświadczeniami ,ale od jakiegos czasu cały czas sie oskarzacie ,zarzucacie
              sobie winy i zaniedbania,a nie na tym polega założenie tego forum,bo to czy ja
              winie kogos czy siebie to ja doskonale wiem ale co robic gdy się to nieszczęście
              juz przytrafi to własnie tu chce zajrzec ,porozmawiac i poszukac pomocy w
              kolejnych wątkach.BEZMYśLNA MARZENA MAMA MAJI.
              Re: historia michałka, pytanie.
              tygrysiatko1 19.08.07, 11:55 Odpowiedz

              ja nikomu nie zarzucam winy... ale przeraża mnie, kiedy dorośli
              ludzie uważają, że to wypadek, że małe dziecko się oparzyło... to
              bradzo wazne, żeby sobie uświadomić, że można temu zabobiegać, aby
              drugi raz już do tego nie doszło... przecież z podejściem takim, że
              to nie wina dorosłego, że toego nie da się przewidzieć dziecko może
              oparzyć się drugi trzeci i piąty raz...
              Re: historia michałka, pytanie.
              agnes_julia 19.08.07, 13:12 Odpowiedz

              Ja jestem zdania że nie jest to zawsze wina rodziców czy opiekunów.
              Zdarzają sie wypadki których nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
              A jeżeli chodzi o szpitale lekarze, a w szczgólności pielegniarki powinny być
              miłe i troskliwe.
              Może nie w każdym szpitalu jest tak samo.
              W którym my przebywaliśmy,matki były traktowane okropnie,przytocze jedną
              sytuacje:przychodzi siostra aby dziecku dać kroplówkę i dziecko płacze, matka z
              nim a siostra podając dziecku mówi do niego:nie płacz ja Ci nic złego nie zrobie
              to twoja mama wyrządziła Ci krzywde"...
              Czy to jest ok?
              Ja tez nigdy juz nie będe uzywała szklanych dzbanków czy zwykłych szklanych.
              Dzbanek który kupiłam miał atest firmy i był przeznaczony do wrzątku mimo to po
              nagrzaniu pękł, stał 1 metr od dziecka, które akurat przechodziło gdy pękł.
              Wiem że moje dziecko sie wycierpiało i mam nadzieje że już nic złego sie nie
              stanie .
              Ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, oczywiście musimy być
              odpowiedzialne za nasze dzieci.
              Pozdrawiam Gosia
              Re: historia michałka, pytanie.
              tygrysiatko1 19.08.07, 13:46 Odpowiedz

              to prawda... są takie rzeczy, których nie da się przewidzieć... ale
              wiele się da... i nalezy to zrobić...
              Re: historia michałka, pytanie.
              a_oluszka 19.08.07, 14:46 Odpowiedz

              a skoro toczy się już ta dyskusja,wina winą,ostrożność ostrożnością,wszystko
              zostało przerobione już wyżej,mam tylko jedną refleksję,czyz lekarz to nie ma
              być ten człowiek który pomaga?ja jak dojechałam z córką do szpitala to pierwsze
              czym zajęli się ludzie którym powierzyłam życie swojego dziecka,czegoś co
              najcenniejsze w moim życiu,skoncentrowali się na mnie,szyderczo wyrzucając i po
              co teraz płaczesz,trzeba było myśleć!itp Nie oczekiwałam współczucia,zdawałam
              sobie sprawę z tego co sie stało,lekarze są od ratowania zdrowia,życia i z całym
              szacunkiem dla ich profesji ocenianie nas, matek zostawcie sądowi
              ostatecznemu,my swoja pokutę
              • makoba Re: Treść skasowanego wątku c.d. 23.08.07, 12:09
                a_oluszka 19.08.07, 14:46 Odpowiedz

                a skoro toczy się już ta dyskusja,wina winą,ostrożność ostrożnością,wszystko
                zostało przerobione już wyżej,mam tylko jedną refleksję,czyz lekarz to nie ma
                być ten człowiek który pomaga?ja jak dojechałam z córką do szpitala to pierwsze
                czym zajęli się ludzie którym powierzyłam życie swojego dziecka,czegoś co
                najcenniejsze w moim życiu,skoncentrowali się na mnie,szyderczo wyrzucając i po
                co teraz płaczesz,trzeba było myśleć!itp Nie oczekiwałam współczucia,zdawałam
                sobie sprawę z tego co sie stało,lekarze są od ratowania zdrowia,życia i z całym
                szacunkiem dla ich profesji ocenianie nas, matek zostawcie sądowi
                ostatecznemu,my swoja pokutę mamy przez resztę życie.
                Re: historia michałka, pytanie.
                halinah2 20.08.07, 23:31 Odpowiedz

                zgadam się, nic nie uprawnia do dyskredytowania matki w oczach
                dziecka.Zyczę wytrwałości w leczeniu blizn. Będzie dobrze.Hofman.
                Re: historia michałka, pytanie.
                halinah2 20.08.07, 23:28 Odpowiedz

                Jest Pani bardzo mądrą mamą.Zyczę wytrwałości w leczeniu, na pewno
                będzie dobrze. Pozdrawiam Hofman
                Re: historia michałka, pytanie.
                makoba 21.08.07, 20:43 Odpowiedz

                Nie mam teraz stałego dostępu do sieci, dlatego odpowiadam dopiero teraz.
                Forum to założyłam z myślą WSPARCIA dla rodziców i ma ono na celu wymianę
                informacji dot, terapii blizn.
                Zawsze zaglądając tu wiedziałam,że osoby które tu piszą w pełni rozumieją
                tragedię jaką dzielimy.
                Wątek ten zamiast wspierać dodatkowo dobija nas i przygnębia zupełnie
                niepotrzebnie. Jest tu zdecydowanie nie na miejscu.
                Zapewniam,że każda/każdy z nas rodziców oparzonego dziecka nie pozbędzie się
                poczucia winy do końca życia i poraziła mnie niedelikatność osób, które tu w tym
                miejscu, które ma dać wsparcie jeszcze to poczucie winy w nas pogłębiają.
                Wiem, że oparzenie jest wynikiem bezmyślności, braku wyobraźni itd, itp, ale
                proszę nie ciągnijmy tematu, bo tu mamy się wspierać, a nie oskarżać.
                Nie skomentuję pierwszej wypowiedzi dot. mojego synka, gdyż nie sądzę, by matka,
                której dziecko nie przeszło tego co moje i która sama tego nie przeżyła poprostu
                nie jest i nie bedzie w stanie tego zrozumieć.
                Nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie.
                Bardzo więc proszę, by osoby, które nie miały tak ciężkich doświadczeń nie
                zabierały głosu na forum w tak krytykującej formie.
                Jeśli macie takie życzenie usunę powyższy wątek. Mnie samą boli bardzo, gdyż w
                tytule jest imię mojego syna, a w treści zawarte są tematy, które zamiast nas
                wspierać raczej przygnębiają, czyli nie powinny istnieć na forum, którego cel
                jest zgoła przeciwny.
                --
                Zobaczcie moje Skarby
                FORUM"OPARZONE DZIECI"
                Re: historia michałka, pytanie.
                monique251 21.08.07, 22:17 Odpowiedz

                Pięknie napisane.
                I o to właśnie mi chodziło.

                --
                Ładowanie sygnaturki...
                Re: historia michałka, pytanie.
                agnes_julia 21.08.07, 22:21 Odpowiedz

                Witaj
                Ten wątek pokazuje jak widzą nas lekarze i jak my sie same czujemy.
                Marto nie usuwaj go.
                napewno to co tutaj zostało napisane nie dotyczy tylko Michałka więc moim
                zdaniem temat tego postu powinien być inny.
                Usuń Marto te posty...
                marq14 21.08.07, 23:06 Odpowiedz

                Tez jestem tego zdania i jak juz napisałam wyzej to forum powstało po to aby tu
                uzyskac rady,pomoc i odpowiedzi na nasze liczne pytania dotyczące oparzenia
                naszych dzieci,a to ze odpowiedzialni jestesmy my dorosli to kazdy u którego
                zdazył się ten wypadek doskonale wie i ma i bedzie miał wyrzuty do konca
                zycia,bynajmniej tak bedzie w moim przypadku.Jetem za usunięciem tych postów bo
                nikt mi nie musi przypominac ,ze to ja jestem winna oparzeniu mojej
                córci!!!!!!!!!!!!
                Re: historia michałka, pytanie.
                tygrysiatko1 21.08.07, 23:36 Odpowiedz

                Marto ja rozumiem, że to forum jest celem wspirania się.. ale osoby,
                które leczą dzieci (Pani i Pan dr) nie mogą przejść obojętnie nad
                stwierdzeniem, że to nie jest wina dorosłych...
                rozumiem, że Wam odpowiada, jak lekarze powiedzą co robić i jak
                robić... a to co Państwo napisali w tym poście TO PROFILAKTYKA!!!
                Re: historia michałka, pytanie.
                goga5551 22.08.07, 00:09 Odpowiedz

                Witam
                Jest juz późna pora, jutro muszę wstac przed 5.
                Moja córcia nie jest oparzona ale żyję tak jak WY z poczuciem winy.
                PIES MOJEJ kuzynku ją pogryzł, ma blizny na nosie i policzku.
                Obwiniam siebie za to, bo akurat tego dnia i o tej godzinie byłam
                tam.
                Powiem Wam tylko tyle, że cieszę się ze moja Oliwka ma tylko blizny,
                ponieważ m-c temu pochowalismuy 10-cio letnią dziewczynkę (córka
                siostry męża), dziecko chore na serce, walka o jej życie przez 10
                lat. Blizny to jest nic. Medycyna plastyczna idzie do przodu:
                dzis widziałam kobietę w moim wieku z poparzeniem - i co - jest
                mamą, jest szczęśliwa, chodzi na solarium - blizn nie widac.
                Pamiętajmy dodajmy sil dzieciom, wspierajmy je. Możemy czerpaczać
                energię z dzieci - tylko dajmy cos w zamian.
                Mi też jest ciężko i boli mnie serce.
                Nie ma forum o dzieciach pogryzionych więć pisze na tym.
                Pozdrawiam
                --
                Zobaczcie moje Skarby
                FORUM"OPARZONE DZIECI"
                • agnes_julia Re: Treść skasowanego wątku c.d. 23.08.07, 12:59
                  Witaj Marto
                  teraz jak dopisałaś do tego watku -poprzedni wątek to juz naprawde go trudno
                  zrozumieć, i wiedzieć kto co napisał.
                  I małe sprostowanie moja treść była inna:
                  agnes_julia 21.08.07, 22:21 Odpowiedz

                  Witaj
                  Ten wątek pokazuje jak widzą nas lekarze i jak my sie same czujemy.
                  Marto nie usuwaj go.
                  napewno to co tutaj zostało napisane nie dotyczy tylko Michałka więc moim
                  zdaniem temat tego postu powinien być inny.
                  Usuń Marto te posty...



                  Ja nie napisałam ostatniego zdania "Usuń Marto te posty...", zresztą przeczy on
                  mojej wypowiedzi.
    • zu12345 Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 23.08.07, 14:51
      ja dokladnie tak samo sie zachowuje ,jak pieczemy coś w piekarniku
      to wejscie do kuchni zastawiany krzesłem bo nie mamy drzwi ,herbaty
      stawiamy zawsze wysoko na regale a jak sa goście u nas to siedze w
      stresie i patrze kto gdzie gorące postawie i bardzo pilnuje Niuni,
      myśle ze to juz nam zostanie i nic w tym nie widze
      nienormalnego ,wystarczy ze nam sie dzieci poparzyły i nigdy juz
      wiecej!!! wiec lepiej przesadzac nawet z tym ich pilnowaniem niz cos
      przeoczyć smile
      • phantomka Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 29.08.07, 20:41
        Moje dziecko na szczescie nie jest poparzone, wylala sobie kiedys
        herbate na brzuch, ale byla ona ciepla. Od tamtej pory wszyscy sa
        nauczeni, ze nie wolno zostawiac niczego goracego. Rowniez w
        gosciach mam w nosie, czy ktos mnie odbierze jako nadopiekuncza,
        wole to niz pozniej tragedie.
        Co do rodzicow poparzonych dzieci, to nie ma ludzi idealnych,
        kazdemu z nas zdarzylo sie niedopilnowanie dziecka, czy tego
        konsekwencja jest poparzenie czy upadek i rozwalona glowa, to
        niestety jest wpisane w bycie rodzicem. Moi rodzice byli bardzo
        opiekunczy, a tez mialam poparzona reke zelazkiem, rozwalona buzie
        od wariactw na podworku - nawet roboty popelniaja bledy...
        --
        Roczna Maria
        • basik798 Re: Czy wszyscy inni są ostrożni? 01.03.08, 22:20
          Mam nadzieję że nie będziecie mieć do mnie żalu jak napiszę też tu coś od siebie
          i wątek będzie znowu widniał na początku forum. Przeczytałam wszystko od
          początku i jak przeczytałam jak niektóre matki były traktowane w szpitalu to aż
          ciarki przechodzą! przecież nie wolno takich rzeczy mówić dziecku i przy nim
          obwiniać matkę że to ona jest zła bo oparzyła. Gratulacje dla tak bezczelnej
          pielęgniarki!!!
          MOja córka miała skończone 2 latka i 4 miesiące jak ją oparzyłam. Zawsze byłam
          przezorna, ostrożna do ok 1,5 roczku miałam założoną barierkę do kuchni ale
          potem umiała ją otwierać więc wchodziła do kuchni ale ona bała się gorącego
          uczyłam ją że nie wolno że ała! że może się oparzyć, zamykałam zawsze okna jak
          była w pokoju (tzn dawałam tylko na uchyl) nigdy nie otwierałam przy niej na
          oścież nie miałam w domu obrusów, lekarstwa wysoko w zamykanej szafce dom był
          cały dla niej bezpieczny u mojej mamy też zawsze nas uczyli ostrożności i ja
          pamiętam że nawet mając 12 lat bałam się zapalić zapałkę!!!! aż tego felernego
          dnia ugotowałam zupę nalałam jej zaraz po zagotowaniu na talerz i chciałam
          zostwić do ostygnięcia- córka kręciła się koło mnie i jakoś nie specjalnie mnie
          słuchała podeszła do blatu lewą rączką spróbowała się wspiąć wyżej i dosięgnąć
          noża a ja w jednej ręce miałam ledwo nalaną wżącą zupę a drugą ręką chciałam
          odebrać jej nóż i niestety ulałam jej zupę na rączkę nie było tego dużo ale ból
          niesamowity i płacz.... i niestety tu akurat jest całkowicie moja wina
          obwiniałam się strasznie i nadal się obwiniam mimo że córka nie miała dużego
          oparzenia bo na ok 15 cm /10 cm ale 2 stopnia i bardzo okropne to miała szybko
          się jej zagoiło bo do tygodnia czasu teraz jesteśmy na etapie natłuszczania ale
          nadal mam żal do siebie że dopuściłam do tej tragedii najgorsze było to jak co 2
          dni miała zrywany ten atrauman i córka w tych najgorszych chwilach na całe
          gardło płakała że to ja zrobiłam jej auła jaki ona miała do mnie wielki żal to
          mnie najbardziej bolało ....i cieszę się że jest takie forum gdzie można się
          wyżalić porozmawiać, gdzie ktoś coś dobrego doradzi w sprawie maści czy innych
          dobrych opatrunków
          i uważam że nie do końca tak jest że to wypadek, że to nieostrożność tak to
          prawda jest nieostrożność, wypadek można było zapobiec( ale kto wie że to się
          akurat stanie w danej chwili?) ale chyba bardziej trzeba nastawić się raczej tak
          że nikt nie zrobił tego specjalnie i wydaje mi się że to już było tam gdzieś
          zapisane i tak miało być

          i ja rozumiem że zawsze zostanie ból żal może z czasem będzie słabszy ale są
          różne tragedie i cieszmy się tym że nasze dzieci żyją że mają tylko te blizny
          ale są ogólnie zdrowe. Każdy ma inne tragedie rodzinne nie wszystkiego da się
          przewidzieć nawet jakbyśmy byli zawsze ostrożni może coś się wydażyć.
          Ja pocieszam się tym że przynajmniej nas w szpitalu przyjęli bardzo miło i nikt
          nie miał do mnie żalu a nawet pocieszali że nie ma tak źle! a córka już o bólu
          zapomniała i nic nie wspomina że to ja jej zrobiłam a jak mam jej smarować
          rączkę to aż się cieszy że będzie mogła potrzymać maść i poodwijać bandaże

          pozdrawiam wszystkich i wybaczcie za ten post

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka