Kim i jego bombki.

17.10.06, 12:47
Kim ma bombę atomową. Bez najmniejszej wątpliwości.

Materiału ma mało, więc mało go do prób zużywa.

Nie ma środków przenoszenia, pociesza nas amerykańska propaganda, choć to
przecież stek bzdur. Wystarczy jeden bombowiec załadować tym świństwem i
wysłać na niskim pułapie przez granicę w stronę Seulu. 40 km od granicy do
stolicy południowej Korei przy prędkości 800 km/h bombowiec ten pokona w 3
minuty. A są jeszcze przecież bombowce naddźwiękowe ...
Następnie wystarczy bojowy okrzyk "bonzai!" pilota kamikadze i naciśnięcie
przez niego jednego guzika i ... bum. Był sobie Seul.

Amerykanie najechali Irak w nadziei powstrzymania eksportu i rozwoju broni
masowego rażenia. Pamiętam przynajmniej, jak ten biały murzyn tak to w
siedzibie ONZ uzasadniał. W Iraku nic nie znaleziono, bo nic nie było.
W tym samym czasie Kim podkręcił tempo, zerwał plomby we własnym ośrodku badań
jądrowych i sfinalizował ostatni etap badań. Amerykanie doskonale wiedzieli,
co się w Korei Płn dzieje. I nie zrobili nic. Czyli albo broń masowego rażenia
wcale nie była ich priorytetem, albo ktoś najwyraźniej próbuje obrazić moją
inteligencję.

Decyzją ONZ nałożono na Koreę Płn absolutne embargo, czyli de facto spuszczono
Kima z ostatniej smyczy. Dostawy ryżu odcięto i dopiero teraz Kim może robić
co chce. Zapędzono go w kozi róg. Oto triumf światowej dyplomacji.

Co teraz zrobi Kim ? Tego nie wie nikt.
To się dopiero nazywa niezależność.

Ostatnie pytanie: co mnie to wszystko obchodzi ? Półwysep koreański jest
przecież daleko. Teoretycznie tak, praktycznie zaś ... I Wojna Światowa
zaczęła się od jednego serbskiego rewolwerowca w Sarajewie.

Tak to już bywa, że Kim strzela, a Pan Bóg wiatrami to rozsiewa.
    • napoj.chmielowy Tonący brzytwy się chwyta 17.10.06, 15:00
      To jest niebezpieczne dla Seulu lub dla Tokio. Dla nas niebezpieczna jest tarcz
      antyrakietowa.
    • sztuk6mistrz Re: Kim i jego bombki. 17.10.06, 17:30
      Jeśli niewiadomo o co chodzi, to napewno chodzi o ropę naftową. Czy Korea Płn.
      ma jakieś istotne bogactwa? Czy Chiny są z tej bombki zadowolone, mając ją tuż
      pod bokiem? Czy Japonia będzie za polityką bardziej pro- czy antyamerykańską?
      Odpowiedź znajdziesz na dnie leja.
      • arek5001 Re: Kim i jego bombki. 17.10.06, 21:48
        no chyba że, bo o ile wiem Kim ropy nie posiada i dostaję ją z pobliskich Chin,
        raczej o kupowaniu nie ma mowy.
      • map4 Re: Kim i jego bombki. 18.10.06, 09:58
        sztuk6mistrz napisał:

        > Odpowiedź znajdziesz na dnie leja.

        Bardzo mi się to stwierdzenie podoba. Jednym z powodów jest to, że jest w
        nieludzki sposób prawdziwe.
        • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 18.10.06, 15:54
          Chińczycy już budują zasieki na granicy, przewidując masowe ucieczki z Korei.
          Według tygodnika "Forum" sześciostronne negocjacje pozwoliły Kimowi odzyskać
          centralną władzę nad coraz bardziej rozpadającym się państwem. Podobnemu celowi
          mógł służyć wybuch (nie ma żadnej pewności, że nuklearny). Jedynym rzeczywistym
          naciskiem na reżim byłyby jednoczesne wielkie manewry
          chińsko-rosyjsko-amerykańskie w pobliżu granic Korei Północnej, ale to chyba
          nie jest możliwe. Pytanie w co grają Chiny, a w co Rosja jest kluczowe.
          • map4 Re: Kim i jego bombki. 18.10.06, 17:08
            napoj.chmielowy napisał:

            > (nie ma żadnej pewności, że nuklearny).

            Amerykanie wysłali samolot, który wąchał wyziewy przelatując tak blisko granicy,
            jak tylko się dało. No i w tych wyziewach znaleźli radioaktywne cząstki.
            Tak przynajmniej słyszałem w telewizorze, w całkiem poważnych wiadomościach.

            • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 18.10.06, 17:21
              map4 napisał:

              > Amerykanie wysłali samolot, który wąchał wyziewy przelatując tak blisko
              granicy
              > ,
              > jak tylko się dało. No i w tych wyziewach znaleźli radioaktywne cząstki.
              > Tak przynajmniej słyszałem w telewizorze, w całkiem poważnych wiadomościach.
              >
              >

              Ale inni się wahają. O ile się nie mylę, małą bombę atomową jest dużo trudniej
              zrobić niż dużą. Wywąchana promieniotwórczość też nie jest do końca dowodem
              (można konwencjonalnie wurzucić w powietrze trochę radioaktywnego pyłu).
              Najważniejsze jest spektrum fali sejsmicznej, które przy małej sile wybuchu
              jest bardzo zamazane.
              • map4 Re: Kim i jego bombki. 18.10.06, 20:18
                Tak się zastanawiam - wyrzuciłbyś na miejscu Kima radiokatywny pył w powietrze
                skazując się na odcięcie dostaw ryzu, którym zapychasz żołądki własnej armii ?

                Bo mi to zdecydowanie pod paragraf "debilizm" podpada. A Kim na pewno debilem
                nie jest. Debil nie utrzymał by się na stołku szefa takiej modelowej dyktatury.
                • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 19.10.06, 20:25
                  map4 napisał:

                  > Tak się zastanawiam - wyrzuciłbyś na miejscu Kima radiokatywny pył w powietrze
                  > skazując się na odcięcie dostaw ryzu, którym zapychasz żołądki własnej armii ?
                  >
                  > Bo mi to zdecydowanie pod paragraf "debilizm" podpada. A Kim na pewno debilem
                  > nie jest. Debil nie utrzymał by się na stołku szefa takiej modelowej dyktatury.
                  >

                  Zbyt mało bierzesz pod uwagę sytuację wewnętrzną KLD. Według amerykańskich
                  analityków reżim Kima został uratowany przez Koreę Południową i Chiny, które go
                  ostatnio subsydiowały, ale od kilku miesięcy przestały. Znowu nastąpiło
                  osłabienie władzy centralnej i rozpad państwa na udzielne ksiąstewka
                  kontrolowane przez lokalnych aparatczyków. Bomba atomowa i stan wojny wzmacniają
                  władzę Kima, a jeszcze bardziej wzmocniłyby ją dwustronne rokowania z USA. Małą
                  bombę atomową jest o wiele trudniej zrobić niż dużą, teraz jestem tego pewien
                  (uran musi być o wiele, wiele czystszy).
                  • map4 Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 08:19
                    napoj.chmielowy napisał:

                    > Zbyt mało bierzesz pod uwagę sytuację wewnętrzną KLD. Według amerykańskich
                    > analityków reżim Kima został uratowany przez Koreę Południową i Chiny, które go
                    > ostatnio subsydiowały, ale od kilku miesięcy przestały. Znowu nastąpiło
                    > osłabienie władzy centralnej i rozpad państwa na udzielne ksiąstewka
                    > kontrolowane przez lokalnych aparatczyków. Bomba atomowa i stan wojny wzmacniaj
                    > ą
                    > władzę Kima, a jeszcze bardziej wzmocniłyby ją dwustronne rokowania z USA.

                    To ma ręce i nogi. Bez wojny w Iraku taki Bush na przykład nie zostałby wybrany
                    na drugą kadencję.

                    Małą
                    > bombę atomową jest o wiele trudniej zrobić niż dużą, teraz jestem tego pewien
                    > (uran musi być o wiele, wiele czystszy).

                    Też racja. Wychodzi więc na to, że Kim zaatakuje Koreę Południową na pięć minut
                    przed zawaleniem się własnego reżimu. Co oznacza, że per saldo dla koreańczyków
                    z południa taniej jest karmić satrapę z północy, niż go zagłodzić.
                    • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 10:08
                      map4 napisał:

                      > Co oznacza, że per saldo dla koreańczyków
                      > z południa taniej jest karmić satrapę z północy, niż go zagłodzić.
                      >

                      Wydaje mi się, że ten reżim nie pada z dwóch powodów
                      1) Seul - prawie połowa ludności Południowej Korei mieszka w tej metropolii (ok
                      20 mln) - odległość od granicy ok 50 km, północnokoreańska artyleria (dobrze
                      zabezpieczona przed zniszczeniem z powietrza może (ładunkami konwencjonalnymi)
                      zabić ok 2 mln Seulczyków (a dochodzi do tego broń chemiczna i biologiczna).
                      Ewakuacja jest niemożliwa.
                      2) Nikt nie wie co robić potem (gdy reżim padnie). Zjednoczenie oznacza
                      gwałtowny spadek stopy życiowej na południu, a sytuacja społeczna w tym państwie
                      nie należy do bardzo stabilnych. Wziąć na utrzymanie północnych Koreańczyków nie
                      chce nikt.
                      • map4 Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 11:29
                        napoj.chmielowy napisał:

                        > Ewakuacja jest niemożliwa.

                        Korea Płd poważnie zastanawia się nad przeniesieniem stolicy bardziej na
                        południe. Tyle, że na przeniesienie takiej metropolii nie stać nawet Koreańczyków.

                        > 2) Nikt nie wie co robić potem (gdy reżim padnie).

                        Pełna zgoda. Tego nie wiedzą nawet sami Koreańczycy.

                        > Zjednoczenie oznacza
                        > gwałtowny spadek stopy życiowej na południu, a sytuacja społeczna w tym państwie
                        > nie należy do bardzo stabilnych. Wziąć na utrzymanie północnych Koreańczyków
                        > nie chce nikt.

                        Każdy RFN ma własne NRD. Tyle, że teraz Kim ma bombkę. A to jest bardzo silny
                        straszak na braci z południa. Nie tylko zresztą na nich. Dajcie mi czego chcę,
                        bo inaczej powąchacie uran. Paradoksalnie okazać się może, że najlepiej na tym
                        wyjdą Chiny, które od lat do Kima podchodzą bardzo miękko.

                        Co wszystkim święcie o bezpardonowym imperatywie zwalczania rodziny Ilów
                        przekonanych dedykuję.
                        • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 13:27
                          Wydaje się (a może jest to moje pobożne życzenie), że RRK (Reżim Rodziny Kimów)
                          mimo (nawet z powodu) przeprowadzonej próby nuklearnej długo nie potrwa. Pewnie
                          odbędzie się tam rewolucja w stylu rumuńskim (gdzieś wyczytałem, że Chiny już ją
                          szykują). Obstawiam, że powstanie tam jakiegoś typu protektorat ONZ na długie
                          długie lata.
                          • map4 Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 13:51
                            napoj.chmielowy napisał:

                            > Wydaje się (a może jest to moje pobożne życzenie), że RRK (Reżim Rodziny Kimów)
                            > mimo (nawet z powodu) przeprowadzonej próby nuklearnej długo nie potrwa.

                            Kiedyś, bardzo późno w nocy (dlaczego takie programy puszczają w środku nocy,
                            wieczory przeznaczając na mózgojebne programy typu "zatańcz", "wygraj" czy po
                            prostu "pokażmy cokolwiek i każmy widzom wysłać SMS za dwa Euro") oglądałem
                            długi, sążnisty reportaż z Korei Północnej. Reportaż składał się z dwóch
                            rodzajów zdjęć nakręconych w Korei - za wiedzą i bez wiedzy jej władz. Różnica
                            była dość makabryczna, a jeden z wniosków tego reportażu brzmiał: na rewolucję
                            się tam nie zanosi. W ostatnich latach według specjalistów od Korei po
                            suszach/powodziach w Korei Północnej zmarło 2 miliony ludzi. Przy ludności rzędu
                            20 milionów rzec można że Kim zdziesiątkował własny naród. I co ? I nic.
                            Wymrą z głodu, ale Kima nie porzucą. Na postawę opozycyjną można sobie pozwolić
                            wyłącznie wtedy, kiedy jakakolwiek postawa jest dozwolona.

                            > Pewnie
                            > odbędzie się tam rewolucja w stylu rumuńskim (gdzieś wyczytałem, że Chiny już ją
                            > szykują).

                            Nawet w Rumunii nie było takiego strachu, jaki panuje w Korei. Rewolucja jest
                            możliwa dopiero wtedy, kiedy reżim zmięknie. W Korei znika się na zawsze za
                            bramą obozu pracy za krzywe spojrzenie na ubeka.

                            > Obstawiam, że powstanie tam jakiegoś typu protektorat ONZ na długie
                            > długie lata.

                            Po upadku reżimu na północ wejdą południowcy - chyba, że przeszkodzą im w tym
                            chińskie czołgi. A Koreę południową czeka los RFN po zjednoczeniu.
                            W protektoracie ONZ szans nie widzę. ONZ jest za słaba. Sprawę rozegrają
                            pomiędzy sobą sąsiedzi - Japonia, Chiny i Koreańczycy z południa, czyli tak
                            naprawdę USA rękoma wasali z Chińczykami.
                            • napoj.chmielowy Re: Kim i jego bombki. 20.10.06, 14:11
                              map4 napisał:

                              > W ostatnich latach według specjalistów od Korei po
                              > suszach/powodziach w Korei Północnej zmarło 2 miliony ludzi. Przy ludności rzęd
                              > u
                              > 20 milionów rzec można że Kim zdziesiątkował własny naród. I co ? I nic.
                              > Wymrą z głodu, ale Kima nie porzucą. Na postawę opozycyjną można sobie pozwolić
                              > wyłącznie wtedy, kiedy jakakolwiek postawa jest dozwolona.
                              >

                              Sołżenicyn twierdzi ("W archipelagu Gułag"), że początkiem końca stalinizmu były
                              bunty w obozach. Buntowali się ludzie, którzy nie mieli nic do stracenia.
                              Oczywiście odmienność kulturowa jest olbrzymia, ale pytanie brzmi: jak długo
                              człowiek może być upodlony (człowiek niezależnie od kultury).

                              >
                              > Nawet w Rumunii nie było takiego strachu, jaki panuje w Korei. Rewolucja jest
                              > możliwa dopiero wtedy, kiedy reżim zmięknie. W Korei znika się na zawsze za
                              > bramą obozu pracy za krzywe spojrzenie na ubeka.
                              >

                              Napisałem (że czytałem) iż Ciny szykują taką rewolucję. W Chinach, przy
                              koreańskiej granicy żyje (różne szcunki) od 2 do 4 mln koreańczyków, którzy mają
                              rodziny po drugiej stronie. Dla wielu mieszkańców przygranicznych regionów KLD
                              przemyt jest jedynym sposobem przeżycia. Chiny do tej pory przymykały oczy na te
                              przygraniczne ruchy, teraz budują graniczne zasieki i wzmacniają wojsko. Pewnie
                              przewidują próby masowych ucieczek.
                              > > Obstawiam, że powstanie tam jakiegoś typu protektorat ONZ na długie
                              > > długie lata.
                              >
                              > Po upadku reżimu na północ wejdą południowcy - chyba, że przeszkodzą im w tym
                              > chińskie czołgi. A Koreę południową czeka los RFN po zjednoczeniu.
                              > W protektoracie ONZ szans nie widzę. ONZ jest za słaba. Sprawę rozegrają
                              > pomiędzy sobą sąsiedzi - Japonia, Chiny i Koreańczycy z południa, czyli tak
                              > naprawdę USA rękoma wasali z Chińczykami.
                              >
    • napoj.chmielowy Coś na temat. 30.10.06, 14:03
      dziennik.pl/magazyny/europa/wydania/artykul,282.html
    • napoj.chmielowy Bomba 03.11.06, 10:15
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3716898.html
      • sztuk6mistrz Re: Bomba-trąba 03.11.06, 10:26
        wiedzieć a zrobić - to dylemat współczesnych satrapów, takie dane można kupić od
        Rosjan za dutki (co prawda Amerykanie postanowili opublikować za darmo - wyścig
        ofert trwa!)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja