Totalna propagandowa wojna

29.05.07, 09:56
"Polacy werbowani na wojnę totalną

By doznać uczucia mdłości wystarczy posłuchać samozwańczej rady etyki mediów w
piątkowym poranku Radia TOK FM i wydawanych przez nią wyroków o sprzedajnych
dziennikarzach reżimowych, czy o rzekomych kokosach, jakie płaci im za
lizusostwo PiS. Skończyły się skrupuły. Kto nie od nas, tego trzeba zmieszać z
błotem - pisze Rafał A. Ziemkiewicz, publicysta "Rzeczpospolitej"

opinie_a_1-1.F.jpg
Rysuje Mirosław Owczarek
MIROSŁAW OWCZAREK
opinie_a_1-2.F.jpg
Rafał A. Ziemkiewicz

Historia III RP toczy się od histerii do histerii. Wpływowe media i autorytety
stale alarmują o śmiertelnym zagrożeniu i stale podrywają nas do walki z nim.
Zagrażał już polskiej demokracji jaskiniowy antykomunizm i "przyspieszacz z
siekierą", powtórka wydarzeń na chińskim placu Tienanmen, krwawa wojna jak w
byłej Jugosławii, państwo wyznaniowe na wzór Iranu i nacjonalistyczna
dyktatura á la Mecziar. Użycie w ustawie zwrotu "wartości chrześcijańskie"
miało skutkować przywróceniem cenzury oraz zdławieniem wolności słowa, zakaz
aborcji miał pogrzebać nasze szanse na członkostwo w Unii Europejskiej, a
konkordat - uczynić nas kolonią Watykanu.

Wszystkie przykłady pochodzą z jednej strony politycznych sporów ostatniego
piętnastolecia. To prawda, jej przeciwnicy nie pozostawali dłużni - krzyczeli
o obozie zdrady narodowej i targowicy, o Balcerowiczu, który Polskę zniszczył
i doprowadził do ruiny, o "anszlusie" do masońskiej Unii i wykupieniu przez
Niemców.

Zniszczyć wroga

Ale odpowiedzialność za zdeprawowanie polskiej debaty publicznej nie rozkłada
się równo. Ci, którzy narzucili histeryczny ton, są bardziej winni od tych,
którzy go podjęli. Ci, którzy przez większą część ostatniego piętnastolecia
dysponowali przemożnym wpływem na media masowe, ponoszą za stan umysłów
większą odpowiedzialność, niż ci, którzy mogli się wypowiadać tylko w salkach
przyparafialnych i na łamach niszowych gazetek.

Tym bardziej że środowisko, o którym mówię, nic się nie zmieniło. Sposób, w
jaki prowadzi walkę z Kaczyńskimi, nie ma nic wspólnego z dziennikarską
rzetelnością, z komentarzem politycznym, a także - wbrew gromkim deklaracjom -
z troską o demokrację.

To, co obserwujemy, to totalna propagandowa wojna, w której od chwili powrotu
do politycznej gry Aleksandra Kwaśniewskiego zaczęła się kolejna ofensywa. A
na wojnie, jak to ujął Napoleon, istnieje tylko jedno: wróg, którego trzeba
dopaść i zniszczyć.

Nie ma więc żadnej debaty o Polsce, żadnej refleksji nad stanem demokracji -
to tylko poręczne hasła. Nie ma autorytetów, specjalistów, obiektywnych
znawców danej problematyki - to tylko żołnierze na froncie, tyle że uważani za
doborowych. Jedyna logika i konsekwencja, jakiej można oczekiwać, to ta, która
mówi, że wszystko, co służy nam, jest dobre, a wszystko, co może pomóc
przeciwnikowi, złe, i że kto nie od nas, tego trzeba zgnoić. Środowiska, które
powinny świecić przykładem, instytucje, których autorytet jest dla demokracji
niezbędny, dały się wciągnąć w logikę wojny. A autorytet używany jako broń
zużywa się nieuchronnie.

Sędziowie a bezstronność

Tak się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym. Cień na jego niezależność padł w
momencie, gdy niektórzy sędziowie zaangażowali się, w obronie korporacyjnych
interesów środowiska prawniczego, w polityczną inicjatywę wymierzoną przeciwko
ministrowi sprawiedliwości. Nieliczni, którzy usiłowali wskazać niestosowność
takiego zaangażowania, usłyszeli talmudyczne wywody, że niekiedy sędzia
występuje jako sędzia, a niekiedy tylko jako profesor. A potem Trybunał
przeszedł do porządku dziennego nad wnioskami o wykluczenie z wyrokowania o
lustracji sędziów, którzy wcześniej zwalczali ją jako politycy lub publicyści.

Sprawa bezstronności sędziów na świecie traktowana jest poważnie. W USA ściśle
przestrzegany obyczaj każe sędziom Sądu Najwyższego - właśnie w trosce o
autorytet sądu - wyłączać się z oceniania spraw, w rozstrzyganiu których na
niższych instancjach mieli kiedykolwiek w swej karierze udział.

Ustawa lustracyjna, powstała jako suma nieprzystających do siebie poprawek,
zapewne zasługuje na miano prawnego bubla. Nikt nie broni jej najbardziej
krytykowanych zapisów. Jednak rozprawę przed Trybunałem zdominowały
proceduralne rozgrywki o to, czy zostanie on wydany przed 15 maja. W tej walce
przewodniczący Trybunału przyjął rolę przeciwnika posła Mularczyka, a jego
decyzje - odrzucenie wniosków, a potem z kolei bezprecedensowe wykluczenie
dwóch sędziów bez rozpoznania zasadności postawionych im zarzutów, zamiast
postulowanego odroczenia i rozpatrzenia sprawy - w oczywisty sposób służyły
uniknięciu obstrukcji.

Jeśli dodamy do tego ekspresję własnych antylustracyjnych przekonań
przewodniczącego w ustnym uzasadnieniu wyroku, to trudno nie uznać, że w tej
walce o szybkość orzeczenia autorytet Trybunału ucierpiał.

Dobre i złe prawnicze triki

Jako druga strona tego sporu Arkadiusz Mularczyk sięgnął po typowe środki z
prawniczego repertuaru. Podważanie bezstronności sędziów i świadków,
zasiewanie wątpliwości, domaganie się zmiany składu orzekającego to przecież
adwokacka rutyna.

Nie chcę w nieskończoność przywoływać tu postępowania mecenasa Widackiego
przed sejmową komisją śledczą, którego nikt jakoś nie uznał za zamach na
wiarygodność najwyższej władzy ustawodawczej. Ale redakcji "Gazety Wyborczej"
muszę w tym kontekście przypomnieć sprawę z czasów, kiedy rząd Leszka Millera
próbował brutalnie przejąć kontrolę nad naszą gazetą.

"Wyborcza", pal sześć, że nie dostrzegła w tym zagrożenia dla wolności słowa,
ale sekundowała w złym dziele, zamieszczając pełen fałszów artykuł o rzekomych
oszustwach udziałowców pisma, którym w tym samym czasie zatrzymano paszporty i
usiłowano skłonić ich do odsprzedania udziałów wskazanej spółce. Tekst w
"Gazecie Wyborczej" był tego rodzaju, że gdy wydawca "Rzeczpospolitej"
wytoczył jej proces, wyrok był od pierwszej chwili przesądzony. I wtedy, nie
mogąc uniknąć przegranej, prawnik Agory robił wszystko, żeby dla
zminimalizowania prestiżowych skutków porażki jak najbardziej odsunąć ją w
czasie. Między innymi przez ponad rok nie mógł ustalić miejsca pobytu Adama
Michnika i przekazać mu pism procesowych.

Ośmielę się stwierdzić, że jeśli nie ma się zahamowań w korzystaniu z
rozmaitych prawniczych trików, to ogłaszanie ich w wykonaniu Mularczyka, i to
bez przebierania w słowach, zamachem stanu, podłością i nikczemnością, stanowi
wyjątkową hipokryzję.

Prawo Kalego

Sposób, w jaki zaangażowane przeciwko władzy media relacjonowały lustracyjną
rozprawę przed TK, to jedna wielka hańba. Ale rozumowanie sienkiewiczowskiego
Kalego jest w tej wojnie regułą. Czyż nie jest szczytem hipokryzji zachowanie
antylustratorów w sprawie profesora Władysława Mąciora?

Oto ci sami, którzy w najmocniejszych słowach podważali oskarżenia oparte na
zebranych przez historyków dokumentach, dla uderzenia w politycznego
przeciwnika nie mieli zahamowań przed rozpętaniem zniesławiającej nagonki
wyłącznie na podstawie gołosłownego oskarżenia profesora Andrzeja Zolla, który
zresztą teraz wycofuje się z tego oskarżenia rakiem i twierdzi, że o nic
Mąciora nie oskarżał, a tylko mówił, iż często widywał go rozmawiającego z
esbekami.

Być może zresztą rzeczywiście jego wypowiedź zmanipulowano. Tam, gdzie można
wrogowi dowalić, niektórzy dziennikarze nagle głuchną i słyszą to, co chcą
słyszeć.

Na podstawie newsa, że Krzysztof Daukszewicz odmówił występu w Opolu, bo
Marcin Wolski próbował go ocenzurować, ogłoszono wojnę satyryczną. Potem sam
Daukszewicz stwierdził na naszych łamach, że odmówił, bo ma umówiony koncert
gdzie indziej. W "Przeglądzie" zaś napisał, że o cenzurze w telewizji tylko
"mówi się" w środowisku, ale on osobiście nie umie podać żadnego przykładu,
poza tym, że podobno Wolski raz ocenzurował się sam, wycinając z własnego
nagrania dowcip, który po czasie uznał za zbyt toporny.

Dzienn
    • sztuk6mistrz Re: Totalna propagandowa wojna 29.05.07, 13:30
      Chyba ci weny brakuje, bo stajesz się monotonny.
    • map4 Re: Totalna propagandowa wojna 29.05.07, 18:13
      ryko napisał:

      > "Polacy werbowani na wojnę totalną"

      Gdybym chciał z panem Ziemkiewiczem polemizować, to zwróciłbym się bezpośrednio
      do niego. Jeśli masz jakieś własne przemyślenia, to wal śmiało.
      • ryko Re: Totalna propagandowa wojna 29.05.07, 19:40
        Moje przemyślenia ucięła formatka... razem z końcówką tekstu i linką sad

        A może dobrze, że ucięła bo mój komentarz był zaczepny... sam nie wiem po co sad
        • sztuk6mistrz Re: Totalna propagandowa wojna 29.05.07, 21:11
          Ryko jak by nie było masz we mnie przyjaciela w końcu jesteś Polakiem!?
Pełna wersja