Kto na prezydenta?

12.05.10, 07:34
czytam na onecie,ze gen.jaruzelski jest spokrewniony z komorowskim i
kaczynskimi...i komentarz jednego internauty:bo wszyscy (przy
wladzy) to jedna rodzina".czy nasz wojt jest rowniez z nimi
skoligacony?smilea korwin-mikke czy nie jest przypadkiem stryjeczna
ciotka brata pradziadka wuja ze strony matki raszyniaka?
    • hauptmannad Re: Kto na prezydenta? 12.05.10, 22:04
      Każdy ma w rodzinie Adama i Ewę.

      A co do potomków szlachty (Jaruzelski, Komorowski, ...) to dla mnie nie dziwne, że oni mają udokumentowane pokrewieństwo.
      • alicja-wawrzynska Re: Kto na prezydenta? 15.05.10, 08:24
        Zwłaszcza, ze w swoim czasie nazwiska po kresowej szlachcie rozchodziły
        sie jak ciepłe bułeczki.
        • groceries Re: Kto na prezydenta? 15.05.10, 08:48
          Warto też czasami poczytac NEWSLETTERa
          FREE-MEDIA.PL

          Co by zrobił Jesus Angleton?
          4 maja 2010
          Hubert Kozieł
          .....Przyjrzyjmy się życiorysowi Bronka. W 1989 r. był hardkorowym
          opozycjonistą. Takim, co uważał że Okrągły Stół to zdrada. Zmienił
          zdanie, gdy jego kumple Jacek Ambroziak i Aleksander Hall
          zaproponowali mu pracę w Kancelarii Premiera Mazowieckiego. Kilka
          miesięcy później, Bronek, nauczyciel historii w seminarium
          duchownym, zostaje wiceministrem obrony odpowiedzialnym za nadzór
          nad wojskowymi służbami. Z tą działką jest związany niemal przez
          całe lata ‘90-te, a więc wtedy, gdy w służbach dochodziło do
          ogromnych patologii, w tym operacji “Szpak” wymierzonej w Radka
          Sikorskiego. Jak Bronek sam przyznaje, został oczarowany w resorcie
          przez gen. Floriana Siwickiego (czyli gostka, który podczas inwazji
          Czechosłowacji błagał o posiłki, bo sobie nie dawał rady…wink oraz jego
          kumpli trepów od Jaruzelskiego.

          Za Buzka Bronek zostaje ministrem obrony i za jego kadencji służby
          niszczą jego rywala – Romualda Szeremietiewa. W 2007 r. Bronek
          zostaje marszałkiem Sejmu i wplątuje się od razu w aferę , która
          kończy się próbą samobójczą Wojtka Sumlińskiego. Głównym wątkiem tej
          afery jest próba zdobycia aneksu do raportu o WSI oraz próba
          kompromitacji komisji Macierewicza-Olszewskiego.

          Przypomnijmy: Bronek był jedynym posłem PO, który głosował przeciwko
          likwidacji WSI. W otoczeniu Bronka od lat pojawia się wielu panów w
          zielonych mundurach, na których bądź ciążą zarzuty korupcji, bądź
          mają bardzo nieciekawą komuszą przeszłośc. (tutaj macie ich spis ).
          Np.

          Płk Lucjan Jaworski – były szef Zarządu WSW WOPK awansowany przez
          Komorowskiego w roku 1991 na stanowisko szefa Kontrwywiadu
          Wojskowego. W latach 80. płk Jaworski odznaczał się szczególną
          gorliwością w zwalczaniu opozycji, niszczył prasę podziemną,
          rozpracowując m.in. „Wiadomości”, ”Głos Wolny”, ˝Tygodnik Wojenny˝,
          „Nową” czy „Robotnika”. Ścigał współpracujących z opozycją
          filmowców, rozpracowywał Ryszarda Bugaja, tropił „obce pochodzenie”
          członków opozycji, zakładał podsłuchy, werbował agenturę. To na
          skutek jego działań w więzieniu znalazła się m.in. Hanna
          Rozwadowska, kierująca logistyką „Wiadomości”. Po nominacji na szefa
          KW, Jaworski w latach 1991-93 prowadził działania operacyjne,
          skierowane przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej oraz
          przeciwko rządowi Jana Olszewskiego. Nadzorował również SOR „Szpak”
          – dotyczącą rozpracowania Radosława Sikorskiego.

          Gen. Józef Buczyński – jeden z najbliższych współpracowników
          Komorowskiego, mianowany szefem kadr MON. Przez wiele lat
          gen.Buczyński był attache wojskowym przy Ambasadzie RP w Chinach, a
          następnie Komendantem Akademii Obrony Narodowej. O Buczyńskim pisano
          w roku 2001, że dzięki protekcji Komorowskiego nabył 140-metrowe
          mieszkanie przy ulicy Nowolipki w Warszawie należące do wojska,
          płacąc jedynie 5 proc jego wartości (rynkowa wartość wynosiła ok.
          210 000 dolarów). Jak wynika z zeznań Komorowskiego, złożonych przed
          prokuratorem w dniu 24 lipca 2008 r., to gen. Buczyński wprowadził
          do niego płk Lichockiego, po ustaleniu, co ma być tematem rozmowy z
          Komorowskim. Według niektórych mediów gen. Józef Buczyński,
          działając w imieniu Bronisława Komorowskiego, spotykał się z byłymi
          oficerami WSI sprawie uzyskania wglądu do aneksu.

          Major Jerzy Smoliński – do 2001 r. major Smoliński pełnił obowiązki
          rzecznika prasowego komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej w
          Poznaniu, skąd został powołany na zastępcę dyrektora Biura Prasy i
          Informacji MON i stał się rzecznikiem ówczesnego ministra
          Komorowskiego. Po odejściu Komorowskiego z MON, Smoliński pracował
          na stanowisku zastępcy dyrektora ds. programowych ośrodka TVP 3 w
          Poznaniu, by tuż po wygranych przez PO wyborach 2007 r. powrócić na
          stanowisko rzecznika prasowego marszałka Komorowskiego.

          Major Smoliński udziela się też społecznie i działa np. w
          Stowarzyszeniu Współpracy Polska-Wschód, jako przedstawiciel Klubu
          Absolwentów Uczelni Zagranicznych. To stowarzyszenie, w którego
          władzach zasiada m.in. Longin Pastusiak, służy „budowaniu i
          rozwijaniu dobrosąsiedzkich stosunków, przyjaźni i współpracy między
          społeczeństwami polski i państwami za wschodnią granicą” i zajmuje
          się takimi inicjatywami jak organizowaniem spotkań z „konsulem
          Handlowym Ambasady Socjalistycznej Republiki Wietnamu – Nguyen Van
          Thiem oraz Prezesem firmy ASG-P – dr Hoang Manh Hue” lub
          organizowaniem seminarium „Nowe możliwości białorusko-polskiej
          współpracy gospodarczej” .

          Smoliński dał się ostatnio poznać, gdy wspólnie z Waldemarem
          Strzałkowskim składał wieniec na grobie Anny Walentynowicz w imieniu
          Komorowskiego. Jak informował portalpomorza.pl: Panowie musieli
          uważać, aby nie stracić równowagi i nie wpaść. Jeden z nich był
          wyraźnie “zmęczony”. Natychmiast zameldowali komórką marszałkowi, że
          zadanie wykonane i wieniec jest na miejscu. Jeden z nich mówił
          bełkotliwym głosem i cuchnęło od niego alkoholem.

          Jedną z pierwszych decyzji Bronka, jako p.o. prezydenta było zaś
          podpisanie ustawy niszczącej IPN. Przyjęta nowelizacja pozwala, mu
          mianowac już teraz p.o. prezesa Instytutu. Już dwie godziny po
          katastrofie, pani Maria Dmochowska, z komitetu poparcia Bronka
          próbowała przejąc gabinet po ś.p. prezesie Kurtyce. Co w IPN jest
          takiego, że Bronkowi zależy, by nie wyszło w kampanii prezydenckiej?

          Co by zrobił James Jesus Angleton?
          • patrzacy.z.boku Re: Kto na prezydenta? 15.05.10, 17:04
            ok,a co z innymi kandydatami?smile
            • groceries Re: Kto na prezydenta? 19.05.10, 10:59
              Państwo - pierwsza pomoc

              Nasz Dziennik
              15.05.2010


              "Nasi bracia komuniści", którzy przejęli władzę w Polsce w 1945
              roku, nie byli głupcami. Wiedzieli bardzo dobrze o czymś, o czym
              stopniowo, w miarę jak trwał PRL, zapominały kolejne pokolenia
              Polaków. Że mianowicie nie są oni żadną legalną władzą. Że są w
              Polsce elementem wrogim jako formacja całkowicie i bez reszty obca
              polskiej kulturze i tożsamości chrześcijańskiej. Wiedzieli też, że
              Polacy, których mentalność i sumienia ukształtowała II
              Rzeczpospolita, nigdy ich nie zaakceptują.

              Dystans, który dzielił przedwojenne elity państwowe i elity okresu
              wojny od aparatczyków, których zainstalowano na najwyższych
              stanowiskach w PRL, był nie do pokonania. Dlatego pamięć o nich w
              PRL usiłowano całkowicie pogrzebać, ich rysy wymazać. Dziś dopiero,
              po pięćdziesięciu latach, oczom współczesnych rodaków - w dużej
              mierze dzięki publikacjom IPN - ukazały się ich twarze oraz oblicza
              zwykłych ludzi przez te elity wychowanych. Tych, którzy rozumieli,
              że jest większa i świętsza rzecz niż własne życie, za którą warto, a
              nawet trzeba przelewać krew.
              Tuż przed agresją Niemiec na Polskę w 1939 roku minister Józef Beck
              mówił do Polaków o honorze i wynikających z niego obowiązkach
              niepodległego polskiego państwa. Był przez wszystkich dobrze
              rozumiany. Czy dziś wszyscy rodacy rozumieliby przywódcę, który w
              takiej sytuacji mówi o honorze, a nie na przykład o "opcjach" albo
              "wyborze mniejszego zła"?
              A jednak pojawił się w naszym kraju człowiek, który siedemdziesiąt
              jeden lat później, właśnie ze względu na honor i pamięć o polskich
              zapomnianych bohaterach, wsiadł do wysłużonego samolotu. Wsiadł wraz
              z ludźmi, z którymi łączyło go coś więcej niż zwykła relacja
              przełożony - podwładny. Był świadom wrogości, jaka będzie mu
              towarzyszyła w tej podróży, wrogości wygenerowanej w jego własnym
              państwie. Tę lekcję - lekcję jego decyzji i lekcję tragicznej
              śmierci - ogromna część Polaków zrozumiała. Aż nad podziw dokładnie.
              Co z tego faktu wynika dla nas dzisiaj, w przededniu wyborów?

              Wizerunek, czyli "kup pan cegłę"

              Daniel Passent, jeden z najważniejszych "głosów" PRL, autor
              tygodnika utworzonego specjalnie po to, by polską inteligencję
              przekonać do nowej władzy, nieraz w swojej publicystyce próbował to
              napięcie między rządzącymi a rządzonymi osłabić. W jaki sposób?
              Mówił: "Krytykujecie władzę? Nie macie racji. Władza jest taka, jacy
              wy jesteście. Możecie przejrzeć się w niej jak w lustrze. Jakie
              społeczeństwo, takie elity".
              Ta próba wyperswadowania postaw niezależnych, czyli "pogodzenie"
              obywateli niegdyś ważnego dla Europy kraju z uzurpatorską władzą,
              pod hasłem: "Na nic lepszego nie zasługujecie", miała po 1989 roku
              swoją znamienną kontynuację. Jej wcieleniem był medialny wizerunek
              Aleksandra Kwaśniewskiego, miłego, "cywilizowanego" komunisty, który
              ma elegancką żonę, mówi po angielsku, promienieje bezpośredniością.
              Nie wylewa za kołnierz. Jest swojak. Ten wizerunkowy cud-miód, w
              wyniku którego dawny aparatczyk "naturalnie" przedzierzgnął się w
              zupełnie niekoturnową postać, nieukrywającą swych słabości, nie
              pozostał bez echa. Dla sporej grupy ludzi okazał się ważkim
              argumentem przeciw lustracji. Jednocześnie ruszył medialny walec,
              którego zadaniem było przerobienie tych Polaków, którzy z
              "Solidarnością" łączyli nadzieje na odzyskanie własnego państwa, na
              ludzi bez reszty zajętych osobistą karierą, materialnym sukcesem. W
              wyniku bardzo przemyślanych socjotechnicznych zabiegów,
              rozmiękczania postaw, deprawowania sumień, degenerowania myślenia,
              otrzymaliśmy jako nasze "odnowione" państwo - typową oligarchię, raj
              dla różnego rodzaju cwaniaczków podwieszanych u klamek politycznego
              establishmentu. I zarazem jeden z najgorzej zarządzanych krajów w
              Europie. Zafascynowani medialnym show, udającym prawdziwą politykę,
              obywatele naszego kraju wybrali na premiera rządu postać łudząco
              przypominającą Aleksandra Kwaśniewskiego. Uwodzącą aktorskim
              wdziękiem, grającą z "widownią" swoim dopracowanym do perfekcji
              wizerunkiem, kokietującą "opcjami". Rząd, który reprezentuje,
              posiada taką "transparentność" - czyli zdolność do walki z korupcją,
              stopniowo zżerającą go od środka - jaką symbolizują realia komisji
              hazardowej. A prawdziwą kondycję państwa pod tym rządem ujawniają
              wszystkie znane okoliczności katastrofy smoleńskiej. Te okoliczności
              ukazują Polskę jako antypaństwo. W normalnym państwie takich
              wypadków - i takiego przebiegu ich wyjaśniania - nie ma.

              Stawki w grze

              Polakom zaśmiecono głowy fałszywymi ideami, które zostały efektownie
              podane. Przede wszystkim wmówiono im, że liberalizm to prywatna
              własność i wolny rynek. A socjalizm to wszystko poza nim. Tymczasem
              dzisiejsze partie, które są "za liberalizmem" - PO, SLD, PSL - de
              facto prezentują neosocjalizm. Współczesny socjalizm nie musi już
              walczyć z wolnym rynkiem i własnością. On je z całej duszy popiera.
              Nowej lewicy zależy nie tyle na odebraniu nam własności, co na
              przekuciu naszych umysłów, by odebrać nam tożsamość. Przynależność
              do samych siebie. Byśmy zaakceptowali relatywizm jako nową wiarę.
              Taki "liberalizm" buduje ideologię "prawa do wolnego wyboru",
              "róbta, co chceta". Na tej podstawie skonstruowana została fałszywa
              etykieta Lecha i Jarosława Kaczyńskich jako "socjalistów". Tych,
              którzy wyrażali sprzeciw wobec wyprzedawania całej polskiej
              własności państwowej, okrzyknięto chóralnie - od PO, SLD po UPR -
              "socjalistami". Słowo "socjalizm" uruchamia w polskiej świadomości
              najgorsze skojarzenia, budzi strach i odrazę; spece od propagandy
              dobrze o tym wiedzą.
              Jaki jest tego skutek? Liczni pretendenci do fotela prezydenckiego
              prześcigają się w kreowaniu "programów" wyborczych. Co to oznacza?
              To, że w gruncie rzeczy pogardzają własnym państwem. Najdziwniejsze
              nieraz postaci biorą udział w czymś, co nazywają kampanią wyborczą,
              a co jest w ich wydaniu rodzajem operetki. Ktoś w tym spektaklu
              będzie mówił o "programie" likwidacji pasów bezpieczeństwa w
              samochodach. Inny wystąpi z "programem" internetu w domu i
              zagrodzie. Inni - niczym wędrowni kuglarze - będą obnosić się z
              cudownymi miksturami na gwałtowne uzdrowienie wszystkiego w Polsce
              lub z hasłami, które brzmią bardziej niż wszystkie inne "katolicko".
              I będzie to jak zwykle - już jest - zwykła licytacja, kto
              piękniejszy, kto ładniej dobiera słowa i krawaty, kto lepiej
              "wypada" na wizji.
              Prezydent nie jest osobą od kreowania "programów". On ma stać na
              straży niepodległości Polski, jej suwerenności, dobrze pojętego
              bezpieczeństwa państwa i jego obywateli oraz ma chronić pamięć
              historyczną Polaków. Ma chronić wartości podstawowe.
              • groceries Re: Kto na prezydenta? 19.05.10, 11:00
                Tam, gdzie nie chce się mówić o istocie sprawy, mówi się zawsze o
                czymś innym. Gdy prawda przeszkadza, wprowadza się poboczny wątek,
                by odciągnąć od tego, co ważne. Ugrupowania niechętne suwerennej
                Polsce zwalczają dziś Jarosława Kaczyńskiego z różnych pozycji, ale
                tymi samymi metodami. Dla jednych będzie on "socjalistą". Dla
                drugich "populistą". Dla "Gazety Wyborczej" i pokrewnych jej
                formacji będzie "brzydki", "gruby", "mały"; będzie też typem, który
                "nie lubi ludzi", który - wbrew pozorom, pomimo przeżytej tragedii
                utraty brata - "wcale się nie zmienił" i można nim nadal straszyć
                dzieci. Dla niektórych będzie za mało wiarygodny jako katolik. Ale
                to wszystko nic. W tej kampanii jego najstraszniejszą "winą" okazuje
                się to, że jego brat, prezydent RP, zginął. To krzycząca
                niesprawiedliwość. Przecież Jarosław Kaczyński stał się podobno w
                ten sposób - jak ujął to jeden z komentatorów "Rzeczpospolitej" -
                "beneficjentem tej śmierci". Tak jak "beneficjentem śmierci Papieża"
                stało się - analogicznie, po odejściu Jana Pawła II - Prawo i
                Sprawiedliwość.

                Powrót elity

                Zauważmy, że żadne z tych środowisk nie werbalizuje tego, o co im
                naprawdę chodzi. O co miały głęboką pretensję do Lecha Kaczyńskiego
                i mają nadal do jego brata Jarosława, bo to psuje im szyki.
                Komplikuje interesy. Że tak naprawdę chodzi o Rosję. O niezależną
                wobec niej polską politykę.
                To metoda znana już za czasów Rosji carskiej. By uporać się z potęgą
                polskiej kultury, zdolnością Polaków do trzeźwego myślenia, trzeba
                ich "dogłupić", jak mówił car. W ten sposób zaciemnia się prawdziwe
                problemy. W myśl tej metody nigdy nie krytykowano Lecha Kaczyńskiego
                wprost za to, że jest niekwestionowanym przywódcą państw Europy
                Środkowo-Wschodniej. Wyśmiewano za to "dziwactwa" jego żony, która
                osobiście robiła mu kanapki.
                Trzeba postawić pytanie: czy możemy liczyć na to, że przyjdzie czas,
                iż "nasi bracia komuniści" oraz ich ideowi spadkobiercy, dzisiejsi
                neoliberałowie i neosocjaliści, uznają, że ci, których traktowano
                jako najgorszych wrogów, Polacy, których zdradzono o świcie,
                mordowano bez litości, a następnie wrzucano do dołów kopanych w
                nocy, przedstawiciele najprawdziwszych polskich elit, to także ich
                przedstawiciele. Ich przywódcy? Ludzie, którzy także za nich
                przelewali krew, by mogli żyć w wolnym, suwerennym państwie?
                Obecność kilku osób z SLD i PO w samolocie, który runął o poranku na
                dno wilgotnego wąwozu pod Smoleńskiem, mogłaby nieść na to pytanie
                odpowiedź pozytywną.
                W Polsce będą takie elity polityczne, jakie jest społeczeństwo.
                Czyżby Daniel Passent miał rację? Nie, on nie miał racji. On wtedy -
                licząc na to, że Polacy upodobnią się moralnie i kulturowo do swoich
                okupantów - blefował. On nie wiedział, na czym zatrzyma się ten
                proces "przekuwania" chrześcijańskiego Narodu w niewolników. Na
                jakie efekty "pieriekowki dusz" Polaków partia komunistyczna - jej
                niezliczone propagandowe agendy oraz machina wewnętrznego terroru -
                może faktycznie liczyć.
                Dziś, by wywołać założoną z góry niską samoocenę Polaków, używa się
                o wiele bardziej skutecznej manipulacji. Gra toczy się właśnie o tę
                samoocenę. O to, jak sami siebie oceniamy. Bo tak jak siebie
                widzimy, takiego też wybierzemy prezydenta. We wczesnych latach PRL
                Polacy wiedzieli, że są pod okupacją. Dziś chodzi o to, byśmy sami,
                z własnej woli - w demokratycznych wyborach - zaakceptowali
                podmienione "elity", uznali ich prawomocność. I tylko w ich gronie
                dostrzegali kandydata na urząd prezydencki. Choć one depczą
                historię, kulturę, prawdę o nas samych. I wcale się z tym nie kryją,
                robią to jawnie, na naszych oczach.
                Katastrofa smoleńska w jednej chwili ten odwrócony do góry nogami
                obraz Polaków, jaki noszą oni w sobie za sprawą skutecznej socjo- i
                psychotechniki, postawiła "na nogi". I stał się cud. Polacy
                dostrzegli, że to oni sami, ci, którzy bronią prawdy, historii,
                kultury, wiary, którzy zachowują się normalnie, prawdziwie, godnie,
                są elitą Narodu. Tego się przestraszono. Przestraszono się
                Krakowskiego Przedmieścia i Wawelu. Dlatego właśnie w kulminacyjnym
                momencie żałoby narodowej rozpoczęto kuriozalną medialną kampanię
                przeciwko pogrzebowi pary prezydenckiej na Wawelu. Chodziło o to, by
                - w chwili gdy Polacy pokazali się od najpiękniejszej strony, gdy
                "powrócili" w miejsca opustoszałe po dawnych, wymordowanych elitach
                - kazać im znów źle o sobie myśleć. Jakim to jesteśmy zepsutym
                Narodem. Co krok jatka, konflikt, niezgoda. Jaki Naród, takie
                państwo. Od tego już tylko krok do następnej tezy: niepotrzebne
                państwo. I to poszło w świat.
                "Chciałbym oddać hołd tym ludziom, którzy w tak wielkiej liczbie
                oparli się potężnej, zmasowanej, zaprogramowanej w szczegółach
                manipulacji medialnej, intelektualnej i politycznej i potrafili
                poprzez tę podwójną tragedię Katynia i Smoleńska zdobyć się na wręcz
                heroiczną postawę godną pamięci polskich oficerów pomordowanych
                przez komunistów 70 lat temu i ofiar niewyjaśnionej jeszcze tragedii
                pod Smoleńskiem" - powiedział jeden z największych współczesnych
                autorytetów, filozof, ks. prof. Tadeusz Guz ("Nasz Dziennik", 12
                maja br.).
                "Pod Pałacem Prezydenckim zobaczyłem elitę Narodu - mówi Jan
                Pospieszalski - ludzi zaangażowanych, ludzi mówiących o
                patriotyzmie, świadomych swej podmiotowości i siły, która w nas
                tkwi, świadomych tego, że wstaliśmy z kolan i odzyskujemy głos
                (...). Fantastyczni ludzie, młodzi, wykształceni, artyści. Okazuje
                się, że wybitny reżyser Lech Majewski ze Stanów Zjednoczonych mówi
                to samo, co prosty strażak spod Radomia" ("Niedziela", 16 maja br.).
                Ewa Polak-Pałkiewicz
                • patrzacy.z.boku Re: Kto na prezydenta? 19.05.10, 16:07
                  groceries,a mozesz swoimi slowami?smile
                • popapraniec_raszynski Re: Kto na prezydenta? 19.05.10, 17:18
                  Ciesze sie groceries ze jestes na tym forum.
                  Tez mam nadzieje ze ludzie sie obudza.
                  Wszystkiego Dobrego !
                  • alicja-wawrzynska Re: Kto na prezydenta? 20.05.10, 16:56
                    Posłuchajmy raz jeszcze, wszak żałoba ciągle trwa

                    www.slide.com/r/e02-31pS7D-9qa-V903wRchIH-YGqMFm?
                    previous_view=mscd_embedded_url&view=or
Pełna wersja