Raszyn - perspektywy rozwojowe (2)

21.10.10, 14:57
Wczoraj zadzwonił do mnie p. Chmielewski. Ponad godzinę rozmawialiśmy na temat wodociągów i kwestii powiązanych. Zatem moje uwagi są czytane. I jeśli nawet brak merytorycznych komentarzy, to mogę mieć nadzieję, że znajdą jakieś odzwierciedlenie w programach wyborczych, a może nawet w decyzjach przyszłych Władz Gminy.

Kwestia wody i kanalizacji;
Sprawa nie jest jednoznaczna w sensie prawnym. Istnieje istotna różnica w definicji przyłącza wodnego i kanalizacyjnego – to „niedoróbka” ustawodawcy.
Jednak, nawet w tym przypadku, nie jest prawnie zakazane zastosowanie rozwiązania zaproponowanego przeze mnie.
Zasugerowałem p. Chmielewskiemu zwrócenie się do Sądu o podanie interpretacji prawnej tyczącej problemu.
Wydaje się, że korzystnym dla nas wszystkich byłoby, aby zrobiła to Gmina, jednak – gdyby tego nie uczyniono – sprawę skieruje do sądu ja. Tylko, czy w takiej sytuacji nasi rządzący mają moralne prawo do decydowania o sprawach Gminy w imieniu mieszkańców?

Jak wspomniałem – rozmawialiśmy ponad godzinę, a sprawa tyczy także kanalizacji i różnego rodzaju zobowiązań narosłych zaszłościami. Trudnymi do rozwikłania, ale też „chowanie śmieci pod dywan” nie przybliża rozwiązania, a tylko powiększa problem.

Dlatego zaproponowałem (a było to w moim programie wyborczym), aby każda z osób korzystających z usług wodno-kanalizacyjnych stawała się automatycznie udziałowcem EKO-Raszyn, przy zachowaniu pakietu kontrolnego w ręku Władz Gminy.
Tego typu rozwiązanie ukróciłoby wiele spekulacji i pozwoliło spokojnie rozwikłać problemy różnego rodzaju zobowiązań.

Pod poprzednim wpisem poruszana była sprawa mojej wiedzy o „przekrętach” dawnych władz.
Przykro to stwierdzić, ale osoba podnosząca tę kwestię jest niedorozwinięta etycznie – ma błędne rozumienie tyczące spraw wspólnych społeczności lokalnych.
Rozumiem, że degeneracja etyki w życiu publicznym ma charakter postępujący (dlatego nawiązywałem do braku odniesień ze strony lokalnych Pasterzy , co jest wielką stratą dla wszystkich), a wspomniane ujęcie jest tego tylko jaskrawym przykładem.

Wypada zatem wyjaśnić stanowisko.
Otóż w dawnych czasach głębokiego i morderczego komunizmu, do Gminy, a jeszcze wcześniej Gromady, przywożono Naczelnika (bo wójtów - jako pozostałości sanacyjnej i niesłusznej ideowo) jeszcze nie było.
Naczelnicy realizowali zadania rządzenia lokalnym stadem zlecone przez „demokratycznie wybrane” władze zwierzchnie.
Jednocześnie jednak pozwolono mieszkańcom na jakąś reprezentację – Radę. I ta Rada kombinowała, jak różnymi metodami zapewnić sprawne funkcjonowanie różnych instytucji ważnych w życiu społeczności. Takich jak szkoły, ośrodek zdrowia, jak zapewnienie miejsca na boisko, budowę świetlicy, czy teren na powiększenie cmentarza itd.
To często były zakulisowe boje o różnego rodzaju zezwolenia.
Zaprawieni w tych bojach ludzie stanowili elitę lokalną i we wzajemnych kontaktach – często nieformalnych, oceniali działania władz i projekty rozwojowe.

W takiej atmosferze odbywało się też decydowanie o przekazywaniu na uznane cele społeczne jakichś elementów gminnego majątku.
Tą drogą zdarzały się i przekazy na rzecz osób prywatnych – jeśli cel był uznany za słuszny.
I nie zawsze okazywało się to zgodne z wolą i intencją. Pamiętam jakąś uwagę ojca na temat posesji przy Krakowskiej ( tej, przy której chodnik nieco się zwęża). Otóż ojciec wyrażał żal, że Rada przekazała właścicielowi posesji działkę w innym miejscu za darmo, po to, aby rozwiązać konflikt związany z blokadą dla budowy trzeciego pasa ruchu. A gość działkę wziął, a domu nie zlikwidował. I jest jak jest. (Czy jest to prawdą – to zasłyszana opowieść – dociekliwi mogą sprawdzić w Aktach przechowywanych w Archiwum).
O ile pamiętam, podobne rozwiązanie (znowu do sprawdzenia) tyczyło osiedla Domów Nauczycielskich. To teraz centrum Raszyna.

Dlatego przypisywanie roli „przekrętów” związanych z decyzjami własnościowymi w latach 90-tych nie mają dla mnie takiego znaczenia, jak suponowane w komentarzach. To jeszcze nie czas „skóra, fura i komóra”.
To raczej nacisk, aby zamierzeniom korzystnym dla jakiejś grupy nadać status nadrzędny. Często kosztem ważniejszych potrzeb.
Fakt, że tą drogą zaczyna się korupcja społecznych zależności.

Dlatego wspominając Rajkowskiego, jako młodego wtedy lokalnego działacza i jego roli w tym procederze, warto pamiętać o wspomnianych okolicznościach. Rajkowski był nadzieją Gminy jako człowiek z Raszyna, a nie gość „przywieziony w teczce”. Stąd przypisywanie mu braku związków z Raszynem jest śmieszne – (pamiętam jego ojca – spokojnego, rzetelnego człowieka). To zaś, że wyzwolił się z wpływów – to tylko cecha pozytywna.

Czasy i ludzie się zmieniają. Dlatego stan obecny, acz będący wynikiem przeszłości, nie może stanowić o wyborach dotyczących przyszłości. Teraz, w wyborach, należy kierować się własnym rozumieniem sytuacji.
    • matuza Re: Raszyn - perspektywy rozwojowe (2) 21.10.10, 15:22
      >Wczoraj zadzwonił do mnie p. Chmielewski. Ponad godzinę rozmawialiśmy na tem
      > at wodociągów i kwestii powiązanych. Zatem moje uwagi są czytane.

      Zadzwonił z telefonu służbowego na koszt podatników. A zadzwonił dlatego,że kandyduje na wójta i "ma nadzieje". A co robił p. Chmielewski przez 4 lata?

      A forum jest nie tylko czytane ale także i co poniektórzy się na nim udzielają /pod dziwnymi nickami/
      Ja osobiście już panom Rajkowskiemu i Chmielewskiemu dziękuje, byli i tak o 4 lata za długo na naszym garnuszku
    • zorroczarny Re: Raszyn - perspektywy rozwojowe (2) 21.10.10, 22:23
      Szanowny Panie, nie wiem czy będzie Pan kandydował, ale aby nie było tylko przypadku przekazania głosów na Rajkowskiego. Jest on już całkowicie zbędny - nic nie zrobił, a wiele zła uczynił. Pamiętam wyprzedaż działek gminnych, wybory z kartami do głosowania w formie odbitek ksero, gimnazjum bez boiska (gdzie WF odbywa się na korytarzach), brak drugiej szkoły podstawowej po stronie zachodniej, trucie oparami farb i klejów uczniów w gimnazjum. Nadchodzi czas końca kamaryli: kłamcy lustracyjnego i układów w różnych instytucjach w gminie i powiecie - niech Pan to rozważy. Panie Wojtas, i jeszcze ten kontakt z p. Chmielewskim - "ręce opadają".
Pełna wersja