sloggi
31.05.06, 11:30
Po protestach ponad tysiąca mieszkańców kuria odwołała proboszcza parafii pw.
św. Szczepana w Raszynie. Ksiądz Grzegorz Krysztofik pozostawił swojemu
następcy 100 tys. złotych długu.
58-letni proboszcz przeniesiony został do parafii w Nowej Wsi w gminie Warka.
Oficjalnie obejmie ją pod koniec czerwca. Pod opieką będzie miał tylko 400
dusz, w Raszynie - 14 tysięcy. W kościelnej hierarchii oznacza to degradację.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na miejsce ks. Krzysztofika kuria chce
powołać ks. Macieja Cholewę, dotychczasowego proboszcza Izabelina.
- Nie możemy się go doczekać. Bój o zmianę księdza rozpoczęliśmy już w połowie
2004 roku. Niemal natychmiast po objęciu parafii przez Krysztofika - wyjaśnia
Jacek Wiśniewski, mieszkaniec Raszyna.
Coraz więcej odwołań
O konflikcie "Rz" napisała 21 kwietnia, gdy grupa wiernych postanowiła wywieźć
księdza na taczce. Wcześniej bezskutecznie apelowali o odwołanie proboszcza w
pismach do kardynała Józefa Glempa i biskupa Mariana Dusia. Zarzucali
Krysztofikowi obrzucanie parafian obelgami, windowanie cen za udzielanie
sakramentów, wydawanie zbyt dużych kwot na administrację parafii (np. 11 tys.
zł za sprzątanie, 16 tys. zł za kuranty) i znikanie zabytkowych elementów
wyposażenia kościoła, m.in. krzyża z XVI wieku.
Część parafian nadal jednak popiera odwołanego księdza. Zarzuty w stosunku do
niego nazywają pomówieniami. Chwalą jego zmysł organizatorski i to, że
wyremontował zrujnowaną plebanię. Kilka osób od kwietnia po każdej mszy
rozdaje ulotki, w których ks. Krzysztofik odpiera zarzuty: "Ktoś postanowił
mnie zniszczyć i czyni to w sposób świadomy, zaplanowany i konsekwentny.
Zorganizowano na mnie nagonkę" - broni się.
Doktora teologii Tomasza Terlikowskiego związanego z mediami katolickimi nie
dziwi sytuacja w parafii. - Spory między wiernymi a księżmi istniały od
zawsze. Ale w ostatnich latach odwołania ze stanowiska zdarzają się coraz
częściej. Władzom kościelnym zależy na dobrej współpracy z parafianami, i
chcąc załagodzić konflikt, decydują się na przeniesienie proboszcza do innej
miejscowości - komentuje.
Srebrniki dla księdza
Już pod koniec urzędowania ksiądz oficjalnie przyznał się do 100 tys. zł
długu. To ostatecznie podburzyło większość mieszkańców. Podczas kilku
ostatnich mszy wierni wrzucali na tacę monety o nominale 1 grosz oraz ulotki
imitujące banknoty o wartości 30 srebrników. Na "pieniądzach" znajdowała się
podobizna księdza i napis: "Grzegorz Pazerny".
- To był wyraz naszej ostatecznej bezsilności. Właśnie dowiedzieliśmy się o
długu, a przecież w chwili przyjścia Krysztofika w parafialnej kasie
znajdowało się 250 tys. zł - mówi anonimowo pomysłodawca ulotek.
Proboszcz kredyt na 100 tys. zł zaciągnął w lokalnym Banku Spółdzielczym, na
remont plebanii. W ulotkach rozdawanych pod kościołem bronił się, że
"zaciągnął go na bardzo niski procent, a spłata rozłożona jest na trzy lata".
Według proboszcza dług nie obciąża konta parafii, bo ma być spłacany z
pieniędzy za wynajem kościelnych gruntów. - Parafia jest jak przedsiębiorstwo.
I dług zaciągnięty przez proboszcza zawsze ją obciąża - twierdzi tymczasem ks.
Bogdan Leszczewicz z kurii metropolitalnej i członek zarządu budowy Świątyni
Opatrzności Bożej. - Ksiądz nie jest osobą prywatną, tylko zarządcą dobra
wspólnoty. Po jego odejściu obowiązek spłaty zadłużenia spoczywa na następcy -
wyjaśnia.
Ziemia dla banku?
Przykościelne działki mają ponad 4 tys. mkw., wartych ok. 160 tys. zł. Obecnie
dzierżawi je diler samochodów. Mieszkańcy obawiają się, że niewypłacalna
parafia straci te grunty. -To dla nas sprawa honoru, bo działki znajdują się
na terenie, gdzie stoczono raszyńską bitwę - mówią. - Nie możemy gruntu
stracić, jeżeli będzie trzeba, to zrobimy zbiórkę, aby spłacić kredyt - deklarują.
Jan Karwatowski, prezes Banku Spółdzielczego, w którym ksiądz się zadłużył,
wyklucza możliwość przejęcia przez bank parafialnej ziemi.
-W razie kłopotów kościoła ze spłatą kolejnych rat nie wykluczamy możliwości
ich odroczenia - zapewnia Karwatowski. I dodaje, że dla niego, jako katolika,
ważne jest dobro raszyńskiej parafii.
Z proboszczem nie udało się nam skontaktować. Bezskutecznie próbowaliśmy się
do niego dodzwonić, nie można było go także zastać w parafialnej kancelarii.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060531/warszawa_a_6.html