Dodaj do ulubionych

kolejna szczęściara...

12.10.09, 14:52
cześć
nie wiem za bardzo od czego zacząć... Tak właściwie to dzisiaj, po rocznej
przerwie, idę do lekarki, u której leczyłam się przez ładnych kilku lat... To
ona wpadła na to, właśnie około roku temu, że mam BPD... Kilka dni przedtem
powiedziała mi to też pewna pani psycholog, tak więc dwie niezależne opinie
już coś znaczą... Testy osobowości będę mieć robione dopiero za miesiąc, ale
jakie to ma znaczenie...jeśli się wie i już.
Wszystko zaczęło się od anoreksji, miałam wtedy 14 lat... 4 hospitalizacje w
szpitalu psychiatrycznym z tego powodu. Następne kilka lat to było ciągłe
snucie się po lekarzach i próba ustalenia "o co chodzi", bo wciąż nie było
dobrze... Leków brałam tyle, że nawet pewnie bym nie wymieniła...
Antydepresyjne, antypsychotyczne, normotymiczne... Od sierpnia zeszłego roku
zaczęło się coś zmieniać... Eksperymenty z lekami i alkoholem, wahania
nastroju, kłótliwość... Potem rozpoczęcie nowych studiów... W trakcie roku
akademickiego faszerowałam się nieco mniej, aczkolwiek różne wyskoki były,
gorzej natomiast z jedzeniem... jadłam, spałam, uczyłam się po nocach,
wszystko wydawało się koszmarne i nierzeczywiste.
W marcu nałykałam się tabletek...jak widać nieskutecznie... O ile zamiary były
jak najbardziej poważne, chciałam, żeby się udało, czułam, że muszę wysłać się
do piachu i nie ma innej opcji, o tyle sama realizacja tej chęci już taka
prosta nie była... Żałowałam wielokrotnie, zresztą nadal czasem żałuję, że się
nie udało, że tak stchórzyłam...Odbieram to jako zmarnowaną szansę... Nie
myślę jednak narazie, żeby to powtarzać.
Teraz każdy dzień jest niewiadomą... Budzę się i muszę się przekonywać, że nie
będzie tak źle, że jak wstanę i wyjdę z domu to jakoś zleci... Nastawiam się
na przetrwanie i pokonanie wroga, ale chyba sama nim jestem... Serce mi wali,
mam wrażenie, że się duszę...
Od trzech miesięcy moje wahania nastroju się nieco uspokoiły, raczej pozostaję
w granicach depresji... Czasem mam wrażenie, że wszystko co robię i tak nie ma
znaczenia, nie dzieje się naprawdę, nie ma sensu... bo ja i tak niedługo
pewnie umrę albo tak po prostu wszystko się zawali...
Nauczyłam się nieźle udawać... W domu wszyscy się niby bardzo kochają i
troszczą o siebie... szkoda tylko, że to co się ze mną dzieje nikogo nie
wzrusza, nawet po próbie samobójczej, po tygodniu wszystko wróciło do normy i
temat nie istnieje...
Gdy jestem naćpana tabletami to myślą, że jestem śpiąca... Jak smutna i
nieobecna - taka pogoda widocznie... hmmm...
Chcę jakoś sobie z tym wszystkim poradzić, zależy mi na studiach, ale tracę
coraz więcej...
Zamęczam ludzi sobą i swoimi nastrojami... wiecznym narzekaniem...
Nie wiem co jeszcze... Dzisiaj nie jest najgorzej, pewnie dlatego piszę, bo
czasem nie jestem w stanie się do niczego zmobilizować... Siedzę, płaczę,
nieruchomieję...
Jak mi to pewien lekarz powiedział... "życie jest ciężkie i nie ma nic za
darmo"... złota rada ;)
Obserwuj wątek
    • exross Re: kolejna szczęściara... 14.10.09, 18:57
      Końcówka Twojego postu mnie po prostu zamroziła. Dawno tyle chłodu nie poczułem.

      > Nauczyłam się nieźle udawać... W domu wszyscy się niby bardzo kochają i
      > troszczą o siebie... szkoda tylko, że to co się ze mną dzieje nikogo nie
      > wzrusza, nawet po próbie samobójczej, po tygodniu wszystko wróciło do normy i
      > temat nie istnieje...

      O matko kochana! U mnie jest identycznie. Nie daj Boże, gdy ludzie są tak emocjonalnie oziębli, niedojrzali. To poczucie wyobcowania i bezkresna samotność (gdy wokół jest pełno ludzi) jest nie do zniesienia. :(((

      > Gdy jestem naćpana tabletami to myślą, że jestem śpiąca... Jak smutna i
      > nieobecna - taka pogoda widocznie... hmmm...

      Moja matka też tak przeinacza sprawy. Zostało jej to chyba jeszcze z czasów mojego dzieciństwa. "Nie, tatuś nie jest pijany, on tylko słabo się poczuł." Albo po tym jak np. ojciec się wściekł i mamę pobił: "Nie, ja nie płaczę. Tylko źle się czuję, musiałam się położyć i przez pewien czas chcę zostać sama." :(((

      > Jak mi to pewien lekarz powiedział... "życie jest ciężkie i nie ma nic za
      > darmo"... złota rada ;)

      Wcale nie złota rada. Dupa nie lekarz z tego człowieka. Może i na psychiatrii się zna, ale na leczeniu ludzi to już na pewno nie. Na pewno "bardzo" Cie podniósł na duchu taką radą. Kij mu w oko. Polecam żebyś spróbowała znaleźć sobie innego, lepszego lekarza. No i oczywiście psychoterapia (lepsza moim zdaniem pomoc psychoterapeuty niż żałosnego lekarza).
      • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 15.10.09, 16:17
        Dzięki za odpowiedź... myślałam, że tutaj też mnie wszyscy oleją... Co prawda u
        mnie w domu nie ma alkoholu, to znaczy nie w jakiejś patologicznej formie... ale
        i tak uważam, zapewne w przeciwieństwie do pozostałych domowników, że wiele u
        nas nie styka... Wszelkie okazywanie słabości jest tępione... A wczoraj była
        awantura, rodzice na sobie nawzajem psy wieszali... musiałam wyjść, bo nie
        mogłam tego znieść, miałam ochotę im natrzaskać po pyskach... poszłam do siebie,
        najpierw kilka minut stałam jak słup soli myśląc, że chcę umrzeć, a potem
        walnęłam się na łóżko i włączyłam muzykę... Dudnienie metalu zawsze mnie
        uspokaja... Nie cieszę się, że u Ciebie jest podobnie w pewnych kwestiach... ;)
        Ale jest raźniej... Wszystko się popierdoliło... Okropna jest świadomość, że na
        końcu zawsze zostajemy sami... Niczyja uwaga nie jest w stanie zaspokoić moich
        potrzeb, jestem dorosła, ale zarazem chyba dziecinna...
        Exross... a co czułeś do swojej matki, wtedy, gdy byłeś dzieckiem a ona wciskała
        Ci te kity uważając, że nie wiesz o co chodzi... Bo do ojca to się domyślam...
        Bardziej jestem ciekawa czy na nią też byłeś zły... ???
        Co do lekarza, już do niego nie chodzę... jak pisałam, wróciłam do dawnej
        lekarki, postawiła warunek - muszę rozpocząć terapię i tym razem wytrzymać...
        dała mi namiary na terapeutę... i oczywiście leki... Chciałabym wreszcie
        przestać się tak bać...
        • exross Re: kolejna szczęściara... 16.10.09, 00:00
          > Dzięki za odpowiedź... myślałam, że tutaj też mnie wszyscy oleją...

          Ja też tak myślałem, gdy utworzyłem posta, żeby się przywitać.

          "ale
          > i tak uważam, zapewne w przeciwieństwie do pozostałych domowników, że wiele u
          > nas nie styka..."

          Może dlatego borderline'owcy nie popadają w psychozę. Tak jakby umysł w spaczony sposób postrzegał rzeczywistość, ale jest w stanie zachować zdolności poznawcze (nie popada w psychozę). Może my tak naprawdę jesteśmy silniejsi psychicznie niż inni. Mnóstwo osób w naszej sytuacji już dawno popadłoby w obłęd, a my się "jakoś" trzymamy.

          "Wszelkie okazywanie słabości jest tępione... "
          Ważne, żebyś choć Ty nie tępiła słabości przynajmniej u siebie. Uznała je, zaakceptowała jako integralną część siebie. Mi pomogło.

          "A wczoraj była
          > awantura, rodzice na sobie nawzajem psy wieszali... musiałam wyjść, bo nie
          > mogłam tego znieść, miałam ochotę im natrzaskać po pyskach..."

          Ja to w takich sytuacjach (bo w moim domu zdarzają się dosyć często) swój gniew wykorzystuję przeciwko rodzicom. Mówię im z gniewem w oczach i w głosie, np. żeby się zamknęli, bo jak nie, to zaraz zadzwonię do psychiatryka i ich obu pozamykają. ;) Tyle gniewu już we mnie wytworzyli, że nie mam "problemów z jego brakiem".
          Pamiętaj tylko, że przemoc fizyczna do niczego dobrego nie prowadzi. Jakbyś miała ochotę ich uderzyć, to lepiej już uderzaj (najlepiej przy nich) w stół. Tacy ludzie jak Twoi rodzice boją się gniewu i wściekłości, więc na pewno przestraszą się, gdy zobaczą to, co sami stworzyli.
          Dobrze jest też spróbować nagrać kłótnię rodziców (w skryty sposób oczywiście)na, np. dyktafon w komórce. Później straszyć ich, że pójdziesz z tym do ośrodka pomocy rodzinie i "oni już będą wiedzieli, co z nimi zrobić". Tacy ludzie jak Twoi rodzice boją się zdemaskowania, boją się, że ludzie dowiedzą się jacy oni są naprawdę (nie martw się, jak przyjdzie co do czego, to oni wiedzą, że tak naprawdę ich zachowanie jest karygodne). Warto to wykorzystać.
          Dobrze też mieć dowód, gdy rodzice zgrywają świętoszków przed, np. lekarzami. Wtedy zaprezentujesz "jak i co" i już nikt wątpliwości nie będzie miał kto ma rację.

          "a potem
          > walnęłam się na łóżko i włączyłam muzykę... Dudnienie metalu zawsze mnie
          > uspokaja..."
          Mnie też muzyka zawsze uspokaja. Co prawda akurat nie "dudnienie metalu", bo dla mnie to za ciężkie... ;)) Mnie pomaga Linkin Park. :]

          "Okropna jest świadomość, że na
          > końcu zawsze zostajemy sami..."
          Niekoniecznie. Jeśli poddasz się dobrej i skutecznej terapii, to kto wie... :))))

          "Niczyja uwaga nie jest w stanie zaspokoić moich
          > potrzeb, jestem dorosła, ale zarazem chyba dziecinna..."

          Jesteśmy dziecinni m. in. wtedy, gdy w dorosłym życiu próbujemy zdobyć to, czego nie dostaliśmy w dzieciństwie.
          Albo gdy ktoś za wcześnie odbierze nam dzieciństwo (vide Michael Jackson).
          Chociaż obydwa powyższe przykłady tak naprawdę sprowadzają się do tego samego... ;]

          "> Exross... a co czułeś do swojej matki, wtedy, gdy byłeś dzieckiem a ona wciskał
          > a
          > Ci te kity uważając, że nie wiesz o co chodzi... Bo do ojca to się domyślam..."

          Właśnie ja wtedy BYŁEM DZIECKIEM (naprawdę małym), więc naprawdę nie wiedziałem o co chodzi. Czułem się zmieszany i zagubiony. Moje uczucia (troski i miłości) były odrzucane, "ogłupiane". Wmawiano mi, że moje uczucia nie są właściwe.
          Do ojca akurat wtedy czułem sympatię. Bo skąd miałem wiedzieć, że on tak naprawdę jest "tym złym"..? Zawsze kreował się na tego dobrego i powtarzał, że to z mamą jest coś nie tak...

          "> Bardziej jestem ciekawa czy na nią też byłeś zły... ???"

          Dlaczego miałbym być zły skoro nic z tego nie rozumiałem. Byłem raczej zmieszany.

          Teraz natomiast, gdy próbuje wciskać mi takie kity, to przyznaje, że od razu się wściekam. Krzyczę na nią, że przekręca fakty i wmawia mi, że widziałem coś innego, niż widziałem. Ale w takiej sytuacji,, co najbardziej popłaca, to wiedzieć swoje, ufać sobie, swoim myślom i sądom, i nie dać się skołować po żadnym pozorem.

          ", postawiła warunek - muszę rozpocząć terapię i tym razem wytrzymać...
          > dała mi namiary na terapeutę... i oczywiście leki..."

          Brawo Ty! Brawo Twoja lekarka!

          "Chciałabym wreszcie
          > przestać się tak bać..."

          No ja też bym chciał... przestać się bać.. wszystkiego...
    • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 16.10.09, 21:17
      Haha... ;) z tym olewem to bym się nie pomyliła gdyby nie Ty... ;)
      Nawet nie przypuszczałam, że tak potrzebuję tego rodzaju kontaktu... z osobą,
      której nie muszę tłumaczyć wszystkiego od początku do końca... :)
      Hmmm... Czasem rzeczywiście myślę, że takie zaburzenie jak nasze świadczy o
      wielkiej sile, wbrew pozorom... Coś w tym jest, że jakby nie mówić funkcjonuję
      na tyle normalnie, że ludzie znający mnie na przykład tyle o ile, z uczelni
      załóżmy, niekoniecznie wpadną na to, że mam ze sobą poważny problem...
      A Ty jak oceniasz swoje funkcjonowanie w codziennym życiu, jak może być to
      odbierane ??? Nie chodzi mi o to, że ważne jest stwarzanie pozorów... Pytam o to
      na ile komfortowo czujesz się wśród ludzi... Czy czujesz się inny w jakikolwiek
      sposób, czy czujesz to cały czas... Ja właściwie tak, ale wśród obcych podobnie
      jak w domu, dobrze gram...
      >>> Ważne, żebyś choć Ty nie tępiła słabości przynajmniej u siebie. Uznała je,
      zaakceptowała jako integralną część siebie. Mi pomogło.
      Dzięki, bardzo ważne słowa, zapamiętam :)
      Co do konfliktów w rodzinie... U mnie to jest tak, że ja w trakcie to się raczej
      nie wtrącam... Ale czuję potem złość przez wiele dni... Tracę szacunek,
      zwłaszcza do ojca, z różnych powodów... Zdarzało mi się walić mu na Ty, wyzywać
      od kretyna... Nie ma się czym chwalić...
      >>> Mówię im z gniewem w oczach i w głosie, np. żeby się zamknęli, bo jak nie,
      to zaraz zadzwonię do psychiatryka i ich obu pozamykają. ;)
      Dobre... ;)
      Wiem, że moi rodzice boją się prawdy, że nie jesteśmy przykładną rodziną... a
      jeszcze bardziej boją się, że cokolwiek zostanie powiedziane głośno i broń Boże
      przy kimś obcym... Co do zgrywania świętoszków... teraz nie będzie okazji, bo o
      niczym nie wiedzą... nie chcą wiedzieć, wszystko jedno... Ale jak jeszcze w
      czasie anoreksji były podejmowane próby terapii rodzinnej to kończyło się to na
      jednym spotkaniu a ja byłam najgorsza, bo wywlekam rodzinne sprawy... To ja
      miałam się leczyć, a ich to nie dotyczyło... Ojciec to w ogóle osoba, która nie
      dostrzega w sobie winy, nigdy przenigdy...
      Linkin Park... :) Coś mi się o uszy obiło... ale nie jestem zbytnio w temacie,
      może przy czasie nadrobię i zaznajomię się... ;)
      >>> Jesteśmy dziecinni m. in. wtedy, gdy w dorosłym życiu próbujemy zdobyć to,
      czego nie dostaliśmy w dzieciństwie.
      Cholera... dobrze gadasz... niesamowite... to dokładnie tak jest a nigdy nie
      potrafiłam tego wyrazić, choć wałkuję to uczucie od bardzo dawna...
      Trochę jestem zaskoczona tym co piszesz odnośnie uczuć do rodziców w
      dzieciństwie... Pytam, bo w tym temacie nie mam zbytniego rozeznania... U mnie w
      domu wtedy, jak byłam mała, było jeszcze o.k., przynajmniej tak to pamiętam...
      Mam jeszcze pytanie... Nie wiem czy już pisałeś czy nie... chodzisz na terapię
      albo bierzesz jakieś leki ???
      Co do strachu... jest obezwładniający... mam dość wymagające studia, nie wiem
      jak to dalej będzie, codziennie wątpię w sens wszystkiego...
      pozdrawiam :)
      • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 16.10.09, 21:26
        >>> Jesteśmy dziecinni m. in. wtedy, gdy w dorosłym życiu próbujemy zdobyć to,
        czego nie dostaliśmy w dzieciństwie.
        Cholera... dobrze gadasz... niesamowite... to dokładnie tak jest a nigdy nie
        potrafiłam tego wyrazić, choć wałkuję to uczucie od bardzo dawna...
        Trochę jestem zaskoczona tym co piszesz odnośnie uczuć do rodziców w
        dzieciństwie... Pytam, bo w tym temacie nie mam zbytniego rozeznania... U mnie w
        domu wtedy, jak byłam mała, było jeszcze o.k., przynajmniej tak to pamiętam...

        Tak to napisałam, że sama sobie zaprzeczyłam... Było tak, że do około 12-13 r.ż.
        nie działo się nic takiego co utkwiło by mi w pamięci jako coś stresującego,
        bardzo negatywnego... Myślę, że anoreksja świadczyła o tym, że nie chcę
        dorosnąć, że się boję i chcę zatrzymać dzieciństwo... Wtedy zaczęły się
        problemy, raz, że destabilizacja finansowa, dwa, że zmiana szkoły, a trzy, że
        jak już zaczęłam chorować to nie czułam żadnego wsparcia... a miałam przecież te
        14-15 lat... Jak wspomniałam, moja "nieumiejętność" wyzdrowienia była traktowana
        jako objaw złej woli, robienie na złość i słabość... Zależy w jakim okresie, bo
        to się ciągnęło wiele lat... Ale dobrze było tylko jak byłam w szpitalu i
        widywaliśmy się raz na tydzień...
        To tyle w ramach sprostowania :)
        • jgpk2 Re: kolejna szczęściara... 17.10.09, 00:02
          strangerthan - to nie jest tak,że nikt nie chciał Ci odpisać. Po
          prostu czasami tylko niektórzy z nas są w stanie cos skrobnąć na
          forum. Te nasze chwiejki.

          wczytałam się w Twoje wypowiedzi i wg. mnie jednak coś się musiało
          stać że weszłaś w anoreksję. Możesz tego nie pamiętać-ale jeżeli
          będziesz miała dobrego terapeutę to po jakimś czasie do tego
          dojdziecie.

          Co do wywalania złości i frustacji na rodziców lub innych jest to
          owszem sposób ale nie koniecznie dobry. Czasmi można spróbować
          spokojnie z nimi porozmawiać, a jezeli nie da się gadac to po prostu
          napisać do nich list w którym dokładnie opiszesz czego Ci brakuje,
          czego oczekujesz, co czujesz, jakie sa Twoje emocje itd. Mogłabys to
          zrobić zwłaszcza, że jak piszesz studiujesz-wiec chyba nie jestes
          zawsze w domu-a oni musza miec czas na przeczytanie i zastanowienie
          się nad tym co napisałaś. Możesz im wspomnieć, że jak będa gotowi na
          szczerą ale naprawdę szczerą rozmowę to chętnie pogadasz z nimi o
          sobie, o WAS na spokojnie. Kłotnie i awantury tak naprawdę do
          niczego nie prowadza i niczego nie zmienią. A poza tym będziecie się
          tylko wzajemnie nakręcać podczas kłótni.

          Jezeli spodoba Ci się mój pomysł z listem to może warto spróbować.
          Pozdrawiam :)
          • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 17.10.09, 23:34
            Cholera... zaglądam tu co chwilę, bo mam pełno nauki, której unikam jak widać...
            Cały czas moje myśli wokół tego krążą, ale na tym się często kończy...
            Nie jest tak, że wywalam frustracje na rodziców... Raczej ostro reaguję na ich
            wkurzające zachowania... Wiem, że za ostro, ale w 90% przypadków przyczyna
            mojego wybuchu jest uchwytna.
            Co do listu... to jest bardzo dobry pomysł, ale niestety nie zdobędę się na
            to... Nie mam do nich śmiałości... Zaczęliby wszystko bagatelizować, śmiać się,
            że wstydziłam się to po prostu powiedzieć, po czym by znowu nie było tematu, bo
            przecież to chwilowe, a tak naprawdę to wszystko jest dobrze... :/ Nie
            potraktowaliby tego poważnie a ja miałabym kaca moralnego, że wywaliłam tak
            osobiste rzeczy... Czułabym się gorzej niż stojąc nago na środku rynku...
            Najgorsze jest to, że ja myślę, że oni wcale nie udają, że nie widzą, bo ich to
            przerasta, tylko naprawdę nie domyślają się niczego, bo nie są na tyle wnikliwi,
            wstaję co rano, jadę na uczelnię, jem normalnie... To wystarczy...
            Próbowałam przeforsować ten temat na gorąco po próbie samobójczej, m.in. dałam
            matce do przeczytania książkę na temat BPD... Stwierdziła po kilku stronach ze
            złością w głosie, że ją ta książka dołuje i nie będzie jej czytać... A ja
            poczułam się jak idiotka... Pozostali szanowni członkowie rodziny też nie byli
            zainteresowani...
            Nie będę się już ośmieszać, niech żyją w tej błogiej nieświadomości... Niestety
            to powoduje, przyznaję, że moja złość i brak szacunku względem nich narasta...
            Dziękuję za radę, jest dobra, ale nie w moim przypadku... :)
            • exross Re: kolejna szczęściara... 20.10.09, 21:29
              Mnie z kolei wydaje się, że pomysł z listem jest (że tak to określę) nie zbyt dobry. To znaczy byłby dobry, gdyby rodzice panny strangerthan byli ludźmi zdolnymi do empatycznego kontaktu, gdyby szanowali uczucia i potrzeby emocjonalne swojej córki (jak wiadomo w tym przypadku raczej o to trudno). Podejrzewam (choć nie mówię, żeby nie próbować), że w tym przypadku taka próba to po prostu walenie głową w mur i mogłaby skończyć się zaprzeczaniem, unikaniem, wzajemnymi oskarżeniami, a nawet wyśmianiem Ciebie przez Twoich rodziców.

              Inna sprawa, że gdyby Twoi rodzice strangerthan byli ludźmi szanującymi Twoje uczucia i potrzeby, to pewnie w ogóle byś się tu nie znalazła, bo byłabyś całkiem inną, zadowoloną z życia osobą. ;)

              A co do Twojego pytania:
              "Na ile komfortowo czujesz się wśród ludzi?"
              To odpowiem Ci, że bardzo kiepsko czuję się wśród ludzi. Nawet nie wiem już, czy gram, czy nie. Pewnie stwarzam pozory normalności przed innymi, ale szczerze powiedziawszy przestało już mnie to obchodzić.
              Tak, oczywiście. Czuję się inny. Czuję się gorszy. Non stop. W przeciwieństwie do innych nie potrafię się cieszyć życiem.
              Jestem skrajnie nieśmiały, więc nie mogę poznać żadnej dziewczyny, bo nie mam odwagi podejść, zagadać. Jak widzę swoich kolegów, którzy obracają co raz to nowe laski, to cholera mnie bierze. Czuję się wtedy absolutnie żałosny i bezwartościowy.
              Kiepsko radzę sobie w życiu. Nie mam pracy, nie mam znajomych, nie umiem jeździć samochodem. Często mam wrażenie, że prawie do niczego się nie nadaję (nawet zabić się porządnie, nie potrafię...) więc w porównaniu z innymi ludźmi w moim wieku czuję się bezkreśnie gorszy.
        • exross Re: kolejna szczęściara... 20.10.09, 22:11
          Motto na branie tabletek na depresję:
          "Skoro moje życie i tak jest totalnie do dupy, skoro nic z tego życia dobrego
          już nigdy mieć nie będę... ,to niech przynajmniej będę szczęśliwy bez powodu."
          ;))))
      • exross Re: kolejna szczęściara... 20.10.09, 22:06
        "Co do strachu... jest obezwładniający... mam dość wymagające studia"

        I założę się, że Twoje studia to tak naprawdę nie to, co lubisz robić ani chcesz robić, tylko to, co uważasz, że powinnaś robić.
        Poza tym uważam, że warto wspomnieć, coś o tym lęku właśnie, Twojemu lekarzowi. Ważne, żebyś powiedziała mu to w sposób dokładnie taki jak tu: "obezwładniający". Wydaję mi się, że to ważne. (Pod warunkiem oczywiście, że to dobry lekarz.)

        "nie wiem
        > jak to dalej będzie,"

        Ja też często "nie wiedziałem jak to dalej będzie", dopóki nie przyjąłem taktyki mojego brata, że... jakoś tam będzie. ;) Można też po czesku: "Jeszcze nigdy tak nie było... ,żeby jakoś nie było." :))))

        "codziennie wątpię w sens wszystkiego..."
        Ja też codziennie wątpiłem w sens wszystkiego, aż, po wielu miesiącach rozmyślań, doszedłem do wniosku, że... życie nie ma sensu. Ot, tak! Po prostu.

        Albo jeszcze inaczej: sensem (albo jak kto woli celem) naszego istnienia jest prokreacja. Wydanie na świat potomstwa, opieka nad nim, aż osiągnie dojrzałość i... i... i to właściwie tyle. Po prostu mamy brać czynny udział w przedłużaniu gatunku (w sztafecie pokoleń, że tak bardziej eufemistycznie się wyrażę). Nic więcej natura od nas nie wymaga, nic więcej od nas nie chce. Mężczyźni mają zapylać jak najwięcej kwiatuszków, kobiety rodzić dzieci i się nimi opiekować (i przy okazji, w miarę możliwości zawrócić w głowie samcowi na tyle, żeby kobietą i dzieckiem chciał się opiekować). No, i to jest właściwie sens życia.
        Głupie, nie? Smutne, nie? Ale niestety prawdziwe. (Tak zwany normalny człowiek, gdyby zaczął myśleć nad sensem swojego życia, to też mógłby mieć poważne problemy ze znalezieniem go. Ba! Mógłby nawet wpaść w depresję.)

        Tak więc odnajdując sens swojego życia, a raczej jego brak, rozwiązałem jeden ze swoich problemów. Wcześniej ów "brak sensu w życiu" też mi poważnie dokuczał. Teraz już nie mam takich problemów. "Wynormalniałem" i wzorem "normalnych"' niezaburzonych osób zacząłem skupiać się (oczywiście z rożnym skutkiem) coraz bardziej na wydzieraniu od życia tego, co mi się należy, czyli poczucia godności, poczucia bycia kochanym, samorealizacji, itp, itd. Chcę nachapać się tego tyle, ile tylko się da. Tak wiele, ile zdążę, zanim mnie w ziemi zakopią. Ale wcześnie postanowiłem zrobić swojemu losowi na złość - starając się być tak szczęśliwym w życiu, jak tylko się da. :) Oczywiście przyznaję się, że czasem miewam gorsze dni. Jak każdy z nas... ;)
        • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 17:32
          Hej :)
          To co napisałeś o reakcji moich rodziców na ewentualny list jest niestety
          prawdą... Wiem, że matka by się wkurzyła tą patetyczną formą, ojciec oskarżał
          matkę, a siostra by się przejęła na jeden dzień... Oni nie chcą się w tym
          babrać, nie mają pojęcia jak się czuję i nie widzę też żadnego powodu, żeby im
          to nagle tłumaczyć... Już im nie ufam, nie chcę rozmawiać, a nawet nakręcam się
          chyba, bo nie toleruję ich towarzystwa...

          Widzę, że mamy coś wspólnego jeśli o relacje z ludźmi chodzi... Pozory
          normalności... Mam przyjaciół, ale na przykład na uczelni znajomości są bardzo
          powierzchowne, jest niby nieźle, ale muszę się starać... i staram się, co też
          mnie wkurza, że nie jestem samowystarczalna i nie potrafię olać tego, że ktoś by
          mógł się do mnie zrazić gdybym się z niczym nie kryła... No i oczywiście czuję
          się gorsza, jestem spięta nawet wśród jakichś małolatów, bo to ja mam wrażenie,
          że jestem młodsza, głupsza, roztrzepana... Muszę sobie przypominać, że przecież
          nie jestem małym smarkiem !!!
          Jakieś relacje damsko - męskie też nie wchodzą w rachubę, natychmiast przechodzę
          do zniechęcania delikwenta i uciekam... Ale za dużo chętnych nie mam, chyba z
          natury odpycham...

          Motto na branie tabletek jest naprawdę fajowe :) :) :) haha ;)

          Co do studiów... miałam wielką nadzieję, że dadzą mi szczęście... To jest to co
          chcę robić w życiu jeśli już mam pozostać wśród żywych... Nie jestem w stanie
          jednak funkcjonować na tak pełnych obrotach, co rodzi problemy... i jest
          przyczyną dużych stresów. Chyba po prostu na początku wkręciłam sobie, że te
          studia wszystko załatwią, że będę dowartościowana... ale okazało się, że to
          kompletnie niczego nie załatwia, a jeszcze jestem udupiona, bo zależna finansowo
          od rodziny...

          Z tą prokreacją to na pewno racja, z biologicznego punktu widzenia to
          wyczerpałeś temat... Jednak gatunek Homo sapiens miał oczekiwać od życia nieco
          więcej ;) Mi nie wyszło ani jedno ani drugie... Nie wiem czego powinnam
          oczekiwać i nie widzę się w spełnianiu swej biologicznej roli... Nie potrafię
          sobie wyobrazić siebie za kilka, kilkanaście lat... Chyba masz rację, że
          niewarto doszukiwać się sensu... Jest też tak, że coś co nadawałoby sens życiu
          dzisiaj, jutro mogłoby się skończyć... Wiele razy łudziłam się, że właśnie
          następuje przełom. I za każdym razem byłam zawiedziona.

          >>> "brak sensu w życiu" też mi poważnie dokuczał. Teraz już nie mam takich
          problemów. "Wynormalniałem" i wzorem "normalnych"' niezaburzonych osób zacząłem
          skupiać się (oczywiście z rożnym skutkiem) coraz bardziej na wydzieraniu od
          życia tego, co mi się należy, czyli poczucia godności, poczucia bycia kochanym,
          samorealizacji, itp, itd. Chcę nachapać się tego tyle, ile tylko się da. Tak
          wiele, ile zdążę, zanim mnie w ziemi zakopią. Ale wcześnie postanowiłem zrobić
          swojemu losowi na złość - starając się być tak szczęśliwym w życiu, jak tylko
          się da. :)

          Zaskoczył mnie ...optymizm??? (w pewnym sensie oczywiście) tej wypowiedzi...
          Naprawdę to zrozumiałeś, że należy Ci się to samo co każdemu innemu człowiekowi
          i wcale nie jesteś gorszy, czy narazie jesteś na etapie przekonywania siebie ???
          A jakieś konkrety, czy coś zrobiłeś w tym kierunku, żeby polepszyć swoją
          sytuację, podnieść samoocenę ??? Chodzi mi już o czyny, nie słowa... ???
          Mam nadzieję, że tak, ciekawa jestem odpowiedzi :)
          • exross Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 18:15
            "Już im nie ufam, nie chcę rozmawiać, a nawet nakręcam się
            > chyba, bo nie toleruję ich towarzystwa..."

            Ja mam akurat tak samo. Zresztą łatwo sprawdzić czy rodzice mają na Ciebie zły
            wpływ. Jeśli np. jesteś w szpitalu i masz z nimi kontakt, powiedzmy, raz na
            tydzień, to właśnie w wyniku tak ograniczonego kontaktu powinnaś "zdrowieć",
            czuć się lepiej, nabierać chęci do życia i działania.
            Jak moi rodzice odwiedzali mnie w szpitalu, to na początku cieszyłem się z ich
            wizyty, a po jakichś 15 minutach miałem ich serdecznie dosyć, stawałem się
            drażliwy i wszystkiego mi się odechciewało.

            "Ale za dużo chętnych nie mam, chyba z
            > natury odpycham..."

            Ach jak to fajnie, gdy nam rodzice wpoją, że nie zasługujemy w żadnym wypadku na
            miłość... Ja np. mam wpojone, że muszę być bezwarunkowo idealny i dopiero wtedy
            mogę zasłużyć na jakiś ochłap miłości. Ale jak mówię, tylko ochłap. Według moich
            rodziców prawdziwa miłość (rodzice <-> dziecko) raczej mi się nie należała. :(((

            "Jednak gatunek Homo sapiens miał oczekiwać od życia nieco
            > więcej ;)"

            Niby co więcej miał oczekiwać od życia? Rozwiń proszę tę myśl.

            "> Naprawdę to zrozumiałeś, że należy Ci się to samo co każdemu innemu człowiekowi
            > i wcale nie jesteś gorszy, czy na razie jesteś na etapie przekonywania siebie ??"

            Jestem na etapie przekonywania siebie. Chociaż coraz więcej tego przekonywania
            zaczyna naprawdę do mnie docierać i naprawdę staje się częścią mnie.
            A ten optymizm, który Cie tak zaszokował, to chyba zasługa mojej terapeutki.
            Naprawdę mam dobrą terapeutkę. Imponuje mi swoją wiedzą, pozytywnym podejściem
            i, co rzadko mi się zdarza, nie uważam jej za kretynkę. Fajna jest i już. :)))

            "i wcale nie jesteś gorszy"

            Ja nie jestem gorszy. Ba! Powiem nawet więcej: jestem lepszy niż inni. ;)))
            Inteligentny, z poczuciem humoru, mądry, (podobno) mam ładne oczy, kulturalny,
            mam własne zdanie.. i takie tam. ;))) Marnuje mnie tylko bardzo zaniżone
            poczucie własnej wartości i brak pewności siebie..

            "> A jakieś konkrety, czy coś zrobiłeś w tym kierunku, żeby polepszyć swoją
            > sytuację, podnieść samoocenę ???"

            Poszedłem na psychoterapię. Tobie też życzę.
            • exross Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 18:29
              "> A jakieś konkrety, czy coś zrobiłeś w tym kierunku, żeby polepszyć swoją
              > sytuację, podnieść samoocenę ???"

              My nic tak naprawdę nie musimy robić, żeby podnieść samoocenę. Albo jeszcze inaczej: tak naprawdę to wszystko jest w nas. Trzeba tylko to wydobyć.
              Oczywiście można kupować sobie jakieś przedłużacze penisa w postaci kolejnych Ferrari (oczywiście nie mówię, żebym nie chciał ;) ), kupować nowe >>oryginalne<< ciuchy, żeby zaimponować znajomym, robić kolejne fakultety, żeby udowodnić wszystkim, że nie jesteśmy głupi, itd... Ale nie tędy droga. W ten w sposób nigdy w głębi duszy nie będziesz czuła się szczęśliwą, ani wartościowym człowiekiem.
              W żadnym związku się też nie spełnisz...
    • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 19:55
      Nie da się ukryć, że głupi nie jesteś, akurat takie rzeczy dobrze wyczuwam,
      kiedyś koleżanka się ze mnie śmiała, bo przedstawiłam jej swoją teorię o
      kryteriach dzielenia ludzi na myślących i niemyślących, a najlepsze jest to, że
      często już po twarzy widać ;) Po Tobie nie widzę, ale za to wczytując się w to
      co piszesz niewątpliwie zaliczam Cię do myślących ;) I bardzo dobrze, że
      wreszcie to sam dostrzegasz :)

      Tylko taka jedna rzecz... Przeczytałam przed chwilą pierwszy Twój list, jaki
      napisałeś, w wątku The new guy... Jest sprzed 11 dni... A zmiana wydaje się być
      kolosalna... Tam pisałeś tylko o nienawiści, do rodziny, do siebie i swojego
      życia, o złych wspomnieniach, o tym, że się do niczego nie nadajesz... Czy
      możesz jakoś mi to wyjaśnić ??? Nie chodzi o to, że masz się teraz tłumaczyć
      przede mną :) ...jestem po prostu ciekawa skąd taki przypływ sił... Czy wtedy
      miałeś wyjątkowo zły dzień czy teraz jest nadspodziewanie dobrze... Bo 11 dni to
      za krótko na taki postęp... chciałabym zrozumieć Cię lepiej, tylko o to mi chodzi.

      Pozdrawiam :)
      • exross Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 20:19
        A słyszałaś może o tym, że Borderline to osobowość chwiejna emocjonalnie:

        Kryteria diagnostyczne Borderline Personality Disorder wg DSM-IV

        (...)
        6. Niestabilność emocji z powodu wahań nastroju (np. intensywne epizody depresyjne, drażliwości lub niepokoju, zwykle utrzymujące się kilka godzin, rzadko dłużej niż kilka dni).

        Przez dziesięć dni to nastrój zdążył mi się już zmienić ze 100 razy, tak jak 100 razy zmieni mi się przez kolejne 10 dni. Teraz akurat mam dobry nastrój (chociaż z tego, co pamiętam jeszcze z rana myślałem o tym jakby tu się zabić ;) )

        W ogóle to przeczytaj sobie to:
        bpd.szybkanauka.net/
        Lektura obowiązkowa dla każdego bordera.

        W tamtym poście (przyznam się) chciałem też wywalić z siebie całą gorycz i nienawiść, która darze świat. Tak naprawdę na co dzień nie jestem aż taki depresyjny. Wtedy jakoś miałem taki dołek, nazbierało mi się trochę negatywnych uczuć, i chciałem się to z siebie wyrzucić.

        Poza tym trochę sprzeczności we mnie jest. Nie ukrywam. ;)
        Do tego jestem w trakcie terapii - część mnie jest już podleczona, część jest jeszcze bardzo zaburzona (najbardziej chodzi o chwiejne poczucie własnej wartości i nie-zawsze-działającą-tak-jak-trzeba pewność siebie). Do tego kiepsko idzie mi wychodzenie z domu.

        PS: Wszyscy tylko non- stop smęcą na tym forum. Ja też mam smęcić?
    • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 20:11
      Przeczytałam też kolejne posty... i nic nie rozumiem już... Wiem, że wahania
      nastroju są normalne w tym zaburzeniu, które raczyło nas dotknąć... Ale wątpię,
      żeby wytłumaczenie było takie proste...
      Napisz coś co mnie uspokoi, bo naprawdę się zgrzałam... nic nie rozumiem !!! Ta
      terapeutka takie cuda czyni ??? Cudów nie ma...
      Czekam na wieści :)
      • othersidegirl Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 20:44
        Ja podobno jestem ładna;)...ale z poczuciem własnej wartości mam
        także straszny problem....znam to...są dni kiedy czuję się całkiem
        nieżle i nawet atrakcyjnie,ale czasem nie mogę wręcz na siebie
        patrzeć,do tego kontrolowanie wagi itd...takie życie
        • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 20:58
          Nie chodzi o to, żebyś ciągle smęcił, bo nie kręci mnie to jakoś strasznie,
          wyobraź sobie... :/ Wiem, że nastrój popada w skrajności, a link, który
          podesłałeś... znam prawie na pamięć ten tekst...
          Nie wiem czy to moje wrażenie czy uważasz, że nie jestem zbyt mądra... Może i
          nie jestem, nawet na pewno...
          Kurwa, jak ja tego nienawidzę... Nie wiem czy się wkurzyłeś czy to sobie
          uroiłam, ale znowu nachodzi mnie chęć sprostowywania, przepraszania i
          tłumaczenia się z każdego słowa...Czuję się winna, bo chyba napisałam coś co
          mogłeś źle odebrać.
          Nie mam aż tak straszliwych wahań, to znaczy nie idą mi aż tak w górę, za to w
          dół jak najbardziej, i od trzech miesięcy jestem w dole...
          Teraz czuję, że powinnam nie smęcić, powinnam napisać coś optymistycznego...
          Muszę się uczyć, a chce mi się jak psu kij gryźć !!! Już nie wytrzymam...
          zaczynam się nerwowo śmiać, to znaczy, że zaraz napiszę coś czego będę żałować i
          czego tak naprawdę nie myślę... i będziesz mnie miał za jeszcze większą kretynkę...
          No nic... takie życie...
          • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 21:08
            Znowu nabroiłam i teraz będę czekać z wypiekami na twarzy co się stanie...
            Przepraszam... To było niekontrolowane... Głupie, co ??? :(
            Chyba nieświadomie przeszłam do realizacji kolejnego punktu programu, czyli
            zniechęcania Cię do mojej głupiej osoby...
            Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone... :(
            • othersidegirl Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 21:13
              Dla mnie to co piszesz jest całkowicie zrozumiałe...Sama tak mam raz
              myślę tak,za 5 minut inaczej,raz kogoś kocham ,zeby zaraz
              nienawidzieć i tak w kółko...czasem gadam bez sensu i nawet nie
              pamiętam co.Nie jesteś beznadziejna,napewno nie,brak nam wiary w
              siebie i nigdy nie wierzymy w dobre słowa na nasz temat,a wierzę ,że
              w kazdym z nas jest coś wartościowego....Głowa do góry:)
              • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 21:36
                I już lżej... :) dzięki... to bardzo ważne, chyba dla każdego z nas, żeby nie
                być tępionym za każdy taki poryw... Podobno często dokonuję nadinterpretacji
                zachowań innych, znaczenie swoich też może wyolbrzymiam, ale zawsze jest takie
                poczucie, że "tym razem to już naprawdę robię z siebie pośmiewisko..."
                Tak więc jeszcze raz... dziękuję za podniesienie na duchu :)
                • othersidegirl Re: kolejna szczęściara... 21.10.09, 21:57
                  Nie ma za co:)
                  Trzeba tylko trochę dystansu...sama go czasem nie mam, ale nie ma to
                  jak dawać dobre rady:)hehe
                  Ja najgorzej przejmuję się jak ktoś zwrócii mi na coś uwagę,robię z
                  tego tragedię życiową,melodramat i wogóle wszytsko co się da...Teraz
                  staram sie nabierać dystansu,mam to gdzieś co pomyślą inni,bo jutro
                  zapomne i tak jakie plotłam bzdury:)
          • exross Re: kolejna szczęściara... 22.10.09, 00:14
            "> Nie wiem czy to moje wrażenie czy uważasz, że nie jestem zbyt mądra..."
            To tylko Twoje wrażenie. :))) Moim akurat zdaniem jesteś całkiem inteligentną osobą.

            "Może i
            > nie jestem, nawet na pewno..."
            Zabraniam Ci wypisywania takich głupot w odniesieniu do siebie na tym forum. Za
            wygadywanie (wypisywanie) takich rzeczy o sobie powinno się autentycznie
            dostawać kopa w dupę. Naprawdę.
            Powtarzaj sobie takie mantry, powtarzaj... Na pewno Ci to na dobre wyjdzie.. :/

            "Nie wiem czy się wkurzyłeś czy to sobie
            > uroiłam,"
            Nie, nie wkurzyłem się. Urojeń chyba też nie masz. Ja po prostu mam taki
            nieprzyjemny, bezpośredni sposób wypowiadania się, który może akurat być
            odbierany jaki niemiły, ale ,wierz mi, w rzeczywistości wcale taki nie jest. Po
            prostu lubię walić prosto z mostu.

            "Czuję się winna, bo chyba napisałam coś co
            > mogłeś źle odebrać."
            HeHe Mam koleżankę, która każdą, dosłownie każdą wypowiedź kończyła
            stwierdzeniem: "..., ale nieważne" albo "..., głupie, nie?"

            "Nie wiem czy się wkurzyłeś czy to sobie
            > uroiłam, ale znowu nachodzi mnie chęć sprostowywania, przepraszania i
            > tłumaczenia się z każdego słowa...Czuję się winna, bo chyba napisałam coś co
            > mogłeś źle odebrać."
            Poszło, to poszło. Przynajmniej było szczere i spontaniczne. Przynajmniej
            zaznaczyłaś swoją osobę. (Czyli zrobiłaś tak jak się powinno.) Akurat takie
            bycie sobą jak najbardziej pochwalam.

            "(...) i od trzech miesięcy jestem w dole..."
            To faktycznie bardzo masz dół (bez ironii). U mnie na szczęście doły ostatnio
            trwają co najwyżej 1 dzień, więc w porównaniu z Tobą jestem w całkiem
            komfortowej sytuacji. ;))

            A tak całkiem na serio to pewnie wpadłaś w depresję, więc należałoby coś z tym
            zrobić (i to też bez ironii). Na dobry początek polecam preparat: Magnez +
            witamina B6, np. 'Magolek' lub 'MagVit B6' (oba w aptece bez recepty). W nerwicy
            działają tak, jak witamina C w przeziębieniu (czyt. naprawdę pomagają). Możesz
            spróbować. Mnie naprawdę pomagają (1 tabletka z rana).
            Niemniej jednak, jeśli dół utrzymuje się non stop od trzech miesięcy, to
            absolutnie niezbędna jest pomoc specjalisty (naprawdę!).

            "> Muszę się uczyć, a chce mi się jak psu kij gryźć !!! Już nie wytrzymam..."
            Sorry, ale mnie tam cały czas się wydaje, że na te studia to wcale nie masz
            ochoty... Takie mam wrażenie... Opcjonalnie brak siły do czegokolwiek może też
            być skutkiem depresji.

            "i będziesz mnie miał za jeszcze większą kretynk
            > ę..."
            Nie uważam Cię za kretynkę.
            Spróbuj w następnym poście, (w całkowicie narcystyczny sposób) napisać 5
            pozytywnych rzeczy o samej sobie. Jeśli Ci się nie uda, to dopiero wtedy zacznę
            Cię uważać za kretynkę. Obiecuję. ;))
            • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 23.10.09, 17:06
              Cześć :)
              Ulżyło mi, exross, że się nie wkurzyłeś na mnie.

              "Ja po prostu mam taki
              nieprzyjemny, bezpośredni sposób wypowiadania się, który może akurat być
              odbierany jaki niemiły, ale ,wierz mi, w rzeczywistości wcale taki nie jest."

              hmmm... ;) mam ten sam problem... wiele razy przepraszałam ludzi tylko za to, że
              coś źle odebrali, a mi przez myśl nie przeszło, że mogę być w tym momencie
              niemiła... Podobno czasem zdaję się mówić trybem rozkazującym... ;) Zawsze tak
              było, że ludzie mieli problem z integracją moich słów z zamierzeniami i gestami,
              zachowaniem... A mi się wydaje, że nie jestem dwuznaczna...

              Naprawdę się cieszę, że nie zareagowałeś jakoś ostro... To już wiemy, że nikt
              nie miał nic złego na myśli ;)

              Depresja już jest leczona, ale ten magnez nie zaszkodzi, racja... Mam Velafax i
              Lamitrin... Ale biorę dopiero od 12 dni, bo mój poprzedni lekarz miał mnie za
              udawacza i kogoś kto na pewno wyolbrzymia... Na końcu mi w ogóle leki wycofał...
              Nie powtarzam się ??? Wiem, że to długo... Jest okropnie, chociaż prawdziwa
              masakra to się rozgrywała w sierpniu i wrześniu... Teraz tylko lęki, ospałość,
              znudzenie, brak motywacji, smutek, czasem jakieś przebłyski, jak to u nas...

              Wracając znowu do studiów... Wiem, że lubiłabym je gdybym miała stabilny nastrój
              i więcej chęci, widziała w tym sens sam w sobie, a nie tylko jakiś sposób na
              życie i przetrwanie, "bo co tu robić...".
              A narazie to tak się ślizgam, ale daję radę... z trudem... Nie wiem czy teraz
              będziesz chciał jeszcze ze mną gadać ;) ...bo widzisz, to nie jest tak hop -
              siup, żeby zasilić szeregi "bandy samolubnych kretynów w białych fartuchach..."
              Ciężka rzecz...

              Nie zrażaj się z tego powodu ;) Lubię twoje posty :)

              5 pozytywno - narcystycznych rzeczy: ...;)
              a) ładne włosy i oczy :)
              b) bardzo trafne żarciki sytuacyjne :)
              c) inteligentna i empatyczna
              d) słucham fajnej muzyki ;)
              e) potrafię zwinąć język w rurkę i dotknąć tymże językiem czubka nosa... (to
              genetyczne ;))
              więc jeszcze...
              f) łatwo zapamiętuję skomplikowane terminy medyczne ;)

              Zdałam egzamin ???

              Pozdrawiam ;)
              • exross Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 20:39
                Naprawdę chcesz być lekarzem? Chodzisz na medycynę?

                Faktycznie ciężka rzecz studiować medycynę mając depresję... A jak tam chodzisz na te studia, to nie możesz jakiegoś faceta poznać? Skoro jesteś ładna i inteligentna, to na pewno ktoś się tam koło Ciebie kręci.
                Nie poprawiłby Ci się humor od jakichś romansów?

                HeHe. Jaka od razu inna dziewczyna, jak powiedziała parę pozytywnych rzeczy o samej sobie. Jak to z miejsca odmienia prezencję.
                W Twojej wypowiedzi odczuwam szczyptę dobrego humoru, a nawet (o zgrozo!, o zgorszenie!) optymizmu. :)))
                Naprawdę potrafisz dotknąć językiem czubka nosa? :)) Musisz mieć strasznie długi jęzor. ;p
                Zdałaś egzamin na szóstkę. :)))
                • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 20:54
                  Ojej...
                  Gdybyś nie był taki miły to ułatwiłbyś mi decyzję...

                  Od kilku godzin myślę nad tym, że chyba chcę się zabić...
                  Mam w szafce istną mieszankę wybuchową, mogłoby być nieprzyjemnie ale
                  skutecznie... Wyobrażałam sobie jak lekko zachodzi słońce, spuszczają moją
                  trumnę do ziemi, a z każdą łopatą gleby, którą mnie zarzucają, czuję ogromną
                  ulgę... Ładna scena...

                  Nie wiem już dla czego i dla kogo codziennie wstaję i staram się, bo przecież
                  mnie to wkurwia, każdy ruch, każde zdanie w mądrych książkach...
                  Chciałam przetrwać, ale nie wiem czy można... Wtej chwili mam pełno myśli, ale
                  nie wiem czy wszystkie nie sprowadzają się do jednego...

                  Za ciężko...

                  A poza tym... Chciałbyś chodzić do takiego popierdolonego lekarza ???

                  Nikt się koło mnie nie kręci...
                  A tych co się kręcili mogę policzyć na palcach jednej ręki... Gdy tylko lepiej
                  mnie poznać to się okazuje, że trzeba wiać, ha...ha...ha...

                  Jakbym nie odpisała to szukaj mnie 2 metry pod ziemią... ha...ha...ha...
                  I tak stchórzę, co za głupia kurwa ze mnie, chce, a się boi... !!!

                  Ten egzamin chyba będę musiała poprawić...
                  Naprawdę jesteś fajnym człowiekiem, czuję to...
                  Więc może sobie daj spokój ze mną... co ???
                  Jest tyle innych interesujących wątków...

                  co ja tu robię w ogóle !!!

                  papa :(
                  • exross Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 21:28
                    "Od kilku godzin myślę nad tym, że chyba chcę się zabić..."

                    Skrajny przykład pozytywnego myślenia. ;)))

                    Tak na serio: to od proszków antydepresyjnych. Wiem z doświadczenia, że istnieje
                    bardzo duże prawdopodobieństwo, że możesz sobie coś zrobić w tym momencie...
                    Aż nie wiem, co Ci poradzić. Albo odstaw proszki i Ci przejdzie, albo wytrzymaj
                    jeszcze parę dni i... też Ci przejdzie. Z tym, że w tym drugim przypadku później
                    będziesz się czuła lepiej, a w pierwszym szybko wszystko wróci do normy i nie
                    będziesz miała niestety okazji spojrzeć na swoje życie będąc na serotoninowym
                    high'u. A to tak, jakby spojrzeć na swoje życie z zupełnie innej perspektywy.
                    Zobaczyć rzeczy, których wcześniej depresja dostrzec Ci nie pozwalała. A to
                    fajne jest.

                    No scena ładna, ale niezbyt realna. Znając życie będzie zimno i pochmurno, może
                    nawet będzie padał deszcz. Chować będą Cię w południe, więc i z romantycznego
                    zachodu słońca nici. ;) Ulgi też nie poczujesz, bo już nic nie będziesz czuła...
                    (Nawet tyle nam nie dane.)
                    A tak na serio: Nie zabijaj się. Fajna jesteś. Szkoda Cię będzie. I tego Twojego
                    jęzora długiego. ;)))

                    Serialowy dr House jest popierdolony, a mimo to lepszego lekarza przecież trudno
                    sobie wyobrazić.

                    "> A tych co się kręcili mogę policzyć na palcach jednej ręki... Gdy tylko lepiej
                    > mnie poznać to się okazuje, że trzeba wiać, ha...ha...ha..."

                    A gdyby lepiej Cię poznali, to okazałoby się, że jesteś fajna, inteligentna
                    dziewczyna. O! Takie moje zdanie. A nie, że trzeba wiać.

                    "> I tak stchórzę, co za głupia kurwa ze mnie, chce, a się boi... !!!"

                    Nie dość, że "głupia kurwa", to jeszcze robi błędy interpunkcyjne! Powinno być:
                    "I tak stchórzę! Co za ****** ***** ze mnie?! Chce, a się boi..."
                    ;)))) ;p

                    "> Za ciężko..."
                    A do tej pory sobie radziłaś przecież?
                    Powtarzam jeszcze raz wzmożona depresja to efekt terapii farmakologicznej
                    (początek wychodzenia z depresji). Czyli to nie Ty, to leki Ci mącą w głowie.
                    Później naprawdę będzie lepiej.

                    "> Więc może sobie daj spokój ze mną... co ???"
                    Jeszcze raz, bo nie załapałem. To faceci się do Ciebie zniechęcali, czy to może
                    Ty ich na potęgę do się zniechęcałaś? ;p Ja bym obstawiał to drugie. :)))

                    "> Jest tyle innych interesujących wątków... "
                    A ja wolę ten, bo jest tylko (no prawie) nasz. :)) No i mam inteligentną
                    rozmówczynię, co też nie jest bez znaczenia. :)))

                    "> co ja tu robię w ogóle !!!
                    >
                    > papa :("

                    A bym obstawiał, że zaglądasz tu niecierpliwie, co 2 minuty... "Czy już odpisał?
                    Czy odpiszę? Czy nie przesadziłam? Czy będzie się chciał jeszcze do mnie odezwać?"
                    Nawet sympatyczna dla mnie taka świadomość. :))))
                    • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 21:45
                      Głupiiiiii ;)
                      buahhahahahaha ;)

                      Ja wiem, że to przez leki, tzn. domyślałam się, ale w pewnej chwili to już mi
                      było wszystko jedno od czego to... Wybeczałam się porządnie, czekałam aż siostra
                      wyjdzie z domu, żeby mieć większe szanse powodzenia jak bym się zdecydowała, bo
                      ona mogłaby do mnie zaglądać...nie wiem po co... Łeb mi napieprza cały dzień...

                      No... tak to było... a potem tu przyszłam i ktoś mi namącił w planach...

                      Nie mam siły się uczyć... nie mam siły, boję się tego jak ognia...

                      ...nie wlewaj sobie... zaglądam tu co 3 a nie co dwie minuty :) :)

                      A może dla odmiany teraz Ciebie poobgadujemy ???

                      Pospiesz się, bo nie wiem jak długo jeszcze będę żyć!!!
                      • exross Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 22:02
                        Dlaczego Twoim zdaniem jestem głupi? :(((
                        Wiesz jak mi się przykro zrobiło, jak to przeczytałem. Ja Cię tu próbuję rozbawić, a Ty mi piszesz, że jestem głupi. :((((

                        "Łeb Cię napieprza cały dzień" też od leków. Czytałaś w ogóle ulotkę? Chociaż może lepiej nie czytaj, bo jak się dowiesz, ile leki na depresję mają efektów ubocznych, to się jeszcze przestraszysz.

                        Cholera! Kiepsko mi się piszę, bo dzielę swoją uwagę między tym forum a pornostroną "Wilgotne studentki medycyny". ;p Więc w razie co, proszę o wybaczenie paru błędów, gdyby takowe się pojawiły. ;))

                        "> ...nie wlewaj sobie... zaglądam tu co 3 a nie co dwie minuty :) :)"

                        Cholera, obstawiałem pomiędzy dwoma a pięcioma. Patrz, nie trafiłem! Pech! ;)))

                        "> No... tak to było... a potem tu przyszłam i ktoś mi namącił w planach..."
                        No sorry, ale jak dwa razy napisałem, że mam wrażenie, że nie lubisz tych studiów i tym zepsułem Twoje dalsze plany na życie...

                        Hmmm. Aż nie wiem, co myśleć... Przyznaję, że mimo wszystko trochę czuję się jak świnia. :((((

                        No to poobgaduj mnie, a ja chętnie poczytam, co tam o mnie myślisz. Pod warunkiem, że to, co napiszesz, będzie szczere.
                        • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 22:14
                          Ejjj, czy Ty se jaja robisz czy serio, bo teraz to ja Cię wyczuć nie mogę... ???
                          No przecież lubię Cię w cholerę ;) i bardzo się cieszę, że piszesz do mnie...
                          eee... no wiesz przecież...
                          bez nerw ;)

                          hmmm... napiszesz coś jeszcze ??? oooo, o sobie :)
                          • exross Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 22:34
                            "> Ejjj, czy Ty se jaja robisz czy serio, bo teraz to ja Cię wyczuć nie mogę... ??
                            > ?"

                            Na serio mi się przykro zrobiło. Ale tylko na początku, później do mnie dotarło, że to sformułowanie "Głupiiiiii ;)" to chyba jednak komplement był. :)) Cokolwiek by to miało w tym wypadku znaczyć... :))))

                            Nie chce o sobie pisać. Nie lubię. :((
                            Chociaż, niech Ci będzie: Mieszkam na wsi, nie mam zbyt wielu znajomych, dokucza mi samotność, jestem wielkim fanem serialu 'Dr House', interesuję się psychologią, trochę branżą IT i trochę astronomią, bardzo lubię towarzystwo kobiet, męskiego towarzystwa nie za bardzo, ludzie często mi dokuczają z powodu niskiego wzrostu, mam 22 lata, mam na imię Tomek, podobno jestem przystojny, jestem kawalerem...

                            ;))) Ale mi ogłoszenie matrymonialne wyszło. :)))

                            A tak, to co jeszcze: siedzę prawie cały czas w domu, chciałbym w końcu "wyleczyć" się na tyle, abym mógł podjąć stałą pracę i w końcu wynieść się od rodziców. No i chciałbym mieć dziewczynę. O!
                            Na chwilę obecną zajmuję się graniem na Playstation2/komputerze, pracą w gospodarstwie (której nie znoszę), no i etatowo gadam sobie na forum ze studentką medycyny pogrążoną w depresji. ;)

                            PS: Mów mi Tomek. (Chociaż najbardziej to mnie kręci jak dziewczyny do mnie mówią Tomuś, albo Tomaszku.) ;p
                            • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 22:50
                              No z założenia to miał być komplement... :)
                              Rzeczywiście zabrzmiało jak ogłoszenie matrymonialne ;)
                              Ale Ty jesteś młodziutki, no proszę, stare baby lubisz, że ze mną gadasz??? haha ;)
                              No dobra przystojniaku... ;) A ile Ty masz tego wzrostu, co ???
                              Przeszkadza Ci to ??? No jak dla mnie to mógłbyś być nie mającym nic do
                              powiedzenia, dennym bywalcem imprezek i to by była dopiero tragedia :) A Ty
                              wolisz tymczasem... no na przykład ze mną rozmawiać, fajnie :)

                              Hmmm... wolę prawdziwą medycynę niż dr House'a... widziałam jednak kilka
                              odcinków, całkiem miło się patrzy:)

                              Też chciałabym nie być sama... ale już się nie łudzę... Może w końcu jak się
                              lepiej poczuję to będę mogła się uczyć, na tyle dużo, żeby tylko o przyszłości
                              mej zawodowej myśleć, marne takie życie, ale jakoś sobie je wypełnię w ten
                              sposób... no nie ???

                              no i etatowo gadam sobie na forum ze studentką medycyny pogrążoną w depresji. ;)
                              - zapomniałam podziękować za całokształt... ale bynajmniej się nie żegnam ;)

                              Aleś Ty się rozkręcił ;) ale tymi pornolami i Tomusiami to mnie nie zachęcasz
                              specjalnie ;)
                              ...ale to takie żarty chyba... hmmm... a kto to wie właściwie, może jaki Playboy
                              mi się trafił... ;)
                              Tak czy siak, pogadać z Tobą miło i na tym się skupię, a Twoje życie seksualne
                              zostawię w spokoju ;)

                              A jak się czujesz ??? Bo niewiele tak na poważnie udało mi sie wywnioskować...
                              • exross Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 23:31
                                "> Ale Ty jesteś młodziutki, no proszę, stare baby lubisz, że ze mną gadasz??? hah
                                > a ;)"

                                Szczerze powiedziawszy, czytając Twoje posty myślałem, że masz coś koło 20 lat... Skoro twierdzisz, że jestem młodziutki a jednocześnie wiedząc, że borderline znika samo z siebie coś koło czterdziestki, wnioskuję, że masz coś koło... 30 lat??? Nie wierzę.

                                Mam 168 cm (czyli jak na chłopaka jestem dosyć niski) i mam z tego powodu straszne kompleksy. Nawet moja mama zamiast mnie wspierać, śmiała się ze mnie i mówiła, że jestem "Tomcio paluszek". :(( Ale mi wtedy było przykro... Zawsze czułem się z tego powodu gorszy i zawsze odbierało mi to pewność siebie...

                                Szczerze powiedziawszy, to wolałbym "być nie mającym nic do powiedzenia, dennym bywalcem imprezek". Wierz mi tacy ludzie są szczęśliwsi niż my. Potrafią korzystać z życia.

                                Ja tam bardzo lubię 'Dr House'a'. Zresztą House to też jakby podleczony borderline (nie wiem czy zwróciłaś na to uwagę).

                                "> Też chciałabym nie być sama... ale już się nie łudzę... Może w końcu jak się
                                > lepiej poczuję to będę mogła się uczyć, na tyle dużo, żeby tylko o przyszłości
                                > mej zawodowej myśleć, marne takie życie, ale jakoś sobie je wypełnię w ten
                                > sposób... no nie ???"

                                No moim zdaniem nie. Ale... jeszcze znowu Ci popsuję plany na przyszłość, więc więcej już nic nie mówię....

                                "ale tymi pornolami i Tomusiami to mnie nie zachęcasz
                                > specjalnie ;)"

                                Te 'Wilgotne studentki medycyny' to miał być taki żart sytuacyjny, żeby Ci poprawić humor i odpędzić myśli samobójcze...
                                A co do Tomusiów, to faktycznie lubię jak koleżanki w taki sposób się do mnie zwracają. Ot. taka ciekawostka.
                                Nie wiem, gdzie Ty (chociaż może powinien zwracać się per 'pani') dopatrzyłaś się tu opowieści o moim życiu seksualnym...

                                Akurat Playboyem też niestety nie jestem. Ale chyba chciałbym być. Tacy playboye to fajnie mają. Co chwila nowa panienka. Szczerze powiedziawszy, to nawet im zazdroszczę (tak jak tym bywalcom imprez).

                                Teraz w miarę czuję się dobrze. Farmakoterapia wcześniej (dosyć długo brałem leki na depresję) i psychoterapia teraz raczej mi pomogły/pomagają. Nadal mam kłopoty z pewnością siebie (bo co innego forum internetowe, a co innego prawdziwe życie) i stabilną samooceną (często skacze mi od narcyzmu do skrajnej depresji i nienawiści do siebie), ale ogólnie nie jest już tak źle jak kiedyś. Myślę, że wszystko zmierza (powoli, acz sukcesywnie) w dobrym kierunku. Mimo wszystko.. :))
                                • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 24.10.09, 23:53
                                  haha ;) trochę Cię w maliny wyprowadziłam ;) za miesiąc będę mieć 24 lata ;)
                                  Rzeczywiście mamusia dała czadu... I tak od wielu dziewczyn jesteś wyższy w
                                  takim razie, ode mnie przynajmniej tak :) niewiele, ale zawsze :)
                                  Wiem, że bywalcy imprezek są szczęśliwsi... ale czy chciałbyś być takim
                                  bezmózgowcem jak niektórzy ???
                                  Chociaż... między nami a bezmózgowcami jest jeszcze wiele stadiów pośrednich...
                                  Tak, zauważyłam, że House nie jest do końca normalny ;)
                                  Czy Ty naprawdę myślisz, że jakiekolwiek plany mi psujesz ??? :)
                                  Mamy czasem nawzajem problem ze zrozumieniem swoich żartów... Ale ważne, że się
                                  staramy... :)
                                  Wilgotne studentki naprawdę mnie rozbawiły :) przecież to był świetny żart, od
                                  razu załapałam, to akurat tak... ;)
                                  O życiu seksualnym to ja z kolei żartowałam ;)

                                  No i nie mów do mnie "pani", bo przestanę się do Ciebie odzywać ;) To tak
                                  poważnie brzmi... a ja jestem dziecinna a nie poważna...

                                  Hmmm... z obracaniem panienek to w sumie zupełnie normalny, męski punkt
                                  widzenia, dla mnie jako kobiety to trochę niewyobrażalne, żeby tak sobie skakać
                                  z kwiatka na kwiatek, ale taka już nasza natura ;) odmienna ;)

                                  Mam nadzieję, że będę mieć okazję poobserwować pozytywne zmiany, które będą w
                                  Tobie zachodzić. Zasłużyłeś na to, mówię najzupełniej poważnie i nie dlatego,
                                  żeby Ci było miło. Naprawdę uważam, że powinieneś wydrzeć od życia to czego do
                                  tej pory nie miałeś... Życzę Ci tego bardzo :)

                                  A co do pewności siebie... Ja też na żywo nie jestem taka "hej do przodu". W
                                  przeciwnym razie nie miałabym tego problemu... mam na myśli, że ja też nigdy z
                                  nikim nie byłam tak naprawdę... Mimo, że nieraz słyszałam, że jestem ładna, że
                                  fajna i zgrabna, że mądra, bla bla... i co mi z tego ??? Sama siebie nie
                                  akceptuję i tyle... Kilka lat temu prawie się przekręciłam, przy wzroście 165 cm
                                  ważyłam 27 kg... Oto jak siebie lubię i jak się sobie podobam... A jak człowiek
                                  sam siebie nie lubi to inni to podświadomie odbierają i taka osoba nie ma w
                                  życiu towarzyskim powodzenia...
                                  Dlatego walcz o swoje, spójrz na siebie łaskawszym okiem, bo nie trudno się
                                  zorientować, że gdzieś głęboko skrywasz innego człowieka, który ma wiele do
                                  zaoferowania... Tylko, żebyś sam chciał to komuś dać... I to samo się mnie
                                  pewnie tyczy, że nie będę skromna... Chwilowo zdaję sobie z tego sprawę... a
                                  zaraz wszystko wróci do normy... Spojrzę w lustro i pomyślę, że mam głupi wyraz
                                  twarzy i wyglądam jak hipopotam...

                                  Dobranoc, jakbyś chciał odpisać to jestem tu jeszcze jakiś czas :)
                                  • exross Re: kolejna szczęściara... 25.10.09, 22:59
                                    "> Wiem, że bywalcy imprezek są szczęśliwsi... ale czy chciałbyś być takim
                                    > bezmózgowcem jak niektórzy ???"

                                    Skoro bycie bezmózgowcem byłoby ode mnie wymagane, abym mógł w życiu być szczęśliwym... Czemu nie?
                                    Na rzecz szczęścia byłbym w stanie oddać trochę intelektu.

                                    "> Czy Ty naprawdę myślisz, że jakiekolwiek plany mi psujesz ??? :)"

                                    Szczerze mówiąc to tak właśnie sobie pomyślałem.
                                    Już się bałem, że swoimi "mądrościami" za bardzo namąciłem Ci w głowie. Na szczęście tak nie jest. :)))

                                    "Ale ważne, że się staramy... :)"

                                    Nawet nie wiesz ile życiowej mądrości udało Ci się zawrzeć w tym zdaniu. :)))

                                    "Zasłużyłeś na to, mówię najzupełniej poważnie i nie dlatego,
                                    > żeby Ci było miło"

                                    Jakbyś powiedziała to tylko dlatego, żeby było mi miło, to też byłoby fajnie. Prawdę mówiąc chyba nawet jeszcze fajniej. Co w tym złego powiedzieć coś tylko dlatego, żeby komuś było miło? Chłopaki tak robią cały czas, np. gdy chcą przelecieć dziewczynę. ;))

                                    Fajne te dwa akapity ostatnie i bardzo dziękuję za miłe słowa (fajnie, że we mnie wierzysz), ale muszę przyznać, że wolę, gdy Twoje wypowiedzi utrzymane są w zdecydowanie mniej poważnym tonie. ;))

                                    "Mimo, że nieraz słyszałam, że jestem ładna, że
                                    > fajna i zgrabna, że mądra, bla bla... i co mi z tego ???"

                                    No faktycznie. To bez sensu... Po co dziewczynie uroda i intelekt? Do niczego w życiu nie są przydatne. ;))
                                    Naprawdę, trzeba Ci przyznać, że masz na razy talent, do wypisywania głupot...

                                    "przy wzroście 165 cm ważyłam 27 kg..."

                                    O ku*wa!

                                    "Oto jak siebie lubię i jak się sobie podobam.."

                                    No to faktycznie nie za very...
                                    Ale jeśli Cię to pocieszy, to przyznam szczerze, że ja akurat zdążyłem Cię polubić i bardzo sobie cenie Twoje kolejne posty i dyskusję z Tobą. Moim zdaniem to akurat jesteś fajna.

                                    "A jak człowiek
                                    > sam siebie nie lubi to inni to podświadomie odbierają i taka osoba nie ma w
                                    > życiu towarzyskim powodzenia... "

                                    No, to faktycznie prawda jest. Tu akurat masz całkowitą rację. :((( Ludzie rzeczywiście tak mają.
                                    W takim razie nie masz innego wyjścia jak tylko samą siebie polubić. ;))

                                    "Tylko, żebyś sam chciał to komuś dać... I to samo się mnie
                                    > pewnie tyczy, że nie będę skromna..."

                                    Wreszcie gadasz jak człowiek. Skromność do niczego dobrego w tym życiu nie prowadzi. Trzeba być przebojowym i o swoich zaletach opowiadać głośno i bez fałszywej skromności. Tak żeby wszyscy wyraźnie usłyszeli.

                                    "Spojrzę w lustro i pomyślę, że mam głupi wyraz
                                    > twarzy i wyglądam jak hipopotam..."

                                    No, już nie przesadzaj. Na pewno nie jest aż tak źle. Swoją drogą to nawet ciekawy jestem, jak wyglądasz. (skoro ładna i zgrabna jesteś ^_^ )

                                    Ja muszę przyznać, że mnie akurat obrzydzenie bierze, jak widzę siebie na zdjęciach. Nie umiem w ogóle pozować, tudzież nie jestem fotogeniczny (chociaż to chyba oznacza to samo). Też nie akceptuję swojego wyglądu (chociaż ostatnio jakby trochę mi się poprawiło), a do profilu na naszej-klasie dałem zdjęcie postaci z gry komputerowej. ;)) Na siebie nie mogłem patrzeć...

                                    Jak tam Twoje myśli samobójcze? Bo muszę przyznać, że trochę się o Ciebie martwię. Boję się, że mogłabyś sobie coś zrobić i wtedy nie miałbym z kim gadać na tym forum. ;)) A gada mi się bardzo fajnie. :))


                                    PS: Podobała mi się Twoja odpowiedź w wątku "Żenada". Pokazałaś klasę w postaci (wcale-nie-odrobiny) pozytywnego podejścia. Tak trzymaj!
                                    • strangerthan Re: kolejna szczęściara... 26.10.09, 14:48
                                      Witam Tomaszka ;)

                                      >Na rzecz szczęścia byłbym w stanie oddać trochę intelektu.
                                      - W Twoim przypadku to rzeczywiście no problem, bo i tak by Ci go zostało więcej
                                      niż wynosi średnia krajowa ;)

                                      >Już się bałem, że swoimi "mądrościami" za bardzo namąciłem Ci w głowie. Na
                                      szczęście tak nie jest. :)))
                                      - Twoje mądrości naprawdę mnie rozwalają, poważnie, dlatego byłam zdziwiona, że
                                      jesteś młodszy ode mnie... bo to ja czułam się mała i głupia czytając co do mnie
                                      piszesz, naprawdę !!!
                                      Więc bądź tak miły i nie szczędź mi swoich mądrości :)

                                      >Co w tym złego powiedzieć coś tylko dlatego, żeby komuś było miło? Chłopaki tak
                                      robią cały czas, np. gdy chcą przelecieć dziewczynę. ;))
                                      - Haha ;) no tutaj to ja już widzę coś złego, małe oszustewko ;) Ale mi to nie
                                      zagraża, bo i tak nie jestem podatna na komplementy ;)
                                      Może troszeczkę... ;)

                                      >fajnie, że we mnie wierzysz
                                      - I to baaardzo !!!
                                      Żal mi dupę ściska gdy widzę, że taki fajny facet się marnuje !!!

                                      >No faktycznie. To bez sensu... Po co dziewczynie uroda i intelekt? Do niczego w
                                      życiu nie są przydatne. ;))
                                      - haha ;) no to bardzo się cieszę, że się zgadzamy ;)

                                      >Ale jeśli Cię to pocieszy, to przyznam szczerze, że ja akurat zdążyłem Cię
                                      polubić i bardzo sobie cenie Twoje kolejne posty i dyskusję z Tobą. Moim zdaniem
                                      to akurat jesteś fajna.
                                      - Wow !!! Dzięki ;) miło mi bardzo, ale mam nadzieję, że nie po to mi to mówisz ;)

                                      >Wreszcie gadasz jak człowiek.
                                      Ale mnie tresujesz ;) dobrzeeee !!! ;)

                                      >Trzeba być przebojowym i o swoich zaletach opowiadać głośno i bez fałszywej
                                      skromności. Tak żeby wszyscy wyraźnie usłyszeli.
                                      - W tym punkcie masz być Tomaszku drogi dobry w praktyce a nie w teorii, widzę
                                      zalążki należytej postawy ;)

                                      >Swoją drogą to nawet ciekawy jestem, jak wyglądasz. (skoro ładna i zgrabna
                                      jesteś ^_^ )
                                      - No wiesz... wszystko rzecz gustu, przecież może Tobie wcale, nic a nic, bym
                                      się nie spodobała ;) Nie słyszałam tego aż tyle razy, żeby móc to uznać za
                                      twierdzenie uniwersalne ;)
                                      ...to powiadasz, że ciekawy jesteś ;) hmmm.... ;)

                                      >Ja muszę przyznać, że mnie akurat obrzydzenie bierze, jak widzę siebie na
                                      zdjęciach. Nie umiem w ogóle pozować, tudzież nie jestem fotogeniczny (chociaż
                                      to chyba oznacza to samo). Też nie akceptuję swojego wyglądu (chociaż ostatnio
                                      jakby trochę mi się poprawiło), a do profilu na naszej-klasie dałem zdjęcie
                                      postaci z gry komputerowej. ;)) Na siebie nie mogłem patrzeć...

                                      - Ja też jestem kompletnie niefotogeniczna i nie znoszę zdjęć, zawsze uciekam
                                      ile sił w nogach gdy mnie ktoś molestuje aparatem ;)
                                      No i ja też muszę przyznać, że jestem ciekawa jak się prezentujesz ;)
                                      Bo taką lekką kokieterię tu wyczuwam, niby nie mogę patrzeć na siebie, a
                                      poprzednio, że przystojny jestem ;) Na pewno przesadzasz z tą niemożnością
                                      patrzenia, tak tak, już ja wiem :)
                                      I fajnie, że Ci się polepsza, czyli zmierzasz w dobrym kierunku :)

                                      >muszę przyznać, że trochę się o Ciebie martwię. Boję się, że mogłabyś sobie coś
                                      zrobić
                                      - Jaki kochany :) :) :)
                                      Moje czarne myśli wyraźnie się Ciebie przestraszyły ;) ...i uciekły ;)
                                      Dzięki, że się mną zająłeś wtedy, uratowałeś mi tyłek ;)

                                      Cieszę się, że doceniasz me wypowiedzi wszelkie :)
                                      Obiecasz mi coś ??? ...że nie zmyjesz się tak z dnia na dzień... ??? :( Ale by
                                      mi było przykro jakbyś przestał pisać :( Zabeczałabym się :(
                                      Bo tak w ogóle to wczoraj się martwiłam, że cały dzień nic nie pisałeś... :( już
                                      się zastanawiałam czy coś klakłam i Cię uraziłam, czy się coś stało... :( A
                                      obracałam tu 480 razy (co 3 minuty) ;)

                                      Ale na szczęście wszystko dobrze :)
                                      Hehe ;) tak se myślę, że siara, że wszyscy se mogą to czytać ;)

                                      Pozdrawiam, papa :) :) :)

                                      • exross Re: kolejna szczęściara... 26.10.09, 21:10
                                        Dlaczego złośliwie napisałaś "Tomaszka"? No wiesz co?! Obrażam się na Ciebie! ;p

                                        "- W Twoim przypadku to rzeczywiście no problem, bo i tak by Ci go zostało więcej
                                        niż wynosi średnia krajowa ;)"

                                        Miło mi, że masz aż takie pozytywne o mnie zdanie.

                                        No nie wiem, czy akurat jestem aż "taki fajny facet". Niemniej jednak jeszcze
                                        raz dziękuję za komplementy. :)))

                                        No właśnie wcale się nie zgadzamy. O tym, że uroda i intelekt się w życiu do
                                        niczego nie przydają, to akurat była ironia. Bardzo są przydatne! A jak to
                                        działa na chłopaków. Nic tak nie wzbudza pożądania u osób płci przeciwnej (o
                                        mniejszościach seksualnych nie będę dyskutował ;) ) i zazdrości u osób płci tej
                                        samej, co właśnie mieszanka urody i intelektu.

                                        "> - Wow !!! Dzięki ;) miło mi bardzo, ale mam nadzieję, że nie po to mi to mówisz
                                        > ;)"

                                        A nawet jakbym mówił Ci to tylko po to... to.. no właśnie? Przykro by Ci się
                                        zrobiło? Nie wierzę. Dziewczyny lubią jak je bajerować i się nimi interesować.
                                        Ale dla sprostowania: mówiłem to szczerze i bez ukrytych intencji... No prawie..
                                        ...bez ukrytych intencji... ;)))))

                                        "> - W tym punkcie masz być Tomaszku drogi dobry w praktyce a nie w teorii, widzę
                                        > zalążki należytej postawy ;)"

                                        Ale mnie tresujesz;) dobrzeeee !!! ;)

                                        Ale żeś mnie przyłapała na błędzie interpunkcyjnym, który jeszcze na domiar
                                        złego zmienił sens wypowiedzi.
                                        Otóż droga strangerthan, jestem ciekawy jak wyglądasz. Czy bardziej jak
                                        hipopotam nilowy, czy może jednak jak hipopotam karłowaty. ;p
                                        Nie no, żartuję, na pewno jesteś bardzo ładna. :))

                                        No wiesz, poprzednio to było "podobno przystojny jestem". Nigdy jakoś do mnie do
                                        końca nie dotarło, że faktycznie tak jest. Raczej czasem tak słyszę. :))
                                        Złośliwie to napiszę, że jeszcze częściej słyszę, że jestem ładny aniżeli
                                        przystojny. O! Taki będę narcystyczny. ;p
                                        Niemniej jednak, już tak na poważnie, nigdy do końca swojego wyglądu nie
                                        zaakceptowałem. Czasem są chwilę, że faktycznie czuję się atrakcyjny i pożądany
                                        ;))), a czasami czuję się jak najgorszy brzydal (i to drugie przypada akurat na
                                        momenty, gdy oglądam siebie na fotografiach).

                                        "> Dzięki, że się mną zająłeś wtedy, uratowałeś mi tyłek ;)"

                                        No jak kształtny i zgrabny, to czemu by go nie ratować. ;))


                                        Dobrze, dobrze. Obiecuję, że Cię nie zostawię.
                                        Chociaż w końcu przyjdzie moment, że poradzisz sobie i beze mnie. :))
                                        Taka prawda. Taka kolej rzeczy...

                                        Ja też wczoraj chyba z 7 razy sprawdzałem, czy odpisałaś. Też czekałem. Ale już
                                        późno w nocy było... :)))

                                        Faktycznie siara, że wszyscy mogą to czytać. :(( Pasowałoby przenieść naszą
                                        dyskusje na jakieś mniej publiczne kanały. Chociaż nie mam specjalnie pomysłu jak...
    • strangerthan Re: owsianka5 27.10.09, 20:07
      chciałam tylko przestrzec przed jakimś samodiagnozowaniem... Wiele ludzi
      czytając różne artykuły o BPD może dojść do wniosku, że "przecież to o mnie"...
      Wiem, bo moi znajomi czytając to czasem mówili, że mam nie przesadzać, bo co to
      w ogóle za choroba, on/ona też to ma w takim razie... No a właśnie, że nie...
      Dlatego nie należy wkręcać sobie niczego samemu...
      Nawet jeśli byłby tu ktoś kompetentny to nie widząc i nie słysząc Cię, bez
      rozmowy oko w oko, niewiele mógłby stwierdzić "na pewno"...
      Życzę powodzenia :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka