Dodaj do ulubionych

Pozytywne..przyżycia..związki

03.11.09, 15:36
Wszystko tu pesymistyczne. Chcialbym zapytać czy jest ktoś
szczesliwy? czy komus udalo sie jednak trwać? zyc z druga osoba?

Ja za moja kobiete oddam wszystko(robie to jak mnie sprawdza raz na
tydzien..wiem czesto jak na ta chorobe) ale chce wiedziec czy komus
udaje sie zyc dluzej..? Rok to malo..ale czy ktos ma dlugoletni
zwiazek z osoba chora?

Wspieram moja Kobiete w terapii i w pracy nad soba..chce wiedziec
czy ktos przezyl cos dluzszego z osoba chora?
Obserwuj wątek
    • evunia5 Re: Pozytywne..przyżycia..związki 03.11.09, 19:07
      Mój związek trwał 12 lat. pierwsze 4-5 lat wspaniałe, coś cudownego, czułam, że
      kocha mnie bardzo. Potem niestety się zaczęło. Sięgnął po narkotyki - i to był
      początek końca.wprawdzie na początku były pewne symptomy choroby, ale bardzo
      rzadko. Później się rozkręciła spirala. Nawet jak już był czysty, choroba się
      nie cofnęła.
      Ale te pierwsze lata - piękna bajka!
    • annarchia Re: Pozytywne..przyżycia..związki 04.11.09, 00:47
      adamek890 napisał:

      > Wspieram moja Kobiete w terapii i w pracy nad soba..chce wiedziec
      > czy ktos przezyl cos dluzszego z osoba chora?

      Mój facet wytrzymał ze mną 3 lata - w tym kilka psychiatryków. Mimo tego i
      choroby - planował ze mną życie. To ja zerwałam - z powodów związanych z moim
      zaburzeniem. Nadal mamy kontakt koleżeński.
    • cyntia33 Re: Pozytywne..przyżycia..związki 05.11.09, 11:44
      Ja jestem 14 i 1/2 roku w związku. Ale mój mąż, o czym już pisałam w innym
      wątku, ma anielski spokój, cierpliwość i duże poczucie własnej wartości (myślę,
      że to ważne). Nie wiem, jak długo jeszcze będziemy ze sobą, może to potrwa do
      jutra, może do końca życia, ale jest wiele chwil, kiedy jesteśmy ze sobą bardzo,
      bardzo szczęśliwi i z każdym rokiem jest coraz lepiej. Najgorsze chyba były
      pierwsze lata, choć... bardzo intensywne i na pewno się nie nudziliśmy ;-).
      Kłóciliśmy się co tydzień, dwa. Rozwodziliśmy co pół roku, co rok (to zawsze
      były moje pomysły). A teraz w ciągu ostatnich 5 lat mieliśmy tylko 2 poważne
      kryzysy, więc jest poprawa :). No ale ja mocno nad sobą pracuję ostatnio.
      • annarchia Re: Pozytywne..przyżycia..związki 05.11.09, 16:01
        cyntia33 napisała:

        > Ja jestem 14 i 1/2 roku w związku. Ale mój mąż, o czym już pisałam w innym
        > wątku, ma anielski spokój, cierpliwość i duże poczucie własnej wartości (myślę,
        > że to ważne).

        O tak, to bez wątpienia jest ważne, jak ma się partnera z bpd :/ Bo inaczej to
        można dna sięgnąć... Mój facet (były) niby silny i zdrowy, po 3 latach zaczął
        ćpać i o mało co na druga stronę nie przeszedł :( ale juz jest z nim gut. tylko
        ze mna nie
    • ewaluacja78 Re: Pozytywne..przyżycia..związki 17.12.09, 08:53
      Zgodzę się, trafiłam tu wczoraj i wszystkie wątki wydają mi się być mega pesymistyczne... Dodam więc coś pozytywnego :)
      Mój facet ma BPD, więc doskonale wiem o czym mówicie. Jesteśmy ze sobą od 5 lat, obecnie jesteśmy na etapie planowania ślubu :)
      Uwierzcie mi, da się zbudować stabilny związek z chorym na BPD, ale... obie strony muszą tego chcieć i muszą dać jak najwięcej z siebie...
      Zanim go poznałam byłam kobietą, która albo miała to czego chciała w związku, albo odchodziła. To ja raniłam, to ja wymagałam, to ja robiłam awantury bez powodu. Zawsze miało być tak jak ja tego chciałam. Efekt? Mój najdłuższy związek do tej pory trwał 2 miesiące. Najczęściej byłam po prostu zdradzana. Gdy trafiłam na Mojego Ukochanego, leczył się ale miał stwierdzoną inną jednostkę chorobową. Źle dobierano mu leki, stawał się agresywny, więc postanowiliśmy zmienić lekarza. Nowy, już po pierwszej rozmowie stwierdził, że to BPD zdziwiony, że nikt przed nim na to nie wpadł. Miał (i nadal ma) WSZYSTKIE z wymienionych objawów :)
      A jak wyglądał nasz związek przez te 5 lat? O dziwo zabawnie się stało, bo miłość wyznał mi już po miesiącu znajomości. Ja zwlekałam z tym jeszcze 2 miesiące, aż w końcu po rozmowie ze sobą staliśmy się parą. Myślałam, że będzie przed nami różowa piękna przyszłość... Tymczasem przez pierwszy rok nie było tygodnia żebyśmy się kilkanaście razy nie kłócili, o bzdety. Siadłam do komputera i licytowałam coś na Allegro, on podejrzewał mnie o cyberseks i wyzywał mnie od dziwek, odchodził, a potem wychodził z domu i pisał że się zabije, bo mnie stracił. Nawet nie wyobrażacie sobie ile razy nocą łaziłam po jakichś parkach i go szukałam... Ile razy odchodziłam... Bo przecież upokorzył mnie, obraził, zranił, więc myślałam "jak on w ogóle śmie mówić że mnie kocha?!". Miał 8 prób samobójczych, wiele razy lądował w szpitalu i był cudem odratowywany, nie wiedział co czuję gdy przez 2 dni siedziałam przy jego łóżku błagając go o to by się wreszcie obudził...
      Wszystko zmieniło się, gdy poczytałam o BPD. To z jednej ze stron w Internecie dowiedziałam się, że tak naprawdę on wcale nie chce tego robić, że to jest reakcja obronna przed wyimaginowanym odrzuceniem. Przeczytaliśmy to jednym tchem, razem, trzymając się za ręce i płacząc. Na koniec powiedział "teraz już rozumiesz co czuję?".
      Od tamtego dnia wiem o wiele więcej rzeczy. Przemyślałam to co robiłam do tej pory i diametralnie zmieniłam moje zachowanie w stosunku do niego.
      Mam dla Was kilka rad, które warto wprowadzić w życie będąc z osobą chorą na BPD:
      - podczas kolejnej awantury, gdy tak naprawdę nie zawiniliście, zamiast wykrzykiwać Borderowi "a Ty to, a Ty siamto, wcale nie jesteś lepszy", wysłuchajcie go do końca, dajcie mu się wykrzyczeć i pamiętajcie, że tak naprawdę większość z tych rzeczy to jedynie próba zranienia Was wykonywana na oślep i niekontrolowana,
      - po kłótni, nawet gdy to Wy w rzeczywistości jesteście ofiarą, schowajcie honor do kieszeni i wyciągnijcie rękę do zgody jako pierwsi. Nie stracicie na tym zupełnie nic. Bordera zapewnicie o sile swoich uczuć, pogodzicie się, a prędzej czy później Border przeprosi mając silne poczucie winy,
      - starajcie się za wszelką cenę wspierać, nie czekajcie aż sam się otworzy, wychodźcie na przeciw,
      - starajcie się tłumić lęk i uspokajać, nawet jeśli musicie przez to zarwać kolejną noc czy kilkadziesiąt razy dziennie zapewniać Bordera o Waszych uczuciach,
      - zaciśnijcie zęby i przetrzymajcie wszystkie testy :) Border potrafi być bardzo twórczy (Mój Ukochany posunął się do tego, by podsunąć mi swojego znajomego, który miał za zadanie mnie uwieść, gdy po miesiącu poszłam na policję by oskarżyć tego faceta o to, że mnie osacza, Mój przyznał się, że to był kolejny test. Test, który zdałam nie zdając sobie sprawy że w nim uczestniczę...).

      Czasem Bordera trzeba traktować jak małe przerażone dziecko... Trzymać za rękę, powtarzać że się kocha, udowadniać miłość, pocieszać, wspierać, uspokajać, dodawać odwagi, chwalić, ganić. Ale uczy to człowieka cierpliwości i pokory i na pewno może dać masę szczęścia.

      Mieszkamy ze sobą, pracujemy ze sobą, studiujemy ze sobą... W wolnych chwilach razem "ruszamy w Polskę" i nie, nie ma w tym sielanki. Nadal zdarza się, że mnie zrani, nadal się kłócimy, nadal ode mnie odchodzi czasem kilka razy dziennie "bo w smsie wysłanym z zatłoczonego autobusu nie napisałam :-*, więc Go nie kocham i pewnie mam zamiar odejsć", więc On musi zrobić to jako pierwszy :)

      Wiele przeszliśmy... Dwie zdrady (Jego), setki rozstań, próby samobójcze, 4 leczenia w szpitalu, moja ciężka choroba... Mimo wszystko wracaliśmy do siebie jeszcze tego samego dnia, bo dłużej bez siebie nie możemy wytrzymać :)

      Choć nie jest tak, jak sobie marzyłam jako mała dziewczynka, nigdy w swoim życiu nie byłam taka szczęśliwa jak teraz!!! Nikt nie dawał mi takich emocji, z nikim nie płakałam ze śmiechu, z nikim nie byłam tak pewna, że "kocha i nie odejdzie", bo... nikt nie chciał miłości, którą chciałam dać.

      Już w marcu ślub, jeden w 8 tygodniu ciąży i... właśnie budujemy nasz wspólny dom za miastem :)
      Uwierzcie w to, że się da! Naprawdę warto czasami będąc z Borderem zapomnieć NA CHWILĘ o własnych uczuciach i schować swoją dumę do kieszeni :) Nawrzuca nam, zostawi, wyśmieje, zrani? Ale po godzinie gdy zacznie panować nad emocjami i to przemyśli, zacznie żałować... I od nikogo poza Borderem, nie usłyszymy szczerego "przepraszam, naprawdę nie chciałem/chciałam tego powiedzieć/zrobić".

      Powodzenia :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka