Dodaj do ulubionych

Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu?

16.12.09, 22:44
Temat nie ma na celu nikogo urażać, chciałbym w tym temacie zobaczyć
jakie najgorsze "numery" lub krzywdy sprawiłeś/aś najbliższej osobie.
Zachęcam do opisywania sytuacji osoby z borderline jak i ich
partnerów. Myśle, że pisanie to też forma dzielenia się przeżyciami..

Nie chce rozpoczynać wątku więc poczekam aż ktoś się wypowie

Pozdrawiam!


Obserwuj wątek
    • cyntia33 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 17.12.09, 12:09
      1. Oskarżyłam mojego męża o zdradę, przeszukiwałam mejle, kieszenie i rachunki z
      karty kredytowej. A potem napisałam pozew o rozwód i kazałam mu się wyprowadzać
      (mimo, że nie znalazłam jednoznacznych dowodów, a szczerze mówiąc te, co
      znalazłam, to były mocno naciągane). To była jednorazowa akcja i mam nadzieję,
      że się nie powtórzy. Nie rozwiedliśmy się :)

      2. Wydarłam się kilka razy na dzieci (nie podniosłam głos, ale WYDARŁAM się).
      Zwłaszcza po wywiadówce. Ale nad tym też pracuję i po ostatniej wywiadówce nawet
      nie krzyczałam, ani nie zrobiłam wykładu.

      3. Obrażałam się na męża na 2-3 dni, nie odzywałam, wyprowadzałam z domu itd.
      Ale to też zamierzchła przeszłość.

      4. Założyłam sobie konto na portalu towarzyskim-erotycznym i flirtowałam z
      facetami. Nie umówiłam się jednak z żadnym i po chwili autorefleksji, konto po
      miesiącu skasowałam.
        • adamek890 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 17.12.09, 17:43
          hmm..wiadomo..wszystkie akcje po tekstach typu (kocham Cie, chce z
          Toba mieszkać i mieć dzieci)


          1. Moja Kobieta chciała się umowić z jednym z członków mojej
          rodziny..
          2. Zabrała mi dwóch mocnych kumpli ( po jakies kłotni miedzy nimi
          musialem wybierac)
          3. mowila ze uprawiala seks z typem na dyskotece, na ktorej bylismy
          razem( pozniej okazalo sie ze to sciema ale jednak..ja wteyd nie
          wiedzialem)
          4. Szczuła moje kumpla..(sliczne masz oczy itp.)- w pewnym momencie
          zrobilem afere, gdzie wyszlo ze jestem debilemz emam do nieog
          pretensje jak to ona bajerowala
          5. Wyrzucenie mnei z mieszkania w środku nocy(chyba powod jest mnie
          istotny jak fakt ze nie mialem funduszy i do domu dwoma
          nocnymi ..wrocilem nad ranem
          6. Wjazdy ze nie zapewniam jej tego czego oczekuje.., nie jestem
          gotowy zamieszkac itp, czesto bolesne teksty wjezdzajace na
          psyche..jak moj biedny dom czy ze mam zle stosunki z rodzina(np.
          kazirodztwo..bo..pewnie dlatego ze raz na dwa miesiace chcialem sie
          spotkac z siostra, ktora ma męża.
          7. Wiele sytuacji po imprezach na, ktorych nie bylem.."zle zrobilam,
          stalo sie cos, porozmawiajmy bo... I tu najczesciej wlaśnie
          symulowanie zdrady..- fikcja(ale wychodzilo po czasie, bardzo
          chciala zeby odpuscil ją..a ja jeszcze bardziej ją kocham.. i
          wybaczalem..nastepnie wychodzilo ze jednak ot nie byla prawda(po
          kilku dniach

          cdn...

        • dolna1 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 17.12.09, 18:34
          Robiłam i robię wiele rzeczy, które go krzywdzą.
          Przede wszystkim moja impulsywność. Krzyczę, wydzieram sie, wrzeszczę, obrażam
          go, ranie, manipuluje. Trzaskam drzwiami i wybiegam z domu. Nie wracam po
          sesjach do domu, nie odbieram telefonów, jeżdżę godzinami po mieście i pozwalam
          aby sie zamartwiał.
          Nie potrafię z nim rozmawiać, czego nie potrafi mi wybaczyć. Nie jestem w stanie
          przekazać mu prostej informacji: posiedź dziś ze mną w nocy bo jest źle. To
          bardzo go boli!
          A najgorsza rzecz. Kilka miesięcy temu wzięłam ponad 80 tabletek i chciałam
          zostawić jego, dzieci. Kiedy byłam w śpiączce trzymał mnie za rękę, obserwował
          moje parametry życiowe i bił się z myślami czy będę żyć, czy będę zdrowa. Tym
          skrzywdziłam go najbardziej. Zrozumiałam to gdy odzyskałam przytomność, on
          rozpłakał się i zaczął krzyczeć: powiedz mi co miałbym powiedzieć dzieciom,
          powiedz co miałbym im powiedzieć...
          • dolna1 kkkota 17.12.09, 20:04
            Kkkota popadasz w skrajności. Nikt się na świat nie prosił, ani Ty ani nikt z
            nas. No ale trzeba to życie jakoś przeżyć, skoro tu już jesteśmy. Dzisiaj żyć
            jeszcze nie potrafimy, no ale może kiedyś się to zmieni.Chciałabym się obudzić
            pewnego dnia, spojrzeć w okno i poczuć, że jestem zdrowa. Ale to nie bajka. Co
            możemy? Brnąc do przodu, dzień za dniem, uczyć się siebie, a kiedyś może
            zmieniać swoje schematy, zachowania. Na to liczę, choć chwile entuzjazmu
            pojawiają się sporadycznie. Ja też się na świat nie prosiłam, 2 razy próbowałam
            z niego zniknąć, do dziś walczę z myślami samobójczymi, ale w chwilach gdy czuję
            sie lepiej wiem, że warto brnąć dalej bo kiedyś może sie udać!
              • dolna1 Re: kkkota 17.12.09, 20:46
                Kkkota zawiało optymizmem co? ;) Wierz mi, że mało go we mnie, ale gdybyśmy go
                choć ciut nie mieli każdy z nas już dawno zawisłby na pierwszym lepszym drzewie.
                • kkkkota Re: kkkota 17.12.09, 21:05
                  No ale dobrze ,ze go masz choć trochę! Też trochę mam tylko coraz
                  bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
                  drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
                  ciągle? Mam już naprawdę tego dość , staram się ostatnio zmuszać i
                  uważam ,ze to dobra metoda na nas zmuszać się poprostu no ale i tak
                  dużo czasu wszystko zajmuje ,za dużo. Chyba też robienie sobie planu
                  dnia jest dla nas dobre , tylko do tego udaje mi sie zmusić bardzo
                  rzadko, choć to takie łatwe ;) codziennie planuję to zrobić a
                  wychodzi w 1% określenie swoich celów na dzień, ciekawe dlaczego.
                  Trochę zeszłam z tematu ale własnie się zastanawiałam nad
                  skutecznymi metodami na nas ;)
                  • dolna1 Re: kkkota 17.12.09, 21:31
                    kkkkota napisała:
                    Też trochę mam tylko coraz
                    > bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
                    > drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
                    > ciągle?

                    od skrajnosci w skrajnosc. Dół, mysli autodestrukcyjne, jakies chore jazdy,
                    podniesienie sie nastroju, pozorna normalnośc, euforia, pobudzenie. Tak zyjemy!!!


                    >Mam już naprawdę tego dość

                    nie Ty jedna mysle :)

                    , staram się ostatnio zmuszać i
                    > uważam ,ze to dobra metoda na nas zmuszać się poprostu

                    nie wiem jak Ty ale ja zmuszam sie, zeby życ. Ale to i tak sukces bo daje ciut
                    nadziei :)

                    Plan dnia.
                    Całe życie z kartką i skreślanie co zrobiłam, a co jeszcze zostało.Zasrany
                    perfekcjonizm. A jak coś z kartki nie znika na koniec dnia automatycznie
                    przychodzi mysl, ze jestem do dupy, niezorganizowana, leniwa, beeeeeee I
                    automatycznie mam ochotę zawiesić sobie pętle na szyi.
                    To jest dopiero popieprzone.
                    Wolałabym jednak forme braku planu :)
                    • annarchia Re: kkkota 18.12.09, 09:03
                      A mnie się nawet planu nie chce robić :(
                      Do braku celów długodystansowych (praca, studia, rodzina, itd.) doszedł brak
                      konkretnych celów na dzień obecny. Szwendam się w tych dresach i szwendam...
                      Na razie mam "cel", aby kontynuować podjętą terapię, analizować sesje. Poza tym
                      robić sobie jedzenie kilka razy dziennie bo trzeba jeść - no ale jaki to cel.
                      Chcę pisać od czasu do czasu na blogu, karmić kota. I mam jeszcze zamiar zrobić
                      na wigilię rybę po grecku jak starczy chęci i sił...
                      --
                      Studium poczwarki (mój blog)
                      • kkkkota Re: kkkota 18.12.09, 09:33
                        No to ja też się tak szwendam i też mam cel iść do psów, pobawić
                        się, puścić , nakarmić, na planie sobie wpisałam ,żeby poćwiczyć
                        pościelić łóżko, wykąpać się ;), ty masz bloga i tą rybę i terapię,
                        ja bym nie powiedziała ,ze to brak planu :)
                    • kkkkota Re: kkkota 18.12.09, 09:29
                      dolna1 napisała

                      >
                      > nie wiem jak Ty ale ja zmuszam sie, zeby życ. Ale to i tak sukces
                      bo daje ciut
                      > nadziei :)

                      No zmuszam się ,żeby wogóle wstać z łóżka, żeby przygotować sobie
                      ubranie, żeby się wykąpać (czasem nie wychodzi ;)), żeby pościelić
                      łóżko. Do zjedzenia śniadania i wypicia kawy na szczęście nie muszę
                      się zmuszać ;). Oprócz jedzenia i komputera włsciwie do wszystkiego
                      się zmuszam,żeby żyć
                      >
                      > Plan dnia.
                      > Całe życie z kartką i skreślanie co zrobiłam, a co jeszcze
                      zostało.Zasrany
                      > perfekcjonizm. A jak coś z kartki nie znika na koniec dnia
                      automatycznie
                      > przychodzi mysl, ze jestem do dupy, niezorganizowana, leniwa,
                      beeeeeee I
                      > automatycznie mam ochotę zawiesić sobie pętle na szyi.
                      > To jest dopiero popieprzone.
                      > Wolałabym jednak forme braku planu :)

                      Hehe to ty próbuj bez planu a ja spróbuję z planem ;)
                      • dolna1 Re: kkkota 18.12.09, 13:21
                        kkkkota napisała:

                        >
                        > No zmuszam się ,żeby wogóle wstać z łóżka, żeby przygotować sobie
                        > ubranie, żeby się wykąpać (czasem nie wychodzi ;)), żeby pościelić
                        > łóżko.

                        ja również tak często mam.
                        Jestem obecnie w etapie jak to nazywam: pozornie dobrego samopoczucia, wiec nie
                        mam z tym co wyżej opisujesz problemu.
                        No, ale mam tez gorsze dni. Gdy tez szwedram sie w dresie ( a w ciężkiej
                        depresji w ogole nie wstawałam, w ogole nie jadłam, nie spałam) i z niczym nie
                        potrafię ruszyć, nic zrobić.
                        Ale to mija na szczęście.
                  • cyntia33 Re: kkkota 18.12.09, 10:24
                    Też trochę mam tylko coraz
                    > bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
                    > drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
                    > ciągle?

                    Czytam teraz taką książkę o borderline Jerolda J. Kreismana i Hala Strausa i
                    piszą oni (czego nie wiedziałam do tej pory), że mamy kłopoty z pamięcią, w tym
                    sensie, że nie pamiętamy naszych sukcesów sprzed roku, miesiąca, czasem nawet
                    godziny i co chwila musimy się potwierdzać od nowa.
                    Stąd nasze niskie poczucie wartości i wymuszanie od bliskich czy przełożonych
                    (codziennie, kilka razy dziennie) deklaracji, dowodów miłości, a na studiach czy
                    w pracy - zapewnień, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy. I wpadanie w dół,
                    jeśli tych zapewnień nie ma, albo nie są wystarczająco mocne.
                    Więc może dlatego wydaje ci się, że drepczesz w miejscu. Ja, szczerze mówiąc też
                    tak mam. I czasami na siłę muszę sobie przypominać moje sukcesy (co niewiele
                    daje) albo w jakim stanie byłam np. 10 lat temu (co daje dużo, bo naprawdę było
                    mi i innym ze mną dużo gorzej). I powstrzymuję się z całych sił, żeby nie pytać
                    mojego męża co kilka minut, czy mnie kocha albo domagać się od mojej szefowej
                    pochwał.
                    • jsleczek Re: kkkota 18.12.09, 10:53
                      A co to za książka?Jaki tytuł?
                      z tymi sukcesami to tak jest...ja swoje zwykle dewaluuję...i co z tego, że mam
                      taką i taką średnią, skoro nie mam tego i jeszcze tego...
                      i co z tego, że jestem czysta od prawie 6 lat, skoro inni w ogóle nie mają
                      problemów z uzależnieniem?zwykle mam na celu taką poprzeczkę, której nawet z
                      ziemi nie widać...a przecież, gdybym zrobiła to i to, wtedy i wtedy, to teraz
                      wszystko mogłabym mieć...i poprzeczka już byłaby moja....:-(((
                      • dolna1 Re: kkkota 18.12.09, 13:26
                        jsleczek napisała:

                        ja swoje zwykle dewaluuję...i co z tego, że mam
                        > taką i taką średnią, skoro nie mam tego i jeszcze tego...
                        > i co z tego, że jestem czysta od prawie 6 lat, skoro inni w ogóle nie mają
                        > problemów z uzależnieniem?zwykle mam na celu taką poprzeczkę, której nawet z
                        > ziemi nie widać...a przecież, gdybym zrobiła to i to, wtedy i wtedy, to teraz
                        > wszystko mogłabym mieć...i poprzeczka już byłaby moja....:-(((

                        Mam identycznie.
                        Słysze, od t, ze skończyłam studia, ale co za sukces mysle, skoro nic nie
                        potrafię robić?
                        Słyszę, nie bierzesz, ale mowie sobie dokładnie jak Ty, inni nigdy nie biorą, co
                        za sukces, że JUŻ nie biorę.
                        Słyszę chcesz i chodzisz na terapię, chcesz się zmienić, ale co z tego jeśli
                        rozumiem ale w niczym nie potrafię się zmienić :(
                      • cyntia33 Re: kkkota 18.12.09, 21:16
                        > A co to za książka?Jaki tytuł?

                        Dr. Jerold J. Kreisman, Hal Straus - ja mam po niemiecku "Zerrissen
                        zwischen Extremen" - ale oni są Amerykanami, więc pewnie napisali ją
                        po angielsku :) Z tego, co guglałam, nie ma polskiego tłumaczenia,
                        zamówiłam sobie na empik.pl wersję niemiecką, bo nie mam problemu z
                        czytaniem w tym języku.
                        Powinno się ją przetłumaczyć (i mam nadzieję, że zaraz ktoś to
                        zrobi!), bo to bardzo pomocna i pisana prostym językiem książka -
                        taka właśnie dla chorych i ich bliskich, nie dla lekarzy. Na mnie
                        działa terapeutycznie :) Polecam, jeśli znacie języki.
                        • kkkkota Re: kkkota 18.12.09, 21:37
                          To przetłumacz :P. Próbowałam ostatnio zamówić w empiku "Uratuj
                          mnie" to nie mieli skąd zamówi bo nigdzie nie było :(.
                          A dziś w Tesco wypatrzyłam książkę "Twoje drugie ja" i ją wzięłam ,
                          jestem bardzo ciekawa i trochę się boję czy dobrze zrobiłam, może
                          ktoś z was ją czytał?
                          • cyntia33 Re: kkkota 19.12.09, 19:51
                            kkkkota napisała:
                            > To przetłumacz :P.

                            Mam nadzieję, że wkrótce zrobi to jakiś profesjonalista :) A jak nie,
                            to chyba się za to wezmę i rozprowadzę w drugim obiegu.

                            Próbowałam ostatnio zamówić w empiku "Uratuj
                            > mnie" to nie mieli skąd zamówi bo nigdzie nie było :(.
                            > A dziś w Tesco wypatrzyłam książkę "Twoje drugie ja" i ją wzięłam ,
                            > jestem bardzo ciekawa i trochę się boję czy dobrze zrobiłam, może
                            > ktoś z was ją czytał?

                            Nie, ale czekam na twoją recenzję. Czy to też o borderze?
                            • kkkkota Re: kkkota 07.01.10, 09:32
                              YYhhhhhh książki (twoje drugie ja) nie da się czytać, przynajmniej ja
                              nie mogę, zmuszam się trochę. Muszę powtarzać to co przeczytałam po 3
                              razy , po chwili znów myśli odpływają. Wogóle nie wciągająca, niestety.
                              • cyntia33 Re: kkkota 08.01.10, 12:14
                                kkkkota napisała:

                                > YYhhhhhh książki (twoje drugie ja) nie da się czytać, przynajmniej ja
                                > nie mogę, zmuszam się trochę. Muszę powtarzać to co przeczytałam po 3
                                > razy , po chwili znów myśli odpływają. Wogóle nie wciągająca, niestety.

                                szkoda :(

                                --
                                www.border.blox.pl
    • marciatko84 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 18.12.09, 21:52
      Najgorsza rzecz jaką zrobiłam ukochanemu?!
      - zdradziłam go i co zakończyło ten związek. Zakochałam się w koledze z mojego
      roku i całowałam się z nim a później przez pół roku ukrywałam ten fakt;
      - próbowałam popełnić samobójstwo, a zatem opuściłam go i wszystkich wokół;
      - nienawidziłam go podczas naszych kłótni, wyzywałam (to oczywiście było w obie
      strony);


    • aka-tka Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 18.12.09, 22:31
      Nie mam najgorszej, raczej zawsze trzymalam sie jednego schematu:
      - flirt z innymi mezczyznami na jego oczach, przy czym jego traktowalam jak powietrze. Raz zamknelam sie z dwoma znajomymi w lazience... nie chce nawet myslec, co on wtedy przechodzil;
      - sugerowanie mojej zdrady, klamstwa, aby wzbudzic zazdrosc
      - nieodzywanie sie, nieodbieranie telefonu, wtedy gdy dalam powody do martwienia sie;
      - wyrzucanie z domu, lozka, wybieganie z samochodu, wychodzenie z jego domu bez wzgledu na pore;
      - szantazowanie, manipulowanie, slowa, ktorych nie powinnam nigdy mowic;
      - moze to byloby najgorsze: ciecie sie na jego oczach, udowadnianie, ze to co mowie o samobojstwie to moje rzeczywiste pragnienie i gdy tylko bedzie mi zle, nie bede sie wahac. Przez to ciagle bal sie o mnie... przez to tym latwiej bylo mi nim manipulowac... :(
        • aka-tka Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 20.12.09, 14:40
          To chyba jeden z wielu testow na sprawdzenie uczuc partnera. Pokazanie, przynajmniej u mnie, ze moze mnie stracic. Szczegolnie w sytuacjach, gdy robi sie tak zwyczajnie i zaczynam myslec, ze juz mu na mnie nie zalezy.
          Masz racje, nie chodzi o oczarowanie nowa osoba, tylko potrzebe ciaglych zapewnien o uczuciu oraz strach przed porzuceniem. Prowokujac dostajesz to czego chcesz i choc przez chwile czujesz sie spokojna.
            • dolna1 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 23.12.09, 22:50
              my_love7 napisał:

              > Wczoraj stał się CUD. Spotkałem Swoją Miłość po 3 miesiącach
              > niewidzenia w SUPERMARKECIE. Stała w kolejce do kasy tuż za mną.
              > Odwróciłem sie bo poczułem Jej zapach (niepowtarzalny). I nie
              > myliłem się. Wydaje mi sie że to nie przypadek. Co ma być to będzie.

              rozmawialiscie?
              zmieniło sie jej podejscie do Twojej osoby?
            • cyntia33 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 25.12.09, 18:12
              my_love7 napisał:

              > Wczoraj stał się CUD. Spotkałem Swoją Miłość po 3 miesiącach
              > niewidzenia w SUPERMARKECIE. Stała w kolejce do kasy tuż za mną.
              > Odwróciłem sie bo poczułem Jej zapach (niepowtarzalny). I nie
              > myliłem się. Wydaje mi sie że to nie przypadek. Co ma być to
              będzie.

              Śliczne takie cudy :) Wszystkiego dobrego.
              --
              www.border.blox.pl
                • topika10 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 27.12.09, 14:11
                  Witam Wszystkich

                  Robiłam te wszystkie wyżej wymienione w moim długim chorym życiu.
                  Ale obecnie robię najgorsze - nie mieszkam z moim dzieckiem, oddalamy się od
                  siebie bardzo, mieszkamy w innych miastach.
                  Te święta na własne zyczenie spędziłam sama, nie wiem po co , dlaczego? Jest mi
                  żle czuje się przegraną osobą. Nie spotkałam się w te dni z dzieckiem ani z
                  rodziną. Nie wiem co dalej..
                  dziecko mnie nie lubi , boi się mniei walczy ze mną.
                • selimah80 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 27.12.09, 18:14
                  adamek890...mi wczoraj też udowodniono miłość w najgorszym wydaniu, pierwszy raz
                  bałam się o siebie, kolejny raz dostałam ciosy fizyczne i psychiczne, teraz
                  siedzę i się zastanawiam, które były bardziej bolesne...po fizycznych sińce i
                  zadrapania znikną, a psychiczne? czy bpd musi tak wyniszczać osoby zdrowe? za
                  to, że chcemy pomóc, ochronić, dać miłość,.... musimy tak mocno cierpieć?
                  jak sobie z tym radzić?
                  • adamek890 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 29.12.09, 17:24
                    selimah80, chodź jestem w calkiem innej sytuacji bo mam ukochana,
                    ktora jednak mnie napierdala z bezsilności. Doskonale Cie
                    rozumiem..ciosy psychiczne bolą jeszcze mocniej..czesto mowie mojej
                    kobiecie.."kopnelas lezacego.." Chorzy to widzą..tylko juz na
                    spokojnie..

                    Widzisz..Wszytsko polega na tym, że psychicznie zgadzmay sie na
                    cierpienie.. i chodz to dziwne bo podobno mozmey odejść(chodz ja nie
                    potrafie zostawic milosci mojej..) to jednak wszyscy mysla ze sami
                    teog chcemy skoro dlaje ejstesmy z tymi osobami..jak chcesz pogadac
                    mozmey na gg, Pozdro!dla wszystkich!z bdb mozna zyc!! a terapia trwa
                    kolo 5lat..i pozniej jest dobrze..osoba chor ajets nadal ale udana
                    terapia pozwala jej wyladowywac sie w inny sposob..radzic sobie z
                    tym wsyztskim co ma w glowie
                      • adamek890 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 05.01.10, 21:40
                        poszło..

                        Swoja drogą ja dostalem teraz mocny cios..o ktorym narazie tylko tu
                        czytalem, a teraz spotkal mnie..:/

                        Znowu nie moge zrozumiec bpd.., skoro osoba mnie kocha..w co
                        faktycznie wierze..to jak moze przespac sie z kims na imprezie po
                        pijaku..?

                        Rozumiem chorobe w jakims stopniu(chyba nikt jej nie rozumie calkiem
                        ale wydaje mi sie ze jak na osobe zdrowa duzo wiem..o terapii,
                        przyczynach, lekach, itp.) jednak o ile "zwracanie uwagi facetow
                        swoja osoba lub nawet symulowanie zdrady(mimo ze ja jestem swiecie
                        rpzekonany ze to prawda)..ale teraz nie tlyko mi o tym
                        powiedziala..to jeszcze inne zrodlo mi to potwierdzilo jako fakt
                        dokonany..

                        Jak mozna oddac swoje cialo po alkoholu?

                        Pytanie do chorych ktorym to sie zdarzylo..jak sie czuliscie po tym?
                        (chce zrozumiec moja kobiete)
                        Czym moglo to byc spowodowane(przed wejsciem dzwonila ze mnie bardzo
                        kocha) nastepny telefon byl rano..z informacja..ze stalo sie cos
                        strasznego..- krotko i na temat..podobno koles ją wykorzystal jak
                        miala zgona.. boze nie wierze ze to napisalem..

                        • grow888 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 05.01.10, 22:07
                          adamek890 napisał:


                          > Znowu nie moge zrozumiec bpd.., skoro osoba mnie kocha..w co
                          > faktycznie wierze..to jak moze przespac sie z kims na imprezie po
                          > pijaku..?

                          bo jej się wtedy akurat spodobał, bo "chciało jej się bzykać", bo..... Niezależnie jak będziesz blisko danej osoby i jak dużo dla niej zrobisz, ona może Cię potraktować jak zupełnego, nic nie znaczącego śmiecia. Takich osób nie można kochać, bo w przeciwnym razie cię zniszczą.

                          > (chce zrozumiec moja kobiete)

                          powiedz, jej że jest twoją kobietą... hehehe... ;)

                          Ona sama siebie nie jest w stanie zrozumieć, a co dopiero Ty. Zrozumieć można coś co jest logiczne.
                    • dinsky Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 23.01.10, 14:17
                      ale jak sprawić by w ogóle poszła do specjalisty? kiedy jest się na etapie,ze
                      nie można sprawić by otworzyła drzwi od pokoju w którym zabarykadowała się na
                      noc przed "atakiem" kochającej kobiety, mam coraz mniej sił, to trwa.......i się
                      nasila,kiedyś po jakimś czasie były obietnice i jakieś poczucie winy, teraz jest
                      milczenie i kiedy minie, nie wolno wracać do tego co zaszło,rezygnuję z siebie
                      krok po kroku bo jakaś siła mnie tu trzyma, ale to bardzo boli
                      • 40andwinning ratować siebie 20.02.10, 23:13
                        rezygnuję z siebie
                        > krok po kroku bo jakaś siła mnie tu trzyma, ale to bardzo boli

                        dinsky, piszę do ciebie ale też do innych którzy są w związkach z
                        borderami i cierpią, ale jakaś siła ich trzyma... Słuchajcie, sama mam już
                        dość i zaczęłam patrzeć na siebie przez lupę, bo w moim związku coraz
                        częściej słyszę, że to ja jestem taka owaka (i to wcale nie w odpowiedzi
                        na jakieś ataki werbalne z mojej strony), i już całkiem siada mi poczucie
                        własnej wartości :( Więc żeby się ratować zaczęłam szukać informacji o tym
                        jak zwiększyć swoje poczucie włąsnej wartości, jakoś od tego doszłam
                        do "przyznania" przed sobą, że jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika) -
                        co oczywiście wiedziałam całe życie jednak ponieważ w życiu poza związkiem
                        radziłam sobie całkiem normalnie to wydawało mi się, że jednak jakoś te
                        przeżycia z dzieciństwa nie mają wpływu na mnie w tej chwili. Myślałam, że
                        znajdę w necie jakieś grupy wsparcia dla osób DDA, ale nie bardzo :(
                        W "realu" może takie są ale pewnie tylko w dużych miastach? W każdym razie
                        trafiłam na stronkę na której inni pytali o terapię dla DDA i był tam
                        m.in. wpis od osoby, która pisze pracę licencjacką (chyba) i prosiła o
                        anonimowe wypełnienie ankiety. W zamian obiecywała książki o tematyce
                        związanej z DDA, z toksycznymi związkami, itp. Skontaktowałam się z nią i
                        zrobiłam ankietę (niezbyt długa), i poprosiłam o książkę z jej listy -
                        "Toksyczne związki". PRzeczytałam już prawie całą, JEDNYM TCHEM.
                        Rewelacja. Niestety pokazuje mi jak na dłoni, że w dzieciństwie nie miałam
                        jak ustalić sobie pewnych granic (w tej książce jest to bardzo dokładnie a
                        bardzo prosto opisane) i dlatego w bliskim związku właśnie spotykają mnie
                        takie problemy, jakie mnie spotykają, a mimo wszystko "nie potrafię"
                        odejść. Wygląda na to, że niestety ci, którzy trwają w związkach z osobami
                        z "aktywnym" BPD to osoby wykazujące syndrom "współuzależnienia", taki
                        wyniesiony np. z domu w którym rodzic był w jakiś sposób uzależniony (czy
                        to od sybstancji chemicznej, czy od seksu, czy nawet od religii). A więc
                        przede wszystkim trzeba pomóc SOBIE. Mam nadzieję, że powoli uda mi się to
                        zrobić. Zostało mi jeszcze do przeczytania jakieś 30 stron książki,
                        zobaczę, czy autorka pisze jak w dorosłym życiu ustanawiać sobie granice w
                        takich bliskich, raniących związkach z osobami, które zachowują się
                        właśnie tak jak borderowcy. Autorka sama była "współuzależniona", ale była
                        w stanie wyjść z problemu, wygląda na to, że ma dobre małżeństwo i dobre
                        kontakty z dziećmi. Jej mąż prowadził klinikę dla osób z uzależnieniami i
                        ona w tej klinice pracowała; chyba tak się poznali. Facet musiał mieć
                        anielską cierpliwość :) a może uznał też kobietę za "ciekawy przypadek
                        kliniczny" i tak się do niej zbliżył ;P W każdym razie owocem tego związku
                        jest kilkoro dzieci i ta książka... Dla mnie naprawdę REWELACJA. Opisane
                        są w niej mechanizmy zaburzeń w relacjach międzyludzkich, i można się
                        dokładnie przyjrzeć i swoim własnym zachowaniom (gdzie "popełniamy błąd"),
                        a też rozpoznać CZEMU partner (np. z BPD) zachowuje się nieraz tak dla nas
                        dziwacznie, raniąco, itd. To pomaga zredukować stres... w każdym razie
                        MNIE ogromnie.

                        Zamierzam też w najbliższym czasie przeczytać "Kobiety które kochają za
                        bardzo". Słyszałam już o tej książce wcześniej, ale jakoś do niej nie
                        dotarłam. A teraz przeczytałam wprowadzenie i wiem, że po prostu MUSZĘ ją
                        przeczytać. Zobaczcie:

                        "Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z
                        bliskimi przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego
                        myślach, jego uczuciach; jeżeli prawie każda nasza wypowiedź rozpoczyna
                        się słowem „on", kochamy za bardzo.
                        Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego
                        usposobienia, wybuchów złości kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego
                        dzieciństwa; jeżeli staramy się być terapeutą, kochamy za bardzo.
                        Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą
                        okazać się mu przydatne, kochamy za bardzo.
                        Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy,
                        że zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i
                        czułe, kochamy za bardzo.
                        Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet
                        nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo."

                        W tytule są "kobiety, które kochają za bardzo", ale myślę, że równie
                        dobrze mężczyźni mogą "kochać za bardzo".

                        Dalej we wstępie: "Postarajmy się wyjaśnić, dlaczego wiedząc już, że
                        związek nie zaspokaja naszych potrzeb, nie potrafimy położyć mu kresu.
                        Pokażemy również, jak miłość przeradza się w miłość przesadną, gdy partner
                        okazuje się nieodpowiedni, obojętny lub nieprzystępny, a my nie umiemy się
                        z nim pożegnać, ponieważ tym bardziej nas do niego ciągnie. Zrozumiemy
                        wówczas, jak nasza potrzeba miłości, nasza tęsknota za miłością, a
                        wreszcie sama miłość staje się nałogiem."

                        Niestety wszystko wskazuje na to, że nawet jeśli my sami/same nie jesteśmy
                        borderowcami, to TRWAJĄC I CIERPIĄC w związku z osobą, która jest
                        borderowcem, najwyraźniej jesteśmy od tego związku jakoś uzależnieni. To
                        smutna prawda, ale jeśli ktoś się już nacierpiał dość, tak jak ja, z ulgą
                        przyjmuje do wiadomości, że można SAMEMU coś zrobić, żeby przestać tak się
                        męczyć. Bo na borderowca/alkoholika/narkomana nie ma co liczyć.
                  • dinsky Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 23.01.10, 14:08
                    wiem co przeżywasz, najgorsze jest to,ze decydując się na taki związek nie ma
                    się pojęcia,że człowiek może mieć dwa oblicza, aż...pierwszy raz, potem coraz
                    dalej, częściej, boleśniej, cios i ucieczka w milczenie, mnie najbardziej
                    rozwala brak jakiejkolwiek metody by dotrzeć ... poniżanie już boli coraz
                    mniej-najbardziej fakt,ze trzeba być idealnym by niczym nie sprowokować, ale nie
                    wolno niczego oczekiwać, trzeba cieszyć się z tego co się w ogóle dostanie i
                    czekać, czekać, czekać .....................
      • czita88 Re: Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu? 14.02.11, 21:54
        Albo żeby się zemścić za urojone winy, odkuć, by cierpial bardziej...

        Ja przyznałam się do zdrad. Bardzo licznych. Stopniowo, co jakiś czas wychodziła nastepna (o wszystkich jeszcze nie wie), potem znów po przyrzeczeniu że już nigdy w życiu nie zdradzę & nie rzucę go po durnej awanturze (-> by zdradzić z czystym sumieniem) i długich miesiącach (dla mnie) wierności... DO dziś żałuję że się przyznałam (po ponad roku bycia razem). Wtedy miało to na celu by ostatecznie przekonał się jak jestem poroniona, by odszedł, OCALIŁ SIĘ. Ale on nadal (2,5 roku razem) chce być ze mną a z każdą informacją (i tygodnie po) niewyobrażalnie cierpiał. Lepiej by mu było w niewiedzy (wiedział od początku o bpd i że nie byłam wierna w poprzednich krótkich związkach)...
        Poza tym wielokrotnie zdradzałam, bez wyrzutów sumienia. Nie dla przyjemności tylko żeby podnieśc sobie swoje poczucie wartości (tak bardzo mnie pragnał, był tak zachwycony po, a teraz ja go oleję) / w odwecie po kłótni / bo było mi żal tego z którym zdradzałam/czułam wyjątkową bliskość/impuls/ i co najbardziej chore i zabawne - żeby zarobić kilka stów i pomóc mu w jego problemach z długami.

        Całowałam się pijana na jego oczach z jego bardzo dobrym kumplem, wcześniej siedziałam mu na kolanach (a on... nie mogę tego napisać, ale pieścił mnie a ja patrzyłam wtedy w oczy mojemu który sie nie zorientował), potem nie chcialam iść z moim do domu , wolałam zostać z kolegą i chcieliśmy się kochać. On wrócił wywlókł mnie stamtąd uciekłam a jak wróciłam za 2 h po auto to wyciągnął mnie z niego i spizgał, bił bez litości (choć nie tak żeby zabić). I to najlepsze co zrobił w życiu ;( !!!!!! Równoczesnie najgorsze co zrobił mi, lecz wybaczyłam mu , zapomniałam, wciąż "kocham" (bpd bez "..." nie powinni używac tego słowa).
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka