Dodaj do ulubionych

"Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam

14.06.11, 21:17
Witajcie, czy posiada ktos wersje elektroniczna tej ksiazki? jestem zagranica i nie mam dostepu do ksiegarni krajowych. Bardzo bede wdzieczna, chcialbym zobaczyc (uwierzyc) ze z takich problemow mozna wyjsc.
Obserwuj wątek
    • leukano Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 22.06.11, 17:40
      Nie mam wersji elektronicznej, ale czytałam. Bardzo długo mi na to zeszło, trudno mi było czytać historię Rachel, bo tyle rzeczy dotyczyło również mojej osoby, dziwne uczucie. Jeżeli chodzi o zakończenie książki - dla mnie równie wspaniałe i utopijne co nierealistyczne. Tak czy inaczej serdecznie plecam.
      • chapeaux Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 22.06.11, 18:35
        no wlasnie ja znalazlam tylko polowe ksiazki na internecie,(tez czytalam z trudem) ale podobno to ta druga czesc jest wazniejsza bo pokazuje ile mozna osiagnac przez psychoterapie - i to jest mozliwe wierze w to, bo na mojej psychoterpii psychodynamicznej cos ruszylo i to ma sens!pozdrawiam
        • leukano Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 22.06.11, 18:44
          a długo już trwa Twoja terapia? Ja się zbiera już kolejny rok i.. nie mogę. Boję się.
          Boję się otworzyć, że ktoś zobaczy jaka jestem odrażająca w środku.
          Boję się, że wybuchnem przed psychiatrą, zrobię coś w amoku i on pośle mnie na przymusowe leczenie i wsadzą mnie w kaftan.
          Boję się, że ktoś się dowie, że chodzę na terapie i będę musiała odpowiadać na pytania.
          Boję się, że po latach terapii, jak już będzie miał nastąpić koniec i 'happy end' to wszystko zje.bie, bo za bardzo się przywiążę do lekarza i zarzucę mu, że chce mnie po tym wszystkim zostawić dobrze wiedząc, że nie będę mogła bez niego żyć. I wszystko zacznie się od nowa.
          • chapeaux Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 02.07.11, 20:42
            Zaczelam psychoterapie dwa miesiace temu, ale tez jestem na lekach, bo ja juz nie moglam funkcjonowac normalnie. Ja sie balam lekow a nie psychoterapii, bo to znaczylo ze sama sobie nie dam rady ze potrzebuje prochow, a na psychoterpii to ty pracujesz i na to bylam gotowa.
            Teraz na lekach jest mi tak dobrze i spokojnie, ufff moge zyc i robie na psychoterpii wszystko, nie kontroluje jej, tzn. podaje sie jej, nie racjonalizuje..widzisz na psychoterpii najpierw trzeba rozbic mechanizmy obronne: u mnie to byla kontrola nadmierna tego co mysle i potem mowie, potem - racjonalizacja, usprawiedliwenie tego co bylo w przeszlosci, i wreszcie obojetnosc, dystans zeby jakos sobie poradzic. Zanurzam sie w moje przeszlosci i jestem zszokowana tym co sie dzieje dotarlam do malej dziewczynki ktora miala bardzo traumatyczne dziecinstwo, do "wczoraj" wierzylam ze moje dziecinstwo bylo bezstroskie i dobre. Dlatego widze ze to dziala, trzeba jednak mowic o wszytkim ,nieczego nie ukrywac, nawet wazne sa bardzo rzeczy te co tobie wydaja sie niewazne....i coz teraz sie boje, boje sie emocji do czego dalej dojdzie, ale coz zobaczymy, tez boje sie szpitala, ale moze jednak tam nie dojade, lub to nie koniec swiata, najwazniejsza jestem teraz ja - nikt inny, nie moi rodzice, nie znajomi, a dla moich dzieci to bym byla gotowa zrobic, a meza mam wspierajcego choc nie rozumiejacego tego. Slusznie sie boisz psychoterapeuty, w sumie najwazniejsze jest to co sie wytwarza miedzy toba a nim, ja po kilku spotkaniach chcialam rezygnowac, bo mi wydawala sie "nie taka" jaka powinna byc, ale wytrwalam i teraz widze ze jest dobra, no i jej o tym powiedzialam czemu jej nie lubie, czemu nie mam do niej zaufania, czemu od niej chcialam uciec itp. i ona mi odpowiada i rozmawiamy o tym i dziwne zaczynam ja lubic...chociaz sie ciagle bronie i nie chce zeby byla wazna kobieta w moim zyciu, bo potem mnie skrzywdzi czyli zostawi, ale wiem ze tak musi byc ale tez wierze ze ja bede na tyle silna ze dam rade.. Sprobuj psychoterpii psychodynamicznej to boli ale inaczej i daje ulge, podobno im wiecej sesji w tygodniu tym lepiej, poszukaj dobrego w opini psychoteraputy, ale nie przejmuj sie na pewno cos ci w nim nie bedzie pasowac , to standard tylko o tym mow, mow wszystko! powodzenia napisz mi jak sie zdecydujesz:)
            • perpetua-mobila Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 02.07.11, 21:25
              perpetua-mobila@gazeta.pl :) dzieki serdeczne.

              Czytałam Twoj wpis powyżej- mysle ze mamy podobnie, tzn. ja tez w ostatniej chwili trafilam na terapie, mimo że juz co najmniej rok wczesniej wiedzialam, ze musze w koncu pojść do psychologa. To straszne doprowadzic siebie do takiego stanu, ale wydaje mi sie, że dzieki temu ma sie pozniej tak duza motywacje do pracy- kiedy wiesz ze nie ma innego wyjscia jak tylko wytrwać przy terapeucie. Z tego co piszesz myślę, ze zrobilas duzy krok na przod. Mi bardzo pomaga medytacja w odzyskaniu spokoju i równowagi miedzy terapiami, polecam po odstawiniu tabletek.
              • chapeaux Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 13.07.11, 04:24
                A jak dlugo bralas leki? i piszesz ze stosujesz medytacje pomiedzy terapiami? czyli kilkoma terapiami czy miedzy sesjami terapuetycznymi? mi bardzo pomaga cwiczenie oddechow: wciaganie powietrza nosem az do pepeka - zatrzymanie na 3 sekundy i wydech i liczenie od 50 do 1 - 3 razy dziennie jako osobista droga do uspokojenia (ksiazke przeslalam)
                • perpetua-mobila Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 15.07.11, 13:28
                  Dzieki za przeslanego linka- wszystko doszlo i sie otworzylo:)

                  Jak do tej pory niczego nie bralam, przez kilka miesiecy terapeutka prowadzila mi czesc sesji behawioralnie, a czesc psychodynamicznie. Ustalalysmy mój plan dnia, pomimo ktorego w mojej glowie nadal byl wieki chaos. To dzialalo na zasadzie przepychanek- kiedy cos udawalo mi sie zrobic silą woli, to w koncu odreagowywalam to czyms w rodzaju atakow (raz chcialam rzucic studia, innym razem zamiast sie uczyc mialam jazdy na uduchowianie). Jakis czas temu, po ostatniej mojej takiej akcji, coś w koncu we mnie peklo. Pierwszy raz odpuścilam sobie wewnętrzną walk, stwierdzilam ze nie mam juz na to sily i bede robic to co mi kaze terapeutka (tzn. uczyc sie do sesji, nie bylam w stanie narzucic sobie dyscypliny). Od tego czasu jest lepiej... tzn mam swoj maly swiat w ktorym jest spokojnie, w miare stabilnie funkcjonuje, lęki pojawiają sie w zasadzie tylko kiedy wydarzy sie coś bardziej niespodziewanego. Mysle że to wlasnie wtedy pękly moje pewne mechanizmy obronne... Kiedy napisalas że wlasnie w taki sposob dzialają Twoje leki, tzn. nie masz tych blokad i walk wewnetrznych, pomyslalam sobie że może warto jednak bylo wybrać sie do psychiatry. Ja ustalilam z terapeutka ze niczego brac nie bede- balam sie ze bede miala zle dobrane leki i zniszcza mi mózg albo ze sie uzaleznie, z kolei ona tez woli pracowac bez lekow... tzn. wprowadza je swoim pacjentom w najtrudniejszych momentach terapii, tych ponoc najgłębszych.
                  A na medytacje chodze max. 3 razy w tygodniu- tyle razy sa zbiorki w ośrodku buddystow w moim miescie, tam mam blisko i nie chcialo mi sie niczego innego szukac. Tak wiec wypada to miedzy sesjami na ktore chodze niestety tylko raz w tygodniu. W sumie to co ja robie to nie jest pelna medytacja, od razu sie czlowiek tego nie nauczy, ale ze spotkania na spotkanie w ich osrodku czuje wiekszy spokoj po wyjsciu z tamtad. Polega to na tym, że prowadzi je 1 osoba. Na poczatku jest taki jakby wstep, prowadzacy mowi np. ze wszystko czym jestesmy teraz pochodzi z naszych mysli, ze teraz zasiewamy nasiona przyszlosci i takie tam. No i tak sobie siedze odprezona i skupiam sie tylko na jego slowach. Im dluzej to trwa, tym wieksza czystke mam w glowie, niczego sie nie boje i czasem nawet rozluzniam wszystkie miesnie. Pozniej, po jakis 15 minutach jest czesc wlasciwa- wszyscy pracuja z oddechem i mrucza te swoje mantry... ja wtedy sobie siedze, slucham i ogolnie utrzymuje ten blogi spokoj ktory osiagam dzieki wstepowi do medytacji.
                  W ktorej ksiazce znalazlas tą technike z oddechem? Kiedys cos czytalam o tym oddychaniu przeponą, ale ja nigdy nie moglam rozkminic jak sie to robi:)
                  • chapeaux Re: "Uratuj mnie", Rachel Reiland - szukam 24.07.11, 06:10
                    Dzieki za te pare slow o medytacji sprobuje wykorzystac w mojej religi.
                    O tych oddechach to dowiedzialam sie od psychoterapeutki.
                    Odnosnie lekow, to sa leki dorazne ktore uzalezniaja, dlatego tych nie poleca sie brac, oraz drugi rodzaj dlugofalowych, ktore dzialaj dopiero po miesiacu, i sa bezpieczniejsze, mozgu nie niszcza tylko wyrownuja "balans chemiczny", napewno sa jakies skutki uboczne ale to raczej na poczatku ( np. brak apetytu, bol zoladka ) ja juz bylam w bardzo trudnym stanie napadow paniki, ktore bardzo mi przeszkadzaly w normalnym zyciu, wlasciwie to ja mam klasyczna nerwice, ale tu i tak nie ma znaczenia nazwa, tylko psychoterapia moze pomoc z tego wyjsc..
                    Jesli chodzi o mechanizmy obronne to mialam na mysli ze poczatkowo pacjent ich uzywa aby nie pozwolic na dojscie prawdy o sobie, swoim zyciu, przeszlosci, (a ja juz troche w swoim zyciu przeszlam) i wiem ze trzeba mowic prawde, celowo nie uzywam mechanizmow obronnych odrzucam je swiadomie; rozne one sa typu ze sie wstydze, ze nie chce zaakceptowac czegos, racjonalizuje ze "nie jest tak zle", blokuje sie "nie powinnam", "musze dobrze wypasc, ze jestem madra" itp. mowic prawde jak jest, sluchac i badac siebie, nie uzywam mechanizmow celowo ich - nie zaslaniam sie nimi, nie udaje, nie gram ze jestem inna.
                    pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka