Dodaj do ulubionych

młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) partner..

10.08.11, 23:55
Proszę wpisywanie własnych doświadczeń i perspektyw takiej relacji. Zarówno z punktu widzenia każdego z rodziców, jak również dziecka (sytuacje przed rozstaniem, w trakcie i po rozstaniu). Czy jest szansa na przywrócenie dziecku rodziny i prawidłowego rozwoju? Proszę tu o wpisy z własnymi doświadczeniami zarówno mamy z BPD, jak i ich partnerów...
Obserwuj wątek
    • kashiri Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 20.08.11, 00:21
      Jestem sama, z 2-letnią córeczką i borderline. Mężowi podziękowałam za współpracę. Co chciałabyś wiedzieć? Twoje pytania są bardzo oględne, nie piszesz nic o sobie, o relacjach między Wami... Czy rozstaliście się ze względu na Twoje BPD? Jeśli chcesz pogadać, pisz do mnie na gazetowy.
      • ykrastek Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 25.08.11, 12:11
        Dzięki za odzew. Problem jest dość szeroki (bo dziecko zmienia tu bardzo wiele) a mało kto go porusza. Bardzo chętnie pokoresponduję z Tobą po powrocie z wakacji...;-) Moja borderka i ja mamy córkę - obecnie już 7-letnią. Nie mieszkamy i nie przebywamy razem od 1,5 roku, z przerwami (od czasu do czasu) na wspólne weekendy czy wakacje... Pozdrawiam
        • tolek_123 Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 28.08.11, 23:37
          Niezbyt wiele poradzisz. Jesli masz kontakt z dzieckiem to moze uratujesz przynajmniej dziecko. Patrz na to wszystko z dystansem , jak najmniej przejmować się reakcjami matki twojego dziecka. Tak na prawdę nie wiadomo jak postepowac z borderami-wszyscy pisza czym to sie objawia ale co ma robic partner /partnerka takiej osoby aby ratowac siebie , druga osobe a czasem i dziecko.Moze u Ciebie nie jest tak zle bo masz 7-letnie dziecko , czyli dlugo wytrzymaliscie , ja mam 2-letnie. W moim przypadku odbilo sie to nawet na zdrowiu fizycznym dziecka.
    • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 27.08.11, 20:23
      Niech zgadnę co jest siłą sprawczą twego postu: szukasz drogi by wszystko dobre, co cię łączyło z twoją „byłą” nagle wróciło. By móc dzielić każda chwilę i tę dobrą i tę złą z bliską ci osobą, by nacieszyć się miłością do dziecka i radością z jej istnienia. By mieć rodzinę tak naprawdę i że gotów jesteś dać z siebie wszystko, by na to zasłużyć.
      Czyż nie?
      Niestety mam złe wieści. To jest nierealne ale możesz zrobić coś dla dziecka bardzo ważnego. Co? Zmienić siebie. To ciężka i żmudna praca ale nagroda naprawdę wielka.
      To, że związałeś się z osobą z BPD to nie przypadek. Każdy uczciwy psycholog to potwierdzi.
      Dopóki nie zmienisz siebie, twoje relacje z twoją „byłą” nacechowane będą emocjami wynikającymi z uzależnienia. To źle wpływa na relacje z dzieckiem.
      BPD to nie tylko kwestia zaniedbań rodzicielskich, deficytu miłości, opuszczenia przez najbliższych czy wykorzystania, ale niestety też genetyka.
      Wielce prawdopodobnym jest, że córka będzie powielać postawy i zachowania matki.
      Pierwsze lata spędzone w rodzinie dysfunkcyjnej a potem w rodzinie niepełnej z rodzicem o zaburzonej osobowości, traumatyczne przeżycia opuszczenia (tak odbierała wasze rozstanie i tak też odbierała awantury) nie pozostaną bez wpływu na nią a tu jeszcze ta genetyka.
      Zatem nie próbuj zmieniać swej „byłej” ale zacznij zmieniać siebie.
      Jak? Wszystko możesz jeśli bardzo pragniesz a pragnienie wskaże ci drogę.
      Gdy zrozumiesz czym jest ŚWIADOMOŚĆ, bez trudu ochronisz się przed złymi emocjami i zobaczysz to, czego nie widziałeś.
      Ta zmiana to warunek sine qua non uratowania dziecka, które zobaczy, że można inaczej, że istnieje inna prawda o ojcu, że na nim można zawsze polegać. To bardzo ważne.
      I pamiętaj: nikt tak nie potrafi tak cudownie oszukiwać jak my samych siebie. Zatem poznaj siebie.
      Tymczasem proponuję przeczytać książkę autorstwa Janet G. Woititz LĘK PRZED BLISKOŚCIĄ. Jestem przekonany, że znajdziesz w niej siebie.
      Pozdrawiam
        • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 29.08.11, 12:20
          Droga perpetua-mobila
          Chciałbym, doprecyzować pewne zagadnienie, które moim zdaniem ma kapitalne znaczenie.
          W relacjach partnerskich z osobą BPD, jeśli rozumiemy, czujemy problem i jesteśmy uczciwi, nie możemy mówić o winie któregokolwiek z partnerów.
          Mówiąc o winie któregokolwiek, to tak jakby trener miał pretensję do osoby chromej, że nie jest mistrzem biegów przełajowych i zawodzi oczekiwania trenera.
          Cała moja wiedza, doświadczenia osobiste, dziesiątki rozmów, które przeprowadziłem z ludźmi których dotyka ten problem była niczym, zanim nie nabrałem stosownego dystansu do zagadnienia nie uczestnicząc w nim emocjonalnie.
          Wierz mi, ta zmiana siebie, pozwoliła mi między innymi zamienić wrogość i żal na współodczuwanie i wybaczenie, na ten rodzaj wybaczenia, co do którego miałaś obiekcję.
          To właśnie dla tego pisząc poprzedni post namawiam autora do zmian.
          Dla wszystkich, którzy obwiniają i osądzają mam propozycję: spojrzyj na dłoń, która wskazuje obiekt, mówiąc: BO TY!!! Palec wskazujący skierowany jest na obiekt, ale środkowy(ten od fack myself), serdeczny(od serca - gdzie to serce?) i mały(od ludzkiej małości) wskazują inny obiekt. Zgadnijcie który?. Kciuk to tylko obiektywne uwarunkowania.
          Chciałbym ten post zakończyć konkluzją: Dopóki obwiniamy współpartnera, dopóty uczestniczymy w tym makabrycznym tańcu i nie próbujmy się okłamywać, że jest inaczej.
          Pozdrawiam
          • ykrastek Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 01.09.11, 13:44
            Dzięki 3bps ;-) Jak zwykle to co piszesz jest bezcenne, moim zdaniem lepsze od opisów i przykładów faktycznych. Prawdą jest, że partner musi sie sam zmieniać, nie dać się wciągnąć w zabawę w emocjonalnego "berka" jaką "proponują" nam bliskie osoby z zaburzeniem BPD. Starać się o większy dystans (o który tak trudno w przypadu gdy córka mieszka z mamą, a mama utrudnia kontakty, gra dzieckiem itd). Ale co zrobić w sytuacji kiedy stajesz juz na nogi, zaczynasz dochodzic do siebie, nabierasz dystansu, wszystko wybaczyłeś, mieszkacie osobno - a Twoja była partnerka BPD przychodzi i mówi jak to dziecko bardzo chce abysmy byli razem, opowiada jaka czuje sie winna, że pewne osoby wiele jej uświadomiły, że ona nie widzi przeszkód aby mieszkać razem (córka jest bardzo ze mną związana), proponuje wspólny wyjazd na wakacje z córką. Ja godzę się na to - bo w przeciwnym wypadku będę miał i tak problemy aby wyjechać z dzieckiem. Wakacje są cudowne, najpierw Kreta, potem Sopot, zero kłótni, sielanka, śmiech, radość i ... sex. Pod koniec wakacji moja była proponuje abyśmy zamieszkali znowu razem... Ja wcale nie reaguje entuzjastycznie, po prostu słucham, zachowuję rozsądek i dyskutuje o tym... Jest normalnie. W kilka dni po powrocie z wakacji - zero tematu, zero ustaleń, powrót starych ogranych oskarżeń i obwiniania... Dla mnie to już żaden szok, raczej smutek [mimo, że uwierzyłem w pewnym sensie w to ponowne złączenie naszej fajnej, wesołej rodzinki (że córka bedzie miała znowu tatę) a było to bardzo naturalne i wiarygodne, logiczne - trwało miesiąc..., żadnych kłótni, żadnych wypomnień, żadnego wracania do przeszłości... ]. Teraz nagle, gdy przyszedł czas realizacji własnych deklaracji - moja była już borderka znowu nie dotrzymała słowa. To wyglądało tak jakby naprawdę bardzo chciała ale w ostatniej chwili bardzo się przestraszyła (bliskości? - ja wcale jej nie oczekiwałem, bo wiem, że potrzebuje luzu, tak jak i ja...). Dlaczego zawsze gdy już zaczynam żyć własnym życiem - dzieje sie coś podobnego. Czy mam wtedy zawsze być brutalny....? Co zrobić ponadto gdy ona "sprawdza" co jakiś czas jak na mnie działa (gdy jest dziecko - kontakt jest nieunikniony) - ubiera szpilki, mega krótką sukienkę (jest cholernie zgrabna i seksowna niestety) i robi wszystko (niby bezwiednie) abym "nie wytrzymał" jako facet...;-) Jej wystarczy sam sex (utwierdza się w czymś, sprawdza) mnie nie...., bo w tle jest moje dziecko, które kocham. To wszystko nie jest łatwe.
    • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 10.09.11, 19:42
      Drogi Ykrastek

      Twoje stwierdzenie „ Tak dla wyjaśnienia… Ja wcale nie pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, alkoholowej albo podobnej (no pewnie, bo przecież swoimi problemami to zaraziłeś się w pociągu) „ było dla mnie ważnym sygnałem, pozwalającym na dopełnienie zrozumienia ogólnego rysu osobowości. (Przeczytaj: autor Susan Forward TOKSYCZNI RODZICE)
      Jestem przekonany, że gdybym cię poprosił abyś powiedział coś osobie, to i tak na końcu usłyszałbym pytanie, będące wołaniem o akceptację: czyż nie jestem idealny?
      Zadam pytanie pomocnicze: czy w sytuacjach konfliktowych z twoją byłą nie odczuwasz bólu głowy? Jeśli tak, to jestem pewien, że aureola świętości staje się zbyt ciasna.
      Uświadom sobie, że „JA” to nie jedyny zaimek.
      Spójrz na waszą relację z innej strony.
      Czy czytałeś bądź oglądałeś ekranizację ksiązki „PRZEMINĘŁO Z WIATREM”?
      Ty jesteś jak Red Batler – mężczyzna co się zowie, tyle, że jest taki mały, tyci drobiażdżek: gdyby ten facet związał się z normalną kobietą, byłby zapewne nie do zniesienia.
      To taki męski narcyz, który potrzebuje chorych podniet a więc próbuje zdobyć kobietę dla niego nie do zdobycia (to dobre słowo – zdobycz, jak trofeum jak rzecz), piękną, odrzucającą, wyniosłą i zimną.
      Męski narcyzm jest specyficznym atawizmem i każdy osobnik płci męskiej nie jest od niego wolny. Dopiero w procesie dojrzewania emocjonalnego wyzbywamy się go jako czegoś, co nie jest potrzebne. Jego obecność świadczy o niedojrzałości a dorosłość i dojrzałość to bynajmniej nie synonimy.
      Żeby cię nie deprecjonować, bo zapewne tak to odbierzesz, to dodam dla sprawiedliwości: gdyby Skarlet związała się z Ashleyem, to w kilka miesięcy uczyniła by z niego wycieraczkę.
      Chcesz przykładu współczesnego i rzeczywistego? Proszę bardzo: Richard Burton i Elizabeth Taylor. Analizę tego związku pozostawiam tobie.
      Co łączyło te dwie pary?; miłość? Z pewnością nie. To uzależnienie w czystej postaci.
      Ja wyróżniam dwie energie o bardzo dużej dynamice, napędzające proces uzależnienia emocjonalnego:
      - poczucie winy
      - popęd seksualny
      To one tworzą pole wirowe w którym się obracasz. Wystarczy wyłączyć jedną, by uzależnienie powoli zniknęło.
      Zniwelowanie poczucia winy, to ciężka i długotrwała praca, wymagająca wyrzeczenia się samego siebie w dotychczasowej postaci, TO ZMIENIENIE SIEBIE, to dojrzewanie, lecz jeśli chcesz pójść na łatwiznę i skróty i wyzbyć się uzależnienia, to po prostu poddaj się procesowi kastracji.
      Którą z dróg wybierzesz? To twój wybór.
      I jeszcze jedna mała sprawa na koniec.
      Zapewne postrzegasz mnie jako osobę po drugiej stronie barykady w stosunku do osób z BPD, coś na kształt non-borderline.
      Zapewniam cię, że się mylisz. Nie ma żadnej barykady, wrogości, winy, żali etc.
      Gdy zrozumiesz moje słowa to znak, że zrozumiałeś proces a wtedy zobaczysz w swej byłej, w tej skonfliktowanej wewnętrznie osobie, małą skrzywdzoną dziewczynkę, która nijak nie może sobie poradzić z emocjami, więc wyspecjalizowała się w stosowaniu formacji obronnych, tylko po to, aby przetrwać.
      W tym procesie wrażliwość została wyparta przez drażliwość. Byle dotknięcie boli.
      Pod całą tą skorupą jest piękny, wartościowy człowiek, który ma olbrzymi, nieprzeciętny potencjał, który tłumiony jest przez jego wewnętrzne konflikty, nie pozwalające na rozkwit.

      I na zakończenie: to prawda, że odnoszę się krytycznie do bliskich relacji osób BPD z innymi „inwalidami emocjonalnymi” bo zbyt wiele w tym nie zasłużonego obustronnego bólu lecz ocenianie postaw osób z BPD, stawianie ich pod pręgierzem i temu podobne dyrdymały to nie moja bajka.

      Pozdrawiam
      • ykrastek Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 14.09.11, 14:01
        Dziękuję bardzo za Twoją obszerną wypowiedź. Wiele z Twoich przemyśleń czy porównań jest pewnie w istocie trafnych. Jednak po raz pierwszy generalnie pozwolę nie zgodzić się z Twoimi wnioskami, główną diagnozą oraz sposobem spojrzenia na problem. Po pierwsze teoria (którą zdajesz się przyjmować jako pewnik), iż problem związków z osobami BPD dotyczy tylko sytuacji, gdy partnerem jest druga osoba mająca od początku problemy osobowościowe, t.j. DDA czy narcystyczne (generalnie osobowości niedojrzałe emocjonalnie w większym lub mniejszym stopniu). Nie wiem czy wiesz, ale stereotyp ten jest obecnie mocno krytykowany w kręgach naukowych psychiatrii na świecie. Obecnie przeważa pogląd, iż osobowość borderline tak czy inaczej wychodzi i rodzi problemy w każdym bliższym związku między dwojgiem ludzi, niezależnie od rysu osobowościowego (oraz stopnia dojrzałości) parntnera. Zważ ponadto, że każda osoba BPD jest inna (uczy sie np. nieujawniać pewnych cech i zachowań, tłumić je) a w moim przypadku - drastyczne zachowania i reakcje wskazujące na BPD u partnerki (temat ten nie istniał wcześniej) ujawniły sie i narastały stopniowo, acz progresywnie PO URODZENIU NASZEGO DZIECKA. Teraz ja zachęcę Cie do lektury problemu : matka z BPD a dziecko i wpływ urodzenia przez taką matkę dziecka na związek między rodzicami. Przeczytałem "Lęk przed bliskością" i zaręczam Ci, że problemy tam ujęte KOMPLETNIE NIE DOTYCZĄ MNIE - LECZ WYŁĄCZNIE MOJEJ BYŁEJ Z BPD (!) Jestem daleko do przodu pod względem dojrzałości emocjonalnej. Problemy tam ujęte nigdy nie były moim udziałem w najmniejszym stopniu. Potrafię kochać, mało tego : od czasu urodzenia sie dziecka pokochałem naprawdę DOJRZALE i dziecko i parnerkę - mamę dziecka. Pracowałem ciężko od rana do nocy, zarabiałem przez pierwsze lata bardzo dobrze, było nowe mieszkanie (przed urodzeniem dziecka), samochody, wiele egzotycznych wycieczek i poczucie tego, że dojrzała miłość i szczęście (uwielbiam moją córkę z wzajemnością) przenosi góry! Potem przyszły nagłe i nieoczekiwane ciosy. Urojone poczucie "krzywdy" u partnerki. Zdrady o których dowiedziałem się długo potem. Podłe traktowanie. Ataki furii. Wywożenie dziecka na coraz dłuższe okresy. Dwukrotne donosy na mnie na policję! Manipulacje rodziną i znajomymi parnerki. Sprawy sądowe. Byłem w szoku! Poczułem sie kompletnie beradny. Jej sadyzm był niesprawiedliwy i bezmyślny! Potem przyszło wielomiesięczne załamanie (coś na kształt Zespołu Stresu Pourazowego). Sugerujesz, że nie jestem idealny - BO W ISTOCIE NIE JESTEM IDEALNY! Podobnie jak idealny nie jesteś Ty ani nikt z nas. Ale nigdy nie zrozumiem tego dlaczego zasłużyłem na takie ciosy i zabranie ukochanego dziecka a dziecku taty. Walka z osobą BPD przed sądem to walka z wiatrakami. Siła "przekonywania" takich osób do rzeczy nieprawdopodobnych (manipulacje) jest powszechnie znana, to wygląda jak mistrzostwo aktorstwa połączone wręcz z jakimś transem (w USA dostrzeżono już, iż jest to poważny i niedostrzegany dotychczas problem wymiaru sprawiedliwości). Weź pod uwagę także to, że ewidentne przejściowe problemy a nawet załamania non-BPD są właśnie wynikiem schyłkowej fazy takiego "związku" w fazie deprecjacji. Zaręczam Ci, że gdyby nie moja ukochana 7-letnia córka i wielka miłość do niej (to chyba normalne - nie uważasz?) - po czymś takim co przeżyłem w ostatnich 3 latach 13-letniej znajomosci "dzięki" mojej borderce - uciekłbym przed nią gdzie pieprz rośnie, sprzedał mieszkanie, zmienił telefon i nie chciałbym jej nigdy w życiu oglądać na oczy...
        • ykrastek Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 14.09.11, 14:20
          Zgadzam się natomiast z tym, że zasadniczo dwie główne energie napędzają proces uzależnienia emocjonalnego : poczucie winy i popęd seksualny. Poczucie winy jest naturalnym odruchem zdrowego człowieka, jednak osoby z BPD starają sie w odpowiednich sytuacjach i momentach grać w sposób perfekcyjnie skuteczny wzbudzaniem poczucia winy - zwłaszcza gdy pojawi sie dziecko! Otóż wbrew temu co sądzisz : ja sobie z tym poczuciem winy już dawno poradziłem. Mechanizmy obronne borderki mające na celu wzbudzenie lub rozbudzenie poczucia winy nie działają już na mnie. Popęd seksualny jest natomiast rzeczą, którą jak sam stwierdziłeś, nie da sie wyeliminować inaczej niż kastracją;). Jednak weź pod uwagę jak wiele w Twojej diagnozie, przemyśleniach i wnioskach zmienia jedna "drobna" rzecz : URODZENIE SIE DZIECKA gdy jego mamą jest BPD a tatą non-BPD i jakie to rodzi wtedy nowe problemy (wczesniej nieistniejące). Wtedy być może szerzej spojrzysz na problem borderline - także wtedy gdy parnterami takich osób (tatusiami dzieci z takich związków) są niekoniecznie osoby niedojrzałe (np. DDA czy narcystyczne). Również pozdrawiam :)
          • ykrastek Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 14.09.11, 15:26
            Być może pewnym wyjaśnieniem "specyfiki" i konieczności odrębnego, szerszego podejścia do problemów związków z osobami BPD jest teoria obiektu Kernberga. W związku w miare stabilnym, w którym nie ujawniają się rażąco problemy typowe dla BPD (partner non-BPD b. dużo pracuje) - pojawia się (mocno oczekiwany, wręcz upragniony przez niedojrzałą emocjonalnie matkę) NOWY OBIEKT - dziecko. Dziecko staje się nagle centrum świata dla mamy, która widzi, że jest to wreszcie ktoś od niej całkowicie uzależniony, pod całkowitą kontrolą, z kim można stworzyć tak oczekiwaną pełną "symbiozę"...;) W istocie tak było, moja borderka wydawała się z początku wręcz idealną oddaną matką. Wtedy też oddalała sie ode mnie stopniowo, czasem wręcz "scalała sie" z dzieckiem, zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych, starała sie wytwarzac we mnie poczucie winy itd itp. Jednocześnie zobaczyła jak kocham dziecko i jak dojrzała moja miłość i odpowiedzialność - co dało efekt i reakcje z jej strony odwrotne do oczekiwanych (sięganie do nieistotnych spraw z przeszłości, robienie ze mnie "złego ojca" - podczas gdy było odwrotnie). Wytworzył się stopniowo patologiczny model "rodziny" (zamiast RODZICE i DZIECKO) - MAMA Z UZALEŻNIONYM DZIECKIEM I TATA (dużo pracujący, deprecjonowany, spychany na ubocze jako skarbonka i "zło konieczne"). Ujawniła sie nagle postawa skrajnie roszczeniowa mamy (pretekstem zawsze było niby dziecko i jego ogromne nienasycone "potrzeby" a nawet zabezpieczenie. Pojawiły się zarzuty dotyczące rzekomego braku bezpieczeństwa (nie było ślubu między nami). Deprecjacja i obwinianie postępowało (jednak jak już wspominałem - uporałem się z rozbudzonym przez mamusię patologicznie poczuciem winy - dzięki częstym kontaktom z córką, bezwarunkowek miłości do niej i temu co córka mi odwzajemnia). Coraz częściej widzę jednak, wyraźnie dostrzegam problemy i konflikty na linii mama - córka (córka ma 7 lat i jest naturalne, że coraz bardziej próbuje być niezależna, poza pełną kontrolą mamy). Najgorsze jest patrzenie na to gdy córka potrzebuje bliskości lub ciepła (np przytulenia przed snem - co ja od razu staram sie robić), spotyka bariere zdenerwowania ze strony zajętej czym innym mamy (masz szybko zasypiać a nie wyprawiać jakieś cyrki, ma być spokój i spij!), w końcu pojawiają się łzy i płacz córki (rozpacz) - a to zamiast potrzeby jej ukojenia wzbudza w mamie... agresję wobec dziecka, pojawiają się wymioty, spazmatyczny płacz i prośby aby przestała krzyczeć... To traumatyczne chwile, pozostawiające trwały ślad i u dziecka i u mnie jako taty. Na parodię zakrawa fakt, że na zewnątrz moja była borderka uchodzi za idealną, ciekawą i nietuzinkową oraz wesołą mamusię oraz atrakcyjną osobę. Wystarczy poczytać w wielu publikacjach, że osoby niedojrzałe emocjonalnie nie są w stanie znieść płaczu (rozpaczy) swoich bliskich i reagują wtedy często gwałtowną agresją...
    • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 16.09.11, 14:51
      Nie zmieniam zdania, twierdząc, że partnerzy BPD to zwykle porządni ludzie a jako partnerów w związkach, cechuje ich: solidność, odpowiedzialność, lojalność i uczciwość.
      Wybacz mi Ykrastek, ale mój post był taką małą prowokacją (manipulacją) mająca na celu sprowokowanie Ciebie do spontanicznego wyrażenia twego aktualnego stanu emocjonalnego po to, bym uświadomił sobie na jakim etapie relacji jesteś w chwili obecnej. Był również z mej strony próbą potrząśnięcia Tobą, abyś uświadomił sobie głębię znaczenia myśli, która brzmi;
      - jeżeli odrzucisz prawdę o sobie, nigdy nie znajdziesz rozwiązania swoich problemów.

      Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo znajome mi są twoje problemy i to co w chwili obecnej czujesz. Uświadom sobie, że nie jesteś jedynym, który cierpi z powodu specyfiki zespołu tej relacji o czym świadczą dziesiątki listów zamieszczanych w necie. Ja sam doświadczyłem kiedyś podobnego stanu, by dziś móc pochylić się z wyrozumiałością nad swoją ówczesną bezradnością i cierpieniem. Milion razy zadawałem sobie wtedy pytanie DLACZEGO?, by po latach zrozumieć działanie mechanizmów wyzwalających tę diaboliczną relację.
      Ciężko pracowałem nad sobą, by wreszcie nauczyć się widzieć siebie z pozycji obserwatora, by mieć świadomość siebie i otaczającego mnie świata, by tego typu problemy jakie przeżywasz nie dotykały mnie i przepływały obok mnie bez najmniejszego mojego zaangażowania.

      Dziś twoje życie emocjonalne przypomina burzliwą fermentację wina i zanim zamieni się w szlachetny trunek, potrzeba trochę czasu, troski i ZDROWEJ miłości samego siebie.
      Odbieram Ciebie jako osobę o wysokim poziomie intelektualnym, ale nie zdajesz sobie zapewne sprawy, ze ten fakt stał się twoim przekleństwem. Kiedyś to zrozumiesz ale dziś, zanim przejdę do meritum, posłuchaj opisu zdarzenia, którego byłem po części uczestnikiem, które pomoże Ci zrozumieć jeden z mechanizmów tej diabolicznej relacji.
      - Jak co roku moja żona i ja wraz z zaprzyjaźnionym małżeństwem, które we współczesnym świecie zachowało normalność wzajemnych relacji, zostaliśmy zaproszeni na imieniny do mojej przyjaciółki, która obecnie jest nasza przyjaciółką.
      To wspaniała kobieta - mistrzyni klimatu i kuchni. Kolega mój, już od rana nie jadł czekając na jej specjalite de la maison więc zadowolił się w ciągu dnia jakimś „fastem”, czego skutkiem było zatrucie.
      Imieniny. Wspaniała atmosfera, stół arcydzieło, które cieszy nie tylko podniebienie ale i oczy. Żona mego kolegi, osoba, która darzę wielkim szacunkiem, z każdą chwilą odmierzaną kęsami potraw, stawała się radośniejsza, tylko kolega, nie mogąc nic jeść stawał się coraz bardziej posępny. Zaczął robić głupie uwagi swojej żonie, sekować ją i ośmieszać a ona z każdą chwilą gasła. Byłem zdumiony jego postawą. Nigdy go takim nie znałem. Nie wytrzymałem i poprosiłem go o wyjście na taras, gdzie zrobiłem mu wykład o zawiści i nieuczciwości wynikającej z nieuświadomionego przeniesienia, by w końcu obiecać mu, że dostanie publicznie w zęby, jeśli nie zacznie myśleć co robi. Zna mnie i wiedział, że moje reakcje w obronie bliskich mi kobiet są jednoznaczne, że tu jestem niereformowalny.
      Wrócił do stołu, by po chwili wyjść wraz z żoną na taras. Co się stało, mogę się tylko domyślać, ale wracali uśmiechnięci i szczęśliwi i tak pozostało do końca wieczoru.
      Puentą jest fragment rozmowy telefonicznej następnego dnia: „stary, dzięki za uświadomienie, nigdy bym nie przypuszczał, że mogą się dziać takie rzeczy”.

      Nieodłącznym elementem nerwic charakteru jest zawiść, która w przypadku osób cierpiących na pograniczne zaburzenia osobowości jest siłą napędową o bardzo dużej dynamice w relacjach interpersonalnych.
      Wyobraź sobie osobę, której niemal cała energia witalna jest pochłaniana na tłumienie wewnętrznych konfliktów, na kontrolowanie błędnych kół i pielęgnowanie fasadowości swych rojeń supremalnych i wielkościowych oraz wątpliwej jakości daru, jakim jest neurotyczna duma.
      To niejednokrotnie osoba o wysokim poziomie intelektualnym i dużej inteligencji, ale te przymioty są marnotrawione na intelektualizację formacji obronnych. To osoba świadoma jałowości swego życia w którym tak naprawdę nie uczestniczy, choć jest tego świadoma. To tak w skrócie portret BPD.
      Wyobraź sobie osobę pełną sił witalnych i potrafiąca cieszyć się życiem i o dość wysokim poziomie intelektualnym. Osobę, która odnosi sukcesy różnej wielkości, ale zawsze i potrafiącą się z nich cieszyć. Osobę, która jest akceptowana przez ogół i traktowana przyjaźnie. Osobę, która – patrz pierwsze zdanie postu. To tak w skrócie portret partnera.
      Połącz te dwie osoby w bliski związek, którego spoiwem jest uzależnienie, dzieci, wspólnie wypracowany majątek itp. przy uwzględnieniu tego, o czym pisałem wyżej.
      Mój kolega, przy współczesnych kryteriach, względnie normalna psychicznie jednostka powodowany zawiścią nie mógł znieść braku możliwości pełnego uczestniczenia w ucztowaniu i mówiąc enigmatycznie cały dyskomfort tego stanu rzeczy próbował przenieść na swoją żonę, by podświadomie wymierzyć sprawiedliwość. Trąci absurdem? Pozornie, ale tak działa nasza podświadomość, czy raczej nieświadomość, której jesteśmy niewolnikami z wyboru i na własne życzenie.
      Sukcesy, pozytywne postawy, wola i radość tworzenia, siła istnienia itp. partnera są odbierane przez BPD jako prowokacja, jako próba dyskredytowania i zadawania bólu, więc BPD powodowany zawiścią, pragnie wymierzyć sprawiedliwość, a że nieodłącznym elementem u osób cierpiących na pograniczne zaburzenia osobowości są dążenia sadystyczne, racjonalizowane jako próba wymierzania sprawiedliwość i czerpana stąd satysfakcja, więc im więcej zadawanego bólu tym większa satysfakcja. Takie małe wniebowstąpienie przez pognębienie.
      Powyższy przykład, to tylko jeden z wielu mechanizmów, kształtujących relację w związkach z BPD, który nie byłby pełny do zrozumienia relacji w której uczestniczysz, jeśli bym nie dodał problemu nieumiejętności stawiania przez Ciebie granic. Ta nieumiejętność nie wzięła się z nikąd (zapewniam, że nie zaraziłeś się nią w pociągu), ale to już inne zagadnienie.
      Ta nieumiejętność eskaluje głębokość konfliktu i rozmiar cierpienia obu stron.
      I tu wspaniałe i uczciwe spostrzeżenie kobiety (przyjmij zaocznie uściski), ukrywającej się pod nickiem perfekcjonizm, która w swym postcie napisała: „Przecież my tylko próbujemy upewnić się jak ważne jesteśmy. WŁAŚNIE POPRZEZ TO ILE POTRAFICIE ZNIEŚĆ.
      I to by było na tyle

      Ps. Przeczytaj książkę autorstwa Marie France Hirigoyen „MOLESTOWANIE MORALNE”,
      a dla ukojenia Gary Zukav i Linda Francis „SERCE DUSZY”, no bo od czegoś trzeba wreszcie zacząć, by przestać chronić swoje blizny.

      Ps. Nie zważaj na to, że Mania Frania jako agresora widzi tylko mężczyzn. To takie piętno głupawych czasów i głupawych obyczajów.

      • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 07.11.11, 17:22
        Wpełzam ukradkiem w ten wątek, bo "chwilę" mnie tu nie było... Czytam, czytam i czytam i... jedno mogę tylko powiedzieć: GENILANY wątek!

        Dzięki: ykrastek i 3bsp.

        3bsp: przede wszystkim: dziękuję za dogłębne wyjaśnienie pewnych spraw dla Ciebie. To co piszesz zasługuje naprawdę na najwyższe uznanie.

        Ykrastek - jestem (byłem?) w identycznej sytuacji jak Ty (na tym forum jest sporo moich postów pod w/w nickiem - być może nieco "siermiężnych" ale - mam nadzieję - oddających istotę relacji z moją partnerką):
        - moja partnerka też ma zdiagnozowane BPD,
        - nasz związek trwał również kilka długich lat,
        - mamy córcię (nieco młodszą od Twojej),
        - również nie jesteśmy małżeństwem (historie o "zabewnieniu bezpieczeństwa" przerabiałem nie raz),
        - "gierki" z powrotem "na dziecko" również miałem orgaizowane wielokrotnie,
        - Twoją historię o wakacjach mogę jak "szablon" przyłożyć do swojej - super wakacje ---> wspólne zamieszkanie ---> powrót do punktu wyjścia (amnezja, awantury itd.)...
        - prowokacyjne ubiory po rozstaniu przy okazji przekazywania córki (moja borderka również jest bardzo atrakcyjną kobietą) przerabiałem nie raz...

        Wiem... być może nic nie łączy ludzi bardziej niż wspólne problemy... hmm...

        Na razie - to tyle ode mnie - za chwilę pewnie wrócę do tego wątku - wcześniej jednak przeczytam go kolejny raz, bo nie chcę, żeby mi cokolwiek umknęło...

        P.S.
        Na koniec - dzięki dla osoby o nicku "niedama" - ona wie za co :-)
        • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 08.11.11, 18:12
          Mnie również bardzo interesuje odpowiedź na to pytanie (zadane przez Ykrastek), jako że identyczny dylemat dotyczy również mnie:

          "co zrobić w sytuacji kiedy stajesz juz na nogi, zaczynasz dochodzic do siebie, nabierasz dystansu, wszystko wybaczyłeś, mieszkacie osobno - a Twoja była partnerka BPD przychodzi i mówi jak to dziecko bardzo chce abysmy byli razem, opowiada jaka czuje sie winna, że pewne osoby wiele jej uświadomiły, że ona nie widzi przeszkód aby mieszkać razem (córka jest bardzo ze mną związana), proponuje wspólny wyjazd na wakacje z córką."

          Moja psycholog zaproponowała mi, aby pierwszą rzeczą jaką mam w tej chwili zrobić, było wysłanie moje partnerce (nie jesteśmy obecnie razem) wyraźnego sygnału, iż od TEJ CHWILI nasze kontakty ograniczają się WYŁĄCZNIE do spraw dotyczących córki. Zapytałem więc: "...a co mam zrobić, jeśli pewnego dnia ona przyjdzie i powie, że chce abyśmy wrócili do siebie...?". Otrzymałem odpowiedź, że powinienem twardo i zdecydowanie określić warunki:
          - ona idzie na swoją terapię,
          - ja kontynuuje własną (z panowania nad negatywnymi emocjami),
          - idziemy razem na terapię rodzinną...
          Pierwszy krok zrobiłem - wysłałem wiadomość i określiłem w/w warunki... na razie panuje "cisza w eterze" ale zobaczymy co dalej...
          • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 08.11.11, 22:29
            Napisałeś:
            >Pierwszy krok zrobiłem - wysłałem wiadomość i określiłem w/w warunki... na razie panuje "cisza w eterze" ale zobaczymy co dalej...
            Stary no i pierwszy sukces - postawiłeś pierwszą granicę. Prawda, ze nie boli i jakoś - psiakość tak pewniej.
            Jak wytrwasz, to stanie się to wszystko nawet ekscytujące no i efekty zadziwią nawet Ciebie.
            Trzymam kciuki za mądrość i wytrwałość a psychologa to chyba trafiłeś dobrego.
            Wyrazy szacunku
            • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 09.11.11, 11:06
              Dzięki 3bsp - to co piszesz, jest naprawdę bardzo ważne zarówno dla borderów, jak i dla ludzi takich jak Ykrastek czy ja.

              Analizując swoje zachowanie i to co się działo w moim związku, USILNIE próbowałem znaleźć odpowiedzi na pytania:
              a) jak postępować z moją partnerką,
              b) co zmienić w sobie...
              Miotałem się próbując różnych sposobów: tłumaczenia, wyjaśniania, dyskutowania a jak to nie pomagało - walczyłem z nią wytaczając "najcięższą artylerię"... zamiast po prostu okazać empatię lub dać przykład sobą... Popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy...
              Dziś widzę, iż moje zachowania były głównie "reaktywne" - koncentrowałem się bowiem w 99% wyłącznie na punkcie (a), doszukując się WINY wyłącznie w paskudnych zachowaniach mojej borderki, sam mając jednak swoje "za uszami"... Dziś wiem, że był to podstawowy błąd... Związku bym może i tak nie uratował, ale z całej "wojny" wyszedłbym z pewnością mniej poraniony...

              KLUCZEM do problemu jesteśmy MY (nasze "JA") - czyli to wszystko, o czym piszesz powyżej:
              - przesunięcie perspektywy (paradygmatu)
              - spojrzenie na SIEBIE i swoje zachowania z perspektywy obserwatora
              - docenienie daru jakim jest nasza (SAMO)ŚWIADOMOŚĆ i możliwość swobodnego posługiwania się nim
              - dostrzeżenie, że pomiędzy BODŹCEM a - - -> ............................ REAKCJĄ jest nasza WOLNA WOLA a co za tym idzie - WYBÓR reakcji zależy w 100% ODE MNIE. Większość z nas nie zdaje sobie nawet z tego sprawy
              - ODDZIAŁYWANIE na innych. Większość rodzaju ludzkiego opanowała może ze 3 sposoby oddziaływania a jest ich co najmniej 30...
              - unikanie zachowań REAKTYWNYCH - poszukiwania WINY poza sobą, obarczanie za wszystko świata zewnętrznego (dziadków/geny, rodziców/wychowanie, środowisko/wpływy a nawet pogody) - obrazem takich zachowań są stosowane przez Ciebie określenia: "ciążąca aureola świętości", "wołanie o akceptację: czyż nie jestem idealny?" - nie można było tego trafniej ująć...

              Nadmieniam jednocześnie, iż powyższe mądrości nie są moje - powiem szczerze, że nie zrozumiałbym nawet 1% z tego co piszesz 3bsp, gdyby nie książka Stephena. R. Coveya "Siedem nawyków skutecznego działania". Szczerze polecam.
              • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 09.11.11, 19:15

                > Analizując swoje zachowanie i to co się działo w moim związku, USILNIE próbowałem znaleźć odpowiedzi na pytania:
                > a) jak postępować z moją partnerką,
                > b) co zmienić w sobie...
                Nie stawiałbyś tych pytań, gdybyś wcześniej nie dał się uwieść i wyizolować, przez co straciłeś kontakt z realem i cały zatrąciłeś się w Borderlandzie.
                Jak się to stało?
                Oto przepis: odizoluj ofiarę, wysyłaj mu stale wiadomości i sprzeczne komunikaty, wymieszaj z utratą snu, dodaj jakąś formę nadużycia, wprowadź wątpliwości co do tego co wie i czuje, trzymaj ją w napięciu, stosuj przy każdej okazji przemoc emocjonalną, stopniowo pozbawiaj ją podmiotowości, złam opór i dobrze wymieszaj. Jeśli stwierdzisz, że jest wystarczająco uzależniony (ugotowany) daj mu bilet na życiowy rollerkoster. A i nie zapomnij, aby w chwilach, gdy odzyskuje rozum, coś obiecać na czym bardzo mu zależy (bliskość, ciepło, zrozumienie, wsparcie itp.) . To nie ważne, że mu tego nie dasz. Politycy też tak robią zawsze a ludzie i tak na nich głosują.
                Co do pytań:
                Ad.a jak postępować z moją partnerką.
                Dokładnie tak samo jak w Teorii Chaosu ustalamy algorytmy porządku i opisujemy je prawami.
                Co? To nie wykonalne? Ale ty w to wierzysz i będziesz próbował a wynika to z braku wiedzy o przedmiocie. Dla mnie najtrafniejszą odpowiedzią na to pytanie było stwierdzenie: Z NAMI SIĘ NIE POSTĘPUJE TO MY POSTĘPUJEMY Z WAMI.
                Ad.b co zmienić w sobie………….
                Sęk w tym, że to pytanie w stanie uzależnienia emocjonalnego ma dalszy kontekst o brzmieniu .. abym został przez partnera zaakceptowany.
                Dziękuję, proszę jeszcze pozamiatać, bo nie mam nic do dodania a na cierpienie proszę przynieść większe pojemniki.
                Dopiero w procesie zdrowienia, czyli odzyskiwania mocy, zmienia się kontekst o brzmieniu…abym mógł wydostać się z uzależnienia, abym mógł znów osiągnąć wewnętrzną integrację, bo wiem to, że dzięki niej i znajomości przedmiotu z którym przyszło mi się borykać, związku i tak nie uratuję, ale dzięki temu z całej „wojny” wyjdę mniej poraniony i bogatszy w doświadczenia, które mimo moich predylekcji osobistych, pozwolą mi w przyszłości unikać takich związków jak ognia, bo już wiem, że kobiecości nie szuka się w majtkach ale w istocie i jej charakterze.
                Ze swej strony zapewniam cię, że warto doświadczyć czym jest kobiecość, TA PRAWDZIWA KOBIECOŚĆ, która roztacza ciepło i ten gołębi puch, za który w podzięce dałbyś wszystko, tylko dlatego, bo tak byś chciał zobligowany wdzięcznością a nie musiał zbrukany uzależnieniem.

                Pozdrawiam
                • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 09.11.11, 21:33
                  Na wstępie powiem Ci 3bsp, że uwielbiam takich typów (bez obrazy, bo to określenie ma w tym konkretnym kontekście zabarwienie wyłącznie pozytywne i niesie ze sobą moją ogromną sympatię do Ciebie - szczerze i bez podlizywania się, bo generalnie "się podmywam" więc nie mam żadnego interesu aby zakradać się w Twoje łaski. Co najwyżej - i to chyba naturalne - mogę Ci być wdzięczny i serdecznie w tym miejscu podziękować za nauki jakie wypływają z Twoich postów a które są dla mnie bezcenne). Jako osobę dość poukładaną (wręcz pedantyczną), prostolinijną i o nieskomplikowanej naturze, zawsze ciągnęło mnie do piekielnie inteligentnych jednostek tudzież "outsiderów" - moi przyjaciele (a mam ich bardzo niewielu) właśnie reprezentują taki typ człowieka. Być może stąd również mój związek z borderką - jako osobą o pokrętnej naturze, ciekawą i zawsze potrafiącą zaoferować mi jakieś "tadaaaaaaaaaaaaaammmmm" - coś jak artysta w cyrku po spektakularnych ewolucjach na trapezie :-)

                  Zawsze miałem tak, że zatracałem się w związkach. Jako "dawca" (dzięki za trafną diagnozę - to dla osoby o nicku "niedama" - była tu kiedyś ale ostatnio coś jej nie widać) miałem z góry przechlapane, trafiając najczęściej na biorców w damskiej postaci. To co pisze Ykrastek - u mojej borderki również pojawiła się z czasem postawa skrajnie roszczeniowa... taką postawę prezentowała już wcześniej (widzę to teraz, z perspektywy czasu analizując pewne sytuacje) ale byłem na to ślepy... postawa wspomniana wyżej ujawniła się w swej pełnej postaci właśnie po urodzeniu naszej córki (jakaś prawidłowość...?!). Nieważne, bo nie o tym chciałem, choć to również istotne.
                  Szczerze mówiąc, to dziś już nie wiem w którym miejscu jestem - nie wiem co zrobić? Być z nią (pod warunkami j/w), czy lepiej związać się z "normalną" kobietą? Jednego dnia ją kocham i strasznie za nią tęsknię, żeby już następnego przypomnieć sobie cały pakiet jej możliwości tego jak obrzydziła mi życie... Żeby było mi łatwiej, spisałem sobie nawet swoisty "dekalog" - punkty za które za żadne skarby nie chciałbym do niej wrócić... W chwilach zwątpienia czytam sobie "ów spis" i najczęściej mi przechodzi chęć "klejenia" tej relacji... Tyle, że co... jestem niestety jedynie "marnym robakiem", dla którego funkcjonowanie w związku było zawsze podstawą egzystencji, ponieważ mój cały "fokus", był od zawsze skupiony na rodzinie i garnięciu wszystkiego w tym kierunku - to była moja jedyna siła napędowa do życia... Nigdy nie było "JA" - zawsze ważniejsze było "MY", kosztem (choć nigdy nie postrzegałem tego jako poświęcenie z mojej strony) samego siebie... Czasem się śmieję, że przez lata przestałem być SOBĄ a stałem się (być może z marnym skutkiem) taki, jakim chciałyby mnie widzieć moje partnerki... Im więcej dawałem z siebie, tym ich postawa roszczeniowa rosła coraz wyżej... Przypadek sprawił, że spotkałem na swej drodze borderkę i się zaczęło na "całego" - dałem się wmanipulować na max...

                  Kilkakrotnie próbowałem zmienić "ogniskową" - spotykałem się w chwilach przerwy od "związku" z moją borderką z innymi kobietami... i nie to, żeby chodziło o łóżko... w pewnych sprawach (również a może i przede wszystkim w tej) jestem dość konserwatywny - sex jest dla mnie uzupełnieniem związku a nie jego podstawą... "Panna do łóżka" zupełnie mnie nie interesuje - wręcz odwrotnie: dopiero jak się zaangażuję w grę wchodzi sex. Im bardziej próbowałem się angażować, tym mocniej tęskniłem za moją borderką... Ba! Czułem się totalnie nie w porządku wobec niej ("zdrada" to może za dużo powiedziane ale towarzyszyło mi uczucie bardzo zbliżone temu stanowi).... Gdy się jednak przełamywałem i dochodziłem do siebie, miałem poczucie, że OTO NARESZCIE spotkałem właściwą (normalną) dziewczynę, moja borderka (po kilku tygodniach/miesiącach wysyłania mi wulgarnych i przepełnionych nienawiścią wiadomości), wysyła mi nagle sms-a o treści miej więcej takiej, że "bardzo mnie kocha, nie może beze mnie żyć, jestem jej ideałem i chciałaby zapomnieć o wszystkich złych chwilach a pamiętać tylko te dobre i abyśmy zrobili wszystko, żeby nam się udało"... Nabierałem się na to i wracałem do niej bez stawiania jakichkolwiek warunków... no cóż... dziś wiem, że z jej strony była to wyłącznie strategia "psa ogrodnika" - nie chcę z tobą być ale nie dopuszczę również, żebyś spotykał się z inną kobietą...

                  Pewnie chaotycznie odszedłem od tematu...
                  • czita88 Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 10.11.11, 08:57
                    U mnie to mój byly zachowywal(/uje?) się jak pies ogrodnika... Doszło do tego że on jest pewny że nie zasługuje na mnie, że bierze całą winę na siebie, moje błędy tłumacząc chorobą, brakiem rozsądku, naiwnością (oj tak) i tym że parę lat temu ktoś kogo strasznie kochałam (głupia) strasznie mnie zranil... I wciąż się troszczy/ł żeby mnie nikt inny nie zranił sam to robiąc... Grożąc mi/moim znajomym... robiąc gnój... W sumie teraz jak sie zastanawiam to wszyscy którym groził byli zzzajęci/żonaci .... to chyba rzeczywiście lepiej że ich odstraszył :(... Ja chciałam się z nimi spotykać bo było mi wszystko jedno, i nie musiałam się wcale angażować, no i była silna chemia...
                    Mam ju z dość tych moich błędów i ekstremalnej głupoty... Dobija mnie wszystko, chciałabym się zamnkąć przed całym światem, unikać jakichkolwiek choc ciut bliskich relacji z innymi ludźmi... Ledwo radzę sobie sama ze sobą... Najgorsze jest to że jest dobrze wiele dni, kilka tygodni, jest super wręcz, dbam o siebie, rozwijam się, wydaje się że oprócz po....nej przeszłości i skłonności do smutku, rozmyślania, nic mi nie jest, aż przychodzi nagle ten dzień, mój umysł szaleje, pojawiają się lęki, destrukcyjne myśli, nienawidzę się, zaczynam robić straszne głupoty, zwijam się z powrotem w kłębek, do punktu wyjścia, mam się dość, czuję ogarniającą mnie i ten swiat beznadziejność, jestem przekonana że nie ma szans na to że kiedyś będzie dobrze/ normalnie/ lepiej więc nie warto robić NIC, pragnę się tylko zalać, naćpać czy oddać byle komu, bo nie warto się szanować, wszędzie widzę oznaki tego że nie szanuje mnie nikt, nie liczę się dla nikogo, a nawet jesli tak to przecież nie podołam temu, strasznie go poranię/ zawiodę/ zszokuję i będzie żałował , ja również, więc chcę uciec od tej pozornej bliskości jak najdalej, od swoich uczuć, pragnień i tęsknoty... Uciekam coraz dalej i coraz trudniejszy jest potem powrót, coraz trudniej znaleźć punkt do którego warto byloby wracać :(
                  • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 10.11.11, 20:52
                    hanging_garden napisał:
                    > Szczerze mówiąc, to dziś już nie wiem w którym miejscu jestem - nie wiem co zro
                    > bić? Być z nią (pod warunkami j/w), czy lepiej związać się z "normalną" kobietą
                    > ? Jednego dnia ją kocham i strasznie za nią tęsknię, żeby już następnego przypo
                    > mnieć sobie cały pakiet jej możliwości tego jak obrzydziła mi życie...

                    Coś mi się wydaje, że w samym oku cyklonu, bo identyfikujesz się z obiektem. Już nie musi Cie twój kat wsadzać na rollerkostera ale ty sam tam włazisz powodowany odruchem Pawłowa.
                    Stara cyganka zapewne by ci powiedziała: oj nie kochasz ty siebie robaczku, nie kochasz, bo jak byś kochał, to byś się szanował.
                    Pozdrawiam
                  • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 11.11.11, 07:41
                    hanging_garden napisał:

                    > Na wstępie powiem Ci 3bsp, że uwielbiam takich typów (..........

                    No to winien ci jestem odpowiedzi.
                    Wstęp.
                    Pominę genezę pojęcia PORÓWNYWANIE SIĘ, bo mam powody. W takich razach przypomina mi się napis na tabliczkach umieszczonych przy oknach pociągów pasażerskich.
                    To dzięki porównywaniu się, nasze EGO staje się coraz bardziej upierdliwe, żądając od nas byśmy byli coraz bardziej wyjątkowi, a my w swej nieświadomości czujemy się coraz bardziej dumni z tego faktu płacąc wewnętrznym podziałem.
                    Prawda, że brzmi jak paradoks – bo paradoksem jest, a każdy paradoks rodzi kolejny, dzięki naszej nieświadomości, która daje przyzwolenie na autodestrukcję.
                    Tak oto budujemy sobie świat paradoksów, nieświadomie gubiąc prawdę, która podobno ma nas wyzwolić z tego ludzkiego getta zakłamania (w tę oczywistość również wątpimy, właśnie dzięki paradoksowi) i żyjemy wśród ludzi, którzy zabijają heroldów przynoszących złe wieści, bo prawda o nas jest zbyt bolesna.

                    Po tym wstępie do rzeczy:
                    Napisałeś tyle miłych słów pod moim adresem, że pycha niemal mnie rozsadza, dlatego czuję się zobligowany, w ramach konwenansu, odpowiedzieć

                    Piszesz, że jesteś dawcą, ale oczekujesz odpłaty (nie zaprzeczaj, bo wtedy twoje posty dla mnie będą zupełnie niewiarygodne). To wielce wyrafinowana forma kontroli drugiego człowieka.
                    W twoich ustach brzmi to tak: daję Ci swą miłość i poświęcenie (wraz z umiejętnościami) a co za to otrzymuję? Poniżenie, odrzucenie, wrogość, nielojalność, ………
                    Gdy odniesiemy tę „miłosną” relację do sfery czysto fizycznej, to nazywa się to chyba prostytucją.
                    Wybacz mi, ale my partnerzy BPs, w pewnym okresie, w naszych relacjach, zachowujemy się trochę jak demmi monde (cholera, chyba tak to się pisze) Skąd wiem? A jak myślisz.

                    No to podziękowanie już było teraz czas na prezenty. Oto mój.
                    Napisałem Ci podziękowanie, a teraz odpowiedz sam sobie, czy zetniesz mi głowę, czy z pokorą pochylisz się nad sobą i podziękujesz mi. Twój wybór, to krok na drodze ku odkrywaniu prawdy.

                    Gnóthi seautón jak mawiał pewien Chilon ze Sparty a Sokrates dodawał .." a naturę pozostaw Bogom"

                    Pozdrawiam
                    • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 11.11.11, 12:06
                      Trudno się z Tobą nie zgodzić 3bsp - wyjdzie znowu na "słodzenie" ale zaprzeczyć Twoim tezom nie sposób. Umiesz przyłożyć "z grubej rury" (he he - to stwierdzenie ma oczywiście zabarwienie wyłącznie pozytywne :-) Twoje posty są jedną z niewielu rzeczy, które "trzymają mnie przy życiu" (w ogromnej przenośni oczywiście, bo myśli samobójcze są mi dalekie, wręcz obce a zachowania (auto)destrukcyjne objawiam raczej nieświadomie). Uczciwie muszę jednak powiedzieć, iż wchodzę w ten wątek wiele razy w ciągu dnia w poszukiwaniu... prawdy? pomocy? usprawiedliwienia? ...? chyba jednak "diagnozy" lub czegoś w okolicach... Przy całej moim autodestrukcyjnym postępowaniu (jak podsumowałeś moje zachowania) i wewnętrznemu rozłamowi, dzielnie się jednak trzymam w jednym kawałku (a przynajmniej mam taką nadzieję). Co do ulegania wpływom - fakt - coś w tym musi być i tak pewnie jest... nie za bardzo wiem, z czego to wynika (poszukiwanie akceptacji...?). Zgadza się również to, co piszesz o mnie jako o dawcy - za "dawanie" świadomie oczekiwałem jedynie: normalnych relacji i normalnego traktowania, miłości, empatii i tych wszystkich (wg mnie podstawowych) kobiecych odruchów: przytulenia, okazania minimum uczuć... podświadomie - być może czegoś więcej (choć raczej się z tym nie zgadzam), ale nie jestem w stanie tego podsumować i wyrazić z prostego względu - aż tak głęboko w siebie wniknąć nie potrafię... Być może były to oczekiwania zbyt wygórowane jak na borderkę (nie osądzając jej w tym momencie negatywnie). Faktem jest, że mam ogromne parcie na rewanżowanie się (w pozytywnym znaczeniu - zemsta to nie moja bajka - choć pewnie popełniam nieświadomie jakieś tam akty złośliwości)...
                      Wracając do kwestii relacji: co z MIŁOŚCIĄ... moją borderkę starałem się kochać w sposób, w jaki rodzic kocha dziecko (jestem ojcem, bardzo kocham moje dzieci, dbam o relacje z nimi więc uczucia "tacierzyńskie" nie są mi obce) - bezwarunkowo i bezkrytycznie... ze słabym efektem jak widać... Podpowiadano mi na tym forum (w innych wątkach), że nie ma MIŁOŚCI bez WOLNOŚCI - jeśli jeden partner "zniewala" drugiego, to jaka to miłość...? zbyt skomplikowane to chyba dla mnie...

                      Sorki, że tak cały czas o sobie i moim "JA" - to podobno cecha nudziarzy (he he) - ciekawy rozmówca podobno zadaje więcej pytań, słucha 2x więcej niż mówi, a nudziarze "nawlekają" cały czas o sobie... cóż - taka moja natura choć i nad tym pracuję :-)

                      Wczoraj (w ramach stawiania kolejnych małych kroków na drodze do Katharsis) wreszcie zrobiłem coś dla siebie - spotkałem się z moim starym przyjacielem, od którego zostałem "odizolowany" (częściowo również na własne życzenie/bezwolne przyzwolenie) w ramach "utknięcia w Borderlandzie". Oczywiście moja ex, nie miała nic przeciwko moim spotkaniom z nim "na piwko" - nawet mnie na nie namawiała, w ramach "odpoczęcia od siebie" na kilka godzin i "przedłużenia smyczki" (he he - wiem jak to podsumujesz 3 bsp - "jednostka całkowicie zależna" - dowal mi proszę, bo jeśli Ty mi pewnych rzeczy nie powiesz, to pewnie nikt inny się nie ośmieli. Za to właśnie kocham internet - anonimowość daje nam siłę wyrażenia nawet najbardziej szczerych stanowisk... a należność "za usługę" ureguluję oczywiście razem z "zaległym ryczałtem za hibernację"). Wracając do tematu - Kumpel jej nie znosi, bo wie z własnego doświadczenia jaka jest naprawdę - mimo, że wcześniej naprawdę z nią sympatyzował a wspólne wyjścia z nim i jego panną były stałym punktem programu tygodnia. Kiedyś zdarzyło się, że rozmawiałem z nim przez tel. - moja ex zajęta jakąś czynnością nie skumała, że toczy się rozmowa i wyjechała na mnie, prezentując całą ustną feerie swoich bluzgów - kumpel zamilkł... i nie był w stanie nic zrobić poza rozłączeniem się... od tej pory niestety wspólne wyjścia się skończyły. Ja - jako totalnie uzależniony - przestałem się z nim spotykać, bo doskonale wiedziałem, iż moja partnerka wyciągnie to kiedyś i tak w "dyskusji" jako argument przeciwko mnie... Takich sytuacji było oczywiście więcej - dałem się więc sam zapędzić w "narożnik" i pozwoliem "naparzać" jak Gołota Adamkowi... he he...
                      Wczorajsze spotkanie było natomiast rewelacyjne - nic mi nie "ciążyło", wiedziałem, że nikt mi za to nie "dowali", nie widziałem już na horyzoncie wizji awantury i wyciągnięcia tego faktu w przejaskrawiony i przekręcony sposób (że pewnie nie było żadnego piwka, tylko byliśmy "na dziw**ach)... Może dlatego świetnie się bawiliśmy w swoim towarzystwie... Zresztą - mój kumpel jest jedną z niewielu osób, która potrafi na mnie pozytywnie wpłynąć a jak trzeba, wstrząsnąć - kiedyś powiedział mi (widząc jakąś tam lekką "załamkę" u mnie): "Masz codziennie rano wstać, podejść do lustra, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: "Jestem zajebisty!"...

                      W ramach kolejnego kroku - umówiłem się dziś ze znajomą do kina - znamy się tylko z "wirtuala" ale jakoś tak dziwnie mi się z nią dobrze rozmawia... i nawet nie odczuwam "kaca moralnego", że "oszukuję" moją ex i robię coś "za jej plecami"... (he he...).
                      Jednocześnie obiecuję Ci 3bsp, że nie będę "szukał kobiecości w majtkach" (choć w moim przypadku byłem napędzany raczej poczuciem winy, niż powodowany kwestią uzależnienia sexualnego) a skupię się wyłącznie na KOBIECOŚCI w PRAWDZIWYM WYMIARZE i "gołębim puchu" :-) Zasada nr 1: nic na siłę; Zasada nr 2: jeśli mam być z byle kim, to już wolę być sam.

                      Kończąc i odpowiadając na ostatnią część Twojego ostatniego postu: Zaprawdę powiadam Ci, że WIELKA jest wdzięczność moja dla Ciebie więc... napiszę tylko jedno słowo: D Z I Ę K U J Ę :-)
                      • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 11.11.11, 12:19
                        ...dopowiadając - "chodzi" za mną ostatnio text kawałka Kasi Kowalskiej "Domek z kart":

                        "(...) Sam teraz pewnie widzisz, że
                        z poczucia winy nie da się
                        zbudować nic na dłużej
                        tylko domek z kart
                        co jeśli szczęście minie cię
                        spętane ręce widząc twe
                        czy warto iść pod prąd
                        odpowie tylko serca głos (...)"
                      • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 11.11.11, 18:44
                        hanging_garden napisał:

                        > Trudno się z Tobą nie zgodzić 3bsp -
                        No to jedziemy: dziewczyna o nicku perfekcjinizm jakby na życzenie zamieściła w swych postach dwa smakowite kąski.Przeczytaj koniecznie: Pięć praw Fensterheima.a potem post CREDO no i
                        Sapere aude jak mawiał mistrz Immanuel.
                        Pozdrawiam
                        • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 13.11.11, 16:54
                          Dzięki za sugestie 3bsp. Śledzę watki na tym forum dość dokładnie, a szczególnie te, w których wypowiadasz się Ty (he he - pewnie z psychologicznego punktu widzenia "czymś to trąci"...)

                          > Sapere aude jak mawiał mistrz Immanuel.
                          ...pierwszy raz mnie nie zaskoczyłeś - pisałem pracę magisterską z Oświecenia - tym niemniej jest jak najbardziej na miejscu przypomnieć sobie o tym, że jest coś takiego jak rozum i nie bać się nim posługiwać :-)

                          Pozdrawiam
                          • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 14.11.11, 22:07
                            Kazdy człowiek niesie ze sobą jakieś przesłanie. hanging_garden jestem Ci wdzięczny, bo kiedyś dzięki podobnym ludziom takim ja Ty, Ykrastek, extranowa czy perpetua mobile, perfekcjonizm i wszystkim innym, których nie wymieniam mogłem się znaleźć znów w nurcie życia i podążać swoja ścieżką, bo tylko tak mogę być prawdziwy.
                            Dziś cieszę się z każdego spotkania, każdego listu, każdemu chciałbym powiedzieć: pokaż mi swoja odmienność, może dzięki niej nauczę się czegoś nowego.
                            Choć czasem zachowuję się na forum jak smerf ważniak na skutek mej nieporadności, to mam nieustającą wolę być z wami, by chociaż pośrednio spłacić dług, jaki zaciągnąłem w przeszłości wobec niejednokrotnie anonimowych ludzi, dzięki którym mogłem dostąpić daru zrozumienia siebie i zobaczenia zgubności osądzania.
                            Kiedyś ludzie tacy jak Ty czy Ykrastek uświadomili mi, że nie jestem sam a dzięki dziewczynom BPs nauczyłem się szacunku do siebie, by móc potem obdarzyć je szacunkiem.
                            Zobacz, dzięki sporowi z perpetua-mobile na temat wybaczenia zrozumiałem, że wciąż jestem w drodze i niegotowy by nieść prawdziwe wsparcie. Wybacz perpetua-mobile, ale to co zrobiłem było głupie z mej strony. Jestem ci wdzięczny za lekcję.
                            Długoletni związek z BPs uświadomił mi, że twierdzenie o różnych rodzajach miłości jest bzdurą. Miłość jest tylko jedna i ma jedno imię i ma zawsze szeroko otwarte ramiona. Jeżeli zamkniesz ramiona wokół miłości, to przekonasz się, że ściskasz jedynie samego siebie.
                            Pozdrawiam
                            • czita88 Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 14.11.11, 22:20
                              "Miłość jest tylko jedna i ma jedno imię i ma zawsze szeroko otwarte ramiona. Jeżeli zamkniesz ramiona wokół miłości, to przekonasz się, że ściskasz jedynie samego siebie."

                              No tak... Ale oprócz ramion powinna miec chyba także mózg... I nie rozwierać tych ramion (i nóg!!!) za bardzo, próbując objąć wszystkich, wyrównując swój deficyt... To tak straszne, że aż mnie rozbawiło :D
                              • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 15.11.11, 16:44
                                czita88 napisała:


                                > No tak... Ale oprócz ramion powinna miec chyba także mózg... I nie rozwierać ty
                                > ch ramion (i nóg!!!) za bardzo, próbując objąć wszystkich, wyrównując swój defi
                                > cyt... To tak straszne, że aż mnie rozbawiło :D

                                Oj czita czita rozbawiłaś mnie. Siedliskiem miłości jest serce a nie vagina, no tak przynajmniej mnie się wydaje ale na siłę nie będę obstawał przy swoim bo może się mylę. Strasznie się rozpędzasz, bo rozwarte ramiona nie obejmują niczego. Stań przed lustrem i sprawdź.
                                Jak je zamkniesz wokół - zniewolisz. Czy obejmując wyrównujemy swój deficyt miłości? to zależy, czy jesteśmy dawcą (jest w nas moc a dając czujemy szczęście) czy biorcą (zaspakajamy jej głód biorąc czujemy lęk). I to by było na tyle.
                                Pozdrawiam

                                • czita88 Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 16.11.11, 00:43
                                  Nie chodzilo mi o to że seks utożsamiam z miłością, bo to zupełnie co innego, tylko o to że miłość powinna być skierowana raczej tylko dla jednej osoby (miłość wiadomo jaka), i blokować skutecznie popęd, czułość, sentyment, zauroczenie, fascynację wobec wszystkich innych facetów. Odcinać to albo chociaż przypominać o sobie w krytycznych momentach! Fascynacja, popęd - ok, to jakoś da się wyjaśnić. Ale nie rozumiem u siebie chorej tendencji.... nie wiem jak to wytłumaczyć ale mam taki ku*wa dar wczuwania się w niemal obcych facetów, ich potrzeby i uczucia... Czuję przede wszystkim ich cholerną samotność przykrywaną czymkolwiek (różnymi pozami i zachowaniami)... I jak już ją wyczuję to mój chory mózg każe mi ukoić ich ból, tak bardzo mi znany... Nie zastanawiam się wtedy jak bardzo to jest chore, czy jestem w związku (oczywiscie ze nie zapominam o tym zupelnie, ale liczy się to co tu i teraz)... Chcę by ten ktoś poczuł się lepiej, uszczęśliwić, dać bliskość i czułość, przeprosić za to jaka jestem chociaż tą odrobiną ciepła, największą jaką zdołam z siebie wycisnąć. Oczywiście to zdarzało się czasami i tylko z niektórymi. I moje odczucia były zawsze trafne. Tych z którymi byłam w związku rozłożyłam w ten sposób na części pierwsze, otworzyłam żeby obejrzeć rany, oczyścić, nasypać soli i pójść w siną dal ;(... Tylko zaszkodziłam. A z tymi ramionami to chodziło mi o to że ich zbyt rozwarty kąt obejmie (zasięgiem a nie fizycznie) zbyt wiele osobników... U mnie to lepiej żeby były prosto przed siebie wyciągnięte ;)... Przepraszam jak znowu bezsensowny post wyszedł ale nie wiem co piszę... Kochać nie umiem więc po cholerę się odzywam :/.
                            • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 17.11.11, 10:27
                              > Kazdy człowiek niesie ze sobą jakieś przesłanie. hanging_garden jestem Ci wdzię
                              > czny, bo kiedyś dzięki podobnym ludziom takim ja Ty, Ykrastek, extranowa czy pe
                              > rpetua mobile, perfekcjonizm i wszystkim innym, których nie wymieniam mogłem si
                              > ę znaleźć znów w nurcie życia i podążać swoja ścieżką, bo tylko tak mogę być pr
                              > awdziwy.

                              ...hmmm... dziękować nie masz za co, ponieważ podziękowania należą się Tobie ode mnie... w chwilach zwątpienia to forum jest dla mnie prawdziwym "kołem ratunkowym"... mimo, iż podziękowania należą się również innym osobom, które pracowały tutaj nade mną i uzmysławiały mi bezsensowność tej diaboliczniej relacji, nikt nie dotarł głębiej w moją psychikę niż Ty 3bsp, nikt nie przedstawił problemu z takiej perspektywy i w sposób tak wielowątkowy... Nazywając siebie "Smerfem Ważniakiem" popełniasz spore nadużycie - ja bynajmniej nie odbieram Twoich postów w ten sposób... Moja ocena jest taka, iż: 1) masz gigantyczną wiedzę opartą na praktycznym doświadczeniu, 2) przekazujesz ją w fenomenalny sposób, 3) robisz to zupełnie bezinteresownie...

                              ...problem w tym, że ja znowu "pękam" i znowu cholernie brakuje mi mojej borderki... traktuję siebie jak "narkomana", który za małą "działkę" (rozumianą jako chęć obcowania z moją ex) oddałby wszystko... czemu to takie trudne...? (wiem wiem: "jestem w samym oku cyklonu i identyfikuję się z obiektem") w każdym razie - trzymam się mojego postanowienia zainspirowany przez psychologa - kontakt z nią ograniczam wyłącznie do spraw dotyczących dziecka... przy odbieraniu małej i odwożeniu jej do domu, najczęściej nie zamieniam z moją ex nawet słowa... nie okazuję wrogości - co najwyżej: obojętność. Oczywiście jeśli trzeba, odezwę się zupełnie neutralnie - konwersację ograniczam jednak do niezbędnego minimum... nie zmienia to faktu, że cholernie mi jej brak...

                              Podczas gdy moja ex chodziła na terapię (szukając potwierdzenia, iż to ona jest ofiarą tego związku a ja katem) jej psycholog powiedziała, iż ludzi tak dopasowanych do siebie jak my, ze świeczką szukać (ex musiała pokusić się o obiektywizm)... faktycznie tak było... odnosząc to do zbiorów matematycznych, zbiór mojej partnerki i mój nachodziły na siebie prawie w 100%... część wspólna to nie było kilka procent... psycholog porównał tą relację do bluszczu - opletliśmy się nawzajem naszymi wspólnymi zainteresowaniami, identycznymi sposobami na spędzanie wolnego czasu, itd... i co z tego...?

                              Jeszcze raz: dzięki 3bsp!
                              • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 17.11.11, 17:18
                                hanging_garden napisał:


                                > ...problem w tym, że ja znowu "pękam" i znowu cholernie brakuje mi mojej border
                                > ki... traktuję siebie jak "narkomana", który za małą "działkę"

                                No to jesteśmy w domciu. Teraz widzisz, ze to raczej nie miłość ale uzależnienie.
                                Skłonność do uzależnień to taka cecha osobowa, wynikająca, mówiąc eufemicznie, z trudnej przeszłości. To właśnie tacy ludzie często wchodzą w związki z BPD.
                                Nie dziw się zatem, że na wiadomość o takim związku zachowuje się jak Rejtan.
                                Bardzo fajnie o tym pisze dziewczyna o nicku Sally.
                                Ja jestem nieufny, jeśli chodzi o grę na bidulkę, bo mam swoje powody, ale dziewczyna przekonała mnie krótką notką o jej dzieciństwie i młodości.
                                Chyba mnie przekonała.
                                Pozdrawiam
                              • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 17.11.11, 18:29
                                hanging_garden napisał:


                                > psycholog porównał tą relację do bluszczu - opletliśmy się
                                > nawzajem naszymi wspólnymi zainteresowaniami, identycznymi sposobami na spędzan
                                > ie wolnego czasu, itd... i co z tego...?

                                A to, że zaczęliście się dusić tracąc wolność. Mam gdzieś to co myślą inni w takich razach ale powiem: ptaki nie śpiewają w jaskiniach, a miłość to dziecko wolności.

                                Szacuneczek
                                >
                                > Jeszcze raz: dzięki 3bsp!
                                • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 17.11.11, 19:21
                                  Porównanie o narkomanie "wyprodukowałem" sobie na potrzeby mojej psychy... żeby tak jakoś lżej było - odkochanie to jakoś tak niefajnie brzmi...

                                  Co do przeszłości i wątku sally_74 - moje relacje z matką wyglądały podobnie. Nigdy nie była zadowolona + "częstowała" mnie ciągłą krytyką + dostawałem "w skórę" za każde przewinienie - nawet za to, że "zupa była za słona"... Lubiła moja rodzicielka odreagować stres po pracy na mnie, a pas był jej ulubionym narzędziem wychowywania... Między rodzicami awantur nie było - "psztykali" się od czasu do czasu ale nie były to jakieś totalne wojny. Nie było alkoholu, przemocy itd. Żadnej patologii w głębokim znaczeniu.
                                  Nie powielam na szczęście tego modelu w relacjach z moimi dziećmi - czasem mi się wydaje, że jestem nawet zbyt tolerancyjny i na za dużo im pozwalam a nawet powoduję u nich (celowo) pewną niefrasobliwość...
                                  Wracając do matki - prawdą jest więc, że swoimi problemami "nie zaraziłem się w pociągu". Dużo racji jest również w tym, iż postrzegam się jako "inwalidę emocjonalnego" - wzrastając w "matriarchacie" z totalnie zmarginalizowanym przez matkę ojcem - częściowo przez jej dominację - częściowo na jego własne życzenie (istniał niejako obok rodziny niż był jej "pełnoprawnym" członkiem - i nie to, że znikał z domu - miał oczywiście swoją "dłubaninkę" ale postrzegam go, jakby nie istniał w moim dzieciństwem. Teraz to raczej ja go "wychowuję": organizuję mu czas, "ewakuuję" z domu jak mamuśka się po nim "wozi" - chcę, żeby miał staruszek fajną jesień życia - staram się również nadrobić nieco stracony czas i muszę powiedzieć, że mój tata stał się naprawdę moim kumplem), nie jestem pewnie "produktem" pełnowartościowym (he he - tu się uśmiecham, bo nabrałem do tego odpowiedniego już dystansu). Do tego dochodzą takie "kwiatki" jak powierzchowne relacje pomiędzy rodzicami, rodzicami a mną i moim bratem... na szczęście mój braciszek trochę nadrabiał i zawsze miałem z nim świetne relacje :-) po dziś dzień oczywiście.

                                  Nie napisałem tego 3bsp, żeby Cię w jakiś sposób pozytywnie nastawić do siebie lub w jakikolwiek sposób się usprawiedliwiać - potraktuj to jako erratę do moich wcześniejszych wypowiedzi - ja (wierz mi, że tak jest) liczę na "kopa w 4-ry litery" z Twojej strony i pełną szczerość.
                                  • 3bsp Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 17.11.11, 19:46
                                    No wreszcie to napisałeś. Jesteś na dobrej drodze.
                                    Obcuje z tobą, bo teraz jesteś prawdziwy.
                                    Co do miłych słów pod moim adresem, przyjmuję je, ale mam odmienne zdanie na swój temat.
                                    To bardzo ważne i interesujące co napisałeś o swoim domu.
                                    Chcę Ci coś podpowiedzieć, ale nie na forum, bo to jest zbyt osobiste.
                                    Chcesz, napisz na 3bsp małpa wp.pl - drzwi ci otworzyłem
                                    Pozdrawiam
      • hanging_garden Re: młoda mama z BPD a jej (zdeprecjonowany) part 09.08.12, 15:45
        brz_a_sk napisała:

        > za czytanie tego wątku powinno się płacić :-)
        > wykład
        > poradnik
        > warsztaty
        > i parę osób jakby z dyplomem wyszła
        > żartuję ale łeb mi spuchł
        > to trzeba na raty
        >
        > ciekawe czy chłopaki wywiązują się z obietnic - nie tylko tych osobistych, ale
        > czy obdarowują się? :-)
        >

        Generalnie - daję radę (mówię oczywiście za siebie) ;-) Powtórzę się pewnie ale moje "uleczenie" zawdzięczam 3bsp (i kilku innym osobom, o których wspomniałem w innym wątku - nie pamiętam nicków ale jeśli czytają, wiedzą o kogo chodzi ;-)

        Pozdrawiam Was Wszystkich bez wyjątku ;-)

        P.S.
        Skrobnij coś 3bsp na e-malję jak będziesz dysponował czasem - ja nie piszę, bo nie chcę CI truć gitarry :-)

Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka