Dodaj do ulubionych

No i stało się - mam BPD!

05.06.12, 15:30
No i stało się - mam BPD! Tzn. mam, ale w domu - w osobie małżonki... Kilkanaście lat mi zajęło odkrycie tego faktu. Pokrótce nasza historia wygląda tak, że pierwsze 2-3 lata związku były znakomite, multum uczucia z jej strony, oddania etc. Ale w miarę upływu czasu zaczęły pojawiać się pewne... symptomy. Jakie? Podręcznikowe wprost, ale wiem to dopiero teraz, kiedy poczytałem o BPD. Jednak "od zawsze" mi coś w niej nie pasowało, ale oczywiście składałem to na karb... przeróżnych okoliczności. Nie miałem pojęcia o istnieniu BPD. Nigdy nie stać jej było na zwierzenia, unikała jak ognia prawdziwej bliskości, jest totalnie przewrażliwiona na jakąkolwiek, najdelikatniejszą nawet krytykę, kiedyś idealizowała mnie i nasz związek, a teraz go deprecjonuje etc, itd. Tak czy owak "od zawsze" miałem jej za złe, że cyklicznie niszczy nasz związek swymi wahaniami (delikatnie mówiąc) nastroju i napadami furii... A potrafi być wtedy cholernie przykra i nader celnie trafiać. Zresztą, co ja Wam będę pisał - wiecie to lepiej ode mnie... Najpierw wpadłem na to, że chyba jest DDA, ale też dopiero po ponad 10 latach związku. O dziwo przyjęła tę wiadomość ze zrozumieniem, a nawet się zgodziła ze mną i obiecała nad tym pracować. No ale jakże tu się nie zgodzić, kiedy się miało ojca alkoholika... Początkowo bardzo się starała, udawało nam się nad tym wspólnie pracować i poprawiliśmy ogromnie nasze relacje. Ale nie na długo... Ostatnio, zamiast kontynuować pracę nad sobą, uciekła w kier. bycia fanką pewnego sławnego rockmana (w stopniu zakrawającym na manię). I tak oto trafiłem na to forum. Bo od ponad pół roku z okładem jest źle, bardzo źle i coraz gorzej - z nią, z nami, nasz związek się sypie, o ile już nie rozsypał...
Podpowiedzcie mi proszę, jak ją o moich przypuszczeniach (choć w zasadzie mam pewność) poinformować? Co robić, jak zacząć leczyć ją i nasz związek? Kocham swoją żonę, mam za co ją cenić, za nami kupa wspólnych lat życia, mniej lub bardziej szczęśliwych, choć ciągle o cechach związku z borderką... Jak z nią o tym porozmawiać, pomóżcie, bo ostatnio to nawet DDA zaczęła się wypierać. Tzn. nie całkowicie, ale nie chce bym "ciągle jej o tym przypominał" - choć robię to naprawdę w ostateczności i nie po to aby jej dokopać, ale żeby pomóc uświadomić jej źródło tych negatywnych emocji i zachowań.
Obserwuj wątek
    • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 05.06.12, 16:40
      Z tego wszystkiego zapomniałem się przywitać... Coż, jestem zwykłym, dojrzałym facetem, spokojnym, opanowanym i jak się okazuje - mężem borderki. Fajnie że jest to forum, fajnie że być może dzięki Wam nie zostanę z tym sam...
    • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 05.06.12, 18:30
      diagnoza czasem żyje swoim życiem pomiędzy ludźmi

      czy jestem zły
      czy inni tak miewają
      czy to kwasem można wypalić
      czy to zaleta
      czy jestem naiwny
      czy wyjątkowo troskliwy

      ludzie oszaleję jesli ktos mi nie wytłumaczy
      to czasem ktoś orzeknie
      masz to nie masz tamtego i

      ufff

      ale
      czy jestem zły
      czy inni tak miewają
      czy to kwasem można wypalić
      czy to zaleta
      czy jestem naiwny
      czy wyjątkowo troskliwy

      ludzie oszaleję jesli ktos mi nie wytłumaczy
      co z tym dalej robić

      nie tak to jest? uśmiechnijcie się
    • 3bsp Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 07:55
      Bez mediatora to raczej nie próbuj, bo skończy się wzajemną licytacją o winie i jeżeli to BPD to finałem będzie „jatka na melinie”.
      Jak spróbujesz terapii na własną rękę zdobywając wiedzę o problemie, to skończysz na tym, że nawet otwierając drzwi od szafy wylatywał będzie z niej wasz problem.
      Mechanizmy tej relacji powodują, że partner mocno się angażuje w swoje dzieło „naprawiania świata”, a jeśli do tego jest inteligentny, spostrzegawczy i ma zmysł analityczny, to skończy się to manią czy obsesją jak kto woli.
      Zdecydowanie nie polecam, jako że jest tak wiele fajnych rzeczy do zrobienia na tym świecie.
      Najlepszym mediatorem jest psycholog rodzinny.
      Musisz przekonać żonę, że terapia małżeńska, jest dla Was. To ważne.
      Zakładając hipotetycznie, że twoje rozpoznanie jest trafne to w trakcie terapii albo żona podejmie terapię indywidualną, albo zwieje z terapii mówiąc, że np. psycholog nie ma uczuć i ją rani.
      W obu przypadkach można mówić co dalej.

      Powodzenia
      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 12:45
        Dzięki za poradę i zrozumienie! Sęk w tym, że nie wiem jak przekonać ukochaną (mimo wszystko) żonę do JAKIEJKOLWIEK terapii, a nawet jednej wizyty u psychologa... Terapii rodzinnej, małżeńskiej, wspólnej czy indywidualnej - mnie tam rybka - byleby jakieś efekty były! Podczas ostatniej kłótni powiedziałem jej, że moim zdaniem potrzebuje/my pomocy. Ale nie chciała nawet o żadnym psychologu słyszeć! Mam postawić jej stanowcze ultimatum czy próbować jakoś max delikatnie... nakłonić? Prosić, przekonywać..? Kiedy, jaki moment wybrać? Gdy jest w dołku czy na górce? Powoli tracę wyczucie, stała się totalnie nieprzewidywalna... A może znacie jakieś patenty? Tj. jakieś argumenty, coś czego logicznie nie będzie w stanie odeprzeć? Bo cokolwiek nie powiem, do czegokolwiek się "nie przyczepię" - to zawsze (ostatnio) obarcza mnie winą za to, lub twierdzi, że ona akurat ma dokładnie odwrotne odczucie/opinię, więc to ja muszę się mylić, nie ona... Dlatego też powiedziałem jej, że potrzebujemy arbitra, bo jedno z nas przecież może się mylić, a nie ma pewności które... Albo może obecne tu borderki mi coś podpowiedzą? Co na nie podziałało i skłoniło do zdiagnozowania i podjęcia leczenia?

        PS
        Nie mam zamiaru samodzielnie nikogo terapeutyzować. Mimo że sam żyję bardzo świadomie, psychorozwój nie jest mi obcy i generalnie jestem spokojny i dobrze poukładany, to nie jestem tutaj żadnym fachowcem. Nie mam koniecznej wiedzy, dość odporności etc. itd. a po próbach radzenia sobie z jej DDA - widzę że nie dam z tym rady. Wszystko co zrobiłem w dobrej intencji - ona obraca przeciwko mnie. Dlatego tu jestem i proszę Was o pomoc i wskazówki.
        • perfekcjonizm Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 13:41
          Kiedy ja stawałam się bardzo nieznośna, mój mąż skontaktował się z naszą znajomą, która jest terapeutką. Bardzo ją ceniłam i cenię i kiedy ona odezwała się do mnie i bardzo poważnie zasugerowała potrzebę leczenia poszłam się leczyć.
          • spaprany Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 14:08
            ja najpierw postawiłem warunek. A potem cierpliwie co pewien czas, w najgorszych chwilach przypominałem, że to jest jedyna szansa. Tyle że my męczyliśmy się oboje, nie tylko JA dostawałem jej problemem. Kto męczył się bardziej - chyba trudno powiedzieć.
            Miesiące trwało, zanim udało mi się przekonać, a i to nie do końca. Lęk przed tym, żeby się otworzyć przed obcą osobą miał ogromne rozmiary i prawie wygrał. Prawie.
            Jestem z niej bardzo dumny, że tam chodzi. Myślę, że to prawdopodobnie najważniejsza rzecz, jaka się zdarzyła w jej życiu od lat. Tu nie chodzi o "nas" i ona o tym wie. Powiedziałem, że "my" będziemy, albo nas nie będzie, ale ona będzie ze sobą zawsze. Nie chodzi "dla nas", chodzi dla siebie - i to też jest bardzo ważne.
            • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 14:22
              Spaprany - gratuluję i trzymam kciuki. Szczerze i serdecznie. Ja jeszcze ultimatum nie postawiłem, ale jasno nakreśliłem jej/naszą przyszłość: albo czeka nas "pranie brudów" (jej słowa) w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego, albo na sali rozpraw w sądzie... Trzeciej drogi nie ma. Na razie czekam kiedy to zrozumie...
    • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 06.06.12, 22:57
      powiedziałeś wyraźnie, że uważasz, że potrzebna jest pomoc specjalisty
      mozesz to powtórzyć jeszcze raz - w spokojnym momencie
      i jesli nie zadziała
      idziesz sam po poradę dla SIEBIE i ew na terapię
      na pewno Ci sie przyda

      a lepszego, konkretnego i jednoznaczniejszego sygnału dać nie możesz - będzie pewna, że nie odpuścisz, wiesz co mówisz i co robisz i nie podlega to dyskusji

    • perpetua-mobila Re: No i stało się - mam BPD! 15.06.12, 10:45
      Kolejny znawca!!! Co za odkrycie! Po 3 latach ujawnily sie cechy?... to nie jest podrecznikowe.
      Ile jeszcze osob bedzie samemu stawialo diagnozy i w nie wierzylo? To zalosne. A poza tym....

      sajkopat napisał(a):


      > Jednak "od zawsze" mi coś w niej nie pasowało, ale oczywiście składałem to na karb... p
      > rzeróżnych okoliczności.

      Byłeś KILKANAŚCIE LAT z osoba u ktorej od samego poczatku cos Ci nie gralo? SIC! Moze lepiej poszukalbys jakiegos zaburzenia u siebie co?
      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 26.06.12, 10:52
        perpetua-mobila napisała:
        > Byłeś KILKANAŚCIE LAT z osoba u ktorej od samego poczatku cos Ci nie gralo? SIC
        > ! Moze lepiej poszukalbys jakiegos zaburzenia u siebie co?

        Mógłbym poszukać, ale jednak zacznę tam, gdzie pawdopodobieństwo jest większe - bo to nie ja miałem ojca alkoholika i osobę chorą na schizofrenię w rodzinie... I owszem - kochając można być z kimś przez wiele lat, mimo że coś nam w tej osobie nie do końca pasuje. Rozumiem, że Ty masz partnera idealnego, u którego WSZYTKO pasuje? Skoro tak, pozostaje Ci tylko pogratulować.
        • nico_2009 Re: No i stało się - mam BPD! 26.06.12, 12:45
          Wiesz to wszystko zostało już napisane setki razy, wprost i gdzieś tam pomiędzy wersami napisanymi przez Borderów... Stawiasz warunek i bezwzględnie się go trzymasz, choć efektem najprawdopodobniej będzie "ucieczka z siekącym mieczem w ręce", Twoja cierpliwość i stanowczość to jedyny ratunek, rozkleisz się zasłabniesz na chwilę dostaniesz 3 razy mocniej niż poprzednio.
          Choć tak na prawdę Twoja diagnoza wydaję mi się nieco przesadzona - uwierz mi po kilkunastu latach byłbyś już wrakiem psychicznym.
          • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 26.06.12, 16:41
            nic tak dobrze nie robi jak dobry przykład - w przypadku borda niestety nie działa - ale warto iść na terapię i w ten sposób trzymać się opcji - terapia pomaga porozumieć się

            nie ma mowy o terapii w rodzinie - zawodowy terapeuta nigdy nie prowadzi terapii bliskiej osoby
            co innego wiedzieć jak sie zachowywać nawet profesjonalnie ale nie ma mowy o terapii
            widziałam jak zawodowiec wykorzystał wiedzę w rodzinie - żeby osiągnąć cel pojechał po bandzie - bywa - fatalna słabość

            chirurg nie operuje bliskich; psycholog nie prowadzi terapii bliskich !!! bo to są katastrofy
          • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 26.06.12, 23:15
            Nie jestem żadnym diagnostą czy psychologiem, ale dojrzałym facetem, świadomym siebie i świata wokoło... Nie twierdzę ze 100% pewnością, że moja żona jest borderką - choć na to niestety wygląda :( Wiemy natomiast na pewno oboje, że jest DDA, skoro wychowała się mając ojca alkoholika (który pił od "zawsze" i nadal popija) oraz współuzależnioną matkę. Nie chcę tutaj cytować całych książek , ale przejawia wiele cech DDA i borderline - niska/niestabilna samoocena, totalna chwiejność emocjonalna, przewrażliwienie na krytykę, pesymizm, brak sensu życia, obawa przed bliskością, etc. itd. Przez wiele lat było nam (mi z Nią) dobrze, czy raczej dość dobrze, gdyż od zawsze miała huśtawki nastroju, od depresji do hiperaktywności, a przy tym wciąż i cyklicznie zdarzały jej się napady furii, a wtedy rozbijała taranem nasz związek... ale można było z tym żyć, o ile zdrzały się one (napady) powiedzmy raz, czy dwa na miesiąc. Niestety, od ponad pół roku jest dokładnie na odwrót: sporadycznie ma "dobry humor", poza tym, tj. przez ok. 90% czasu jest "wkur..." na maxa. Oczywiście najbardziej dostaje się mnie, bo jestem z tych spokojnych i cierpliwych i zawsze pod ręką... Przyczyn swej agresji upatruje we mnie, z tym że cokolwiek nie zrobiłbym - i tak się wkurza... Ciągle wyrzuca mi zachowania, które sama praktykuje, obarczając mnie winą za swoje przewinienia. Poza tym zaczęła głosić absurdalne tezy, wprawiajace mnie w osłupienie. Inaczej ode mnie ocenia rzeczywistość, a jej wybuchy gniewu są kompletnie nieadekwatne do wydarzenia - rzekomej przyczyny... Nigdy nie wiem w jakim będzie nastroju, choć powoli przyzwyczajam się że w złym, skoro owo nasilenie agresji i niezrozumiałych zachowań trwa od pół roku z okładem. Wrakiem jeszcze nie jestem, ale zaczynam czuć się w swoim domu jak w domu wariatów...
            • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 27.06.12, 16:41
              może przywalę na początek - czemu szukasz w żonie świra?
              a teraz spokojnie - poczułeś jak ona może odebrać Twoje dociekanie?

              próbuj rozmawiać i może spróbuj poszukać grupy terapeutycznej dla siebie
              możliwe, że pogarsza się jej stan w związku z przepracowaniem, wiekiem a może ma dość wszystkiego; albo Ty masz dość i gorzej znosisz ją;

              do BPD chyba jej daleko; DDA wystarczy w zupełności;

              nie obraź się o początek jeśli naprawdę szukasz rozwiązania dla Was zrozumiesz dlaczego tak napisałam

              warto szukać porady; warto szukać porady dla siebie i tym zachęcić partnera; ale gdyby wszystko szło źle i nie byłoby co zbierać, będziesz silniejszy i pewny, że wiesz co się dzieje;
              pomyśl o dzieciach - ktoś im musi dać zdrowy przykład a nie jedno DDA a drugie mamałyga - błagam uśmiechnij się nie ranię, pozytywnie motywuję;
              ratuj małżeństwo - warto :-)
              • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 27.06.12, 23:16
                brz_a_sk napisała:

                > czemu szukasz w żonie świra?

                Bo tak się zachowuje! Nie szukałem, dopóki wszystko było w jakiejś tam normie. Tzn. 1 czy 2 lub 3 ataki furii na miesiąc - jakoś znosiłem. Ale kiedy ktoś zieje gniewem i nienawiścią przez 90% czasu, to chyba nie ma co mówić o jakiejkolwiek normie i zdrowiu..? 6 dni złego nastroju (oględnie mówiąc...) w tygodniu, 26 na miesiąc...

                > a teraz spokojnie - poczułeś jak ona może odebrać Twoje dociekanie?

                Od dawna zdaję sobie sprawę z tego, jakie to może być dla niej przykre. Ale czy mam inne wyjście? A jeśli to początki powazniejszej choroby, to co - mam milczec? Coś to da?

                • the-crawl Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 01:28
                  wiesz ja mam bpd mój mąż to dda i im dłużej ze sobą jesteśmy, tym częściej oboje śmiejemy się z tego, że chyba moje objawy przechodzą na niego:) z doświadczenia wiem, że dda przejawiają zachowania schematy emocjonalność, które można przypisywać bpd i tylko psycholog bedzie w stanie wystawić diagnozę. zresztą jakie ma to znaczenie co jej jest ważne czy ona w ogóle chce coś zmienić w sobie czy widzi jakiś problem. ja bym z nią po prostu pogadała, spokojnie bez wyrzucania jaka to ona nie jest tylko jak Ty się z tym czujesz i jakie są twoje oczekiwania. decyzję o ewentualnym leczeniu może podjąć już tylko ona.pozdr
                • spaprany Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 01:55
                  sajkopat, coś Ci powiem. Gadałem ostatnio z przyjaciółką, która walczy z zaburzeniem od lat. Przechodziła przez wszystkie stadia - chlanie, ćpanie, cięcie, rżnięcie, przygodny seks i co jeszcze chcesz. Teraz jest pierwszy raz w życiu w szczęśliwym związku. Powiedziała mi tak: "jestem z nim i jest mi dobrze, bo nie mam na niego wpływu. Nie robię mu jazd bo się nauczyłam, że to wszystko po nim spływa".

                  Chcę Ci przez to powiedzieć, że im bardziej dasz jej emocjom wpływać na Ciebie - tym bardziej ją nakręcisz i szybciej przepieprzysz wszystko. Nie wiem, jak to zrobisz, ale musisz odseparować swój prywatny komfort od jej problemu. Wiem, że to może być kurewsko ciężkie, bo to nie jest licealny romans, tylko małżeństwo z wspólnym mieszkaniem i zobowiązaniami.

                  Uważaj, żebyś nie poszedł w tym "dociekaniu" za daleko. Piszę Ci to, bo sam się zorientowałem, że ja w moim dociekaniu i rozgrzebywaniu problemów partnerki swego czasu poleciałem kompletnie, a to nie tędy droga. Jeżeli faktycznie ma problem z bliskością, a Ty będziesz jej strzelał analizy - poczuje się bardzo osaczona, a to jeszcze spotęguje jazdy. Zastanów się, czy nie jest gorzej od kiedy właśnie zacząłeś dociekać.

                  Owszem, bez możliwości jakiegokolwiek dialogu gówno zdziałasz, ale dając się wkręcić w kołowrotek zdziałasz jeszcze mniej. Jej nie pomożesz, a potracisz do reszty najpierw siebie a potem rodzinę.
                  Mój pomysł jest taki: napisz do niej list. Taki na papierze. Pilnuj się kilku zasad: ten list nie ma zionąć żalem, tylko troską. Napisz jej, że się martwisz, bo jesteś z nią blisko a widzisz, że jest nieszczęśliwa. Nie wypominaj, nie opieprzaj, nie piętrz przykładów jej koszmarnych zachowań, nie koncentruj się na swoich żalach. A zwłaszcza - nie analizuj. Przekaz ma być prosty:
                  "widzę, że masz lipę i chciałbym ci pomóc. Nie będę w stanie nic zrobić, dopóki nie nauczymy się ze sobą rozmawiać. Nasze małżeństwo jest dla mnie bardzo cenne, kocham cię, ale ten układ wymaga naprawy." Nie strasz rozwodem, nie machaj szabelką. Możesz nawet szczerze ją przeprosić za swoje dociekania i usprawiedliwić to chęcią zrozumienia i pomocy.

                  I basta. Na pewno jest inteligentna, na pewno widzi, co się z nią dzieje i co się dzieje z Tobą. Gwarantuję Ci, że sama się spala w tych emocjach i cierpi, po prostu nie ma narzędzi, żeby z tego wyjść. Takie rozwiązanie - ten list - da więcej niż 100 awantur w emocjach. Jeżeli nie umiecie rozmawiać, piszcie. Wtedy jest czas na refleksję, na przemyślenie treści, odpada bardzo ważny i w Waszej sytuacji uniemożliwiający normalny dialog face to face aspekt - chore emocje, nad którymi ona nie ma kontroli, a i Ty pewnie co raz częściej tracisz.
                  • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 13:37

                    spaprany - wielkie dzięki za chęć pomocy i cenne uwagi, bardzo cenię Twoje doświadczenie w tym względzie.

                    Teraz do wszystkich rozmówców: nie chcę analizować, dociekać, rozkminiac itd. bo w końcu sam popadnę w rodzaj paranoi. Staram się jedynie rozeznać w sytuacji, aby podjąć jakieś kroki zaradcze. Zarzucano mi tutaj, że to może ja jestem zaburzony? Być może w jakimś stopniu już tak, Sam obawiam się, czy czasami nie tracę obiektywizmu... ale do cholery - nadal potrafię realnie ocenić rzeczywistość! A rzeczywistośc wygląda tak, że chociaż "od zawsze" zdarzały się mojej ukochanej podobne, acz krótkie epizody - to od ponad pół roku mam piekło w domu non-stop! Zupełnie jakby ktoś mi podmienił kobietę, z którą żyję od lat! Nie poznaję jej, stała się obca, kłótliwa, kompletnie nieprzewidywalna, wiecznie wkurzona, ekstremalnie drażliwa, reagująca na drobiazgi wybuchami o skali wprawiającej mnie w osłupienie, odległa i zamknięta w sobie, z nagle wywróconą hierarchią wartości, z jakby innym charakterem i zachowaniami zupełnie nieadekwatnymi do zdarzenia. Gdybym wierzył w duchy - stwierdziłbym że potrzebuje egzorcysty... Sporo z tego, co ceniliśmy oboje - nagle jej nie pasuje. Długofalowe i WSPÓLNE cele - już nie są naszymi, tylko moimi. Tym co jest stałe, jest jej chwiejność nastroju, samooceny i oceny otaczającej nas rzeczywistości. Wyrzuca mi, że jej nie doceniam. ale moje komplementy lub pochwały kwituje zazwyczaj "eee, tylko tak mówisz...". Natomiast w każdej mojej odmiennej opinii (odmiennym zdaniu o czymkolwiek) - upatruje krytyki własnej osoby... A nie daj Boże, kiedy faktycznie mam czelność (bezczelność...) otwarcie skrytykowac jakieś jej zachowanie! Za wszystko obarcza winą mnie, za swoje (mało barwne jej zdaniem) życie - też mnie. Za niską samoocenę - też mnie. Jej paskudne zachowania wynikają jakoby z moich. Imputuje mi swoje wady, dokładnie te, które sama przejawia. Myli przyczyny ze skutkami i generalnie jestem źródłem wszelkiego zła w jej życiu, mimo że nie tak dawno byłem wyjątkowo mądrym i dobrym facetem, z którego była dumna, ale na którego rzekomo nie zasługuje (what the fuck..?)

                    Przez wszystkie lata naszego życia takie stany zadarzały jej się raczej tylko w okresie napięcia przedmiesiączkowego, więc nauczyłem się z tym jakoś żyć. Zaprowadziłem nawet kalendarzyk (sobie), żeby mieć się na baczności, kiedy nadchodził "zły" okres, być wtedy bardziej tolerancyjnym, empatycznym i wyrozumiałym. Nota bene dzięki kalendarzykowi zauważam, że od tych paru miesięcy, (od nasilenia się jej zaburzeń?), zespół napięcia zaczyna się u niej już w 2-3 dni po owulacji i od razu ma b. gwałtowny przebieg. Do niedawna udawało nam się o tym (i wszelkich innych problemach w związku) porozmawiać i zawsze była znacząca poprawa, przynajmniej na jakis czas. Kiedy trafiałem do niej - przyznawała mi rację. Twierdziła, że podczas ataków furii czuje się wtedy "rozdwojona". Jakby ta niepohamowana agresja i raniące mnie słowa same z niej wypływały, a ona stała z boku, nie biorąc w tym udziału... I przyznawała mi, że cokolwiek nie zrobiłbym - i tak jej agresja musi znaleźć wtedy ujście. OK, powiecie że to normalne, bo hormony, taka natura kobiety etc. itd. ale wg mnie - moja żona przekracza/ła w tym wszelkie normy! Na domiar złego jej zespół napięcia przedmiesiączkowego przeszedł ostatnio w stan przewlekły...

                    Dla mnie zdrowy i dojrzały związek, to związek rozwijający się w kierunku maksymalnej bliskości, poczucia wspólnoty i jedności. Ale jak ma się rozwijać czy pogłębiać, kiedy moje pozytywne uczucia, regularnie zabijane były/są wybuchami jej wściekłości, okazywaniem nienawiści i traktowaniem mnie jak śmiecia i chłopca do bicia? W okresach zwyżki nastroju potrafi być fantastyczna. Cudowna i kochająca, czuła, pogodna, troskliwa, urocza i rozsądna, a nade wszystko - bliska mi, zrozumiała i przewidywalna. Dlatego trwam w tym związku i chcę go uratować, kocham ja mimo wszystko, aczkolwiek ostatnie miesiące to chyba kres mojej cierpliwości i odporności...

                    Okresem chyba największej bliskości i porozumienia w naszym związku był czas po tym, kiedy odkryliśmy, że ona am syndrom DDA. Kiedy uświadomiła to sobie, stała się dużo bardziej otwarta i spokojniejsza. Przestała się chować i kąsać, a ataki wściekłości w magiczny sposób zniknęły! Jakby poddała się i przestała ze mną walczyć... Myślę, że nie dlatego, iż lepiej panowała nad sobą, ale dlatego, że uzyskała jakiś spokój wewn. - nie musiała już niczego udawać i chować się pod żadnym pancerzem. Po raz pierwszy wtedy zaczęła mi się zwierzać, z tych najgłębszych przeżyć i przemyśleń. Wtedy dopiero poznałem kilka historii z jej dzieciństwa i smutną prawdę o jej domu rodzinnym... ale stała mi się przez to jeszcze bliższa i jeszcze bardziej ją pokochałem! Chętnie spędzaliśmy wtedy każdą chwilę ze sobą, zawalając nawet niektóre obowiązki. Byłem taki szczęśliwy, że wreszcie mam z nią KONTAKT! Ten prawdziwy, głęboki, pełen zaufania i oddania. Byliśmy jednością, w domu, w łóżku, wszędzie. Starałem się jej nie pouczać, ani nie instruować (bo kimże do cholery jestem? na pewno nie chce być domorosłym terapeutą). Zwracałem tylko uwagę na pewne zależności i konsekwencje, które dostrzegałem, a ona się w większości ze mną zgadzała. Sielanka trwała... krótko. Rok, może trochę dłużej. W duchu liczyłem, że może zacznie teraz jakąś terapię, co też delikatnie zasugerowałem, ale ona przecież jest "twardzielem", który świetnie da sam sobie radę... OK, nie naciskałem zatem... I powoli, niezauważenie zaczęła uciekać, oddalać się... Była, ale obok. Żyła ze mną, ale w swoim świecie... Niedługo w tym czasie zaczęła popadać w fascynację pewnym celebrytą rocka, mocno obscenicznym. Stała się wówczas hiperaktywna - pochłaniała wszystko na jego temat - książki, wywiady, płyty itd. (dla mnie momentami zakrawało to na manię, ale nich tam...) koncentrowała niemal całą swoją uwagę i energię. Nie miałem nic przeciwko temu, a nawet cieszyłem się, że żona ma tyle frajdy i tryską taką energią, choć akurat jego image i muzyka niebyt mi leżą. Wtedy też wytatuowała się, myślała również o piercingu. OK, powiecie, nic złego, i owszem - zgoda, kiedy ma się naście czy 20-parę lat. Ale w wieku bliskim 40? To chyba.. dość zaskakujące? Co więcej, jej fascynacja owym celebrytą jest także fascynacją seksualną. Ale nie pytajcie skąd to wiem. Po prostu - wiem i już. A to już mężczyźnie/mężowi - dość ciężko zaakceptować...

                    W pewnym stopniu zdaje sobie sprawę (ona), że "coś jest nie tak". Ostatnio mieliśmy szczerą, długą i poważną rozmowę. Ale dopiero po paru godzinach, kiedy to już przyjąłem na siebie kolosalny ładunek jej nienawiści i agresji - jakby rozładowała się, a wtedy zaczęła słuchać i myśleć w miarę rozsądnie. Powiedziałem spokojnie o swoich odczuciach i obawach, kładąc nacisk na zachowanie naszego związku, troskę o NAS, a także jej zdrowie i komfort psychiczny. Okazało się, że wie od kiedy, tj. od jakiego czasu ma szczególne problemy z nadmiarem i pochamowaniem złości, tj. od rzeczonego pół roku. Niestety, nadal nie widzi konieczności udania sie po poradę czy leczenie do psychologa. Twierdzi, że to wynik stresu i braku jakiegoś mikroelementu, co wyczytała w sieci. Wobec czego dostarcza sobie owego mikrolementu w postaci tabl. (suplementu diety) i "widzi poprawę", tylko ja tej poprawy nie dostrzegam... Ucieszyłem się, że w ogóle ma świadomość swego stanu, ale do pełnej radości jest mi cholernie daleko. Rozmowa zakończyła się bez konkretnych postanowień, ale bardzo oczyściła atmosferę. Było boleśnie i przykro, ale zrobiło się lekko i klarownie. Następny tydzień był wprost cudowny - pełen zrozumienia, łagodności, bliskości, seksu i braku konfliktów. I nagle - PIERDUUUUT!!! Poszło o błahostkę (śmieci, nie uprzątnięte na czas) a zakończyło się tak dobrze nam znaną, karczemną awanturą. Przyznam, że tym razem nie wytrzymałem i wykrzyczałem jej kilka przykrych słów. Mea culpa. Obecnie unikam domu jak mogę i nie odzywamy się do siebie - chcę to przeczekać...
                    • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 13:40
                      cd...
                      Co dalej - nie wiem... Nie wiem czy to DDA, czy BPD czy cokolwiek innego, boję się tylko, żeby to nie były początki schizofrenii... Poważnie obawiam się takiej możliwości, bo w jej najbliższej rodzinie jest osoba z rozpoznaną i od lat leczoną schizofrenią. Na domiar złego doczytałem dziś (badania z USA), że schizofrenicy dlatego są tak namiętnymi palaczami, bo nikotyna działa na neuroprzekaźniki odpowiedzialne za ich samopoczucie. A początki nasilenia agresji u mej żony, zbiegły się dokładnie z czasem, kiedy rzuciła palenie. W sumie modlę się, żeby to było "tylko" DDA/BPD, bo mogę borykać się z zaburzeniami osobowości - jako że są to w dużej mierze wyuczone i odwracalne schematy postępowania - ale ze schozofrenią nie dam rady :( Tak czy owak ona NIE pójdzie do żadnego psychologa, bo jeśli nawet coś się dzieje, to "nie jestem chora, mam kontakt z rzeczywistością" i "sama dam sobie radę"...

                      Ja mogę udać się na dowolną terapię! Whatever. Tylko czy to coś pomoże? Zawsze ceniłem rozwój, samodoskonalenie, samoświadomość, duchowość i takie tam. Mam wewnętrzny spokój, niezachwianą samoocenę i generalnie jestem ze sobą szczęśliwy, ale chciałbym dzielić to szczęście ze swoją żoną, tą którą kiedyś pokochałem...

                      Co o tym myślicie?
                      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 13:53
                        spaprany
                        - wpadłem już wcześniej na pomysł z listem, dzięki. Nie papierowym, ale emailem ;) Napisałem jej krótko co czuję i myślę, z troską, podkreślając że kocham i martwię się o NAS. Pomogło o tyle, że udało nam się przeprowadzić tę poważną rozmowę. Tyle że tydzień później sajgon od nowa...
                    • spaprany Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 14:33
                      " Za wszys
                      > tko obarcza winą mnie, za swoje (mało barwne jej zdaniem) życie - też mnie. Za
                      > niską samoocenę - też mnie. Jej paskudne zachowania wynikają jakoby z moich. Im
                      > putuje mi swoje wady, dokładnie te, które sama przejawia. Myli przyczyny ze sku
                      > tkami i generalnie jestem źródłem wszelkiego zła w jej życiu, mimo że nie tak d
                      > awno byłem wyjątkowo mądrym i dobrym facetem, z którego była dumna, ale na któr
                      > ego rzekomo nie zasługuje (what the fuck..?)"

                      Naprawdę nie wiesz, wtf? 1. dewaluacja, 2. projekcja i to wszystko.

                      "> Przez wszystkie lata naszego życia takie stany zadarzały jej się raczej tylko w
                      > okresie napięcia przedmiesiączkowego, więc nauczyłem się z tym jakoś żyć. Zapr
                      > owadziłem nawet kalendarzyk (sobie), żeby mieć się na baczności, kiedy nadchodz
                      > ił "zły" okres, być wtedy bardziej tolerancyjnym, empatycznym i wyrozumiałym. N
                      > ota bene dzięki kalendarzykowi zauważam, że od tych paru miesięcy, (od nasileni
                      > a się jej zaburzeń?), zespół napięcia zaczyna się u niej już w 2-3 dni po owula
                      > cji i od razu ma b. gwałtowny przebieg."

                      to wszystko fajnie, ale po mojemu prowadzenie kalendarzyka okresów swojej żony to lekkie przegięcie. Partnerka, zwłaszcza dda/bpd, na bank może poczuć się inwigilowana, może ciut za bardzo wkraczasz na teren jej intymności?

                      "> Dla mnie zdrowy i dojrzały związek, to związek rozwijający się w kierunku maksy
                      > malnej bliskości, poczucia wspólnoty i jedności."

                      nie, sajkopat. Też tak myślałem, ale tak nie jest. Zdrowy związek to nie jedność. Zdrowy jest wtedy, kiedy obydwie strony zachowują autonomię i nie dążą do zespolenia.

                      "Ale jak ma się rozwijać czy po
                      > głębiać, kiedy moje pozytywne uczucia, regularnie zabijane były/są wybuchami je
                      > j wściekłości, okazywaniem nienawiści i traktowaniem mnie jak śmiecia i chłopca
                      > do bicia? W okresach zwyżki nastroju potrafi być fantastyczna. Cudowna i kocha
                      > jąca, czuła, pogodna, troskliwa, urocza i rozsądna, a nade wszystko - bliska mi
                      > , zrozumiała i przewidywalna."

                      przecież to też klasyka łesternu. Tak takie relacje wyglądają, co do jednej.

                      "Dlatego trwam w tym związku i chcę go uratować, k
                      > ocham ja mimo wszystko, aczkolwiek ostatnie miesiące to chyba kres mojej cierpl
                      > iwości i odporności..."

                      ach, dlatego wszyscy trwają w takich związkach i dają się doprowadzić do ostateczności, też klasyka.

                      "Niedługo w tym czasie zaczęła popadać w fascynację pewnym celebrytą rocka, mocno
                      > obscenicznym. Stała się wówczas hiperaktywna - pochłaniała wszystko na jego te
                      > mat - książki, wywiady, płyty itd. (dla mnie momentami zakrawało to na manię, a
                      > le nich tam...) koncentrowała niemal całą swoją uwagę i energię."

                      też klasyka. Czynności nałogowe, podświadoma ucieczka od bliskości. Jedni rzucają się w wir pracy, drudzy - codziennie spędzają 5h na siłce, inni pielgrzymują, jeszcze inni stają się gorliwymi katolikami i nie wychodzą z kościoła. "Nie mają czasu" dla partnera, wszystko jest ładnie i logicznie uzasadnione.

                      "Niestety, nadal nie widzi koniecznośc
                      > i udania sie po poradę czy leczenie do psychologa. Twierdzi, że to wynik stresu
                      > i braku jakiegoś mikroelementu, co wyczytała w sieci. Wobec czego dostarcza so
                      > bie owego mikrolementu w postaci tabl. (suplementu diety) i "widzi poprawę", ty
                      > lko ja tej poprawy nie dostrzegam..."

                      i nie zobaczy tej konieczności, dopóki jej się życie nie spierdoli na amen. Strach przed pozostawieniem mechanizmów, odrzuceniem zbroi i próbą innego życia jest ogromny. Doskonale oszukuje samą siebie i Ciebie. "Brak mikroelementu" - przecież zdajesz sobie sprawę z tego, że to mrzonka. Symulacja ruchów do przodu.

                      "Następny tydzień był wprost cudow
                      > ny - pełen zrozumienia, łagodności, bliskości, seksu i braku konfliktów. I nagl
                      > e - PIERDUUUUT!!! Poszło o błahostkę (śmieci, nie uprzątnięte na czas) a zakońc
                      > zyło się tak dobrze nam znaną, karczemną awanturą."

                      też klasyka. Idealizacja -> dewaluacja. Znowu się zrobiło za blisko, więc niebezpiecznie i włączył się równoważnik funkcjonalny systemu.

                      "Poważnie obawiam się takiej możliwości, bo w jej najbliższej rodzinie jest osoba z rozpoznaną i od lat leczoną schizofrenią. Na domiar złego doczytałem dziś (badania z USA), że schizofrenicy dlatego są tak namiętnymi palaczami, bo nikotyna działa na neuroprzekaźniki odpowiedzialne za ich samopoczucie. A początki nasilenia agresji u mej żony, zbiegły się dokładnie z czasem, kiedy rzuciła palenie."

                      Poważnie - bardzo rozumiem Twoją troskę, lęki i obawy, ale wybiegasz za daleko i właśnie zaczynasz wpadać w tę paranoję, o której piszesz. Macie po 40 lat albo coś koło tego. W zdrowej relacji każdy bierze odpowiedzialność za siebie i oboje bierzecie odpowiedzialność za Waszą relację. Że temu związkowi daleko do zdrowia - to jest jasne. Tymczasem musisz się pogodzić z tym, że masz cholernie ograniczony wpływ na drugą dorosłą osobę. Nie możesz się bardziej skupiać na jej zdrowiu psychicznym, niż ona sama, bo to chora nadopiekuńczość.

                      "W sumie modlę się, żeby to było "tylko" DDA/BPD, bo mogę borykać się z zaburzeniami osobowości - jako że są to w dużej mierze wyuczone i odwracalne schematy postępowania - ale ze schozofrenią nie dam rady :("

                      moim zdaniem jest wielce mało prawdopodobne, żeby w tym wieku zaatakowała schizofrenia. To się dzieje wcześniej, jeżeli ma się dziać.
                      Zaburzenia, wyuczone i odwracalne? Chyba nie wiesz, o czym piszesz. To nie są schematy postępowania, tylko poważne usterki osobowości, więc systemu wartości, decyzyjności, kontroli impulsów i wszystkiego innego. Są ewentualnie OPANOWYWALNE, a i to w różnym, czasami bardzo niskim stopniu. A i to pod warunkiem olbrzymiej siły woli, która pozwoli na trwałą świadomość problemu i decyzję o terapii, a następnie wytrwanie w tej terapii - przeważnie przez lata, nie miesiące i nie tygodnie.

                      "Ja mogę udać się na dowolną terapię! Whatever. Tylko czy to coś pomoże? Zawsze ceniłem rozwój, samodoskonalenie, samoświadomość, duchowość i takie tam. Mam wewnętrzny spokój, niezachwianą samoocenę i generalnie jestem ze sobą szczęśliwy, ale chciałbym dzielić to szczęście ze swoją żoną, tą którą kiedyś pokochałem..."

                      Jeżeli NAPRAWDĘ masz ten spokój, samoocenę i jesteś ze sobą szczęśliwy - nie potrzebujesz terapii, umiesz stawiać granice i na pewno umiesz się pogodzić z tym, że nie podzielisz tego szczęścia ze swoją żoną, dopóki ona tego nie zechce. A potem w wyniku tego "chcenia" się tego trwale nie nauczy.

                      Szczerze - dziwi mnie tylko jedno: że kryzys przyszedł tak późno, po tylu latach związku. To dość przerażający dowód na to, że zaburzenie może zaatakować zawsze i zniszczyć każdy związek. Rozejrzyj się w sobie, bo mi się jakoś wydaje, że za dużo siebie ulokowałeś poza sobą, w tej relacji. Pomimo tego, co piszesz ulokowałeś swoje szczęście na zewnątrz, w związku, uzależniłeś je od Twojej bliskości, "jedności" i poufałości.
                      Moim zdaniem to jest pora na ultimatum. Wiem, jak cholernie ciężko iść tą drogą, ale sam widzisz, co się dzieje. Jeżeli to trwa już miesiącami i nic się nie zmienia - leczenie albo rozstanie. Niezależnie od stażu, wspomnień, "wyjątkowości", dziecka i wszystkiego innego.

                      Nie chodzi mi o formę szantażu i nacisku, chodzi o to, że powoli się zbliżasz do granicy, za którą Twoje życie od świtu do nocy będzie się kręciło wokół problemu innej dorosłej osoby. Nawet nie będziesz wiedział kiedy przegrasz to, co masz. I nie chodzi o rzeczy materialne.

                      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 15:30
                        spaprany napisał:
                        > Naprawdę nie wiesz, wtf? 1. dewaluacja, 2. projekcja i to wszystko.

                        Tak przypuszczałem, ale żaden ze mnie znawca, to nowe pojęcia dla mnie.

                        > po mojemu prowadzenie kalendarzyka okresów swojej żony
                        > to lekkie przegięcie.

                        Kalendarzyk jej okresów był nam obojgu znany, kiedy staraliśmy się o dziecko. Nie wie o tym, że korzystam z niego nadal, w celu "wzmożenia czujności"...

                        > nie, sajkopat. Też tak myślałem, ale tak nie jest. Zdrowy związek to nie jednoś
                        > ć. Zdrowy jest wtedy, kiedy obydwie strony zachowują autonomię i nie dążą do ze
                        > spolenia.

                        Racja, źle się wyraziłem. Chodzi mi o dwie autonomie, ale mające część wspólną. Dla mnie bardzo liczy się bliskość w owej wspólnej części.

                        > przecież to też klasyka łesternu. Tak takie relacje wyglądają, co do jednej.

                        Marna to pociecha, chociaż potwierdza moje obserwacje...

                        > też klasyka. Czynności nałogowe, podświadoma ucieczka od bliskości.

                        Ech, gdyby miał większa wiedzę w temacie, łatwiej byłoby mi to wszystko poskładać do kupy.

                        > "Brak mikroelementu" - prz ecież zdajesz sobie sprawę z tego,
                        > że to mrzonka. Symulacja ruchów do przodu.

                        Tak dokładnie pomyślałem, kiedy mi o tym powiedziała. Ale nie śmiałem zakwiestionować, kiedy ledwo co skończyła się jatka...

                        >> PIERDUUUUT!!! Poszło o błahostkę (śmieci, nie uprzątnięte na czas) a
                        > zakończyło się tak dobrze nam znaną, karczemną awanturą."

                        > też klasyka. Idealizacja -> dewaluacja. Znowu się zrobiło za blisko, więc
                        > niebezpiecznie i włączył się równoważnik funkcjonalny systemu.

                        Owszem, tak to teraz odczytuję, ale dopiero uczę się tego.

                        > wybiegasz za daleko i właśnie zaczynasz wpadać w tę paranoję,

                        Hmm... całkiem możliwe. Biorę pod uwagę rózne scenariusze, bo staram się to jakoś ogarnąć, muszę wiedzieć na czym stoję, żeby cokolwiek z tym zrobić.

                        > moim zdaniem jest wielce mało prawdopodobne, żeby w tym wieku zaatakowała
                        > schizofrenia. To się dzieje wcześniej, jeżeli ma się dziać.

                        Obyś miał rację.

                        > Zaburzenia, wyuczone i odwracalne? Chyba nie wiesz, o czym piszesz.

                        zacytuję stąd
                        www.zdronet.pl/Zaburzenia%20osobowości,452,opis-choroby,5413,choroba.html
                        "Osobowość to zespół trwałych wzorców myślenia, zachowania, odczuwania, charakteryzujący indywidualny styl życia i sposób adaptacji jednostki. [..] Przyjmuje się, iż [...] osobowość jest to coś, co kształtuje się w miarę upływu lat, pewne cechy są bardziej trwałe, inne z czasem ulegają zmianie" - na te zmiany właśnie liczę, sam piszesz, że są opanowywalne.

                        > dziwi mnie tylko jedno: że kryzys przyszedł tak późno
                        > dość przerażający dowód na to, że zaburzenie może zaatakować zawsze

                        Cholera, no właśnie nie wiem czy to już TEN kryzys i TO zaburzenie! Gubię się w tym, próbuję się ogarnąć, zdobywam wiedzę, której nie miałem, a chyba potrzebuję...

                        > ulokowałeś swoje szczęście na zewnątrz, w związku, uzależniłeś je
                        > od Twojej bliskości, "jedności" i poufałości.

                        Zgadza się, sam to dostrzegam. Sukcesywnie oddawałem pola. Ale ustępowałem jej w imię jakiegoś nadrzędnego celu i wspólnego dobra... Tak myślałem, tyle że efekty są jakie widać. Skąd miałem qrwa wiedzieć, że mam chorą osobowość w domu?
                      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 15:36
                        > Moim zdaniem to jest pora na ultimatum

                        Wiem. Powoli dojrzewam do tego kroku... Potrzebuję jednak trochę czasu i spokoju, żeby to sobie poukładać i na spokojnie przemyśleć. A nie znacie jakiegoś dobrego psychologa (wawa lub okolice) dla osób z takim problemem? To pomogłoby mi zadecydować.
                • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 17:40
                  przeczytałam wszystko dziś napisane
                  wiele ważnych rzeczy napisaliście


                  widzę, że muszę inaczej pisać, bo odbierasz moje słowa jako zarzut - a to nie tak miało być;
                  jesteś spięty i rani Cię to co nie miało być zarzutem;
                  sorry - postaram się uważać;

                  a Ty spróbuj myśleć co próbuję opisać - niczego nie zarzucam!!!

                  napisałeś o zgodzie na nerwowość przez kilka dni w miesiącu - uznałeś, że przyczyna jest obiektywna, że zona nie ma na to wpływu; może być tak, że taki sam rodzaj przyczyny rozwala ją na stałe; to tak dalece dezorganizuje rodzinę, że chcesz by z tym coś zrobiła; może nie być w tym jej winy tak jak poprzednio ale nasilenie itd jest nie do zniesienia;
                  jesli żona zauważała , że jest upierdliwa kiedyś powinna zrozumieć o czym mowa;

                  przy okazji warto pamiętać, że zdarza się, że kobieta zaczyna przekwitać po 40 i jazda jest dokładnie taka jak przed miesiączką - nie ma kobieta na to wpływu; często nie zdaje sobie sprawy, że jest furiatką w tym czasie; i warto szukać pomocy; często nawet trzeba - można zwariować - co by to nie znaczyło, dobrze obrazuje niesamowite zmiany psychiczne; to wszystko może się zdarzyć bez nadzwyczajnej choroby - skończyć może się tragicznie;
                  niestety w takich trudnych okresach wyłażą również utajone choroby psychiczne- więc po wielokroć warto iść do lekarza - najlepiej chyba do psychiatry ale na pewno nie zaszkodzi ocenić hormony - czasem łatwiej kobiecie od tego zacząć; zrąbany nastrój, chwiejność emocjonalna są okropne; inteligentny człowiek do tego wszystkiego odczuwa wstyd ...

                  zupełnie inną przyczyną awantur może być to, że partner zakochuje się w kimś innym - i wcale nie jest to rzadka przyczyna;

                  na pewno warto proponować partnerowi pójście do lekarza - to nie ma dwóch zdań - i wsparcie w leczeniu/terapii nie zależnie od tego co się okaże

                  żona może lekceważyć objawy, ukrywać je a może bać się swojej choroby - i bać się etykietki i reakcji bliskich - wtedy raz rzucone w nerwach słowa wiszą nad wszystkim

                  jeśli żona nie chce iść do psychiatry, endokrynologa albo choćby ginekologa - oni są specami od babskiej kurwicy :-) a nie ma tu lęku przed wizytą w związku z ch. psych;

                  próbuj - jesli zona nie pójdzie nigdzie to masz dowód, że jest źle - tak to jest alkoholik nie ma problemu, osoba z depresją nie ma problemu itd

                  wtedy szukaj pomocy dla siebie - żebyś umiał reagować na jej zachowania i nie zwariował
                  nie można zrobić więcej niż zająć się soba i pokazać, że tak nalezy sobie radzić z trudną sytuacją w zyciu

                  jeszcze raz sorry jeśli czymś uraziłam - ani mi to w głowie - z szacunkiem czytam o Twoich staraniach
                  trzymaj się i pilnuj swojej pogody ducha
                  oby to były objawy, które czasem jeden hormon usuwa i jest błogostan :-)






                  • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 28.06.12, 23:14
                    > odbierasz moje słowa jako zarzut

                    Owszem. Przepraszam Cię brz_a_sk za to. Od miesięcy słyszę same zarzuty, więc stałem się drażliwy :P Ale czytam Was wszystkich i coraz lepiej to rozumiem. Obecnie połykam też "Uratuj mnie" i otwierają mi się oczy... Poszukam jeszcze książki, którą mi spaprany polecasz.

                    PS
                    Somatycznie moja luba jest OK - hormony, tarczyca, krew itd - wszystko w porządku, robiła badania. Tylko psycha jej wysiadła, ale co ja na to mogę..?
                    • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 29.06.12, 13:55
                      kochać możesz
                      a kiedy uda Ci się mądrze to będzie dobrze

                      jak z dziećmi starasz się i czasem nic nie wychodzi - np bord wychodzi
                      nie ma lekko

                      może trochę Cię zmartwię - zrozumieć borda to wcale nie znaczy dać radę - ale na pewno kiedy się dobrze rozumie i pogodzi z pewnymi deficytami - (bordy - może być tak? ) jest lżej
                      brać zycie takim jakie jest i szanować Człowieka, który bywa potworem
                      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 10.07.12, 15:26
                        No nie mogę uwierzyć - moja luba zaczęła terapię! I nie było żadnego ultimatum, szantażu, wielkiej kłótni - nic. Nic ponad to, co już Wam tutaj opisałem. Po prostu odpuściłem na trochę, żeby samemu się jakoś pozbierać, a tu taka niespodzianka... Naprawdę jestem pod wrażeniem Jej odwagi i rozsądku. I to akurat w momencie, kiedy już kompletnie zwątpiłem w Nią... A więc - jest nadzieja :D
                            • spaprany Re: No i stało się - mam BPD! 10.07.12, 17:10
                              Nie spodziewaj się postępów po 2 miesiącach, to niemożliwe. Raczej staraj się być gotowy na to, że coś pójdzie nie tak - zrezygnuje, terapeuta nie podpasuje, terapia będzie "nieskuteczna" albo cokolwiek innego.
                              Nieee, nie czarnowidzę :) Jej decyzja - bezcenna, na pewno do powód do dumy i radości. Po prostu, brzydko mówiąc nie podniecaj się tym zanadto, bo jak się spieprzy - w ciągu chwili wrócisz do stanu sprzed miesiąca.
                              • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 11.07.12, 09:13
                                No, to dzięki za porcję optymizmu :) Oczywiście nie spodziewam się cudów, szczególnie w tak krótkim okresie. Wiem że to nie jest kwestia tygodni, ani nawet miesięcy, a raczej lat. Tak czy owak moja ukochana wyraźnie... złagodniała i poweselała. Praktycznie z dnia na dzień i co ciekawsze - ten stan trwa (i oby trwał jak najdłużej).
                                • nikka234 Re: No i stało się - mam BPD! 11.07.12, 17:27
                                  Miło że powstało takie forum. Sama zmagam się z bpd, a mój partner dopiero wdraża się w ten temat, co mnie trochę irytuje że jeszcze wiele się musi przy mnie nauczyć, a jeszcze więcej popełnia błędów. Powstrzymuje się ile mogę, bo bpd mam juz kilka lat i da sie z tym zyc.. (czasem nie jest latwo,ale sie da)
                                  On mi mówi co ma robić, jak się wtedy zachować, a mnie to wkurza, bo przecież nie umiem się postawić w jego sytuacji. Więc chętnie przyjmę jakieś złote porady dla niego.
                                  Z góry dziękuje.
                                  Nikka.

                                • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 03.08.12, 12:28
                                  Donoszę (może kogoś z Was to interesuje) że moja ukochana kontynuuje terapię i raczej nie zamierza szybko z niej rezygnować. Zdiagnozowano u niej silne zaburzenia, ale bez zaszeregowania do BPD, DDA czy CHAD itp. Przypisano jej leki, jedne z najsłabszych, stabilizujące nastrój, co chyba pomaga jej wytrwać w terapii. A dokładniej - nie rzucić w przypływie negatywnych emocji... Tak czy owak widzę dużą poprawę: zniknął ustawiczny smutek i niezadowolenie, poczucie bezsensu życia itp. Napadu furii od ponad miesiąca nie było. Znów zaczynamy ze sobą rozmawiać, na razie delikatnie i niezbyt głęboko, ale JEST komunikacja i pozrozumienie! Odczuwam to, jakby wróciła do domu, do siebie... Na razie widzę, że ma spory problem z tym, czym zająć się na terapii - nie wie co jest najważniejsze, gdzie szukać i czego... A terapeuta nic jej nie narzuca, raczej każe jej samej stawiać i odpowiadać sobie na pytania. Czy tak powinno być..? Jest w tym trochę zagubiona, nie wie co chciałaby zmieniać, ani nawet czy to, co dotąd uznawała za swoje cechy charakteru, wyznawane wartości i osobiste preferencje są naprawdę jej, czy tylko wynikiem zaburzeń i skopanego dzieciństwa... Ja trzymam się tu nieco z boku, staram się nie dawać rad, nie analizować, nie wypytywać o szczegóły, ale wie że jestem z nią i chociaż niejako stoję obok - to w każdej chwili może na mnie liczyć. Jednak inicjatywę zostawiam jej. Nie wiem czy dobrze robię, ale na razie jest dobrze i jestem pełen cierpliwości i nadziei. Macie jakieś rady, dwa słowa komenarza?
                                  • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 03.08.12, 13:43
                                    nic lepszego niż znaleźć gdzieś dla siebie terapię nie możesz zrobić
                                    żeby pojąć jak Ty możesz się odnaleźć w nowej sytuacji
                                    żeby czuć się potrzebnym
                                    i nie 'pracować' nad nią ale nad sobą
                                    spróbuj rozumiałbyś swiat ludzi po terapii - to ciekawe doświadczenie
                                    chyba dla twardzieli trudniejsze niż dla zruinowanych :-)
                                    • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 02.08.14, 18:18
                                      Stary mój wątek, ale z wdzięczxności dla forumowiczów - postatnowiłem odgrzebać - może komus sie przyda dla odbudowania nadziei i motywacji.... Zanim jednak cokolwiek napiszę, chciałem podziękować Wam za udział - wskazówki, rady etc. Szczególne podziękowania dla 'poparanego', za celne uwagi, wyłożone bez pardonu, jak facet facetowi ;)

                                      W sumie nie wiem co więcej mógłbym napisać, jak tylko to, że moja żona wciąż kontynnuje terapię (z tym, że dycyzją lekarza, od paru mies. już bez żadnej farmakologii/leków) - no i co...? I jest cudownie! Tzn. nie jest idealnie, ale jest o całe nieba lepiej, niż było ten rok czy 2 lata temu. Wreszcie mam z Nią kontakt, wreszcie rozumie co do niej mówię, postępuje normalnie/przewidywalnie, wreszcie nasze życie wygląda normalnie. Zdarzają się jej/nam jeszcze potknięcia, ale jej stan zmienił sie diametralnie. Jest po prostu normalnie, czyli CUDOWNIE - porównując do ostatnich 2 lat przed terapią! Reasumując - warto próbować, ale bez terapii - ani rusz!
                                      • 72barbara72 Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 00:40
                                        Sajkopat, nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Oczywiście bardzo się cieszę że Wam się udało. Ja juz nie mam nadziei, myśle że straciłam mojego męża. Próbowałam z całego serca, ale juz nie mam siły, chęci, zdrowia itd. Obiecałam nie użalać się, w przeciwnym razie brz_a_sk zaraz kopnie mnie w du.. :) Życzę Wam powodzenia i pozdrawiam.
                                        • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 07:57
                                          > Sajkopat, nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę.

                                          Tych lat sprzed okresu terapii - też? ;))

                                          > Ja juz nie mam nadziei, myśle że straciłam mojego męża. Próbował
                                          > am z całego serca, ale juz nie mam siły, chęci, zdrowia itd.

                                          Ech, szczerze współczuję i doskonale Cię rozumiem, wierz mi... A Twój małżonek leczy się, czy sami próbujecię się z tym uporać? Bo sami nie macie szans - taka jest brutalna prawda, niestety. Jedyne co mogę Ci doradzić, to nie poddawać się. O ile go NAPRAWDĘ kochasz i z nim właśnie chcesz żyć, a nie tylko 'kochasz' na wskutek zmanipulowania już Twej psyche tak, że czujesz winna i chcesz tym naprawić swe (rzekome) winy... Jak to u Was jest – nie wiem, sama sobie musisz odpowiedzieć. A jeśli nadal chcesz ratować Wasz związek, to musisz się uzbroić po pierwsze w nadzieję (kolejne jej pokłady) a po drugie przyjąć postawę obojetną na ataki. Niewzruszony, stoicki spokój!!! Jego ataki muszą spływać po Tobie jak po kaczce, nie na pokaz – musisz naprawdę odnaleźć w sobie spokój, swoje prawdziwe ja - oddzielone od tej toksycznej relacji! Zrozumieć, że jego postępowaniem i atakami kieruje jego BPD...

                                          Pomyśl też o pomocy/terapii/wsparciu dla siebie. Wiem jakie spustoszenie wywołać może BPD w psychice zdrowego partnera... Ja miałem to szczęście, że będąc typem dość niezależnym, bardzo świadomym siebie i o silnej raczej osobowości – potrafiłem się od tego odciąć. Tego zaburzonego obrazu mnie, jaki partnerka mi serwowała, więc ostatecznie obeszło się bez terapeuty dla mnie, aczkolwiek byłem już na skraju... Teraz dopiero to widzę, jak bardzo błądziłem będąc przytłoczonym i rozbitym przez to, co stało się (działo się latami) w naszej relacji. Z perspektywy czasu widzę, że byłem już niemal psychicznym wrakiem, ale jakoś mi sie udało odzyskać swoje ja, gdy tylko żona podjęła terapię.

                                          Czy nam się udało? Nie wiem, jeszcze tego nie wiem tak na 100%... Na razie wszystko wskazuje, że tak. Bo jest o niebo lepiej, ale nie całkiem dobrze. Nie wiem, czy całkowite ‘uleczenie’ z BPD jest w ogóle możliwe? Nie wiem czy w ogóle było/jest to BPD, czy inne cholerstwo, skoro nawet lekarze tego nie wiedzą... Tak czy owak, po 2 latach Jej terapii – zmiana jest jest diametralna. Ogromna zmiana na lepsze - czego i Wam/Tobie z całego serca życzę.

                                          W razie pytań – wal śmiało, nie zaglądam tu regularnie, ale postaram się odpowiedzieć, jeśli tylko będę w stanie.
    • jedenplus Re: No i stało się - mam BPD! 02.08.14, 19:51
      Ale inwigilacja, osaczenie kobitki niesamowite... Z polowe jak nie cale objawy to przez takie pierdolenie jej wmowil... Mozg by jej zformatowal tymi najazdami:/
      Wezcie tego pana w kaftan i na badanie bo widze tutaj psychiczne znecanie sie nad osoba slabsza...
      Gosc bez wiedzy bedzie na swoj sposob diagnozowal zone... Dobre do historyjki w "pani domu".
      Panie... Wez sie pan za robote a zone zostaw w spokoju bo cos sie stanie z tego gownowira cos narobil i ktores w najlepszym wypadku pojdzie siedziec.
      Nie wiesz na co zona chora? Zobacz jej objawy... Jesli chocby podchodza pod objawy bycia czlowiekiem to sie uspokoj i sprobuj zrozumiec co i kiedy sie dzieje. Nie dziel sie ta wiedza z zona. Ona ma przestac myslec ze jest chora, bo sama siebie umacnia o istnieniu choroby wtedy.
      Obserwuj, notuj, czytaj o zaburzeniach... Wszystkich!!! O psychopacie tez!!! Nie wiesz kogo pod dachem chodujesz...
      I jak sie uspokoji juz troszku to potrzymaj ten stan przez pewien czas i zobacz czy objawy dalej sie uwidacznieja... Jesli tak to delikatnie starac sie ja namowic na lekarza... Podkreslajac caly czas jak bardzo jest panu Smutno z powodu jej zachowania i ze Boi sie pan ja Stracic.
      Triggery dla bpd zaifekowane i z czasem, bez naciskow mozg osoby takowej sam ustali wszystko tak zeby odwiedzic lekarza... Mozna przypomniec o lekarzu, ale zadko i nie doslownie... Bpd zrozumie przekaz nawet gdy nie bedzie uwidoczniony...
      Z czasem sama wspomni o lekarzu... Do tego pewnie twierdzac ze to jej pomysl:P

      Jak nie zadzala to huj bombki strzelil... Choinki nie bedzie
      Bedzie za to ciekawie:)
    • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 08:32
      sajkopat mam do Ciebie prośbę

      jeśli to dla Ciebie nie jest niepotrzebnym wracaniem
      napisz co z Twojego zachowania było najcenniejsze w decyzji trwania w terapii

      napisałeś wyżej, że terapia zaczęła się bez diagnozy - czy dziś wiesz jak to jest ? terapia zaczyna się bez nazywania problemów? sięga do zasadniczych problemów ? pomaga poczuć sens, cel terapii i idzie dalej? dopiero w czasie terapii stawia się diagnozę? czy to jest tak, że początki terapii mogą być takie same niezależnie od diagnozy - czy najpierw pomaga się człowiekowi niezależnie czy okaże się BPD, DDA, CHAD? a może terapeuta, by być skutecznym zdecydowanie musi określić przyczyny?
      wydaje mi się, że jest moment na dość wczesnym etapie terapii kiedy diagnoza narzuca sposób i leczenia i terapii
      czy mam rację?
      wydaje mi się, że przy błędnej diagnozie bywa mylenie przyczyn ze skutkami i to utrudnia pozbieranie się

      a przecież ulga dzięki terapii jest tak ważna, przecież to niekończąca się autodyscyplina






      • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 10:24
        Hmm, nie lubię ;) ale mogę do tego wracać, teraz już na spokojnie, szczególnie jeśli to komuś innemu pomoże.

        Też myśłałem, że najpierw żona otrzyma konkretną diagnozę, a w konsekwencji zostanie skierowana na określoną formę terapii. Tymczasem to nie takie proste, ani jednoznaczne, bo została skierowana na terapię po postawieniu diagnozy najbardziej ogólnej: tj. 'depresja' i zaburzenia osobowości... Sam psychiatra stwierdził, że w trakcie terapii terapeuta będzie miał lepszy kontakt z pacjentką, a więc i możliwości pokierowania terapią we właściwym kierunku, bez konieczności klasyfikowania tego do określonej, szczegółowo jednostki chorobowej. A także ze względów formalnych - przepisów, refinansowania, wymogów NFZ etc. - nie wdawałem się w te zawiłe szczegóły, bo ważniejszym dla mnie było, by żona zaczęła terapię. Ona wtedy też nie chciała mnie informować o żadnych szczegółach, więc nie naciskałem. Ale miała duże szczęście trafić na bardzo dobrą terapeutkę, do której chodzi już całe 2 lata i naprawdę robią obie wielkie postępy.
        • sajkopat Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 10:33
          Tak - terapia mej żony sięgnęła b. głęboko, do jej zasadniczych problemów - okresu dzieciństwa, potem dorastania, pomogła jej odkryć mechanizmy i niewłaściwe schematy, jakie wrosły w jej osobowość. A jej osobowośc nosi cechy zarówno DDA jak i BPD, i paru innych, ale nazewnictwo nie jest tu akurat istotne, ani możliwe do objęcia jednym termninem. Najistotniejsze jest to, że odkryła sens i konieczność kontynuowania terapii.
        • brz_a_sk Re: No i stało się - mam BPD! 04.08.14, 10:43
          yhm - dzięki
          to chyba często wygląda podobnie

          trzeba opanować choroby - leki i terapia
          by skupić się na zaburzeniach

          tak jak napisałeś gdy osobę z zaburzeniami dopadnie depresja jest priorytet
          i tak z każdą 'jazdą' po kolei

          byle nie pogubić się potem

          tu jest tak wiele osób, które uczą się żyć z BPD a maja CHAD czy są DDA czy milion innych źródeł okropnych trudności z odnalezieniem się - samy ze sobą spotkaniem na ubitej ziemi

          wczoraj słuchałam o pokoleniu dzieci z zespołem stresu pourazowego po wycinaniu migdałków - ech ile złego można wyrządzić człowiekowi na starcie a potem dowalać i dowalać






Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka