Dodaj do ulubionych

CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone?

16.06.12, 01:38
Jeden temat, który przewija się przez forum to partnerzy BPD i ich słabość wewnętrzna wynikająca z niskiej samooceny, braku miłości własnej i związanych z tym skłonności do uzależnień.
Partnerzy BPD to ludzie na swój sposób też zaburzeni jak chcieli by to widzieć wszyscy, którzy chcieliby z różnych powodów tak to postrzegać.

Hmm….

Nie pozostaje mi nic innego, jak walnąć się w piersi i przyznać, że ja też tak kiedyś sądziłem generalizując problem nie zagłębiając się w niego zbytnio.
Nie przeczę, że na takie stwierdzenie miały ogromny wpływ wieloletnie relację z partnerkami BPD.

Dziś z dystansu zadaję sobie pytanie na ile owo przedmiotowe zaburzenie to przyczyna wejścia w ową relację i zaakceptowanie warunków początkowych a na ile efekt trwania w niej i owoc owej relacji.
Tu liczę na „forumowiczów”, że zabiorą głos.

Analizując postawy mężczyzn, partnerów BPD zauważyłem jeden charakterystyczny element; – to ludzie o dużej witalności, ludzie przebojowi, śmiało sięgający po owoce życia, inteligentni, nie tuzinkowi i bynajmniej nie dupki - używając formy dosadnej.
Jeśli chodzi o Panie, to na podstawie obserwacji i korespondencji, która miałem i mam przyjemność prowadzić, to widzę wiele analogii i tylko mam mały problem, jakiej formy dosadnej użyć by nie obrazić Pań, jako że tę płeć darzę atencją szczególną.
Nie c..py, chyba nie byłoby obraźliwe jako że dodatkowo jest przeczeniem.
Z góry proszę o wybaczenie.
Zastanawiam się czy owa witalność nie jest aby jedną z przynęt?
A może to co w nas piękne staje się w tej relacji przekleństwem?.
Obserwuj wątek
    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 16.06.12, 01:39
      Jako gospodarz tego wątku, jako pierwszy pozwalam sobie zabrać głos.

      Partnerzy BPD to ludzie zaburzeni……….

      Ja traktuję to jako jeden z mitów, który zgrabnie, za naszym nieświadomym przyzwoleniem, wpasowywuje się w nasze przypuszczenia, czyli przyjmującym wartości oczekiwanej zmiennej objaśnianej od zmiennych objaśniających, jakby zgrabnie ujęli to statystycy.
      Potencjalni partnerzy to statystyczni ludzie i jak każdy statystyczny w tym obszarze badań mają większą lub mniejszą predylekcję do uzależnień no i oczywiście są też osobowości patologicznie zależne i psychopaci w stylu: borderlineczkę poznam.
      Tych pierwszych raczej bym zaliczał do względnie zdrowych psychicznie.
      Względnie zdrowa psychicznie jednostka posiada w sobie potencjał pozytywnych cech, które dają świadectwo naszego człowieczeństwa.
      To w relacji z BPD, cechy te, będąc jednocześnie dla Partnerów zasadami współżycia społecznego, obracają się przeciw nim, czyniąc w psychice; dezorientację, spustoszenie i ogromny podział wewnętrzny, rodzący cierpienie.
      W tej relacji całe piękno wewnętrzne człowieczeństwa, staje się przekleństwem i jest najbardziej zajadle atakowanym celem.
      Dlaczego?
      Sądzę, że przyczyną jest zawiść, nieodłączny element wszystkich nerwic z BPD na czele, jako owoc rozpaczliwego poszukiwania spełnienia w czymś, czego wskutek powiedzmy fatalnego zrządzenia losu, nie mogli w sobie ukształtować w procesie rozwoju emocjonalnego, oraz potrzeba dominacji, jako formacji obronnej przed groźnym światem zewnętrznym.

      Gdy porównamy zespół cech, jaki posiada Partner z pragnieniem ich posiadania przez BPD, to nasuwa się smutna refleksja: złodziej nigdy nie napada na biedaka.
      Owa zawiść musi rodzić w tej relacji żądzę niszczenia, która jest wiarą w zachowanie równowagi psychicznej i rodzić satysfakcję z wymierzania sprawiedliwości tak rozumianej przez BPD a gdy dodamy do tego potrzebę dominacji, to partner musi stać się niewolnikiem i to niewolnikiem doskonałym skrojonym na miarę perfekcyjnych oczekiwań – istotą bez własnych pragnień, uczuć, inicjatyw; utrzymywanym na minimum psychicznej egzystencji – zupełnie uległym wobec swego pana.

      Jak tego dokonać?

      W bliskiej relacji partner BPD poddawany jest permanentnemu praniu mózgu.
      To pewien proces specyficznej indoktrynacji ze wszystkimi tego konsekwencjami.
      Każdy statystyczny człowiek poddany intensywnemu procesowi prania mózgu ma trzy wyjścia:
      albo ucieknie, albo ulegnie albo oszaleje,- jak mawiał jeden z moich wykładowców, którego szanowałem za przenikliwość w myśleniu i dodawał: a powodzenie zależy od świadomości celu i inteligencji pracza, co przekłada się na: właściwość bodźca, jego natężenie i czas oddziaływania. Na to nie ma mocnych.
      W tej materii nigdy nie wątpiłem w zdolności BPD
      A zatem, czy w tym stwierdzeniu nie znajdujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytanie w kwestii zaburzeń partnerów BPD.

      Tym wszystkim, którzy po tym tekście, chcieliby widzieć BPD jako apoteozę zła, proponuję chwilę refleksji, która może pozwoli zauważyć w BPD szamoczącego się rozpaczliwie CZŁOWIEKA, pragnącego przywrócenia do życia, które GO pokonało, nie za swoja przyczyną, wolą i pragnieniem.
      Może zrozumienie ISTOTY, będzie przyczynkiem do wybaczenia i mimo wszystko szacunku.
      • spaprany Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 16.06.12, 04:22
        Moja odpowiedź brzmi - tak. Dlaczego? Dlatego, że "zdrowi zadają się ze zdrowymi". Takie jest moje zdanie. Mówię tu o związkach rasowych borderów, takich, którzy jawnie i bez pardonu przeginają pałę, kręcą awantury, zdradzają, krzywdzą, wyzywają itd.
        Emocjonalnie zdrowy człowiek ma coś, co pozwala stawiać granice - to coś to stabilne, płynące z wewnątrz, oparte na solidnych fundamentach poczucie własnej wartości. Wzorcowo zdrowemu człowiekowi nawet do głowy nie przyjdzie pytanie "dlaczego daję się tak traktować?" z prostej przyczyny - on nie daje się tak traktować. Nigdy nie dociera do punktu, w którym musi sobie zadać to pytanie. Spierdala bez odwracania się za siebie w momencie, w którym czuje, że ktoś narusza jego granice, kiedy czyjaś obecność w jego życiu powoduje dyskomfort. Ma instynkt samoobronny, a wewnętrzna niezależność pozwala mu zrzucić balast w momencie, w którym ten balast zaczyna go hamować w jego drodze rozwoju. Zostawia za sobą wszystko, co nie dodaje szczęścia, a wręcz temu wewnętrznemu szczęściu szkodzi.

        Życie to jest jeden wielki rynek, a każdy z nas jest równocześnie towarem, sprzedawcą i kupującym. Nikt zdrowy nie sprzeda siebie za ćwierć ceny. Zdrowa emocjonalnie jednostka zwyczajnie wie, ile są warte jej akcje i sprzedaje je po kursie - wiąże się z partnerem o podobnej wartości rynkowej. Stara się mierzyć jak najwyżej. Nie chodzi mi tutaj o świadome i wyrachowane poszukiwania, nie-nie. To się dzieje niejako "samo", dobór naturalny. Ten, który umie żyć w zgodzie i spokoju, ma tę zgodę i spokój w sobie - ląduje w związku z kimś, kto mu w tej wewnętrznej zgodzie i spokoju nie przeszkodzi, a ugruntuje te zacne przymioty. Jaaaaasne, każdy potrzebuje emocji, pieprzyku, kłótni, zazdrości - ale nie TAKICH. Nie w takim natężeniu.

        "> W tej relacji całe piękno wewnętrzne człowieczeństwa, staje się przekleństwem i
        > jest najbardziej zajadle atakowanym celem.
        > Dlaczego?
        > Sądzę, że przyczyną jest zawiść, nieodłączny element wszystkich nerwic z BPD na
        > czele, jako owoc rozpaczliwego poszukiwania spełnienia w czymś, czego wskutek
        > powiedzmy fatalnego zrządzenia losu, nie mogli w sobie ukształtować w procesie
        > rozwoju emocjonalnego,"

        Wiesz, pamiętam jak dziś, jak któregoś dnia w pierwszych miesiącach mojej relacji zdałem sobie sprawę, że ona zachowuje się tak, jakby mi ZAZDROŚCIŁA. To było dla mnie niepojęte. Czułem się, jakbym brał udział w jakimś konkursie, w wyścigach, kto ma lepiej w życiu. Ogólnie i każdego dnia. Kto jest fajniejszy, dowcipniejszy, bardziej wartościowy, lepiej się realizuje zawodowo, lepiej wypada w towarzystwie, ma ciekawsze hobby. Jakby się wiecznie porównywała do mnie i była fizycznie zła, bo w jej oczach jestem kimś lepszym. Jakby z przekąsem odnosiła sie do moich sukcesów, niby gdzieś tam pochwała, niby fajnie - ale... nieszczerze jakby. Nie umiem tego opisać, gdzieś na dnie węszyłem, że to nie sprawia jej radości, że mi dobrze. Nawet to, że miałem ciekawy, pełny wrażeń, udany dzień było powodem słabo ukrywanej zazdrości. Nie mogłem w to uwierzyć, bo to zupełnie nieracjonalne: jak można zazdrościć swojemu partnerowi tego, że ma dobrze? Ano, jakoś można... Może tu chodzi o to, o czym piszesz - to zazdrość o wewnętrzny spokój i porządek? Coś w stylu "pewnie, ciesz się, kurrrrrwa, chociaż ty masz dobrze..."? Ooo, gdyby tak wiedziała, że z tym spokojem i porządkiem nie jest tak kolorowo :) Chybaby mnie zjadła już dawno :)

        "oraz potrzeba dominacji, jako formacji obronnej przed gr
        > oźnym światem zewnętrznym."

        hmm, może tu jest ciąg dalszy? Złość na siłę partnera? Bo trudniej zawładnąć kimś, kto ma wewnętrzny spokój? Trudniej zaszkodzić komuś, kto jest uporządkowany i ma dobrze? Jeżeli będę sobie dobrze radził bez niej, będę szczęśliwy sam - poradzę sobie równie dobrze bez niej i zostawię? Może to jakiś taki model myślenia? Nie wiem.

        "...a gdy dodamy do tego potrzebę dominacji, to partner mu
        > si stać się niewolnikiem i to niewolnikiem doskonałym skrojonym na miarę perfek
        > cyjnych oczekiwań – istotą bez własnych pragnień, uczuć, inicjatyw; utrzy
        > mywanym na minimum psychicznej egzystencji – zupełnie uległym wobec swego
        > pana."

        No i tu już jest dupa zbita, bo mnie bardzo ciężko zdominować. Niezależnie od tego, czy jestem zaburzony, czy nie (choć mam niemal pewność, że mam dość niegroźnie dla otoczenia wypaczoną osobowość) - nie ma wała, bo po 1. jestem facetem, mam świadomość, jaka jest rola mężczyzny w relacji, tej roli się trzymam i nie puszczę. A po 2. mam całkiem sprawny system obronny. Nie potrafię powiedzieć, jak to działa, ale efekt jest taki, że zupełnie skutecznie "zamrażam się" w odpowiednich chwilach. Potrafię być kurewsko bezczelny, boleśnie bezpośredni, umiem się dostosowywać do reguł gry, nawet brudnej. Stać mnie na to, bo nie boję się straty. Mam świadomość własnej wartości, wiem, że bez niej (partnerki, nie świadomości) też świetnie dam sobie radę - a to mi pozwala stawiać granice, wymagać, bez pardonu i nagle zamykać drzwi do mojego świata, jak przegina. Poza tym mam w talii kartę, którą trudno zdobyć: bardzo dobrze ją znam, a cholernie trudno ją poznać. I ona o tym wie. Może przez to, że jestem ciut zbyt empatyczny i bardzo spostrzegawczy potrafię łączyć fakty, w jakiś sposób dość szybko "widzę" intencje i naturę ludzi. A to ze mnie czyni bardzo niebezpiecznego przeciwnika. W ogóle muszę być cholernie niebezpieczny, bo jeżeli wchodzi się ze mną w relację - nie ma że boli, dość szybko robi się bardzo blisko. Na to nie ma wała: żadne lęki, nie lęki, systemy obronne nie działają. To, że widzę tę naturę... z tego wynika też fakt, że widzę w niej wszystko to, co wspaniałe, chociaż tak głęboko. Widzę w tej pyskatej, raniącej kobiecie małego, niedogłaskanego i rozbrajającego dzieciaka - i chyba w gruncie rzeczy właśnie tego dzieciaka pokochałem.

        To wszystko to źle i dobrze. Dobrze, bo sobie radzę i mam się niezgorzej :) Źle - bo to ją bardzo rozjusza, trudno jej się z tym pogodzić, szlag ją trafia, że się nie daję złamać. Jej się chyba wydaje, że ja ją prześwietliłem na wylot, a ona wciąż mnie nie zna - chociaż nie jestem skryty i introwertyczny. Pewnie jestem wybitnie łakomym kąskiem :)

        To wszystko nie zmienia faktu, że nasza relacja ni-chu-ja nie przypomina zdrowej, satysfakcjonującej relacji, nie rozwija się, cholernie trudno zobaczyć jakąkolwiek przyszłość a ja w tym trwam - vide jestem zaburzony :) Co ze mną nie tak - doszedłem i do tego, ale to zostawię dla siebie. Nie chcę się tutaj aż tak wyflaczać.
        • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 16.06.12, 08:01
          na starcie, czy po starcie, czy u mety?

          niepokój, stały niepokój w kontakcie z bpd nieuchronnie prowadzi do zmian;

          dla terapeutów praca z bpd jest ryzykowna;

          jeśli partner zamienia miłość na grę to niewątpliwie przestawia sobie wiele - czy trwale? to może być ważne pytanie;
          może najsilniejsi partnerzy nie zamieniają miłości, a grę traktują jako metodę na zaburzenia? może tak jak w miłości do dziecka trzeba wychowywać - ale ta gra nie jest ściganiem się i tak na prawdę ma wygrać dziecko; może ten kto gra z bordem tak by bord wygrywał pozostaje nie zaburzonym dłużej;

          jeśli partner borda nie otrzymuje nic pozytywnego i nie potrafi odjeść to na pewno jest zaburzony - jest ofiarą i stracił jasność oceny sytuacji;
          najokrutniejsze są więzienia bez ścian - jesteśmy w nich sami sobie strażnikami;


          • prinzessin_salome Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 20.06.12, 18:31
            > jeśli partner borda nie otrzymuje nic pozytywnego i nie potrafi odjeść to na pe
            > wno jest zaburzony - jest ofiarą i stracił jasność oceny sytuacji;
            > najokrutniejsze są więzienia bez ścian - jesteśmy w nich sami sobie strażnikami

            Syndrom Nataschy Kampusch...?

            Znam. Bardzo silny. Istotnie- bardzo duże zaburzenie. Ale pojawiło się a posteriori;)...
              • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 14:34
                z bpd rodzi się albo nabywa od złych relacji z matką ( opikunem)
                jeśli głównie ze złych relacji
                to czy nie nalezy brać pod uwagę że współuzależnienie zaminia się w zmainy osobowości?

                jesli uznamy, że osobowości nie mozna zmienić/uszkodzić to teoria jest jasna - rodzimy się z defektem i nie pogłębia nam się (defekcik nawet) - wtedy terapia i leki jedynie pomaga opanować skutki nie wpływa na defekt

                o'key - obie wersje mają zwolenników

                znam ludzi współuzależnionych tak dalece, że trudniej ich wyprowadzić z tej traumy niż uzależnienia - czy to są już zmiany osobowości, czy brak dobrych wzorców????
                jedno wydaje się bezsporne - trudno zrobić z kogoś dorosłego borda - ale nie wiem czy niemozliwe

                znam alkoholika terrorystę domowego pozbieranego po terapiach i nie pozbieraną żonę - czy oboje mieli jakieś zmiany osobowości i tak się dobrali, czy wyłącznie "słaby charakter" czy on był psychopatą? i po odstawieniu alkoh.???? nie jest to chyba proste
                może ktoś wie więcej, może wiadomo, że miedzy tymi kategoriami są jasne linie podziału



          • spaprany Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 04.11.12, 16:52
            zdecydowało o tym to, że jednak bardziej kocham siebie. A przynajmniej się staram. Miłość do takiej kobiety kompletnie wymaga kompletnej rezygnacji z miłości własnej, a ta ostatnia z kolei to budulec szczęścia. Zszedłem z autostrady pogoni za ułudą szczęścia opartą na cholernie niewłaściwych fundamentach na leśną ścieżkę wewnętrznych poszukiwań szczęścia prawdziwego. Finał tych poszukiwań odnalazłem jako znacznie bardziej realny i lepiej rokujący, czego życzę wszystkim zainteresowanym - bo jestem więcej niż pewny, że po to los stawia na drodze takiemu komuś, jak ja takich kichś, jak ona :)
        • skyrgra Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 29.09.13, 22:56
          "To, że widzę tę naturę... z tego wynika też fakt, że widzę w niej wszystko to, co wspaniałe, chociaż tak głęboko. Widzę w tej pyskatej, raniącej kobiecie małego, niedogłaskanego i rozbrajającego dzieciaka - i chyba w gruncie rzeczy właśnie tego dzieciaka pokochałem."

          Brak mi słów, mam identycznie.
    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 16.06.12, 09:35
      Kiedyś zapytał mnie terapeuta: dlaczego kolejne kobiety w pańskim życiu to kobiety trudne.
      Czy czasem nie ma w Panu słabości, która powoduje, że ma pan inklinację ku nim.
      Czy zastanawiał się Pan, że nie jest to przypadek?


      I rzekł Pan:
      Te piękne owoce rosnące na jabłoni, to odmiana testosteron.
      Smakują jak psiory i pieprzy się po nich w głowie, dlatego zakazuję wam ich zrywania.
      Nazywam je drzewem poznania lęku z którego bierze się tzw. życiowa głupota.
      Kto skosztuje zamieni miłość na żądzę, moc na ambicję, szacunek na walkę o władzę i odwróci wszystko na wspak tak jak „live” na „evil” (tu popisał się znajomością angielskiego) no i zapomnijcie o partnerstwie, którym tak się cieszycie.
      Kobieta jako mądrzejsza (późniejszy model z udoskonaleniami) choć o niepohamowanej ciekawości, wzięła tylko gryza, ale w mężczyźnie po pierwszym gryzie pojawia się ambicja, więc zżarł resztę łącznie z ogryzkiem.
      Finał znamy. Pan wezwał ochroniarza i kazał wywalić ich na zbity pysk za bramę, pod nosem mrucząc: nie będziecie mi robili meliny z porządnego Edenu.
      Czy tak było?
      Nie jestem pewien. To jedna z moich wersji tego wydarzenia, ale wiem kto otworzył puszkę Pandory i kto nie grzeszy życiową mądrością, kierując się w swych wyborach niekoniecznie głową.

      Gdy nabrałem trochę dystansu do życia i przyszedł czas reflekcji mogłem odpowiedzieć terapeucie:
      Tak. Miałem słabość - słabość do pięknych kobiet.
      Dlaczego z nimi się wiązałem?
      Bo były piękne i inteligentne, niesamowite, bo było je trudno zdobyć, bo były wyzwaniem dla samca na testosteronowym haju.
      Zdobywszy, traktowałem je jak trofeum, i nabakany testosteronem brałem udział w atawistycznej walce o prymat wśród innych samców, a gdy już przekonałem się, że zdobycz jest moja jak koza kupiona na targowisku, to chciałem stworzyć raj na miarę swego wyobrażenia, swojej mocy i potęgi witalnej, kopiąc sobie tym samym mogiłę jak się patrzy, jeśli znamy istotę relacji BPD i partner.
      Czy dzisiaj znów bym się załapał?
      W życiu.
      Osoby niezrównoważone wyczuwam na kilometr pod wiatr i marszczy mi się pewna część ciała, to znak, że mam się mieć na baczności a i mój poziom głupoty jakby obniżył się poniżej stanów alarmowych , nie grożąc już zalaniem. Chyba.

      Cóż mi pozostało z tamtych relacji?
      Refleksja, którą ująłem aforyzmem mego autorstwa:

      Gdy szukam właściwych słów
      By spuentować relację BPD i bliskie związki
      Nieodmiennie na myśl przychodzą mi trzy słowa
      Burdel, Serdel, Powązki

      Dementi uogólnień:
      Zaręczam, że kobieta piękna, inteligentna, niesamowita może być zrównoważona psychicznie.
      Skąd wiem?
      Pewne na bank źródło informacji o ile mogę na sobie polegać.
        • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 16.06.12, 11:21
          brz_a_sk napisała:

          > piszesz gdzieś więcej? ładnie błyszczysz :-)

          Wybacz ale tak na biegusiu, bo słońce wysoko a żelazny rumak z pedałami aż rży z niecierpliwości. ( dobra, wiem, ta personifikacja to tylko wymówka)

          To błyszczenie, to krople potu na moim czole, wskutek intelektualnego wysiłku ponad miarę.
          Czasem gdy przypomnę sobie do czego służy głowa, zdarza mi się jak owej górze urodzić mysz.

          - to antidotum na narcyze by nie zakwitły nade mną i pode mną, czyniąc ze mnie śmiesznego głuptasa


          Ponieważ lubisz grywać w intelektualną grę, oscylując pomiędzy refleksja a dygresją, to mam coś specjalnie dla Ciebie:


          Życie z borderem to życie w „tu” i „teraz”, tyle, że na perwersyjne sposoby.

        • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 12:20
          brz_a_sk napisała:

          Wrócę jeszcze raz do mego postu, by domknąć ważny element relacji międzyludzkiej i jednocześnie pokazać, jak nieświadomości uzależnia nas od akceptacji osoby, którą darzymy atencją, co przekłada się na wzajemną relację BPD – partner i działa w obu kierunkach (stąd współuzależnienie)

          Brz_a_sk była łaskawa napisać:

          >
          > piszesz gdzieś więcej? ładnie błyszczysz :-)

          Jak każda średnio inteligentna jednostka, która posiadła zdolność słyszenia drugiego człowieka (to nie to samo co słuchać), usłyszałem przesłanie za które byłem wdzięczny, a wdzięczność została podwojona, ponieważ padło z ust osoby którą postrzegam w kategoriach tzw. wysublimowanego intelektu wysokiej próby i przyjmij to b_rz_ask, jeśli potrafisz, że nie jest to w moich ustach komplement ale sposób odbierania świata zewnętrznego, zatem odpuść sobie gratyfikację w postaci podziękowania. Tak mam i już, bo na takich wartościach buduję szacunek a wyszukane konwenanse to dla mnie moneta na targowisku próżności.
          Proste słowa, płynące z rdzenia naszej istoty nie skalanej „dobrodziejstwem” hipokryzji i wyrachowanie, zwane dziś eufemistycznie, polityczną poprawnością, to klucz do porozumienia między jednym człowiekiem a drugim ( z ludźmi natomiast bywa różnie – to aluzja ).
          I tu jest sedno sprawy.
          Zamiast powiedzieć prostymi słowami:
          b_rz_ask, cenię cię jako człowieka i takich ludzi Boże stawiaj jak najczęściej na mojej drodze i zachowaj ich w mym otoczeniu, bo to mnie ubogaca jako człowieka, zacząłem smażyć odpowiedź, by ten wyrafinowany komplement miał pokrycie jeszcze bardziej w faktach, BY ZASŁUŻYC NA Twoją AKCEPTACJĘ.
          Czyniłem to nieświadomie z pozytywną konotacją emocjonalną jak sądziłem.
          A co by się stało gdyby to tysiąc razy powtórzyć i odnieść do relacji BPD partner? – efekt - trafnie to zauważył per analogia Minister Propagandy III Rzeszy.
          By stać się smutnym pajacem, wystarczy lekceważyć ostrzeżenia naszej istoty.


          I tu dała o sobie znać moja dewiza, która stała się moim nawykiem:
          PO CO TO ROBISZ!!!.

          Zabieganie o akceptację, to rodzaj wyrafinowanej prostytucji, która nas nieświadomie deprawuje i uzależnia, co podsumuję myślą na zakończenie tego postu, mając pewność, że kontekście powyższego usłyszysz. myśl dedykowaną dla Ciebie ku rozważeniu.
          To mój punkt widzenia i wcale nie musi być prawdziwy.
          Za komplement dziękuję a piszę sporo do szuflady. Ona jest wyrozumiała a ja dzięki temu doświadczam dobrodziejstwa śledzenia mojej przemiany, nie musząc tłumaczyć upierdliwym, że wszystko płynie, jak zgrabnie był łaskaw to zauważył Pan Tarej.

          Zabieganie o akceptację powoduje, że składasz poczucie własnej wartości w cudze ręce.

          • czita88 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 16:53
            3bsp napisał:

            > I tu dała o sobie znać moja dewiza, która stała się moim nawykiem:
            > PO CO TO ROBISZ!!!.
            >
            > Zabieganie o akceptację, to rodzaj wyrafinowanej prostytucji, która nas nieświa
            > domie deprawuje i uzależnia
            (...)
            > Zabieganie o akceptację powoduje, że składasz poczucie własnej wartości w cudze
            > ręce.
            >

            No właśnie... Myślę, że to dotyczy zarówno nas jak i was. Pewnie, że w inny sposób.

            www.psychoblog.com.pl/page/2/

            -> wpis z 11.02.2011, "Syndrom Jasia Fasoli", warto przeczytać !!!


            Mam chyba ten problem skrajnie nasilony. Oddaję poczucie swojej wartości w inne ręce, jednocześnie mówiąc im co mają robić, starając się na nie wpłynąć ze wszystkich sił...
            Ja chyba naprawdę nie mam uczuć i gardzę ludźmi... Nie myślę co ktoś czuje tylko co o mnie myśli. Nie zastanawiam się, jak sprawić, by czuł się lepiej, nie troszczę się o niego, tylko o to co o mnie pomyśli, jak mnie odbierze. Postępuję tak, by otrzymać określoną reakcję, by zostać odebraną w określony sposób. By zrobić jakieś wrażenie (nie zawsze pozytywne). Gdy ktoś zdaje się mnie potrzebować, natychmiast reaguję chęcią ucieczki. Wkurzam się, gdy ktoś nawiązuje ze mną kontakt wtedy, gdy ja tego nie oczekuję, nie potrzebuję, jest mi zbędny. Jednocześnie cieszy mnie niespodziewany kontakt z kimś, kto zdawał się mieć mnie gdzieś, na kogo zainteresowanie nie śmiałam liczyć (co najwyżej fantazjowałam o nim). Pewnie cieszę się tylko dlatego, bo właśnie wtedy chwilowo rośnie mi samoocena. Czyjaś sympatia, "zdobyta" bez wysiłku jest dla mnie niczym, nie cieszy mnie. Zdarza mi się zauroczyć sobą kogoś tylko po to, by poprawić sobie humor, poczuć się lepiej. Kogoś, z kim wiem, że za nic nie chciałabym być. Kiedyś myslałam, że ja po prostu lubię flirtować, ale to chyba głębszy problem. Na pewno.
            Ludzi, których nie szanuję i nie podziwiam, lekceważę. Mam tak cholernie głęboko gdzieś ich uczucia, oczekiwania, nadzieje. Bawię się nimi.
            A wszystko dobre co ode mnie wyszło miało chyba na celu wywołanie danej reakcji, określonego odbioru. Ja chcę, żeby mnie lubiano, kochano, pożądano, ale chyba nie potrafię (już?) sama tego czuć ;((. Pewnie, tęsknię i marzę, ale chyba już nie potrzebuję. Wydaje mi się, że ja już nigdy nikogo nie zdołam potrzebować... Nie otworzę się już przed nikim. To co mówię (gdy jestem trzeźwa) także zdaję się wydzielać, kroić moje wnętrze na kawałki i udostępniać systematycznie, porcjami, 2 kąski pikantne, 1 gorzki, 1 słodki na zatarcie wrażenia... A gdy ktoś jest mi obojętny to nie mówię prawie nic, BO PO CO ??? No właśnie, po co.... Skoro MI NIE ZALEŻY na tym kimś (jego opinii, reakcji, obecności) to po co w ogóle mam się wysilać :( ?
            Może to jest ta cholerna manipulacja, którą niby stosujemy ? Może właśnie na tym polega ??

            Gdy postępuję dobrze, gdy odpowiadam na oczekiwania, potrzeby, gdy wypełniam braki, pustkę, gdy daję siebię - robię to z premedytacją ?... Szukam określonej reakcji, podziwu, akceptacji, ciepła, ostoi... Zaspokajam swoje potrzeby, swój głód i odchodzę. By wrócić, kiedy zechcę - gdy było łatwo - lub gdy zechce on - jeśli widzę, że nie dał się wciągnąć.

            Ja nie jestem nigdy sobą, bo mnie po prostu nie ma. Nie mam żadnej tożsamości, tylko pełno deficytów, które wypełniam za pomocą innych, lub katuję się niezaspokojonymi potrzebami cierpiąc i czerpiąc z tego pewną przyjemność...

            Wydaje mi się ostatnio, że NIC nie ma sensu. Na niczym mi już nie zależy. Wszystko jest takie płytkie, płaskie... Nie ma głębi. Może mi przejdzie za jakiś czas, może coś jeszcze zdoła mnie obudzić... Mam jedną małą nadzieję, ale nawet ona wydaje mi się nonsensowna i staram się ją ignorować, by zawód mniej bolał. Nawet swoimi uczuciami próbuję sterować!, od zawsze. Nie kochać jeśli może boleć, nienawidzieć jeśli już boli, zapomnieć jeśli bolało.
            • spaprany Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 18:23
              Syndrom Jasia - świetny i mądry tekst. Dokładnie tak jest. Ja też mam defekt zdolności odraczania nagrody i milion razy z tego idiotycznego powodu miałem kłopoty. Bo chciałem JUŻ i nie mogłem się pogodzić z tym, że zaraz. Tak ma każdy, kto za bardzo potrzebuje ludzi do funkcjonowania, czyli jest zbyt zewnątrzsterowny, za mało autonomiczny czy jak tam to jeszcze nazwać. Również do obsługi swojego systemu za bardzo potrzebuję ludzi.
              Tyle że potrafię pomóc, zdarza mi się coś zrobić bezinteresownie, lubię sprawiać przyjemność, umiem dawać i nie myślę o tym, co za to dostanę.

              "Gdy ktoś zdaje się mnie potrzebow
              > ać, natychmiast reaguję chęcią ucieczki. Wkurzam się, gdy ktoś nawiązuje ze mną
              > kontakt wtedy, gdy ja tego nie oczekuję, nie potrzebuję, jest mi zbędny."

              no, doskonale to znam z mojej relacji. Mnóstwo razy kontaktowałem się w dobrej intencji, nawet wesprzeć, w wierze, że to fajne, że wyraz troski, że zwykłe zainteresowanie dniem bliskiej osoby - a tu dupa. Niechęć wyczuwalna.

              "> Ludzi, których nie szanuję i nie podziwiam, lekceważę. Mam tak cholernie głębok
              > o gdzieś ich uczucia, oczekiwania, nadzieje. Bawię się nimi. "

              a powiedz mi, za co szanujesz i podziwiasz? Jak sobie trzeba zasłużyć na Twój szacunek i podziw? Bo chyba nie pieniędzmi, władzą, talentem ani niczym podobnym.

              "> A wszystko dobre co ode mnie wyszło miało chyba na celu wywołanie danej reakcji
              > , określonego odbioru. Ja chcę, żeby mnie lubiano, kochano, pożądano, ale chyba
              > nie potrafię (już?) sama tego czuć ;(("

              to też znam z widzenia, "kocham cię = zaspokajasz moje potrzeby", jak to u dziecka bywa ;) "Bądź, jak potrzebuję i zniknij od razu, jak przestaję potrzebować". I odwrotnie "potrzebujesz mnie? jesteś słaby, chujowy, zabiorę ci siebie i znikniesz!" - "nie potrzebujesz mnie? ale jak to? potrzebuj mnie, bo zniknę!".

              Ona (i pewnie Ty w stosunku do mężczyzn, z którymi się wiążesz też) żyje w przekonaniu, że ja identycznie przeżywam świat i odbieram ludzi. Dlatego taką niechęcią wieje w momencie, kiedy ja potrzebuję bo jej się wydaje, że ja potrzebuję w taki sposób jak ona - bez niej umrę i chcę się zespolić superglutem na wieki. A to obrzydliwe, ubezwłasnowalniające, zniewalające i odbierające komuś prawo do samostanowienia. No i rzecz jasna chwilowo potrzebuję, a to z kolei groźne, bo jeżeli moja potrzeba będzie spełniona - odstawię ją tak, jak ona odstawia mnie w momencie, w którym zaspokoję jej potrzeby. Dlatego nie można sobie pozwolić na to, żeby zaspokoić moje potrzeby, bo to pierwszy krok do straty. I dlatego tak robi w gacie jak ja się dystansuję i zajmuję sobą, bo jej się wtedy wydaje, że czuję do niej to, co ona czuje do mnie jak mnie nie potrzebuje, czyli nic fajnego. Jest niepotrzebna, niekochana i nara.

              Tu jest pies pogrzebany, wiem to od dawna. Jak może być mowa o jakiejś stałości, jak naprzemiennie włączają się dwa stany: jesteś mi niezbędny - jesteś zupełnie zbędny? Gdzie tu mowa o miłości? Najzabawniejsze (w cudzysłowie) jest to, że gdybym nie był taki kurewsko niezbędny, nie bywałbym też zupełnie zbędny, nie? No ale do tego trzeba umieć postrzegać siebie w oderwaniu od relacji z innymi, a ta linijka kodu jest wykasowana.

              "> Wydaje mi się ostatnio, że NIC nie ma sensu. Na niczym mi już nie zależy. Wszys
              > tko jest takie płytkie, płaskie... Nie ma głębi."

              widzisz, bo gdzie tu miejsce na głębię, skoro całą Twoją energię zabiera balansowanie na żyłce? Sens jest tam, gdzie jest stałość, świadomość siebie, wtedy można gdzieś iść, gdzieś dalej. A skoro Ty obsługujesz siebie jak Tamagochi, z trudem zachowujesz jakąkolwiek równowagę i nie starcza energii na nic więcej - o czym gadać? Nie piszę tego w oskarżycielskim tonie, nic z tych rzeczy.

              Sens i cel rodzi się tam, gdzie jest możliwość świadomych wyborów i decydowania o swoim życiu. Możliwość dawania, sprawiania komuś radości, współprzeżywania z kimś świata. A tam, gdzie życie szarpie jak żaglóweczką na oceanie - gdzie ma być sens? Przetrwać chyba jedynie.
              Jestem w stanie w jakiś sposób to zrozumieć.
              • czita88 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 20:04
                spaprany napisal:
                >
                > a powiedz mi, za co szanujesz i podziwiasz? Jak sobie trzeba zasłużyć na Twój s
                > zacunek i podziw? Bo chyba nie pieniędzmi, władzą, talentem ani niczym podobnym
                > .

                To trudne pytanie. Myślę, że szanuję/podziwiam przede wszystkim osoby prawdziwe (nie sztuczne i nie grające, nie oszukujące samych siebie). I szczęśliwe. Potrafiące walczyć o swoje szczęście i o to na czym im zależy. Pewne siebie. Inteligentne (umysłowo i emocjonalnie :)). Silne psychicznie. Talent owszem, podziwiam, artystów w ogóle, ale oni szczęśliwi bywają bardzo rzadko. Bardziej się z nimi utożsamiam, niż im zazdroszczę czy na nich wzoruję.

                Czasami podziwiam osoby, które były w stanie wiele znieść (przeszły coś strasznego lub wzięły na siebie ogromną odpowiedzialność i odniosły sukces lub pogodziły się z porażką). Ale nie cierpię ludzi, którzy umartwiają się w imię ch.. wie czego. Wielodzietnych matek, które tyrają od rana do wieczora i rozpacz bije od nich na kilometr, a te owoce miłości, kochane "skoro Bóg dał" mają je za nic. Zakłamanych katoli, którzy naginają się do sztywnych norm i zasad, wymyślonych ch.. wie kiedy i po co, dbająch o pozory i liczących na zapłatę w "niebie". Pssssssst. Sztucznych, pewnych siebie wesołków, którzy robią wszystko "pod publikę", którzy o podziw ZABIEGAJĄ, też...
                Takimi ludźmi gardzę.

                Podsumowując, podziwiam takie osoby, które mi imponują (i na których miejscu chciałabym być), które są przeciwieństwem mnie i moich starszych, a gardzę tymi podobnymi w pewien sposób do mnie :-(. Poza tym, najgorsze jest to, że ja nie mogę polegać na własnych myślach - dzisiaj ktoś jest moim ideałem, niemal autorytetem, a jutro się okaże, że to znów była jedynie pieprzona idealizacja, fatamorgana, która się rozpływa wraz ze zmniejszaniem dzielącego nas dystansu...
        • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 13:03
          prinzessin_salome napisała:

          > 3bsp dałeś mi nadzieję;).
          >
          > Użyj swojego brylantowego pióra, by opisać Twój system namierzania zaburzonych.
          > .. Bo ponad wszystko chcę uniknąć powtórki...
          >
          > Szacun
          > ...

          ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ!!!
    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 17.06.12, 21:58
      Hej spaprany.
      Jestem naprawdę przyjaźnie nastawiony, więc schowaj kolce, które zaczynam po trosze lubić.
      (kurde, staję się masochistą)
      Patrzę z wyrozumiałością ( nie ma wydźwięku pejoratywnego!!!) na Twoją (uwaga!!!, to komplement) buńczuczną postawę, wynikającą z Twojej witalności i młodości (moja percepcja myślowa, subiektywna, niekoniecznie prawdziwa).
      Po tym wstępie mogę przejść do meritum.
      Pozwoliłem sobie napisać:
      >
      a gdy dodamy do tego potrzebę dominacji, to partner musi stać się niewolnikiem i to niewolnikiem doskonałym skrojonym na miarę perfekcyjnych oczekiwań – istotą bez własnych pragnień, uczuć, inicjatyw; utrzymywanym na minimum psychicznej egzystencji – zupełnie uległym wobec swego pana.
      >
      I napisałem też o praniu mózgu:
      >
      a powodzenie zależy od świadomości celu i inteligencji pracza, co przekłada się na: właściwość bodźca, jego natężenie i czas oddziaływania. Na to nie ma mocnych.

      Zakwestionowałeś w części dotyczącej dominacji (twoje prawo, mój szacunek) więc posłuchaj:

      W moich czasach po studiach normalne, zdrowe chłopaki bez wpływowych tatusiów miały obowiązek odbyć studia obligatoryjne na uczelni, zwanej Szkołą Oficerów Rezerwy.
      Na własne oczy widziałem ten specyficzny socjologicznie podział studentów na trzy grupy, (podając w liczności od najmniej licznej grupy do najbardziej licznej):
      - buntowników
      - dekowników
      - posłusznych, uległych ( liczność dominująca zdecydowanie)
      Gdy mój przełożony stracił do mnie cierpliwość, mówiąc publicznie, że jestem jak ta k…. której nie można zaj…ć; uśmiechnąłem się tak, że aż widać było zęby mądrości (już wtedy miałem)
      Wtedy zadał egzystencjalne pytanie:
      Co ja mam z wami – ty padło moje nazwisko- k… zrobić?
      Odpowiedziałem z tą sama bezczelnością:
      Zaprzyjaźnić się.
      K… chyba będę musiał zanim mi odpier…..li na dobre.
      Ta historyjka, której byłem bohaterem, była jakiś czas powtarzana wśród absolwentów.
      Czemu o tym piszę?
      Bo byłem jak Herkules. Mogłem zadać cios i odparować. Walczyć i zasuwać jak dziki. Prawdziwy heros, nie do pokonania, gdyby nie ta francowata pięta.
      Moja druga walnęła mnie w tę pietę (BPD potrafi z precyzją celownika laserowego trafić bomba w sedes z pasażerem) i leżałem wyciągnięty jak neptek.
      Sruu!!! i nie ma gościa.
      Zanim wstałem, poskładałem do kupy swoje członki a głowę przede wszystkim i otrzepałem się a raczej obmyłem, tęgo musiałem się napocić, a bolało jak jasna cholera.
      Kupa z tym roboty ale naprawdę warto.

      Dlatego z przekonaniem pozwalam sobie powtórzyć:
      Na to nie ma mocnych gdyż czy chcemy czy nie, „powodzenie” twierdzenia: właściwość bodźca, jego natężenie i czas oddziaływania, jest wpisane w naturę człowieka. (no chyba, że zdążysz zwiać albo oszaleć)
      • 3bsp AUTOKOREKTA 18.06.12, 00:23
        3bsp napisał:

        > Bo byłem jak Herkules. Mogłem zadać cios i odparować. Walczyć i zasuwać jak dzi
        > ki. Prawdziwy heros, nie do pokonania, gdyby nie ta francowata pięta.

        Oczywiście chodzi o Achillesa.
        Co tam Herkules Achilles - obaj herosy

        Widocznie znów zasuwam jak dziki a pamięć już nie ta
    • ykrastek Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 10:24
      W mojej ocenie partnerzy BPD nie są zaburzeni. Mogą dopiero stać się zaburzeni w wyniku oddziaływania zespołu stresu pourazowego (PTSD), w wyniku uzależnienia od Mr Jekyl & Mr Hyde, w wyniku codziennego stąpania po skorupkach jaj, poniżania od ukochanej osoby, obelg z jej ust, obwiniania i oskarżeń, nienawiśc, niszczeniai i nagłego lekceważenia...etc . Nie ma ludzi odpornych na działanie "kocham cię jestesmy sobie tak bliscy" - "nienawidzę cię i niszczę cię, jesteś zakałą mego . Im dłuższy związek tym większa trauma pozostaje. Nie można traktować jako zaburzenia tego, że ktoś potrafi kochać, że potrafi komuś wierzyć i ufać, że jest optymistą i nie jest podejrzliwy a potem nagle doznaje szoku i ciosu nienawiści oraz otrzymuje brutalnego kopniaka... Gdyby tak było nie wyróżnianoby np w kodeksie karnym przestępstwa znęcania się (emocjonalnego) nad osobą najbliższą - podając argumentację, że tylko osoba także zaburzona daje sobą pomiatać i staje się ofiarą. Tak jednak nie jest.
      • spaprany Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 12:15
        Uwaga, będzie kontrowersyjnie ;)

        "Nie można traktować
        > jako zaburzenia tego, że ktoś potrafi kochać, że potrafi komuś wierzyć i ufać,
        > że jest optymistą i nie jest podejrzliwy..."

        yhmy, a ja Ci powiem tak - kochać kogoś da się tylko wtedy, kiedy kocha się siebie, prawda? Zaakceptować tylko wtedy, kiedy akceptuje się siebie.

        Traktowanie. Traktujesz innych tak, jak traktujesz siebie. Szacunku, zaufania i szczerości dla bliskiej osoby możesz mieć tylko i wyłącznie tyle, ile masz do siebie, ani grama więcej. Zaakceptować możesz tylko na tyle, na ile akceptujesz siebie samego.

        Powiedz mi teraz, jak można powiedzieć, że się kocha zaburzoną partnerkę/partnera, skoro w tę "miłość" wpisane jest przyzwolenie na rezygnację ze swoich podstawowych potrzeb i przyzwolenie na zadawanie sobie bólu? Powiedz mi, czy realizowanie się w związku, w którym nie ma mowy o zaufaniu, szczerości, szacunku i nazywanie tego "miłością" nie jest oszustwem? Albo przynajmniej błędnym definiowaniem pojęć? Błędną identyfikacją swoich uczuć? Jak można dając na każdym kroku oczywisty dowód braku miłości własnej z miną Chrystusa Frasobliwego obwieszczać światu "kocham, chociaż to tak boli..."?

        Kogoś, kto TAK kocha, pozwalając przekraczać własne granice, rezygnując z siebie - jesteś w stanie ocenić jako zdrowego emocjonalnie człowieka? Czy ktoś, kto realizuje się w cierpieniu, poświęca lata swojego życia na walkę o siebie samego i swój komfort z kimś, kogo dopuścił blisko jest zdrowy emocjonalnie? Czy ktoś, komu miłość - najważniejsza rzecz na świecie, źródło najpiękniejszych emocji, akt odwagi i zgody ze sobą - przynosi praktycznie same straty, a ten ktoś tłumaczy ten stan na sto sposobów, cierpliwie przyjmując na klatę, jest zdrowy emocjonalnie?

        Ja teraz jestem na ciekawym etapie. Doszedłem do wniosku, że ci, którzy trwają w związku z bpd mają identyczny problem z bliskością, jak sami bpd. Dokładnie tak, chociaż to może dziwnie brzmi. Gwarantuję Ci, że gdyby nagle chory cudownie ozdrowiał - 99% związków z bpd przestałoby mieć rację bytu. Zwyczajnie choro-funkcjonalny układ rozleciałby się w pył, okazałoby się, że "zdrowy partner" zwyczajnie nie ma narzędzi, żeby budować zdrowy związek. Natychmiast wyszedłby spod ziemi syf, który siedzi w partnerach zaburzonych, a jest skrzętnie latami maskowany chorą relacją, przykrywany i usprawiedliwiany problemami "zaburzonego partnera".

        Zastanów się, czy rozpaczliwie goniąc za miłością zaburzonego partnera podświadomie nie tkwi się w iluzji - trzyma się tę prawdziwą miłość i bliskość w głowie, w bezpiecznej sferze marzeń i wyobraźni? Przecież to jest TO SAMO. Tak samo bardzo chce się zdrowej miłości, jak bpd, tak samo nie jest się w stanie jej dotknąć i tak samo się na nią wciąż i wciąż "nie zasługuje", przecież to jest oczywiste. I tak samo nigdy się nie ma trwale i na wieki zasłużyć. Trwanie w takiej relacji to dowód identycznej słabości o identycznej sile rażenia, jaką ma słabość bpd. Problem ten sam, jedynie wektor przeciwny. I bpd, i partner tą słabością robią sobie krzywdę, obie strony podobnie torturują się tą relacją i obie czerpią z tych tortur jakąś chorą, podświadomą korzyść.

        Układ "bpd - zdrowy partner" to mit, a pasożytnictwo bpd to drugi mit. To nie pasożytnictwo, to zwykła pierdolona mikoryza i im prędzej szanowni partnerzy zaburzonych zdadzą sobie z tego sprawę - tym szybciej będą mogli przestać odwracać swoją uwagę od siebie i swojego syfu koncentrując 100% tej bezcennej uwagi na pojebstwie partnera. Im szybciej przestaniecie się skupiać na czyimś syfie i wyjmiecie spod dywanu swój własny - tym więcej życia Wam zostanie na naprawę siebie. Każdy nieszczęśliwy związek, w którym się trwa latami to ucieczka od samego siebie, takie jest moje zdanie.

        Pomyślcie, partnerzy bpd, nad swoim dzieciństwem, swoim domem rodzinnym, swoim poczuciem własnej wartości, swoim obrazem siebie, swoimi potrzebami i powodem, dla którego trwacie w takiej a nie innej relacji. Przestańcie pierdolić w kółko "bo on to, on tamto, on zgwałcił duszę, on opluł, on uderzył, zostawił". Przestańcie na pytanie "dlaczego?" odpowiadać tym nudnym, kłamliwym i pompatycznym "bo kocham!!!". Zastanówcie się, co się takiego stało, że zamiast budować dom i wspólnie pchać wózek ze szczęśliwym dzieciakiem - macie to, co macie. Dlaczego lokujecie coś bezcennego i najbardziej wartościowego, swoją miłość - w inwestycję, której koszty są niewspółmierne do zysków, a gwarancja zwrotu równie pewna, jak w lotto. Ja dzisiaj mam pewność, że ta inwestycja to nie pech i przypadek.

        Zdrowi zadają się ze zdrowymi - to jest prawda, cała prawda i tylko prawda. Ludzie o chwiejnej emocjonalnie osobowości przyciągają ludzi o bardzo podobnej osobowości, o niestabilnym obrazie siebie, bez trwałego szacunku do siebie i trwałego poczucia własnej wartości, którzy do budowy siebie samego, a w zasadzie budowy obrazu samego siebie potrzebują jak wody odrzucenia, upokorzenia i wiecznej niepewności. Potrzebują się codziennie w pocie czoła starać o to, co na targowisku uczuć i emocji zdrowych ludzi jest wymieniane lekką ręką, dawane bez walki i brane bez grymaszenia. Potrzebują zapierdalać z maczetą przez najbardziej niedostępne tereny, chociaż metr obok jest utarta ścieżka. Realizują się w trudnej, jak najtrudniejszej drodze tak bardzo ze strachu przed ostatecznym celem wędrówki - przed czystą miłością i czystą bliskością.

        Ale to tylko moje zdanie :)
        • ykrastek Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 12:36
          Szacunek dla twoich wszystkich spostrzeżeń:) Zadziwię cię spaprany, ale ja przez 7 lat życia z moją borderką (aż do urodzenia się dziecka) nie czułem się wcale źle, nie stąpałem po skorupkach, czułem swoją wartość i nie dałem sobą manipulować. Wiedziałem co dobre co złe i pomimo bezskutecznych "protestów" mojej borderki - ROBIŁEM SWOJE, tłumacząc tylko dlaczego i tyle... Mogła odejść gdyby jej to nie pasowało! Ale nie odeszła. Kochała mnie swą borderową miłością, dawała ile mogła i co chwilę prosiła, obecywała lub groziła np w sprawie ślubu, którego nie potrzebowałem, w sprawie mojego nie wychodzenia z kolegami na piwo, kontaktów ze znajomymi - wszystko bezsutecznie. W końcu wpadła na "pomysł" aby przestać brać tabletki antykoncepcyjne i zaszła w ciąże... Chciałem mieć dziecko ale nieco później i z pewnoscią wtedy sam rozważyłbym swą decyzję kiedy, czy z nią i na jakich warunkach.... Jak mozna sie domyśleć : "załatwiła" mnie widząc moją wielką miłosc do córki i jak mi na niej zależy... Uznała w swej niedojrzałej psychice, że "ma mnie w garści". Dopiero to był początek końca. Wtedy pojawiły się dopiero krzywdzące mnie, niewyobrażalne nadużycia....
          • wolna_jak_ptakk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 13:15
            Miałam sie juz nie udzielać ale muszę ten ostatni raz jeszcze sie wypowiedzieć :-)
            Spaprany Ty jestes genialny masz wiedze , intuicje i analityczny umysł Twoje wnioski to Bingo
            Podpisuje sie pod wszystkim obiema rekąma i nogami. To o czym piszesz jest idealnie zobrazowane w 2 ksiażkach autorstwa Mellody Pia Toksyczne namietności i Toksyczne zwiazki.
            Tam Borderem jest tz nałogowiec unikania bliskosci a partnerem jego nałogowiec miłosci.
            To jest jak puzle pierwszy kontroluje drugi poddaje sie kontroli , pierwszy nie ma empatii drugi ma jej za duzo itd A z takiego zwiazku powstaje kolejny osobny problem współuzależnienie. Tak jak piszesz ZDROWY EMOCJONALNIE CZŁOWIEK nigdy nie wejdzie w taki związek ja byłam w nim rok ma mam niskie poczucie wartości które nijak sie ma do tego jak wygladam i co reprezentuje jak mysle :-) ale fakt jestem kobieta kochajaca za bardzo ale tez inteligentną i odpowiedzialną i to kazało mi sie ewakuowac z toksycznej relacji.
            Ykrastek wyrazy współczucia mój Bord był tak perfidny jak Twoja Borderka z ta różnica ze my nie bylismy 7 lat ze soba . Wiedzac o swojej chorobie wymyslił sobie w borderowej głowie ze dziecko bedzie czyms co mnie przy nim zatrzyma i pewnie by tak było. Pojawiło by sie dziecko ija pokochałabym je bezgranicznie a on by mnie deptał bo dla dziecka zniesie sie wszytsko pewnie. A ja jestem kobieta i z tego co tu wyczytałam faceci z kobieta borderka maja chyba lepiej a mala drobna kobieta i 2 metrowy rasowy bord . Było mineło ja uciekłam do przodu ,
            skupiam sie teraz na przerobieniu mojego deficytu z dziecinstwa w postaci niskiej samooceny .
            W przciwienstwie do Bordów wyciagnełam wnioski i wierze ze jak sie pokocham i zaakceptuje to bede mogła stworzyc prawdziwie partnerski zdrowy emocjonalnie zwiazek. Spaprany Ty masz ogromna wiedze i świadomość w czym jestes i jakie moga byc konsekwencje. Ja Ci broń Boze nie radze masz swój rozum ale jesli tak jak pisałes chcesz miec rodzine i dzieci weź już teraz za to odpowiedzialność , zrób porzadek ze swoimi deficytami i wybierz madrze życie ma sie jedno. Czego wszystkim szczerze życzę. A Bordy szanuję ale tylko wtedy jesli sie leczą bo jesli maja swiadomosc destruktywnosci swojego zaburzenia i maja to w nosie :-) to ja ich tez mam w nosie ale jeszcze głębiej :-)
        • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 14:54
          odpowiem po przeczytaniu pierwszych kilku zdań , żeby nie zapomnieć!!!!
          żeby kochać kogoś trzeba kochać siebie - napisałeś sparany
          nie nie nie
          jesli siebie nie kochasz to kochasz partnera za mocno :-) :-) :-)

          inwestujesz w niego redukując siebie, oddajesz się bez reszty :-) :-) :-)
          wracam do czytania :-)
    • ykrastek Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 12:56
      3bsp : jestem pod wrażeniem klarownej ewolucji twojego poglądu na temat rzekomego zaburzenia parterów bpd... Jestem zdania, że potrzeba osoby lubiącej wielkie wyzwania i optymisty (otrzymującego w nagrodę to co border ma najlepszego...;)) aby radzić sobie z bordem i nie ulegać jego prośbom, obietnicom i groźbom - nie stosując wobec borda nadużyć, lecz wyjaśniając dlaczego i robiąc swoje... U mnie tak było aż 7 lat. Mogła odejść, nie odeszła. Była chyba tak samo zadowolona jak ja, mimo że nie była w stanie niczego "wymusić"... Urodzenie córki odwróciło dopiero (stopniowo) tę sytuację, kiedy zobaczyła moją miłosc do niej i odpowiedzialność ojca... "Uznała", że "ma mnie w garści" i zaczęły się typowe dla BPD nadużycia, najpierw ostrożnie aż do takich naprawdę z grubej rury....
    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 18.06.12, 16:14
      Będę usatysfakcjonowany, gdy w kontekście waszych poglądów, wytłumaczycie mi, dlaczego ponad 80% ludzi gapi się z tępą gęba w telewizor, udając że rozumie polityczną ekwilibrystykę, łączy się emocjonalnie z partiami a jak przyjdzie pora obietnic, to zasuwa do urn aż się kurzy głosując na człowieka, którego zupełnie nie znają a zwłaszcza jego dokonań i moralnego potencjału a sympatię opiera na wykreowanym przez socjologów wizerunku medialnym.

      Człowiek nieświadomy ma zawężone spektrum postrzegania i analizy otoczenia, co zgrabnie nazywamy ograniczoną percepcja umysłu.
      Nie potrafi rozróżnić lęku o strachu, traktując oba pojęcia równoznacznie, co skutkuje przemożną chęcią oddania w cudze ręce odpowiedzialności za siebie
      Jest jeszcze parę tematów z tym związanych i trochę śliskich, więc pozostawiam je oświeconym.
      I jeszcze coś.
      Doprawdy trudno czasem podejmować trafne decyzje przy ograniczonym zasobie informacji.

      Spytaj pierwszego z rzędy taktyka z dowolnego obszaru walki co jest bezcenne a każdy udzieli jednej odpowiedzi – informacja.
      Jeśli połączysz wszystkie te pojęcia a w szczególności: nieświadomość jednostki w obszarze prostresowym, brak informacji rodzący dezorientację i nieumiejętność radzenia sobie z lękiem w ekstremalnych sytuacjach i odniesiesz do relacji z BPD – to jesteś jak dziecko we mgle i nie ma znaczenia jego kolor oczu czy karnacja a jedynie predylekcja do lepszego lub gorszego radzenia sobie w tej sytuacji.
      W psychologii nie ma pojęcia sztywnych granic. Nie jest możliwe wyznaczenie granicy, od której kończy się klinicznie zdrową jednostką (są jeszcze takie azaliż?) a zaczyna się np osobowość neurotyczna.
      Sądzę, że dopiero połączenie tego co napisałem wyżej z Twoimi spostrzeżeniami, z którymi w dużej mierze zgadzam się, może skutkować swoistym konsensusem naszych poglądów, co wcale nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie zawarte w wątku.

      Tobie i twoim apologetom polecam książkę Fridricha von Hayeka „Droga do zniewolenia”.

      Nigdy całej wolności nie traci się od razu
      • babalaba Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 14:54
        Czytam, odnoszę do siebie a teraz chciałam się podzielić moim wnioskiem. Prostym, bo chyba uczucia i emocje proste są, jak się je pozna, ale ich wachlarz dla mnie szerszy, niż dotychczas myślałam. Czasami mam też wrażenie, że w zdrowym świecie analiza nadmiernie zaśmieca kontakt z samym sobą.

        Już jakiś czas temu odeszłam od walki: moje, twoje, moja wina, twoja wina, moja prawda, racja, twoje...
        Pogłębiłam, a może dopiero miałam okazję zajrzeć w siebie, i zaczęłam odkorkowywać podświadomość, w terapii. I moje doświadczenie potwierdza, że:
        > Człowiek nieświadomy ma zawężone spektrum postrzegania i analizy otoczenia, co
        > zgrabnie nazywamy ograniczoną percepcja umysłu.

        Nadprodukcja myśli, która może ale nie musi nazywać się inteligencją - niewiele pomaga. Błędne założenia wnosi, ale po prawdzie, innych nie ma.

        Odbijamy się w drugim człowieku jak w lusterku.

        Przy szerszym postrzeganiu widzimy źródło zachowania drugiej osoby i radzimy sobie z tym: czy to rozumiejąc go, akceptując zachowanie, czy wybierając swoją ścieżkę.

        Mamy wybór, świadomie podejmujemy decyzję i działanie. A to zdejmuje cały ciężar emocjonalny. I dlatego zgadzam się z wersją 3bsp, że partnerze BPD mają swoje za kołnierzem. I że relacja z innymi zaburzonymi pomaga dokopać się do siebie i rozwinąć świadomość, rozwinąć wewnętrznie.
        Bez tych wyzwalaczy i refleksów światła pewnie byłoby to niemożliwe.
        Dlatego w pewnym sensie - traktuję BPD jak dar, szansę na swój własny rozwój.

        Freud mówił, że człowiek rozwija się przez frustrację. Przyznacie, że karmy mamy pod dostatkiem... I że przerzucanie się cegłą w jedną czy drugą stronę nic nie wnosi. Trzeba zajrzeć w siebie: CO MI TO ROBI I DLACZEGO.
        A reszta już wydaje się być prostsza.
        • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 15:09
          babalaba 21.06.12, 14:54 napisała post, który czytam kolejny raz i nie wygryzłam wszystkiego

          tak lubię pisać, nie wiem czy mi się udaje, ponoć zbyt skracam i czasem trzeba odczekać by zaskoczyć :-)

          babalaba - ja się wgryzę - nie to, że nie rozumiem liter :-) ... muszę skumać czy ja na pewno tak myślę jak tu jest podane - ambrozja - łatwo wchodzi :-)

          dzięki

          dziś nadrabiam zaległości z całego tygodnia - niech ktoś powie, że na tym forum mało mądrych pisze :-)


          • babalaba Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 23.06.12, 09:25
            Nie o rozumienie tu chodzi, ale o rozwój emocjonalny, który ma przebiegać równolegle do intelektualnego. A tak nie było. Tego się nie da na głowę, ona wręcz bywa szkodliwa (wyparcia).

            Zaburzeni w uczuciach tkwią w głębokim dzieciństwie. Uszkodzenie zablokowało rozwój. Podświadomość pcha do kompensacji braków w innych, stąd zewnątrzsterowalność, a w efekcie huśtawki emocji, odbioru rzeczywistości itp.
            Nie da się przeczytać książki bez znajomości liter.
    • bloodyandblunt Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 12:52
      mam kurcze duży problem w dokładnym przeczytaniu
      kazdego watku który przekracza cos koło 20 wersów
      ale jakos sie teraz postarałem i mam nadzieje byc w temacie ;)
      watki oczywiscie
      3bsd i spapranego trzeba przeczytac dwa razy ;)
      jako pełnoprawny bordel dodam ze ze c...py jako partnerki mnie
      zupełnie nie interesują no nie ma jak
      idąc za spapranym ze partnerzy bpd sa zaburzeni
      zgodze sie
      ale nie dokońca
      ostanio mam takie własnie dyskusje z kumplem
      który dodam jest lekko znerwicowany ale ma słabosc do zaburzonych
      owszem ja również
      jak jest zdrowa kompletnie mnnie nie interesuje
      ale z czego to wynika
      nie wnikajac w rozbudowaną analizę spapranego i 3bsd
      jet to naprawdę bardzo proste
      i zeby nie przecierac przetartych szlaków
      dodam ze jezeli dziewczyna nie ma czegos w sobie zwichrowanego
      bac ułomnego w sferze emocjonalnej
      po prostu zupełnie nie przyciaga mnie
      jest dla mnie niewidzialna
      jest to zrozumiałe tez ze tym ze pewnie ja jestem dla niej niewidzialny
      musi byc na wejsciu jakie porozumienie dusz zani zacznie sie cos dziać
      i prosta przyczyna ze na wejsciu nie zostane z góry niewidzialny.
      z drugiej strony ze wdzisiejszych czasach
      moło kto nie jest zaburzony i ma jakies jazdy


      • spaprany Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 21.06.12, 13:57
        " jezeli dziewczyna nie ma czegos w sobie zwichrowanego
        > bac ułomnego w sferze emocjonalnej
        > po prostu zupełnie nie przyciaga mnie
        > jest dla mnie niewidzialna "

        jak ja to znam...
        Któregoś razu zrobiłem sobie rachunek sumienia. Jestem w związkach od kiedy skończyłem kilkanaście lat, praktycznie bez przerwy. Wszystkie moje byłe miłości bardzo szanuję i szanowałem, o żadnej złego słowa nie powiem, ale z tymi "normalnymi", ze zdrowych domów, z dobrymi wzorcami - byłem najkrócej. Po prostu grzecznie dziękowałem w momencie, w którym teren był rozpoznany, kiedy przestawałem dostrzegać jakieś "drugie dno" w partnerce. Kawałek świata, do którego nigdy nie będę miał do końca dostępu, jakaś tajemnica, specyficzny rodzaj ponadprzeciętnej wrażliwości - to jest dla mnie element konieczny, motor napędowy relacji.
        Pamiętam jak dziś pewien wyjazd z kobietą, z którą byłem dość długo. Niby wszystko było w porządku, idealne warunki, żeby miłość kwitła. A ja czułem przez cały ten wyjazd jakiś niedosyt, niepokój wewnętrzny, jakby gotowość do ucieczki. Nie spełniam się w stanie kompletnego spokoju. Tam, gdzie powinienem się czuć bezpiecznie, pewnie i spokojnie - coś się dzieje. Coś się odzywa. Niepokój mam w sobie i tyle.

        Ludzie, którzy znają mnie od lat śmieją się ze mnie, że mam radar na trudne kobiety i to prawda. To jest zwierzęce, natychmiast łapię doskonałe porozumienie z kobietami dzikimi. I to nie jest tak, że ja od początku wiem, że takie są - to wychodzi w trakcie.

        Jakiś czas temu byłem na wielkiej imprezie, wśród dziesiątek znajomych osób ze środowiska branżowego. Wśród wielu innych była tam kobieta, która pracowała może od miesiąca, może od dwóch. Piękna, przeinteligentna, oryginalna. Praktycznie jej nie znałem, tylko na cześć. Nie szukałem seksu ani niczego innego, byłem w związku, ale z nią miałem przez całą imprezę kontakt - wzrokowy i jakiś taki mentalny. Do niej podchodziło mnóstwo osób, wielu facetów, śmiała się, żartowała, wszystko niby było okej, sprawiała wrażenie wyluzowanej i takiej, która się świetnie bawi. A ja czułem, że coś nie gra, jakbym widział szybę, za którą ona cały czas siedzi. Pod koniec tej imprezy podszedłem do niej i zadałem jej proste pytanie: "źle się tutaj czujesz, wśród ludzi, prawda?" Odpowiedziała tylko "tak". Ale powiedziała to w taki sposób i z taką miną, że wszystko było jasne, nic nie trzeba było dodawać. Mieszanka ulgi, że ktoś rozumie i lęku, że ktoś widzi. Nawet nie była bardzo zdziwiona. To było w tym naszym kontakcie od pierwszej minuty - nie potrzeba słów, ona wiedziała, że ja wiem a ja wiedziałem, że ona wie, że ja wiem. Więcej nigdy z nią nie gadałem, ale od pierwszego kontaktu czułem, że mógłbym się do niej zbliżyć. Wszyscy moi najbliżsi znajomi to ludzie z problemami, po przejściach, niespokojne duchy. I nie wiem do dziś, czy to wynika stąd, że wszyscy zwariowali, czy ciągnie swój do swego.

        Jeszcze nie doszedłem do tego, o co w tym chodzi i o co mi chodzi. Prawdopodobnie to mój podświadomy sposób ucieczki od "normalnego życia", dojrzałych zobowiązań, ostatecznych decyzji. Może mną też kieruje jakiś rodzaj lęku? Może to patologia, a może jedna z miliona norm, może moje miejsce jest tam, gdzie trudna droga, a cel niepewny? Nie wiem :)
        • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 15:32
          spaprany 21.06.12, 13:57 napisał

          a ja dodam takie spostrzeżenie z Kariny 'normalsów' :-)
          normalny facet :-) z dość twardymi zasadami o wierności, odpowiedzialny - za każdy razem kiedy w związku uzyskuje pewność, szuka podniety w choćby rozmowie minimalna fascynacja mu potrzebna; niezbędny komunikat zewnętrzny jesteś atrakcyjny;zasady trzymają go w ryzach; ale z czasem stabilność (nie mylić z nudą) związku przekłada się na brak energii seksualnej; jest bardzo duzo takich par gdzie facetowi się nie chce - brak mu zagrożenia - nie podniet, w domu;
          co się dzieje kiedy taki straci kontrolę i pójdzie w cug - nie ma różnicy czy normals czy bord - dobrze jeśli nowy związek ma ręce i nogi - są emocje, super seks i kolejny etap w życiu; jeśli trafi na cwaną partnerkę, polującą :-) bywa różnie;
          :-) nie bycie bordem nie daje gwarancji trwałych związków
          zawsze zagrożenie podgrzewa związek - a pewność czasem potrafi rozwalić - jak to ironia - bord ma prawo upatrywać zaburzeń z relacjach z matką zbyt wymagającą, nie kochającą akceptującą, nie stabilną itd a w dorosłym związku okazuje się często!!! że zbyt stabilny partner odbiera emocje i libido opada :-)
          świat jest skomplikowany

    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 01:13
      ……….
      Bliskie sobie osoby starają się wzajemnie stworzyć wspólnie dom, w którym czują się wolne i szczęśliwe, bo wtedy dopiero masz rodzinę i możesz myśleć o potomstwie, tak jak ja i twoja Matka.
      Przeżyliśmy tyle lat wspólnie, nigdy nie podniosłem na nią reki, nigdy nie obraziłem podczas kłótni tak jak i ona nigdy mnie nie obraziła.
      Kobiety czasem dunderują gdy jest im źle i nie dają rady a wtedy przytul. Samo przejdzie.
      Nie szczędź sił dla dobra rodziny, bo to święta instytucja ale też nie zapominaj o sobie.
      Kobieta musi być twoją osłodą życia i podporą a nie utrapieniem, ale jak trafisz na cholerę to wszystko do dupy.
      Jeśli twoja kobieta uroni jedną łzę przez ciebie, to poproś, by zezwoliła, abyś umył jej nogi, a sam zastanów się nad tym co zrobiłeś, ale jeśli zapłaczesz przez kobietę, to uciekaj choćby na koniec świata nie oglądając się za siebie. Nie jest ciebie warta.
      ……………..
      fragment mego eseju pt. „Pożegnanie z ojcem” z cyklu „Wspomnienia”

      No właśnie. Cóż takiego się stało.
      Dziś wiem przebywszy długą drogę, że najważniejsza osobą na tym świecie jestem JA i to ja mam miłować bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO, a altruizm, jeśli nie wynika z miłości do siebie jest zaledwie tryumfem obłudy i próbą sprawowania władzy nad drugim człowiekiem.
      Jeśli ktoś tego nie zrozumie, moja pisanina nie ma sensu.

      Presja wewnętrzna do uszczęśliwiania bliskiej osoby aby uzyskać jej akceptację, to potężna dynamika, która wytwarza lęk przed stratą tych wartości i osoby, bez których, w twym mniemaniu, nie mógłbyś żyć albo życie Twoje pozbawione byłoby sensu.
      Ponieważ twoje skupienie na partnerze zawęża twoje przeżywanie emocjonalne do lęku i niepokoju, przerywane chwilami wytchnienia, gdy uda ci się uszczęśliwić bliską osobę, to nie przyjdzie ci do głowy, że lęk jest miejscem narodzin każdego impulsu pozbawionego miłości.
      Odrzucając siebie i swoje potrzeby robisz wszystko, by pozyskać: miłość, troskę, uwagę, aprobatę - nie zauważając, że wkroczyłeś nieopatrznie na ścieżkę uzależnienia.
      I tu wracamy na nasze podwórko. Czy można trwale usatysfakcjonować partnera BPD?
      Pięknie i z tak logiczną prostotą pisze o tym Czita (super, że znów Cię słyszę. Pozdrawiam)
      Jeśli osobę, którą starasz się uszczęśliwić, uszczęśliwić się nie da, to lęk narasta a jeśli dodamy do tego sinusoidę emocjonalną, to mamy falowanie i spadanie, dół góra, dół góra i ściana przy ścianie. By tego było mało to próbujemy zgadywać, co bliski nam człowiek czuje, żeby móc mu w tym towarzyszyć. Permanentna czujność i gotowość do zaspakajania oczekiwań, no i to wszechobecne, nakręcające cały ten interes a pojawiające się nagle odrzucenie partnera, często nie wiedzieć czemu.
      Ten brak akceptacji powoduje, że czujesz się gorszy, odrzucony, bezwartościowy i pogrążony w rozpaczy, że wszystkie twoje wysiłki poszły na marne.
      Nie ma herosa, który to przetrzyma. Musi wystąpić brzemienne w skutki zmęczenie materiału.
      Z pokorą przyznaję, to była moja pięta Achillesowa, o której pisałem wcześniej, po strzale w którą, leżałem jak neptek. Widać, że chyba źle zinterpretowałem nauki Ojca.
      Potem to już równia pochyła i im wyższy był Twój potencjał i masa intelektualna tym energia spadania większa.( kto by pomyślał, że fizyka w dziale dynamika może mieć tu zastosowanie)

      Cóż związki dwojgiem ludzi są jak związki chemiczne. Taka siarka może złączyć się z np. z miedzią tworząc magiczną zieleń patyn ale tez może z dwuwartościowym wodorem tworząc siarkowodór – gaz dla koneserów mocnych doznań; podobnie jak z partnerami i ich deficytami emocjonalnymi. W związkach partnerskich deficyty są zaspakajane i napędzają dynamikę bliskiej relacji a w relacji BPD – partner tworzą specyficzne kino akcji (kino jak cholera i akcja na okrągło) w którym jest coś pięknego. Co?
      Napis The END i przychodząca specyficzna refleksja o względności wszechrzeczy.

      Ten, kto nie doświadczył zimy, nie zachwyci się pięknem budzącego się życia wiosną.

      • czita88 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 10:35
        3bsp napisał:

        > Jeśli osobę, którą starasz się uszczęśliwić, uszczęśliwić się nie da, to lęk na
        > rasta a jeśli dodamy do tego sinusoidę emocjonalną, to mamy falowanie i spadani
        > e, dół góra, dół góra i ściana przy ścianie. By tego było mało to próbujemy zga
        > dywać, co bliski nam człowiek czuje, żeby móc mu w tym towarzyszyć. Permanentna
        > czujność i gotowość do zaspakajania oczekiwań, no i to wszechobecne, nakręcają
        > ce cały ten interes a pojawiające się nagle odrzucenie partnera, często nie wie
        > dzieć czemu.

        Wiesz... Mi się coraz mocniej wydaje, że my nie tyle potrzebujemy/oczekujemy miłości, akceptacji i szczęścia (czymkolwiek ono jest), ale raczej wychowania, autorytetu, wzorca, inspiracji. Oparcia w kimś mądrzejszym, dojrzalszym i opanowanym, nie do obalenia. Kogoś, kto pokaże, co jest w życiu ważne, jak żyć, kto gdy trzeba nami potrząśnie, poda rękę, wyjaśni, przytuli czy kopnie w dupę. Ja np. nigdy (w czasie dorastania) takiego traktowania nie doświadczyłam. Hodowali mnie i jestem nieoswojona, nieprzystosowana, nie nauczyli mnie jak żyć, nie pokazali. Przede wszystkim nie wspierali i nie wierzyli we mnie, nie kochali (nie dawali tego odczuć), nie zauważali, nie traktowali poważnie, jak człowieka, tylko jak ubezwłasnowolnione coś (póki szło). Nie pokazali jak kochać i traktować innych ludzi. I zawsze będę miala o to wszystko żal. Nienawidzę ich.

        A raczej nie ma osób, które wchodząc w związek, chcą brać na siebie taką odpowiedzialność (które w ogóle domyślają się TAKIEGO wyzwania), spodziewają się dziecinnych zachowań i reakcji, są gotowe NIE OKAZYWAĆ swoich słabości, by nie wzbudzać lęku, nie tracić szacunku, i nie kochać na całego, by nie rozpieścić za bardzo.
        Poza tym nie wiem, czy wytrzymałabym czyjeś rządy twardą ręką, czy nie zbuntowalabym się i uciekła przy pierwszej lepszej okazji.

        Także pozdrawiam !
        • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 19:20
          czita88 napisała:

          Kiedyś zażartowałaś ze mnie, pisząc „ze tez Ci się chciało”, gdy napisałem, że przeczytałem niemal wszystkie twoje posty na forum.
          Jeśli zaintryguje mnie człowiek, to tylko wtedy, gdy jest tego w moim mniemaniu wart.
          Nie wiem jak wyglądasz, nie wiem ile masz lat i doprawdy guzik mnie to obchodzi, bo w spektrum mego zainteresowania jest czita – człowiek, który udając czasem porąbanego borda nie potrafi ukryć przedwcześnie dorosłej, quasi dojrzałej, zagubionej, głęboko refleksyjnej i inteligentnej kobiety. Taka Cię widzę i taką szanuję i mam głęboko gdzieś, co o mnie myślisz a najbardziej, co inni o mnie myślą.
          Dobra. Dosyć tego tokowania, do rzeczy.

          Jakby na dowód tego co napisałem jest Twój tekst, poprzez który widzę ciebie jako osobę, której nie dane było domknąć etapów rozwoju w swym życiu, bo aby przetrwać musiałaś stać się dorosłą istotą, pełną bólu i rozpaczliwego wołania: oddajcie mi moje prawdziwe dzieciństwo z prawdziwymi dojrzałymi: mamą i tatą.

          Widzisz, istnieje coś takiego jak karambol pokoleń – pokoleń rodziców, którzy tak naprawdę byli dziećmi mimo tego, że byli dorosłymi.
          Ich nerwice zatrzymały ich w rozwoju emocjonalnym, to dzieci równie niedojrzałych rodziców. I tak ciągnie się od lat przez pokolenia.
          Ty jesteś ostatnim ogniwem w tym karambolu. Możesz dalej to kontynuować, ale:
          TY ŻYJESZ I MOŻESZ Z TYM ŻYCIEM ZROBIĆ TAK WIELE.

          Napisałaś:

          > Nie pokazali jak kochać i traktować i
          > nnych ludzi. I zawsze będę miala o to wszystko żal. Nienawidzę ich.
          >
          Postanów dziś najmocniej jak potrafisz, że gdy jutro wstaniesz rano, zaczniesz rozmawiać z ludźmi w narzeczu suahili.
          Że co? Że nie znasz, że nie potrafisz, że nie będą Cię w stanie zrozumieć, że będą się złościć, że robisz z nich sobie jaja?

          Teraz spójrz na swoich rodziców. Oni nie znali języka miłości bo ich rodzice ich tego nie nauczyli. Twoi rodzice tez byli ofiarami. Może nie byli tak inteligentni jak Ty, może brali się za łby, bo serce ich przepełniała nieuświadomiona rozpacz za uczuciem, którego nie dane im było poznać. Jeżeli ich serca nie przepełniała miłość to jak mogli się dzielić czymś, czego nie posiadali.

          Może musisz znów wrócić na ścieżkę poznania i nauczyć się sama tego, czego twoi rodzice nie byli w stanie Cię nauczyć – BO NIE POTRAFILI!!!.
          Czy jest to możliwe?
          Jeśli tylko bardzo chcesz, jeżeli wierzysz że można – to wszystko jest możliwe.

          Jeśli to zrozumiesz tak naprawdę, zamienisz nienawiść do nich na smutek a potem na troskę o siebie. Wtedy przyjdzie wybaczenie a gdy na dobre się rozgości, to będzie znak, że ruszyłaś w drogę.
          Powiedz mi proszę o tym, bym czytając twoje posty, nie musiał więcej burczeć pod nosem:
          k..wa, kolejne zmarnowane życie pięknego wewnętrznie człowieka.
          • czita88 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 21:36
            Ale ja jestem porąbanym bordem ;(. Niegłupim, ale co z tego, skoro drastycznie głupio postępującym, niszczącym sobie życie.

            > TY ŻYJESZ I MOŻESZ Z TYM ŻYCIEM ZROBIĆ TAK WIELE.
            >

            Najgorsze jest to, że jestem jeszcze stosunkowo cholernie młoda i ja nie mam pojęcia co z tym życiem robić. Co zrobię. Żyję z dnia na dzień, nie planuję swojej przyszłości, bo nie wierzę, że coś z takich planów mogłoby wyjść. Szczerze, to - może to głupie co napiszę - bardzo chętnie zamieniłabym te 30-40 lat (o ile coś mnie nie "zbawi" prędzej lub sama się nie wykończę) niepewności, wyzwań i możliwości na 5 lat spokoju, pewności i bezpieczeństwa... Zwłaszcza tego ostatniego. Przeraża mnie to wszystko, i wyobrażając sobie przyszłość najczęściej oczywiście fantazjuję o tym, że napotkam na swojej drodze cudownego człowieka, który mnie zabierze gdzieś daleko, gdzie zapomnę o całej swojej poronionej przeszłości i będę go kochała z całych sił. Tiaaaa... Chyba sama już w to nie wierzę. Na pewno wiem, że nie zasługuję. Ale takie dumanie czasami pomaga, można się oderwać od tego co tu i teraz...

            Na to co o mnie tu powyżej wypisywałeś także nie zasługuję. Skoro przeczytałeś "niemal wszystkie" moje posty, to najwyraźniej pominąłeś te najistotniejsze. Te w których nie piszę co czuję, nie analizuję i nie wylewam swoich myśli, ale opisuję FAKTY, to jak postępowałam, jakie błędy popełniłam, CO robiłam. Po tym się ludzi zazwyczaj ocenia :( (może nie na forum, ale w życiu...)... Ja mam się za nic (niestety coraz bardziej) i ostatnio doszłam do tego, że większość głupot i strasznych rzeczy w życiu popełniałam dlatego, że nie miałam nic do stracenia. Nic. Biorąc pod uwagę to, że w miłość, uczucie aktualnego faceta w takich chwilach, a zresztą prawie nigdy, nie wierzyłam. Miałam gdzieś to co będzie i co się ze mną stanie, co ludzie pomyślą. Ostatnio to już staje się normą... Ja chyba nawet wolałabym, żeby wszyscy mną gardzili i pomiatali, wtedy mogłabym cierpieć otwarcie i nie byłoby to chore, a nie w środku, na zewnątrz stwarzając pozory i mając nadzieję, że nie wszyscy o mnie myślą tak jak ja...

            > Jakby na dowód tego co napisałem jest Twój tekst, poprzez który widzę ciebie ja
            > ko osobę, której nie dane było domknąć etapów rozwoju w swym życiu, bo aby prze
            > trwać musiałaś stać się dorosłą istotą, pełną bólu i rozpaczliwego wołania: odd
            > ajcie mi moje prawdziwe dzieciństwo z prawdziwymi dojrzałymi: mamą i tatą.

            Tak, często marzę o tym, by znowu być dzieckiem, nie mieć żadnej odpowiedzialności (nauka to dla mnie była pestka, nawet pewnego rodzaju przyjemność), przede wszystkim marzę o tym żeby zacząć wszystko od nowa. Z tym wszystkim co wiem teraz ;(... WSZYSTKO wyglądałoby zupełnie inaczej. Heh, pewnie od starszych odcięłabym się jeszcze wcześniej, zamknęła się w sobie, ale ile szans bym wykorzystała, ilu błędnych decyzji uniknęla... i bólu i stresu (bo już wiem jak wieloma sprawami nie warto było się przejmować)... to moje !!

            Dobra, bo popłynęłam, a to większego sensu nie ma...
            • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 23.06.12, 17:51
              czita88 napisała:

              >Przeraża mnie to wszystko, i wyobrażając sobie przyszłość najczęściej
              >oczywiście fantazjuję o tym, że napotkam na swojej drodze cudownego
              > człowieka, który mnie zabierze gdzieś daleko, gdzie zapomnę
              > o całej swojej poronionej przeszłości i będę go kochała
              > z całych sił.
              >Tiaaaa...
              Wiesz co Ci powiem. To samo.
              Tiaaa......
              Mozesz polecieć nawet na księzyc i nie zabrać nic ale zabierzesz siebie taka jaka jesteś. Przed tym nie uciekniesz, a książę z bajki nie rozwiąże Twoich problemów.

              >Na to co o mnie tu powyżej wypisywałeś także nie zasługuję.
              >Skoro przeczytałeś "niemal wszystkie" moje posty, to najwyraźniej
              >pominąłeś te najistotniejsze. Te w których nie piszę co czuję,
              >nie analizuję i nie wylewam swoich myśli, ale opisuję FAKTY,
              >to jak postępowałam, jakie błędy popełniłam, CO robiłam.

              Jesli masz mnie za durnia, to Twoja sprawa. Mam to gdzieś. Podobnie jak ty, cudzą opinie na swój temat mam w tym samym miejscu, a przynajmniej dążę do tego aby tak było, z tą małą różnicą, że nie jest to emanacja mojego buntu ale szukanie oparcia w sobie.
              Dodaj jeszcze, że w tych postach, ktore pominąłem, opisywałaś realizację swoich goracych pragnień, a ja niczym wytrawny hipokryta, będe ci współczuł.
              Niedoczekanie.
              Forum to nie konfesjonał, ale zapewniam Cię, nie byłem i nie jestem ideałem i wcale nie mam takich ciągotek. Dążyć do świętości, to juz zupełnie inna bajka, jeżeli rozumiesz o czym mówię. Mam dobry wzorzec w osobie apostoła Pawła.
              W tej zyciowej komedii wyznaję tę sama zasadę co Terencjisz: " człowiekiem jestem i nic co ludzkie..."

              >Tak, często marzę o tym, by znowu być dzieckiem,
              >nie mieć żadnej odpowiedzialności

              To brzmi dużo bardziej uczciwie niż marzenia o końcu swiata tych, których życie pokonuje.
              Widać, że trochę zdrowej witalności w tobie pozostało. To zrób z nia coś sensownego zamiast bredzic w stylu: "Dobra, bo popłynęłam, a to większego sensu nie ma..."
              Ja na takie ckliwe pierdoły nie nabieram się.

              Szkoda, że tak uciekasz przed sobą. Widać, że nie znasz siebie.
              Gdybym był perfidnym czarodziejem, zaczarował bym, abys poznała prawde o sobie na tle innych ludzi.
              Ale miałbym ubaw z twojej zdziwionej geby.

              Niedawno byłem po raz kolejny już na "Człowieku z la Manchy". Bardzo mi przypominasz Dulcynee. Może czasem na życie patrzę oczami Don Kichota, zyjąc tak jak Sanczo Pansa i widząc rzeczy takimi jakie one są. Cóż, zycie.

              >przede wszystkim marzę o tym żeby zacząć wszystko od nowa.

              Marzenia się spełniaja jesli czegos bardzo pragniemy, pod warunkiem,że ich realizacji nie składamy w ręce losu.

              >inni boją się śmierci ja boję się żyć - twoja dewiza
              kto nie boi sie smierci, ten nie lęka się żyć - moja dewiza

              Widzisz jakąś różnicę?
              Spytaj samej siebie, tej, którą ukrywasz przed światem.

    • ykrastek Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 13:55
      3 bsp napisał:
      "Dziś wiem przebywszy długą drogę, że najważniejsza osobą na tym świecie jestem JA i to ja mam miłować bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO, a altruizm, jeśli nie wynika z miłości do siebie jest zaledwie tryumfem obłudy i próbą sprawowania władzy nad drugim człowiekiem."

      Moim zdaniem to właśnie bordy, w początkowej fazie związku, są właśnie bardzo altruistyczne, zrobią dla partnera prawie wszystko...;) Ale bordy wcale nie miłują samych siebie (często wręcz nienawidzą siebie), a więc ten ich altruizm i poświęcenie dla partnera jest niezdrowy, toksyczny i ma na celu nie dobro partnera - lecz zyskanie maksimum uczucia dla siebie (przed którym to uczuciem potem uciekają) oraz sprawowanie nad parntnerem kontroli... Z kolei u niezaburzonych partnerów bordów ten altruizm wcale nie pojawia się w formie nienaturalnej lub wyolbrzymionej, lecz jest naturalny i zazwyczaj wynika właśnie z utożsamiania się z odczuciem "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Dopiero w schyłkowej fazie związku, ten zdeprecjonowany, zdeptany ale już uzależniony i skołowany praniem mózgu partner borda, z zaniżonym w wyniku nadużyć poczuciem własnej wartości, nieświadomy jeszcze manipulacji w komunikatach otrzymywanych od borda, będąc w szoku wynikającym z coraz częstszych aktów nienawiści i poniżony podłym traktowaniem etc. Po raz kolejny powtarzam, że gdy jest wspólne dziecko problem staje się nieporównywalnie większy w progresywny, niekontrolowany sposób : nie da się wtedy ot tak uciec - a bord wyczuwa niedojrzale, że daje mu to przewagę emocjonalną oraz daje sobie wówczas prawo prawie do wszystkiego, za nic nie zamierzając ponosić odpowiedzialności. Wie, że kochasz dziecko i wyczuwa, że boisz się krzywdy dziecka. Wyczuwa też, że zechcesz być może zawalczyć o dziecko i "zabrać jej" bo wie, że jej jazdy i zachowania są niszczące także dla dziecka - ale wtedy właśnie robi rzeczy najgorsze. Najlepszą obroną dla borda jest atak. Jak zagrożone dzikie zwierze jest więc zdolna do najgorszych rzeczy aby nie stracić swej "zabawki", która ją kocha i jest od niej zależna : małego dziecka. Tego niedojrzałego "zabezpieczenia", jakim staje się wówczas dla niej małe dziecko. Stajesz się wtedy wrogiem nr 1 i obiektem ciężkich oskarżeń, nawet gdy nie podejmujesz żadnych wrogich kroków przeciwko niej, Ciosy poniżej pasa i aktorsko odgrywane, wiarygodne role przed osobami trzecimi - są szokiem i stają się twoim przekleństwem oraz traumą, zródłem silnego stresu pourazowego. Masz wrażenie, że wszystko i wszyscy sprzysięgli się nagle przeciw tobie, bo ona jest taka aktorsko wiarygodna i sympatyczna oraz skuteczna. Problem fałszywych oskarżeń w procesach sądowych ze strony bordów (gdy czują się "zagrożone") wobec byłych partnerów (zwłaszcza gdy jest dziecko) jest od jakiegoś czasu problemem zauważanym przez biegłych psychiatrów w USA. Alarmują oni, że bord swym "aktorstwem", spokojem "na zawołanie" jest znacznie bardziej wiarygodny i sympatyczniejszy dla sędziego niż partner, którego bord fałszywie lub manipulacyjnie oskarża (na skutek np skrzywionego postrzegania rzeczywistości lub przeszłości we własnej psychice). Polskim przykładem takich traumatycznych zmagań jest przecież doskonały film "Tato"...
    • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.06.12, 15:53
      po całości :-) czyli czytam hurtem

      czy w związkach szukamy autorytetu? pewnie tak i to super
      na pewno kogoś lepszego i ciekawszego od siebie szukam - nie potrzebne mi tło i kierowca :P
      czy chcemy by nas stłamsił i zdominował? powalił na kolana - nie; gnoja przewartościowanego (s)puszczam wolno - mnie nie rusza 100 róż - chyba, że przytacham - bo lubię
      stawiam na nogi 'nieszczęście' ale to jest nieszczęście chwilowo zrąbane; warte ramienia i poprawienia podusi; odbierania telefonu w środku nocy; skrzydła warto zrastać tym którzy mają piękne skrzydła - na to się pracuje główką całe życie; od wartościowego Człowieka bije blask - nie ważne czy ma bpd czy inny udziwniacz - czy leży w rynsztoku czy pędzi po szczytach - Człowiek musi być w ciele, o które warto zadbać

      zadbać za free - przyjaciół zaczynamy mieć od momentu kiedy nie oczekujemy nic za rozmowę

      nie da się ukryć, że jak szkoda gadać to szkoda gadać :-) :-) :-) pani z opieki socjalnej nie z każdym gada czasem przynosi żarcie i takie tam

      jak ja kocham gadać z mądrzejszymi od siebie :-) :-) :-)
      • blurip Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 24.06.12, 00:38
        O tak, 3bsp gada całkiem do rzeczy.

        Sama mam borderline, 5 lat w psychoterapii i muszę przyznać że zrzucanie winy na drugą osobę jest bardzo komfortowym wyjściem. Użalanie się nad sobą, obwinianie całego świata o własny stan i problemy, projektowanie na innych tego, co jest tylko i wyłącznie w nas samych (z małą poprawką, osoby zakochujące się w borderline mają swoje własne piekło zakopane gdzieś pod warstwą tego całego quasi-bycia-normalnym, dlatego właśnie nas tak cholernie przyciągają), to wszystko to jest bardzo prosty sposób żeby uciec od tego całego gówna które jest tylko i wyłącznie w nas i z którym tylko my możemy sobie poradzić.
        Wiesz co chika jest najtrudniejsze w psychoterapii mi się wydaje? W momencie kiedy zaczynasz widzieć to wszystko w sobie samym nie masz już tego komfortu żeby przerzucić to na drugą osobę, na swojego 'księcia'; całą koncepcję Romea szlag trafia. I nawet kiedy masz ochotę się zabić - bo tak się zdarza nie rzadko (to już kwestia emocji, coś czego nie da się rozwiązać niestety zwykłą psychoanalizą, ale SĄ inne sposoby) nie możesz już zacząć biegać w około, krzyczeć i sabotować wszystkie najbliższe Ci osoby z zamiarem popełnienia samobójstwa.
        Emocje są, emocje są cholernie silne i cholernie bolesne, to jest prawda i przykro mi to stwierdzić - to się nie zmienia. Ostatnio sama przeszłam przez ogromny dołek spowodowany ostatecznym zerwaniem kontaktów z moim obiektem obsesji, i powiem Ci że właśnie to robiłam, jak zawsze - biegałam w kółko i gadałam jedynie o tym jak jest mi źle, z jedną małą różnicą. Faktycznie było mi cholernie źle, faktycznie cały czas cierpiałam okrutnie ból którego nie byłam w stanie znieść, ale nauczyłam się prosić o pomoc. Teraz czuję się lepiej, ale dyskomfort po tych wydarzeniach pozostał, nie mogę już po prostu wrzucić siebie do worka z etykietką 'ofiara'. Ale powiem Ci że ludzie, mimo tego że nie rozumieją (bo tego sie NIE DA zrozumieć) są skłonni nas wesprzeć, pomóc, tak długo jak jesteśmy w stanie poprosić o tą pomoc. I po długim czasie, wielu latach pracy której efekty i tak dewaluują się często do minimum, jestem w stanie stwierdzić że poprawa JEST możliwa. Nie było już miejsca na 'zabiję się, nic Cię to nie obchodzi, nienawidzę Cię', 'mam przyjechać i Ci pomóc?', 'nie! Idź do diabła!' tylko zwykłe 'Czuję się tak źle, że nie mogę tego wytrzymać. Mam myśli samobójcze', 'przyjedź'.
        Poprawa jest możliwa, z czasem możesz nauczyć się jak to, co do tej pory niszczyło wszystko w około jest w stanie pomóc Ci zbudować nowy rodzaj relacji, prawdziwej, wartościowej relacji. Ale to wymaga pracy... Długiej pracy i dużego wysiłku, dużo większego niż 'normalni' ludzie muszą to włożyć, którzy nie czują w ten sposób. Czy jest to jednak powód żeby położyć się i umrzeć? Ja myślę że pod wieloma aspektami nasze życie może być głębsze, pełniejsze i bardziej świadome niż innych ludzi. Jak to powiedział mój psychiatra 'niektórzy ludzie rodzą się i do rozstrzygnięcia pozostają im jedynie kwestie patriotyzmu, Ty będziesz musiała uczyć się całe życie patrząc na innych; tak zostałaś stworzona'.
        Tacy właśnie jesteśmy my, ludzie z borderline. Jesteśmy jak maszyny które zepsuły się w trakcie produkcji i które muszą nauczyć się naprawiać krok po kroku, dokręcać każdą śrubkę z osobna, jedna po drugiej, uczyć się mechanizmu który sprawia że działamy w ten, a nie w inny sposób. I budować. Budować i rekonstruować siebie w inny, zdrowy sposób.
        Ale wiesz co? To nie jest tak że nic z tego nie mamy. Kiedy widzisz jak jakaś maszyna została stworzona, w jaki sposób skonstruowane są wszystkie jej mechanizmy i co jest jej siłą napędową... Masz możliwość wyboru ;) Wolność ma swoją cenę. I mimo że jest to długi i bardzo bolesny proces, widzisz to co kieruje innymi ludźmi i to TY decydujesz jak będą wyglądać Twoje relacje z nimi. Ból jest najlepszym nauczycielem. To on sprawia że dorastamy.

        Powodzenia w szukaniu samej siebie, prawdziwej siebie :) Wierzę że możesz.
    • grupakobieca Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.08.12, 08:04
      Myślę, że żaden normalny, dojrzały mężczyzna nie będzie z kobietą BPD. Dlatego jestem pierwszy raz w życiu sama (już 4 lata-ogromny sukces!). Robię wszystko, by się zmienić, ale wciąż najbardziej kręcą mnie pokręceni faceci. Nie chcę generalizować, border borderowi nie równy, są różne głębokości tego zaburzenia, domieszki innych. Mogę powiedzieć o sobie, nigdy nie spotykałam się z normalnym facetem, zawsze wybierałam ostro zaburzonych. Co do dziecka, temat rzeka, to dziecko zmusiło mnie do zmiany i to Ono sprawia, że staram się z całych sił, by nie zarazić go swoją chorobą.
      Właśnie wróciłam z krótkiego wyjazdu (ja, młody i moja mama), byłam przerażona zachowaniem matki: skupiona na sobie przez 90% czasu, agresywna, z pretensjami, rozżalona. Wniosek taki, że już z nią nigdy nie wyjadę- nie warto (ona też ma BPD, nie leczy się i ma ten podtyp agresywny) To co mnie najbardziej załamało, to, to, że widziałam siebie w jej zachowaniach i zastanawiałam się, ile z tego syfu jeszcze jest we mnie.
      Wiem jedno, jeśli chcę się zmieniać i rozwijać to muszę być sama, przynajmniej do momentu, aż zaczną mnie pociągać faceci normalni. Inna sprawa, że wszechświat mi sprzyja w moich planach i nie nęci pokusami, a ja nie latam jak za przeproszeniem suka w rui (brzydko może, ale tak właśnie bywało kiedyś) i nie wciągam ofiar do swojej pajęczej sieci.
      Piszę, ponieważ aż ciarki mnie przechodzą, kiedy czytam o niedojrzałym podejściu matki do własnego dziecka. Ciarki podwójne, raz we wspomnieniach dzieciństwa pełnego przemocy, dwa ze strachu przed powtarzaniem tego z własnym dzieckiem. To strasznie trudne, kiedy nie ma się własnych wzorców normalnego rodzicielstwa. Jak znaleźć złoty środek, w codziennych, skomplikowanych, wychowawczych zagadnieniach.
      Siedem lat terapii, zmiana w moim zachowaniu i życiu OGROMNA, ale wciąż tyle do zrobienia. Kiedy przyjdzie ten dzień, że usiądę sobie i powiem, jesteś naprawdę fajna i dobra, taka jaka jesteś, bez tych wszystkich powinnaś, musisz, kiedy wreszcie zrobisz to, czy tamto.
      • czita88 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 22.08.12, 19:32
        Gdy czytam posty takie jak ten, to mi się trochę cieplej robi i nie czuję się aż takim dziwolągiem, jest mi lepiej gdy widzę, że ktoś gdzieś byłby w stanie mnie zrozumieć :( :(....

        Gratuluję bycia samą (że dałaś radę nie władować się w nic głupiego i nonsensownego, że wytrwałaś...) i zmian na lepsze, terapii. Powodzenia w wychowywaniu.

        "Kiedy przyjdzie ten dzień, że usiądę sobie i powiem, jesteś naprawd
        > ę fajna i dobra, taka jaka jesteś, bez tych wszystkich powinnaś, musisz, kiedy
        > wreszcie zrobisz to, czy tamto"

        Ech.... życzę Tobie i sobie, nam wszystkim (bpd) takiego dnia :-( :-( :-(... Na razie nie potrafię sobie takiego stanu nawet wyobrazić :(....

        "To co mnie najbardziej załamało,
        > to, to, że widziałam siebie w jej zachowaniach i zastanawiałam się, ile z tego
        > syfu jeszcze jest we mnie. "

        :-(... Ja mam tego syfu po uszy i nienawidzę tego!!!!!!! Najchętniej bym sobie zdetonowała ten chory łeb ;( !!! Dzisiaj straciłam nad sobą panowanie (zła noc, bardzo zły dzień) i też to przeżyłam, jakbym ją widziała, to są najgorsze chwile w życiu ;( i najbardziej się wtedy nienawidzę ;( chcę umrzeć gdy widzę jej zachowania w sobie, chce mi się rzygać, chcę się zakopać pod ziemią ;( !!!! Czuję się lepsza i jest mi lepiej, gdy to ktoś sprawia mi ból, to jest taka ulga, ktoś jest winny, nie ja... Gdy to ja się zachowuję jak pojebana to.... to już naprawdę gorzej być nie może. Wstyd jest gorszy od bólu, od samotności, od wszystkiego :(. NAprawdę ch*jowe uczucie nienawidzić siebie ;((. Sorry, że się żalę, ale naprawdę mi dziś w ch*j źle ;(...

        "> Myślę, że żaden normalny, dojrzały mężczyzna nie będzie z kobietą BPD."

        Ja mam serdecznie dość nienormalnych (to mnie psychicznie wykańcza), jednocześnie czuję się niewarta kogoś normalnego :( ;(, czuję, że to byłoby wielkie oszustwo próbować coś budować z kimś zdrowym i normalnym, z kimś dobrym ;(.... Chyba rzeczywiście jedyne wyjście to być samą, choć parę lat :(... Może łatwiej będzie przyzwyczaić się do bycia samą niż katować się i karmić chorymi relacjami, polegającymi na gardzeniu sobą i innymi. Ja jestem jakaś dzika i poroniona, nie nadaję się do życia w społeczeństwie :(...
        • grupakobieca Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 23.08.12, 06:56
          Mój ex-mąż jest kompletnie nienormalny. Ma zaburzoną osobowość i jeszcze kilka innych problemów. No ale oczywiście Syn Go potrzebuje. Tak więc muszę balansować między porypaną matką, a pokręconym mężem. Unikam ich jak ognia, naprawdę, nie szukam pretekstów, wymiguję się od spotkań. ALE, czasami się nie da (spotkanie z synem, którego samego z nim zostawić nie mogę póki co- ma 5 lat), a z matką, to niestety ona ma lot, a potem jest długo grzeczna i ja zapominam o tym jaka potrafi być okrutna. Łatwo powiedzieć nie spotykaj się. Pewnie, BPD, 4 lata sama, z małym dzieckiem (dość absorbującym)- cały czas w skupieniu, by nie zrobić dziecku kuku. Czasami chcę mieć kogoś bliskiego, silniejszego i wtedy ta matka właśnie. Najgorsze jest to, że często się sprawdza, wspiera, pomaga, a potem ni z gruszki, ni z pietruszki w najmniej spodziewanym momencie sru.
          Mam nadzieję, że tym razem nie popełnię już tego błędu i po prostu zmienię tę relację na dalszą i nie będę swoich nadziei już w niej lokować. Ale nie pierwszy raz to sobie obiecuję.
          Co do exa, to już jest inna bajka, totalnie surrealistyczna: Od dawna nie chcę z nim być, wisi mi co robi i z kim (ma już 3 innych dzieci, każde z inną i każde ma głęboko) - to na poziomie intelektu, na poziomie emocji jak zwykle:
          Byle ochłap zainteresowania/akceptacji i jakaś część mnie znowu odpala te chore fantazje. Ale, jest lepiej, fantazje te, nie wpływają już na moje zachowanie (najgorsza rzecz jaką robię,by sobie ulżyć to słodycze). W dodatku on, zamiast zajmować się dzieckiem, to truje mi te swoje bajery, próbuje obejmować- najchętniej bym go totalnie wyrzuciła z mojego życia, ale niestety, nie da się, dziecko tęskni, zresztą psychologowie (kilku się radziłam) wyraźnie mówią, że musi mieć kontakt z synem.
          Kiedy jest mi źle, wtedy myślę o moim aktualnym życiu. Jak wiele już osiągnęłam, że z całej mojej chorej rodzinki, to ja żyję normalnie. Wstaję rano, nie latam po mieście, nie obrażam się, nie awanturuję, ludzie (obcy głównie) prawią mi komplementy, że dobrze syna wychowuję. Nawet jak robię coś głupiego (izolowanie się, słodycze) to jest nic w porównaniu z tym co było kiedyś.
          To, że w końcu zrozumiałam, dzięki dziecku, że nie potrafiłam kochać, tylko ćpałam podziw napalonych samców i myślałam że to jest miłość.
          To, że jestem sama tyle czasu i cały czas pracuję nad sobą.
          To, że mam przyjaciółki (kiedyś nie do pomyślenia)
          Teraz jest tak, że mam wrażenie, że moją miłość w całości ulokowałam w dziecku, nie starczyłoby jej dla faceta, zresztą nie ma żadnych pokus, jak wspomniałam.
          No w każdym razie staram się nie użalać nad sobą- to jest coś co moja matka ma opanowane do perfekcji i rzygać mi się chcę, jak to słyszę jaka to ona chora i biedna, a przede wszystkim jaką ma córkę niewdzięczną.

          Nie wiem czy kiedykolwiek będę jeszcze z kimś. Mam takie oczekiwania że wydają się śmieszne nawet mnie, i takie przeżycia, że zaufać komuś....
          W dodatku wiem, że odrzucenie to jest coś bardzo groźnego dla mnie, wtedy mogę rzeczywiście ześwirować i kto się zajmie wtedy Synem?
          Ale jestem gotowa na samotność, trudno, tyle tych romansów było, cwału po horyzont.
          koniec,kropka, teraz jestem odpowiedzialna za nowe życie i to jest WAŻNE.
          a jak Bóg da, to może, kiedyś.
          (się rozpisałam, dużo sobie obiecuję po tej grupie wsparcia, mobilizacji do ćwiczeń/ wsparcia itd, kiedyś już organizowałam taką grupę dla bulimiczek i bardzo mi pomogła)
          • nadziejamm19 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 10.10.12, 14:59
            Nie zgadzam się z myślą że Partnerzy BPD są to osoby zaburzone.. Nie można tak stawiać wszystkich w tym samym rządku , najczęściej są to ludzie albo bardzo silni psychicznie albo bardzo słabi psychicznie z tego względu, że jedni nie dają za wygraną i walczą o swojego partnera BPD a drudzy poprostu boją się odejść są uzależnieni.


            Ja jestem z partnerem BPD od trzech lat - faktycznie nie jest to latwy związek jest naprawdę tragicznie ciężko, ale wytrzymuje z tego względu że mam nadzieje że kiedys to się zmieni że coś sie stanie i mój partner dorośnie do terapii czy czegoś w tym rodzaju. Dodam że sama pracuje od kilku lat jako pedagog i pomoc psychologa z młodzieżą ta łatwiejszą oraz z młodzieżą trudna w ośrodkach zamkniętych ... Ten mój zawód daje mi również motywacje że nie mogę mojego narzeczonego zostawić , ponieważ kiedys jak był dzieckiem jego ktoś tak zostawił, nie miał odpowiedniej opieki dlatego teraz błądzi. Nie można tych ludzi zostawiac na straty ja tego nie rozumiem jak na forach jedni drugimu doradzają uciekaj to nie dla ciebie. To nie jest łatwe ale życie ogólnie nie jest łatwe każdy niesie swój krzyż. ja mam taki partnera BPD i mam nadzieje że znajdę na niego sposób , że jeszcze kiedys będe z nim tworzyła stabilny silny związek bez kłótni z szacunkiem .
    • margaretka2002 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 14:04
      Jak tu juz opowiedzialam w innym watku, mialam miesieczny epizod z kims, kto okazal sie bordem. Wczesniej bylam w dlugoletnim zwiazku z alkoholikiem, lecz byl to zwiazek na duza odleglosc, wiec nie dotyczylo mnie wszystko to, co zwykle dotyczy zon alkoholikow. Sa pewne analogie, ale sa tez i roznice. Osoba wspoluzalezniona od alkoholika czesto pije razem z nim, to nie pozwala jej trzezwo ocenic sytuacji i wpedza w depresje, ktora nie pomaga z tej sytuacji wyjsc, ale alkoholizm jest duzo mniej "finezyjny" i jest nieakceptowany spolecznie. Z alkoholikiem nie ma intelektualnej wiezi po alkoholu, tu jest pewna fikcja tej wiezi... W przypadku borda mamy do czynienia z blyskotliwym, atrakcyjnym, czulym i opiekunczym czlowiekiem, tyle ze chorym. Chec "zaopiekowania" sie kimkolwiek jest pozytywna cecha, ale zwiazku sie na tym nie zbuduje - jesli w tle nie ma uzywek jest latwiej to zobaczyc bardzo jasno, ze ktos manipuluje, ze wiecznie krytykuje, ze pod jego wplywem stajemy sie bardziej nerwowi, ze jest nieprzewidywalny i to powoduje dyskomfort i niepokoj, ze rani... U mnie to wyszlo na jaw w ciagu niecalego miesiaca - czyli tego okresu, kiedy jeszcze mysli sie w miare trzezwo, poczatek tego, ze ktos nam robi pranie mozgu tez mozna uchwycic. Nie wierze, ze ktos calkiem normalny moze chciec w to isc dalej z wlasnej woli, normalny czlowiek ma instynkt samozachowawczy i woli byc sam niz cierpiec wiecznie przez kogos nie wiadomo w zasadzie za co. Tez jest mi ciezko bo po ludzku jest mi 'mojego' borda zal, bo nikt na te chorobe nie zasluguje, ale litosc to jedno, a zwiazek to zupelnie cos innego...
      • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 14:11
        "...Osoba wspoluzalezniona od alkoholika czesto pije razem z nim..."

        nie w tym sedno współuzależnienia

        ***
        zawsze wybieramy partnera i decydujemy o związku MY - nawet jeśli w głowie obarczamy tymi decyzjami innych

        warto o tym pomyśleć przy analizie swojego życia

        mniej ściemy - bliżej pożytecznych wniosków

        • margaretka2002 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 14:18
          Wiem, ze nie w tym sedno wspoluzaleznienia, ale tak czesto jest i akurat u mnie moment olsnienia przyszedl wtedy, kiedy zobaczylam poczatek tego wspoluzaleznienia u siebie. Nie mialam nigdy typowych objawow, ale wystarczyl mi jeden - pije z nim po to, zeby on pil mniej. Kiedy to sobie uswiadomilam nie interesowalo mnie diagnozowanie jego, czy on jest alko czy nie. Wazne bylo, ze ja mam problem, ze on tak na mnie dziala. I to byl koniec, po ptokach, zadne jego prosby i szantaze emocjonalne nie przyniosly juz skutku.

          Tak, wybieramy, dlatego jestem sama. :)
            • margaretka2002 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 18:39
              Najlepiej, zeby kazdy mial na czole napisane co przeszedl, szczegolnie w dziecinstwie. Czasami mysle, ze normalnych ludzi, niestraumatyzowanych, bez nalogow, nie bedacych DDA czy Al-Anon po prostu nie ma. I nie chodzi tylko o zwiazki i nie tylko o moje znajomosci. O takich sprawach powinni nas uczyc w szkole..
              • kasztanyzrenic Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 19:18
                margaretka2002 napisała:
                Czasami mysle, ze normalnych ludzi, niestraumatyzowanych, bez nalogow,
                > nie bedacych DDA czy Al-Anon po prostu nie ma. I nie chodzi tylko o zwiazki i n
                > ie tylko o moje znajomosci. O takich sprawach powinni nas uczyc w szkole..

                podobna myśl kołatała mi się dziś po głowie, na prędce "przeleciałam" myślami po najbliższym kręgu znajomych i rodziny, mniejsze lub większe wybryki, ale są wszędzie, takie czy inne dziwactwa, zaburzenia, nie każdy ma etykietkę, niektórzy całe życie udają,że jest ok, a do normalności im daleko,brudy pierze się w domu a nie na zewnątrz....o złych rzeczach się nie mówi, udajemy,że wszystko jest pięknie....tak jest prosciej.

                Daj sobie spokoj z tym facetem, bierz nogi za pas, byle szybko !
                • margaretka2002 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 28.01.13, 20:42
                  No dalam, dalam. :)

                  To prawda, ze u mnie "branie na litosc" dziala nawet jesli tylko chwilowo, chociaz nie w kazdym przypadku na szczescie. I to przyciaganie ludzi z problemami jest czasami metafizyczne, bo przeciez nie zawsze wiem o tych problemach od razu, a jednak tacy mi sie podobaja na pierwszy rzut oka, takim sie tez wiecej wybacza. Mam nadzieje, ze ta wiedza o sobie jakos mi sie przyda, ale obawiam sie, ze to moze oznaczac bycie w stanie wolnym do smierci.
              • wrakpokontakciezbl Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 29.01.13, 00:48
                TAK ! Powinni nas uczyć tego w szkole!
                Przecież relacje międzyludzkie to nasza codzienność - większa niż używanie ojczystego języka!!!

                Uprzedzam kolejne posty, które mówią o tym jak często wokół nas znajdują się osoby w różnym stopniu, w różnym sposób zaburzone (szacuje się nawet na 10% populacji).
                Jeśli tak powszechnie można spotkać różnego rodzaju emocjonalne wampiry na ulicy dlaczego nie jesteśmy uczeni choćby je szybko i trafnie identyfikować?

                Mamy "wychowanie w rodzinie" między innymi aby propagować wiedzę na temat relacji intymnych a nie ma psychologii aby w ogóle rozmawiać co to relacja z drugim człowiekiem i jakie niesie zagrożenia - jakie są nasze potrzeby, jak je wypełniać.

                Uczy się nas algebry od podstawówki a 98% nie umie rozwiązać najprostszego równania.
                ponad 70% ma problem z procentami. O rachunku prawdopodobieństwa i logice nie wspomnę.
                50% procent populacji nie przeczytało książki, 85% nie było na żadnym koncercie lub w teatrze.
                Ich wrażliwość buduje zespół weekend, disco polo oraz słynny "pudelek".
                Co prawda odczuwanie emocji miłości (motyle) jako takie jest wdrukowane w naszą fizjologię - tak już przeżywanie jej na wszystkich poziomach (opisanych przez choćby św Pawła) wymaga już niemałej dojrzałości oraz "zasobów" wrażliwości a to prawie jak wygrana w totolotka :( - niestety...
                (bo dojrzałość i wrażliwość to zdarzenia niezależne stąd prawdopodobieństwo wystąpienia obydwu należy przemnożyć przez siebie :) )

                więc jeszcze raz - TAK PSYCHOLOGIA OBRONNA W PODSTAWOWYM ZAKRESIE POWINNA BYĆ W SZKOLE!
                • non-grata Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 29.01.13, 06:50

                  "Uczy się nas algebry od podstawówki a 98% nie umie rozwiązać najprostszego równania.
                  ponad 70% ma problem z procentami. O rachunku prawdopodobieństwa i logice nie wspomnę.
                  50% procent populacji nie przeczytało książki, 85% nie było na żadnym koncercie lub w teatrze. Ich wrażliwość buduje zespół weekend, disco polo oraz słynny "pudelek"."

                  Bajdurzysz po bandzie,
                  lub - zmień towarzystwo, bo przez pryzmat zaczynasz konstytuować tak zwane stereotypy, bardzo negatywne.

                  Tak!,
                  ..i niech włączą nauki o terroryzmie, najlepiej na podstawie podręczników Liedla, w razie potencjalnego ataku niemieckiego, rosyjskiego, chińskiego, muzułmańskiego i homoseksualnego.

                  Allahu Ekber!
                  • wrakpokontakciezbl Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 29.01.13, 23:14
                    @non grata
                    "przez pryzmat zaczynasz konstytuować tak zwane stereotypy, bardzo negatywne [...]"
                    co to za figura retoryczna ta konstytucja stereotypów przez pryzmat? :)

                    nie wiem co jest takiego denerwującego w tej części mojej wypowiedzi i na jaki odcisk nadepnąłem.
                    To nie odczucia, to niestety twarde dane z HRu, które przytoczyłem... i nie dotyczą Warszawy...
                    Że są to dane mało optymistyczne? no cóż...życzyłbym sobie aby były inne ale tego nie zmienię zaklinaniem rzeczywistości i zamiataniem pod dywan tylko dlatego, że coś jest negatywne.

                    " ..i niech włączą nauki o terroryzmie,[...]"
                    i po co ten fragment o terroryzmie też nie rozumiem ...aby coś wyśmiać? ale po co?
                    nawet tu musi zafunkcjonować mechanizm "polskiego forum"? gdzie każdy musi wyśmiewać każdego?
                    może lepiej napisać, że masz inne zdanie - to podstawa zdrowej komunikacji opartej na czytelnym komunikacie a nie na ironii, która ma przede wszystkim podważać wiarygodność adwersarza.

                    powtórzę tezę - uczy się nas rzeczy, których znakomita większość w życiu nigdy nie użyje (przytoczone).
                    Czemu więc nie uczyć rzeczy, z którymi mamy do czynienia codzienne - podstaw psychologii relacji międzyludzkich.
                    Aby się skutecznie komunikować (apropos tego co wyżej) aby skutecznie rozpoznawać emocje i zagrożenia (stąd słowo "obronna" w moim poprzednim tekście) aby uczyć poczucia własnej wartości i widzieć ją w innych.
                    rozumiem, że jako coś nowego budzi to zdziwienie i powątpiewanie....

                    A o skutecznej komunikacji zamiast ironii jako przykładu pokrętnej komunikacji nie wprost znajdziesz tutaj:
                    zwierciadlo.pl/2013/seks/partnerstwo/katarzyna-miller-czy-wiesz-czego-chcesz-od-milosci/2
                    (to z postu insekret w wątku "WO- o schematach, zmianach i "dojrzałej" "miłości")
                    cenny, polecam
                    • kasztanyzrenic Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 30.01.13, 01:34
                      a mnie sie Twoja wypowiedź podoba i popieram!
                      tematyka relacji międzyludzkich mogłaby być poruszana np. na zajęciach z etyki, niestety z wielu z nas wychodzi z domu z kompletnym brakiem umiejętności porozumiewania się ze światem i sobą samym, z wewnętrznym chaosem, mnie nauki religijne pomogły pewne sprawy poukładać, szkoda,że tak późno do nich dotarłam...
                    • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 31.01.13, 22:50
                      wrakpokontakciezbl napisał:

                      > powtórzę tezę - uczy się nas rzeczy, których znakomita większość w życiu nigdy
                      > nie użyje (przytoczone).
                      > Czemu więc nie uczyć rzeczy, z którymi mamy do czynienia codzienne - podstaw ps
                      > ychologii relacji międzyludzkich.
                      > Aby się skutecznie komunikować (apropos tego co wyżej) aby skutecznie rozpoznaw
                      > ać emocje i zagrożenia (stąd słowo "obronna" w moim poprzednim tekście) aby ucz
                      > yć poczucia własnej wartości i widzieć ją w innych.
                      > rozumiem, że jako coś nowego budzi to zdziwienie i powątpiewanie....
                      >

                      pięknie piszesz ale popełniasz moim zdaniem błąd twierdząc,
                      „że jak coś nowego budzi to zdziwienie i powątpiewanie....”
                      Uśmiechnąłem się, bo podobnie jak ty, mówił już Sokrates a to dość leciwy gość.
                      W „podzięce” za głoszenie takich myśli musiał wypić truciznę, jako że „próbował” zepsuć młodzież poprzez budzenie w nich poczucia własnej wartości, poprzez budzenie samoświadomości za którą „niestety” idzie poczucie wolności i niezależności.
                      Czy zdajesz sobie sprawę, że taka „zepsuta” młodzież w obliczu współczesnej otaczającej ją rzeczywistości mogłaby się zachować w sposób nieobliczalny i niepoprawny chociażby politycznie?
                      Historia jest nauczycielką życia mawiają historycy.
                      Spójrz na sposób nauczania historii, na sposób nauczania życia w rodzinie
                      dorzuć do tego piramidę Maslowa i prawo homeostazy,
                      to jeśli będziesz miał dość wyobraźni,
                      usłyszysz pana z dużymi uszami, który kiedyś powiedział:
                      „a my się władzą dzielić nie będziemy”.
                      Demokratycznie oczywiście, demokratycznie,
                      jako, że voks populi voks dei

                      Moc tej trucizny mroczy moje zmysły….
                      ………..Reszta jest milczeniem.

                    • non-grata Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 01.02.13, 07:49

                      Wraku,

                      to:

                      "50% procent populacji nie przeczytało książki, 85% nie było na żadnym koncercie lub w teatrze.
                      Ich wrażliwość buduje zespół weekend, disco polo oraz słynny "pudelek"."

                      Doprawdy?

                      Naprawdę lekturowo jesteśmy takimi jaskiniowcami, czy badanie przeprowadzano wśród społeczności 4-latków?

                      Nie lubię, gdy wrażliwość i, tym samym, idąc dalej, wartościowość jednostki mierzy się jej bytnością w sztandarowym teatrze, lub na stronie portalu plotkarskiego.
                      .. yyy...
                      .. to poważnie takie istotne?

                      " ..i niech włączą nauki o terroryzmie,[...]"
                      i po co ten fragment o terroryzmie też nie rozumiem ...aby coś wyśmiać? ale po co?
                      nawet tu musi zafunkcjonować mechanizm "polskiego forum"? gdzie każdy musi wyśmiewać każdego?"

                      Po drugie, z przykrością obwieszam, że to jest polskie forum.
                      Naturalnie, jeśli chcesz, możesz tym samym uznać mnie za trolla, choć wzrostem jestem chyba trochę niższa.

                      Po pierwsze, być może rzeczywiście trochę przegięłam, ale możliwość i poniekąd, sensowność włączania nauk psychologicznych podstawówkom, czy gimnazjom, liceom, to miraż.

                      Zupełnie przyziemnie - to niemożliwe. Nierealne. Polski system szkolnictwa produkuje masy, nie jednostki, bo nie ma pomysłu, funduszy, kadry etc.

                      "Aby się skutecznie komunikować (apropos tego co wyżej) aby skutecznie rozpoznawać emocje i zagrożenia (stąd słowo "obronna" w moim poprzednim tekście) aby uczyć poczucia własnej wartości i widzieć ją w innych."

                      Jak wyżej,
                      a kształtowanie poczucia własnej wartości etc.?
                      Pytam poważnie - masz wgląd w obecne, np. gimnazja?
                      Młodszego brata, kuzyna, ...?
                      Obecnie szkoły, przy szerokiej, sprzyjającej inercji kadr tworzą małe obozy koncentracyjne, w których fajniejsi zajeżdżają mniej fajnych, i, na ich nieszczęście - wrażliwszych.

                      Nie da się tworzyć tak ambitnych projektów jak "psychologia", bo dla przytłaczającej większości stanie się ona czymś pokroju lekcji wychowawczej, etyki etc.

                      Założenia masz bardzo ładne, idealistyczne, i, personalnie - mnie się to podoba,
                      ale to zupełnie niemożliwe.

                      Psychologia, jako nauka funkcjonuje dopiero na szczeblu studiów, wcześniej, bardzo niestety - pojęcia pokroju "samookaleczenia", "poczucie własnej wartości", "syndrom presuicydalny" czy inne (choć, teraz ja trochę wyjaskrawiam) poznasz autopsyjnie, aniżeli definicyjnie.
                      • margaretka2002 Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 01.02.13, 09:28
                        I faktem jest, ze pewna wiedza wlasnie wtedy (okres studiow) mialaby najwiekszy sens. Nie ze wzgledu na poziom edukacji tylko, ale rowniez ze wzgledu na wiek... Pamietam jak nas uswiadamiali antyalkoholowo w podstawowce - przyszedl jakis niepijacy alkoholik, cos tam opowiadal o rynsztoku, a wiekszosc z nas nie miala jeszcze wtedy alkoholu w ustach. Bez sensu. Dopiero jak czlowiek zaczyna samodzielnie zyc, dokonywac wyborow - partnera itp. powinien byc zaczac swiadomym jak sie rozpoznaje uzaleznienie, co to jest wspoluzaleznienie i jakie istnieja zaburzenia osobowosci, nie tylko po to by wiedziec jak sie bronic ale tez jak skutecznie pomagac. WF jest obowiazkowy na 1 roku, szkoda, ze podstawy psychologii nie...
                        • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 01.02.13, 11:31
                          zastanawialiście się kiedyś czym powinny być studia?
                          czy efektem ma być inteligentny człowiek i fachowiec z otwartą czachą - twórczą
                          czy fachowiec = gotowiec praktyk kierownik
                          czy naukowiec
                          - - - - -
                          miałam na pierwszym roku psychologię uczenia się
                          miałam nauki polityczne
                          miałam myśl ekonomiczną
                          wf
                          filozofię
                          prawo
                          co by tu jeszcze wymienić

                          to były przedmioty 'ogólnorozwojowe'
                          ciekawe chętnie zobaczyłabym zestawienie co ludzie sobie wyobrażają, ze student liznął a jak jest

                          jestem przekonana, że każdemu (posłowi i senatorowi też) niezbędna jest styczność z etyką filozofią prawem logiką i wf ... może początek powinien być w podstawówce; wcale nie żartuję
                          potrzebna nam widza
                          o tolerancji
                          o zyciu - psychologia i filozofia
                          o wypełnianiu PITu
                          o korzystaniu z gazu
                          o jedzeniu
                          i o uzależnieniach

                          dziś jeszcze zaczyna być niezbędna o przetrwaniu w razie depresji, choroby, braku pracy i

                          w razie konieczności przebywania w oboziku koncentracyjnym noszącym miano szkoły

                          czytujecie takie komunikaty prasowe o skazaniu ucznia za terroryzowanie nauczyciela???
                          z mało jest tego porównaniu z rzeczywistością szkolną
                          moje pytanie wtedy ZAWSZE jest akie samo
                          JAK W TEJ KLASIE PRZEŻYWAJĄ DZIECI
                          kto dopuszcza do zamykania własnego dziecka w 'celi' ?

                          strasznie dziwne rzeczy robimy i o coraz doskonalej - perfidnie

                        • 3bsp Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 01.02.13, 13:33
                          No i widziesz kolego "wrakpokonakciezbl" okazuje się, że nic nie da sie zrobić.
                          To tak jak w polityce.
                          Wmowiono ludziom, że polityka jest brudna i wiekszość przyzwoitych ludzi powie:
                          nie, to nie dla mnie, pozostawiając pole wszelkiej maści .......
                          No właśnie.
                          Czy sadzisz, ze animatorom oświaty obce są słowa człeka niepospolitego formatu,
                          jakim był bezspornie Kanclerz Jan Zamoyski założyciel Zamościa:
                          "Takie będą Rzeczypospolite jaki ich młodzieży chowanie".
                          Tu nic nie dzieje się przypadkiem.
                          No może poza jednym, którym jest fenomen utworzenia gimnazjów
                          i likwidacji szkół uczących zawodu. (he,he).
                      • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 01.02.13, 11:43
                        słuszne - dostrzegaj mnie kiedy uogólniasz
                        słuszne nie gub człowieka kiedy mówisz społeczeństwo bo to bez sensu
                        to trochę jak gadanie o szpitalu bez pojęcia że tam leży Krysia
                        cele gubimy

                        a czy Krysia czytał w życiu choć jedną książkę i która to była ach która ta jedyna i czemu nie czyta stale?
                        czy Krysia wie, że świat prócz niej istnieje
                        Krysia umie czasem przetrwać
                        nie zastanawia się co znaczy żyć bo ma to wszystko w dupie
                        • wrakpokontakciezbl Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 02.02.13, 00:24
                          Zamykam tą część wątku na temat szkolnictwa!
                          Napisałem długiego posta na ten temat aby finalnie go skasować przed publikacją.
                          Doszedłem po prostu do wniosku, że nieprzekonanych i tak nie przekonam…
                          a zresztą TO NIE MIEJSCE DO TEGO CELU.
                          Nawet gdybym napisał czym i jak długo się zajmuję i w jakich różnych rejonach Polski (i w ten sposób jednocześnie się poniekąd ujawnił) to niczego by to nie zmieniło.

                          Napiszę tylko, że w Polsce są tak fantastyczne szkoły (wszelkich szczebli) – tak jak fantastyczni (lub nie) są ludzie którzy nimi kierują. I dość na ten temat!
                          Pozostaje mi się uśmiechnąć przy „młodszym bracie w gimnazjum” i tyle :)
                          i policzyć do dziesięciu przy "nie da się"
                          • wolna_jak_ptakk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 15.02.13, 17:50
                            A ja uważam ,że powinny być juz w podstawówce zajęcia z psychologi i przygotowujące do życia w rodzinie. Jeśli dziecko żyje i wychowuje się w patologi i przemocy emocjonalnej i nie wie co to tz "normalność" bo za normalnośc ową przyjmuje pokazane mu nieprawidłowe wzorce to potem je powiela... Powinien byc program uświadamiajacy od najmłodszych lat czym jest przemoc także psychiczna ,złe traktowanie drugiego człowieka i pokazane jasno na co nie mozna dawac przyzwolenia. Moge sie założyć ,że z czasem mniej byłoby przypadków bo zupa była zaslona itd
                            dziewczynka ( czy chłopiec) edukowane od najmłodszych lat wiedziałyby jak rozpoznac przemocowca psychicznego na co zwracac uwage ja o tym zielonego pojecia nie miałam dopiero jak taki czlowiek stanał na mojej drodze i analizuje sobie jego zachowania to sa one po prostu ksiazkowe na szczescie wyniesione z domu poszanowanie dla drugiego człowieka i silny instynk samozachowawczy pozwoliły mi ustrzec sie zyciowej tragedii. Po co tz godzina wychowawcza albo wos , na którym nic waznego sie nie przekazuje. Niestety świadomosc i
                            zachowawczosc bierze sie z edukacji.
                            • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 15.02.13, 18:07
                              jasne i racja
                              ale warto pamiętać, że wiedza czyli gadanie to jedno
                              przykład to drugie
                              a moc taka - przykładem robi się borda a gadniem potem próbuje się latami ogarniać bez sukcesu prawdziwego

                              ale gadać należy

                              teraz drugi problem ile małemu dziecku z syfu pokazywać

                              w każdej klasie statystycznie 1-2 molestowanych - dorzucamy dzieci w rodzinach przemocowych; chlających ; pracoholików i bordów - dzieci inawalidów i dzieci chore !!!!
                              już nie wiem czy dodawać problem - a kto to na religię nie chodzi?????
                              a orientacja; a samotny ojciec ( :P ) a rodzice na emigracji

                              ludzie dlaczego Was dziećmi pokarało - ech
                • brz_a_sk Re: CZY PARTNERZY BPD to osoby zaburzone? 29.01.13, 13:47
                  może znajdę gdzieś cytat z Eichelbergera - zapadł mi w pamięć jako cenny

                  powiedział, że bardzo szkoda iż u nas w szkolenie nie uczą, co powszechne gdzie indziej(podał za przykład USA), jak każdy z nas może skorzystać z wiedzy o błędach rodziców;
                  u nas jeśli wiemy, że jesteśmy DDA to traktujemy to jak 'zwolnienie z WF-u" - mamy usprawiedliwienie na nasze słabości; gdyby nas nauczono skorzystać z wiedzy byłoby to naszą siłą nie słabością; chroniło nas a nie pogrążało w niemocy;

                  przecież tak kwitnie obecne poniżanie np polityków - Polak nie myśli - jego ojciec był pijakiem, szpiclem, biedakiem, mordercą .... - a on jest super człowiekiem
                  Polak myśli - 'wszy się dziedziczy i nie da się ich pozbyć' - wyobraźcie sobie, że to cytat wyniesiony jak posag przez dziecko - udał się go wymienić na piękne życie
                  w człowieku tkwią niesamowite siły i warto w nie wierzyć

                  perły warto dostrzegać i patrzeć jak pięknie o siebie potrafią powalczyć

                  byle tylko w sobie mocy szukać a nie winy w innych to uda się :)




Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka