Dodaj do ulubionych

Wściekłość, której nigdy nie okazuję.

02.10.13, 19:08
Witajcie,
przyszłam tylko powiedzieć, że mam ochotę krzyczeć i wyć ze wściekłości.
I nie widzę w tej chwili innego miejsca, w którym mogłabym o tym powiedzieć.

Nigdy, albo prawie wcale w swojej burzliwej historii życiowej nie okazywałam złości wprost.
Głównie zdarzały mi się za to często dramatyczne w skutkach ataki na własną osobę. Oczywiście często nieświadome. Terapeuci dwoili się i troili, bym zaczęła wyrażać złość, ale jako ofiara przemocy fizycznej i psychicznej, patologicznie boję się nawet przyznać przed sobą, że ktoś lub coś mnie zdenerwowało, gdyż nie chcę być taka jak ktoś tam.

Od jakiegoś czasu przeżywam na okrągło piętrzące się problemy wynikające ze zwykłej prozy życia. Dużo w tym niepewności i lęku o jutro. Dużo też takich rzeczy, które ot zdarzają się, jak to w życiu.

Do tej pory zgrywałam bohaterkę z misją, która za wszelką cenę chciała nieść pokój i radość. Naturalnie było to tzw. reakcją upozorowaną, jak mówi psychologia.
Dziś jedynym moim marzeniem jest pokój w mojej własnej głowie. Moje ciało i psychika buntują się przeciwko mnie. Nie daję już rady. Czuję dosłownie, jakby wypalał moje wnętrze żrący kwas.

Tyle tylko chciałam napisać. To jedyny w tej chwili dostępny mi bezpieczny sposób wyrażenia tego co czuję. Choć w sumie trudno tu mówić o jakimkolwiek wyrażaniu.
Po prostu napisałam o swoim problemie a wściekłość rozsadza wszystkie narządy mojego ciała.

Obserwuj wątek
      • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 02.10.13, 21:25
        Właśnie chyba problem jest w jednym i drugim.
        Są rzeczy, których pragnę zbyt mocno i są też takie, których zbyt mocno nie chcę, jeśli dobrze zrozumiałam o co pytasz.
        Może to wina tego, że wszystko w moim życiu traktuję śmiertelnie poważnie.
        Wypowiedziałam sobie wojnę i toczę ją każdego dnia. Domyślam się, że to z lęku o to, że gdybym upadła nie bardzo ma mnie kto podnieść i stąd presja by stać na straży siebie, bo trzeba, bo muszę, bo choćby małe odpuszczenie sobie, cofa mnie o lata świetlne od tego, co sobie wypracowałam. Bo wiem, że gdybym odpuściła potężna moc autodestrukcji przeniesie mnie do świata, z którego później trudno się wydostać. Względnie spędzę kolejne, długie miesiące w szpitalu psychiatrycznym.
    • non-grata Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 02.10.13, 21:36

      Potrafisz odpowiedzieć z jakich powodów nie potrafiłaś i nie potrafisz wyrażać złości?

      - nie pytam o lęki (naturalnie), które padłyby w odpowiedzi.
      Pytam, czego się boisz? - w znaczeniu: co stałoby się realnego, lub w Twojej głowie, gdybyś zaczęła się złościć, gdybyś przyznała sobie prawo do bycia wściekłą?

      Ja - głównie - nigdy nie mogłam wyrażać złości/gniewu, ponieważ bałam się, że moja wściekłość mogłaby stać się bezgraniczną, złą siłą niszczącą obiekt, obiekty, wobec których mogłabym, gdybym mogła (!) odczuwać ten silny i wyrażalny dyskomfort.

      Także zawsze wolałam uderzać w siebie.
      To było bezpieczniejsze.
      Nie wnosiło potencjalnego, niewyhamowanego wyniszczenia źródła frustracji, wyniszczało "tylko" mnie.

      Poza tym była chora lojalność i pewnie trochę innych czynników.
      • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 02.10.13, 22:26
        Dokładnie z tych samych powodów co Ty.
        To jest paniczny lęk przed utratą kontroli i wyrządzeniu krzywdy innym, również sobie. Gdzie to drugie ostatecznie wchodzi w grę i występuje jako obrona przed wyrażeniem agresji na zewnątrz.

        Mój terapeuta uczył mnie wyrażania złości w myślach. Brzmi to może dziwnie, ale "pozwalał" mi wyobrażać sobie nawet najgorsze sytuacje, w których wyrządzam krzywdę innym. Powiedział mi kiedyś, że na poziomie wyobraźni, mogę nawet kogoś uśmiercić. Mimo, że miałam go "pod ręką" na wypadek utraty kontroli nad emocjami, to za cholerę nie mogłam przeskoczyć tego problemu.

        • non-grata Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 02.10.13, 23:21

          A może niekoniecznie chodzi o to, by na poziomie myśli zabijać?

          Ja właśnie w myślach uczę się wyrażać złość.
          Nie tyle, ile umiem zachowawczo wymówić na głos, a więc "mam żal", co uzewnętrznione już jest nie lada wysiłkiem i spięciem, a staram się pokazywać samej sobie, że mogę wyjść od "zawiodła/zawiódł mnie" (to dla mnie już ogromnie wiele) i osobnikowi nic złego w związku z tą myślą nie dzieje się, po wyrzuty, które także pomyślane, a czasami i wymówione (!!) w rzeczywistości nie czynią krzywdy.

          Ciężkie to.

          U mnie po części tożsame z NN w dzieciństwie, gdy miałam poczucie, że tylko dzięki moim zaklęciom i zabiegom komuś z bliskich nie dzieje się nic złego i wraca do domu żywy.

          Prawdopodobnie najważniejsze jest uświadomienie sobie, że nasze myśli oraz na głos wyrażona złość, do której często mamy prawo nie mają mocy niszczącej. My nie jesteśmy nadludźmi posiadającymi zdolności dokonywania jatki na odległość.
          Zamiast tego wybieramy fermentowanie....
          • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 00:16
            Wiesz, terapeuta o tym zabijaniu wspomniał nie bez powodu. Bo właśnie w ten sposób uprzedzał moje myślenie. Wiadomo, że nie chodziło o to by ktokolwiek chciał kogoś zabić, ale dając mi przyzwolenie na to co znajduje się na końcu skali, pozwalał mi wyjść od tego co na jej początku.

            Kurcze, ja w dzieciństwie rozmawiałam natomiast z "Matką Boską", która chroniła mnie przed skatowaniem przez matkę. Potem doszła babcia, która po swojej śmierci, gdy ja miałam 6 lat, chroniła mnie także "z nieba".

            Po latach z pewnych względów to się zmieniło i wówczas cały ciężar ochrony siebie spoczął na mnie samej. Nie dałam rady tego udźwignąć. Bo trudno uwierzyć w swoją siłę sprawczą, gdy do tej pory chroniły cie "moce nadprzyrodzone".

            Gdzieś dopiero po latach taką "boską" chroniącą mnie siłą, stał się mój terapeuta.

            Tak się również składało, że kiedy byłam zaopiekowana i chroniona, nie pojawiały się we mnie uczucia takie jak paniczny lęk czy złość na sprawców popełnania zła (wymierzanie kary leżało bowiem w gestii rzeczonych "mocy"). Byłam wolna od złych emocji.

            Takie obrony wykształciłam w sobie jako dziecko. A jako osoba już dorosła wszelkie ciężkie (w sensie nienawistne wręcz) emocje, których nie byłam w stanie unosić cedowałam na terapeutę. Nigdy jednak nie była to jawna złość. Często nieświadomie sabotowałam terapię albo wyczyniałam ze swoim życiem takie rzeczy, że mój terapeuta miał zawsze "ręce" pełne roboty. To na nim miała spoczywać odpowiedzialność unoszenia mojego pierwotnego jak i tego, który miał miejsce aktualnie, lęku i złości.

            Mówiąc krótko, to on miał mieć problem z moimi złymi emocjami a nie ja. Kiedy terapia została zakończona po kilku latach, wiele rzeczy poszło do przodu. Nigdy jednak mimo usilnych starań terapeuty, nie nauczyłam się (nie odważyłam) dźwigać tak silnej emocji jaką jest złość.

            Tak to mniej więcej widzę teraz.

    • toxic_chick Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 13:17
      Na szczęście / nie szczęście mam na odwrót... i o ile Ty wypierasz / nie akceptujesz /tłamsisz wściekłość w sobie w obawie przed staniem się "oprawcą"... i prędzej uderzysz, zaatakujesz (świadomie lub mniej) siebie...Ja mam dziwną tendencję do "oszczędzania" mojej osoby kosztem innych... co nie jest tożsame z tym, że nigdy siebie nie krzywdzę.. a i owszem... naturalnie nie wprost.. tylko różnymi dostępnymi środkami około.. bez znaczenia w co uciekam.. w kogo.. jest to forma "kary", którą sobie samoistnie narzucam... mimo, że z pozoru wydaje się czymś niewinnym i błahym..

      Nie wiem co gorsze... no nie wiem... może jakiś konsensus i coś pomiędzy... wypracowany bilans i środek... (do tego dążę...) to jak wybór między byciem "potworem" wobec innych... a byciem "potworem" dla samej siebie.. na zasadzie.. nie drasnę innej osoby, nie wyrażę mojego zdenerwowania, nie krzyknę i przypierdolę słownie, jeśli sytuacja tego "wymaga"... za to: będę się katować (dosłownie i nie) moimi emocjami, przeżywając wszystko w środku ze zdwojoną siłą...
      I jedno i drugie? w skrajnościach? niedopuszczalne...

      Uważam, że czasami należy dać upust złości... nie ma co udawać... uśmiechać się zawsze i na siłę.. zgrywać "bohatera" jeśli to tylko pozory... to bardziej niezdrowe niż zdrowe..
      I nie nie.. nie chodzi mi o to, że masz "zabijać" innych.. bez znaczenia czy w głowie czy faktycznie... chodzi o to, że powinnaś nauczyć się wyrażać każde uczucie.. nawet to, którego najbardziej się obawiasz... każdy ma bowiem gorsze dni.. każdy ma problemy... kwestia radzenia sobie z nimi... a jak wiesz MY przeżywamy turbulencje o wiele bardziej... intensywniej... więc..

      Chcesz krzyczeć? włącz sobie jakąś dobrą muzę na full i drzyj się w niebo głosy! serio! :) albo hop hop do lasu i tam poćwicz struny głosowe! przebiegnij 5km i zmęcz się... idź na siłownię i daj sobie wycisk! powalcz z workiem bokserskim do utraty tchu! joga? też dobre rozwiązanie!
      Może i banalne pomysły.. ale pomagają.. dodaj do tego techniki relaksacyjne i ulżyj sobie! :)

      Czasami zastawiam się czy to przypadkiem nie jest tak, że osoby, które były ofiarami przemocy fizycznej, psychicznej... i przeżyły jakąś poważną traumę nie mają większych tendencji do uciekania w siebie... większych problemów z wyrażaniem złości na zewnątrz.. w obawie przed... niż te, które takowych doświadczeń nie mają.. może to ma coś wspólnego z IN i OUT.. nie wiem.. może
        • toxic_chick Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 15:30
          smuttna napisał(a):

          > ja to inaczej interpretuję

          Zapewne też, nie masz pojęcia całościowego o czym piszesz... z prostej przyczyny... nie odczuwasz tak jak My (i tu fanfary dla Ciebie) bo... bo.. bo
          Swoją drogą nie wiem dlaczego przytaczasz swój przykład w tym wątku... no zwyczajnie... nie kumam...

          To nie o Tobie... jedynie dla Ciebie...
          To forum ma mimo wszystko nazwę... myślę, że warto uszanować ów fakt... i zabierać głos w sprawach na których się znasz..
          Z całym szacunkiem i sympatia..
            • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 15:53
              Nie, nie smuć się i pisz proszę. Ja nie mam nic przeciwko.
              W sumie nie zrozumiałam co interpretujesz inaczej, ale ja z zasady mało kumam, albo za wolno.

              Toxic, jest ok. U mnie znajdzie się miejsce dla każdego. Miło mi, że ludzie się odzywają.
              Ja też jestem ciekawa, co tam komu chodzi po głowie.

              Za chwilę odniosę się do tego co napisałaś we wcześniejszym komentarzu.
              • toxic_chick Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 16:14
                melanie.k napisał(a):

                > U mnie znajdzie się miejsce dla każdego. Miło mi, że ludzie się odzywają.

                Twój wątek - Twoje prawa ^^ ;)
                A bardziej serio? mi nie chodziło o to, żeby smutnej sprawić przykrość, czy żeby się źle poczuła przez mój komentarz... czy tym bardziej żeby nie pisała... w ogóle..
                Zwyczajnie zdziwiłam się, że posłużyła się akurat swoim przykładem.. w takim oto poście...
                Ale ja jestem dziwna więc.... :P nie należy się absolutnie przejmować moim tokiem rozumowania ;)
          • non-grata Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 17:12

            A tego to nie pojmuję, i skoro brniesz, Toksyczna, w zaparte raz na jakiś czas na forum (piszę o Twoim ustawianiu i rozdzielaniu kto tu jakie ma prawa), zapytam otwarcie:

            jakim prawem ferujesz prawa?!

            No Ty sobie chyba żartujesz....

            Otwarcie, bo zachowujesz się jak niereformowalna:

            przychodzisz, pomagasz lub "pomagasz", rozpierdalasz, znikasz zarzekając się, że nie powinnaś tu siać, po czym ponownie, po raz kolejny zarzekając się, że tym razem nie nasyfisz wracasz i rozpoczynasz taniec na nowo. Wiesz, w czym tkwi banał? W łatwości do przewidzenia.

            Nie masz najmniejszego prawa!!!!!! rozstawiać tu ludzi, którzy przychodząc mają jakiś swój cel!

            Ogarnij się.
            Ugryź w język czasami, zanim zwrócisz komuś obcesowo uwagę.


            smuttna,

            nie przepraszaj.

            Pisz gdzie i co chcesz, jeśli Ci to pomaga.

            Forum ma charakter publiczny, nie zrażaj się tym, że niektóre bardziej problematyczne i zaczepne osoby tu burzą się. Pieprz to.
            • toxic_chick Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 05.10.13, 20:54
              > A tego to nie pojmuję, i skoro brniesz, Toksyczna, w zaparte raz na jakiś czas na forum (piszę o Twoim ustawianiu i rozdzielaniu kto tu jakie ma prawa), zapytam otwarcie:

              jakim prawem ferujesz prawa?!

              Nic nie feruje.. zwłaszcza praw..
              Nie jestem w pozycji i nigdy nie byłam, żeby cokolwiek, komukolwiek narzucać i określać ramy... zakładam, że każdy jest kompatibilny.. i rozumuje?
              To, że wyrażam moje zdanie wprost bez owijania... i teraz i w przeszłości... zdarzało się nie raz... nie jest tożsame z tym, że pozbawiam kogoś głosu i opnii odgórnie.. uważam, że mam takie samo prawo formułować wnioski / myśli / refleksje jak każdy (bez przypisywania do "grup") i widzę tylko słowa.. zdania.. nic ponad to.. z tym ewentualnie polemizuje.. nie oczekując aprobaty wszem i wobec... ani poklasu.. ani krytyki.. nic nie oczekuje właściwie.. nawet reakcji.. cechuje mnie wielki dystans do tego miejsca.. co nie jest tożsame z tym, że mam je ze nic.. i osoby, które tutaj bywają... to by było nadużycie i nie prawda
              Wychodzę z założenia, że nikt nie ma obowiązku mnie czytać.. co dopiero spekulować i "słuchać", jeśli są sprzeczne z tym co w głowie.. zawsze stawiam na ową głowę.. dyskutować i polemizować mogę długo ;)

              > przychodzisz, pomagasz lub "pomagasz", rozpierdalasz, znikasz zarzekając się, że nie powinnaś tu siać, po czym ponownie, po raz kolejny zarzekając się, że tym razem nie nasyfisz wracasz i rozpoczynasz taniec na nowo. Wiesz, w czym tkwi banał? W łatwości do przewidzenia

              Wniosek jestem w stanie zrozumieć.. być może tak to wygląda z zewnątrz.. może właściwie dokładnie i idealnie TAK... mam tendencję do dramatyzowania ;)
              Z mojej strony? ciut inaczej... wyjaśnie
              Cel bycia TU? taki wiesz... w głowie i koncepcyjnie.. zdecydowanie pomoc, wnioski i bez ".." .. a to jak wychodzi w trakcie? to już bardziej skomplikowane... i każdy przypadek jest inny... a jam nie psycholog / psychiatra (bleee) tylko ktoś nie do końca przykładny i mam swoją własną perspektywę (mniej bardziej akceptowalną?) .. swój przekaz.. i zawsze widzę słowa.. i czasami coś mi pasuje mniej? ktoś? i wyrażam... myślałam, że forum to idealne miejsce... i nie trzeba głaskać tylko można wprost.. co się myśli..

              > Nie masz najmniejszego prawa!!!!!! rozstawiać tu ludzi, którzy przychodząc mają jakiś swój cel!

              Nie mam.. fakt.. i to nie cel / sedno
              Nikt nie może być rozstawiony... o ile sam tego nie chce..

              > Ugryź w język czasami, zanim zwrócisz komuś obcesowo uwagę.

              O tym muszę pomyśleć i wprowadzić w życie... zapominam czasem, że to inny świat.. i przeceniam / niedoceniam siłę piszących... nie analizuje moich słów.. a przeczytane po fakcie wydają się innymi niż w trakcie pisania.. nie tak szorstkie.. i inne
              Nie sądziłam, że ktoś w ogóle może "przeżywać" to co piszę... raptem czytać?
              • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 05.10.13, 22:30
                myślenie ma przyszłość

                co zrobić by z wczorajszego myślenia była dzisiejszość
                by nie być przedwczorajszym
                od nowa stale

                i jak zobaczyć swoje myślenie użytecznie

                tak sobie myślę, że opisy nawet te terapeutyczne
                czasem mają się nijak do co 5 minut przed ani 5 minut po
                czasem są jak obraz malowany na aukcję
                jakby można było się rozprzedażą utwierdzić w czymś

                wchodzisz - rozkładasz stragan i wychodzisz
                a na straganie czasem rzucone pospiesznie
                glazurowane znośności z planu dalekosiężnego na chwilkę

                inny stragan pełen chilli słodziusieńkiej przed spróbowaniem

                często mam wrażenie, że nikt nie czyta tego co napisał

                wiem, ze border żyje teraz i na chwilę - ale jeśli ktoś z boku obejmie myślą rozsądną przyczyn i skutek
                choćby słowa już o czynach nie myślę

                to czasem lepiej na targ nie zaglądać

                a może warto sobie pisać jedno zdanie z dnia i czytać co dzień z 2 tygodnie w tył

                do nikogo konkretnie żadne z tych zdań - ale czasem ręce opadają i taka refleksja przychodzi
                jak pomóc komuś kto sam nie wie o kim pisze kiedy pisze o zmyślonej osobie i nie wie, ze tak robi stale przecząc swoim czynom



                od ja się zabiję
                po zabiję cię
                od nic nie ma sensu
                po świat zawojuję
                od dziewicy po k@rwę
                od nie mam kasy po wydatki o których krezusom się nie śni
                od gadajmy po wynocha - (zniszczę terapeutę)
                od jestem chodzącą empatią po a co mnie ktokolwiek obchodzi
                od nie szkodzę nikomu prócz siebie po lawinę słów/sms/oskarzeń na sekundę

                wiem na tym polega bpd
                nie zawsze nie u wszytskich
                trzeba pamiętać by dodać bo to podstawa
                ...

                ciekawe do czego ma prawo normals - czasem do powiedzenia to jest k@wa nie do zniesienia wkoło to samo i bez refleksji i bez liczenia się, że normals widzi tę paranoję jak na talerzu

                pozwoliłam sobie na taki tekst po tym co spotkało człowieka próbującego pomóc borderowi - na szczęście profesjonalista i odstawił skutecznie zanim zwariował - prowadził dziennik zmiany zdania na swój temat bordera, by skutecznie dać sobie prawo spokojnego zwinięcia opiekuńczego spadochronu

                pomyślałam, że może czasem dobrą autoterapią byłoby popatrzenie na swoje życie i opowiadanie o nim;

                nie dlatego, że chcę dokuczyć ale, ze nie chce mi się czasem pisać co widzę - i podobno to nie ja mam rozdwojenie jaźni

                border nakłamał, wydał kasę i wydarł się - po czym opisał swój dzień jako pasmo pokrzywdzeń i starań - nie wiedząc, że ktoś widzi obie strony medalu i tę od opisów jestem aniołem skrzywdzonym i tę jestem sk@wysnem ostatnim

                jak to jest czy powinno się to zestawiać?
                czy powinno się napisane o sobie też pokazywać borderowi kiedy w krótkim odstępie powtarza te same błędy na które sam narzeka?

                śmiać się nie umiem z tego, płakać też nie płaczę
                ale bywa, ze ręce mi opadają gdy ktoś zaprzecza sam sobie i domaga się wierzenia w wersję z ostatnich 5 sekund

                jeszcze raz podkreślam to jest refleksja ogólna - kogo dotyczy jakiś fragment niech się może zastanowi - jesli chce
                reszta olewa i nie ma pretensji, zwłaszcza do mnie, ze takie numery się zdarzają

                świat jest taki mały i wszystko jest takie powtarzalne ech

                no naszło mnie - i mnie się zdarza















      • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 03.10.13, 17:09
        Problem polega na tym, że brakuje mi miejsca, osoby, która jak kiedyś mój terapeuta unosiłyby moje emocje, tak bym mogła się od nich choć trochę odciążyć.

        Jak wiadomo, w większości czujemy za mocno i to nasz główny problem.
        Jest coś takiego w terminologii specjalistycznej, jak "kontenerowanie emocji".
        To bardzo dobry sposób by pomagać osobom zbyt emocjonalnym i impulsywnym.
        Rolę kontenera pełni terapeuta. Niekiedy przez długie lata, bo prócz terapii, która leczy, często potrzebujemy korzystać co jakiś czas z tzw. terapii wsparciowej.

        U mnie chore jest to, że ja przed sobą wstydzę się przyznać, że ta czy inna rzecz frustruje mnie, gdyż jest po prostu nie osiągalna w jakimś sensie. Głupio mi się przyznać do swojej "zachłanności". Czasem wstyd się przyznać, że czegoś zwyczajnie potrzebujemy, bo to świadczyłoby o naszej słabości. No i wtedy pojawia się złość, że sobie z tym nie radzę. Złość jest natychmiast wypierana, a im bardziej wypieram, tym mocniej niszczy to mnie i dezorganizuje moje i tak już mocno pokomplikowane życie.

        Mówiąc wprost, potrzebuje się czymś wesprzeć. Może nie bez powodu posiłkuję się tym forum.
    • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 08.10.13, 23:27
      przypomnij sobie dobrze czym się kończyły poprzednie takie reakcje
      ech
      obym się myliła i bez sensu przypominała stare scenariusze
      kilka osób pokibicuje Ci brawami
      a potem kto pojawi się na czas?

      nie zatupiesz pamięci w innych

      o ile dobrze się zorientowałam to plan porozdzielania miejsc, ników powtarza pewien jużprzerabiany wzlot - no prawie do nieba

      niech to diabli
        • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 09.10.13, 01:27
          widocznie ja to inaczej odebrałam

          ale teraz jest pewność, że nie życzysz sobie uwaga

          co należy uszanować

          pewnie za chwilę przestaniesz odczuwać potrzebę manifestowania wybuchów

          jeśli to nie będzie jazda w manie to spoko

          traktuję to jako komunikat - z jakichś powodów tak a nie inaczej ogłoszony




          • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 09.10.13, 11:54
            Brzask, to nie tak. Nie życzę sobie głupich, bezpodstawnych uwag, ot i tyle.
            Mam straszną awersję do ludzi, którzy próbują mi udowodnić, że znają mnie lepiej ode mnie samej. Żywię też ogromną niechęć do "proroczych" wypowiedzi na temat nieuchronnie zbliżającej się Wielkiej Katastrofy w moim życiu.

            Jako ekspert w dziedzinie swoich zachowań i osobowości, pragnę poinformować pisząc otwartym tekstem, że oto właśnie przepracowuję w swoim życiu temat złości.

            Zdaję sobie sprawę, że dla osób nieznających procesów w mnie zachodzacych, moje zachowanie może wywoływać pewne skojarzenia z mojej przeszłości.

            Cóż, naprawdę nie ma obaw do paniki. Wszystko jest pod kontrolą moją i oddelegowanych do tego specjalistów.
              • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 10.10.13, 00:40
                Wiem,
                Jestem tylko bardzo samotna i bardzo zagubiona. Trudno mi nieść swoje życie na własnych barkach. Życie, które obfituje w nadmiar emocji. Tęsknię z moim terapeutą. Tak jak dziecko za rodzicem, który odszedł. Potrzebuję by to on, nikt inny, powiedział mi, że daję radę. Mimo wszystko. Często mi powtarzał, że już nie jestem tą samą osobą, która przyszła do jego gabinetu lata temu. To on dawał mi wiarę we własne siły. To on był ze mnie dumny.

                Fakt, że radzę sobie przeważnie i umiem sama docenić swoje starania, ale gdy wszystko zaczyna się piętrzyć, tracę wiarę we własne siły. Rozpaczliwie szukam osób, które dodadzą mi otuchy. Które powiedzą, że dziś nie jestem już tak zagubiona jak kiedyś, że jestem o wiele silniejsza.

                Jedynym sposobem na uwolnienie się od nadmiaru emocji jest to całe moje pisanie.
                Trochę mi to przypomina gabinet terapeutyczny. Tam zawsze było miejsce na każdą mnie, jaką się stawałam.

                Nie wiem dokąd dojdę. Moim celem jest przetrwanie. Chcę przetrwać to życie jak najmniej burzliwie i otoczyć się ludźmi, którzy dadzą mi prawo do decydowania o sobie i do uczuć, które przeżywam. Moim celem nie jest obarczanie innych moimi problemami. Dlatego wszystko co trudne odbywa się na blogu.

                A kiedy jest szczególnie ciężko wówczas idę do szpitala. Jedynymi miejscami, które przyjmują moje nadmierne emocje i dają mi prawo do ich przeżywania jest blog i szpital.

                W prawdziwym świecie nie ma miejsca na niedoskonałość.
                • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 10.10.13, 09:38
                  szczerość i milczenie na zmianę to jedyne co mogę Ci dać
                  od dawna tak robię
                  rzadko zdarza mi się ze wzburzeniem napisać coś u Ciebie
                  milczę - co wiąże sie z poczuciem pewnej nieszczerości

                  Ikarowi mówić nie wzlatuj, kiedy nie ma szans na podanie ręki na chwilę i już ...

                  a tak swoją drogą zadbaj o swojego terapeutę w swoich myślach - co dzień zanoś mu jeden maleńki kroczek samodzielny i żadnych kamieni do jego kieszeni :0
                  co Ty na to?
    • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 13.10.13, 08:39
      jak to jest próbować rozumieć

      jak to jest patrzeć z różnych stron

      dlaczego zdanie napisane gdziekolwiek czasem budzi tak wiele niepokoju u bordera

      odebrane jak atak,

      Myślę, że ten cytat pokazuje, jak to jest

      border widzi swój świat dokładnie tak jak chce go widzieć w TEJ CHWILI

      Nie ma gorszej draki niż ta kiedy border wpada w furię pt "mnie to nie dotyczy"

      jedyne co można zrobić to przeczekać - i jeśli nie ma to sensu więcej do tego nie wracać

      w sieci każdy może wybierać rozmówców, w życiu trzeba podzielić książki, myśli czasem nawet dzieci

      Czy borderowi jest potrzebna świadomość jego zaburzenia? - pewnie jeśli sobie radzi w życiu nie jest to konieczne , ale jeśli nie?

      Czy można szukać rozwiązań bez ułożenia treści zadania do rozwiązania - pewnie tak jak maluch na matmie - byle zbiór zadań ktoś gdzieś udostępnił

      Jak to jest czy jednym z podstawowych problemów borderów jest blokada na to czym jest to zaburzenie?

      Jesli ktoś ma cukrzycę i nie szuka jak z tym żyć zapada w śpiączkę po zrujnowaniu całego organizmu - a przecież mógł WYBRAĆ inną drogę - gdyby tylko wiedział

      mam wrażenie, ze border często nie wie

      i co gorsza uważa, że prawda wyłącznie rani - i to wcale nie jest głupie - bo prawda rani - ale bywa szansą

      Cytat:

      "Jestem kompletną ignorantką jeśli chodzi o dotyczące mnie patologie. O zaburzeniu osobowości a dokładnie na czym polega, dowiedziałam się za sprawą mojego męża, który pewnego dnia wydrukował mi gruby plik materiałów, chcąc dać mi do zrozumienia, że moje zachowanie jest chore. Informacje zawarte w materiałach były z mojego punktu widzenia tak niedorzeczne, że uznałam, iż to mój mąż ma jakiś problem. Owszem, miałam wypis z kliniki z diagnozą bpd, wiedziałam, że to jakaś chwiejność emocji, i że rzeczywiście tak właśnie mam, ale żebym była jakąś psychopatką. A tak próbował mi dać do zrozumienia mój mąż.

      Często mówię o tym, że ja nigdy nie reagowałam napadami wściekłości czy złości, ale z moim mężem, rzeczywiście tak było. Wszystkie inne relacje były rozgrywane w bardziej wyrafinowany sposób. Na M. to jest mojego męża, potrafiłam rzucić się z rękami tylko dlatego, że nie mogłam zwyczajnie na niego patrzeć."
      • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 04.11.13, 01:30
        Widzisz kochana.. ciężko się do tego przyznać. Zresztą sama wiesz, że albo uciekam od nazywania rzeczy po imieniu, albo przeciwnie, mocno ganię siebie czy ironizuję na ten czy ów temat dotyczący mojej osoby.

        Potrzebowałam sporo czasu ostatnio. Czy to coś wniesie? Nie wiem. Raczej nie bardzo. Ale zwiedziłam kilka zupełnie nowych miejsc. W sensie fizycznym i mentalnym. Zobaczyłam życie w zupełnie innym wymiarze. Poczułam to życie i długo po tym płakałam.

        Z cukrzycą masz rację. Tylko ja już nie chcę o tym rozmyślać, rozprawiać, rozsądzać.
        Mam te trzy babki. Dwie lekarki i terapeutkę. Trzy Małgośki. Zaczęłam się wsłuchiwać w każdą z osobna. Terapeutka mocno mi kibicuje i staje w obronie pełni życia mimo choroby.
        Lekarki natomiast jednogłośnie przyznają, że sprawa jest poważna, że życie już nie będzie takie jak kiedyś. Powiedziała to zwłaszcza moja główna lekarka. To jej zdanie zaważyło na decyzji o zaprzestaniu walki, którą w pewnym momencie prowadziłam już z całym światem.

        A teraz nie wiem... wszystko przepływa jakoś tak bardziej spokojnie. Ile dni jeszcze będę mogła cieszyć się tym spokojem - nie wiem. Od chwili gdy złość stała się jakimś moim opętaniem i gdy przeżyłam mimo wszystko tę złość, czuję, że mam totalnie w dupie jakieś moje rozkminy. Ile można. 4 lata do 40-stki a jak zastanawiam się nad sobą jak nastolatka.
        Dobra, straciłam swoje dawne życie, ale do cholery przecież nie umieram.

          • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 04.11.13, 18:01
            No właśnie nie wiem na ile się nad tym skupiać a na ile dać sobie na luz.

            Terapeutka proponowała prowadzenie dzienniczka emocji. Ale póki co jestem na etapie odpuszczenia sobie tej nadmiernej kontroli wielu płaszczyzn tym emocji.

            To nie znaczy, że o tym nie pamiętam. Blog i profile fb, są takim moim powiązaniem z chorą częścią. A reszta dzieje się w bardziej zdrowej rzeczywistości. No ale tak naprawdę zobaczymy jak to się potoczy dalej.

            Grunt, że przez moją wściekłościową rewolucję uwolniłam się od kilku osób, które w efekcie bardzo mocno skontrowały moją złość. Myślę, że to była dla nich nowość taka moja postawa. A dla mnie wyzwolenie, bo nie potrafiłam wcześniej wprost powiedzieć o tym, że strasznie mnie irytują i męczą.

            Chciałabym tylko teraz jedynie nauczyć się w porę mówić o tym co mnie boli.
            Ostatnio na sesji gadałam o tym z moją terapeutką.
            • brz_a_sk Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 04.11.13, 18:37
              nie pytaj co zrobić
              pytaj o to co możesz zrobić
              i wybieraj

              nauczyć sie swoich emocji łatwiej w okresie spokojnym

              potem można uczyć się korzystać z tej wiedzy
              to jakby szybsze zdobywanie doświadczenia
              i szansa na mniej porażek

              jesli się przyda proszę - ja zawsze oceniam to co się stało właśnie swoimi wyborami
              jesli muszę z kimś się rozstać, bo rozmowa jest bez sensu
              to wiem że wcześniej źle wybrałam kogoś, albo źle gadałam itd
              nikt nie spada z nieba i nic nie dzieje się samo z siebie
              takie myślenie o swoim życiu pozwala nie skupiać się na tym co kto i jaki jest a za to kładzie nacisk na to dlaczego ja znalazłam się/wpakowałam się w taka sytuację

              pewnie że do tego trzeba wziąć się w garść i nie robić z siebie ofiary spisku losu itp trzeba się pogodzić z tym, ze wszystko ma przyczynę i świadomość tego jest szansą na przyszłość

              tak ja sobie w życiu radzę
              niektórzy mają łatwiej inni trudniej wydaje mi się, że im gorzej tym bardziej warto porządkować myśli i dzięki temu emocje

              jedno jest pewne łatwo się mówi :) czasem nawet na tym się kończy :)

              • melanie.k Re: Wściekłość, której nigdy nie okazuję. 04.11.13, 19:26
                Widzisz to nie jest tak, że jakoś zawiniłam, czy ktokolwiek zawinił. Doszło do zderzenia pewnej rzeczywistości, która zaskoczyła obie strony.
                Po terapii wróciłam do niektórych relacji, bo jak wiadomo w terapii odcięłam się od wszystkich, zastępując konkretne figury z mojego życia terapeutą i lekarką.

                Jednak z czasem okazało się, że są to ludzie, którzy pamiętają mnie sprzed lat i wciąż myślą, że ja dzisiejsza to wciąż ta sama tamta ja. Dopiero teraz to zweryfikowałam. I to dlatego okazało się, że dziś nie bardzo nam ze sobą po drodze. Było dużo frustracji i złości, bo nie bardzo wiedzieliśmy co się dzieje. Każdy próbował coś egzekwować, jakieś wyobrażenia o tej drugiej stronie.

                Dzisiaj pozostaję w kontakcie z dosłownie kilkoma osobami, dla których zwyczajnie jestem i staram się być partnerem. Co prawda to kompletnie nowi ludzie, którzy jakoś zaistnieli w moim życiu w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie analizujemy się, nie pytamy każdego dnia o nasze samopoczucie i nie próbujemy interpretować naszych zachowań czy naszej realności. To dla mnie także coś nowego i doceniłam to w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czuję się z tym dużo bardziej zdrowo i mniej się nakręcam jak widzę. No ale nie wiadomo jak będzie z tym dalej.

                W każdym razie ciężki kaliber i terapeutyczne rozkminy oddelegowuję do gabinetów terapeutów. Bloga, profili i forum. Tam znajduję miejsce na to by pamiętać o swojej chorej części.


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka