Dodaj do ulubionych

życie ze starszą kobietą bordem!

02.12.13, 23:19
Witam wszystkich!

Chciałbym w kilku punktach przedstawić sytuację:

1. W zeszłym roku poznałem kobietę starszą od siebie o 9 lat. ja mam 28. Nasza znajomość toczyła się wspaniale. Na początku chodziliśmy na spacery, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Ważne jest to, że nie wisieliśmy na sobie. Każdy miał bardzo dużo swobody (własne życie zawodowe i spędzanie wolnego czasu), niemniej "szukaliśmy się" coraz częściej i zabiegaliśmy o kontakt.
2. Prawie 3 m-c trwało zanim zaprosiła mnie do siebie, rozmawialiśmy godzinami, do bladego ranka, nie było żadnych podtekstów erotycznych ale czuć było że jesteśmy sobą zafascynowani. Widziałem w jej oczach ogromny podziw dla mojej osoby, zaczęła mnie bardzo gloryfikować, do tego stopnia, że czułem się najbardziej wyjątkowym człowiekiem na świecie.
Nie byłem nigdy do niej zdystansowany ale nie chciałem wchodzić w stały związek. Ja i ona spotykaliśmy się ale nie zostaliśmy parą.
3. Po pół roku zaczęliśmy sypiać ze sobą, był to tak zmysłowe i wyjątkowe, że nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić tego że może być AŻ TAK. Nie zostawałem jednak u niej na noc. Wracałem do siebie i nie okupowałem jej terytorium.
4. Z czasem kiedy nasza relacja nabierała tempa, dalej nie wiązaliśmy się, ale ona cały czas mówiła, że chciałaby być z kimś na stałe, kochać, chodzić na spacery, robić wszystko to co najprostsze i to co wspaniałe w związkach. Mówiła mi że nie poznała wcześniej nikogo takiego i mimo różnicy wieku jest zachwycona mną. Była dla mnie całym światem, ideałem życia i podejścia do wielu spraw. Miałem czasem wrażenie, że jej rady są tak jakby najtrafniejsze, jakby mnie znała od zawsze.
5. Dla mnie jako mężczyzny było to coraz bardziej przyciągające, stopniowo zacząłem coraz częściej ją odwiedzać i być przy niej jak najczęściej, żeby czuła, że nie jestem facetem z doskoku.
6. Zaczęły pojawiać się pierwsze syndromy w momencie, kiedy nadszedł długi weekend majowy. Byłem cały szczęśliwy, że będę mógł spędzić z nią parę dni. Pierwsze dwa dni były super niemniej 3 dnia powiedziała podczas rozmów parę rzeczy po których zaniemówiłem. Poczułem się jak intruz, który już za długo się panoszy i odczułem tak, że najchętniej zostałaby sama.
Kolejne miesiące przynosiły momenty skrajnej euforii, rozmów o wszystkim, szczególnego seksu, ale wymieszane i poprzeplatane były tak ciężkimi momentami, że czułem się jakbym miał do czynienia z kimś za każdym razem innym. Potrafiłem położyć się z kobietą najwspanialszą na świcie, a następnego ranka potrafiła zmieszać mnie z błotem. Zastanawiałem się co złego zrobiłem i nie mogłem namierzyć o co chodzi. Z czasem załapałem, że momentami kluczowymi jest moje okazywanie jej uczucia. Nie przesłodzone, bez infantylizmu ale takiego szczerego i dojrzałego okazywania jej tego że jest wyjątkowa. Powiedziałem jej parę razy, że ją kocham ale moje wyzwanie ugrzęzło w jakiejś otchłani. Wpadałem coraz częściej w taka spiralę beznadziejności, usuwania się gruntu pod nogami i kiedy byłem już sam w swoim obłędzie i domysłach czemu ona tak reaguje - nagle z jej strony pojawiało się "wezwanie" zachęcające do wspólnego spędzania czasu i ja wtedy leciałem na złamanie karku - po chwili znów zapadka i znów jej izolacja mojej osoby.
7. Miała przez ten czas sporo w swoim życiu problemów i zdrowotnych i emocjonalnych i pracowych. Zawsze byłem wtedy przy niej, miałem wrażenie że cieszy się wtedy, że nie jest sama że ma wsparcie. Kiedy mijały te złe dla niej chwile tak naprawdę nigdy mi nie podziękowała, nie wracała do tego tak jakby tamto złe minęło i kropka, a fakt, że byłem w to zaangażowany z sercem jak na dłoni było przez nią skwitowane, że "ty lubisz tak pomagać to robiłeś na co miałeś ochotę". Wytrzeszczałem wtedy oczy i nie wierzyłem w to co słyszałem.
Kiedy ja miałem złe momenty nie było jej w ogóle. Miałem wrażenie, ze wtedy patrzy na mnie jak na coś słabego, jak coś od czego się można zarazić. Niemniej cały czas były już wyrywkowe dni kiedy nagle wracało całe dobre to co było ale szybko się wchłaniało.
Obecnie jesteśmy na etapie takim, że nie widzimy się prawie i nie słyszymy, ona mówi że nie może i że ja przerasta ale co jakiś czas prosi mnie o spotkanie. Na takim spotkaniu jeżeli ja choć na chwilę jestem uczuciowy do niej, chcę ją dotknąć itp to wtedy mam przed sobą kamień. Kamień od którego bije taka tragicznie niewyobrażalny ciężar który wbija mnie w podłogę i zgniata całą materię dookoła. Mam czasem nawet wrażenie, że w tych momentach nawet zmienia się jej sylwetka, tak jakby było coś w niej co ją trzymało od wewnątrz jakąś straszną ręką i w momencie kiedy by chciała być ciepła i miła nagle ją łapało i zaciągało. I tak jest do dziś. Ja łapię się już na tym, że celowo się do niej nie odzywam, żeby nie sprowokować czegoś złego, żeby jej dać przestrzeń i swobodę. Potem ona znowu dziwi się mi czemu ja tak robię i kiedy ja staram się jej powiedzieć że coś mnie dotyka to wtedy już jest katastrofa. (Przeczytałem prawie wszystkie wątki na tym forum i już jestem bogatszy o pewną wiedzę na temat postrzegania słabości przez bordy).

Dodatkowo zaobserwowałem w niej pewne powtarzające się rzeczy, które zaobserwowałem przez te półtora roku:
1. zupełne odcinanie się od przeszłości, a gdy mówi się o wspomnieniach, kiedy ja czasem wspominam nasze wspaniałe momenty, ona zaczyna negować i mówi że żyje się teraz a nie tym co było,
2. widzę, że rozpoczyna wiele rzeczy i ich nie kończy, jest tak jakby znudzona i poszukuje cały czas emocji, lekceważy różne sprawy doczesne, od rachunków po zobowiązania finansowe, jest strasznie zadłużona i ma co chwile jakieś straszne sytuacje ale zrzuca wszystko na konto błędów młodości i lekceważy je,
3. często mówi że wiele rzeczy wymazała z głowy z przeszłości i najgorsze że boję się że ona wymazuje także nasze wspomnienia.
Moje emocje są takie, że chciałbym jej pomóc i jak czasem sobie myślę w jakiej rozpacz ona może żyć to jestem przerażony, jednocześnie widzę że czym bardziej gdzieś chcę złapać punkt ostrości z nią to wszystko się tasuje, rozmywa i burzy.
Słowem nagła negacja tak jakby kochać 6m-c a następne 6 m-c skrajnie zanegować i mówić że doszło się do momentu do którego się nie chciało dojść, mówiąc wcześniej że ten moment jest spełnieniem marzeń.

Rozpisałem się dość chaotycznie. Ale potrzebowałem tego. Być może nie oddałem w pełni tych poszczególnych reakcji, zachowań i potężnych skrajności.
Zastanawiam się tylko czy jest w tej historii cień border?
Obserwuj wątek
    • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 01:27
      Bardzo ciekawe, mocne.

      Tu znajdziesz mnóstwo o psychofagach, w tym również... o tym dziwnym oderwaniu od czasu na rzecz "teraźniejszości" (podobno oni nie są zdolni do prawdziwej empatii, bo ta buduje się zawsze również w wymiarze czasowym, którego oni jakby nie znają - szczegóły w tekście).

      Świetny blog zresztą:

      mojedwieglowy.blogspot.com/p/linki-i-pozyteczne-materiay.html
    • spaprany Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 02:42
      a że odpowiem pytaniem na pytanie: jakie to ma dla Ciebie znaczenie, jak to się nazywa? Jak widać, poznałeś ją dość dobrze i wiesz, z kim się spotykasz. Albo ją akceptujesz taką, jaka jest, udajesz przed samym sobą, że nie masz potrzeb i se ją kochasz niczego nie oczekując, albo stawiasz konkretne warunki, albo stwierdzasz, że to nie dla Ciebie, za dużo Cię kosztuje i wyłazisz ze współuzależnienia.

      Ot, nie chciałbym Cię urazić, ale to historia jak wiele innych i scenariusz niezbyt oryginalny :) Czy to bord, czy nie bord - wszystko jedno, to i tak już brzmi jak końcówka tej powieści. Zakładam, że pewien próg bliskości został przekroczony, pani się wycofała, Ty łoczywiście skruszałeś do reszty, dewaluacja ruszyła na całego, pani się opancerzyła i amen. Paradoksalnie przez to, że się nie odzywasz, jeszcze jakoś ten układ się trzyma, ale skoro już nawet dobre chwile są w zaniku - niedługo, jak sądzę, będziesz mógł się oddać żałobie po tej miłości. To też jest bardzo klasyczne, nabieranie umiejętności takiej obsługi chorej relacji, żeby przetrwała jak najdłużej. Chcesz sobie ukrócić cierpienia - nic prostszego: spróbuj teraz zmienić front, zabiegać, "walczyć", pokazywać zaangażowanie albo ją poprosić o deklarację. O, to ostatnie to całkiem niezły kaliber na ten etap, spektakularnie mogłoby się potoczyć :)

      Kolego, inna sprawa, że jak tak to czytam okiem po prostu faceta (nawet nie byłego partnera zaburzonej kobiety, ale okiem mężczyzny) - przyjrzyj się sobie. Czego wymagasz od kobiety, jak możesz wyglądać w jej oczach, w czym się Twoja męskość w tej relacji przejawia. Czy zadbałeś o swoje granice i jakimi zasadami się kierujesz w relacji z kobietą. Czy potrafisz się upomnieć o swoje, czy potrafisz pierdolnąć w stół, kiedy ktoś przekracza Twoje granice. Nie chodzi mi oczywiście o przemoc, chodzi o postawę, o zasady. Bo moim zdaniem nawet zdrowa kobieta nie utrzymałaby zbyt długo szacunku ani uczuć do faceta, który nie stawia granic, nie ma wymagań, daje sobą manipulować, rozdaje się po kawałku za darmo, akceptuje zupełnie wszystko i jest na pstryknięcie. Z bordem trochę jak z dzieckiem, jeżeli nie utrzymasz gardy, pokażesz niekonsekwencję - zje Cię i wys.. pluje :)

      Od zarania tak jest Wasza relacja ustawiona, że Ty gówno tam masz do gadania. Pani szanowna Ci siebie i swoje skarby wydziela jak matka małolatowi dropsy przed obiadem. Zresztą to się tak zawsze kończy, jak facet zrobi sobie z kobiety "cały świat" i ideał na kółkach - nawet niezaburzone kobiety w końcu zmieniają obiekt zainteresowań, bo to nie jest atrakcyjne, taka postawa. To jest iluzja, która kompletnie uniemożliwia troskę o swoje własne interesy, i w związku, i w życiu. Źle ustawione priorytety. Twoim podstawowym obowiązkiem jest opieka nad sobą - bo dopóki nie umiesz zadbać o siebie, nie będziesz umiał o kobietę. Mężczyzna ma mieć centrum swojego świata w środku, a nie w kobiecie, w przeciwnym razie jakoś podejrzanie często w imponującym czasie zostaje sponsorem-lokajem na usługach księżnej, petentem zostaje. W chorym związku w miarę upływu czasu wszystkie pola aktywności takiego zapatrzonego pana się zapadają jedno po drugim. Widziałem już kilku takich, którzy z wesołych, aktywnych, pracowitych i towarzyskich panów w relatywnie krótkim czasie zamienili się w warzywa zaprogramowane tylko na to, żeby utrzymać swoją chorą relację. Jednego takiego nawet w lustrze widziałem, ale to było już dość dawno temu :)

      Tak piszę, bo chciałbym Ci nieco przyspieszyć pewne sprawy, ale wiem, że w tym temacie tak się nie da - każdy musi sam, na własnej skórze. W każdym razie wiedza, czy to bord, czy nie Ci jest niepotrzebna, uwierz mi. Dla Ciebie istotne jest głównie to, jak ta relacja na Ciebie wpływa. Żeby w ogóle myśleć o jakiejkolwiek przyszłości przy niej - jedyny cień szansy byłby wtedy, kiedy ona by przyjęła, że ma problem i zechciała zacząć się z tym mierzyć. Są na to szanse? Gadałeś z nią o tym? Czy się boisz w ogóle wypowiedzieć słowo "psycholog", bo Cię odstawi do kąta na miesiąc? Chcesz jej pomóc - przestań trząść gaciami przed rozmową i przekonaj się najpierw, czy ona chce, czy czuje potrzebę, żeby pomóc samej sobie. A nawet jakby, to jeszcze nie wszystko, bo może wcale podczas tej drogi nie widzi Ciebie przy sobie.

      Moje zdanie jest takie, że tu już jest o jeden most za daleko. Tak sądzę po moich doświadczeniach, bo znam te wszystkie etapy. Ostatni też :) Niewiele jest do zrobienia, nie masz ruchu. Za mało sprytu było, za dużo zwykłej, ludzkiej, naiwnej dobroci. Robi się mdło do urzygu ;) Więc jak facet facetowi, przepraszając za miejscami może ciut cyniczno-obsceniczną formę, gorąco Ci radzę - przestań mantrować o wielkiej miłości i pakuj wór. Przyzwyczajaj się do myśli, że powinieneś wiele zmienić w sobie, swoim podejściu do siebie, zastanawiaj się, dlaczego tak zainwestowałeś uczucia. Dlaczego tak mało oczekujesz od kogoś, komu potem powierzasz na dobrą sprawę pełną kontrolę nad swoim życiem. Oprócz upokorzenia, zawodu i cierpienia nic ciekawego Cię w tej relacji nie czeka. I chyba raczej już na przyszłość wygraweruj sobie jedno powiedzenie: najlepszy sposób na to, żeby stracić kobietę, to panicznie bać się ją stracić. Każdą kobietę.
    • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 08:16
      jest pewna korzyść z tej masakry

      wszedłeś w ten związek z pomysłem, ze można kochać dbając o siebie i trzymając 'jakiś bezpieczny dystans" - mnie się wydaje, mimo wielu poważnych wątpliwości, że to sprzeczność - miłość to jednak oddanie się komuś ...

      wiesz więcej
      niestety prawdopodobnie nigdy już nie odzyskasz pewnego spokoju

      niesamowicie dojrzale opisałeś Wasze doświadczenie - nie pamiętam, nie spotkałam tak obiektywnego, trafnego i wnikliwego opisu na takim etapie związku; ludzie po latach terapii i zmagania się z takim doświadczeniem zaczynają widzieć

      to wszystko jest Twoją dobrą szansą
      początkiem
      trzymaj się



      • castamara Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 10:13
        Zastanawiające w tej całej historii jest to, że zawsze byłem ze sobą dość zintegrowany. Miałem ustawione poczucie własnej wartości i osoby, a także czułem, że jako facet nie jestem mydłem tylko normalnym człowiekiem, który potrafi uwalniać wszelkie emocje od złości po radość.
        W pewnym momencie kiedy cała fala euforii i szaleństwa zaczęła się ostudzać, wiedziałem, że jeżeli będę prezentował postawę takiego chłopaka latającego i odsuwającego się to będę w jej oczach wychodził na niepoważnego człowieka. W zeszłym roku pierwszego sylwestra spędzaliśmy osobno, i dostałem od niej wiadomość na nowy rok, że robię to co jest mi wygodne i że ona była sama i nie mogła tego wytrzymać. Moją "miękkość w stosunku do niej zaczęła przejawiać się w tym, że chciałem jej pomagać w sprawach życia codziennego. Wiedząc że mieszka sama, chciałem jej pomóc w prozie (zakupy, sprzątanie, jakieś sprawy tzw doczesne), w które zaangażowanie, wydaje mi się, jest przejawem raczej normalnego życia i mierzenia się z nim. Wydaje mi się, że przeplatanie orki na ugorze jaką jest codzienny kierat, chwilami ciepła i roztoczenia pewnego bezpieczeństwa, jest chyba czymś najzupełniej normalnym. W zupełności zgodzę się z moimi rozmówcami, że w pewnym momencie zacząłem odczuwać wewnętrzną dezintegrację i bardzo szybko to sobie uświadomiłem! BA! Nawet wyczuwałem jakie są tego przyczyny a mianowicie: Jeżeli podejmując działania, całe spektrum działań począwszy od typowo zaradnych, męskich, po te przyjemne, drobne upominki (nie za często) ale spontanicznie i wsłuchując się w jej zainteresowania i potrzeby, po spontaniczne próby szaleństwa (wyjścia, zabawa, sport kino, wyjazdy itp), to w pewnym momencie zacząłem się lekko sypać bo nie znałem już innych możliwych prób działania. Myślę i wiem, że jak człowieka wewnętrzny błędnik emocjonalny już nie wyrabia, to ten człowiek sam zaczyna przejawiać zachowania trochę nietypowe dla własnej integralności. Powodem jest oczywiście strach.
        Podejmowałem wielokrotnie próby rozmów, i nigdy nie zaczynałem tych rozmów od ataków na jej osobę oraz pretensji i pokazywania że jestem urażony. Rozmowy raczej starałem się tak prowadzić żeby zrozumieć i poznać. Poczułem się w pewnym momencie jakbym wszedł do lasu a tam były drzewa rosnące do góry nogam. Z jej strony rozmowy albo przybierały na początku w miarę spójny kierunek, i widziałem że ona się cieszy że rozmawiamy. Podkreślała, że wcześniej jej mężczyźni po prostu zamiatali sprawę pod dywan i koniec, a ja mam jakaś umiejętność nawet w sakramencko trudnych momentach po prostu podać jej herbatę i zaproponować dialog. Późniejsze rozmowy przybierały już coraz cięższy charakter i prowadziły do personalnych ataków na moją osobę. Ja uznałem, że podejmowanie prób rozmów jest konieczne aby nie zwariować.

        W tym miejscu chciałbym jeszcze uzupełnić historię o jeden element. Ona była w wieloletnim związku z facetem. Ten człowiek, co wiem tylko z jej opowieści, był dla niej bardzo obojętny, skupiony na sobie, zapominał o okazjach z nią związanych (urodziny, imieniny, dzień kobiet), miał własne projekty rzeczywistości i się nim oddawał tak mocno że jej już w tym nie widział. Był tak ponoć posznurowany, że nie dało się do niego nijak dojść. W pewnym momencie powiedział jej żeby się wyprowadziła, ale bez jakiegoś tam uzasadnienia czy przyczyny. Na samym początku naszej znajomości, jak mnie poznała, powiedziała mi że ją ujęło to że powiedziałem do niej, że chcę zrobić coś z nią "razem".

        Rozumiejąc i dostrzegając wszelkie relacje i specyfikę kontaktów damsko-męskich, powyższy rolercoster jest dość mocny :)
        • castamara Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 10:29
          Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zdaję sobie sprawę z pewnej pułapki myślenia w którą wpadam. Atakuje mnie myśl, że "pokazuję słabość - ona mnie zje", "pokazuję twardość i obojętność - ona jest wtedy słabsza" - konkluzja jest taka, że ocieramy się o manipulację, bo dobieramy własne zachowanie do tego, żeby sterować relacją, co jest chyba na maksa słabe. Co więcej, własne cechy charakteru nie pozwalają mi np być nadmiernie wybuchowym czy wręcz cholerycznym.
          Mam też jakieś, być może naiwne, przekonanie, że ona się cieszy, jak ja daję jej te chwile i gdybym tak zupełnie odpuścił (co jest częstą radą) to ona by została znowu z jakaś porażką.
          • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 10:39
            nie idź w tę stronę
            nie niszcz w sobie zdolności do bycia szczęśliwym w dobrym związku
            - - - -

            kiedy nie rozumiemy drugiej osoby zaczynamy zmyślać na podstawie analizy sztuczną empatię

            nie należy tego robić kiedy ma się do czego wrócić



      • castamara Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 12:13
        1. w przypadku niepowodzeń obwinianie cały czas kogoś innego, że cały świat jest nie do zniesienia, że wszystko działa przeciwko niej i jej przytrafiają się wszystkie plagi - jednocześnie ja zauważam, że to co jej się dzieje jest zwykłym następstwem zaniedbywania różnych spraw i braku działania, tak jakby celowo doprowadzała do spiętrzeni i problemu, żeby później móc: a) się usprawiedliwić i b) mieć cel do walczenia,
        2. skłonność do strasznego kombinowania, zmiany i wymyślania cały czas czegoś na nowo ale często chaotycznie i bez zaplanowania, efekty są wtedy opłakane bo coś jej się nie podoba (a sama twierdzi że jest perfekcjonistką) i wtedy emocje sięgają zenitu,
        3. potrafi nakrzyczeć na kogoś na ulicy, ostatnio była taka sytuacja, wystarczyło zwrócić uwagę człowiekowi bo coś robił w przestrzeni publicznej nie tak, ja zwróciłem dosadnie uwagę ale ona od razu się wtrąciła i z taką furią taką że ten człowiek i ja myśleliśmy że będzie krwawa jatka,
        4. od pewnego momentu nie pozwala w ogóle przejąć inicjatywy w działaniu, uważa że sama wszystko zrobi doskonale i najlepiej, szybko i sprawnie, swoją mową ciała zabiera całą przestrzeń w ten sposób, że jak ja bym chciał przejąć inicjatywę to czuję że wciskam się na siłę jakimś klinem, co ją jeszcze bardziej denerwuje,

        I JEDNA Z WAŻNIEJSZYCH RZECZY:
        Uważa że czuje się zobowiązana w momencie kiedy ja coś robię zupełnie bezinteresownie. Okazało się tak ma chyba nie tylko w stosunku do mnie ale kiedy coś konkretnego się dzieje i wychodzę z założenia, że trzeba najzwyklej pomóc to wtedy jest taka złość że hej. W efekcie nie wiadomo czy reagować na potrzeby i je wyprzedać czy zostawić ją samej sobie. Mi towarzyszy wtedy poczucie jakbym ją olewał. Wydaje się że normalna jest pomoc człowiekowi drugiemu bez względu czy go nazwiemy żoną, chłopakiem, dziewczyną, sąsiadem czy kimś obcym który znalazł się w niełatwym dla siebie położeniu.
    • wolna_jak_ptakk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 10:51
      Tak jak napisał Spaprany wiedza czy to borderline czy nie nie jest w tej chwili najistotniejsza dala Ciebie.Z tego co opisujesz Twoja partnerka jest ewidentnie zaburzona emocjonalnie co jak wiesz uleczalne nie jest bo nie jest chorobą.Stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie czy Ty jesteś szczęśliwy w tej relacji?? Czy wyobrażasz sobie życie i założenie rodziny z taką osobą?
      (jeśli oczywiście w ogóle planujesz kiedyś to zrobić?) Czy wg Ciebie ona nadaje się na żonę?matkę? czy chciałbyś ,żeby Twoje dzieci miały takiego rodzica? Czy naprzemienne piekło i raj to coś co Tobie pasuje?? Mniemam ,że nie skoro tu jesteś... I pamiętaj o jednym nie uratujesz nikogo kosztem siebie co najwyżej sam sie pogrążysz.Byc może juz potrzebujesz pomocy specjalisty bo jesteś współuzalezniony i ona jest całym Twoim światem , który Cię wciąga i pochłania.Życzę Ci dobrych wyborów ,dla Ciebie dobrych..życie jest jedno i nigdy nie wiadomo ile go przed soba jeszcze mamy.Warto być szczęśliwym po prostu.
    • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 16:01
      Jestem 31 letnią borderliczką. Napiszę Ci tylko słów parę z autopsji. Lubiałam młodszych facetów (i kobiety) bo to bardzo łatwi partnerzy. Wiadomo, że nawet bardzo dojrzały 19 latek nie jest trudnym wyzwaniem dla 28 latki. Taka osoba, z racji swojego małego doświadczenia będzie patrzała na tak słodko popierdoloną osobę jak bord jak na ósmy cud świata. Takim osobom podoba sie infantylizm borda, jego mało poważne zycie, szaleństwa, nastoletnia wręcz mentalność, osobliwy styl bycia. Takie osoby śmiesznie łatwo uwieść emocjonalnie nie wspominając o seksie, bo seks może być tutaj największym wabikiem. Osoby na serio dojrzałe budzą w bordach lęk, bord nie umie sprostać dorosłej relacji. Zresztą osoba dojrzała, mająca wymagania, znająca i szanująca siebie nie zwiąże sie z bordem. Dla takiej osoby bord moze być co najwyżej opcją na wakacje. Dla borda dojrzały partner to abstrakcja. Dojrzałym partnerem trudno manipulować. Dojrzały partner nie traktuje borda jak dziecko, nie skacze wokól niego kombinując 'co tu zrobić aby bylo ok', nie usprawiedliwia chamskich zachowań 'chorobą' borda, nie reaguje na borda fochy i szantaże, czyli robi coś starsznego - pozostawia odpowiedzialnośc za emocje borda jemu samemu. Wymaga od niego dojrzałości, szacunku do siebie, równych proporcji w inwestycję w relacje.
      Zamiast mówić 'ona' i oglądać i analizować ją z każdej możliwej strony powiedz 'ja' i oglądaj siebie. Posiadasz piękną zdolność introspekcji :) Pamiętaj jednak, iż bordy raczej kiepsko sobie radzą z odczytywaniem siebie, nie wspominając o empatii, więc nie wiem na ile mozesz liczyc na współpracę. Współpracuj natomiast ze sobą, ale dla dobra swojego.
      Pozdrawiam ciepło:)
      • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 16:15
        Słuchaj, powiedz mi jak to jest.

        Jak to jest możliwe że o tej całej niedojrzałości bordowej pisze tak bardzo dojrzale borderliczka?

        Bo wy potraficie tutaj przecież wybitnie dojrzale o tym pisać. I jak to? Skąd to? Taka mądrość niczym Sokratesa ("to wiem, że nic nie wiem":)
        • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 16:22
          tak trochę, żeby dokopać niestety

          że niedojrzały

          akurat konia z rzędem temu kto dojrzalszego widział

          ale z drugiej strony i tak dzięki za każdy wpis

          myśl o każdym problemie nie ejst łatwa ani lekka ani obojetna dla borderjelki :) fajny neologizm

          tu nie ma prostych wpisów
          lekkich słów
          tu jest rzeźnia

          ale ja zawsze czekam na watek o czymś spoza - nie przesadzam z jego pogodnością ale coś by tak mozna - choćby o choince, chałwie czy ktotam wie czym :P



        • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 16:47
          hm... Bo to jest teoretyczna dojrzałość tylko. Taka fantomowa mądrość. Zna sie schemat, wie którędy powinno sie iść, ale jak co do czego przyjdzie to sie emocjonalnie nogi rozjeżdżają. Człowiek nie daje rady zarządzać emocjami.
          Ja podjęłam próbę opanowania tego. Od czasu długiego serwuję sobie celibat fizyczny i emocjonalny, od 2 lat psychoterapia, no trza się napocić. Ale efektów w praktyce nie sprawdziłam, przyznaję, że sie nieco jeszcze obawiam na ile bedę wierna swoim 'mądrościom'.
          Pisac mądrości każdy umie. pzdr ;)
          • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 17:06
            no niby tak
            niby
            bo rzecz w tym by być tak dojrzałym by się zakochać po uszy
            szczęśliwie

            reszta to w **** gierki dla dochodzących

            wyje sie do księżyca tylko za prawdziwa miłością

            co ja zrobię ze tak mam

            nie rozmieniam sobie na drobne

            :)


            • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 17:20
              nie no... ja już skończyłam u siebie z syndromem wilczycy. Uczciwie muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu czuję sie zajebiście sama ze soba i omijam szerokim łukiem nienasyconych wilczków. Trochę już pozmieniały mi sie kryteria, pzdr :)
          • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 17:15
            Tak mądrze napisałaś znowu... No nie wiem, może z empatią dla innych jest trudniej (zwłaszcza - jak zresztą chyba u wszystkich - za młodu), ale wczucie czy chociaż wgląd w siebie to taka borderliczka jak Ty ma ho ho. A to zresztą pozwala rozumieć innych. No właśnie, wczucie a wgląd, wczucie a rozumienie. Warto - to goopie że Ci radzę:) - jakoś pracować nad jednym i drugim, więc może oprócz tej niezbędnej pracy myślowej spróbuj zanim jak piszesz wyjdziesz znów do sytuacji żądających "zarządzania emocjami", spróbuj sama w domu lub z tą terapeutką więcej i łatwiej czuć... nieco oswoić uczucia, pozwolić im przepływać... Takie ćwiczenia również, raczej niż wyłącznie kognitywne "zarządzanie" uczuciami przez umysł... Taka luźna sugestia, pozdrawiam serdecznie:)
            • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 17:24
              nie oszukujcie się, że nie radzicie

              nie oszukujcie się że nie oceniacie - to jest absolutnie nie możliwe
              bez oceniania wsadzasz palec we wrzątek bezustannie - nie uczysz się jesteś debilem jak mijają pierwsze miesiące życia
              a to ze nie komunikujesz jak oceniasz to brak komunikacji przecież, asertywność empatia to przeciez ocenianie i komunikowanie innym - przecież to kontakt ze światem

              ważne by to robić coraz lepiej :)

              reszty nie komentuję - spodobała mi się zaskakująco

                • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 19:56
                  o jest komunikowanie oceny

                  ale jest i ocena, analiza ta dla siebie - całego otoczenia

                  a borderzy w swojej czujności przecież non stop obserwują

                  ba i przecież jeszcze mają wrazenie że wszyscy ich oceniają - więc i tę ocenę sobie tworzą - cudzą w swojej głowie

                  nie dobre jest mówienia komuś bez potrzeby ocen i tu "nie oceniaj" chyba zastosowanie
            • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 03.12.13, 18:04
              @Koballt dzięki za słowa uznania jak i za radę. Masz rację, trzeba własnie pracować emocjami, a mniej racjonalizować. Bord ma sprawny umysł, tylko uczucia kalekie. Co do wczucia i wglądu w siebie to dopiero świeżutka sprawa u mnie. Emocje moją są młode jak dzieci i muszą sie jeszzce wielu rzeczy nauczyć. Dlatego też pozwalam im przepływać, dobrowolnie pojawiać sie i znikać, a czasem nawet robic drobne akrobacje, obserwując je wnikliwie. Ale są to tylko uczucia o małym natężeniu, moja zwykła codzienność. Nie sprawdziałam się jeszcze natomiast w sytuacji poważniejszej, gdzie emocje są intensywne, zagęszczone, jest presja czasu czy osoby. Samotność to paradoksalnie bardzo bezpieczna i łatwa przestrzeń i podświadomie chyba przedłużam ten stan w swoim zyciu.
              Pozdrawiam takoż :)
              • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 14:30
                Tak, jak ktoś potrafi i lubi dość samotnie żyć to jest o wiele łatwiej. Tylko chyba mało kto potrafi i lubi. Ja na przykład lubię taką prawie samotność, znaczy bardziej w sensie społecznym niż osobistym:). A borderline zdaje się generalnie lepiej funkcjonuje społecznie niż w relacji osobistej. A ja na odwrót, lepiej funkcjonuję w relacji 1:1, a nie lubię na ogół relacji gdzie jest więcej osób niż 1+1. Lubię jak jest 1 czyli bycie samemu albo niektóre 1+1. Z tym, że też musiałem się trochę przyzwyczaić, z początku mi się nie podobała samotność, bo miałem inne przyzwyczajenie - codzienne bycie społeczne, na ogół bez satysfakcji, ale przyzwyczajenie bo szkoła, potem taka praca. Z tego by wynikało, że trzeba tworzyć nowe przyzwyczajenia, a gdy one okażą się zgodne z głębiej tkwiącymi preferencjami, to wzrasta zadowolenie, no i trwałość sytuacji człowieka w życiu.
    • gaetta Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 16:58
      Hej! I ja pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze. To, o czym piszesz, jest mi aż nadto znajome. I opis tej relacji, i opis Twojego obecnego stanu.
      Wiem dobrze, jak to jest być z osobą, która jawi się jako najbardziej fascynująca na świecie. Wiem też, jak to jest, kiedy się słyszy, że samemu jest się kimś wyjątkowym i pożądanym. Wiem też, niestety, jak się czuje ktoś, komu świat w momencie rozpada się w kawałki z przyczyn totalnie niepojętych. Też to wszystko przerobiłam: od euforycznego szczęścia po poczucie odtrącenia. Huśtawka, którą zafundował mi mój bord, sprawiła, że stałam się kłębkiem nerwów. Na początku te dziwne stany, w które popadał mój ukochany, nie trwały długo, a ja, co symptomatyczne, uważałam, ze swoją miłością jestem w stanie sprawić, że on pokocha samego siebie. Potem on odpychał mnie coraz częściej, a ja się coraz bardziej w tym wszystkim gubiłam. Na początku wystarczyło, że on się uspokoił i znów stał się miłym, kochającym człowiekiem, a ja wracałam do równowagi. Potem coraz dłużej dochodziłam do siebie, czułam się skrzywdzona, poniżona.

      To, o czym piszesz, znane jest może wszystkim, którzy związali się z bordem. Sądzę, że tak żyć się nie da. Zajęło mi to mnóstwo czasu, ale teraz wiem, że wyjście z tej relacji jest najlepszym, co mogłam zrobić dla samej siebie. Mój ukochany bord to wyjątkowy człowiek, ale ja nie byłam w stanie żyć dłużej jak na huśtawce, ubóstwiana i mieszana z błotem.
      Myślę, że są osoby, które nad spokój przedkładają emocje, euforię. Są im one potrzebne jak powietrze do oddychania. Są i borbowie, którzy starają się pracować nad sobą. Tylko Ty możesz sobie odpowiedzieć, jak jest z Tobą i z Wami.
      Życzę Ci serdecznie, żeby wszystko Ci się poukładało w głowie.
      PS. Starsza kobieta? Z nagłówka sądziłam, ze mówisz o naprawdę starszej kobiecie, a nie starszej od siebie. Moja rówieśnica starszą kobietą? :D;p
      • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 17:11
        Tak, dobrze że o tym wspomniałaś, że (ten egocentryk) nazwał w samym tytule młoda kobietę starszą, tylko dlatego że jest młodszy. I ja myślałem że tu naprawdę będzie coś ciekawego w sensie, że wiadomo że na starość to już mało kto jest bordem.
        PS. moja teściowa pewnie dlatego na starość zrobiła się ostrzejsza, ale tylko do mnie, że się zżyła, powstała ta bliskość którą bord przeżywa jakoś tak wybuchowo; do córek i męża była łagodniejsza
          • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 22:43
            Uważam tę ocene i epitet za mocno niesprawiedliwą. Czyż chłopak musi być ekshibicjonistycznie nastawiony? Czy musi nam dawac frajdę dzielenia się sobą? A może on również lepiej sie czuje w kontakcie 1:1 i niewygodnie mu w takim tłumie? Każdy ma prawo do swojego bezpiecznika intymności i do limitowania siebie innym.
              • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 23:08
                a to co ma się tu spowiadać ?
                co to znaczy oddać?

                zapytał tu o co chciał

                na privie zostawił kontakt i gra muzyka

                tu mnóstwo ludzi wchodzi czyta i pisze wyłącznie na priv! do głowy mi nie przyszło, że tu jakieś zobowiązania itd
                przecież my normalnie gadamy

                hej oceniaczu nie kasuj ludzi


                • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 23:12
                  To była pewna ale mała prowokacja, a nie kasacja - prowokacyjnie wzmacniasz i to już jest toksyczne, z mojej strony i wcale nie mocna, i nie skierowana na kogoś łączącego choć trochę swoją samoocenę z forum tutejszym. Weź to pod uwagę zanim przeniesiesz swoje własne uczucia na tego kolegę tak mocno:)

                  pokłócimy się?:))
                  • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 23:33
                    Prowokacja? hm.. ja nie odczułam tego jako prowokacji - teraz to brzmi bardziej jak manipulacja ;) I może zostawmy wypominanie ludziom tutaj, co jest u nich 'toksyczne', bo wychodzi na to, że byciem bordem jest wymówką, aby przypisac mu każde niepodobające sie nam u niego zachowanie.

                    A czy pomoc komus to transakcja?
                    pzdr :)
                    • koballt Re: życie ze starszą kobietą bordem! 07.12.13, 23:49
                      Pozdrawiam i ja:). Proszę sobie zapamiętać, że moją intencją jest by każdy się wypowiadał i nikt nie był kasowany z forum. Jeśli więc ktoś mi zarzuca chęć "kasowania" kogoś, od razu wiem że mam do czynienia z kimś kto rad by kogoś skasować z forum. Zapewne mnie. I to jest niestety bardzo prawdopodobna diagnoza, a Brzask jawi mi się teraz jak ta siostra w szpitalu tym w którym wiecie Jack Nicholson...Lot nad kukułczym gniazdem, to ja... straszne
                      • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 08.12.13, 00:25
                        Ależ ciekawe to forum, tu normalnie ksawery w każdym sezonie szaleje xD Ja już na dziś podziękuję jednak ;)
                        I co tam, tez poszaleję - pozdrowię sobie raz jeszcze. pzdr! Wszystkich sie rozumie ;) Bo tu bord czy nie-bord, a wszyscy tacy podobni :)
                        • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 08.12.13, 00:49
                          psst_ona napisała:

                          > Ależ ciekawe to forum, tu normalnie ksawery w każdym sezonie szaleje xD Ja już
                          > na dziś podziękuję jednak ;)
                          > I co tam, tez poszaleję - pozdrowię sobie raz jeszcze. pzdr! Wszystkich sie roz
                          > umie ;) Bo tu bord czy nie-bord, a wszyscy tacy podobni :)

                          szkoda
                          tu czasem tak właśnie bywa, że ktoś sam ze sobą gada czy w inny sposób wpada i MUSI porozwalać
                          trudno - metody i cele paskudne ale oczywiscie poubierane w dobre intencje
                          • psst_ona Re: życie ze starszą kobietą bordem! 08.12.13, 01:32
                            Och Brzasku, ja napisałam, że podziekuję 'na dziś' już, czyli tak metaforycznie chciałam powiedziec, że daruje juz sobie dalszą 'sprzeczkę' z Koballtem. Zapominam czasem jak ważna jest precyzja wypowiedzi, aby byc dobrze zrozumianym ;)
                            Idę do łózka, bo do Was trza byc wyspanym i w pełni sił ;)
                            kolorowych ;)
                      • brz_a_sk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 08.12.13, 00:45
                        koballt napisał:

                        > Pozdrawiam i ja:). Proszę sobie zapamiętać, że moją intencją jest by każdy się
                        > wypowiadał i nikt nie był kasowany z forum. Jeśli więc ktoś mi zarzuca chęć "ka
                        > sowania" kogoś, od razu wiem że mam do czynienia z kimś kto rad by kogoś skasow
                        > ać z forum. Zapewne mnie. I to jest niestety bardzo prawdopodobna diagnoza, a B
                        > rzask jawi mi się teraz jak ta siostra w szpitalu tym w którym wiecie Jack Nich
                        > olson...Lot nad kukułczym gniazdem, to ja... straszne


                        właśnie zniecheciła się kolejna osoba do forum
                        na tym polega tu wycinanie ludzi
                        no niestety muszę o tym napisać, bo widzę, ze
                        zadyma będzie nieunikniona

                        wiec i ja spadam

                        ja nie MUSZĘ pisać :) :) :)
    • wolna_jak_ptakk Re: życie ze starszą kobietą bordem! 08.12.13, 20:30
      Nie wiem czemu tak jedziecie co niektórzy po tym chłopaku Skad wnioski ,ze to egocentryk? ja mam zgoła inne gdyby nim był zajął by się sobą a nie pisał i analizował Jej zachowanie i Jej myślenie.Wpadł na jakiś trop jak każdy z nas (parner) kiedys i wnika szuka stara się zrozumieć.Każdy przechodził ten etap.Musi to przejśc zanim sam doświadczy i wyciągnie wnioski.
      A że napisał ze starszą to mnie nie dziwi ma 28 lat jest przed 30 ona pod 40.Czy jak mieliście 20lat to osoba 30 letnia nie wydwała wam się stara w stosunku to mnie bo mne tak.Dekada to na tym etapie duża różnica wieku więc nie rozumiem skąd ta bulwersacja :-) Poza wszystkim nie sądzicie jaki on być zdołowany czyta i rozumie ,ze jeśli to faktycznie borderline to czeka go napisze subtelnie ciężka droga i musi mieć stalowe nerwy i ocean wyrozumiałości.A i tak jak wiemy z reguły to nie wystarcza.Żeby nie było ja mu życzę jak najlepiej ale życiorysy bordów pokazują jak liczne i nieudane relacje za sobą mają bo w końcu między innymi polega to cholerne zaburzenie ,ze nie umie się stworzyć stałej relacji opartej na bliskości.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka