Dodaj do ulubionych

Uzależnienie od kobiety borderline.

08.05.17, 01:17
Nie wiedziałem już co robić więc muszę podzielić się tym z wami.

Poznałem ją 5 lat temu przez portal randkowy. Spotkaliśmy się bardzo szybko, równie szybko zaiskrzyło. Była piękna, jej głos zniewalał mnie z nóg, mieliśmy sporo wspólnych tematów. Lubiła się bardzo przytulać więc często potrafiliśmy przeleżeć cały wieczór w objęciu, patrzeć się na siebie bez końca. Jednak gdy zaczęliśmy się do siebie zbliżać powiedziała mi kiedyś "Nie powinniśmy się do siebie przywiązywać". Nie chciała mi tego wytłumaczyć. Uznałem, że po prostu boi się odrzucenia, że będę kolejnym facetem, który chce sobie ** i zostawić. Uspokoiłem ją i żyliśmy dalej. Całe moje życie stało się idealne. Nasza relacja była intensywna jak żadna inna. Nie sądziłem, że ktoś aż tak może zawrócić w głowie, że można tak szybko się przywiązać, że można przy kimś czuć się aż tak dobrze, tak swobodnie. Oczywiście w stosunkowo szybkim tempie też zaczęliśmy chodzić do łóżka. Seks z borderką... to po prostu niesamowite uczucie. Uzależniliśmy się od siebie w 100%. Odległość wprawdzie robiła swoje ale spotykaliśmy się i tak często. Rozmowy telefoniczne były nierozłącznym elementem KAŻDEGO wieczoru. Rozmowa zaczynała się ~23, kończyła czasami nad ranem, w ciągu dnia ciągła wymiana SMSowa z pracy, czy też jeszcze wtedy uczelni. Pierwsze 4 miesiące minęły... eh to było życie z bajki. Nagle pewnego dnia się zaczęły dziać dziwne rzeczy. Wyznała mi kiedyś, że w dzieciństwie została zgwałcona a jej ojciec bił matkę. Bardzo mnie to poruszyło ale mimo to widać było po niej silną osobę, która po prostu potrzebuje po tym wszystkim wsparcia i miłości. Brniemy dalej...
Huśtawki nastrojów. U niej były absurdalne, zmyślanie historii, bajek, tragedii tylko po to żeby się pokłócić. Zaczęła twierdzić, że nie zasługuje na mnie bo jestem zbyt kochany, czuje się przy mnie zbyt dobrze, i musimy zakończyć znajomość. Nigdy kobieta się tak przy mnie nie zachowywała. Po kilku godzinach przepraszała znów tłumacząc, że po prostu nigdy nie spotkała tak ciepłego faceta. Wszystko wracało do normy. Po kilku dniach powiedziała że jej mama jest w szpitalu i z tego powodu jest bardzo smutna. Okrężną drogą dowiedziałem się, że jej mamie nic nie jest i ma się dobrze. Tutaj już irytacja sięgnęła szczytu. Zapytałem czemu kłamie i stwarza takie sytuacje. Przepraszała mnie bo ona po prostu jest nienormalna i nigdy nie robiła tego umyślnie. Również nie do końca to zrozumiałem więc postanowiłem zasięgnąć opinii najmądrzejszego Wujka czyli Google. Przesiedziałem cały wieczór aż znalazłem... Borderline. Przeraziłem się. Przeraziłem się kiedy dostrzegłem, że większość się zgadza. Zawsze byłem przy niej, nawet jak odgrywała swoje scenki. Kiedy kłamała tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę i ją przytulić - zawsze to robiłem. Zawsze starałem się ją usprawiedliwić, że będzie lepiej, że wszystko się ułoży, że jej to przejdzie.
Przyznała, że jest chora, nie chciała mi tego mówić wprost dlatego mnie ostrzegała na początku znajomości żebyśmy się nie przywiązywali. Ale uznałem, że jestem twardym facetem a miłość nas uratuje i nie zabierze jej. Chciałem jej pomóc. Poprosiłem żeby poszła na terapię, zgodziła się. Powiedziała, że umówi się za kilka dni. Minął tydzień, zapytałem o terapię. W odpowiedzi: "Jakiej terapii? Nie potrzebuję k*ch* , nic mi nie jest k*ch*s*". Oczywiście były przeprosiny. Atmosfera między nami zaczęła być już napięta. Byłem zmęczony, ona jednego dnia mnie wyzywała, drugiego zauważała co narobiła i była smutna. W końcu zaczęła odwoływać spotkania z przeróżnych powodów. Po kolejnych atakach stwierdziłem, że nie dam rady i zakończyłem to. Dzwoniła, płakała, że już pójdzie na tą terapię i będzie dobrze. Przepraszała na tyle skutecznie, że do niej wróciłem. Faktycznie zaczęła chodzić do psychologa. Jednak dość szybko się poddała. Między nami znów przez jakiś czas było idealnie, aż któregoś dnia zebrało jej się na szczerość bo bardzo ją to męczyło. Wyznała mi, że wtedy co odmawiała mi spotkań to zdarzyło jej się raz przespać z facetem. Nie muszę chyba mówić co poczułem? Wyzwałem ją porządnie. Ona stwierdziła, że nie rozumie bo to przecież tylko seks a dla niej seks nie jest przywiązujący. Nie wierzyłem własnym uszom. Oczywiście natychmiast się z nią rozstałem. Przez pierwsze dwa tygodnie była cisza, później nie dawała za wygraną. Pomijając już szczegóły, TAK, znów jej wybaczyłem bo obiecała poprawę. Znów huśtawki, znów bajki, znów robienie z siebie ofiary, znów przyznanie się... tym razem co cyberseksu. Znów nasze rozstanie. Sięgnęła wtedy po najgorszą broń. Zaczęła grozić, że się zabije. Bałem się o nią więc wspierałem ją i uspokajałem a koniec końców wylądowaliśmy w łóżku. Byłem już jej własnością więc.. ;) Po tym wszystkim przestałem już kontaktować ze światem. Z rodziną przestałem się dogadywać, ze znajomymi przestałem się spotykać, dla wszystkich byłem arogancki, liczyła się tylko ona. Traciłem nad sobą kontrolę. Powiedziała mi w końcu, że bardzo chciałaby być mi wierna ale nie potrafi bo inaczej postrzega seks więc daliśmy sobie na wstrzymanie, będziemy przyjaciółmi. Znalazła sobie nowego faceta. Poszliśmy kiedyś na spacer. Powiedziała, że nie czuje do niego tego co do mnie i chciałaby wrócić. Zerwała z nim i byliśmy znów razem. Ja już miałem tak sprany mózg, że było mi wszystko jedno, przecież i tak była dla mnie idealna. Po kolejnych atakach w końcu ze złości poszła przespać się z.. tym byłym którego rzuciła. Oczywiście znowu się rozstaliśmy. Tutaj znowu poszła o krok dalej, wzięła za dużo leków nasennych i w ciężkim stanie wylądowała w szpitalu. Nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Sam udałem się do psychologa bo zacząłem bać się o siebie. Nakierował mnie na dobry tor i powiedział coś bardzo cennego. Miałem pozbyć się wszystkiego co z nią związane i NIGDY ale to PRZENIGDY do niej nie wracać. Tak też zrobiłem. Dzwoniła do mnie jeszcze kilka razy lecz to olałem więc i ona odpuściła. Nigdy nie czułem takiego bólu emocjonalnego i psychicznego, byłem po prostu wrakiem człowieka. Chciałem żyć normalnie, jednak w każdej nowo poznanej kobiecie szukałem tamtej, zacząłem je odrzucać, to był po prostu koszmar. Ale zawziąłem się. Po 3 miesiącach w końcu zacząłem czuć, że wyjdę z tego, jest coraz lepiej, mogę funkcjonować o w miarę zdrowych zmysłach. I tak minęły 2 lata i 5 miesięcy odkąd się od niej uwolniłem.
2 tygodnie temu jednak stała się rzecz niespodziewana. Napisała do mnie. Zapytała czy możemy się spotkać na kawę. Zgodziłem się bo czułem, że jestem już zdrowy i twardy a to tylko rozmowa. Spotkanie przebiegało miło i spokojnie. Strasznie się zmieniła, chodzi do psychiatry, ma faceta. Miało być normalnie ale znaleźliśmy się w sytuacji gdzie stojąc obok siebie nastała TA niezręczna cisza. Tak, zostałem u niej na noc. Zdradziła swojego faceta. Z początku była tym załamana ale powiedziała, że nadal mnie kocha. Wróciłem z tego spotkania. O dziwo czułem się normalnie, zdrowo, zero emocji. Pomyślałem sobie "Ok, jest dobrze, stało się, zapomnij, to tylko jednorazowe spotkanie". Niestety piekło zaczęło się dnia następnego. Zacząłem za nią strasznie tęsknić. Zacząłem wariować, mówić sam do siebie, wydawało mi się, że jestem wariatem. Ona nadal tworzy dziwne akcje. Nie da się tego wyleczyć ale na pewno się zmieniła. Utrzymujemy w miarę stały kontakt chociaż często mnie spławia. Niedługo znów się mamy spotkać. Powiedziała mi, że to co się między nami teraz stało bardzo strzaskało jej psychikę ALE jest bardzo szczęśliwa że się spotkaliśmy bo całe spotkanie jak i noc była dla niej cudowna i tęskniła za mną. Nie widzieliśmy się już te dwa tygodnie i przyznam, że uspokoiłem się ale wiem, że po kolejnym spotkaniu znów dostanę świra, nie będę chciał wracać, zostawiać jej. Jest w niej COŚ UZALEŻNIAJĄCEGO, jest jak narkotyk, chciałbym ją mieć na zawsze. Mam wrażenie jakbym trochę stawał się do niej podobny, jakby zaraziła mnie sobą. Może właśnie dlatego, że staję się świrem sprawi, że będziemy mogli ze sobą w końcu wytrzymać?
Obserwuj wątek
    • quar33 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 09.05.17, 12:53
      Kolejny naiwny masochista. :( Przepraszam Marcinie, że w ten sposób, ale lekiem na Twoje sfiksowanie jest jedynie srogi opierdol i policzkowanie faktami po Twoim pysku - ku otrzeźwieniu. "Powiedziała mi" to, "powiedziała mi" tamto, a Ty jak pelikan wodę łykasz to wszystko (jak od razu zakochana nastolatka, której ktoś pierwszy raz powiedział, że "jest wyjątkowa"). To co Ci ona mówi NIE MA ŻADNEGO znaczenia (poza tym, że łechce Twoją próżność i wstrzykuję kolejną porcję uzależniającego narkotyku). Liczą się fakty, a nie jej słowa. Jeśli była (jest) z Tobą szczęśliwa, to naturalną konsekwencją takiego stanu jest to, że nie wyciera się wtedy dupska w pościel innego faceta. Albo jest się szczęśliwą i ten fakt automatycznie zamyka wszelkie alternatywy, albo sypia się z innymi facetami (i wtedy nie jest się szczęśliwą z tym, którego się zdradza) - TAK TO DZIAŁA I INACZEJ NIE BĘDZIE. A to, co ona Ci pierdoli do ucha nie ma żadnego znaczenia w świetle faktów, a nie samych słów. Nie, żeby nie było, nie sądzę, że osoby BPD kłamią. Nie, one nie kłamią. Serio. One mówią prawdę o tym, co czują i naprawdę w wierzą w to, co mówią. Ale jest jedna poprawka: to jest prawda i wiara w to co mówią W DANYM MOMENCIE!!! Za trzy godziny po tym jak kobieta BPD powie Ci, że jest szczęśliwa, że kocha, że było cudownie, że tęskni...może wyjść od Ciebie i pójść przespać z innym facetem (tak, osobom BPD to wcale nie przeszkadza, choć normalsom wydaje się niepojęte) i powiedzieć mu to samo, bo akurat W TEJ CHWILI własnie to czuje (i czuje to naprawdę, bez ściemy, sama w to wierzy i wcale nie skłamie mówiąc to po raz wtóry, po trzech godzinach, zupełnie innemu facetowi - dlatego jest to tak uzależniające, bo jest szczere, prawdziwe, bez cienia fałszu, ale CHWILOWE, ULOTNIE, NIETRWAŁE i... tak naprawdę nic nie warte, bo bezkonsekwentne :(). Dla kobiet BPD seks jest jak pójście z kimś na kawę. Dobrze Ci powiedziała - dla nich to niewiele znaczy w sensie relacji, związku, czy "parowania się' jako takiego. Wśród normalnych ludzi seks jest najwyższą formą bliskości, apogeum uczuć, oddania, czymś wyniosłym, szczególnym, paliwem i sensem stanu zakochania, następstwem miłości dusz, które to rozlewa się wtedy i na ciała. Normalna kobieta w stanie zakochania i fascynacji seksem swojego wybranka przestaje zauważać innych mężczyzn, bo inni jakby wtedy nie istnieli dookoła. Tak jest w świecie normalnym, wśród normalsów. W świecie BPD nic z tego stanu i tych zasad nie występuje. Dlatego normalsi aż tak nie mogą zrozumieć osób BPD. Spodziewają się w relacji z BPD wystąpienia konsekwencji znanych z normalnego świata (bo są w tej relacji i jakieś uczucia /szczere, bo BPD nie kłamią wcale, a mówią prawdę o tym co czują W TEJ KONKRETNEJ GODZINIE, TERAZ, TUTAJ, choć co będą czuły jutro, to kto to wie.../ i gorący seks i prawdziwe oddanie i poczucie jedności, zespolenia, zrozumienia, itp., a tu nagle ZONG!!! Zong, bo za godzinę, dzień, tydzień BPD CZUJĄ JUŻ COŚ INNEGO. Do tego BPD MUSI (taką ma wew. "potrzebę bezpieczeństwa - w razie ew, odrzucenia, czego boi się najbardziej") mieć dookoła siebie, niejako w tajemnicy, licznych orbiterów-facetów, hodowanych dookoła siebie w razie gdyby pojawiło się czarne widmo odrzucenia, kryzysu, dużej kłótni lub zagrożenia odporności na manipulację w dotychczasowym "związku". Przedtem Marcinku, za Twoimi plecami byli tacy orbiterzy, teraz sam jesteś orbiterem. :( BPD wchodzi ekspresowo w związek. Pierwsze miesiące to wzorzec miesiąca miodowego. Wszystko jest super, jak z bajki, jak z marzeń, idealne wręcz. Ale potem BPD sabotuje wszystko. Jak już masz zaszczepiony narkotyk stajesz się (nawet juz w oczach BPD) bezbronny, słaby, niemęski, żebraczy, taki skomlący pies do przynoszenia w pysku gazety i jeszcze merdasz po tym ogonem, że POZWOLONO CI to zrobić i tak służyć PANI. Konsekwencją: zero szacunku, a nawet pogarda i rola podnóżka służącego do zabawy. BPD z czasem sabotuje wszystko (nawet samą siebie). BPD nie kłamie, BPD wierzy w to co mówi o tym co czuje (ale za parę godzin lub dzień będzie czuć coś innego i to może do kogoś innego). BPD stale (taką ma potrzebę) musi być pożądana przez wielu krążących dookoła niej mężczyzn, których na przemian kusi i wodzi za nos oraz karmi się ich zainteresowaniem. BPD jest wampirem energetycznym (zmanipuluje i pochłonie Cię bez reszty). I najważniejsze - BPD JEST CAŁKOWICIE NIEKONSEKWENTNY(A) - nie zna w ogóle takiego pojęcia. BPD zachowuje się wyłącznie pod dyktando chwilowych emocji (nie uczuć, BPD nie ma uczuć gdyż uczucia są długotrwałe, konsekwentne, stonowane, odporne na modyfikacje i wszelkie próby, testy, itd. A emocje są krótkie, chwilowe, nasilone, nietrwałe, szybko zmienne. BPD myli uczucia /których nie ma/ z emocjami. Dlatego tak ekspresyjnie /i prawdziwie, wcale nie ma tu żadnego fałszu/ zalewa uzależniającym miodem na początku "związku" czy bliższej relacji.
      Także Marcinku, nie bądź idiotą, dzieckiem lub chłopcem - i SPIERDALAJ od niej jak najdalej, bo tam nic dobrego poza skołowaniem życiem na huśtawce, którą macha ta Królewna Cię nie czeka.
      Tam nie ma wielu rzeczy oprócz temperatury. Ale przede wszystkim nie ma rzeczy najważniejszej - KONSEKWENCJI! Dziś Ci powie, że Cię kocha, a za tydzień możesz usłyszeć, że Cię nienawidzi i Tobą gardzi.
      A, i jeszcze jedno: Ty jej nie zmienisz, dla Ciebie się nie wyleczy, "ta szczególna, wyjątkowa miłość" tego też nie zmieni, ona nie "dorośnie", z czasem się nie ułoży i nie uda Ci się "być jej tylko bliskim kumplo-przyjacielem, tzw. seksfrendem" bo nawet wtedy będzie Tobą manipulować i kręcić dookoła siebie jak dziewczynka skakanką...
      Po prostu spierdalaj stary, szkoda życia na nierokujące laski, choćby nie wiem jaki robiły Ci "wiatrak", nawet taki, że pośladami wciągasz prześcieradło...
        • quar33 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 11.05.17, 09:35
          Poświęć trochę czasu i poczytaj to forum. Posty od facetów, którzy tu pisali z takich samych powodów jak Ty i byli tak samo pogubieni w swojej sytuacji jak Ty. Na forum jest kilkadziesiąt takich wpisów. I ZAWSZE TEN SAM, IDENTYCZNY SCHEMAT (historie podobne kropka w kropkę). BPD - jak sami twierdzą - muszą "żyć intensywnie", wszystko musi być nacechowane mega intensywnymi emocjami (najlepiej dobrymi, ale jak nie ma dobrych, to nawet i złymi - bo to zawsze lepsze, niż nic). Jeżeli "nic się nie dzieje" (w ich mniemaniu, bo normalsi nazwą to "zwykłym, ułożonym życiem", to same prowokują jakieś "coś", żeby "poczuć, że żyją" (bo BPD nie mają w środku nic, dlatego często skarżą się, że >czują pustkę< - no i trzeba ją czymś "zapełnić"...) - skąd masz gwarantowane: romanse, zdrady, prowokowanie kłótni, awantury, szantaże (najczęściej tzw. "kontrolowanym samobójstwem"), intrygi, no i zawsze trwa jakaś wojenka lub chociaż bitewka z kimś, o coś. Ciągle się ma nowych znajomych, których na początku się nosi na rękach, a potem najpierw za plecami a potem w twarz wyzywa się od najgorszych. Zwróć uwagę, że BPD nie mają stałych przyjaciół. Wokół nich zawsze jest (musi być) grono-wianuszek dobrych znajomych, ALE PRZECHODNICH. Ta grupa wiecznie ewoluuje, bo BPD ich najpierw uwielbia i błyszczy wśród nich, ale później okazuje się, że: przespała się z mężem jednej koleżanki, drugiemu koledze zrobiła karczemną awanturę o nic, a trzecią osobę nawyzywała, bo ta śmiała ją skrytykować, a ktoś czwarty jest śmieciem, bo nie robi nic, żeby "było tok, jak Gwiazda akurat chce". Potem wszyscy odkrywają jej sztuczność, fałsz i potężną zawiść i odsuwają się od niej. BPD wie (z doświadczenia) że tak to się zazwyczaj kończy, dlatego stale i na bieżąco rozszerza grupę znajomych, "przyjaciół", kochanków, absztyfikantów i osób z zawodowego kręgu. Border to prawdziwy pasożyt potrzebujący żywiciela. Sam nie ma uczuć, wartości, moralności i niczego wartościowego w środku, więc podłącza się do kogoś, żeby ssać, brać i korzystać, żeby było łatwo, wygodnie i beztrosko. I trzeba przyznać, że to mistrz manipulacji (BPD to najczęściej - w dużym stopniu - efekt traumy z dzieciństwa, więc Border uczył się od najlepszych tego, jak sprawić żeby ktoś uzależnił się od oprawcy, bo np. sam to przechodził w relacji ze swoimi rodzicami, bliskimi lub tak samo zaburzonymi opiekunami). Ty chcesz to zmienić, naprawić? Nie ma szans. Poczytaj forum - nikomu się nie udało. To masochizm. Takie podejście przy wariatce zryje Ci tylko mózg doszczętnie i w konsekwencji już sam nie będziesz wiedział kim jesteś, o co Ci chodzi, po co to robisz i co jest dobre a co złe... Ona Ci zwyczajnie "wyłączy prąd". Jak przeczytasz tu, byli już tacy, co postanowili "ratować ten związek, tę miłość" i - jak to nazywają - poświęcić się dla niej, dla tego uczucia, "dla nich jako trudnej, burzliwej, acz niepowtarzalnej pary". Walczyli, namawiali do leczenia, ratowali po udawanych próbach samobójczych, układali się z BPD jak tylko to możliwe, nosili na rękach i wytrzymywali wszystko, potem "stawiali granice", wysyłali do szpitala, godzili się na wspólne terapie. Potem żenili się i zakładali rodziny licząc na to, że to w końcu wymusi zmianę, poprawę lub uporządkuje to całe szaleństwo. Nic z tego, to zawsze kończy się porażką. BPD sabotuje każde działanie, tak otoczenia, jak i swoje. Z czasem, po tych ślubach, dzieciach, całe to gówno wraca ze zdwojoną siłą. :(
          Marcinie, nie idź tą drogą.

          Mężczyźni w ogóle mają kłopot ze zrozumieniem emocjonalności kobiet. Nie są w stanie pojąć tego całego emocjonalnego podejścia i często w długotrwałych związkach tłumaczą swoim wybrankom:
          "Nie obchodzi mnie to, co w danej chwili czujesz. Interesuje mnie to do czego się zobowiązałaś".
          A potem rwą włosy z głowy i zastanawiają się: dlaczego powyższą zasadę trzeba tłumaczyć każdej kobiecie, kiedy każdy mężczyzna rozumie tę zasadę już od urodzenia?
          Różnica między normalną kobietą a kobietą BPD jest taka, że Kobieta BPD ma zaburzone rozumienie tej zasady 100 razy bardziej, niż kobieta-nieBPD. I wtedy te skrajne emocje (lub ich poszukiwanie) mogą wysadzić w powietrze całe życie idiotki, jej otoczenia, rodziny, partnera, dzieci, itp. Bo tu nic poza "tą emocją" się nie liczy. Jak to one mówią: "to było silniejsze ode mnie", choć to bzdura, bo nie ma na świecie niczego silniejszego od człowieka. Ale one są mistrzyniami w poszukiwaniu wszelkich wytłumaczeń.

          To tyle wpisu pod tytułem: ku przestrodze.
          Pomyślisz, to idiotyczne? Owszem, ale tak Marcinie właśnie jest. :(
    • roadtrip2 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 10.05.17, 11:37
      I dziewie się że nie wyciągnąłes wniosków po rozstaniu.

      Zrozum że gdyby było tak rewelacyjnie to wtedy byś się z nią nie rozstał. Ona napewno nie jest inna i tak samo teraz traktuje swojego obecnego jak wtedy ciebie.

      A jakbyś z nią był to i tak cię będzie walić po rogach.

      Znajdź sobie normalna fajna dziewczynę a wtedy zrozumiesz jaka jest między borderka a nią przepaść. Bo nie bedziesz sie zastanawiała co będzie jutro bądź za 5min. I zrozumiesz że można zaplanować z kobietą coś co ma być za rok bo z border zrozumiałem że tego nie nie da😀
      • sprobuj84 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 11.05.17, 16:31
        W miarę normalni ludzie to tacy którzy nie mają za sobą okaleczeń psychicznych. To tak samo jak wziąć zwierzaka ze schroniska czy dziecko z domu dziecka nigdy nie wiadomo jaka krzywda się działa wcześniej. Co innego osoba bez skrzywdzenia na psychice. Prostsze w obsłudze w skrócie. Aż żal mi jej dziewczyny jest. Jakieś piekło na ziemii co musiała przejść żeby jakoś w miarę funkcjonować na tym świecie. Piekło na ziemii istnieje i to tak blisko nas. Dramat.
        • quar33 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 11.05.17, 18:32
          O, jest następna pogubiona w rozumieniu świata. Jasne, skoncentrujmy się na tym - co musi czuć kat krzywdząc ofiarę. Jakież to muszą być złe emocje! Jak ten kat CIERPI!!! Jak on może i musi żyć dalej po tym s-_-yństwie które zrobił? Emocje kata, to dopiero dramat! Jak on sobie radzi? Jakież ciężkie ma życie!!!
          W dooopie mam kata!!! Mnie interesują krzywdy OFIARY. Ofiary borderów! Nie będę się koncentrował na "emocjach" i "ciężkim życiu" borderów. Leję na to!
          Nie umiesz się zmienić i czegokolwiek zrozumieć z zasad otaczających świat, to WY-_-r-_LAJ!!!
          Takie są NORMALNE zasady!
          Bronienie kata bardziej, niż ofiary, to dla mnie 200% idiotyzmu!
        • roadtrip2 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 11.05.17, 19:31
          Dzieciństwo, dzieciństwem. Wtedy możne nie miała na to wpływu a teraz już jest dorosła i już odpowiada za siebie. Wie jak się zachowuje i co robi innym . Bo są oni tego świadomi , więc mogła by się zapisać na terapię w której by szczerze uczęszczają by to.zmienić ale im z tym jest dobrze tak jak jest . Bo to dla nich wygodne z racji ich lenistwa.
          Dlatego mi jej nie jest żal bo jest kowalem swojego losu i ma to co chce mieć.
          • sprobuj84 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 12.05.17, 17:14
            Nie wiem czy wiesz ale taka terapia to trwa latami. I problemem nie jest sam pacjent chociaż te przypadki są bardzo trudne ale sam psychotetapeuta moze zrobić więcej zlego niż dobrego. Bo sami nie radzą sobie z takimi przypadkami i często nie chcą bo nie potrafią pracować z takimi osobami merytorycznie nie dają rady i odsyłają do innego a dla tych osób to jest kolejne odrzucenie. A to co ktoś pisze na forum wśród znajomych to przegiecie i to świadczy o inteligencji tej osoby tylko szkoda że nikt z przyjaciół nie stanął po stronie tej dziewczyny fajni przyjaciele. Towarzystwo wzajemnej adoracji.
      • marcin088 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 11.05.17, 23:27
        Pewnie masz rację. W sumie mi trochę żal jak teraz pomyślę o jej obecnym. Bo na pewno mu o tym powiedziała, tak jak zawsze mnie się przyznawała. Tak jak powiedział quar33, ona nie kłamie nigdy, przyzna się do wszystkiego. Aczkolwiek miałem przyjemność poznać jej faceta, który był przede mną i powiem szczerze, że jego metodą była czysta nienawiść. Ale nie była ona wymuszona. Pamiętam autentyczną sytuację kiedy jeszcze byliśmy w fazie tworzenia związku. Oni teoretycznie mimo wszystko się kumplowali. I siedzieliśmy w całkiem sporej konferencji na Skype, jej znajomi, jego znajomi. I powiedział jej przy ludziach, że jedyne co w niej dobrze wspomina to fakt, że się dobrze ru*** a tak poza tym to jest przejebanie nudna. Co prawda dziwnie ta sytuacja się wymknęła spod kontroli bo wystrzelił jak Filip z Konopii. Często było tak, że albo on ją zaczepił albo ona jego, tylko po to żeby po sobie poszmacić. Nawet w takich sytuacjach ją broniłem a gnoiłem jego, mimo, że przedstawił nam wszystkim faktyczny jej obraz. No ale wiadomo.. wierzyć komuś na słowo ciężko dopóki nie przekonam się o tym sam ;)
        • roadtrip2 Re: Uzależnienie od kobiety borderline. 12.05.17, 12:15
          Ja tak samo jak ty , muszę sie samemu przekonać na własnej skórze by wiedzieć co dobre a co złe.

          Ja się wycofała jak mnie szczerze ściągnela na samo dno. Nie wiedzialem co się wokół dzieje byłem w tak ciemnej dupie. Nikt i nic do mnie nie trafialo.
          Dla mnie liczyło się tylko to co teraz i nic wiecej.
          Po kolejnej jej zdradzie w sekundę się odwróciłem i odszedlem. Zostawiając wszystko co z nia i u niej miałem. Spakowalem resztę jej rzeczy i to co od niej kiedykolwiek dostałem w karton i zostawiłem pod drzwiami.
          Po czasie nabrałem trochę dystansu i przajrzałem na oczy w czym ja tyle lat byłem.
          Był to mega jadowity związek robiła wszystko bym przy niej czuł się pewnie. Liczyło się tylko to co związane z nią było. No tylko ona mogła mieć radości i problemy. I teraz widze ze bylem na to mega podatny bo nie widziałem swoich potrzeb a żyłem tylko tym by jej pomagać w tym jej ciężkim życiu. Pchalem ja do przodu pod każdym względem samemu rezygnując z awansow w firmach i swoich potrzeb.
          Była to najbardziej nie zadowolona i roszczrniowa osoba jaka znam i niestety moje życie zaczęło wyglądać powoli jak i jej. Awantury z bliskimi w formie wyrzucia się itp.

          Teraz to dopiero widzię i o co mam tylko pretensje to do siebie ze sobie na to wszystko pozwoliłem.

          Przez 2 mc w miarę się ogarnąłem zacząłem się znowu spotykać z ludźmi zgubiłem prawie 30kg w 3 mc bo wziąłem się za siebie pod każdym względem. Korzystam i staram się w pozytywny sposób bawić życiem. I
          Powiedziałem sobie ze przez sekundę już niechce by tak moje życie wyglądało jak przedtem i tego się trzymam.

          Życzę jej wszystkiego co najlepsze ale już napewno nie przy moim boku bo każdy zasługuje chodź na namiastkę szczęścia. Jednego się nauczyłem że jestem naprawdę wiele poświęcić dla drugiej osoby.

          Dlatego trzymaj się z dala od ludzi których nam bylo dane spotkać i odbieraj to jako mega naukę bo co by nie mówić zmieniło to w nas sposób wartościowania innych.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka