Dodaj do ulubionych

borderka a parter w związku małżeńskim

15.02.20, 08:16
Jestem jeszcze żoną palanta, który jest obecnie z borderka. Zaczęło się tak szybko i nagle, że nie jestem w stanie zrozumieć mechanizmu. Ja miałam zwykły ale raczej szczęśliwy związek. Długi i stabilny. Mamy z tego związku troje ładnych i fajnych dzieci. Ja jestem szczupłą, atrakcyjną i ambitną osobą. Mąż miał może trochę gorszy czas, szczególnie samoocena mu zleciała z powodów zawodowych. Jakiś czas temu zaczął się dziwnie zachowywać, był nagle jakiś obcy, wycofany. Wciąż też nie rozstawał się z telefonem. Ktoś do niego pisał i wydzwaniał non stop. Z 1 strony niepokoiło mnie to, z 2 nie chciałam kontrolować dorosłego człowieka. W końcu jednak te jego rozmowy były już groteskowe, chyba po 20 razy dziennie. Poza tym był wobec mnie już nie tylko obojętny ale wrogi. Nic z tego nie rozumiałam.
W końcu przycisnelam, nie umiałam już tak żyć. Przyznał się, okazało się że to kobieta. Bardzo bolało. Myślałam że to po prostu romans, on zbliża się do 40, takie rzeczy się zdarzają. Choć poprosiłam, by się wyprowadził, byłam w stanie się dogadać. Czekałam. C.D.N.
Obserwuj wątek
    • whitney85 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 08:33
      No i się nie doczekałam niczego. Żadnych wyjaśnień. Żadnej skruchy. Na każde pytanie o nas, przyszłość, dzieci, odpowiadał nie wiem.
      Wciąż jeszcze nie wiedziałam co robić. Raz przyszedł, przeprosił, przyniósł kwiaty. Mówił że z nią skończył. Poprosiłam żeby pokazał telefon. Wk...l się, zaczął krzyczeć, powiedziałam że ma wyjść.
      Kolejne miesiące oszukiwał mnie na każdym kroku. Deklarował wziąz, że jest sam. Zajmował się dziećmi. Było poprawnie ale wciąż był jakby obcy, wybudował ten mur między nami, nie chciał rozmawiać, zachowywał się inaczej, jak nie on. Do tego fundował mi jakąś huśtawkę emocjonalną, raz był miły, pomocny, za chwilę miał wszystko w d.
      Potem wyszło, ze cały czas z nią był tylko że z przerwami. Ona się nim bawiła, on leciał jak piesek gdy tylko kiwnęła palcem.
      Dodatkowo on w tym czasie schudł ze 20 kg, ma podkrążone oczy, czasem wygląda jak jakiś ćpun. Mówi się coś do niego, on nie rozumie.
      Jest na prawdę już teraz zupełnie innym człowiekiem.
      Ale najgorsze przyszło potem. Od jej męża dowiedziałam się co to za osoba. Że od lat się leczy i nic to nie daje. Zaniedbuje własne dzieci. Jego zdradzala kilkanaście razy i sprawia jej satysfakcję, gdy niszczy małżeństwa.
      Co gorsze, dowiedziałam się wielu złych rzeczy o sobie. Ona musiała znać pewne fakty od mojego męża, czyli po prostu obrzydliwie mnie odgadywali, wyciągali jakieś rzeczy sprzed lat, przeznaczali i puszczali dalej. Zrozumiałam że dla byłego musiałam stać się wrogiem nr 1 mimo, że nic mu nie zrobiłam, puściłam wolno bez dramatów i awantur mimo, że świat rozwalił mi się w drobny mak.
      On nadal z nią jest. Zachowuje się jak gnuj, zaniedbuje dzieci. Ma jakieś poprzestawiane wartości, np najmniejsza oddaje jako pierwsza do żłobka i odbiera jako ostatnia by w międzyczasie jeszcze poruchac swoją borderke. Jest zresztą sporo takich rzeczy, w które mieszał dzieci. I o ile pogodziłam się, że ja i on to już historia, dwa różne światy które już się nigdy nie dopasują o tyle manipulacja moimi dziećmi nie wchodzi w grę. A jełop na siłę chce ja w ich życie wprowadzić.
      Co mogę zrobić? Może zamiast się dystansować powinnam jednak w jakiś sposób uprzykrzyć im życie?
      Aha, panna ponoć maw manie na mój temat, kiedyś mi to przyznał w chwili słabości. Spotkać się z nią, postraszyć czy odpuścić? Ona sama podobno chciała się ze mną spotkać. Wtedy odmówiłam, nie widziałam powodu by się z s.a widzieć.
      • astroblaster Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 11:01
        W żadnym wypadku się nie spotykać.
        Szybki rozwód. I szybki dystans. Długi dystans.
        Zero emocji. Nie dać się wyprowadzić z równowagi.

        Zadbać o dobre alimenty.

        Nic więcej nie będziesz w stanie zrobić.
        Tylko tyle (i aż tyle) możesz.

        Brzmisz na poukładaną, rzeczową i odporną psychicznie. Ogranicz wszelkie kontakty z nimi. Do zera najlepiej.

        Nie walcz bo Cie zniszczą (ona).

        On i tak będzie porzucony albo zniszczony do zera. Nic nie tracisz.

        Wiem, że ciężko samej z trójką Dzieci Dzieci bardzo szkoda, ale takie rzeczy się zdarzają.

        Dla Dzieci bądź Sobą i rób swoje. Łatwo nie będzie, ale jest jak jest.

        Nic nie rób! Bezwzględnie nic. I NIGDY żadnych spotkań z nią. Największy błąd.

        Jeżeli możesz to wejdź w dobrą terapię i zaopatrz się w dobrego adwokata. Terapia Cię wzmocni. Powodzenia.
        • b9b9b9 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 17:23
          Hmm..., nie znam Cię, a i każda historia ma co najmniej dwie wersje. Tak więc, to wszystko, co piszę poniżej jest nieuprawnione (potraktuj to wyłącznie jako tezy), ale istnieje coś takiego, jak psychologia narracji. A wg niej, w całej Twojej opowieści jest kilka kluczowych punktów dotyczących Ciebie:
          - Mamy z tego związku troje ładnych i fajnych dzieci.
          Dlaczego musiałaś aż tak podkreślić, że "są ładne"?
          - Ja jestem szczupłą, atrakcyjną i ambitną osobą.
          Dlaczego musiałaś aż tak podkreślić tę "szczupłość" i "atrakcyjność"?
          - Z 1 strony niepokoiło mnie to, z 2 nie chciałam kontrolować dorosłego człowieka.
          To jak Cię niepokoiło, to było wtedy żal dupę ruszyć i się tym zająć? Aaa, może to było "poniżej godności" tak "zaj@bistej" kobiety...
          - W końcu przycisnęłam... Jak już było 20 razy dziennie...?
          Wtedy już nie było poniżej godności...
          - Bardzo bolało. Myślałam że to po prostu romans, on zbliża się do 40, takie rzeczy się zdarzają...
          Nie tłumacz niczego "czynnikami zewnętrznymi".
          - Choć poprosiłam, by się wyprowadził, byłam w stanie się dogadać. Czekałam.
          Na co? Żeby jełop wrócił i całował Cię po stopach, przepraszając, płaszczą się i finalnie mogłabyś ciotę okręcić sobie (jeszcze) bardziej wokół palca, niż dotychczas? Naprawdę chcesz być z takim niemotą, czy po prostu nie wyobrażasz sobie żyć z kimś, kto ma jaja i nie daje sobą sterować i dysponować, no ale wtedy nie jest po Twojemu i to "nie Ty tu rządzisz"?
          - No i się nie doczekałam niczego. Żadnych wyjaśnień. Żadnej skruchy.
          - on nadal z nią. Zachowuje się jak gnÓj. Zaniedbuje dzieci.
          Chcesz żyć z facetem, czy opiekunką do trójki dzieci? (te teksty o odwożeniu przez niego NAJPIERW NAJMŁODSZEGO, a dopiero potem..., odbieraniu późno... ... są... żenujące).
          - Może zamiast się dystansować powinnam jednak w jakiś sposób uprzykrzyć im życie?
          Po co? Żeby wyszło finalnie "na Twoje"???
          - Spotkać się z nią, postraszyć czy odpuścić?
          Po co chciałabyś się spotkać? Ty już wszystko wiesz. Miałaś faceta ciotę, który daje się omotać jak miękka pała, tylko póki to omotanie było wokół Ciebie, to przecież było wg Ciebie OK, prawda?

          Konkluzją jest być może to, że wzięłaś sobie za męża miękką pierdołę, a nie faceta, a to dlatego, że z kimś innym nie mogłabyś żyć, bo "musi być na Twoim" i "w tym domu/związku rządzę JA". Żaden facet z jajami by się na to nie zgodził. Tak więc, załagodziła się jedynie jakaś miękka pała (przecież takiego szukałaś), ale znalazła się też jakaś równie "sprytna Zuzia" i teraz omotała go ona. A czy Zuzia ma borderline? A jakie to, q-r-a, ma teraz znaczenie???
          Istnieje ryzyko, że póki jełop "był Twoim pieskiem" - wszystko było OK, a jak został "pieskiem innej sprytnej dominującej-Zuzi", to już dla Ciebie jest to dramat, nie do przyjęcia i wieeelka niesprawiedliwość świata. :(
          Coś wedle zasady: samiec twój wróg!!! Tyle, że to nie był samiec. :( To się okazała ciota. Ale dlaczego chciałaś być żoną akurat cioty, a nie mężczyzny...? Może właśnie, "bo: musi być na Twoim", "Ty tu rządzisz", no i - "ten usłużny, aportujący i eunuchowaty pieseczek miał być przecież, Q-R-A, MÓJ!!!

          Tyle z "narracji".
          A co do tego, co masz zrobić?
          Nie sądziłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie, ale całkowicie zgadzam się z narcyzem astro. Tak właśnie zrób. A potem poszukaj sobie w życiu mężczyzny, a nie jakichś miękkich gaci. Tyle, że - być może - będziesz musiała się zgodzić na to, iż Twoim pieseczkiem, opiekunem dla dzieci i chłoptasiem-usłużniasiem to on nie będzie (bo przy pierwszej takiej próbie - pier--l-ie pięścią w stół). Ale zysk z tego taki, ze taką sprytną-Zuzie to on - co najwyżej - wyrucha parę razy na boku i kopnie w dupę albo nie będzie chciał na nią w ogóle patrzeć, bo cały jej "spryt" rozszyfruje w jedna minutę.
          Powodzenia!
          • whitney85 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 18:32
            Wow w sumie to dużo prawdy jest w tym, co piszesz.
            Irytował mnie w związku głównie dlatego, że nie zachowywał się jak facet.
            O tym jak wyglądam pisałam po to, by uniknąć mądrości w stylu zaniedbalas się na pewno a borderki taaakie piękne.
            Że napisałam że ładne i fajne dzieci, cóż, każda mama tak pisze o swoich.
            No i na koniec, ja absolutnie już nic od niego nie chcę ale na siłę miesza ją z dziećmi, to wkurza. I trudno się pogodzić, że dla rodzica dzieci nie są na pierwszym miejscu. Ale może ojcowie myślą inaczej.
            • b9b9b9 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 20:06
              - Irytował mnie w związku głównie dlatego, że nie zachowywał się jak facet.
              Nie odbieraj tego tak, że chcę Ci dopiec i Ciebie za cokolwiek winię (bo nie - wbrew idiotycznym teoriom, zdrada to zawsze i wyłącznie wina strony zdradzającej, a nie jak pieprzą kretyni i feministki - "zawsze wina dwóch stron, bo gdyby on... ... ..., to ona by nie zdradzała/lub bo gdyby ona..., to on by nie szukał..., itp. bzdury"), ale może tak jest, że takiego wybrałaś, bo to Ty chcesz nosić spodnie w małżeństwie (a żaden FACET sobie na to nie pozwoli) i ze wszystkich dostępnych pierdołowatych, którymi da się sterować jak pilotem TV, wybrałaś akurat jego. A dostępni FACECI nie byli targetem, bo było wg: albo Ty "sobie nie pozwolisz, żeby nie >>być niezależną<<", albo też oni oceniali, że pod Twój "babski pantofel" to nie mają zamiaru wskakiwać. Prawda jest taka, że to całe osławione i równościowe "partnerstwo", to jest w życiu a nie teorii jednak jedna wielka lipa.
              Pisząc "ambitna|" o sobie i o "zakręcie zawodowym" (jego) masz na myśli pewnie to, że posiadasz wyższy status zawodowy od niego, wyższą pozycję społeczną i prawdopodobnie wyższe zarobki (pokłosiem tego może być to, że tak często wspominasz o tym, że to on "zaniedbuje dzieci", "odwozi/odbiera dzieci.", nie okazuje (należnej) "skruchy", itp.).
              - Że napisałam że ładne i fajne dzieci, cóż, każda mama tak pisze o swoich.
              Ależ to nie był żaden zarzut. Chodzi zupełnie o coś innego. I nie - to nieprawda, że każda mam tak pisze. Ludzie mówią: mam dwoje fajnych dzieci albo mam dwójkę dorosłych dzieci, mam dwie córki i syna, mam parkę malutkich dzieci, mam trójkę wspaniałych dzieci, itp. Jeśli mówią/dodają ładnych (albo: zdyscyplinowanych, wybitnie uzdolnionych, wyjątkowo mądrych,...). to oznacza tylko to, że jest to cecha wyjątkowo ważna dla samego rodzica. A jakie cechy są ważne dla ludzi? Takie, które sami posiadają. Kulturyści cenią najbardziej i najczęściej tych dobrze zbudowanych, naukowcy cenią tych inteligentnych, bogaci biznesmeni cenią przedsiębiorczych i majętnych, itp.
              Jeśli wkradło Ci się "mamy trójkę ładnych dzieci", to prawdopodobnie sama uważasz się za ładną (i jak sama dodałaś - szczupłą i atrakcyjną") kobietę, jest to dla Cibie ważna cecha, no i innych też trochę przez pryzmat tej cechy - urody - oceniasz.
              Dlaczego to ważne? Bo spotęgowało Twoje oburzenie - takich jak ja się nie zdradza ani nie zostawia!!! (takich w sensie swojej siły, dominacji, pozycji, no i urody i atrakcyjności)!!!
              - Ale może ojcowie myślą inaczej.
              Nie, ojcowie nie myślą inaczej.

              Jeśli się nie mylisz co do borderline "sprytnej-Zuzi", to ten "związek" nie przetrwa roku i się rozpie...li z wielkim hukiem albo Zuzia będzie waliła po rogach Twojego męża tak jak waliła swojego.
              A wtedy Twój pieseczek będzie chciał wrócić do Ciebie (ups! przepraszam, on to nazwie: do dzieci).
              Co wtedy zrobisz? Bo czy chcesz mieć faceta, czy usłużnego pantoflarza - własność dominującej i niezależnej Pani - to już Twój dylemat... ;)
                • b9b9b9 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 15.02.20, 22:27
                  - Dowartościował się facet. Widać bardzo tego potrzebował, bo jak wynika z opisu, aż się tym zachłystuje. Romans z borderką może stworzyć taką iluzję.

                  Oczywiście. Szczególnie w okresie idealizacji, kiedy to borderka nawet niczego nie musi grać i udawać, bo sama wierzy, że teraz, (akurat) właśnie ten popychacz to jest w końcu i nareszcie "ten jedyny". I tak trwa to "bycie Bogiem borderki" kilka miesięcy, aż do nagłego przeskoku z dnia na dzień w kierunku dewaluacji.
                  A jak popychacz-chwilowy Bóg jest o charakterze pantoflarza, to utonie w tym całkowicie nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że piłuje z szaleństwem w oczach wcale nie borderkę co noc, a wyłącznie gałąź na której siedzi on, jak i bliskie mu osoby...
                  Być może, za parę miesięcy, pojawi się tu, na tym forum, kolejny wpis z tytułem "czy ona miała BPD? o treści "dlaczego ona mnie najpierw zdradza, potem wyzywa, a na końcu, gdy odchodzę już od niej - straszy i szantażuje samobójstwem...? Aaaa. a było tak pięknie! Raaatunku!" a rzesza miejscowych borderek odpisze mu wtedy: daj jej spokój!, nie oceniaj! idź na terapię ty!, to ty jesteś chory!, "żaden normalny facet nie pozwoliłby sobie...", "zdrada to zawsze wina dwóch stron"... ... ..., itd., itp.
                  A potem napisze brzask, żeby były popychacz-chwilowy Bóg obejrzał sobie te i owe filmy na You Tube o psychologii, na co yadaxad odpowie czymś bardziej sensownym, a natychmiast potem narcyz astro odpisze yadaxad, jak to wielokrotnie już pisał, "że ją bardzo ceni lubi" uprawiając bez końca swój beznadziejny bajer.

                  Qv-va, jakie to nudne... ;)))))
                    • b9b9b9 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 16.02.20, 14:39
                      - Z tego co wiem to akurat było kilka "prób samobójczych" za jego kadencji, widać że akurat to mu nie przeszkadza.

                      Pewnie myśli, że "on ją uratuje", gdyż (jak już wielu byłych takich pań z bpd tu pisało) taka miłość powinna przezwyciężyć wszystko. On jedyny ją prawdziwie rozumie (bo tak mu przecież powiedziała), a wszyscy inni-poprzedni byli źli, wykorzystywali ją, zależało im tylko na jednym, byli głupi, prości, niemęscy oraz mieli problemy sami ze sobą. ;)))
                      Za kilka miesięcy pojawi się nowy wybraniec - ponieważ ten łańcuszek się u pań-bpd nigdy nie kończy (eee..., to znaczy kończy się, wyłącznie wtedy gdy już w pewnym wieku d@pą szczuć się nie da, bo nadaje się ona już tylko do klapnięcia na fotelu w towarzystwie dwóch kotów, aby wygodnie siedząc móc je głaskać i być zgorzkniałą, nieszczęśliwą i winiącą wszystkich za swoją niedolę starą zołzą).
                      Swoją drogą, jak chcesz zrobić coś dla świata, to poleć mu to forum, niech poświęci jeden samotny weekend i przeczyta je od A do Z (Zuzia to forum zapewne zna, więc go do czytania nie dopuści, dlatego tak ważne jest to, aby to był jego "samotny weekend").
                        • b9b9b9 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 16.02.20, 20:49
                          - Honor więc mi już nie pozwoli na to, by mu próbować dalej otwierać oczy.
                          I tu chylę czoło! Tak trzymać!!! Brawo!!! Nic dodać! Jak się sami w życiu nie będziemy szanować, to i nikt na zewnątrz nie będzie nas szanować!!!

                          Jest tylko jedno, malutkie, ale jakże istotne "ale", otóż jeśli Ty go nigdy nie walnęłaś (albo nie waliłaś) w rogi, to Twoja postawa jest jedynie słuszna i trzymaj się jej do samego końca (choćby chciał później Ci cały świat rzucić do stóp!)!!!
                          Ale..., jeśli sama poszłaś wcześniej "na boki", to skąd założenie, że "Tobie było wolno, bo przecież on powinien Boga po stopach całować, że w ogóle MOŻE BYĆ z tak z@j@bistą kobietą jak Ty, ale jemu już nie było wolno, bo przecież on miał być wyłącznie wdzięcznym pieseczkiem z@j@bistej - jedynie swoim płytkim zdaniem - pani?
                          Wtedy - wybacz! - dostałaś to, na co zasługujesz..., a cała historia jest po prostu Twoją lekcją pokory. Wcale nie najgorszą. A że bolesną? Owszem, ale to miało i musiało boleć (jeżeli ktoś potrafi być tak głupim), bo wtedy, po prostu - p@jeb@ło Ci się w głowie nt. "własnej z@j@bistości...
                          Oczywiście nie odpowiadaj na cokolwiek tu na forum, to wyłącznie do Twoich rozważań.
                          Jeśli więc nie masz nic wcześniejszego za uszami - wypi@rd@l pasożyta ze swojego życia! Natychmiast! Bo nie zasługuje na Ciebie. A jeśli masz na koncie wcześniejsze "przygody", to skąd założenie, że - Tobie było wolno, miałaś "podstawy" i "prawo", ale... "on już nie"...
                          To wg mnie wyczerpuje temat.
                          Co by nie było :) - powodzenia! Dasz radę!!!
      • flowerski77 Re: borderka a parter w związku małżeńskim 16.02.20, 08:16
        dowiedziała się, jestem uzależniony od seksu i chorej miłości, chodzę na terapię, walczymy o rodzinę. nie jest łatwo. Moja borderka chciała tylko rozwalić mi rodzinę dopóki byłem w związku małżeńskim byłem dla niej atrakcyjny bo niedostępny. Jak tylko spędzałam z nią więcej czasu zaczynała pokazywać prawdziwa twarz i spierdalalem od niej. Cyrk trwał 6 lat, do teraz wychodzę z tej chorej relacji

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka