Dodaj do ulubionych

Czy BPD kochają naprawdę?

15.01.09, 19:39
Zerwałam, żeby ratować siebie.
Jeżeli jeszcze jest co ratować... bilans mojego związku z osobą z
BPD? Rozpad emocjonalny, ogromne koszty dot. zdrowia fizycznego,
obniżenie własnej wartości, poczucie winy... A jeszcze rok temu
byłam wesołą, otwartą, pewną siebie kobietą. Oczywiście nikt mnie
nie zmuszał, oczywiście można zarzucić mi masochizm, potrzebę
silnych wrażeń, dla tego związku zerwałam swoją poprzednią
wieloletnią znajomość i poleciałam jak ta ćma. Ciąg dalszy mniej
więcej pokrywa się z opisywanymi przez Was przeżyciami. Osoba, z
którą byłam związana, fundowała mi na przemian raj i piekło,
stopniowo przestawałam być partnerem, a stawałam się zmanipulowaną
ofarą. Tylko prosiłam i przepraszałam, a ona trafiała w moje
najczulsze punkty z ogromną sadystyczną siłą rażenia. Cios od osoby,
która mówi, że kocha, nie tylko mówi, ale której miłość czułam całą
sobą, która potrafiła dać z siebie bardzo wiele, a niedługo później
z nienawiścią znęcać się nad każdą moją słabością, taki cios zabija.
Musiało dojść prawie do tragedii, żebym się opamiętała.
Z mojej strony było prawdziwe uczucie, głębokie zaangażowanie,
ciepło, bliskość.. co dostałam w zamian? Kij i marchewkę,ciągłą
szarpaninę, ciosy, niekończące się wątpliwości, pretensje wynikające
z paranoidalnego myślenia, potworną agresję, niszczenie. Nie
poddawałam się, bo zawsze udawało mi się coś postawić na tej drugiej
szali, bo bardzo kochałam. Ciekawe tylko, gdzie ja w tym wszystkim
byłam? Coraz bardziej traciłam siebie, doszło do tego, że zaczęłam
czuć się jak wciągnięta przez jakąś sektę. Nie mogłam się wyzwolić.
Zaczęłam się bać reakcji drugiej strony, które potrafiły być
kompletnie nieprzewidywalne, jej pragnienia, marzenia, uczucia,
myślenie itp. zmieniały się skrajnie z ciągu kilku minut. Jakby z
mózgu przeskakiwał jakiś pstryczek i "wchodziła" druga osobowość. A
wszystko to rozkwitało hojnie podlewane alkoholem.
Zerwałam, bo jeszcze trochę i sama skończyłabym w psychiatryku. Ile
serca można dawać i ciągle słyszeć, że się jest oszustem
emocjonalnym, kłamcą, zdrajcą?

Czy osoby z BPD potrafią w ogóle kochać? Moim zdaniem one nie
kochają nikogo, a najmniej siebie. To jest niestety pułapka, w którą
wpadłam, chciałam pomóc, a tylko leciałam w dół.

CZy osoby z BPD potrafią kochać? Przecież nie czują niczego "stale",
są tylko chwile. A może nie czują tak naprawdę nic poza chorymi
emocjami? Patologiczne silne emocje niewiele mają wspólnego z
głębokim uczuciem do kogokolwiek.

Czuję się teraz zupełnie bez pancerza ochronnego, totalnie słaba. Aż
przykro patrzeć, co pozwoliłam ze sobą zrobić w tym związku, jak
pozwoliłam siebie niszczyć i jeszcze za to przepraszałam.

Chętnie nawiążę kontakt z osobami, które mają za sobą podobne
doświadcznia, ponieważ boję się, że teraz odlecę w totalną
samotność.

Nejgorsze jest to, że nadal kocham tę osobę. Chyba wyjadę z kraju,
by od niej uciec raz na zawsze. Dlaczego nie umiem od niej uciec w
sercu?
Obserwuj wątek
    • mkmarzena Re: Czy BPD kochają naprawdę? 15.01.09, 22:31
      W Twojej wypowiedzi jest dokładnie to samo co przeżywam w tej chwili
      ja. Od początku do końca . Wiesz, nie wiem Ludzie z tym zaburzeniem
      kochają naprawde ale myśle że w jakimkolwiek związku dwojga ludzi
      najpierw jest miłość a potem powoli na nią składają sie jeszcze inne
      czynniki, stabilizacja i oparcie w partnerze, przezwyczajenie ,
      wspólne plany i ich realizacje i wiele innych mniej lub bardziej
      ważnych elementów życia dzięki którym związek trwa.
      Niestety im dłużej trwasz w związku z osobą z zaburzeniem
      emocjonalnym tym mniej jesteś sobą. Ja przestałam sypiać, każdy mój
      dzień zaczynał się od myśli o nim i kończył się na nim. Tez
      przepraszałam , też dawałam się poniżać, i trwałam, walczyłam z nim
      a właściwie z tym którego nienawidziłam wiedząc że gdzies skryty
      głęboko w jego sercu siedzi ten wrażliwy, ujmujący facet i zyłam
      nadzieją.. że moze właśnie dziś..może od teraz. Też najpierw
      myślałam że żeby od niego odejść muszę opuścić kraj, pozbyć się
      wszelkich marzeń które zaczęliśmy razem realizować ale w pewnym
      momencie doszłam do wniosku że nie. Że z nim czy bez niego ja
      marzenia zrealizuję do końca, już nie czekam na gest z jego strony,
      widujemy się codziennie w pracy i zauważyłam że jak zauważa że
      jestem smutna to staje się bardzo wesoły, itp reakcje. Wiesz..
      ogromnie to wszystko boli, rani, upokarza .. ale pamiętaj co Cie nie
      zabije to cię wzmocni.. im dłużej to trwa tym mniej boli.. robię
      postępy , małe, samotne kroczki by emocjonalnie odejść od kogoś kto
      nie zasługuje na to co mu ofiaruję. I już nie tłumaczę sama sobie że
      on jest chory i dlatego..... albo że za dwa dni wszystko się
      zmieni... bo to nie prawda. Prawda jest taka że jeśli komuś naprawde
      na czymś lub na kimś zależy to czy on ma zdrowe czy chore emocje..
      serce ma na tyle gorące że ono nie pozwoli mu na to by tak
      krzywdzić. Ja stanęłam twardo nogami na ziemi, przestałam użalać się
      nad sobą, nie boję się samotności wręcz zaczynam się nią cieszyć..
      jeśli polubisz te chwile ciszy w domu, te samotne wekendy i docenisz
      ich wartość jako relax dla Twoich skołatanych nerwów,zobaczysz
      wszystko troszkę inaczej. Siebie o wiele wartościowszą niż do tej
      pory. Myślisz że na świecie nie ma facetów ktorzy pragną pokochać
      kobietę która chce dać im ciepło, czułość, miłość i ... aż nas
      śmierć nie rozłączy ? Uwierz są.. jednak napewno żaden nie dostrzeże
      w Tobie kobiety jeśli będiesz się trzęsła i uciekała. Przechodzę to
      samo co TY jednak zaczynam nabierać dystansu do tego co czuję do
      mojego byłego partnera i pomalutku... uwalniam się z tej pajęczyny
      na której siedzi caly czas pająk. Niestety jestem za słaba by pomóc
      komuś kto się świetnie czuje ze swoją dolegliwością.
      Zyczę dużo sił i polecam kupić spory zapas chusteczek.. jeszcze
      trochę minie zanim łzy obeschną.

      • kasienka345 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 20.10.14, 18:50
        Dwa miesiace zdiagnozowano u mnie borderline. Nawet nikt sobie nie wyobraza jaka jest to ciezkie zaburzenie. Jaka masa emocji we mnie walczy. . Z borderline sie nie rodzi, borderline sie nabywa w wyniki przeżytej traumy, braku relacji z najblizszymi w mlodych latach oraz wielu innych skutkow, tkre sa badanie do dzisiaj przez naukowcow. Zycie z borderlinie, w dodatku na przemian przepleciona z anoreksjami jak to bylo w moim przypadku. Urywane kontakty, prac to nie pamietam nawet ile utracilam. Jednak trafilam na dobrego psychoterapeute, ktory mam nadzieje mi pomoze. Notabene odszedl ode mnie chlopak, ktory mi powiedzial, ze zycie byloby ze mna udreka. Jestem w postrzasku, stracilam kolejna prace. Mam wysokie kwalifikacje studia w Anglii i w Polsce, a prostej pracy w administracji ne moge utrzymac max niz 3 miesiace od jakiegos czasu. Mam 36 lat, i zastnawiam sie kiedy ten koszmar sie wreszcie skonczy, a odsunelam juz od siebie prawie wszytskich lacznie z rodzina. Nie moge funkcjonowac bez farmakologii, ale mam nadzzieje, ze terapia mi pomoze, i moje zycie zacznie sie pozniej.
        • brz_a_sk Re: Czy BPD kochają naprawdę? 25.10.14, 09:47
          Jak reagować na przemoc wobec dzieci. Opowiadają Lucyna Kicińska i Danuta Wieczorkiewicz
          audycje.tokfm.pl/odcinek/19769
          jak pozornie błahe sprawy ważą na całym życiu
          kiedy dziecko widzi swoją samotność w przemocy dorosłych, pozostaje skazane na osobność uczuć na zawsze
          silne emocje kodują nas na zawsze, jeśli to jest dobra miłość rodziców mamy raj zagwarantowany, jeśli to jest poniżenie, przemoc mamy piekielne potrzeby, wszystko wymieszane i zagwarantowane cierpienie
          co najgorsze skazani jesteśmy na krzywdzenie nawet własnych dzieci
          czy wiedza o tym wystarczy, by przerwać łańcuchy pokoleń? - wielu borderów mówi, że nie da się i nie podejmuje terapii, czy przerywa terapię;
          są tacy, którzy zamykają się w swoim cierpieniu ale są i tacy, którzy usprawiedliwiają się złymi doświadczeniami i brną w krzywdzenie jakby wierzyli w klątwę zamiast zrywać - szukając wiedzy o przyczynach i skutkach
          to dramatycznie trudne ale wyjścia nie ma; krzywdzisz albo wyrywasz z siebie ten ból dziecka upokorzonego i skrzywdzonego
          borderzy po pierwszych doświadczeniach orientują się, że coś jest nie tak, czasem latami nie maja pojęcia o BPD, albo o SWOIM BPD - tak to bywa bardzo często, że wypieramy to co oczywiste a podpinamy się pod każde inne argumenty;

          wydaje mi się, że diagnoza choć brzmi jak wyrok jest szansą
          to prawda diagnoza zrzuca odpowiedzialność na pacjenta/klienta - ale jakie jest wyjście???

          nie ma mowy by dało się oszukać siebie i świat - krzywdzenie drugiego człowieka jest krzywdzeniem i siebie - chyba, że jest się psychopatą - o tej konsekwencji warto pamiętać
          cierpienie borderów często bierze się z krzywdzenie najbliższych - bo to taka kancerogenna paramiłość; wiem, ze można na mnie fuknąć z oburzeniem tylko co to da; border potwornie cierpi i tylko sam może sobie pomóc, nie ma żadnej innej drogi; wsparcia jest bardzo dużo, szans na wyręczenie nie ma - to nie rak nawet naświetlić się nie da, wypalić się nie da;
          ale są ludzie, którzy osiągnęli bardzo wiele

    • dimar7 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 15.01.09, 22:37

      Wiem doskonale, o czym mówisz no_illusion -
      niestety jestem chyba w jeszcze gorszej sytuacji,
      bo na tym drugim miejscu: ranię osobę, którą kocham,
      w jakkolwiek w niedojrzały i pokrętny sposób,
      bo innego nie znam i innego mnie nie nauczono,
      i coraz trudniej mi trwać w tym związku mając
      świadomość, że wyrządzam bliskiej osobie krzywdę.
      Razem jest źle, ale bez siebie chyba równie źle.
      Nie wiem zupełnie, co robić. Nie potrafię jeszcze
      podjąć decyzji. To duży dylemat, głównie moralny.
      Jest nam tym trudniej, że żadne nie chce zostawić
      drugiego. Ale chyba tylko ja wiem, jak relacja ze mną
      może być krzywdząca... I dlatego tak trudno jest
      wziąć na siebie ten ciężar, tę odpowiedzialność:(...


    • liczby-11 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 15.01.09, 23:37
      Oczywiscie, ze kochaja i to bardziej niz zdrowi ludzie. Oni przybieraja maske,
      bo nie chca, aby inni ludzie wiedzieli o ich cierpieniu....Zachowuja sie tak jak
      umieja. Czuja tak jak nikt inny. Gdybys weszla w stan duszy osoby chorej na
      bpd/gdyby bylo Ci to dane/, to dopiero zrozumialabys, ze Ci ludzie nic nie chca
      prowokowac, udawac, tylko nie znaja innego zachowania. To uklad limbiczny tak
      krzyczy, cialo migdalowate jest w pogotowiu u nich bez przerwy. Bo oni wiecznie
      czegos sie boja. I dlatego psychiatria chce zmienic im chemie mozgu poprzez
      leki, bo nie ma innej drogi. To jest organiczne uszkodzenie
      mozgu................Tylko, zeby on to zrozumial, wtedy juz wszystko byloby
      latwe dla niego i dla innych...Zycze Ci abys odpoczela od takiej osoby, ktora
      nie chce sie leczyc. Odejdz, a za pol roku zapytaj sie siebie czy go dalej
      kochasz......bo milosc jest silniejsza od smierci.... Pozdrawiam Cie serdecznie
      i jestem z Toba.
    • no_illusion Re: Czy BPD kochają naprawdę? 16.01.09, 17:40
      Dzięki Wam za wpisy.

      Tym razem, po ostatnim strasznym wybuchu, mój Border milczy. To coś
      nowego, bo zwykle było bombardowanie emocjonalne. I dobrze. Mam
      nadzieję, że się nie zjawi u mnie w domu i nie zacznie znów
      manipulować. Nie chcę już go oglądać, niepokoi mnie tylko, że nie
      czuję do niego złości, nie ma we mnie agresji itp., chciałabym być
      na niego wściekła, byłoby mi łatwiej.

      Przyciąganie i odpychanie mnie wykończyło. Rano zaklinał się, że
      mnie kocha, jestem jego jedynym szczęściem, chce, bym nigdy go nie
      opuszczała, a już godzinę później, że mnie nienawidzi i nigdy nie
      pokocha, że jestem.... i.... (nie tyle wulgarne, ile bolesne do
      granic wytrzymałości)i opowiadał o swoich nowych pomysłach na życie
      i ludziach, którzy go fascynują i z którymi ma ochotę na seks, i
      wreszcie to zrobi. Bo ja i tak kłamię, oszukuję... i odejdę.
    • no_illusion Re: Czy BPD kochają naprawdę? 16.01.09, 18:05
      Tak, na wmiankę o leczeniu reagował alergicznie. Że jestem jego
      wrogiem, który go sprzeda lekarzom. Że gdyby szczekał i udawał psa,
      powinnam to robić razem z nim, współodczuwać (tak się oczywiście nie
      wyraził, ale mniej więcej o to chodziło), a nie nasyłać lekarzy. Że
      czego ja chcę, by go otumanili lekami, by nic już nie czuł? Że ja
      sobie mogę być martwa, ale on nie chce być martwy za życia. Itd.
      itp.

      Tak, teraz zamilkł. Oczywiście niepokoję się, ale staram się mieć to
      gdzieś.. bo sama się teraz rozchorowałam przez to wszystko, organizm
      osłabiony i się stało. Czy on to wie? Że było pogotownie, że
      gorączka, że to, że tamto... Nie. To znowu ja martwię się o niego.
      Przecież to nie ja krzywdzę, a najlepsze, że jemu się wydaje, że to
      on jest ofiarą.
    • aesther Re: Czy BPD kochają naprawdę? 31.01.09, 17:27
      Tak, BPD potrafią kochać naprawdę.
      Życie ze świadomością, że rani się kogoś, na czyim szczęściu zależy staje się w końcu nie do zniesienia. Ja jakiś czas temu podjęłam decyzję, że nie będę się już z nikim wiązać ani nie pozwolę nikomu zbliżyć się do siebie. Mam dosyć tych katastrof i dramatów. Życie w takiej emocjonalnej ascezie może nie będzie łatwe, ale lepsze niż życie w poczuciu winy, z piętnem "strasznego borderline'a". Kiedyś w końcu trzeba przerwać to błędne koło.
    • c3por2d2 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 31.01.09, 18:34
      hej, Wydaje mi się ,że miałem podobny problem. Zresztą osoba z którą byłem była
      po konsultacjach psychologicznych , gdzie podejrzewano elementy właśnie
      borderline. Ogólnie, często bardzo czuła "miłość po grób" ("jestem z tobą tak
      szczęśliwa ,że mogłabym tego dnia umrzeć"!) i nienawistne, agresywne kłótnie a
      wszystko w odstępie nawet kilku godzin. Raz nawet wyciągnąłem ją z ubikacji z
      żyletką w ręce i ranami na przedramieniu. Dziwne , przykre z mojej wtedy
      perspektywy, irracjonalne rozstania i gorące , pełne miłości powroty. I tak 3,5
      roku. Ciągła huśtawka, skrajne emocje i ..z mojej strony przynajmniej ...miłość.
      Potem się rozpadło , kolejny jej partner miał mniej szczęścia i ...nie żyje
      (samobójstwo )- to nie są jak widać żarty.
      Moje obserwacje po czasie są m.in. takie (nie wiem na ile mogę je uogólniać-
      sami porównajcie):
      - są to osoby dość inteligentne i często atrakcyjne fizycznie, podejrzewam że to
      pierwsze (inteligencja, błyskotliwość etc) prowadzi często do rodzaju kryzysu
      egzystencjalnego (" no i co z tego że wszystko rozumiem , i tak nic mi to w
      życiu nie pomaga", albo po prostu " wszystko chuj!" , albo "zasady to bzdury",
      wersją postmodernistycznego kryzysu egzystencjalnego jest też " grzeczne
      dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą" itp). To drugie
      natomiast(atrakcyjność fizyczna) powoduje że odreagowują swe problemu dość łatwo
      na partnerach (często obu płci) i manipulują nimi.Łatwo i często ich zmieniają
      itp.
      - takie osoby szukają być może nieświadomie partnerów też do końca niestabilnych
      lub z problemem (ja miałem okres intensywnego imprezowania i brak sensownych
      perspektyw, pracy etc. ...w momencie kiedy to się zmieniło : skończyłem studia ,
      zacząłem wykonywać wolny zawód pojawiła się możliwość stabilizacji i etap
      planowania wspólnej przyszłości ...dla niej sytuacja przestała być atrakcyjna,
      stała się w jakimś sensie opresyjna),
      - takie osoby szukają huśtawki emocjonalnej , w którą wikłają drugą stronę. Te
      skrajne, naprzemienne emocje, mechanistyczne przywyknięcie do nich, jest
      powodem tego ,że tych osób nam potem brakuje. Umysł , psychika etc, przyzwyczaja
      się do takiego typu funkcjonowania jak nałogowiec...to jest naturalna właściwość
      naszych głów. Problem po rozstaniu polega więc głównie na tym jak spowodować
      żeby to emocjonalne "wahadło" zmniejszyło zasięg swoich wychyleń i nieco się
      uspokoiło (wróciło do normy, stanu sprzed..). Sposoby pewnie są różne , dobry
      psycholog pewnie zna ich masę. Ja załatwiłem to dość sprawnie (pewnie mogło być
      gorzej :)) Technikami buddyzmu zen , które doradził mi znajomy psycholog. Tak
      jak na początku , po rozstaniu czułem się fatalnie, tak po ok roku było ok.
      • nrose Re: Czy BPD kochają naprawdę? 04.04.09, 12:55
        jestem takim potworem. ale nie mam nikogo i chyba raczej tak zostanie. to
        strasznie boli, bycie takim "czymś". od dziecka marzyłam, zeby miec męża,
        jedynego przyjaciela, i to moje największe marzenie nigdy się nie spełni.nigdy
        nie mialam nawet zwyklej kolezanki. moi rodzice nauczyli mnie kochac i
        nienawidziec naraz. zdiagnozowali mnie niedawno, czuje sie jakbym byla
        trędowata. nie mam mysli samobojczych skonczyly sie po hospitalizacji, nikogo
        nie straszę niczym..nauczylam się milczec. moja mama mnie kocha. ale ona tez
        kiedys umrze, nie wiem co zrobię w tej pustce.nie będę nikogo raniła.
      • cipiciunka Wiesz c3por2d2, że "rozgryzłeś" Twoją dziewczynę 07.04.09, 10:33
        z borderline i na szczęście nie połamałeś zębów :)
        To co opisałeś oddaje dokładnie ten "typ". Nie zgodziłabym się tylko
        z tym "szukaniem być może nieświadomie partnerów niestabilnych
        emocjonalnie". Może nieświadomie tylko testujemy czy ten partner -
        nie ważne czasem jakiej płci - jest na tyle silny emocjonalnie, żeby
        nie zrobić Jemu/Jej krzywdy. Mnie napewno wewnętrzna wrażliwość tej
        drugiej strony - z powodu empatii, której w/g niektórych tu nam
        brak - wycofywała z brnięcia dalej.
        • bpd_friend Re: Wiesz c3por2d2, że "rozgryzłeś" Twoją dziewcz 26.04.09, 16:15
          cipiciunka napisała:

          > Mnie napewno wewnętrzna wrażliwość tej
          > drugiej strony - z powodu empatii, której w/g niektórych tu nam
          > brak - wycofywała z brnięcia dalej.

          To może ciebie. W moim przypadku brak okazywania wrażliwości wobec dziewczyny bpd, powodował, że ona wręcz WYMUSZAŁA :| ode mnie okazywanie uczuć. Rozkochała, po czym raz za razem uderzała w najczulsze punkty.
        • bpd_friend Re: Wiesz c3por2d2, że "rozgryzłeś" Twoją dziewcz 26.04.09, 16:15
          cipiciunka napisała:

          > Mnie napewno wewnętrzna wrażliwość tej
          > drugiej strony - z powodu empatii, której w/g niektórych tu nam
          > brak - wycofywała z brnięcia dalej.

          To może ciebie. W moim przypadku brak okazywania wrażliwości wobec dziewczyny bpd, powodował, że ona wręcz WYMUSZAŁA :| ode mnie okazywanie uczuć. Rozkochała, po czym raz za razem uderzała w najczulsze punkty.
      • sol_bpd Re: Czy BPD kochają naprawdę? 22.05.09, 23:21
        c3por2d2 - jesteś niesprawiedliwym i za przeproszeniem skrajnym skórwielem.
        Myślisz że bpd szukają huśtawek? My je mamy na okrągło - w kółko jedno i to
        samo. Szukając sobie faceta szukałam stabilizacji -takiej prawdziwej. Przyznaję
        szukałam aż 54 razy (często gęsto mój partner okazywał się być dupkiem) ale
        znalazłam. Mam męża, córkę i spokój w domu o ile przy rocznym dziecku można
        mówić o spokoju. Ale wiem że cokolwiek by się nie darzyło mam w moim mężczyźnie
        oparcie którego tak bardzo bpd potrzebuje,mam w nim przyjaciela których bpd tak
        mało mają, mam w nim kochanka - których bpd tak często zmieniają i choć go nie
        kocham bo nie umiem (a może kocham go a o tym nie wiem)to jestem z nim można
        powiedzieć szczęśliwa.Mam rodzinę, dom i poczucie bezpieczeństwa. Nie wiem czy
        kocham -nie umiem powiedzieć że kocham. Znam definicję miłości ale nie czuję jej
        jak niektórzy ją pięknie opisują. Zrobiłabym wiele dla mojego męża a za córkę
        oddałabym własne życie ale przy okazji tego nie czuje tego pięknie opisywanego
        uczucia miłości. Czy to znaczy że jestem złym człowiekiem, złą matką, złą żoną?
    • bpd_friend Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.04.09, 15:56
      no_illusion napisała:

      > Czy osoby z BPD potrafią w ogóle kochać? Moim zdaniem one nie
      > kochają nikogo, a najmniej siebie. To jest niestety pułapka, w którą
      > wpadłam, chciałam pomóc, a tylko leciałam w dół.

      Tak jak praktycznie wszyscy partnerzy bpd. Z mojego doświadczenia i obserwacji mogę Ci powiedzieć, że te osoby nie potrafią kochać. Łatwo się zauraczają, zakochują, ale potem jest tak jak opisałaś. Wyczuwają słabe punkty i walą w nie raz za razem w dosyć inteligentny sposób, tak że człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego na początku. Ma się wrażenie, że jest kimś słabym, że musi się coraz bardziej starać, a w niektórych przypadkach dostaje doła, bo widzi jakieś swoje wady w bardzo wyolbrzymiony sposób. Gdy człowiek zaczyna się połapywać w tej grze zazwyczaj jest już za późno. Wtedy jest się już wypranym, zdołowanym, bez chęci do życia i z ekstremalnie obniżonym poczuciem wartości. Jeśli bpd po dłuższym czasie chcą nadal trwać w zwiazku to tylko dlatego, że boją się samotności. Nie zależy im już na człowieku jakotakim...tylko właśnie na ucieczce przed przerażającą samotnością. Jeśli nadarza się okazja na kogoś innego (oczywiście lepszego, bo wtedy prawie każdy inny jest lepszy), to rzucają tą osobę. Jeśli ta osoba rzuci borderline'a pierwsza to wtedy oczywiście zaczynąją się jazdy z wydzwanianiem, dręczeniem, przepraszaniem itp. itd. Obecnie jestem w takim stanie w jakim Ty byłaś. Nadal nie mogę dojść do siebie, a minęły już dwa miesiące "po". Podstawowym błędem jaki popełnilem bylo to, że się otwarłem przed osobą z bpd. Ktoś kto zaczyna wyrażać swoją miłość wobec osoby z bpd staje się słaby. Takie osoby trzeba umieć trzymać na umiarkowanym dystansie, bo inaczej samemu się człowiek wykończy, a osoba bpd zacznie go postrzegać jako kogoś słabego

      > Nejgorsze jest to, że nadal kocham tę osobę. Chyba wyjadę z kraju,
      > by od niej uciec raz na zawsze. Dlaczego nie umiem od niej uciec w
      > sercu?

      Czuję się identycznie. Nadal ją kocham. Chyba jedynym sposobem jest usilne zajmowanie mózgu jakimiś zadaniami, a najlepiej innymi ludźmi. Nie myśl ani o tej osobie ani bpd, bo się wykończysz. Ja mam wrażenie, że się tak właśnie jeszcze wykańczam. Obiecywalem sobie już wiele razy, że się nie odezwę do tej osoby i nic z tego nie wyszło. Jest jednak lepiej. Staram się zająć pracą zawodową. Planuję wyrwać się gdzieś na długi weekend ze znajomymi, których całe szczeście jeszcze jakichś mam (ta osoba mnie całkowicie zaabsorbowała i w efekcie odciągnęła od innych), kolejny weekend też zaplanowany. Wyrwij się z tego, bo sama siebie wpędzisz w jeszcze większą paranoję. Zacznij żyć pomiędzy stabilnymi emocjonalnie ludźmi, a przywrócisz w sobie spokój, chociaż wiem że to nie jest łatwe. Sam nadal nie mogę spać, jestem zmęczony i nie mogę spać !!! Mam totalnego doła, samoocenę na poziomie zerowym. Mimo tego że bardzo dużo udało mi się w życiu osiągnąć to nie wierzę że do czegoś dojdę. Wpędziła mnie w bardzo głęboką depresję, z której próbuję się jakoś wydostać o własnych siłach, ale coraz bliżej jestem tego żeby jednak skorzystać z pomocy lekarza :|
      • arcoiris1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 05.05.09, 17:03
        hej bpd friend

        Ja znasz angielski tu masz grupę wsparcia, niesamowite miejsce. Jest
        wiele miejsc do dyskusji, rozmowy, dzielenia sie doswiadczeniami z
        partnerami BPD, co robic i jak przetrwac rozstanie, zasada No
        Contact, wytłumaczone sa wszystkie mechanizmy jakimi osoby Bpd sie
        posługuja po rozstaniu, zasada "hoovering" czyli szukanie kontaktu z
        byłym nawet długo po rozstaniu, co to oznacza, zasada "nowy zwiazek"
        zanim zamkne jeszcze za soba drzwi na do widzenia, tak zwana
        zasada "validate" czyli jak rozmawiac z bpd zeby nie ranic jego
        uczuc ale trzymac swoje granice, zasada polegajaca na tym ze jestes
        pomalowany na biało albo czarno, historie z życia wziete, niektóre
        jeżace włos na głowie. Sa 3 głowne fora :
        "Zostaje" "odchodze" "nie zdecydowałem" na kazdym z nim znajdziesz
        mase wsparcia. Ja płakałam jak czytałam niekóre historie bo były
        identyczne z moimi. Bardzo Ci pomoże, potrzebujesz teraz tego, dwa
        miesiace to krótko, jak zaczełam dochodzic do siebie dopiero jakis
        miesiac temu, a rzucił mnie na gwiazdke. Pozdrawiam serdecznie

        bpdfamily.com/message_board/index.php
      • p_takmalowany Re: Czy BPD kochają naprawdę? 05.07.09, 23:40
        do partnerów i osób z bpd: zaszczują mnie pewnie "moi bracia" za to co powiem
        ale co tam...
        Piszę to jako osoba z bpd.

        Potrzebujemy "tego, który nigdy nas nie opuści, zawsze zrozumie i będzie
        akceptował takimi jakimi jesteśmy".A czy nie jesteśmy pełną paletą miłości i
        oddania bez granic, empatii do której inni lecą jak pszczoły do miodu; i pełna
        paletą głębokiej pogardy dla słabości innych, bezlitosnego, często okrutnego
        odtrącania ich, niszczącej, paranoicznej zazdrości i determinacji by "mieć"
        drugiego człowieka. To on ma znosić w świętej cierpliwości nasze zmieniające się
        jak w kalejdoskopie nastroje i stosunek do swojej osoby. A my? Czego my od
        siebie wymagamy? ... Nakładamy na innych ciężary, których sami nie tykamy palcem
        do jasnej cholery! Niech coś we mnie strzeli jeśli tak nie jest i każdemu, kto
        powie coś innego mogę śmiało zarzucić co najmniej bardzo powierzchowną znajomość
        samego siebie.

        Sądzę, że człowiek z bpd z założenia nie potrafi kochać naprawdę bo - jest
        SKONCENTROWANY GŁÓWNIE NA SOBIE.
        Co nie znaczy, że jest w tym zakresie nie wyuczalny. Kluczem jest wychodzenie z
        własnego egoizmu i zapatrzenia w siebie i swoje własne potrzeby. Nikogo tu nie
        osądzam. Mam bpd i wiem, że to jest już poza zasięgiem naszej dobrej woli i
        wszelkich starań ale może warto to po prostu zobaczyć...?

        Ktoś wcześniej napisał o kochaniu wyłącznie patologicznymi emocjami i ...ja się
        z nim zgadzam. To że czujemy, że kogoś kochamy i dali byśmy się pokroić za to,
        że to prawda, nie oznacza, że rzeczywiście kochamy. Bo miłość do cholery NIE
        JEST EMOCJĄ - tego się nauczyłam. A mam bpd. Nie jesteśmy nie wyuczalni!
        Miłość to wewnętrzna gotowość, dojrzałość do WIDZENIA (kochani z bpd bo z tym
        mamy zdaje się problem), AKCEPTOWANIA drugiego człowieka takiego jaki jest - z
        jego słabościami i wadami, które nas w jakiś sposób zabijają i ODDAWANIA mu
        swojego życia - szczególnie w jego słabościach i wadach. To jest normalna
        relacja. Życie to nie bajka a miłość ma być grobem naszego egoizmu. Stąd płynie
        jej słodycz i tylko stąd. Wszystko inne to infantylne iluzje o miłości.

        I dopóki emocje będą nam się pieprzyć z miłością, a miłość z wysysaniem z
        drugiego życia; dopóki nie będzie w nas intencji kochania naszych kochanych
        naprawdę bo w końcu za darmo; dopóki nie zaczniemy rozumieć tego, że nasz
        wymarzony partner, którego tak potrzebujemy NIE ISTNIEJE a drugi człowiek ma
        prawo nie mieć do nas czasem cierpliwości, siły, nie musi umieć nas zawsze
        bezwarunkowo rozumieć i co tam jeszcze byśmy sobie od niego życzyli...dopóty
        będziemy się tak szamotać w samych sobie i zabijać innych swoimi nierealnymi
        oczekiwaniami, manipulacjami, szantażami emocjonalnymi, sprzecznymi
        komunikatami, wmawiając sobie, że "przecież kochaliśmy..." tych, którzy po
        kontakcie z nami muszą się leczyć...
    • aina317 tyle widzę, tyle wiem...(nie pytajcie skąd) 26.04.09, 17:02
      BPD bardzo pragną kochać...bardzo pragną być kochani...
      Tylko czy umieją? Kto miał ich tego nauczyć?
      Miłość? Kto im pokazał instrukcję obsługi? z czym to się je? Nie mów proszę że
      nie umieją... Oni mają serca, mają wiele pięknych i bardzo silnych uczuć,tylko w
      dzieciństwie ktoś założył im na nie blokadę, ktoś mocno ich znieczulił. I
      niestety było to zbyt mocne znieczulenie, nieadekwatne do wieku, i pozostawiło
      po sobie powikłania. Bardzo poważne powikłania. Na duszy... Uśpiło ich pozytywne
      emocje, ich ciepłe uczucia. Boże nie mów tylko że nie ma sposobu aby ich wyrwać
      z tej comy, aby ich wyrwać ze szpon demonów przeszłości!!!!
      • meonline Re: tyle widzę, tyle wiem...(nie pytajcie skąd) 26.04.09, 19:27
        aina317 napisała:

        > BPD bardzo pragną kochać...bardzo pragną być kochani...
        > Tylko czy umieją? Kto miał ich tego nauczyć?
        > Miłość? Kto im pokazał instrukcję obsługi? z czym to się je? Nie mów proszę że
        > nie umieją... Oni mają serca, mają wiele pięknych i bardzo silnych uczuć,tylko
        > w
        > dzieciństwie ktoś założył im na nie blokadę, ktoś mocno ich znieczulił. I
        > niestety było to zbyt mocne znieczulenie, nieadekwatne do wieku, i pozostawiło
        > po sobie powikłania. Bardzo poważne powikłania. Na duszy... Uśpiło ich pozytywn
        > e
        > emocje, ich ciepłe uczucia. Boże nie mów tylko że nie ma sposobu aby ich wyrwać
        > z tej comy, aby ich wyrwać ze szpon demonów przeszłości!!!!


        a jakich sposobow probowalas,zeby z tych 'szpon' sie wyrwac?





    • 1michau Re: Czy BPD kochają naprawdę? 02.05.09, 21:22
      przechodziłem to samo przez ponad 2,5 roku, z pogodnego wesołego chłopaka zrobił
      się wystraszony, zakompleksiony, zagubiony, smutny człowiek, nie wiem czy
      jeszcze kiedykolwiek będę w stanie komuś zaufać i zbudować nowy związek, rozumie
      Cię w 100%
    • k7-1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 05.05.09, 23:47
      Wiem co czujesz i jeszcze kochasz tą osobę...też mam ten problem staram się nie poddać i nie brać emocji i ataków tej osoby do siebie,choć to trudne!Jest fajna książka,,Uratuj mnie,,o złym życiu i dobrym psychoterapeucie-bardzo pomocna!Trzymaj się i spróbuj się odnależć i nie obwiniać!Mogę być z Tobą w kontakcie...:)
      • krem333 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.05.09, 15:44
        oj,oj, pokrzywdzeni, niekochani, jacy WY biedni jesteście...
        Ludzi niby zdrowi psychicznie, to KOCHAĆ potrafią?????? to dlaczego tyle rozwodów? tyle po*ebanych par dookoła?? przecież na bycie razem składa się mnóstwo innych czynników..., ale nie, dla was ZDROWYCH najważniejsze jest obmycie się, wybielenie swoich niedoskonałości, wad itp. w osobowości BPD swojego partnera: tak łatwiej, wygodniej...
        ja od dawna mam zdiag. bpd, ale NIE LUBUJE się TYM i NIE HOŁDUJĘ TEMU! wręcz przeciwnie, walczę, walczę z całych sił. Ludzie siłą woli potrafią przesuwać przedmioty, to czemu ja pracą - ciężką, bo ciężką - mam nie pokonać TEGO GÓWNA??? udało mi się i było ok, do momentu, aż pojawił się na mojej drodze człowiek na którym mi cholernie zależy, i wtedy ten ROBAL obudził się, ale wiem, że i tym razem GO pokonam, dlatego nie jestem z tym człowiekiem, by nie krzywdzić. jeżeli jest to coś prawdziwego, to przetrwa, jeśli nie - TRUDNO. dla mnie ważne jest to, iż dzięki tej osobie obudziło się we mnie uczucie KOCHANIA, kochania bez warunku bycia z TĄ osobą za wszelką cenę. może już nigdy się nie zobaczymy, może... ale to bez znaczenia; teraz czuję, że mogę z tym walczyć, bo obudziło się we mnie to piękne uczucie i dzięki temu, gdy za jakiś czas zjawi się człowiek, który będzie mnie interesował nie będzie już LĘKU, STRACHU... myślę, że jest to dojrzałe.
        KOCHAJĄ i to bardzo, nasza miłość jest bardziej świadoma...
        BPD, przestańcie się umartwiać, lubować się w smutku, żalu...
        Pieprzyć farmakologię:zwalcza skutki, a nie przyczyny! zajrzyjcie w głąb siebie i zadajcie sobie pytanie: CO TAKIEGO SIĘ STAŁO?, CO SIĘ WYDARZYŁO? nieświadomi przeszłych zranień, bólu, gniewu... Jest wiele możliwości dotarcia do zakamarków umysłu... to bolesne, sprawi WAM ogromny BÓL, kiedy już wrócą wyparte ZWYRODNIAŁE wspomnienia, wykrzyczcie je... może być ich kilka, może jedno... skonfrontujcie się z oprawcą, niech skrzywdzone dziecko, które jest w WAS wykrzyczy dezolację, lub opiszę gehennę, którą WAM zgotowano. trzeba czasu, sporo, ale czasu połączonego z pracą nad sobą, obserwacji swoich zachowań a jednocześnie myśli i uczuć jakie im towarzyszą.
        nie zwalajcie wszystkiego też na bpd; to tylko tłumaczenie swojego lenistwa. nauczcie się żyć dla kogoś, brać odpowiedzialność za swoje słowa, czyny...
        uczcie się nowych rzeczy, kształtujcie charakter (nikt nie urodził się z umiejętnością czytania...); sport, wolontariat, podróże... - to bardzo pomaga, otwiera na innych, uczy - wiem to z autopsji.
        i nie zapominajmy, że zdrowie psychiczne jest względne. co jest dziwactwem, odstąpieniem od normy w jednym społeczeństwie , nie musi być uważane za takie w innej kulturze...
        czy wiecie, że w przypadku Husajna i Kadafiego lekarze rozpoznali narcystyczne zaburzenia osobowości, a nawet psychozę maniakalno-depresyjną? w kontekście systemu totalitarnego Iraku, Libii czyny ich nie są postrzegane jako choroba psychiczna.
        A WY partnerzy bpd, nie obwiniajcie za wszystko drugiej połowy, bo w Was też nie ma ideału, tak samo jak nie ma go w nas.
        BPD, przestańcie się użalać nad sobą, przestańcie pisać o cierpieniu, piszcie wtedy gdy jest Wam dobrze, ciepło, sielsko... może na 7 dni, jest to 1h, ale WARTO! wspierajcie się wzajemną MIŁOŚCIĄ, RADOŚCIĄ a NIE UDRĘKĄ, MĘKĄ!
        znam ludzi, którzy wykorzystali to bardzo twórczo, ale dziś wiedząc, że problem leży w dzieciństwie nigdy by TEGO nie zrobili, bo nie warto. Nie sztuka pisać, ba nawet kręcić filmy, o CIERPIENIU, kiedy wypływa ono z ciebie wszelkimi otworami... trzeba wzrastać ku doskonałości, przez cierpienie ku głębszemu poznaniu, ku miłości na wyższym poziomie...i wtedy, wtedy pisać, tworzyć by budować, a nie stawiać NAM PODOBNYCH na ruchomych piaskach i z nieukrywaną satysfakcją patrzeć jak toną... a później obwiniać za to, niby chorobę, chorą duszę...
        Nie wyzbywajmy się tego co w nas dobre, zwalczajmy to co nie buduje, niszczy, sieje zniszczenie, spustoszenie...
        czujemy i widzimy więcej, ale to nas nie usprawiedliwia...
        Gorąca prośba zwłaszcza do młodych dziewcząt, by nie zapominały, że w ich potrzebie miłości brania i dawania największą rolę pełnią HORMONY, może warto poczekać...
        BPD męskie i BPD żeńskie znacznie się różni z wiadomych względów, to też weźmy pod uwagę i nie generalizujmy.
        i jeszcze..., mówią że życie jest świętością, skoro tak jest i we mnie, w moim ciele, ta świętość mieszka, to CIAŁO MOJE JEST ŚWIĄTYNIĄ... dbajmy o nią, nie niszczmy...
        Jestem tu pierwszy i na pewno ostatni raz; nie chcę śmierci za życia...



        "spraw Panie
        bym nie tylko szukał wsparcia, lecz wspierał,
        bym nie tylko szukał zrozumienia, lecz rozumiał,
        bym nie tylko szukał miłości, lecz kochał"
        • grow888 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.05.09, 22:38
          krem333 napisał:

          > A WY partnerzy bpd, nie obwiniajcie za wszystko drugiej połowy, bo w Was też ni
          > e ma ideału, tak samo jak nie ma go w nas.

          O tym akurat każdy wie. Problem jest w tym, że nie każdy potrafi być tak okrutny w tym co robi jak osoby z bpd.
          • marciatko84 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.05.09, 17:26
            Zastanawianie nad tym, kto jest najbardziej okrutny, czy Ci co mają bpd czy Ci,
            którzy go nie posiadają wydaje mi się bez sensu.
            Mam bpd, a nie zadałam w swoim życiu 1/100 cierpienia, jakie mnie dotknęło. I
            nie sądzę abym w tym momencie się nad sobą użalała, ani oceniała subiektywnie to
            co się działo w moim życiu. Nieumiejętność komunikacji zarówno ludzi zdrowych
            jak i z zaburzeniami jest przyczyną większości konfliktów i nierozumień.
            • ninagarcia Re: Czy BPD kochają naprawdę? - do marciatko84 10.05.09, 01:10
              Marciatko84 - masz fajnego nicka, wiec od razu wyszedl mi wołacz.
              Wspomnialaś o cierpieniu, jakiego doznalas. Jestem ciekawa o jakim
              cierpieniu mowisz? czy moglabys podac jakis przyklad? Prosze.
              Powiem Ci, dlaczego pytam.
              Bo sama to czesto slyszalam, i w ustach mojego partnera oraz matki
              to nabieralo jakiegos apokaliptyczngeo ksztaltu oraz on byl
              przekonany, ze skoro tyle zaznal, to teraz ma prawo do bycia mniej
              wrazliwym. Albo mniej sie liczyc. Wiec dokladnie w takim kontekscie
              jak Ty, mam wrazenie.
              Jak zaczelam sie wglebiac w literature, to okazuje sie ze jest to
              jedna z cech BPD. Co wiecej, i akurat mi sie to pokrylo, osoby z
              BPD - ze wzgledu na swoje uwarunkowanie powiedzmy "limbiczne"
              naprawde szczerze i obiektywnie zapominaja o tym, ze robia krzywde.
              Przyklad: zona upokarzala meza, wyrzucala, wyprowadzala sie itd
              przez lata. W koncu maz uznal, ze zamieszka osobno na powaznie, po
              kilku latach ozenil sie z sekretarka. Teraz zona opowiada - że maz
              ja porzucil dla tej dziwki. W moim zyciu tez zreszta podobnie sie
              ulozylo. Moj byly facet kiedys opowiedzial mi o traumie, jaka mial -
              kiedy na poczatku swojego malzenstwa (poczatek lat 90ych) nie stac
              ich bylo na soki w kartonie. On byl tym przerazony, na samo
              wspomnienie. WIELKA BIEDA. Czasy te doskonale pamietam, dla 90%
              ludzi soki w kartonie to byl rarytas (mi sie nawet nie snilo, zeby
              je kupowac za stypendium). To tak jakby dzis powiedziec, ze cierpie,
              bo nie stac mnie na łyskacza. Wtedy zdebialam i zaniemowilam, dzis -
              mysle, ze to wlasnie byla oznaka BPD. Jego siostra, lat 54,
              notabene - w chwili ogromnego rozzalenia i rozstrojenia, w zlosci -
              wykrzyczala mi , jakim jej brat jest zlym czlowiekiem, bo nawet nie
              wiem co takiego strasznego jej zrobil! Zniszczyl jej flamastry, jak
              mial 10 lat, a ona byla ju zna studiach. I ona krzyczala to rok
              temu.. Dlatego nigdy z nim nie rozmawia.

              Mam pytanie - o jakim cierpieniu mowisz? Nie chce przywiazywac sie
              do tego przedstawionego powyzej obrazu, wydaje mi sie jakis
              znieksztalcony. Moze pomozesz mi zrozumiec. Wiem, ze ludzion dzieje
              sie naprawde krzywda i rozumiem,ze na trwale odciska sie to na
              sposbie radzenia sobie z emocjami. Ale wiem tez, ze tysiace ludzi
              przezylo gwalty, holocaust, obozy koncentracyjne i jakos dali rade.
              Im dluzej o tym mysle, tym bardziej zastanawiam sie jak.
              • marciatko84 Re: Czy BPD kochają naprawdę? - do marciatko84 10.05.09, 14:05
                Powiem szczerze, że jeśli się zastanawiam nad swoim życiem to wcale się nie
                dziwię skąd u mnie pojawiło się bpd. Że człowiek chyba nie może zareagować
                inaczej na tak wiele jakiś niefortunnych zdarzeń w życiu jak zaburzeniem...
                Przejdę do konkretów... Zawsze jak ktoś mówi o tym, że znów chciałby stać się
                dzieckiem, myślę sobie, że nie chciałabym tego przechodzić drugi raz że to był
                jednak najgorszy okres mojego życia... Z pozoru normalna rodzina... bo oboje
                rodziców, babcia, ciocia i dziecko. Tylko, że ojciec wiecznie nieobecny w moim
                życiu bo pijący i rozmawiający a raczej awanturujący się jedynie po alkoholu.
                Totalna niedostępność emocjonalna... do tej pory mam wrażenie, że go nie było
                nigdy. Teoretycznie to on się miał mną zajmować, bo mama w pracy utrzymująca
                naszą rodzinę, ale raczej nie było go nigdy gdy był potrzebny. Skutki tego braku
                opieki drastyczne, bo między 4 a 6 rokiem życia byłam wykorzystywana seksualnie
                przez sąsiada u którego spędzałam większość czasu. Nikt się nie domyślił, nikt
                mnie nie uratował nie uchronił... A pamiętałam o tym od samego początku nigdy
                nie było mechanizmu wyparcia. Żyłam nienawiścią chęcią zemsty i jednoczesnym
                pragnieniem śmierci od wtedy. Nie zapomnę nigdy takiej chwili w moim życiu jak w
                jakiejś kłótni w domu w wieku 5 lat pewnie powiedziałam, że chcę do dziadka na
                cmentarz. I nie chodziło o odwiedzenie grobu a zostanie tam na zawsze. W
                odpowiedzi dostałam w twarz od matki, która kompletnie nie radziła sobie w
                takich sytuacjach. Nie było mowy o skarżeniu się płakaniu złoszczeniu się. Takie
                rzeczy należało ukrywać przed światem bo kara była surowa. A jak to robić gdy
                wszystko w Tobie płacze bo nie masz z kim porozmawiać i nikogo tak naprawdę z
                Tobą nie ma...
                W domu w końcu po za mną jest ciotka, siostra mojej mamy, na której w sumie
                koncentruje się cały dom. Jest upośledzona od urodzenia a z wiekiem przychodzą
                coraz większe problemy. Mieszkamy w jednym pokoju: rodzice ciotka i ja (już po
                śmierci babci), w którym od całe dnie łącznie z nocą jest krzyk. Uciekam z domu
                ile mogę gdzieś na podwórko, jedynie uczę się w tym krzyku. Nauczyłam się dzieki
                temu spać jak kamień tak, że nie budzę się nawet gdyby obok mnie nie wiem co się
                działo. I w sumie jestem nadal z tym sama... nie mogę mówić o tym co dzieje się
                w domu: o piciu ojca, o istnym psychiatryku jaki jest w domu, w którym mieszkam,
                o tym bólu jaki w sobie mam. Nie ma dnia w którym nie pragnę aby opuścić ten
                cholerny świat. Jestem z tym sama. Pierwsza miłość w wieku 16 lat wielki zawód.
                Wreszcie komuś mówię prawdę o tym jak jest. Ale zostaję jedynie wykorzystana i
                zostawiona z tym sama. I jest mi znacznie gorzej niż przedtem bo teraz
                nienawidzę całego świata, mężczyzn. Nie wierzę w miłość.
                Nie wierząc w nią spotykam człowieka który ratuje mi życie, bo namawia mnie na
                terapię... A na niej powoli uczę się żyć całkiem od nowa i radzić sobie z tym
                wszystkim... z różnym skutkiem.
                • ninagarcia Re: Czy BPD kochają naprawdę? - do marciatko84 10.05.09, 15:14
                  cieszę się, że zareagowałas. Przykro mi,że masz taki obraz
                  dziecinstwa oraz ze wspomnienia ciagle bola. Przykro mi, bo sprawy o
                  ktorych napisalas - nie mialas na nie wplywu, byly obiektywnie
                  bardzo trudne (nawet teraz nie umiem sobie wyobrazic zycia z dorosla
                  osoba uposledzona pod jednym dachem, nawet ze zdrowym bratem,
                  potrzebuje prywatnosci, a o sasiedzie nie wspomne) i chyba umiem
                  sobie wyobrazic, przynajmniej w jakims zakresie, jak teraz moze byc
                  ciezko. Sama zawsze chcialam do domu dziecka, byle dalej od rodziny,
                  tez z pozoru normalnej. Powstrzymam sie tutaj od pocieszania.
                  Dziekuje Ci, ze o tym napisalas. Bardzo szanuje Twoje slowa.
        • maryska20000 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.02.17, 18:53
          boniuuu ale pieknie napisane :)))) a szczegolnie budujace slowa", wspierajcie się wzajemną MIŁOŚCIĄ, RADOŚCIĄ a NIE UDRĘKĄ, MĘKĄ! " bo juz z opisow ludzi wynika tak ze z ludzmi bordeline nie da sie zyc ,i wiecie co zazwyczaj prazy kompie siadamy w chwilach zalaman ,piszemy by sie wyzalic ,zdolowac jeszcze bardziej a wiecie ludziska co wam powiem ci co naprawde wychodza z zaburzen psychicznych ,wszelkiego rodzaju nerwic bordeline i wielu innych oni nie siedza na forum i nie wylewaja lez oni codziennie walcza w zyciu nie na kompie ,staraja sie dzialaja, probuja zyc ,zmienic sie na lepsze ...........
    • kiwazaru Re: Czy BPD kochają naprawdę? 12.06.09, 08:43
      Ja kocham. Kocham każdą cząsteczką siebie, tak mocno, że nie
      potrafię tego opisać.
      Teraz jest mi łatwiej kochać, bo pół roku temu zerwał ze mną
      wszystkie kontakty, więc już nie ranię.
      Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem chora.
      Nienawidziłam się za to, że jestem głupia i zła, a byłam po prostu
      chora. Ale wtedy przynajmniej wierzyłam, że mogę się zmienić, zawsze
      wierzyłam, że to był ostatni raz, że jak się jeszcze bardziej
      postaram to już mi się uda być stabilną.
      A teraz wiem, że jestem chora. I będę już zawsze. I jeśli chcę być
      normalna z nikim nie wolno mi być blisko.
      Chyba zaczyna mi się depresja. Ale przynajmniej nie ranię nikogo.
      • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 13.06.09, 17:53
        To jest cholernie trudne pytanie, bo każdy ma swoją własną definicję miłości -
        to po pierwsze, a po drugie - każdemu człowiekowi trudno jest się przyznać przed
        sobą samym (a co dopiero przed innymi), że jest się niezdolnym do miłości.

        Jak jest ze mną? Przedefiniowałam miłość - a właściwie ta definicja ciągle na
        nowo się kształtuje w toku psychoterapii. Wcześniej miłość utożsamiałam w
        uczuciem "nie mogę żyć bez niego/bez niego moje życie nie ma sensu/kocham tak
        mocno, że moje uczucie mnie i jego przygniata/moje życie obraca się wokół
        kochanej osoby" ttp. itd. No i wtedy (a byłam 3 lata w związku) autentycznie
        czułam dużą miłość (w takim rozumieniu). Czułam, że kocham cala sobą.
        Jednocześnie byłam sadystyczna, miałam wybuchy agresji nienawiści. Typowe dla
        BPD "Nienawidzę Cię, ale nie odchodź...". Nie mogłam się w tym połapać, aż
        przeczytałam "uratuj mnie" R. Reiland, którą namolnie ciągle polecam ;)

        I powiem moje własne zdanie: TAK, BPD KOCHAJĄ, ALE! JEST TO MIŁOŚĆ NIEDOJRZAŁA,
        TO JEST MIŁOŚĆ JAK KILKULETNIEGO DZIECKA DO RODZICA (niezależnie od tego, czy
        jest aspekt seksualny, czy nie!). To jest typowe dla dziecka, że w jednej chwili
        chce mieć całą uwagę swojej mamy/taty, mówi "Kocham cię mamusiu, jestes
        najfajnieszą mama na świecie", a za parę minut, jak np. mama nie da na loda
        "Nienawidzę Cię!!!". Przypomnijcie sobie zachowania dzieci z "Superniani".
        Nienawidzą całymi sobą i kochają całymi sobą. I te uczucia SĄ PRAWDZIWE, tak,
        jak nasze, moje. Ale niestety niedojrzałe. W takim sensie to jest miłość.

        Natomiast niestety nie jest to wg mnie miłość definiowana jako bezwarunkowe
        kochanie kogoś za to, jaki jest (a nie za to, co nam daje, przez pryzmat moich
        potrzeb), respektowanie wolności drugiej osoby (a nie przytłaczanie jej całym
        sobą i ograniczanie), pełna zaufania (a nie podejrzliwość i pomawianie), wolna
        od roszczeń i oczekiwań relacja. Niestety, tak uważam. Dojrzała miłość wyklucza
        manipulację i szantaż ("Jak odejdziesz to się zabiję") oraz skrajną ambiwalencję
        czy kurczowe trzymanie się drugiej osoby ("Nienawidzę Cię i nigdy nie kochałam,
        ale nie odchodź, bo bez Ciebie moje życie nie ma sensu").

        Widziałam, jakim wrakiem człowieka stał się po 3 latach mój partner i bardzo Ci
        współczuję. Ja m.in. z poczucia winy i wyrzutów sumienia (i wielkim bólem serca)
        zerwałam te relację. Ale jeszcze nie umiem kochać inaczej.
        Chodzę na terapię od krótkiego czasu.
        • sysunia83 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 13.06.09, 22:21
          katha_ko powiem szczerze,ze twoje slowa bardzo mnie dotknely,ze wzgledu na
          prawde jaka w nich jest.Chodzi o to,ze ja w tej chwili jestem w takim zwiazku.Z
          dnia na dzien nienawidze coraz bardziej swojego partnera i nie jestesm w stanie
          kompletnie nic zrobic-albo mi sie tak wydaje.Sa momenty,ze gdzies tam wmawiam
          sobie,ze bedzie dobrze,a za chwile zaczyna sie wszystko od nowa...Z dnia na
          dzien wieksza nienawisc,zero czulosci,drazni mnie jego osoba,a jednoczesnie nie
          wyobrazam sobie,ze moze go nie byc.Chcialabym,aby odszedl,a jednoczesnie nie
          chce i wiem,ze gdy zostane sama to bedzie ze mna gorzej.Odsunelam sie od
          wszystkich,nie kontaktuje sie ze znajomymi,bo nie mam ochoty na
          kontakty,zachowuje sie jak odludek-tak jest od ponad roku.Ogolnie od 3 lat,ale
          nie bylo to tak nasilone,zebym nie chciala widywac sie z ludzmi do tego
          stopnia.Jedyna osoba jaka toleruje jest ON,ale tak gdzies w glebi to i jego
          przestaje tolerowac,bo wychodzi to coraz bardziej na wierzch.Dla mnie to jakas
          paranoja,boje sie skonczyc ten zwiazek,boje sie,ze nie dam sobie
          rady,nienawidze,juz nie kocham,ale czuje sentyment,po prostu wiem,ze nie jestem
          sama.On tez juz niema sily byc ze mna,a jednoczesnie nie potrafi odejsc,a ja nie
          wiem co zrobic?Zrobilam z niego wrak,stal sie innym czlowiekiem choc tez mial
          swoje zagrania,ale jak kazdy.Stal sie bardziej
          nerwowy,wybuchowy,ubliza,prowokuje,ale wiem,ze w duzym, stopniu to przeze
          mnie.Po za tym jest DDA wiec dobralismy sie jak cholera.To nie takie proste
          powiedziec:odejdz!Tak po za tym to jestem egoistka,boje sie z nim rozstac,bo
          niedlugo mam powazna operacje kregoslupa i nie wiem co bedzie,wiem,ze w
          pierwszych miesiacach nie poradze sobie sama ani finansowo,ani w codziennosci,a
          nie mam na kogo liczyc.Wiem,ze nie kocham,juz sobie to uswiadomilam,tylko nie
          wiem co z tym dalej zrobic.Polecasz te ksiazke i chyba po nia siegne jesli uda
          mi sie gdzies kupic,bo nie daje juz sobie rady ze swoim wlasnym zyciem,przeroslo
          mnie to.Przerosla mnie codziennosc,chce sie starac,robie wszystko lecz nadal za
          malo.Nagle przychodzi ten moment,jakis impuls i wszystko szlag
          trafia.Zlosc,nienawisc,agresja i tak w kolko,z dnia na dzien
          mocniej,bardziej,gorzej...Ten zwiazek i tak sam z siebie jest juz na
          skraju,nasze psychiki sa na skraju!Przestalam widziec dla nas szanse:(Masz
          racje,ze ta milosc jest nie dojrzala.Na swoim przykladzie powiem,ze jest
          niedojrzala,chora i bezwartosciowa.Czym,ze jest zwiazek pelen
          nienawisci,wmawiania sobie,ze jest sie nikim bez tej drugiej osoby i trzymanie
          sie jej na sile?Jakim cudem moglam sie tak uzaleznic od czlowieka???Mnie to
          naprwde przerasta,tak zle miedzy nami nie bylo jeszcze nigdy..Niedługo nie
          bedzie juz nic...
          • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 03:59
            sysunia83 napisała:

            > Jakim cudem moglam sie tak uzaleznic od czlowieka???Mnie to
            > naprwde przerasta,tak zle miedzy nami nie bylo jeszcze nigdy..Niedługo nie
            > bedzie juz nic...

            Faktycznie, nie jest to niby powód do chluby u dorosłej osoby - nie kochać
            dojrzale i być uzależnionym od drugiej osoby. I mieć poczucie winy, że ktoś
            "przez Ciebie" stał się wrakiem człowieka. Ale czy w takim razie jestem dorosłą
            osobą? Chyba głównie metrykalnie.
            Mi pomagają w tym takie słowa i świadomość, że to wszystko - moje uczucia i
            zachowania - pochodzą OD MAŁEGO DZIECKA we mnie, a nie od dorosłej osoby. Od
            dziecka, które nigdy nie dostało na tyle mądrej bezwarunkowej miłości, ciepła i
            poczucia bezpieczeństwa, aby mogło stać się niezależne emocjonalnie, dorosnąć i
            rozwijać się dalej. I samemu kochać dojrzale. Innych tak bolą moje słowa,
            manipulacje, szantaże itp. zachowania, bo nie wiedzą, że to wszystko pochodzi od
            małego dziecka a nie od dorosłego (A jak można gniewać się na dziecko?)... i tak
            będzie dopóki ta potrzeba nie zostanie w odpowiedni sposób rozwiązana, i od tego
            jest terapia...

            Oczywiście nie jest to powód do usprawiedliwienia się przed innymi (zresztą,
            mało kto to zrozumie), ale do zrozumienia siebie i WYBACZENIA sobie. I podjęcia
            terapii.
            • ninagarcia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 13:35
              katha_ko - dzięki, że wspomnialaś o tym dziecku. Eureka. Już tak od
              roku zabieram sie do tego tematu, bo za kazdym razem, keidy sobie
              przypominam o tej teorii - opadam bezwladnie na siedzenie, bedac pod
              wrazeniem jak praktyczne jest to podejscie. Ja mam na mysli analize
              transakcyjna, z grubsza dziecko, dorosly, rodzic. Mam w jakims
              podreczniku do komunikacji rozdzial poswiecony tej teorii i ciagle
              czekam, az dojrzeje do tego, aby zajac sie tym blizej. Czy
              zglebialas cos na ten temat wiecej? sa jakies warsztaty na ten
              temat, oprocz lektur?
              • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 15:15
                Tak, znam analizę transakcyjną Berne'a (rodzic krytyczny, rodzic opiekuńczy,
                dorosły, dziecko przystosowane, dziecko wolne). Ale to nie ta teoria pomaga mi
                najwięcej zrozumieć siebie.

                Najwięcej dała mi książka "Uratuj mnie", gdzie oprócz teorii na ten temat jest
                pokazana praktyka (to pamiętnik dziewczyny z BPB), a poza tym: teoria Otto
                Kernberga oraz teoria Melanie Klein o rozwoju emocjonalnym. Co jeszcze... no na
                pewno psychoanaliza także - głównie skupiłam się na niedojrzałych mechanizmach
                obronnych, jakie border stosuje (a ma ich w ch*j), i na terapii wyłapuję je u
                siebie. Dużo czytałam o mechanizmie rozszczepiania (ang. splitting), czyli
                idealizacji ("Kocham Cię!!") i dewaluacji siebie i innych ("Nienawidzę Cię!!"
                "Nienawidzę się i zabiję się").
                Stąd się głównie biorą nasze wahania nastroju i niestabilny obraz siebie, a nie
                z jakichś mikrouszkodzeń mózgu. Ja mam typowe BPD, a miałam kilka razy robione
                TK mózgu oraz EEG i zawsze wszystko wychodziło idealnie. Więc nie czytam już
                bzdur o jakichś uszkodzeniach czy genetycznych uwarunkowaniach. Już nie.

                Ja sporo miałam o tym na studiach, więc miałam materiały, ale w internecie
                spokojnie można znaleźć podstawowe info na te tematy (o tych teoriach, o
                rozszczepieniu). Chociażby w Wikipedii albo na angielskich stronach. Poza tym
                sama dużo czytam i poszukuję, ale nie książki typu: jak radzić sobie z BPD; ale
                info, co zrobić, aby się od niego całkiem uwolnić. Wiem, że trzeba dużo
                determinacji, odwagi i samozaparcia w przechodzeniu przez ten ból... no, i
                niestety każdemu się to udaje. To ciężka walka o siebie :(

                Co do psychoterapii to polecam: J. Aleksandrowicz "Psychoterapia. Poradnik dla
                pacjenta".

                Pozdro!
                • urocza_diablica Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 15:35
                  Fajnie, że w końcu ktoś wspomniał o tym, że niekoniecznie trzeba mieć te
                  uszkodzenia żeby mieć bpd. Szkoda tylko, że tak mało osób zna się na tym w
                  większym stopniu i niestety co po niektórym (takim jak ja:)) pozostaje wierzyć w
                  to co piszą osoby średnio poinformowane. Ja również miałam dobre wyniki
                  rezonansu, złe z eeg, ale to może świadczyć o wszystkim jak i o niczym. Ale
                  przez to co się naczytałam przez długi okres czasu nie wierzyłam w diagnozę
                  zamiast skupić się na leczeniu. Żaden ze mnie ekspert, ale bardzo podoba mi się
                  to co piszecie o tych dzieciach. Może warto byłoby się tym zająć, ja często mam
                  wrażenie, że w moim ciele dorosłej kobiety jest dziecko, a ochłapy racjonalizmu
                  każą zagłuszać jego głos no bo "to nie wypada". I przez to może powstają te
                  problemy bo z jednej strony ten głos jest silny, a z drugiej istnieją jakieś
                  niepisane normy których się staram trzymać. Może więcej osób ma podobne odczucia?
                  • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 16:32
                    urocza_diablica napisała:

                    > Może warto byłoby się tym zająć, ja często mam
                    > wrażenie, że w moim ciele dorosłej kobiety jest dziecko, a ochłapy racjonalizmu
                    > każą zagłuszać jego głos no bo "to nie wypada". I przez to może powstają te
                    > problemy bo z jednej strony ten głos jest silny, a z drugiej istnieją jakieś
                    > niepisane normy których się staram trzymać.

                    Bo, my, dorośli z BPD, mamy mniej więcej w normie rozwój poznawczo-intelektualny
                    (więc zdajemy sobie sprawę z wielu rzeczy, np. to, że nasze zachowanie "nie
                    przystaje do wieku"), ale rozwój emocjonalny na poziomie dziecka.
                    To, co mówi "nie wypada", "źle", "wstyd" to superego i mechanizmy obronne.
                    Zdajemy sobie sprawę z tego, że to dziecinne i wstydliwe się tak zachowywać i
                    odczuwać, że nasze zachowania bolą czy nawet śmieszą innych, ale mimo tych
                    racjonalizacji to dalej w środku jest przerażone małe dziecko, które potrzebuje
                    bezwarunkowej miłości, uwagi otoczenia, które kocha całym sobą i nienawidzi
                    całym sobą, które wybucha agresją, gdy nie zostanie zaspokojona jakaś potrzeba.

                    Ale, że mamy te dwadzieścia- czy trzydzieści parę lat to wiemy, że takie
                    zachowanie "nie przystoi", "nie wypada", a i inni oczekują od nas dojrzałego
                    zachowania i adekwatnych uczuć. U dziecka to wszystko jest ok, bo to normalny
                    etap w rozwoju. Ale to, co jest normą i ochroną dla kilkulatka, jest barierą i
                    niebezpieczeństwem dla dorosłej osoby... Nasz dziecięcy, np. czarno-biały sposób
                    odczuwania i zachowania, gwałtowne zmiany, nie jest korzystne dla dorosłej
                    osoby. Np. w atakach agresji małolatek może zrobić sobie co najwyżej "kuku" lub
                    rzucić misiem w mamę, a my mamy więcej niebezpiecznych sposobów do
                    autodestrukcji, alkohol, seks, narkotyki, samobójstwo... A i mama przytuli takie
                    dziecko i się na nie nie gniewa, a nas, "dorosłych" nikt nie rozumie...
                    Myślę, że kluczem w terapii jest zrozumienie tego dziecka w sobie, przytulenie
                    go, zaspokojenie potrzeby bezwarunkowej akceptacji przy terapeucie, i zmiana
                    zmiana zmiana...
                • ninagarcia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 20:36
                  ej, to fajnie sobie radzisz. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Nie
                  chce Ci tu od razu zbudowac pomnika, ale zuch z Ciebie dziewczyna:)
                  O splittingu dowiedzialam sie dopiero niedawno, ale moje
                  dziecinstwo - wlasnie takie bylo. Dobre dziecko - to moj brat, ja -
                  ta druga. Przez lata tak wlasnie patrzylam na swiat oczami mojej
                  mamusi.Inni, wszyscy- cacy,ja- be. A jak ja w porzadku - to wobec
                  tego reszta do bani BYC musi (przeciez matka wyraznie dzielila
                  rodzine na bialych i czarnych). Zycie takim tokiem myslenia to
                  jedna wielka udreka, walka, mordęga...
                  • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 21:09
                    ninagarcia napisała:

                    > ej, to fajnie sobie radzisz. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Nie
                    > chce Ci tu od razu zbudowac pomnika, ale zuch z Ciebie dziewczyna:)

                    no, po drodze były trzy psychiatryki, elektrowstrząsy, kilogramy leków (do
                    kilkunastu tabletek dziennie), autoagresja, myśli "s", więc różnie bywało :D
                    stwierdziłam w końcu, że jak leki, szpitale i ELW mi nie pomogły to widocznie
                    nie tędy droga, i albo się zabiję albo o siebie powalczę. no i postanowiłam się
                    doedukować o BPD, o nerwicy (mam lęki) i chodzę na terapię od niedawna. jest
                    ciężko i bywają kryzysy, poczucie beznadziei, deprecha, ale wiem, że jak siebie
                    nie zmienię to nie ma bata, nic i nikt mi nie pomoże, wóz albo przewóz... Pomnik
                    sobie sama postawię prywatny jak mi się uda wyzdrowieć hihi :) Może się porywam
                    z motyką na Słońce, ale nie mam już nic do stracenia.


                    > Zycie takim tokiem myslenia to
                    > jedna wielka udreka, walka, mordęga...

                    I coś zamierzasz z tym zrobić?

                    Ps - A jeszcze niedawno tak się na mnie oburzałaś ;)
                    • ninagarcia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 14.06.09, 21:50
                      he, he; a jednak nie cierpie wstawiania cytatow z wypowiedzi
                      poprzednikow:) (tym samym zdradzilam swoje mysli z innego watku).
                      Wybacz, wybacz, wybacz. Czuje sie jakby mnie ktos lapal za slowka.
                      nie pamietam, ze sie oburzalam ale byc moze.

                      Ta mordega, udreka to bylo przede wszystkim to, ze odczuwalam
                      przymus, taka wielke sile oceanu plynaca niczym sila wodospadu, zeby
                      radzic sobie w emocjonujacych sytaucjach : a to dran, a to lobuz,
                      albo ale ona super, cudowna i NIC Z TEGO NIE WYNIKALO, a zylo mi
                      sie fatalnie. Choc gdzies tam z boku lapalam sie na tym, ze chyba
                      tak nie jest, ze cos jest kurcze nie tak. Jak juz tak na amen amen
                      zaczelam nad tym myslec, analizowac i wczuwac sie w to, to sie
                      okazalo, ze ja sie tego nauczylam. Ze ja sama, tak szczerze,
                      intymnie,w srodku - to mam inne zdanie, nie ma ludzi czarnych i
                      bialych, ze kazdy z nas taki bywa. Ze to poje.. ny , sorry za
                      slownictwo, sposob percepcji mojej matki. Zaskutkowalo to tym, ze
                      przestalam z nia rozmawiac, spotykac sie itd. Musze sie nauczyc,
                      jakie ja osobiscie mam zdanie na wiekszosc tematow. Nadrabiam
                      wczesne dziecinstwo w budowaniu swoich wartosci i swiatopogladu. Co
                      nie oznacza, ze zrezygnowalam z dzielenia. O dziwo, ponownie
                      zaczelam to stosowac, uznajac, ze byc moze jest to najlepszy z
                      mozliwych dla mnie sposobow radzenia sobie z trudnosciami, ale teraz
                      juz wiem, ze czuje tak W TEJ CHWILI. Albo ze nachodza mnie TAKIE
                      MYSLI , w tej chwilli.Albo jestem tak zdenerwowana, ze musze ja
                      nazwac glupia krowa, ale to tylko ze zdenerwowania. Ale to nie sa
                      FAKTY. I nic nie jest na zawsze i w ogole. Zdecydowanie czesciej
                      teraz tez czegos nie wiem. Czasem mi sie udaje zlapac, ze moja glowa
                      juz mi podpowiada jakis imprintowany banal od matki, i wtedy wole
                      zamilknac i poczuc, co ja mysle, z brzucha. To bywa fajne, ale i
                      okropne. Coraz mniej wiem. Fajnie byloby miec takie bezpieczne
                      wzorce komunikacji/zachowan od swoich rodzicow, ktore przynosza
                      spelnienie w zyciu - ale ja takich nie mam. I chyba coraz blizej mi
                      do pogodzenia sie z ta kwestia. Poki co, nie chce byc obiektywna, i
                      w tych najtrudnijeszych dla siebie sprawach, celowo stawiam sobie
                      wyzwanie - ze to nie moje, to wbudowane przez matke, ojca. Odczuwam
                      to jako autentyczna kwestie mojego przetrwania. To troche jak wybor -
                      albo nowa ja, wg wlasnych wartosci i pogladow, bardziej wyobcowana
                      i samotna w okresie przejsciowym albo stara ja, niby bezpieczna, ale
                      raczej na rowni pochylej. Co wiecej, wykruszaja mi sie tez znajomi,
                      bo coraz mniej znajduje z nimi wspolnego jezyka. Ale o dziwo,
                      zaczeli sie pojawiac tez nowi. Zwracam uwage na calkiem inne rzeczy
                      Jak to zauwazylam, to jeszcze bardziej nabralam pewnosci, ze to
                      chyba wlasciwa poki co sciezka. Ale doznaje wielu smutkow i dolów na
                      codzien, rowniez. Choc mam do nich juz inny, wlasny stosunek. I
                      szczesliwie dla siebie, nie oczekuje tez, ze ktorego dnia cos sie
                      zakonczy. Albo spotka mnie kara. Albo nagroda. Teraz rozsmakowuje
                      sie raczej w kazdej godzinie. I trcohe zlapalam sie ostatnio na
                      mysli, ze gdyby nie moj zwiazek z facetm z BPD - zylabym dalej jak
                      dawniej, uwiklana w siec niekoniecznie dobrych, autodestrukcyjnych
                      dla mnie przekonan i wzorcow. Gdzie ja sie wtedy zapedzilam, przez
                      jak dramatyczne wydarzenia musialam przejsc, zeby to zrozumiec..
                      Dlatego identyfikuje sie z Twoim pogladem, ze istota walki wtym
                      przypadku lezy w wyborze, decyzji woli, a nie w budowie ciala,
                      lekach, itp. Tutaj absolutnie, na tym etapie, sie z Toba zgadzam.
                      • p_takmalowany Re: Czy BPD kochają naprawdę? 05.07.09, 23:43
                        do partnerów i osób z bpd: zaszczują mnie pewnie "moi bracia" za to co powiem
                        ale co tam...
                        Piszę to jako osoba z bpd.

                        Potrzebujemy "tego, który nigdy nas nie opuści, zawsze zrozumie i będzie
                        akceptował takimi jakimi jesteśmy".A czy nie jesteśmy pełną paletą miłości i
                        oddania bez granic, empatii do której inni lecą jak pszczoły do miodu; i pełna
                        paletą głębokiej pogardy dla słabości innych, bezlitosnego, często okrutnego
                        odtrącania ich, niszczącej, paranoicznej zazdrości i determinacji by "mieć"
                        drugiego człowieka. To on ma znosić w świętej cierpliwości nasze zmieniające się
                        jak w kalejdoskopie nastroje i stosunek do swojej osoby. A my? Czego my od
                        siebie wymagamy? ... Nakładamy na innych ciężary, których sami nie tykamy palcem
                        do jasnej cholery! Niech coś we mnie strzeli jeśli tak nie jest i każdemu, kto
                        powie coś innego mogę śmiało zarzucić co najmniej bardzo powierzchowną znajomość
                        samego siebie.

                        Sądzę, że człowiek z bpd z założenia nie potrafi kochać naprawdę bo - jest
                        SKONCENTROWANY GŁÓWNIE NA SOBIE.
                        Co nie znaczy, że jest w tym zakresie nie wyuczalny. Kluczem jest wychodzenie z
                        własnego egoizmu i zapatrzenia w siebie i swoje własne potrzeby. Nikogo tu nie
                        osądzam. Mam bpd i wiem, że to jest już poza zasięgiem naszej dobrej woli i
                        wszelkich starań ale może warto to po prostu zobaczyć...?

                        Ktoś wcześniej napisał o kochaniu wyłącznie patologicznymi emocjami i ...ja się
                        z nim zgadzam. To że czujemy, że kogoś kochamy i dali byśmy się pokroić za to,
                        że to prawda, nie oznacza, że rzeczywiście kochamy. Bo miłość do cholery NIE
                        JEST EMOCJĄ - tego się nauczyłam. A mam bpd. Nie jesteśmy nie wyuczalni!
                        Miłość to wewnętrzna gotowość, dojrzałość do WIDZENIA (kochani z bpd bo z tym
                        mamy zdaje się problem), AKCEPTOWANIA drugiego człowieka takiego jaki jest - z
                        jego słabościami i wadami, które nas w jakiś sposób zabijają i ODDAWANIA mu
                        swojego życia - szczególnie w jego słabościach i wadach. To jest normalna
                        relacja. Życie to nie bajka a miłość ma być grobem naszego egoizmu. Stąd płynie
                        jej słodycz i tylko stąd. Wszystko inne to infantylne iluzje o miłości.

                        I dopóki emocje będą nam się pieprzyć z miłością, a miłość z wysysaniem z
                        drugiego życia; dopóki nie będzie w nas intencji kochania naszych kochanych
                        naprawdę bo w końcu za darmo; dopóki nie zaczniemy rozumieć tego, że nasz
                        wymarzony partner, którego tak potrzebujemy NIE ISTNIEJE a drugi człowiek ma
                        prawo nie mieć do nas czasem cierpliwości, siły, nie musi umieć nas zawsze
                        bezwarunkowo rozumieć i co tam jeszcze byśmy sobie od niego życzyli...dopóty
                        będziemy się tak szamotać w samych sobie i zabijać innych swoimi nierealnymi
                        oczekiwaniami, manipulacjami, szantażami emocjonalnymi, sprzecznymi
                        komunikatami, wmawiając sobie, że "przecież kochaliśmy..." tych, którzy po
                        kontakcie z nami muszą się leczyć...
    • driadea Re: Czy BPD kochają naprawdę? 28.07.09, 22:11
      Kochają, kochają bardziej nią to możliwe, bardziej, niż inni, bardziej, niż
      potrafią. I to jest najstraszliwsze w tym wszystkim - niemoc. I kochających i
      kochanych.


      > przykro patrzeć, co pozwoliłam ze sobą zrobić w tym związku, jak
      > pozwoliłam siebie niszczyć i jeszcze za to przepraszałam.

      Miłość jest ślepa, nawet na BPD. A może zwłaszcza.
      • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 28.07.09, 22:19
        driadea napisała:

        > Kochają, kochają bardziej nią to możliwe, bardziej, niż inni, bardziej, niż
        > potrafią.

        To zależy, jak rozumieć miłość. Ja uważam (jako bpd), że osoba z bpd nie potrafi
        kochać dojrzale. Że ona czuje, że kocha całą sobą, ale... to nie jest miłość. To
        bardziej potrzeba BYCIA kochaną, niż kochania. Pewnie się oburzysz :P

        driadea napisała:
        > Miłość jest ślepa, nawet na BPD. A może zwłaszcza.

        Powiem za de Mello (przemyślane kilka razy i zrozumiane dopiero niedawno): "Nie
        ma na świecie nic bardziej wyraźnie i jasno patrzącego, niż miłość."
        Inaczej nie jest to miłość, tylko jakieś bardzo silne uczucie naszpikowane
        oczekiwaniami, potrzebami, przywiązanie, uzależnienie, mylone z miłością.
            • driadea Re: Czy BPD kochają naprawdę? 30.07.09, 18:34
              katha_ko napisała:
              > Widzi się to, co się chce zobaczyć.

              Tak? A ja myslałam, że raczej to, co jest. No, ale skoro tak, to tym bardziej
              miłośc jest ślepa :D

              Wiem o co ci chodziło, ale nie zgadzam sie z ta opinią. Widać bpd są jak każdy
              inny - jedni widzą, inni tylko patrzą, jeszcze inni nawet oczu nie otworzyli.

              Pozdrawiam.
              Pozdrawiam.
              • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.08.09, 14:39
                driadea napisała:

                > Wiem o co ci chodziło, ale nie zgadzam sie z ta opinią. Widać bpd są jak każdy
                > inny - jedni widzą, inni tylko patrzą, jeszcze inni nawet oczu nie otworzyli.

                BPD nie są jak "każdy inni". W porównaniu z innymi osobami, tzw. normalsami,
                mamy o wiele bardziej skrzywiony ogląd na świat, życie, siebie. Skrzywiony przez
                całą chmarę mechanizmów obronnych, które stosujemy w nadmiarze:
                - rozszczepianie (idealizowanie/dewaluowanie)
                - silne projekcje
                - inne
                Tak silnie projektując i rozszczepiając, nie da się mieć w miarę obiektywnego
                (adekwatnego) oglądu. Na tym m.in. polega ZABURZENIE borderline. Jest
                ZABURZENIEM w postrzeganiu i odczuwaniu, patrzenie na świat bardziej w krzywym,
                nieprawdziwym zwierciadle niż inne, zdrowsze, osoby. Niestety dotyczy to także
                "miłości"...
                  • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.08.09, 15:28
                    Już nawet samo rozszczepianie - czołowy mechanizm w BPD - łączy się z
                    FRAGMENTACJĄ obrazu drugiej osoby (+ obrazu siebie, świata, itd.).
                    Rozszczepianie wiąże się z tym, że osoba z BPD nie potrafi CAŁOŚCIOWO patrzeć na
                    drugą osobę, a tylko fragmentarycznie - najczęściej pod takim kątem, aby mogła
                    ona zaspokoić nasze aktualne potrzeby. To jest z reszta ISTOTA borderline:
                    kiepska umiejętność syntezy + i - danej osoby w jednej chwili. Aby się na nią
                    pozłościć trzeba nagle zrobić z nią złą osobę (bo jak można się złościć na
                    dobrą?). Aby znowu się zbliżyć, to "trzeba" zparzeczyć jej minusom, przestają
                    być ważne. Lęk, że jak się zezłościmy to zostawi nas na zawsze - a więc nie
                    można do jej obrazu dodać za wielu minusów na raz.
                    I to ma być dojrzała miłość...?
                    Prawda boli?
                  • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.08.09, 15:43
                    p_takmalowany napisała:

                    > Podpisuję się. To jest fakt - a trzeba być idiotą, żeby zaprzeczać faktom.

                    Ja nie powiedziałabym, że idiotą. Tylko osobą nie znającą przyczyn i istoty BPD.
                    Sama kiedyś myślałam, że "po prostu" mam silniejsze emocje niż inni i jestem
                    bardziej wrażliwa :P Teraz wiem, że te silne emocje nie są "po prostu", nie są
                    to jakieś wytrącenia mózgu czy tylko zaburzenia serotoniny (Redukcjonizm!),
                    tylko wiążą się z mechanizmami obronnymi, a więc ze skrzywionym oglądem świata,
                    obrazu innych ludzi, siebie.

                    Czy mając tak skrzywiony (na masę) obraz drugiej osoby można ją kochać na
                    prawdę...?
                    Czy raczej jest to przywiązanie, fanatyczne uzależnienie (="Bez Ciebie nie mogę
                    żyć", "Życie bez Ciebie nie ma sensu")?

                    Jeśli nie mogę bez Ciebie żyć, to będę tak ograniczała Twoją wolność, abyś był
                    do mnie przykuty, nie pozwolę Ci odejść i będę reagować szantażami, gdy będziesz
                    chciał mnie opuścić.
                    A czy miłość jest ograniczaniem wolności drugiej osoby?

                    To trudne pytania, a jeszcze boleśniejsze odpowiedzi...
                • driadea Re: Czy BPD kochają naprawdę? 04.08.09, 12:34
                  Rany, nie czytasz ze zrozumieniem.
                  Nie twierdzę, że bpd są jak inni, tylko jak wśród każdych innych - zdrowych,
                  chorych, ładnych, brzydkich, małych, dużych, mądrych, głupich itd. - są tacy,
                  którzy potrafią, jak i tacy, którzy nie. Czyli ci, którzy widzą, ci, którzy
                  tylko patrza i w koncu ci, którzy nawet oczu nie otworzyli.
                  Wiem na czym polega bpd, nie musisz mi tłumaczyć.
                    • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 12.08.09, 11:51
                      Czytałam, bardzo lubię Yaloma :)
                      Z tym, że on w tej książce nie miał w terapii osoby z BPD :D

                      Ja polecam a propos tematu nieustannie "Uratuj mnie". Tam jest dużo o miłości, w
                      różnych jej wymiarach. I przede wszystkim pisane przez osobę z BPD.
                      • nena100 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 12.08.09, 14:01
                        Czytałam Uratuj mnie, bardzo mi się podobała:)
                        Jeśli chodzi o Yaloma, to rodzaj zaburzeń chyba nie jest tak istotny, gdyż w
                        swoich książkach mierzy się z problemami, które dotyczą wszystkich, nie tylko
                        BPD, jeśli w ogóle tacy istnieją:) Myślę, że niezależnie od tego co nam jest,
                        zasada jest podobna: "szaleństwo" zawsze czemuś służy i jest najlepszym
                        rozwiązaniem jakie w danej chwili znamy, i które stosujemy. „Płaszcz szaleństwa"
                        chroni nas przed życiem, gdyż doświadczenie i wrażliwość wyolbrzymia jego smutne
                        i trudne aspekty. Zatem stajemy się zombi:)przestajemy czuć żeby nie narażać się
                        na kolejny ból, bo ten pojemnik jest już po brzegi wypełniony. Jednak chroniąc
                        się przed smutkiem życia, automatycznie zamykamy się na jego piękno, choć tak
                        bardzo go pragniemy. I niezależnie od tego na co chorujemy Yalom twierdzi, że,
                        żeby zacząć żyć czytaj kochać, angażować się, cieszyć trzeba najpierw pozwolić
                        sobie na ból, smutek i wszystkie normalne, choć bardzo trudne, uczucia jakie są
                        w nas. Czasami może nam w tym pomóc terapeuta. To taki przewodnik po naszej
                        krainie cieni.
                        Jedno z pierwszych pytań jakie zadał mi mój terapeuta, kiedy opowiedziałam mu o
                        swoim cierpieniu to znaczy lękach i schizmach było” co Pani to daje?” oczywiście
                        się wściekłam bo co to za k…wa idiotyczne pytanie, znowu ktoś chce mnie
                        sprowokować, na szczęście przetrwałam pytanie, więcej znalazłam odpowiedz,
                        dzięki bogu:)
                        A powracając do kwestii miłości to jestem pewna, że BPD, jeśli takie są:)
                        potrafią i są zdolne do miłości. Jednak w niej ujawnia się to co najtrudniejsze,
                        dlatego tak trudno jest kochać ale nie tylko nam wariatom, bo inaczej by nas aż
                        tylu nie było:)
                        • katha_ko Re: Czy BPD kochają naprawdę? 12.08.09, 16:22
                          nena100 napisała:

                          > BPD, jeśli w ogóle tacy istnieją:) Myślę, że niezależnie od tego co nam jest,
                          > zasada jest podobna: "szaleństwo" zawsze czemuś służy i jest najlepszym
                          > rozwiązaniem jakie w danej chwili znamy, i które stosujemy.

                          Taka świadomość to podstawa do wyjścia z choroby :)


                          > A powracając do kwestii miłości to jestem pewna, że BPD, jeśli takie są:)
                          > potrafią i są zdolne do miłości.

                          Po pierwsze: jakoś mnie zastanowiło, że parę razy powtórzyłaś "BPD, jeśli takie
                          są;)". Tak, istnieje taka etykietka i ludzie, którzy do niej pasują. Ale
                          wiadomo, diagnoza to tylko wskazówka i nas do końca nie definiuje (chociaż
                          czasem staje się wręcz tożsamością...).

                          BPD są potencjalnie zdolni do dojrzałej miłości, po wyleczeniu, ale nie są do
                          niej zdolni w okresie trwania choroby, czarno-białego myślenia i rozszczepiania
                          co krok.

                          Poza tym pytanie: co to jest miłość??

                          Ktoś powie "Nie umiem bez niej żyć i bez niej moje życie nie ma sensu. Kocham
                          ją" - i dla niego to jest miłość; dla mnie to nieporozumienie i brak miłości
                          (dojrzałej).
                          • nena100 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 13.08.09, 10:47
                            Powtarzam, bo nie ufam etykietom. Choć bywają pomocne ale również szkodliwe,
                            pewnie zależy, kto ich używa:). Za to kocham otwarte pytania.

                            Co to jest miłość? Nie wiem ale nie umiem bez niej żyć i bez niej moje życie nie
                            ma sensu:)
          • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 01:16
            Tak kochają, jestem w związku z dziewczyną z BPD od ponad dwóch miesięcy i czuje
            jej miłość, widujemy się prawie codziennie, poświęca mi mnóstwo czasu i daje mi
            wiele szczęścia i radości, ale są momenty kiedy nagle nie chce mnie widzieć
            kiedy nienawidzi siebie i innych, kiedy nie chce się z nikim spotkać, wmawia
            sobie że jest najgorsza, że boi się ludzi :( Ma rany po cięciach na obu rękach,
            wiele razy próbowałem ją przekonać że jest cudowną i wspaniałą dziewczyną żeby
            nic sobie nie robiła i obiecywała że się postara bo kocha mnie najmocniej na
            świecie i jestem dla niej wszystkim, ale później się okazywało że to jest
            silniejsze od niej, tłumaczy to tym że te myśli same przychodzą, w jednej chwili
            potrafi myśleć o mnie i jest ok, a w drugiej nienawidzić siebie i wszystkich.
            Moja dziewczyna przejmuje się wszystkim, wszyscy mogą ją lubić ale wystarczy że
            jedna osoba powie jej coś przykrego a będzie się czuła nieakceptowana i zacznie
            nienawidzić siebie, staram się ją chronić, dawać poczucie bezpieczeństwa, ale
            nie zawsze przy niej jestem. Pewnego dnia byłem u niej i powiedziała że idzie do
            wc, długo nie wracała więc zapukałem i ona powiedziała że zaraz wyjdzie, wyszła
            ubrana w bluze i sprawdziłem jej ręce, miała podrapane do krwi, chciała się
            ukarać za to że żyje, a że nie miała nic ostrego to podrapała się paznokciami.
            Kocham ją bardzo mocno i wszystkie złe chwile są dla mnie smutne, ale później
            ona daje mi raj, w jednej chwili gotuje mi piekło, a później raj. Może to trudne
            tak jak dzisiaj kiedy nie chciała się ze mną spotkać, kiedy groziła mi że mnie
            rzuci i ja płakałem i błagałem żeby tego nie robiła, ale za to później potrafi
            mi dać tyle szczęścia że ta godzina cierpienia blednie przy tym jak bardzo
            szczęśliwy jestem przez reszte dnia. Może ktoś powie że to chory związek, ale ja
            to widze inaczej, wiem że ona mnie kocha i to bardzo, udowodniła to wiele razy,
            ufam jej i widze jej miłość, kiedy sprawia mi ból i widzi mój smutek bardzo się
            tym przejmuje i mówi żebym nie był smutny i robi wszystko żebym mnie
            uszczęśliwić, ma zmienne nastroje to prawda ale i tak ją kocham i chcę by
            została moją żoną, spędziliśmy wiele wspaniałych momentów i wspieram ją we
            wszystkim, staram się pokazywać że zawsze może na mnie liczyć, ale i tak czasami
            jest ciężko. Wiem że warto, bo to najwspanialsza dziewczyna na świecie, ona
            odmieniła mi życie, dała mi sens i wiare że warto żyć, wiem że nie jeden raz
            będe cierpiał ale warto pocierpieć tą chwile i później się cieszyć szczęściem z
            ukochaną przez dużo dłuższy czas. Moja dziewczyna bierze leki i niedługo zaczyna
            terapie, może to coś zmieni. Ja wiem tyle że nigdy jej nie zostawie, boje się
            tylko jednego że ona może mnie zostawić :(
              • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 11:57
                Może i tak ale wierze że BPD można wyleczyć i nie zawsze będzie chora, po drugie
                w każdej chwili mogę zginąć wpadając pod samochód lub w inny sposób, więc chyba
                warto przeżyć te chwile z Ukochaną osobą, nawet jeżeli nie zawsze będzie
                idealnie to lepiej żyć z dziewczyną którą kocham niż żyć samotnie. Niech każdy/a
                z was się zastanowi czy nie warto żyć dla miłości? Ja byłem ponad rok samotny po
                tym jak była dziewczyna mnie zostawiła i to bardzo mnie bolało i przeżywałem to
                wiele miesięcy, wiem jak to jest kiedy brakuje tej drugiej połówki, więc wole
                cieszyć sie każdą chwilą spędzoną z moją dziewczyną nawet jeżeli nie jest
                czasami dobrze bo i tak zawsze ona sprawia że złe chwile są mi wynagradzane po
                stokroć a nawet więcej.
                • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 13:15
                  Ja jestem przekonana, że BPD wyklucza istnienie dojrzałej prawdziwej miłości. No
                  niestety, to bolesny fakt... Nie mówię tylko o sobie, ale również i
                  teoretycznie: mechanizmy stosowane przez bordera uniemożliwiają całościowy ogląd
                  drugiej osoby, a więc kochanie jej taką, jaka jest. Myślę, że dotyczy to każdego
                  bordera bez wyjątku. Uważam, że wiele osób nazywa miłością uczucie, które w
                  istocie miłością nie jest.
                  • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 14:26
                    Ja to czuje inaczej, jak jestem z dziewczyną to widzę jak jej zależy, ona się
                    cieszy tak samo jak ja naszymi spotkaniami, czuje to kiedy mnie namiętnie
                    całuje,jak chcę bym ją masował dotykał, potrzebuje mojej bliskości i ja też jej
                    potrzebuje. Ona potrzebuje akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji i
                    miłości, próbuje jej to wszystko zapewnić, ale ona twierdzi że czasami
                    potrzebuje dni beze mnie żeby pobyć w spokoju, a mnie to boli trochę bo kocham
                    ją tak bardzo że chcę ją widywać codziennie cieszyć się wspólnymi chwilami.
                    Czasami mi obiecuje że się spotkamy o tej godzinie a później przekłada spotkanie
                    na później bo mówi że w jednej chwili myśli tak a w drugiej inaczej, ale cieszę
                    się że poświęca mi dużo czasu, wiem że chciałaby czasami mieć troche odpoczynku
                    ode mnie, ale mi jest smutno jak jej przy mnie nie ma, czuje pustke i brakuje mi
                    jej. Oboje mieliśmy trudne chwile w życiu, ja tez wiele wycierpiałem z ojcem
                    alkoholikiem który przepijał większość wypłaty, awanturował się i bił mamę kiedy
                    byłem mały i nie mogłem nic zrobić poza płaczem i proszeniem by jej nie bił,
                    wiele lat się budziłem w nocy z krzykiem, opowiadałem o tym dziewczynie i tylko
                    Ona mnie rozumie doskonale, oboje się o siebie martwimy i tęsknimy za sobą, nie
                    wierze w to że moja dziewczyna mnie naprawdę nie kocha, ja czuje jej miłość,
                    widze kiedy to mnie głaszcze po ręce, kiedy się pyta mnie jak się czuje, czy
                    jestem głodny? Naprawde jej zależy tylko że jest chora na BPD i musi z tym żyć,
                    to nie jest od niej zależne że nagle potrafi powiedzieć mi coś niemiłego, wiem
                    że później tego żałuje i przeprasza mnie za to, a ja Kocham ją tak bardzo że
                    wytrzymuje te huśtawki nastrojów.
                  • marciatko84 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 15:40
                    Czasami się też zastanawiam czy ktoś kto ma bpd jest naprawdę zdolny do miłości...
                    Ale najgorsze jest to, że nawet Ci "normalni" rzadko doświadczają tej dojrzałej
                    miłości. Bo jeśli by było inaczej to skąd tyle zdrad, rozwodów i innych
                    nieszczęść. Przecież chyba nie wszyscy są zaburzeni.
                    A czy tak naprawdę ktokolwiek ma wgląd w drugą osobę. Zazwyczaj wiemy o niej
                    tyle ile ona nam powie. Prawdziwe myśli i uczucia są dla nas niedostępne dopóki
                    ktoś się nimi z nami nie podzieli.
                    • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 15:58
                      Nigdy nie wiemy co dokładnie inna osoba myśli, ale oceniając jej zachowanie i
                      jej/ego czyny wobec nas możemy stwierdzić czy jej/emu na nas zależy, to widać
                      jak okazuje się uczucia, ja wiem to że to nie jest mój wymysł, czuje że moja
                      dziewczyna mnie kocha, jest chora ale mówi mi wszystko co czuje i nawet kiedy
                      jest jej źle opowiada mi o tym co w danej chwili odczuwa, dzieli się ze mną
                      szczęściem i smutkiem, ufam jej i wiem że pomimo choroby damy sobie rade, zawsze
                      będę ją wspierał.
                      • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 06.09.09, 16:12
                        Prawda jest taka, że większość ludzi jest jakoś tam zaburzona ;) Ale w tytule
                        wątku jest "Czy BPD...".

                        Jak dla mnie BPD wyklucza miłość - dojrzałą i prawdziwą. Wiadomo: większość z
                        Was się nie zgodzi... Bo to cholernie trudno przyznać przed sobą: ja jako BPD
                        nie kocham, ja jako partner osoby z BPD nie jestem kochany...

                        Bo pytanie, CZYM jest prawdziwa miłość?

                        Jeśli miłość NIE jest:
                        - uzależnianiem swojego sensu życia i szczęścia od drugiej osoby ("Bez Ciebie
                        moje życia nie ma sensu")
                        - zabieraniem wolności drugiej osobie ("Nie zostawiaj mnie!! Nie idź!!)
                        - manipulowaniem
                        - szantażami
                        - stapianiem się z drugą osobą
                        - myleniem potrzeby ciepła z kochaniem
                        - wybiórczym patrzeniem na osobę zależnie od aktualnej potrzeby (np. potrzeby
                        czułość), co DOTYCZY borderów, kórzy nagminnie używają rozszczepiania osoby (nie
                        patrzą całościowo na osobę - to ISTOTA borderline)
                        - kochaniem warunkowym: "Jak jesteś czuły to cię kocham, a jak mam zły nastój to
                        Cię nienawidzę"

                        ...to czy borderline potrafi kochać?
                        Pamiętajmy, że osoba z BPD tkwi ciągle w DZIECIĘCEJ fazie emocjonalnej. Ona
                        "kocha" tak, jak DZIECKO kilkuletnie. Tak, jak te kilkulatki, które w jednej
                        minucie krzyczą "Nienawidzę Cię mamo", a za 5 minut "Jesteś najukochańszą mamą
                        na świecie". Te uczucia dziecka są prawdziwe i autentyczne, ale nie są dojrzałe,
                        bo dziecko kocha matkę nie za to , że jest matką, ale za to, że zaspokaja jego
                        potrzeby. Border odczuwa podobnie. Czy to jest miłość?

                        To, że ktoś jest czuły, delikatny, ciepły, patrzący kochającymi oczami, stara
                        się, czy to wystarczy do definicji miłości?

                        Czy osoba z BPD ze względnym spokojem przyjmie wiadomość partnera o
                        przeprowadzce do innego miasta, bo tam chce spełnić swoje marzenia zawodowe? Czy
                        - bez szantażu, manipulacji, cięcia się, histerii - da mu prawo do wolności..?
                        Miłość jest dla mnie dawaniem wolności, między innymi i szacunkiem dla rozwoju
                        drugiej osoby i jej wyborów.

                        Chyba, że ktoś ma inną definicję miłości.
                        • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.09.09, 00:01
                          Dla mnie miłość to czerpanie przyjemności z każdej chwili spędzonej z Ukochaną
                          osobą, jestem szczęśliwy kiedy budzę się przy Ukochanej i kiedy się kładzie w
                          moich ramionach, kiedy czuje jej odddech i wiem że zrobiłaby dla mnie wszystko i
                          ja dla niej, nie czuje się ograniczony w żadnym stopniu, moja dziewczyna daje mi
                          wszystko czego potrzebuje czyli miłość i nie zgodze się że ona nie potrafi
                          kochać, nie zabiera mi wolności, to raczej ja zabieram jej wolność bo ona chcę
                          czasami odpocząć a ja się tak zakochałem w niej że nie potrafie już bez niej
                          nawet jednego dnia być zadowolony, bez niej odczuwam pustke i brak mi jej,
                          dzisiaj spędziliśmy kolejny cudowny wieczór, przyjechała do mnie, zrobiłem
                          chamburgery, oglądaliśmy film, kochaliśmy się, przytulaliśmy i mówiliśmy jak
                          bardzo się kochamy, czyż nie na tym polega miłość? na okazywaniu uczuć? Nie
                          wierze że osoby z BPD są bez uczuć i kłamią, jakby moja dziewczyna mnie nie
                          kochała to by ze mną nie była i by jej tak na mnie nie zależało.
                          • grow888 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.09.09, 00:32
                            > Może to trudne tak jak dzisiaj kiedy nie chciała się ze mną
                            > spotkać, kiedy groziła mi że mnie rzuci i ja płakałem i błagałem
                            > żeby tego nie robiła, ale za to później potrafi mi dać tyle
                            > szczęścia że ta godzina cierpienia blednie przy tym jak bardzo
                            > szczęśliwy jestem przez reszte dnia

                            Wybacz za bezpośredniość bo najwyraźniej moje 3 proste słowa nie skłoniły Cię zupełnie do refleksji. Piszesz jak obłąkany narkoman, który cierpi na głodzie, ale z nadzieją, że sobie w końcu da w żyłę. Jesteś już rozbity.

                            Jesteś niedojrzały bo zabierasz się za związek z osobą z bpd (samego w sobie tego faktu nie krytykuję), twierdzisz po 2 miesiącach, że ją kochasz, a jednocześnie tym co wypisujesz udowadniasz, że nie masz pojęcia najzieleńszego czym jest BPD.
                          • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.09.09, 09:16
                            Scofield, tak, jak opisujesz swój związek z dziewczyną ot ja w tym miłości nie
                            widzę :( (w moim jej pojęciu)

                            scofield42 napisał:

                            > Dla mnie miłość to czerpanie przyjemności z każdej chwili spędzonej z Ukochaną
                            > osobą

                            Aha, to ja mam inną definicję... To co innego niż czerpanie przyjemności,
                            czerpanie ciepła... Bycie kochanym i czerpanie ciepła to co innego niż kochanie...

                            > kochać, nie zabiera mi wolności, to raczej ja zabieram jej wolność

                            I to jest miłość?

                            > czasami odpocząć a ja się tak zakochałem w niej że nie potrafie już bez niej
                            > nawet jednego dnia być zadowolony, bez niej odczuwam pustke

                            To też nie miłość... tylko uzależnienie od ciepła. A skoro nie potrafisz bez
                            niego funkcjonować to będziesz dążyć do osaczania sobą, nie dawać odejść, tyle,
                            że to już jak dla mnie zaprzeczenie miłości...

                            Ale najważniejsze i tak jest to, że Wy we dwoje się dobrze czujecie w takim związku.
                              • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.09.09, 00:28
                                Napisałem to skrótowo, może źle to ująłem, wiem co to BPD, wiem że moja
                                dziewczyna może zmienić zdanie w każdej chwili że nigdy nie mogę być pewny tego
                                co się stanie, ale oceniam nasz związek taki jak jest teraz i wiem że oboje
                                jesteśmy zakochani i szczęśliwi, nie kłócimy się, spotykamy się codziennie,
                                kiedy się nie widzimy to dzwonimy albo esemesujemy i spędzamy razem wspaniałe
                                chwile. To fakt że nie mam poczucia tej stabilności i nie wiem co będzie jutro,
                                ale byłem w trzech innych związkach z dziewczynami bez BPD i żadna z nich nawet
                                w połowie nie okazywała mi swoich uczuć i nie kochała mnie tak bardzo, widze
                                codziennie różne pary i nie wszystkim się tak dobrze układa jak mi i mojej
                                dziewczynie dlatego staram się nie poddawać i moja dziewczyna od tego tygodnia
                                zaczyna terapie, bierze lekarstwa przez co potrafi się troche hamować i nie
                                wyzywa mnie. Jedyne co mnie martwi to fakt że często mówi jak nienawidzi siebie
                                i ma chęć umrzeć i jednocześnie boi się ludzi. Dzisiaj z rana wysłała mi smsa że
                                jest w szkole ale panicznie boi się ludzi i że nie wie czy wytrzyma do końca
                                lekcji, rozmawialiśmy aż napisała że spróbuje sama sobie z tym poradzić i udało
                                jej się. Czytałem wypowiedzi osób które były w związku z borderem i musze
                                stwierdzić że mam niewiarygodne szczęście bo narazie ja nie doświadczyłem
                                poniżania i wykorzystywania moich słabych punktów, mojej dziewczynie naprawde na
                                mnie zależy np: dzisiaj przyjechała do mnie odrazu po szkole pomogła mi
                                sprzątać, dała mi w prezencie nowe spodnie, oglądaliśmy film i cały czas
                                okazywała mi jak mnie kocha. Warto walczyć o taki związek nawet jeżeli nie
                                bedzie łatwo, lepsze to niż żyć samotnie bez miłości.
                                  • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.09.09, 17:47
                                    annarchia napisała:

                                    > Scofield, widzę, że Ty miłość utożsamiasz z okazywaniem (i otrzymywaniem)
                                    > ciepła, czułości, radości, zaangażowania.
                                    >
                                    > Dla mnie to nie jest z miłością jednoznaczne

                                    Mylisz się wcale tak miłości nie utożsamiam, w mojej dziewczynie zakochałem się
                                    po jakimś czasie, na początku jeszcze nie czułem tej chemii, ale z czasem
                                    poczułem coś więcej i o to chodzi o uczucie czy się coś czuje do drugiej osoby
                                    czy nie, jeżeli mi zależy na dziewczynie a jej na mnie i te uczucie widać nie
                                    tylko poprzez czyny czy sposób w jaki patrzy na mnie, każdy gest, dotyk, słowo
                                    skierowane do mnie pokazuje mi że nie jestem jej obojętny, ja nie uznaje
                                    definicji, liczy się tylko to co się czuje do drugiej osoby i to jest miłość.
                                    Moim zdaniem BPD potrafią kochać i to czasami bardzo mocno.
                                    • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.09.09, 18:51
                                      A słyszałeś coś o tym, że dla bordera człowiek = zaspokojenie potrzeby? Nie
                                      człowiek jako całość (BPD nie potrafią zobaczyć całościowego obrazu człowieka),
                                      ale człowiek jako źródło potrzeby, a potrzeby mogą być różne.

                                      W tej chwili, jak zaspokajasz potrzebę jesteś "kochany", cudowny, idealny,
                                      boski. Ale tylko w tej chwili. Wtedy jesteś całym światem. Ale border ma
                                      trudności kochać kogoś takim, jaki ktoś po prostu jest, bo widzi drugą osobę pod
                                      kątem zaspokajania jej potrzeb. Potrzeby bezpieczeństwa, czułości, bliskości,
                                      seksu, zrozumienia - różnie. A jak nie zaspokajasz potrzeby to jesteś
                                      beznadziejny i nara. I oczywiście nie z premedytacją, ale nieświadomie (do czasu
                                      podjęcia terapii lub pracy nad sobą).

                                      Może Twoja dziewczyna nie ma BPD?
                                      Bo wiesz, w definicji bpd to trochę nie bardzo jest miejsce na dojrzałą miłość.
                                      Raczej manipulowanie ludźmi, szantaże bliskich osóbb i bardzo bardzo zaburzony
                                      (skrzywiony) obraz druiej osoby (i siebie, i świata).
                                      • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.09.09, 21:24
                                        Ogólnie chodzi o to, że im bardziej zaburzona jest osoba, tym bardziej kogoś
                                        "kocha" za to, czy mu zaspokaja potrzeby (np. potrzebę czułości, bezpieczeństwa,
                                        stabilizacji), a mniej za to, jaki ktoś jest sam w sobie, np. cudownie
                                        niedoskonały, bałaganiarz, empatyczny, zdolny językowo, uzdolniony technicznie,
                                        wyrozumiały, lubiący zwierzęta. I wtedy to już nie jest "za coś", ale dlatego bo
                                        ktoś jest jaki jest. Im bardziej człowiek zdrowy tym ta tendencja się odwraca.
                              • annarchia Re: Czy BPD kochają naprawdę? 08.09.09, 12:39
                                grow888 napisał:

                                > annarchia napisała:
                                >
                                > > Ale najważniejsze i tak jest to, że Wy we dwoje się dobrze czujecie w tak
                                > im zwi
                                > > ązku.
                                >
                                > nie to jest najważniejsze

                                No jak to nie? A co? Jeśli siebie nawzajem nie ranią (oraz innych) i jest im
                                dobrze to w czym problem?
                                A inna rzecz, czy można taki związek (opisywany przez scofi) nazwać związkiem
                                opartym na miłości. Według mnie nie, bo ja inaczej pojmuję miłość. Ale może
                                każdy ma swoją własną definicję?
            • adamek890 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.11.09, 00:50
              Kolego..inaczej bedziesz mowil-pisal za pare miesiecy jak dotrwasz..

              Co jak Ci powie Twoja Kochana..przykladowo..
              1.Ze tak naprawde kocha Twojego brata i dlatego spotyka sie z Toba
              zbey byc blizej?
              2.Co zrobisz jak bedzie uwodzic wzrokiem, tancem i cyzm tylko sie
              da..Twojego kolege na oczach wszystkich(jakis bal czy cos)..bo...bo
              musi czuc sie atrakcujna..wiem o tym rozumiem..ale kto to
              zniesie..jak Ukochana oblizuje usta przed innym..chodz nie mam
              zadnych wapliwosci ze mnie kocha

              Czytajac Twoj post przypomnialy mi sie moje pierwsze
              miesiace..czlowieku..widze po tym co piszesz ze nie ma dla Ciebie
              odwrotu..szkoda..powinienes sie modlic zeby Cie zostawila..ale teraz
              tego nei zrozumiesz..

              Pozdrawiam
              • my_love7 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.11.09, 01:49
                Dzięki za szczere słowa, ale jeszcze niedawno też byłeś optymistą i
                już nie jesteś ?.
                Ja dam sobie radę, bo już mam mały sposób na problem "mojej
                miłości". Ja się BPD nie boję. Bałem się gdy nie wiedziałem z czym
                mam do czynienia. Myślałem że jest opętana. Teraz SPOKO !
                • adamek890 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.12.09, 14:01
                  Polecam moj watek..zobacz..chcesz miec rodzine?szanse zeby zyc z
                  nimi do konca swoich dni?

                  forum.gazeta.pl/forum/w,35861,102460331,102478515,Re_Pozytywne_przyzycia_zwiazki.html

                  zobacz co ludzie pisza..max 12..czego?ciaglej wojny ..jak bedziesz
                  chcial pogadac na gg to smialo
    • mefisto1001 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 09.09.09, 02:23
      chciałabym wytlumaczyc swiatu was, smiertelnikow (okreslenie pozbawione cienia
      wyzszosci, wrecz przeciwnie!!), co wlasciwie przezywam. a najbardziej mojemu
      ukochanemu,ktoremu powolutku niszcze zycie. Tak bardzo nienawidze siebie, ze nie
      rozumiem jak ktos moze mnie kochac. oczywisice do czasu, kiedy nadejdzie mania.
      bo wtedy on nie jest mi juz do niczego potrzebny.. a ja moge wszystko i to bez
      niego! od 2 miesiecy jestem na lekach, niezbyt konsekwentnie jednak
      przyjmowanych, z pobudek czysto ideologicznych (leki jako dowod mojej slabosci i
      nienormalnosci, a takze rozterki typu: czy normalnosc po lekach i wasza
      normalnosc- ludzie zdrowi, jest bardziej normalna niz moj stan, tylko dlatego ze
      wiekszosc definiuje te standardy?). Boze ,posiadam wiedze jak niejedna
      encyklopedia, pasje (tu zapewne mania ma duzy udzial) i ambicje na wyrost,ktore
      jednakze wciaz popychaja mnie do przodu a przeblyski zdrowego rozsadku i ludzie
      na ulicy mowia mi ze jestem piekna kobieta. Psychlogowie na nic sie nie zdali-
      zmienialam ich, niczym inne borderline'y partenrow ;], trafilam do psychiatry i
      po 2 tygodniach lekowej terapii mialam wrazenie, ze ktos mnie ogluszyl i ze
      otępialam (doswiadczajac cale zycie hustawki nastrojow mozna odebrac to w ten
      sposob). Z tytana pasji i pracy (a takze niewolnicy depresji i prawdziwie
      glebokiego smutku) zmienilam sie w zwyklego czlowieczka, ale czy nie tego
      chcialam? A moj ukochany? Tak zle i tak nie dobrze.. W tej chwili nawet nie mam
      pewnosci czy wciaz jestesmy razem, odkad dowiedzial sie, ze szpieguje jego
      mejle, ograniczyl kontakt ze mna do minimum a ja jestem przerazona, ze tym razem
      juz na zawsze sie wycofa. A wiec znow wrocilam do lekow, o dziwo za kazdym razem
      pomagaja tak samo- moze to placebo, moze postac mojego bpd jest lagodna, ale nie
      wiem czy on jest w stanie po raz kolejny wejsc do tej rzeki. Kocham go, ale on
      juz nie chce tego sluchac.

      Zastanawiam sie, czy ta dolegliwosc nie jest jakims takim swoistym znakiem
      naszych czasow- mozna posiadac wszystko i nie miec jednoczesnie nic- nic ze
      stabilnosci uczuc, prawdziwego zwiazku, ZAUFANIA (jest to dla mnie najbardziej
      magiczne slowo jakie w zyciu slyszalam, chyle z szacunkiem i podziwem czoła
      przed tymi, ktorzy naprawde potrafia zaufac). Skupiam sie na sobie, swojej
      beznadziejnosci, lub zajebistosci, swojej niedoli lub niezwyklym szczesciu, na
      mysleniu o przyszlosci w barwach pieknych jak na kwasie,lub na tym co bliscy
      czuliby gdybym umarła. Skupiam sie na sobie,jakbym byla tylko ja i tego nie moge
      sobie wybaczyc..
      Chce go bardziej rozumiec, chce sobie zapracowac na jego zaufanie, zbudowac
      cegielka po cegielce nasz zwiazek. I to jest jedyna rzecz, ktora towarzyszy mi
      zawsze- w depresji czy uniesieniu- swiadomosc, ze stalosc jest czyms pieknym i
      nieosiągalnym.

      Nie zostawiajcie swoich bpd drodzy smiertelnicy, namawiajcie ich na terapie
      lekową i badzcie twardzi,wspierajcie swoich chorych partnerow w tej lekoterapii.
      Nie zasiewajcie ziarna watpliwosci, co do tego czy leki sa jedyna sluszna droga.
      bo niestety sa! I zapomnijcie o psychologach.. Ktos juz wyzej wspomnial, ze to
      choroba o podlozu fizycznym- nie znam sie na tym i nie chce sie w to wglebiac-
      bo jak mi powiedzial moj psychiatra, bpd wiaze sie z duza inteligencja i na
      zadnego z nas nie podziala psychoterapia, walkowanie w kolko problemow, durne
      coachingi i inne feng shui(kiedy przed jedna z moich psychologow, ktora wydala
      mi sie wreszcie calkiem kumata,odwazylam sie odkryc z egzystencjonalnymi
      przemysleniami, to w pewnym momencie przestala nadąząc :<) Wyrzucilam z siebie
      co mi lezy na watrobie, choc to nawet nie promil tego gorzkiego alkoholu.. Mamy
      chaos w glowach, lęk w serduszkach i wiele chęci, więc nie odsuwajcie się od nas!
      • evunia5 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.09.09, 08:36
        Tak, nie chciałabym odsuwać się od swojego partnera z BPD -
        niestety, po 12 latach po prostu muszę. Wiem o czym piszesz z tym
        zaufaniem - mój kochany nie ufa mi nawet na jotę. Najlepsze to, że
        nigdy nic nie zrobiłam przeciwko niemu - on i tak wyszukiwał się we
        mnie zdrady, kłamstwa, podstępu. Już nie wiedziałam jak tłumaczyć -
        i tak nie wierzyła. Później już nawet nie reagowałam na jego
        zarzuty - to samo. Najgorsze to własnie brak zaufania, te zmienne
        nastroje (któe mnie rozwalają) oraz sposób wyrażania złości - te
        straszne wyzwiska, te oskarżania bezpodstawne. Ja już bałam się jego
        reakcji na cokolwiek, bo raz jedna rzecz była super, a za chwilę ta
        sama rzecz to najgorsze świństwo jakie robiłam w stosunku do niego.

        Myślicie, że nie chciałabym być z nim - strasznie chciałabym, ale w
        końcu (jeśli okres 12 lat tak można nazwać) już nie wytrzymałam,
        konskewkentnie niszczył moje uczucie do niego, aż w końcu
        zrezygnowałam. Nie będę już walczyć, ścierać się - za dużą cenę
        tracę. Moja psychika została za dużo zniszczona - i tak mnie dziwi,
        że w końcu podjęłam tę decyzję, pomimo, że tak strasznie boli i nie
        widze już swojej przyszłości, bo on był moim życiem, moją
        najwspanialszą miłością - bo BPD kochają jak nikt inny.
      • evunia5 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.09.09, 08:37
        Tak, nie chciałabym odsuwać się od swojego partnera z BPD -
        niestety, po 12 latach po prostu muszę. Wiem o czym piszesz z tym
        zaufaniem - mój kochany nie ufa mi nawet na jotę. Najlepsze to, że
        nigdy nic nie zrobiłam przeciwko niemu - on i tak wyszukiwał się we
        mnie zdrady, kłamstwa, podstępu. Już nie wiedziałam jak tłumaczyć -
        i tak nie wierzył. Później już nawet nie reagowałam na jego zarzuty -
        to samo. Najgorsze to własnie brak zaufania, te zmienne nastroje
        (któe mnie rozwalają) oraz sposób wyrażania złości - te straszne
        wyzwiska, te oskarżania bezpodstawne. Ja już bałam się jego reakcji
        na cokolwiek, bo raz jedna rzecz była super, a za chwilę ta sama
        rzecz to najgorsze świństwo jakie robiłam w stosunku do niego.

        Myślicie, że nie chciałabym być z nim - strasznie chciałabym, ale w
        końcu (jeśli okres 12 lat tak można nazwać) już nie wytrzymałam,
        konskewkentnie niszczył moje uczucie do niego, aż w końcu
        zrezygnowałam. Nie będę już walczyć, ścierać się - za dużą cenę
        tracę. Moja psychika została za dużo zniszczona - i tak mnie dziwi,
        że w końcu podjęłam tę decyzję, pomimo, że tak strasznie boli i nie
        widze już swojej przyszłości, bo on był moim życiem, moją
        najwspanialszą miłością - bo BPD kochają jak nikt inny.
        • latoya90 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.09.09, 12:33
          a ja w takim razie mam pytanie.
          czy to jest miłość jeśli on mówi że Cie nienawidzi?
          mówi że Cie kocha a jednoceśnie że Cie nieznosi...?
          czy to miłość jeśli on Cie nie szanuje?
          albo jeśli nie interesuje się Tobą?
          czy to miłość jeśli on pozwala Ci odejść?
          czy to jest miłość jeśli w jednej chwili jest cudownie a w kolejnej
          sekundzie jesteś dla niego poprostu śmieciem??
          • evunia5 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.09.09, 14:51
            Już nie wiem.
            Wiem, że kochał mnie bardzo, ale przez BPD tak ranił. Musiałam
            wyrzec się wszystkiego co lubiłam, a w czym jego nie było. Byłam
            chyba już u trzech psychologów, bo jestem uzależnioną od mojego
            osobą. Pomagało na chwilę. Chciałam mu pomagać, a tym samym i siebie
            nie niszczyć czy też nie pozwalać mu niszczyć siebie.
            I w końcu stało się - gdy po raz kolejny mnie "rzucił" już
            postanowiłam - nie ma odwrotu. Za dużo cierpień, a miłości niestety
            ubywa.
              • evunia5 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 25.09.09, 07:39
                Nie wiem co on na to, rozstaliśmy się 2 tyg temu. Napisał mi tylko,
                że daje mi ultimatum do piątku, że albo wybieram normalne życie,
                wyrzekam się wszystkich rozrywek i z nim tylko jestem albo on zrywa
                całkowicie kontakt. No dopisał jeszcze wiele przykrych słów, że jak
                to go oszukiwałam przez 12 lat, jak to się cieszy, że nie ma ze mną,
                z tak puszczalską kobietą dziecka, bo tylko dziecko by cierpiało
                itd... Szkoda rozpisywać się. Bolało jak cholera, łzy płyneły
                strumieniami za takie słowa. Wiecie jak to rani, jak człowiek nie ma
                nic sobie do zarzucenia, a tu słyszy takie oskarżenia? Bardzo boli.
                Dlatego już mam dosyć. Nie chcę więcej. Myślę, że jeszcze nie raz
                się odezwie z wyrzutami i obwinianiem mnie i nawet może będzie
                wymuszał na mnie jakieś przysięgi, będzie próbował mnie obwiniać za
                wszelkie zło jakie w życiu doznał (zawsze przecież jest moja wina),
                ale już się nie poddam, po prostu muszę zacząć się ratować.

            • ewela-28 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.09.09, 23:24
              Musimy kochac my zdrowi was,zebyscie wy tez zaznali choc odrobine tego szczescia. Bo to jest nasz wybór i wiemy co robimy,wiemy na co idziemy i nie mozemy obwiniac BPD,bo przeciez nikt na siłe nam nie kazał kochać.
              • mkmarzena Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.09.09, 15:35
                Wiesz w tym tkwi błąd że " musimy naszego BDB kochać mocniej niż zwyczajną osobę " . od roku próbuje odejść od człowieka z tym zaburzeniem i odejść jest równie ciężko jak zostać. Zostać - oznacza wyrzec się siebie, własnej tożsamości co i tak w efekcie będzie odebrane niewłaściwie przez osobę z BDB. Odejść oznacza nie widzieć oczu ktore kochamy a które potrafią skruszyć w nas postanowienie o rozstaniu. Zostajemy, odchodzimy kochamy za mocno w chory sposób ludzi chorych emocjonalnie. Musimy ich kochać żeby poczuli że sa kochani.. ? A co z nami.. z naszymi zwyczajnymi nie upośledzonymi BDB uczuciami ? Świadomie dokonujemy wyboru " bo nikt nam ich nie kazał kochać " - nie prawda. Kochamy te ich wspaniałą część, nienawidząc jednocześnie tej ciemniejszej strony naszpikowanej chamstwem, ignorancją, agresją. Udany związek opiera się na dawaniu i braniu. My dajemy komuś uśmiech otrzymujemy ciepło ramion. To dawanie i otrzymywanie nigdy się nie kończy. W związku z BDB my dajemy z siebie więcej niż wymagał by tego zwyczajny związek i ciągle dajemy i dajemy.. a w zamian no cóż.. emocjonalnie dostajemy kopa w tyłek.
                To jest moje zdanie, mój przypadek , moja codzienność.
    • jgpk2 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.09.09, 23:02

      > CZy osoby z BPD potrafią kochać? Przecież nie czują
      niczego "stale",
      > są tylko chwile. A może nie czują tak naprawdę nic poza chorymi
      > emocjami? Patologiczne silne emocje niewiele mają wspólnego z
      > głębokim uczuciem do kogokolwiek.
      >

      Tak borderzy tez potrafia kochać całym sobą, każda namniejszą swoja
      częścią - nie chodzi mi tu tylko o ciało ale i duszę. Niestety
      jestem po tej drugiej stronie i jest mi cholernie ciężko że
      jestem "naznaczona"-nie prosiłam się o to - samo mnie wybrało.
      Potrafię kochać jak mało kto- a wiem to od najbliższej mi osoby, na
      którą zawsze mogłam liczyć- nawet wtedy gdy raniłam. Rozumiem Was-
      partnerów czy przyjaciół borderów- jesteście po tej drugiej, zdrowej
      stronie i nigdy tak naprawdę nie będziecie wiedzieli co się w nas w
      środku dzieje. Ja kocham tak bardzo, że jak widzę że ranię
      najbliższą mi osobę to mam ochote po prostu przestać życ aby uwolnić
      ten swiat od siebie i moich chorych emocji i wiecie co - wiele razy
      próbowałam ale cholera nie udało mi sie - tylko nie wiem czy to
      dobrze czy źle. Co by było lepsze-żyć z chorobą, czy uwolnić bliskie
      mi osoby ode mnie raz na zawsze. Ciągłe zakładanie maski aby
      pokazywać światu że jest ze mną wszystko ok- żeby móc normalnie
      funkcjonować- w szkole, pracy, rodzinie- uwierzcie mi to jest
      okropnie męczace- ale robie to po to by przysparzać jak najmniej
      bólu i cierpienia moim bliskim. Jest mi bardzo smutno jak słysze
      rożne wypowiedzi na nasz temat- oczywiście każdy ma prawo do swojego
      pogladu- wypowiedzi typu "uciekaj gdzi epieprz rośnie od niego itp."
      To jest naprawdę przykre chociaż wiem że wielu z Was zostało
      ogromnie przez nas skrzywdzonych- tylko że my nie krzywdzimy bo tego
      chcemy- to krzywdzi nas i Was nasza choroba.

      Powiem Wam jeszcze jedno - dzieki wsparciu moich znajomych i
      bliskich mi osób wiele zrozumiałam i staram się walczyć z chorobą-
      chociaż jestem na straconej pozycji ale dzięki wsparciu nie poddaję
      się i każdego dnia podejmuję walkę o lepsze jutro dla siebie i moich
      bliskich. Pozdrawiam wszystkich Was i nas borderów :) :(
      • ewela-28 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 28.09.09, 18:44
        Powiem tak, ja jestem DDA i mam podobny problem z utrzymywaniem dłuzszej znajomosci-bycia z kims, raz sie ciesze,ze on jest,a raz mam ochote go wykurzyc z mojego zycia,patrze na niego i mysle, z kim ja jestem,czego on ode mnie chce,a raz jesuu jak super,ze on jest. Kuźwa niewiem co jest ..
        • jgpk2 Re: ewela-28 28.09.09, 19:23
          ewela-28- niestety oprócz bordera też jestem DDA- i jest to bardzo
          trudny orzech do zgryzienia. Spróbuj udać sie na terapię DDA. Wejdź
          na forum DDA i zapytaj sie ludzi gdzie u Ciebie w rejonie sa takie
          tarepie.
      • mkmarzena Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.09.09, 17:35
        jgpk2 ten podział na " my" i "wy" jest trochę nie własciwy. Która miłość rani ? Choroba jest chorobą i w grunie rzeczy nie wiele nią można wytłumaczyć chyba że chcesz usprawiedliwić nią swoje zachowania i poczuć się przez to ciut lepiej - a człowiekowi ktoś dał rozum i serce. Rozum po to by móc przemyśleć swoje zachowania a serce po to by kochać. Nie Twierdze że ludzie z niestabilnymi emocjami są z gruntu źli, wiem jak wspaniała bywa ich dobra strona człowieka, wiem jaki ładunek pozytywnych emocji potrafią dać innym ludziom tylko to się nie równoważy z tym ile te pokręcone emocje przynoszą szkód. Z tego co piszesz nie tylko partnerom z bdb ale im samym. Cieszę się że pozwoliłaś na pomoc sobie, cieszę się że pozwoliłaś by ktoś dał ci wsparcie, jak dla mnie odnosisz zwycięstwo i tak trzymaj !
        • jgpk2 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.09.09, 22:15
          cześć mkmarzena- może i podział jest niewłaściwy - ale w ten sposób
          chciałam wyodrębnić nasz świat. Nie jest tak że wszystko
          usprawiedliwiam chorobą- bo tak nie jest - staram sie być
          odpowiedzialna i ponosić konsekwencje swoich zachowań. Problem w
          tym, że ja czASAMI sama nie mam pojęcia co się ze mną dzieje i
          dlatego potem nie jestem w stanie się odnieść do tego co zrobiłam.
          Nie twierdze że wszyscy borderzy tak mają- ale ja niestety tak i
          cieszę sie, że bliskie mi osoby maja jeszcze do mnie cierpliwość i
          wyrozumiałość mimo krzywd jakie im funduję. A co do tłumaczenia tego
          że jestem border i chwiejna jak choragiewka- to jest mi cholernie z
          tym cięzko i tylko "wybrane" osoby wiedzą co mi jest. przy innich po
          prostu zakładam maske i niby wszystko jest ok po to by było mi
          łatwiej egzystowac wśród ludzi- którzy w większości mnie nie
          rozumieja. i wierz mi na słowo- ani raz nie poczułam się lepiej i
          nigdy nie usprawiedliwiałam sie że jestem chora dlatego tak robię-
          wręcz przeciwnie- zawsze byłam aż za brdzo chyba dla siebie surowa. :
          (

          Ale i tak dzieki za wsparcie :)- chociaż powiem szczerze, że
          pierwsze Twoje zdania ostatniego postu sprawiły mi przykrość
    • latoya90 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.10.09, 18:36
      on ma bpd.
      podobno.
      wszystko było pięknie.
      na początku rzecz jasna.ale potem on przestal o mnie dbac przestal
      zabiegac.ciągle miałam wrażenie że mnie nie potrzebuje.
      myślałam że jak mu postawie ultimatum to wybierze mnie.
      zostawiłam go.ale zdałam sobie sprawę że nie potrafie bez niego
      żyć.że jest dla mnie wszystkim.prosiłam żeby wrócił.powiedział że
      nie.nie bo złamałam mu serce.zawiodłam go.
      nie wiem czy powinnam mieć poczucie winy ale im więcej czasu tym
      bardziej czuje się winna.
      chciałabym żeby do mnie wrócił ale nie wiem jak to zrobić.
      jak odzyskać bordera?
      • marciatko84 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.10.09, 19:45
        Hmmm... odzyskać bordera tak naprawdę chyba nie jest łatwo... ale tak
        całkowicie. Mówię to wyłącznie ze swojego doświadczenia, bo sama mam borderline.
        Czasem border wraca tak po prostu, jak się go zapyta tak po prostu czy nie można
        by zacząć od nowa. Ale chyba gdy kocha kogoś naprawdę i nie postrzega tego co
        się stało jako, czegoś co trudno wybaczyć. Ale wtedy i tak czeka on na ponowne
        odrzucenie, bo skoro ktoś raz opuszcza prawdopodobnie zostawi raz jeszcze.
        Zaburzenie osobowości i tak cechuje częsty lęk przed opuszczeniem. A jeśli mamy
        z tym jakieś doświadczenia, wszystko się zmaga... Bo pamięta się co się czuło po
        tym jak zostało się opuszczonym... a to jest straszne, nie do zniesienia
        niejednokrotnie.
        Ale odzyskiwanie bordera nie jest chyba sprawą beznadziejną... potrzeba wiele
        czułości cierpliwości do tego... bo po wielu miesiącach można usłyszeć na nowo
        pretensje o to, że opuściło się taką osobę. Ja tak miałam jak we wcześniejszym
        związku mój facet rozstał się ze mną na parę dni, bo coś mu odbiło i stwierdził,
        że od dziś chce się bawić i nie dla niego stały związek. Później prosił o to by
        móc wrócić. Pozwoliłam na to, ale zawsze pamiętałam o tym. Gdy byłam wściekła na
        niego zawsze o tym myślałam, a nawet mu wypominałam. Nie umiałam zapomnieć...
        Bałam się gdzieś w środku, że ponownie mnie zostawi...
      • mkmarzena Re: Czy BPD kochają naprawdę? 07.10.09, 20:05
        Latoya90 nie wiem czy powinnam w ogóle odpowiadać na Twój post bo bardziej
        jestem zainteresowana odpowiedzią na pytanie "jak odejść żeby już nie wracać "
        lub " czy rozstanie bardziej boli mnie czy jego" . Myślę że zanim kogokolwiek
        będziesz chciała odzyskać zastanów się czy ten związek ma sens, ma przyszłość i
        czy warto . Jeśli uznasz że warto ( ja tak kochałam mimo wszystko jeszcze kilka
        miesięcy temu) walcz ale spodziewaj się że za tydzień usłyszysz kolejne przykre
        słowa. Dziś z perspektywy czasu widzę jak bardzo się to rozkręca, im więcej
        rozstań i powrotów tym spirala bardziej się kręci, coraz mocniej rani, coraz
        dobitniej dokucza, teraz przekroczone są już wszystkie granice, mój partner
        musiał by mnie chyba zabić żeby przekroczyć kolejną. Chcesz tego ? Chcesz się
        tak upodlić jak ja że przestajesz mieć własną tożsamość bo kochasz za mocno ? Bo
        chcesz być - tłumacząc sobie że przecież on cie potrzebuje ? Ty się nie
        zastanawiaj jak odzyskać osobę która cię rani - Ty się zastanów kiedy w tym
        wszystkim Ty będziesz potrzebowała pomocy psychologa lub psychiatry i czy on
        wtedy przy tobie będzie.
        Przy mnie nie ma nikogo, rozmawiam z panią psycholog od dłuższego czasu i jak by
        nie ona nie wiem czy dziś bym mogła spokojnie pisać tego posta. I wierzcie mi
        nie chcę ani urazić Was jak to się zwiecie Borderami, nie generalizuję tematu bo
        co człowiek to inne zachowania, zawsze pisząc tu - piszę z perspektywy własnego
        życia, doświadczeń z nim związanych. Tak samo mocno tęsknię za ciepłem jego
        ramion jak rok temu i oddała bym wszystko by móc patrzeć w jego niebieskie oczy.
        Ale czym mam przez swoje uczucia,pragnienia i chęć pomocy wylądować na oddziale
        psychiatrycznym ? To są za mocne huśtawki za duże dawki agresji i za okrutne jak
        na człowieka zachowania. Latoya90 - tylko dlatego piszę - przemyśl.
        • grow888 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 17.10.09, 23:24
          To jest to. Kiedyś ktoś z bdp zdziwił się jak napisałem, że to czy się kocha nie jest najważniejsze. Piszecie, że "zdrowi" ludzie powinni o was walczyć, ale to jest wyniszczające do granic ludzkich możliwości. To nie są przelewki.
          • bogusiamaria Re: Czy BPD kochają naprawdę? 21.10.09, 12:23
            Odeszłam od bordera po 25 latach małżeństwa, przez które cały czas myślałam jak
            pomóc jemu a nie sobie i dzieciom.
            Załuję straconych lat i czuję się winna za to co zgotowałam dzieciom ,z których
            jedno ma dziś OCD.
            To ,między innymi jest cena jaką się płaci za takie związki nie licząc kosztów
            osobistych.
            Zadne z dzieci nie chce znać ojca a on niestety ich!
            Został sam-twierdzi że jest chory na raka i od kilku miesięcy idzie na operację
            tegoż raka.
            Z upływem czasu w naszym małzenstwie stać go było jedynie na nienawiść do
            wszystkich i to uczucie zdominowało wszystkie inne.
            Badania psychologiczne zaś potwierdziły że nie ma on zdolności do
            uczuć wyższych i wchodzenia w trwałe związki,także wobec dzieci.
            I PO CHOLERĘ SIĘ TAK MĘCZYŁAM I MĘCZYŁAM DZIECI.
            Walcząc z wiatrakami zawiązałam kolejny węzeł:moje dzieci mogą utworzyć
            toksyczne związki.
            PO CO?
            A MOŻE TEZ NABIERAŁAM SIĘ GDY MÓWIŁ ZE KOCHA?
            GDY TYLKO BAŁ SIĘ ZOSTAĆ SAM- TAK Z EGOIZMU?
            • adulta Re: Czy BPD kochają naprawdę? 21.10.09, 17:31
              Bardzo Ci współczuję tych 25lat, bo to szmat czasu i milion zmarnowanych szans na lepsze życie. Nie możesz się jednak obwiniać i brać na barki odpowiedzialności za przyszłe związki własnych dzieci. Skoro udało Ci się odejść to jednak jest szansa na to lepsze. Ja byłam po tej drugiej stronie. Mąż odszedł i wylał mi przy tej okazji kubeł zimnej wody na głowę. Zostałam z dziećmi pełna nienawiści i bólu, choć z tyłu głowy kołatało przekonanie o własnej winie, co nie przeszkadzało w oskarżeniach i przyjmowaniu roli ofiary. Mąż przybrał jednak skuteczną technikę uników, dystansu i całkowitego spokoju. Wypalałam się i wypalałam, aż przeszło. Boli ale wiem, że on ma nowe życie i muszę to szanować. Czuję do niego wielką sympatię, myślę, że to była miłość mojego życia (zmarnowana skutecznie). Jest szczęśliwy, ma dobry kontakt z dziećmi a ja dostałam to na co sobie zapracowałam. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie obwiniam już siebie tak bardzo wiedząc, że to skutek trudnego dzieciństwa, trauma, której nie byłam świadoma kierowała moim zachowaniem. Myślę, że nie spotkam już nikogo, kogo tak bardzo pokocham, ale dzięki temu nie będę aż tak "szalona".
              Ci zdrowi mogą odejść i być szczęśliwi, my jesteśmy na siebie skazani. Ciesz się więc mimo wszystko :)
              Czy ja kochałam naprawdę? - myślę, że tak i to bardzo, bardzo mocno - choć była to miłość skażona strachem porzucenia ze wszystkimi tego konsekwencjami. Strach minął, ziściło się najgorsze, uwolniona od paniki kocham nadal, nie obwiniam i nie atakuje, wiem, że byłam kochana, że miałam coś cennego czego nikt mi nie odbierze, żyję w cieniu przeszłości. Smutne? Może.
              • bogusiamaria Re: Czy BPD kochają naprawdę? 21.10.09, 23:47
                No cóż -nawet wśród WAS każdy może być inny.Nie zaprzeczam.A czuję się winna choroby syna bo mam świadomość że powinnam uciec od exa wczesniej.Przed zachorowaniem syna na OCD.
                A tzw jazdy to była toksyczność którą może znieść tylko świadomy dorosły a nie dziecko!
                Pisze o tym ze nie byłam dostatecznym oparciem dla moich dzieci i to nie podlega kwestii.
                Przeprosiłam już swoje dzieci za to.
                Chcę żyć samotnie- nie zwiążę się z nikim.Nie odważe się
                więcej na żaden związek.
                Zawsze byłam dobrze zorganizowana i zaradna i naprawdę nie potrzebuję
                już mężczyzny u swojego boku aby czuć się lepiej.
                Dziekuję za szczerą wypowiedź> Pozdrawiam.
                Jeśli kochasz dzieci nie zapomnij o mnie i staraj się tak działać aby
                nie odczuwały Twoich jazd...są jeszcze poduszki.
                I długie uparte terapie.
                • grow888 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 24.10.09, 03:18
                  bogusiamaria napisała:

                  > No cóż -nawet wśród WAS każdy może być inny.Nie zaprzeczam.A czuję się winna ch
                  > oroby syna bo mam świadomość że powinnam uciec od exa wczesniej.

                  A wcześniej miałaś taką świadomość ? Pewnie nie. Nie żyj tylko w wiecznej pokucie za ten błąd.

                  > Przed zachorowa
                  > niem syna na OCD.
                  > A tzw jazdy to była toksyczność którą może znieść tylko świadomy dorosły a nie
                  > dziecko!
                  > Pisze o tym ze nie byłam dostatecznym oparciem dla moich dzieci i to nie podlega kwestii.
                  > Przeprosiłam już swoje dzieci za to.

                  > Chcę żyć samotnie- nie zwiążę się z nikim.Nie odważe się
                  > więcej na żaden związek.

                  Daj sobie narazie odpocząć, ale uwierz mi że można stworzyć z kimś związek, w którym będziecie razem przeciwko wspólnym problemom. Prawdopodobnie wasze małżeństwo kręciło się jedynie wokół niego i jego problemów. Tak nie musi być.... Ja po rozstaniu też miałem wrażenie takie jak Ty teraz. Wiem, że moja sytuacja jest inna bo nie przeżylem z osobą z bpd 25 lat i nie mam z nią dzieci, ale wydaje mi się że dasz radę wyjść na prostą. Jeśli przeżyłaś 25 lat z osobą z bpd to musisz być bardzo silna psychicznie. To jest tylko kwestia odzyskania wiary w siebie. Skup uwagę tylko na sobie i dzieciach. Zerwij całkowicie kontakt z tym człowiekiem, bo do niego i tak nic nie dociera. Może jak zostanie sam jak palec to sobie zda sprawę z tego co robi, a jeśli nie to jego strata. Odetchnij i wszystko się ułoży. Dostrzeżesz inne problemy których wcześniej nie dostrzegałaś, ale to będą problemy które będzie można rozwiązać, z którymi będzie można walczyć skutecznie, które nawet jak Cię przerosną to nie będą ranić.

                  > Zawsze byłam dobrze zorganizowana i zaradna i naprawdę nie potrzebuję
                  > już mężczyzny u swojego boku aby czuć się lepiej.

                  ...i dobrze, tak powinno być zawsze. Dobrze jest jednak iść przez życie z kimś...bo może się zdarzyć, że to Ty będziesz potrzebowała pomocy. Mój związek z bpd wyglądał tak, że to jej problemy były numer 1. Jeśli ja miałem problem to "przejęcie" się nim z jej strony występowało tylko wtedy gdy o nim wspomniałem. Napisałem w cudzysłowie bo miałem wrażenie, że to przejęcie się jest udawane lub jest wynikiem strachu przed opuszczeniem. Bardzo szybko dla niej temat znikał i ostatecznie zostawałem sam. To jej gigantyczne JA przysłaniało wszystko. Teraz jednak widzę że można żyć z kimś kto zwróci na mnie uwagę gdy będę potrzebował pomocy, wsparcia, choćby przez prostą rozmowę). Sam wygrzebalem się z bagna w którym zostałem po związku z osobą z bpd. Wiem, że jestem w stanie sobie samemu dać radę(w życiu byłem/jestem raczej samotnikiem), ale wolałbym jednak mieć kogoś blilskiego z kim mógłbym porozmawiać o wszystkim. Jest już trochę późno i sam nie wiem do końca co napisałem, ale chyba meritum jest w miarę zrozumiałe.
                  • bogusiamaria Re: Czy BPD kochają naprawdę? 25.10.09, 14:37
                    Jedyną świadomość jaką miałam to- to że muszę doprowadzić dzieci do bezpiecznego portu i tak patrząc w przyszłość zatraciłam teraźniejszość.
                    Co do przyszłości: znasz wiersz W.Szymborskiej "Miłość od pierwszego wejrzenia"?
                    Ze słowami:"a księga zdarzeń zawsze otwarta ... w połowie"?
                    Zyczę CI takiej normalnej(trochę nudnej, bez zjazdowej) miłości- spotkasz ją.
                    Nie przegap!!
                    Czytając Twój post -czytałam siebie.I doświadczenia z ego ..też.
                    Dziękuję.
              • bogusiamaria Re: Czy BPD kochają naprawdę? 21.10.09, 23:47
                No cóż -nawet wśród WAS każdy może być inny.Nie zaprzeczam.A czuję się winna
                choroby syna bo mam świadomość że powinnam uciec od exa wczesniej.Przed
                zachorowaniem syna na OCD.
                A tzw jazdy to była toksyczność którą może znieść tylko świadomy dorosły a nie
                dziecko!
                Pisze o tym ze nie byłam dostatecznym oparciem dla moich dzieci i to nie podlega
                kwestii.
                Przeprosiłam już swoje dzieci za to.
                Chcę żyć samotnie- nie zwiążę się z nikim.Nie odważe się
                więcej na żaden związek.
                Zawsze byłam dobrze zorganizowana i zaradna i naprawdę nie potrzebuję
                już mężczyzny u swojego boku aby czuć się lepiej.
                Dziekuję za szczerą wypowiedź> Pozdrawiam.
                Jeśli kochasz dzieci nie zapomnij o mnie i staraj się tak działać aby
                nie odczuwały Twoich jazd...są jeszcze poduszki.
                I długie uparte terapie.
        • evunia5 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.10.09, 19:26
          Tak, z każdym powrotem nic nie idzie ku lepszemu, a wręcz przeciwnie. Po 12
          latach mój partner z BPD "znowu" mnie zostawił - tym razem nie wrócę. Piszę
          znowu, bo zostawiał mnie co 2-3 m-ce, ale potem wracalismy do siebie. tym razem
          ja juz nie mam siły. Za dużo straciłam, sama byłam kilka razy na terapiach,
          bliska byłam wykończeniu. Mój związek trwał 12 lat. Niestety mam nadzieję, że
          już nigdy go nie spotkam na swojej drodze. Bardzo mi jest ciężko, bo jak to w
          toksycznym związku bywa, był i jest on dla mnie jak narkotyk. Serce strasznie
          ciagnie do niego, ale rozum chyba tym razem zwycięży.
      • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 18.11.09, 00:27
        Ja codziennie nad tym się zastanawiam jak odzyskać BPD, jak zapewne czytaliście
        byłem zakochany na maxa w mojej dziewczynie Ani (ona ma boderline) i nie
        chciałem nikogo słuchać że to się źle skończy, liczyła się tylko ona, kochałem
        ją z całego serca i nadal kocham, każdy dzień spędzaliśmy razem, każdą chwile
        poświęcałem jej a ona mi, nawet nie miała czasu dla przyjaciół, spędziliśmy
        cudowne 3 miesiące i wspólne wakacje u moich rodziców. Ania codziennie mi mówiła
        że kocha mnie najmocniej na świecie i że nigdy mnie nie opuści że zawsze będe
        dla niej najważniejszy i że zawsze będę mógł na nią liczyć i codziennie mi to
        udowadniała, jak ją odprowadzałem do domu z reguły o 1:00 w nocy to nasze
        pożegnanie trwało nawe ponad pół godziny, staliśmy pod jej bramą przytuleni,
        patrzeliśmy sobie w oczy i żadne z nas nie chciało iść, chcieliśmy być zawsze
        razem. Mieliśmy plany i marzenia, Ania miał ze mną zamieszkać jak tylko skończy
        18 lat czyli w styczniu, zamieszkała u mnie na kilka dni ale rodzice ją
        przekonali by wróciła do domu, dalej się widywaliśmy a jej rodzina mnie bardzo
        lubiła, jej siostry i brat, poznałem nawet jej dziadka, moi rodzice też bardzo
        polubili Anie i się cieszyli że razem jesteśmy. Zawsze wszystko razem robiliśmy,
        wspólne spacery, wyjścia do kina, wycieczki rowerowe nad wisłą w nocy, targi
        turystyczne, zawsze mogłem na nią liczyć pomagała mi a ja jej, jeżeli chodzi o
        sfere uczuciową i cielesną to w łóżku było nam rewelacyjnie, prawie codziennie
        się kochaliśmy po wile razy i była ze mnie zadowolona. Przyszedł wrzesień i
        zaczeła poświęcać troche więcej czasu koleżankom ze szkoły, które zaczely ją
        buntować przeciwko mnie, ale o wszystkim mi mówiła i pokazywała smsy i mówiła z
        kim pisze i było ok, ale pewnego dnia zaczeła pisać z takim Mariuszem z Radomia,
        powiedziała że zna go ze szpitala i że to tylko przyjaciel że ma 35 lat i że ma
        dwójke dzieci i rozwodzi się z żoną, dzwonił do niej często w nocy i rozmawiali
        nawet kilka godzin i wkońcu się z nim umówiła na spotkanie w Radomiu, mi
        powiedziała że chce tylko z nim porozmawiać i że jedzie też do rodziny i że
        będzie się odzywać i że nie bedzie szła do niego do domu, odprowadziłem ją na
        pociąg i pożegnałem się z nią, przez cały dzięń nie mogłem się do niej
        dodzwonić, a wieczorem on odebrał i powiedział że bierze u niego prysznic i się
        rozłączył, wróciła późno w nocy i z rana do niej pojechałem to powiedziała mi że
        jest już jego dziewczyną a mnie rzuca, prosiłem ją żeb mnie nie zostawiała ale
        nic nie mogłem poradzić zostawiła mnie po jednym spotkaniu z nim, przekreśliła
        cały nasz związek, 3 miesiące pełne miłości, rozkochała mnie i ja jej uwierzyłem
        że mnie kocha najmocniej na świecie, raz mi napisała smsa że jestem miłością jej
        życia i kiedy mnie rzuciła to wiele dni płakałem, czułem się nic nie warty i
        czułem że straciłem wszystko że moje życie nie ma sensu, straciłem wiare w
        siebie i poczucie własnej wartości i zaufanie do ludzi, myślałem że umre z
        tęsknoty, każdego dnia chciałem by wróciła, przez pewien czas jeszcze się
        widywaliśmy, ona twierdziła że możemy być przyjaciółmi i nawet zaproponowała mi
        układ że będzie się ze mną kochać bez zobowiązań i uczuć i zgodziłem się na to
        bo chciałem mieć chociaż jej ciało jeżeli nie mogłem mieć już jej miłości,
        niestety układ przetrwał tylko jeden dzień,ale widywaliśmy się jeszcze czasami,
        ale oddalała się ode mnie coraz bardziej, nie chciała ze mną rozmawiać, nie
        chciała się spotykać aż w końcu zerwała kontakt, w zeszłym tygodniu oddałem jej
        rzeczy i się ze mną pożegnała i powiedziała że jest z ni a ze mną już się nigdy
        nie będzie widywać :( Ja ją nadal kocham, próbuje żyć ale każdego dnia marze by
        wróciła, nieraz mi się nawet śniła że śpi przy mnie ale budziłem się i jej nie
        było i wtedy płakałem bo czuje totalną pustke bez niej, jakby mi ktoś zabrał to
        co najcenniejsze, każdego dnia przypominam sobie nasze wspólne chwile. Wszystko
        mi się z nią kojarzy, całe powiśle, centrum, galeria mokotów, arkadia, byliśmy w
        iwelu miejscach, nawet jak w radiu leci jakaś piosenka którą Ania lubiła to mi
        się przypomina, nie potrafie o niej zapomnieć, bardzo tęsknie i cierpie bo wiem
        że już do mnie nigdy nie wróci :( czasami mam ochote pojechać pod jej dom i
        poczekać na nią i ją chociaż na chwile zobaczyć, strasznie mi ciężko :( pewnie
        wielu z was pomyśli co za nieudacznik, facet a nie potrafi się podnieść po tym,
        ale nie wiecie jak bardzo ją kochałem i kocham, dała mi raj i jednocześnie
        piekło, ale nie żałuje żadnej chwili którą z nią spędziłem. Ania dała mi
        najwspanialsze 3 miesiące mojego życia i wspomnienia które zachowam do
        śmierci,nigdy bardziej szczęśliwy nie byłem, gdybym miał znowu to samo przeżyć
        miłość i ból to chciałbym :(
    • 1.weteran Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.11.09, 00:39
      jestem też borderem i mogę zrozumieć zarówno innego bordera jak i
      jego partnera
      czytając to co napisałaś jestem nieco zdziwiony że chcesz do tego
      wrócić-dobrze wiesz że taka huśtawka się powtórzy a może byc jeszcze
      gorzej,jeśli nie jesteś na tyle silna psychicznie by normalnie żyć
      za niego i za siebie to taki związek ciebie zniszczy
      podobno BPD to 2% społeczeństwa,reszta jest raczej bez takiej skazy-
      poszukaj pośród nich-pozdrawiam i zyczę szczęścia z innym...
      • borderline2009 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.11.09, 01:27
        Powiem jedno: nikt nie będzie Cię kochał nigdy tak jak borderline! ... ale
        wystarczy chwila, kiedy zawiedzie się na Tobie i wtedy następuje totalna
        dewaluacja i w jednej chwili zapomni o Tobie. Ze względu na to, że tak dużo
        ładuje miłości na raz, oczekuje tego samego w zamian (nigdy nie dostaje!!!) ...
        i tak właśnie wyglądają uczucia borderline, są na maxa i w rezultacie nikt nie
        jest w stanie temu sprostać, dlatego borderline zawsze się zawodzi i cierpi.
        • my_love7 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.11.09, 21:41
          To nie jest miłość tylko emocje. Gdybyście kochali na prawde nie
          szukalibyście przygód z innymi przygodnymi partnerami. To nie ma nic
          wspólnego z oddaniem drugiej osobie, bo to jest Wam obce i tego sie
          boicie. Miłości zresztą też sie boicie.
          • dolna1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 26.11.09, 22:14
            my_love7 napisał:

            > To nie jest miłość tylko emocje.

            masz racje. Zdrowi ludzie w chwilach kryzysu rozmawiają, szukają rozwiązań i
            przede wszystkim dają sobie szansę. A my uciekamy...

            To nie ma nic
            > wspólnego z oddaniem drugiej osobie, bo to jest Wam obce i tego sie
            > boicie. Miłości zresztą też sie boicie.

            myślę, ze za daleko posunięte wnioski. I uogólnienie wpisane w etykietę
            borderline. Owszem boimy sie miłosci, przywiązania, bliskości oraz odrzucenia.
            Owszem mamy chore relacje z ludzmi, ale potrafimy kochać i potrafimy się związać.
          • borderline2009 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 27.11.09, 00:07
            To akurat zależy od osobistej moralności tak mi się wydaje.
            Mnie się nie zdażyło nigdy nikogo zdradzić, chociaż długo już żyję i mam
            zdiagnozowane zaburzenie borderline. Za to wszyscy "zdrowi" wokół mnie tak się
            zachowują - przypadkowy sex i zdrady (nawet namawiają mnie, ale moja moralność
            wewnętrzna nigdy mi na to nie pozwoliła)
            Często bardzo cierpię przez tych "zdrowych" ludzi z inną niż moja moralnością.
            ?

            my_love7 napisał:

            > Gdybyście kochali na prawde nie
            > szukalibyście przygód z innymi przygodnymi partnerami.
            • dolna1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 27.11.09, 08:36
              borderline2009 napisała:

              > Niewiem jak inni borderline, ale ja wiem czego się boję: stabilności, (sytuacji
              > na zawsze). Oczywiście ten lęk przekreśla prawdziwą miłość - taką na zawsze.
              > :(
              >
              I widzisz dowód na to, że jesteśmy jednak inni, mimo postawionej tej samej diagnozy.
              Mnie miłość na zawsze nie przeraża. Przeraża mnie moja zmienność w związku, moje
              wybuchy złości, agresji której nie jestem w stanie kontrolować. Boli mnie
              manipulowanie, perfekcyjne manipulowanie drugą stroną. I bolą mnie jej łzy kiedy
              sprawiam jej ból. Nie boję się miłości, związku na zawsze. Nie chcę tylko
              krzywdzić osoby którą kocham, a niestety nieustannie to robię.
              >

              • scofield42 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 28.11.09, 10:44
                Moja była szukała stabilności, namawiała mnie na zmiane pracy, chciała żebym
                sobie lepiej radził, chciała ze mną mieszkać, ale najbardziej boli mnie fakt że
                zostawiła mnie tak odrazu, nie dała żadnej szansy, chciałem spróbować zacząć
                wszystko na nowo, żeby się nam układało, chciałem naprawić swoje błędy i
                starałem się, prosiłem, błagałem ale nic to nie dało powiedziała że "dwa razy do
                tej samej rzeki nie wchodzi", a przecież oddałem jej całego siebie, moją miłość,
                kochałem i nadal ją kocham, nie ma dnia żebym o niej nie myślał ale powiedziała
                że nigdy już do mnie nie wróci :(
                Satarałem się być dla niej jak najlepszy i moje błędy wynikały z faktu że
                chciałem dla niej jak najlepiej i myślałem że będzie szczęśliwa. Wiem że mnie
                kochała i to bardzo bo to prawda że BPD potrafią kochać tylko że są bardzo
                zmienne i wystarczy jedna chwila by wszystko się zmieniło.
              • borderline2009 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 29.11.09, 20:33
                Nie mogę zrozumieć dlaczego tak źle się o sobie ciągle wpowiadasz? Czy terapia
                nie pomogła Ci choć odrobinę pobłażliwiej i z miłością popatrzeć na siebie?
                zaakceptować swoją osobowość? Jeżeli rzeczywiście tak bardzo nie kontrolujesz
                agresji, manipulujesz innymi (jak piszesz), to może przejść na jakiś czas na
                leki i choć odrobinę zharmonizować się? Ja zupełnie nie mam skłonności do
                manipulacji innymi, jestem za szczera i za otwarta (za co często obrywam od
                manipulatorów), ale rzeczywiście na agresję leki mi pomogły.
                A czy Tobie inni ludzie nie sprawiają bólu?
                Czemu tak strasznie oskarżasz się, że krzywdzisz kogoś?
                Przepraszam, ale nie popieram tak złego myślenia o sobie samym, bo wiem, że to
                do niczego nie prowadzi, pogłębia tylko wyrzuty sumienia i inne negatywne
                uczucia, a w rezultacie powoduje powtarzanie negatywnych schematów.
                • dolna1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 30.11.09, 08:59
                  borderline2009 napisała:

                  > Nie mogę zrozumieć dlaczego tak źle się o sobie ciągle wpowiadasz?

                  Piszę prawdę. Czy jet sens wypisywania wzniosłych haseł? Czy jest sens
                  idealizowania? Jestem na tyle świadoma swoich zaburzeń, że jestem w stanie o
                  nich napisać. A taka jestem, w taki więc sposób o sobie piszę.

                  >Czy terapia
                  > nie pomogła Ci choć odrobinę pobłażliwiej i z miłością popatrzeć na siebie?

                  jeszcze nie :)

                  > Jeżeli rzeczywiście tak bardzo nie kontrolujesz
                  > agresji, manipulujesz innymi (jak piszesz), to może przejść na jakiś czas na
                  > leki i choć odrobinę zharmonizować się?

                  od długiego czasu jestem pod kontrolą psychiatry. Biorę antydepresanty,
                  stabilizatory nastroju i neuroleptyki.

                  Ja zupełnie nie mam skłonności do
                  > manipulacji innymi, jestem za szczera i za otwarta (za co często obrywam od
                  > manipulatorów), ale rzeczywiście na agresję leki mi pomogły.

                  Mogłabyś/mógłbyś napisać coś o sobie. Kto i w jaki sposób zdiagnozował u Ciebie
                  borderline? Szczerze to jednak nie widzę u Ciebie żadnych cech borderline. Może
                  jakaś pochopna diagnoza? A może dzięki pracy nad sobą potrafiłaś/potrafiłeś
                  pokonać schematy. Jeśli tak gratulacje. Wdzięczna będę jednak gdy coś o sobie
                  napiszesz.

                  > A czy Tobie inni ludzie nie sprawiają bólu?

                  sprawiali...kiedyś.
                  Obecnie ja przejęłam ten schamat i kieruje go na najbliższe mi osoby.
                  Ja sprawiam im ból.

                  > Czemu tak strasznie oskarżasz się, że krzywdzisz kogoś?

                  świadome spojrzenie na siebie i życie.


                  • my_love7 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 30.11.09, 12:03
                    Moim skromnym zdaniem borderline2009 ma zdiagnozowane BPD. Ma ten
                    sam problem co moja przyjaciołka. Wydaje się jej że jest
                    manipulowana przez innych, nie mając świadomości że to ona ich
                    krzywdzi i poniża. Straszne jest u tych osób brak poczucia winy i
                    bezkarność.
                    Dziękuję Ci dolna1 za dojrzałość i świadomość tego co robisz. Życzę
                    powodzenia.
                    • dolna1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 30.11.09, 12:33
                      my_love7 napisał:

                      > Moim skromnym zdaniem borderline2009 ma zdiagnozowane BPD. Ma ten
                      > sam problem co moja przyjaciołka. Wydaje się jej że jest
                      > manipulowana przez innych, nie mając świadomości że to ona ich
                      > krzywdzi i poniża. Straszne jest u tych osób brak poczucia winy i
                      > bezkarność.

                      Jest i taka opcja. Nieświadomość, iż sprawia się innym krzywdę, używa
                      manipulacji to jednak bardzo daleka droga od "wyzdrowienia" Aby podjąć kroki ku
                      zmianie swoich zachowań i schematów trzeba je dostrzec i zrozumieć ich źródła.

                      > Dziękuję Ci dolna1 za dojrzałość i świadomość tego co robisz. Życzę
                      > powodzenia.

                      dziękuję :)
                      • borderline2009 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.12.09, 00:44
                        Kochany, ja już dawno temu dostrzegłam swoje schematy zachowań, leczę się od
                        dawna. Nikogo nie krzywdzę i nie poniżam, lata terapii pozwoliły mi radzić sobie
                        z wieloma moimi stanami. To nie zmienia faktu, że je nadal mam w sobie (i
                        dlatego tylko zaczełam pisać na forum niestety ludzi najwyraźniej bez
                        doświadczenia, wiedzy i świadomości)
                        • dolna1 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 01.12.09, 10:14
                          borderline2009 napisała:

                          > Kochany, ja już dawno temu dostrzegłam swoje schematy zachowań, leczę się od
                          > dawna. Nikogo nie krzywdzę i nie poniżam, lata terapii pozwoliły mi radzić sobi
                          > e
                          > z wieloma moimi stanami. To nie zmienia faktu, że je nadal mam w sobie (i
                          > dlatego tylko zaczełam pisać na forum niestety ludzi najwyraźniej bez
                          > doświadczenia, wiedzy i świadomości)

                          Popatrz jak różny jest Twoj punkt spojrzenia na siebie, a nasz na Twoja osobę.
                          Piszesz, ze nie krzywdzisz innych a ja czuję sie urazona Twoimi słowami.
                          Nazwałas mnie i innych tu, ludzmi bez doświadczenia, wiedzy i świadomości.
                          Uważasz, że był to komplement? Skrytykowałas nasza pracę nad sobą nazywając nas
                          ludzmi bez świadomości.
                          Krzywdzisz innych, mimo tak wielu lat terapii. Mimo doświadczenia i wiedzy. Jak
                          dla mnie nie "wyzdrowiałaś"
                • grow888 Re: Czy BPD kochają naprawdę? 30.11.09, 23:21
                  borderline2009 napisała:

                  > Nie mogę zrozumieć dlaczego tak źle się o sobie ciągle wpowiadasz? Czy terapia
                  > nie pomogła Ci choć odrobinę pobłażliwiej i z miłością popatrzeć na siebie?

                  to żart ?? a ja widzę, że dolna1 jest jedną z niewielu osób z bpd na forum, które są w stanie na siebie spojrzeć obiektywnie, a to podstawa do tego żeby wyciągnąć się z bagna jakim jest bpd.

                  > zaakceptować swoją osobowość?

                  zaakceptować to że się rani najbliższych, to że się nie rozumie innych ludzi, to że się samemu wykańcza depresjami ??............ kto by chciał być takim ? nie wszystko powinno się akceptować