Dodaj do ulubionych

"jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o związku"

12.08.09, 23:26
Chciałabym napisać coś więcej, ale nie potrafię. Dzisiaj, po całym piekle przez jakie przechodzę wiem, że mam BPD. Jestem z chłopakiem od ponad 3 lat. Jest ze mną tylko pod warunkiem, że zacznę się leczyć. Chodź to b. boli, że nie umie mnie akceptować takiej jakiej jestem, wiem, że tak naprawdę sama nie umiała bym zaakceptować piekła, jakie ktoś by mi sprawiał. Objawy choroby mam od ok. 1,5 roku, mam 20 lat. Ale zawsze byłam nadwrażliwa, nieufna. Najbardziej boli to, że on nie chce mnie wspierać. Najlepszym rozwiązaniem dla niego jest to, abyśmy nie spotykali się do czasu, aż moja choroba złagodnieje do minimum.. jednak ja w tym nie widze żadnej motywacji. Ta myśl mnie wykańcza, a jego, wykańczam ja. Jest agresywny i nieczuły. Zabiłam w nim wszystkie ludzkie odruchy, które kiedyś, przed tym wszystkim mi miał i nimi ukazywał mi, ile dla niego znacze. Jest ze mną tylko dlatego, bo karmie go nadzieją, że to wszystko minie i będę jak kiedyś. A on liczy na to, że wtedy sam stanie się osobą sprzed lat.
Zupełnie nie wiem jak sobie z tym radzić, jak mam sie leczyć, nie mając żadnego wsparcia?
Kiedyś chodził ze mną nawet do rodzinnego z bólem głowy, czy brzucha a nawet po zwolnienie z wf, czy usprawiedliwienie. Dzisiaj mówi wprost, że "umywa od tego ręce".. czeka na gotowe.
Cały czas twierdzi, że kocha, ale jego stosunek do mnie ukazuje co innego. A to powoduje pogłębienie się mojego lęku. Codziennego lęku, nawet gdy jest między nami dobrze.
Nie ufam sobie, nie wiem, czy jego stosunek do mnie jest rzeczywisty, czy go sobie tylko wmówiłam. Czuje, że mam nerwice, że mam depresje.. Codziennie mam ochotę sobie coś zrobić, jednak powstrzymują mnie przed tym tylko jego słowa, że gdy mnie odratują, mogę zapomnieć o związku bo on nie będzie miał przeze mnie wyrzutów sumienia i wie, że wszyscy powiedza, że to przez niego.
Nie wiem zupełnie co mam robić... lada dzień może się coś stać, bo jestem już w takim etapie, w którym moge wszystko..

Jak zacząć terapie, bez wsparcia? Jak wytłumaczyć mu, że potrzebuje czułości i pewności? Jak radzić sobie z napadami lęku, wściekłości..?

Czekam na fachowe odpowiedzi..
Obserwuj wątek
    • dimar7 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 12:57
      Fachowych odpowiedzi oczekuj od fachowców,
      a nie ludzi z forum - my lekarzami nie jesteśmy.
      Ode mnie tylko tyle: terapia, terapia, terapia!
      Oczywiście, jeśli sama chcesz - jeśli nie, to nie
      da ona niczego, a same pozory. Jesteś już - mimo
      wszystko - dorosła i sama musisz decydować o
      swoim życiu i związku.

      Jak wytłumaczyć mu, że potrzebuje czułości i
      > pewności? - POWIEDZIEĆ

      Jak radzić sobie z napadami lęku, wściekłości..? -
      TERAPEUTYZOWAĆ SIĘ (aczkolwiek będzie to trudne
      i długotrwałe).

      Powodzenia
        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 13:27
          Mówię mu o tym, że potrzebuje wsparcia, czułości, ale on nie chce mi tego dać, do póki nie będę zdrowa. A ja bez tego nigdy nie będe zdrowa, bo nie mam tyle siły co katha, żeby sama z siebie iść na terapie. O mojej chorobie wie tylko on, rodzice i inni widzą, że coś jest nie tak, ale usprawiedliwiają to tym, że "jestem pierd***a" i to im wystarczy. On jeden mnie zrozumiał, współczuł mi i był przymnie do czasu, aż się nie zmęczył ( a zmęczył się po około miesiącu wspierania mnie) i do czasu, aż z obiecanego leczenia wyszły nici, bo w klinice ma staż kolezanka ze szkoły, a ja nie chce, żeby rozniosła to po wszystkich znajomych...
          • nena100 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 14:55
            brzmi to trochę jakbyś chciała wiele zmienić ale małym kosztem, przenosząc
            ciężar swojego ozdrowienia na innych. A chyba niestety się tak nie da. To jest
            twój ból, twoje cierpienie, problem i życie, i tylko ty możesz sobie pomóc. W
            tej sytuacji nikt ci nie pomoże oprócz siebie samej i psychoterapeuty. Jestem
            pewna, ze jeśli na prawdę będziesz chciała sobie pomóc to zrobisz to i nic Cię
            nie powstrzyma, ani brak wsparcia ze strony chłopaka, ani koleżanka ze szkoły.
            Życzę powodzenia.
          • katha_ko Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 16:42
            liljah napisała:

            > Mówię mu o tym, że potrzebuje wsparcia, czułości, ale on nie chce mi tego dać,
            > do póki nie będę zdrowa. A ja bez tego nigdy nie będe zdrowa

            Za przeproszeniem - gówno prawda. Nie mówię złośliwie, ale z doświadczenia -
            miłość i czułość bliskich Cię nie uzdrowi, bo z niej nie skorzystasz,
            rozumiesz??? ze względu na Twoje zaburzenia. Będziesz MANIPULOWAŁA uczuciami i
            tyle. Mnie zrozumienie tego zajęło kilka lat. Byłam a bardzo bliskim, pełnym
            wsparcia i wyrozumiałości związku przez parę lat. Uwierz na słowo, że mnie to
            nie uzdrowiło i wcale nie pomagało w terapii. Naprawdę.

            Dwa - masz korzyści z chorowania (jak KAŻDY chorujący) i tak naprawdę będziesz
            szukała (świadomie bądź NIEŚWIADOMIE) jakiejkolwiek "wymówki", aby nie podjąć
            się leczenia. Teraz mówisz "nie leczę się, bo nie mam wsparcia i ciepła." Mogę
            Ci wręcz ZAGWARANTOWAĆ, że gdy otrzymasz obiektywnie wsparcie i ciepło (i to, co
            teraz wyliczasz i oczekujesz), to znajdziesz inną wymówkę i powody, dla których
            nie masz siły - czy tam sensu - chodzić na terapię. Im szybciej w to uwierzysz,
            tym lepiej.

            Po trzecie: Twoje wyzdrowienie jest TWOJĄ sprawą, a nie chłopaka, mamy, taty.
            Póki to jest "ICH" sprawa, i stawiasz warunki, że mają Cię wspierać to nigdy się
            nie wyleczysz. Bo aby się leczyć, tak na serio, trzeba wziąć bezwarunkową
            ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoją terapię, zmiany, zachowanie, uczucia. A to oznacza, że
            Twoja chęć do zdrowienia nie zależy od czynników zewnętrznych: ich
            wsparcia/braku wsparcia, miłej atmosfery/złej atmosfery w domu. Nie zmienisz
            siebie (=nie wyleczysz się, bo terapia polega na ZMIANIE) próbując zmieniać
            innych i stawiać im wymagania i oczekiwania. To TY masz się zmienić, bo TOBIE
            jest źle. Ja kilka lat myślałam, że jak oni zaczną się zmieniać, okazywać
            ciepło, itd., to mi się od tego zrobi lepiej. Nieprawda. Bo zaburzenie jest w
            Tobie, a nie w innych.

            > bo nie mam tyle s
            > iły co katha, żeby sama z siebie iść na terapie.

            To jest nieświadoma racjonalizacja. Podam Ci prawdziwy, ukryty powód: nie
            idziesz na terapię, bo masz korzyści z choroby. Póki cierpienie będzie jeszcze
            jakoś wytrzymywalne (nawet, jak się tniesz, przypalasz itd.) to raczej nie
            ruszysz dupy na terapię, i będziesz racjonalizowała, że nie masz wsparcia,
            ciepła, sensu, pieniędzy, cokolwiek. Gdy zaczniesz cierpieć tak, że dotrzesz do
            stanu, że albo samobójstwo albo się leczę - albo się zabijesz albo pofatygujesz
            się na terapię NIE OGLĄDAJĄC SIĘ już na to, czy masz wsparcie, czy nie. Wtedy
            nie będzie Cię już tak bardzo obchodziło wsparcie, ciepło, itd., bo będzie Ci
            tak źle, że będziesz to miała w dupie, będziesz szukała ulgi i może
            zmiany(wreszcie).

            Co do mojej siły: były trzy szpitale, wymówki podobne do Twoich, okresy, gdzie
            samobójstwo wisiało mi nad głową. I wisi. Chodzę na terapię niezależnie od tego,
            czy mama mnie dziś przytuli, czy zrobi awanturę. Jej na złość nie zrobię, jak
            nie pójdę. Ale nie powiem: miewałam takie okresy typu niech mają wyrzuty
            sumienia i poczucie bezsilności, że tak mi źle. I usprawiedliwienie: nie chodzę
            na terapię, bo nikomu na mnie nie zależy.

            > ania mnie) i do czasu, aż z obiecanego leczenia wyszły nici, bo w klinice ma st
            > aż kolezanka ze szkoły, a ja nie chce, żeby rozniosła to po wszystkich znajomyc
            > h...

            no tak, i żadnej innej terapii w mieście nie oferują.... tylko ten szpital
            istnieje... kurcze...
        • mykolina88 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 20:30
          jej Katha - kobieto spokojnie, dlaczego tak krzyczysz...

          Właśnie widać w twoim pełnym pretensji tekście, jak bardzo brak wsparcia ci
          pomaga. Jezeli wystarcza ci wsparcie na forum, to gratulacje, niektórzy moze
          potrzebuja takze normalnej bliskości, czyli zarozumienia, silnego ramienia,
          akceptacji. Mi osobiscie by to pomoglo, tez nie mam faceta < pewnie z powodow
          znanych wszystkich borderlinerkom> i jest mi zle, czuje sie niepotrzebna i
          raczej ten stan nagle nie odmieni sie poprzez moje bezsensowne samozaparcie.
          Poza tym osobowosci nie sa calkowicie identyczne, otoczenia takze...Zatem nie
          generalizujmy, ze jesli jedna osoba daje sobie rade bez wsparcia faceta, druga
          rownie dobrze sobie poradzi. To nie jest standard, nawet objawy moga byc rozne,
          jak rowniez ich nasilenie.

          Mi tez brakuje drugiego ogniwa. Nie do kleski, ale do zwyciestwa.
          • urocza_diablica Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 21:37
            A ja całkowicie zgadzam się z Katha_ko. Poza tym wsparcie w procesie leczenia na
            pewno jest pomocne, ale z założenia jeśli sami nie będziemy się leczyć żadne
            wsparcie nam nie pomoże. Ja przez bardzo długi okres czasu myślałam, że jedynie
            to że całe moje otoczenie będzie żyło mną i moją terapią mi pomoże bo ja sama
            nie dam rady. Ale zderzenie z rzeczywistością bywa brutalne i tak samo to że
            nawet osoby które nas kochają mają swoje życie i swoje problemy. A poza tym jak
            tak na prawdę wygląda wsparcie w procesie leczenia? Bo z tego co piszecie
            wynikałoby, że wsparciem i akceptacją ze strony posiadanego faceta. Dziewczyny,
            gdyby tak było to aż strach pomyśleć ile z nas by się nie leczyło...
            • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.08.09, 22:15
              "Będziesz MANIPULOWAŁA uczuciami i tyle."

              Manipulowałam, bardzo pięknie mi to wychodziło. Jednak chłopak już jest mądrzejszy i się nie daje - dlatego chcę iśc na terapie. Moją kolejną manipulacją jest to, że pójdę, gdy będzie mnie wspierał jak dawniej - czyli z bólem paluszka wstawał z rana i rejestrował mnie do rodzinnego - niestety jest już na tyle mądry, że nie daje się manipulować i wspierać mnie, pójśc ze mną do kliniki też nie chce.

              "Teraz mówisz "nie leczę się, bo nie mam wsparcia i ciepła." "

              Nie leczę się, bo samej jest mi ciężko podnieść się z łóżka, wyjść z domu i regularnie chodzić do lekarza, przyjmować leki - potrzebuje opieki najbliższej mi osoby. Drugim powodem, który zniechęca mnie do leczenia jest fakt, że koleżanka z grupy ma staż w klinice i szybko wszyscy dowiedzieli by się o mojej chorobie, a tego nie chce, bo to jedyna szkoła, w której jeszcze nie mam opinii pierdolnię tej.

              "Twoje wyzdrowienie jest TWOJĄ sprawą, a nie chłopaka, mamy, taty."

              Moja wyzdrowienie to sprawa moja i moich najbliższych.

              "nie idziesz na terapię, bo masz korzyści z choroby."

              Korzyści miałam na początku, teraz, jak już pisałam, gdy manipulacje się nie udają - nie mam z tego żadnych korzyści. Gdybym je miała nie zdecydowałabym się na terapie.

              "no tak, i żadnej innej terapii w mieście nie oferują.... tylko ten szpital
              istnieje... kurcze..."

              W moim mieście nie ma żadnego szpitala, kliniki itp. gdzie mogłabym podjąć takie leczenie. Zacząć je mogę w mieście, gdzie studiuje i właśnie tam jest jedna, jedyna klinika w której się tym zajmują.

              Zgadzam się też z mykolina. Mi nie wystarczą wypowiedzi na forum. Mi potrzeba wsparcia chłopaka, które utraciłam wraz z pogłebieniem się mojej choroby. Tak, jak kiedyś dawał mi motywacje, pomagał mi podnieść się, gdy upadałam tak teraz pragne tego samego. Cały problem polega w tym, że moja choroba go znieczuliła a dla niego rozwiązaniem jest ucieczka i zostawienie mnie sam na sam z chorobą. Po co? Po to, żeby mu było wygodnie, żebym nim już nie sterowała i na niego nie liczyła. WYGODNIE. I tego nie mogę zrozumieć, i z tym się zwracam.

              urocza diablica pisze: "całe moje otoczenie będzie żyło mną i moją terapią mi pomoże bo ja sama nie dam rady"

              Nie wymagam tego od mojego otoczenia, wymagam tego od mojego chłopaka, który jeszcze nie dawno oddychał mną a teraz się dławi.

              "Posiadany facet" który jeszcze nie dawno chciał się z Tobą zaręczyć, wspierał Cię kiedy mógł, był zakochany do szpiku kości po ujawnieniu przez Ciebie choroby nie chce Cię znać, do póki się nie wyleczysz, a rób to poza zasięgiem jego wzroku, bo on nie chce mieć bałaganu w życiu - faktycznie, wsparcie polegające na "poisiadaniu faceta". Jeszcze nie dawno planował "być ze mną w zdrowiu i w chorobie" jednak szybko zmienił zdanie, gdy ta choroba faktycznie się pojawiła.
              • katha_ko Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 14.08.09, 11:20
                liljah napisała:

                > "Twoje wyzdrowienie jest TWOJĄ sprawą, a nie chłopaka, mamy, taty."
                >
                > Moja wyzdrowienie to sprawa moja i moich najbliższych.

                Nie zrozumiałaś, albo ja się nie tak wyraziłam. Oczywiście, na pewno na Twoim
                wyleczeniu zależy Twoim bliskim. Ale Twoja sprawa w tym sensie - że tylko od
                Ciebie to zależy. Jeśli brakuje Ci Twojej własnej motywacji, uzależniasz
                chodzenie na terapię od postawy innych, to z takim podejściem będzie ciężko
                zdrowieć, bo terapia to zmiany siebie niezależnie od postawy otoczenia. A tak to
                będziesz hamowała zmiany, a tylko "chodziła" na terapię, zrywała terapię bo "ze
                złości na chłopaka, mamę, odmrożę sobie uszy" i wynajdowała coraz to nowe wymówki.

                > "nie idziesz na terapię, bo masz korzyści z choroby."
                >
                > Korzyści miałam na początku, teraz, jak już pisałam, gdy manipulacje się nie ud
                > ają - nie mam z tego żadnych korzyści. Gdybym je miała nie zdecydowałabym się n
                > a terapie.

                Korzyści z choroby są różne i jest ich WIELE, na różnych poziomach, przede
                wszystkim nieuświadomione. Już sam fakt choroby świadczy o tym, że psychika z
                niej jakoś korzysta.

                Np. korzyścią z choroby jest to, że nie możesz rano wstać z łóżka, bo masz
                depresję -> masz wymówkę (ok: "usprawiedliwienie"), aby nie iść na terapię, bo
                nie masz siły -> nie idziesz na terapię = nie konfrontujesz się z bólem i nie
                podejmujesz wysiłku zmian.
                To JEST korzyść (nie mylić z przyjemnością).

                > W moim mieście nie ma żadnego szpitala, kliniki itp. gdzie mogłabym podjąć taki
                > e leczenie.

                A dlaczego szpital, klinika?
                Jeśli mogę coś doradzić to polecam Ci leczenie ambulatoryjne - terapię
                indywidualną (godzina - parę godzin na tydzień).

                Byłam w 3 szpitalach (1 terapia w klinice) i odradzam takie leczenie.
                Oczywiście, w poważnym zagrożeniu życia jest to czasem nieodzowne. Ale raczej
                służy przetrwaniu trudnego okresu, dobraniu leków, zapewnienia bezpieczeństwa.

                Dlaczego odradzam? Klinika zazwyczaj oferuje leczenie przez 2,5-3 miesiące (taki
                a kontrakt z NFZ). To jest stanowczo za krótko i za mało, aby: rozpoznać
                przyczyny swojego zaburzenia, uzyskać szereg wglądów, zrozumieć, zmienić i
                wyzdrowieć. Po kilku miesiącach następuje często stopniowe pogorszenie i kryzys,
                a nie wyleczenie. Chyba szpital Babińskiego oferuje dłuższą terapię: pół roku,
                ale moim zdaniem to też za krótko.

                Poza tym, do środowiska szpitalnego łatwo się przyzwyczaić. To jest taki "azyl"
                od życia codziennego. Powroty do domu - zwłaszcza bez całkowitego wyleczenia -
                bywają b. trudnym przeżyciem.

                Dlaczego nie myślałaś o terapii indywidualnej, ambulatoryjnie? Terapii
                długoterminowej, kilkuletniej. Jeśli poważną kwestią są pieniądze, to możesz iść
                na NFZ ostatecznie.
                • mamamisiasia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 16.08.09, 19:24
                  a kolezanka z grupy przeciez nie moze wyniesc poza szpital
                  informacji o Twoim leczeniu. To jest karalne. Poza tym moze powinnas
                  byc wdzieczna Twojemu chlopakowi, ze wyznaczyl granice, bo jezeli
                  nie masz sily isc sie zarejestrowac, to jak pojdziesz na leczenie?
                  Wydaje mi sie, ze jezeli on zacznie wchodzic emocjonalnie w Twoja
                  chorobe, to stoczycie sie oboje i tak z tego zwiazku nic nie bedzie.
                  I zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze tylko ty bierzesz
                  odpowiedzialnosc za wlasna chorobe.
                  • katha_ko Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 16.08.09, 22:06
                    mamamisiasia napisała:

                    > a kolezanka z grupy przeciez nie moze wyniesc poza szpital
                    > informacji o Twoim leczeniu. To jest karalne.

                    Jak mam być szczera, to ja też bym zrezygnowała z takiego leczenia. W leczeniu
                    nie powinno być znajomych osób. I nie chodzi tylko o tajemnicę lekarską (której
                    nota bene nie każdy dochowuje, a w takim grupowym leczeniu trudno udowodnić, kto
                    wypaplał).

                    > Wydaje mi sie, ze jezeli on zacznie wchodzic emocjonalnie w Twoja
                    > chorobe, to stoczycie sie oboje i tak z tego zwiazku nic nie bedzie.

                    Takie zachowanie bliskiej osoby, niezgodne z oczekiwaniami, które produkuje
                    choroba, rodzi uczucie frustracji. Ale na tym też m.in. polega leczenie (w
                    terapii głębi) - na frustracji potrzeb, wytworzeniu nerwicy przeniesieniowej. I
                    wtedy taka terapia ma funkcję korygującą - pacjent po jakimś czasie rezygnuje z
                    tych neurotycznych potrzeb i uczy się bardziej dojrzałego i zdrowego reagowania
                    i zachowania. Np. wiele osób na początku terapii wkurza się, że terapeuta
                    (zwłaszcza w psychoanalizie) sam pierwszy nie zaczyna rozmowy (a biedny neurotyk
                    chciałby być kierowany i czuć inicjatywę od kogoś) - i to ma swój cel.

                    Oczywiście ja nie mówię, że nie jest fajnie mieć wsparcia na codzień. Ale wiem
                    też, że im mniej ma się wsparcia ze względu na CHOROBĘ i zachowania z nią
                    związane (a nie po prostu: bo się JEST) tym większa szansa, że człowiek sam się
                    zmotywuje na terapię. I oczywiście jeśli wystarczająco cierpi. Tzn. - większa
                    szansa, że szybciej stanie przed dylematem: albo pieprzę ich i zdrowieję dla
                    samej siebie, albo się zabijam ob nie wytrzymam a nikt mi nie pomaga. Ja miałam
                    taki dylemat i w końcu, jak na razie, wybrałam to pierwsze :)
                    • nena100 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 19.08.09, 13:48
                      Często jest również tak, że rodzina (chłopak) na poziome świadomym chcą żebyś
                      poszła na terapie, bo niby widzą co się dzieje ale tak na prawdę boją się tego
                      sami. Terapia bowiem oznacza zmiany nie tylko twoje ale całego systemu wokół
                      ciebie, również ich. Mogą, więc dawać sprzeczne komunikaty, z jednej strony
                      chcą, a z drugiej tak jakby uciekali.
                      Podjęcie decyzji, że idzie się na terapie to, moim zdanie, bardzo odważna
                      decyzja. I rzeczywiście paradoksalnie trzeba ogromnej siły, żeby płynąc pod
                      prąd. To tak jakbyśmy sami decydowali się na operację bez znieczulenia.
                      Nieświadomie przeczuwamy, że będzie bardzo boleć. Dlatego rzeczywiście dopiero
                      jak jesteśmy na dnie, (subiektywnym dnie), decydujemy się na ten drastyczny
                      krok. To tak jakby tuż przed utonięciem uruchamiały się w nas instynkt
                      przetrwania i siły żeby płynąć pod prąd własnego umysłu (mechanizmy obronne). W
                      tej sile jest nadzieje. Bywa jednak, że niektórzy "umierają", niektórzy płyną
                      chwilę i zawracają, ale są też tacy, którzy odnajdują swój nurt. Nie wiem od
                      czego to zależy. I dlaczego tak wielu pięknych ludzi "umiera" ale życzę żebyś
                      przeżyła. I choć nie jest to życie z bajki, tak jak miało być, to nadal jest
                      piękne, a czasem nawet więcej niż piękne.
                      • katha_ko Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 20.08.09, 19:23
                        Bardzo fajnie opisałaś to wszystko :)

                        nena100 napisała:

                        > sami. Terapia bowiem oznacza zmiany nie tylko twoje ale całego systemu wokół
                        > ciebie, również ich.

                        Dokładnie. I jest tak, że te zmiany w efekcie terapii wcale nie muszą się im
                        podobać...

                        Jedna uwaga: podczas terapii powinno się powstrzymać od życiowo ważnych decyzji!
                        Tj. rozwód, ślub, przerwanie studiów, zakończenie związku (no chyba, że są
                        obiektywnie ku temu powodu np. przemoc).

                        nena100 napisała:

                        > jak jesteśmy na dnie, (subiektywnym dnie), decydujemy się na ten drastyczny
                        > krok. To tak jakby tuż przed utonięciem uruchamiały się w nas instynkt
                        > przetrwania i siły żeby płynąć pod prąd własnego umysłu

                        Nom, tak jest! Ale jest też taki etap terapii, gdzie trzeba zauważyć, że taka
                        motywacja jest złudna. No bo tak: idę na trapię, bo nie mogę znieść cierpienia.
                        Ok. Ale jest tu haczyk.Podczas terapii zaczynają się pojawiać lepsze dni. I...
                        motywacja znowu spada. Przy takim nastawianiu motywacja do pracy nad sobą będzie
                        się zmniejszała wraz ze zmniejszaniem objawów. To błędne koło: Czujemy się ciut
                        lepiej -> motywacja spada, bo nie cierpimy jak cholera -> nie chce nam się
                        chodzić na terapię i pracować nad sobą -> nasz stan się pogarsza -> cierpienie
                        nie do wytrzymania... i tak w kółko. Trzeba więc tę motywację stopniowo
                        modyfikować, zmieniać z: nie chcę cierpienia i tego, co jest, na: chcę czegoś
                        konkretnego.
                        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 21.08.09, 16:22
                          katha_ko napisała:

                          >Jedna uwaga: podczas terapii powinno się powstrzymać od życiowo ważnych decyzji!
                          Tj. rozwód, ślub, przerwanie studiów, zakończenie związku (no chyba, że są
                          obiektywnie ku temu powodu np. przemoc).

                          Może i masz racje. Może powinno się. Ale ja chyba zrobie ten krok.. wole nikogo
                          przy sobie nie mieć, skoro mam i nie mogę od niego oczekiwać troski, wsparcia i
                          opieki.. A może i moge.. może tylko tak mi się wydaje. Bo ja juz nie wiem co mi
                          się wydaje, a co jest prawdą..
                          • katha_ko Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 22.08.09, 09:28
                            liljah napisała:

                            > katha_ko napisała:
                            >
                            > >Jedna uwaga: podczas terapii powinno się powstrzymać od życiowo ważnych de
                            > cyzji!
                            > Tj. rozwód, ślub, przerwanie studiów, zakończenie związku (no chyba, że są
                            > obiektywnie ku temu powodu np. przemoc).
                            >
                            > Może i masz racje. Może powinno się. Ale ja chyba zrobie ten krok.. wole nikogo
                            > przy sobie nie mieć, skoro mam i nie mogę od niego oczekiwać troski, wsparcia i
                            > opieki.. A może i moge.. może tylko tak mi się wydaje. Bo ja juz nie wiem co mi
                            > się wydaje, a co jest prawdą..

                            Nie "może mam rację." To nie jest mój wymysł, ale terapeutów i psychologów. To
                            nie ja mam rację.

                            Zazwyczaj w kontrakcie jest to określone: żadnych ważnych zmian w życiu podczas
                            trwania terapii. Dotyczy to ślubu, rozwodu, ciąży, zrywania poważnego związku,
                            przeprowadzki, zmiany studiów, zerwania studiów, zmiany studiów na inne. Pisze
                            też o tym Aleksandrowicz.

                            I to jest dla NASZEGO dobra, a nie widzimisię terapeuty.

                            Dlaczego?

                            Podczas dobrej terapii następuje:
                            - napięcie emocjonalne (jeszcze większe)
                            - silne i burzliwe emocje, sytuacyjne
                            - czasem regresja (czyli myślenie i emocje dziecka, a nie dorosłego)
                            - mnóstwo przeniesień na terapeutę (oczekiwania, emocje, potrzeby)
                            - chaos
                            - częste zmiany myślenia
                            - rozchwianie emocjonalne
                            - nasilenie neurotycznych potrzeb
                            - nasilenie i zmiany objawów
                            - jeszcze silniejszy kryzys tożsamościowy i światopoglądowy.

                            Podjęcie ważnych życiowo decyzji w takim stanie nie jest korzystne mówiąc
                            delikatnie ;) Przede wszystkim nie jest to trzeźwe podjęcie decyzji w spokoju i
                            harmonii umysłu, i często okazuje się błędem, którego POTEM można tego żałować.

                            Ja np. zerwałam z chłopakiem w pewnej fazie terapii, i teraz żałuję tego. On był
                            w fazie moje dewaluacji jego, a ja weszłam w fazę powiedzmy kompleksu Edypa
                            (córeczka tatusia). I w takim stanie podjęłam tamtą decyzję. TERAZ patrzę na to
                            zupełnie inaczej, no, ale jest za późno.

                            Dziecko i decyzja o ciąży w czasie terapii to często uciekanie od problemu
                            separacji i lęku przed zakończeniem terapii.

                            Zawiązanie nowego związku podczas terapii może być podyktowany tylko okresowymi
                            oczekiwaniami i potrzebami, a nie miłością (do której BPD nie jest zdolny w
                            dojrzały sposób, niestety!).

                            Zmiana studiów może być tylko wynikiem rozszczepiania, a nie dojrzałej decyzji
                            (wyidealizowałam te studia, znudziły się to inne).

                            Ale wiadomo: trudno tego przestrzegać...:/
    • pustelnica Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 30.08.09, 15:42
      Nie znam Twojej relacji z nim dokladnie ale zastanawiam sie czy nie powinno sie
      spojrzeć na wasz związek z innej strony? Może to on generuje problemy a na
      Ciebie zrzuca odpowiedzianośc za wszystko? Uzaleznił Cię od siebie psychicznie
      na poczatku ogromna troskliwościa i wsparciem, "wczesniej bylas zawsze nieufna i
      nadwrazliwa", potem stał się inny: "jest agresywny i nieczuły".., "zabiłas w nim
      wszystkie ludzkie odruchy"...
      A moze po prostu przestał grac i pokazał prawdziwe swoje oblicze?
      "Cały czas twierdzi, że kocha, ale jego stosunek do mnie ukazuje co innego" - to
      tez nie wskazuje że z nim jest wszystko ok... i chyba tak naprawdemu nie zalezy
      mu na Tobie juz...?
      • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 30.08.09, 16:02
        >"Może to on generuje problemy a na Ciebie zrzuca odpowiedzianośc za wszystko? Uzaleznił Cię od siebie psychicznie na poczatku ogromna troskliwościa i wsparciem"

        Może. Możliwe. To by miało sens.. ale po co miał by to robić?

        >"A moze po prostu przestał grac i pokazał prawdziwe swoje oblicze?"

        Tak mówi moja mama. On jest z rodziny, gdzie każdy facet to damski bokser, daleki od uczuć, troski i opieki... możliwe, że troskliwy chłopak to była przykrywka, a we wnętrzu był taki, jaki przykład dawali mu ojcowie, wujkowie..

        >"to tez nie wskazuje że z nim jest wszystko ok..."

        On sam wie, że z nim nie jest wszystko ok. Ale do psychologa nie pójdzie, bo zapewne uraziło by to jego męską dumę.

        >"chyba tak naprawdemu nie zalezy
        > mu na Tobie juz.."

        Ja tego nie wiem. Ja uważam, że mu nie zalezy. On zachowuje się moim zdaniem, jak by mu nie zależało. Ale jeżeli to sa tylko moje fiksacje, które sobie wmówiłam? On jest nieczuły tylko wtedy, gdy płacze, gdy mam "atak". Ale za każdym razem gdy z nim rozmawiam, mówi że kocha i że mu zależy. Zawsze pytam go NA JAKIEJ PODSTAWIE bo dla mnie to nie zrozumiałe, jak może mnie kochać i tak traktować.. Odpowiedz zawsze jest jedna. Po prostu kocha. A zależy mu na mnie, gdy nie mam "ataków".

        Cięzko mi określić co rozumiem poprzez słowo "atak". Tak nazwaliśmy ten czas, w którym zachowuje się JAKOŚ, a na nastepny dzień patrze na to z boku i jest to całkowicie przesadzone, irracjonalne.. itp.
        Wczorajszy "atak" pojawił się w momencie, gdy mój chłopak chciał wyjść ode mnie o godzinie 00:15 po obejrzeniu komedii. Ja chciałam oglądac kolejny film, a on chciał iść do domu spac, bo rano miał wstać. Wpadłam w atak płaczu (tak się zawsze zaczyna) nie mogłam złapac oddechu, cały czas napływały łzy, myśli, chore myśli, że idzie, bo ma mnie dosyć, bo woli pójśc do domu niż siedzieć ze mną, że nie przyjdzie więcej i więcej nie zadzwoni... że go męczę, zmęczył się mną i chce odejść, odpocząć z dala ode mnie. Ze jestem za brzydka, za głupia, żeby spędził ze mna wiecej czasu. Przytulał mnie i uspokajał do czasu... do czasu aż nie zaczął rzucać rzeczami po pokoju z bezradności.

        Dzisiaj o tym rozmawialiśmy. On chciał po prostu iść spać, bo rano wstawał. I dzisiaj myśle, że mógł po prostu wyjśc, ja mogłam po prostu iśc spać.. i wtedy napewno by chciał wrócić. I że było by dobrze. Ale ja to wiem dzisiaj.. wczoraj byłam pewna, że ma mnie dośc i chce uciec.
        • pustelnica Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 30.08.09, 17:10
          Byc może to jednak on nie radzi sobie ze soba i ma bpd? Jesteście jednak jak
          naczynia połaczone i przeglądasz się w nim...

          Ty jesteś bardzo młoda i może tez brak Ci pewności siebie i własnego zdania, ale
          w Twoim wieku to dość normalne... On to jednak wykorzystuje i... niszczy Cie.
          Postaraj się może wzmocnić swoje własne ja, swoje granice...
          Terapia na pewno nikomu nie zaszkodzi, a Tobie może bardzo pomóc uzyskać wgląd
          w siebie i z dystansu spojrzeć na niego i wasz związek...
          • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 30.08.09, 17:20
            Słyszałam, że długotrwałe przebywanie z osobą z BPD może spowodować tą chorobe u
            kogoś. Ale on nie boi się odrzucenia. Myślę, że ciężko mu jest zerwać ze względu
            na to, że ma wobec mnie plany, jesteśmy już długo i wiele planowaliśmy.. i
            dlatego, że wśród naszego społeczeństwa jestem uznawana za ładną, z wyższej póki
            i nie chce oddać dziewczyny tak postrzeganej przez innych - komuś innemu. Jeżeli
            bym z nim zerwała po niedługim czasie pogodził by się z tym. Jakie on może mieć
            objawy BPD..?

            Dyskans do siebie i mojego związku jest mi bardzo potrzebny i to wiem. Tak samo
            jak zwiększenie pewności siebie i konsekwentne stawianie granic.. sobie i innym.

            Czego spodziewać się po terapii? Jak to w ogóle zacząć?

            Dzięki wielkie za odp.
                • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 03.09.09, 12:32
                  liljah napisała:

                  > chłopakiem, w dzień naszego 40 miesiąca razem.. a raczej "zerwałam".

                  Jej, ile ja miałam takich "zerwań"... masakra.

                  Co do terapii. Ja w końcu zmieniłam terapeutkę na kogoś innego, i powiem, że
                  różnica jest ogromna. A już myślałam, że jestem niereformowalna i terapia nic mi
                  nie da :/ A teraz to zyskałam nadzieję, że może będą ze mnie ludzie jeszcze ;)
                    • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 04.09.09, 10:51
                      liljah napisała:

                      > Ja szukam gdzieś terapeuty na NFZ i w ogole nie wiem jak to załatwić. A
                      > chciałabym już ją rozpocząć.. ile to może trwac, zanim pojawi się poprawa, rok?

                      Czytałaś "Uratuj mnie"? Dziewczyna jeszcze po 3 latach terapii była w głębokim
                      dole. Ale pocieszające jest to, że po 4 latach terapii (analitycznej)
                      ostatecznie całkowicie wyzdrowiała z BPD. Mnie ta książka dała dużo nadziei i siły.
                    • mefisto1001 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 03:11
                      liljah!

                      czytając twoj post, mam wrazenie, ze mam siostre blizniaczke. jestem w tym samym wieku co Ty, w tym samym piekle, z takim samym ultimatum postawionym przez ukochanego, ktore badz co badz juz zdazylam zrealizowac i porzucic. wielokrotnie. (o tak, przygotuj sie na to,bo widze ze intelignecji Ci nie brak a zapewne nie raz zadasz sobie pytanie, czy droga, ktora obierasz jest sluszna)

                      zaczelam od psychoterapeutow. najlepszych. prywatnie. wielkie pieniadze i jeszcze sie przekonasz, ze gowno daje. moj chlopak byl mocno za, bo sadzi, ze psychologia jest doskonalym narzedziem do wszystkiego. uwazaj, bo nic odkrywczego nie uslyszysz- wiem co mowie, ale idz koniecznie sprawdzic, nie ma to jak podejscie empiryczne. Moj ojciec, lekarz, sie wsciekl,kiedy sie o tym dowiedzial, gdyz stwierdzil, ze to szarlatani a nie medycy i niestety po czesci mial racje. W przypadku bpd psychoterpia na nic sie nie zda bez rownoczesnej lekoterapii. A teraz dochodzimy do sedna sprawy..

                      Sytuacja dla mnie jest bardzo trudna. Od 2 miesiecy jestem na dosc lagodnych lekach, ale dzialaja jak trzeba. pod warunkiem, ze bierzesz regularnie, oczywiscie.. bo kiedy przyjdzie Ci do glowy, zeby przerwac, mozesz doswiadczyc nie hustawki emocjonalnej a prawdziwego rollercoastera :<

                      Załóżmy jednak, ze nie powtorzysz mojego bledu i bedziesz skrupulatnie lykac chemie. Licz sie z nieprzyjemnymi skutkami. Ja nie czulam sie soba przez pierwsze 2 tygodnie. przymulona, lekkie nudnosci, w sumie nic wielkiego, tylko to poczucie, ze mi to nie pasuje, nie mam tej energii co zwykle, emocje jakies takie przytlumione i w pewnym momencie o zgrozo [sic!]-zadnych wiekszych zmartwien. wszystko spoko i nudno jak flaki z olejem. to nie bedzie ta stabilnosc,ktorej szukasz. podskornie wyczujesz falsz i powierzchownosc. jakis miesiac, moze poltorej po rozpoczeciu cyklu, zachcialo mi sie najebac na imprezie, ale ze balam sie skutkow ubocznych (ewentualnej nieswiadomki) to przez tydzien powooli zeszlam z dawki do zera. impreza sie udala, po czym , po paru dniach wrocilam dawna ja, w swojej najlepszej postaci- Manii. Mialam ochydne wrazenie ze te tablety wypraly moj mozg. Wczesniej tez podejrzanie dla mnie dzialaly, ale nie traktowalam wtedy tego jak jakiegos pieprzonego kojca.
                      Postanowilam nie wracac do tego syfu.Chlopak przyklasnał (jako, ze byl przeciwny chemii, a za psychoterapią) i zaczęły sie prawdziwe jazdy, ktorych Kubica by sie nie powstydził. Wybuchałam płaczem idąc ulicą w słoneczny dzien, zmiany nastroju co 10, 5, 2 minuty!!! Prawdziwy koszmar.. Do tego wyniknely jeszcze pewne problemy w moim związku i prawdziwy kocioł gotowy.
                      Wróciłam do tabsów :<
                      Czuje się z tym baaardzo źle, ale po 2 latach walki, zgłębiania problemu wespół z moim niezwykle empatycznym i inteligentnym chłopakiem, zgrają psychologów i psychiatrą i dużym zagrożeniu dla mojego związku nie widze innej opcji. Jesli moge Ci coś doradzić, idź do najlepszego psychologa na jakiego Cie stac lub jakiego mogą Ci przydzielić, ale uważaj bo czasu mało a z tego co piszesz związek trzęsie sie w posadach.. 5 spotkań max- gdy poczujesz, ze wasze rozmowy sa odkrywcze jak porady w BravoGirl to znaczy, ze czas zmienic doradce. I na Twoim miejscu gdy i drugi zawiedzie, kierowałabym się do psychiatry. Tak przynajmniej uratujesz związek, tylko bardzo wątpie, czy to Cie usatysfakcjonuje. 3mam kciuki!
                      • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 12:10
                        mefisto1001 napisała:

                        > moge Ci coś doradzić, idź do najlepszego psychologa na jakiego Cie stac lub jaki
                        > ego mogą Ci przydzielić

                        Jak się ma ta Twoja rada do Twoich innych słów?
                        Tych poniżej:

                        mefisto1001 napisała:

                        > bo niestety sa! I zapomnijcie o psychologach.. Ktos juz wyzej wspomnial, ze to
                        > choroba o podlozu fizycznym

                        mefisto1001 napisała:

                        > zaczelam od psychoterapeutow. najlepszych. prywatnie. wielkie pieniadze i jeszc
                        > ze sie przekonasz, ze gowno daje.

                        mefisto1001 napisała:

                        > na ulicy mowia mi ze jestem piekna kobieta. Psychlogowie na nic sie nie zdali


                        mefisto1001 napisała:

                        > bo jak mi powiedzial moj psychiatra, bpd wiaze sie z duza inteligencja i na
                        > zadnego z nas nie podziala psychoterapia, walkowanie w kolko problemow



                        Ps - Twoje wypowiedzi raczej mnie skłaniają do widzenia u Ciebie ChADu, a nie
                        BPD. Nie znam się, ale jakoś tak mi się kojarzy (a znam sporo chadowców).
                        • mefisto1001 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 12:43
                          moge Ci coś doradzić, idź do najlepszego psychologa na jakiego Cie stac lub jakiego mogą Ci przydzielić

                          te slowa W OGOLE nie wykluczaja tego co napisalam ponizej. chodzilo mi o to, ze rozumiem, ze nie kazdy musi miec takie zdanie o psychoterapii jak ja, bo jeszcze np. nie mial watpliwej przyjmenosci go sobie wyrobic. Więc radzę zacząc od najlepszych (chociaz czesto jest to tez kwestia gustu, jakis ranking jednak istnieje), zeby skrocic czas, w ktorym i tak dziewczyna zorientuje sie co i jak. poza tym, razem z lekami psycholog moze byc pewnego dnia jakimś rozwiazaniem- coś jak konfesjonal. jesli liljah nie poczuje sie jak w blednym kole, to czemu miala by na chemii nie wpasc i nie porozmawiac (dla mnie po chlopaku psycholog bylby teoretycznie jedyną bliską osobą). psycholog nie namierzy z taka osobą źródła problemów, którym jest sens życia. normalnym ludziom nie sprawia on bólu. nam tak, a więc- albo tabsy albo nauczyc się z tym żyć. rozwiąznia sensu stricte nie ma.

                          A propos sugestii, ze to moze byc chad- ja rowniez tego nie wiem. mozesz miec racje, nie wiem czy moj psychiatra daje rade, bo jest pierwszym, ktorego spotkalam. moze diagnoza nie jest poprawna. wytlumacz mi prosze co dokladnie w tych wypowiedziach nasunelo Ci takie wnioski, bylabym wdzieczna, bo wybieram sie do pschiatry w nastepnym tygodniu i moze poruszylabym temat roznicy miedzy tymi schorzeniami. byc moze jakis krok d oprzodu ;]
                          • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 14:22
                            mefisto1001 napisała:

                            > oza tym, razem z lekami psycholog moze byc pewnego dnia jakimś rozwiazaniem- co
                            > ś jak konfesjonal. jesli liljah nie poczuje sie jak w blednym kole, to czemu mi
                            > ala by na chemii nie wpasc i nie porozmawiac (dla mnie po chlopaku psycholog by
                            > lby teoretycznie jedyną bliską osobą).

                            Aha, to masz na myśli poradnictwo, a NIE psychoterapię. Psychoterapeuta nie ma
                            prawa doradzać (chyba, że jest to terapia behawioralna, gdzie są prace domowe).
                            Mam na myśli terapię leczącą zaburzenia (np. psychoanaliza), a nie wspierającą
                            bądź uczącą sobie radzić. Ja na mojej terapii poruszam bardzo głębokie
                            egzystencjalne problemy, i nie patrzę na terapeutę jako na maluczkiego
                            człowieczka, który nie jest tak refleksyjny jak ja. Z resztą, nie o
                            refleksyjność głównie chodzi, ale o EMOCJE.

                            > psycholog nie namierzy z taka osobą źród
                            > ła problemów, którym jest sens życia. normalnym ludziom nie sprawia on bólu. na
                            > m tak, a więc- albo tabsy albo nauczyc się z tym żyć. rozwiąznia sensu stricte
                            > nie ma.

                            Przebija mi przez to masakryczne duże poczucie wyższości. Osoby zaburzone tak
                            mają, że lawirują między poczuciem totalnej bezwartościowości, a poczuciem
                            wyższości (jestem lepszy = bardziej wrażliwy i refleksyjny - niż to szare
                            pospólstwo, normalni, oni się nie zastanawiają nad sensem życia JAK JA!). Często
                            to poczucie wyższości jest zakamuflowane. Oczywiście tak ma większość
                            zaburzonych, więc się nie obrażaj, ja też tak miewam :P Większość osób się nigdy
                            do tego nie przyzna, zwłaszcza przed sobą samym :)

                            A prawda jest taka, że na głębokiej terapii, np. psychoanalizie można odkryć
                            takie rzeczy, jakich bez pomocy drugiej osoby byśmy nie odkryli - nawet mimo
                            mega inteligencji ;) Terapia w ten sposób uczy jakiejś tam pokory oraz
                            równiejszego patrzenia na ludzi, a nie: za bardzo z góry (lub za bardzo z dołu).
                            Widocznie albo nie trafiłeś na odpowiednią osobę, albo prawdopodobnie szukasz
                            ideału, który jak wiadomo - nie istnieje. I to też jest wynik zaburzeń, iluzja.
                            Osoba, która nagminnie stosuje mechanizm rozszczepiania (idealizacja -
                            dewaluacja) ciągle zmienia terapeutów, bo żaden nie pasuje do ideału, albo
                            wyidealizowany terapeuta nagle spada z piedestału i jest beznadziejny. No i
                            biedny BPD rusza dalej...

                            Inna rzecz, że terapia nie polega głównie na błyskotliwej rozmowie głaszczącej
                            intelekt, ale na kontakcie z UCZUCIAMI i EMOCJAMI i ich źródłem, bo zaburzenia
                            tj. BPD są związane z konfliktami EMOCJONALNYMI (a nie intelektualnymi ;)). Jak
                            chcesz orgazm intelektualny to idź na ambitne studia lub poszerzaj wiedzę we
                            własnym zakresie. Terapia zajmuje się przede wszystkim emocjami, i to emocjami
                            małego wewnętrznego dziecka, czasem wstydliwymi.

                            > A propos sugestii, ze to moze byc chad- ja rowniez tego nie wiem. mozesz miec
                            > racje, nie wiem czy moj psychiatra daje rade, bo jest pierwszym, ktorego spotka
                            > lam. moze diagnoza nie jest poprawna. wytlumacz mi prosze co dokladnie w tych w
                            > ypowiedziach nasunelo Ci takie wnioski

                            Jakie wnioski?
                            Po prostu ogólne wrażenie.
                            Reagujesz na leki (stabilizatory?).
                            Piszesz o manii (którą powinien zdiagnozować lekarz).
                            Ok, BPD też miewają stany wzmożonego nastroju, więc lepiej zapytaj lekarza.
                            • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 17:46
                              Ależ poszłam, do najlepszego psychiatry jakiego udało mi się załatwić. Taki miał
                              być cudowny! A jak mu powiedziałam, a raczej palnełam, że czuje się, jak bym
                              miała bpd niemal nie wybuchł śmiechem i stwierdził, że to nie możliwe bo nie mam
                              bulimii i się nie tne (a nawet nie spytał czy nie mam bulimii i się nie tne).
                              Powiedział, że mam zwykłe lęki :) przepisał cudowny środek ogłupiający, po
                              którym ma mi być wszystko obojętne i co? I skierował do psychologa, by ten
                              pomógł mi radzić sobie z problemami. Powiedział, że jestem zupełnie zdrowa, nie
                              odbiegam w sumie za bardzo od normy i jedyny mój problem to.. problemy :) te
                              uśmieszki są ironiczne. Nie wiem co o nim myślec, bo jego porady były dosłownie
                              na poziomie Bravo Girl... jestem w szoku, roczarowana ale pójde do tego jebanego
                              psychologa i zobacze, może nauczy mnie rozwiązywac problemy i będę zażywac moje
                              cudowne tabletki 3 razy dziennie i chodzić jak zombie. Ta dammm....

                              Ps. Dzięki dziewczyny za rady. Ale wypowiem się na wasze posty jak mi przejdzie
                              wkurwienie (chwile temu wyszłam z gabinetu).
                              • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 19:00
                                Kurde, dziewczyny. Nie załamujcie się psychiatrami - to raz.
                                Po drugie, muszę to powiedzieć: chyba nie macie większego pojęcia o psychoterapii.

                                Po pierwsze: dobrego psychiatry czasem długo się szuka. To co, że większość to
                                tumany i kretyni. Mnie w życiu widziało kilkudziesięciu psychiatrów i
                                psychologów (!) z tego na 3 oddziałach w psychiatryku. Naprawdę sporo. Mogę
                                wyłonić z nich wszystkich kilka wartościowych osób - ze szpitali ze 3 osoby, a
                                ambulatoryjnie jedna. Świetny wynik, prawda? Szukałam, szukałam - w końcu
                                znalazłam. Prawie po 4 latach.

                                Co do psychoterapii.
                                CO chce się osiągnąć dzięki terapii: czy umiejętność radzenia sobie z chorobą i
                                BPD czy wyleczenie?
                                To pierwsze zakłada pracę z objawami, a to drugie pracę z przyczynami.

                                Do tego pierwszego służy m.in. terapia behawioralna, jest zazwyczaj krótkotrwała
                                (do paru miesięcy), polega na odrabianiu tzw. prac domowych, stosowaniu technik
                                (aby radzić sobie z wybuchami wściekłości, myślami "s", autoagresją, itd.) - ale
                                ona NIE LECZY. Ok, może leczy proste fobie (np. arachnofobię, itp.), ale nie
                                wyleczy zaburzenia osobowości.

                                Aby wyleczyć zaburzenie osobowości trzeba poczynić głębokie zmiany w swojej
                                osobowości i do tego potrzeba długotrwałej terapii i pracy nad przyczynami
                                burzliwych emocji, problemów z tożsamością i innymi objawami. Służą temu terapie
                                głębi, oparte na psychoanalizie: psychoanaliza, terapia analityczna, terapia
                                psychodynamiczna, i inne sięgające głęboko. Taka terapia może trwać do 5 lat
                                albo i dłużej. W tej terapii nie ma technik, prostych rad. Czynnikiem leczącym
                                jest RELACJA EMOCJONALNA z terapeutą, w której dotyka się bardzo głębokich i
                                bolesnych ran, gdzie porusza się problemy egzystencji i dzieciństwa. Relacja z
                                terapeutą jest jakby odwzorowaniem relacji z rodzicem, i ta relacja ma charakter
                                korygujący - nasze potrzeby, oczekiwania, zachowania. To tak bardzo w skrócie.
                                Terapeuta nie ocenia, tylko rozumie i interpretuje. Nie radzi, ale pomaga
                                pacjentowi samemu dojść do wniosków i decyzji. Nie podaje gotowych rozwiązań,
                                ale skłania pacjenta do własnych poszukiwań, w których mu towarzyszy obecnością.

                                Gdy psycholog radzi to znaczy, że nie mamy do czynienia z psychoterapia ale z
                                poradnictwem psychologicznym albo z niekompetentnym terapeutą.

                                Dalej, zaburzenia BPD są wyleczalne. Pod warunkiem, że pacjent wytrwa w terapii
                                ;) Często uważa się, że jest nieuleczalne, no bo.. jak tu leczyć i kogo, skoro
                                pacjent po kilkunastu spotkaniach zrywa relację..? Warto popracować nad tymi
                                mechanizmami, które sprawiają, że dewaluujemy terapię, terapeutę i zwiewamy.
                                Inaczej to rzeczywiście jest nieuleczalne. Ale jak już pacjent trwa w relacji i
                                trafi na kompetentnego lekarza, to podobno można liczyć na całkowite
                                wyzdrowienie. Gwarancji nikt nie da, ale obiektywnie wyzdrowienie jest możliwe.
                                Zależy głównie od determinacji i motywacji PACJENTA oraz odwagi, by zgłębiać
                                trudne tematy. Jeśli ktoś oczekuje, że wyleczenie nastąpi poprzez uzyskiwanie
                                rad lub prowadzenia za rączkę to się rozczaruje.

                                > być cudowny! A jak mu powiedziałam, a raczej palnełam, że czuje się, jak bym
                                > miała bpd niemal nie wybuchł śmiechem i stwierdził, że to nie możliwe bo nie ma
                                > m
                                > bulimii i się nie tne

                                Jakiś debil. Wyznacznikiem BPD nie są zaburzenia odżywiania. One mogą
                                współwystępować, ale nie muszą. Niech sobie zerknie do klasyfikacji chorób
                                ICD-10 lub DSM-IV. Objadanie się jest PRZYKŁADOWYM zachowaniem impulsywnym, ale
                                nie koniecznym do zdiagnozowania BPD.
                                Tak samo z cięciem się. Są różne typy osób z borderline - u jednych przeważają
                                zachowania acting-in (kierowanie agresji ku sobie, czyli właśnie np. cięcie), a
                                u innych acting-out (czyli odreagowywanie emocji w działaniu). Nie każdy
                                borderline się tnie. Tak, jak nie każdy kto się tnie ma borderline.
                                Przecież zawsze możesz poszukać innego psychiatry, prawda?
                                Pamiętaj, że są i tacy, którzy w ogóle BPD nie uznają (a BPD podciągają np. pod
                                spektrum choroby afektywnej dwubiegunowej).

                                > psychologa i zobacze, może nauczy mnie rozwiązywac problemy

                                Jeśli jest dobrym i kompetentnym psychoterapeutą to NIE NAUCZY Cię, jak
                                rozwiązywać problemy. Postara się, aby ułatwić Ci samodzielne myślenie tak, abyś
                                się do końca życia nie wieszała na innych.

                                Buźki!
                            • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 09.09.09, 18:10
                              Ok, przeszło mi trochę. Odpisuje.

                              Mefisto.

                              "uwazaj, bo nic odkrywczego nie uslyszysz- wiem co mowie, ale idz koniecznie
                              sprawdzic" byłam to sprawdzić już raz. U psychologa. I dokładnie - nic
                              odkrywczego nie usłyszałam. Słyszałam, że wspaniale rozumiem swoje postępowanie,
                              swoje reakcje, że zdaje sobie sprawe ze swoich problemów, błędów i zero
                              rozwiązania s kąd się to bierze, dlaczego się tak dzieje i jak sobie z tym
                              radzić. Dzisiaj - psychiatra. Znów nic ciekawego. Chodź nie - odkrywcze było to,
                              że Pan psychiatra wyklucza BPD ponieważ się nie tnę od 4 już lat, nie miałam
                              próby samobójczej i nie mam bulimii. A dla niego to wchodzi w skład objawów BPD.
                              Czyż nie zabawne? Nie twierdze na 1oo% że mam to g.. ale te 3 powody, które mi
                              podał mnie nie przekonują.

                              "Ja nie czulam sie soba przez pierwsze 2 tygodnie. przymulona (...) nie mam tej
                              energii co zwykle, emocje jakies takie przytlumione i w pewnym momencie o zgrozo
                              [sic!]-zadnych wiekszych zmartwien. wszystko spoko i nudno jak flaki z olejem.
                              to nie bedzie ta stabilnosc,ktorej szukasz. podskornie wyczujesz falsz i
                              powierzchownosc" dokładnie to zapowiedział mi Pan psychiatra przepisując cudowne
                              lekarstwa na lęki. Już czuje, jak będe pieknie ogłupiona...

                              "Chlopak przyklasnał (jako, ze byl przeciwny chemii, a za psychoterapią)"
                              przynajmniej Twój chłopak ma jakies zdanie na ten temat i cokolwiek na ten temat
                              wie. A mój wie ile razy podrapać się po jajkach, żeby przestało swędzieć i o
                              której jest mecz.

                              "esli moge Ci coś doradzić, idź do najlepszego psychologa na jakiego Cie stac
                              lub jakiego mogą Ci przydzielić, ale uważaj bo czasu mało a z tego co piszesz
                              związek trzęsie sie w posadach.." Poszłam do najlepszego i jakoś dla mnie
                              najlepszy nie jest. A mój związake dzisiaj się trzęsie, jutro nie.

                              "gdy poczujesz, ze wasze rozmowy sa odkrywcze jak porady w BravoGirl to znaczy,
                              ze czas zmienic doradce."

                              Juz tak się stało, co pisałam wyżej.

                              "I na Twoim miejscu gdy i drugi zawiedzie, kierowałabym się do psychiatry. "

                              To był psychiatra.

                              "a więc- albo tabsy albo nauczyc się z tym żyć."

                              Tabsy od dzisiaj. Nauczyć sie z tym żyć - czyt. umiejętnie rozwiązaywac problemy
                              i się od nich odsuwać - ma mnie psycholog, do którego skierował mnie Pan
                              psychiatra.

                              Dzisiaj na wizycie u psychiatry zrobiłam z siebie idiotkę. Tego samego
                              spodziewam się po psychologu. Jestem zmarnowana i zrezygnowana. Jeszcze bardziej
                              niż byłam.

                            • mefisto1001 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 12.09.09, 02:21
                              Przebija mi przez to masakryczne duże poczucie wyższości. Osoby zaburzone tak
                              mają, że lawirują między poczuciem totalnej bezwartościowości, a poczuciem
                              wyższości (jestem lepszy = bardziej wrażliwy i refleksyjny - niż to szare
                              pospólstwo, normalni, oni się nie zastanawiają nad sensem życia JAK JA!). Często
                              to poczucie wyższości jest zakamuflowane. Oczywiście tak ma większość
                              zaburzonych, więc się nie obrażaj, ja też tak miewam :P Większość osób się nigdy
                              do tego nie przyzna, zwłaszcza przed sobą samym :)

                              alez ja doskonale zdaje sobie sprawe z mojej postawy i niestety ta swiadomosc
                              nie pomaga mi jakos przezwyciezyc swojego podejscia :<!

                              dobrze, ze rozroznilas psychoanalize od terapii u psychologa. to ze odwiedzilam
                              juz kilku nie oznacza, ze mam jakies wieksze rozeznanie w temacie, powiem
                              szczerze- cala sprawa jest dla mnie oczywiscie wstydliwa i jak sama wspomnialas,
                              nawet samej przed soba jest mi sie ciezko przyznac do roznego rodzaju slabosci
                              (za takowe niestety poczytuje rowniez wizyty u specjalistow i samo schorzenie).
                              nie mniej jednak sprobowalabym chetnie czegos innego niz leki, co mialo by
                              REALNY wplyw i WIDOCZNE, niekoniecznie od razu, rezultaty. rozmawialam o tym co
                              napisalas z chlopakiem, konsultuje z nim wiele spraw i odniosl sie do
                              psychoanalizy niechetnie. nie pierwszy raz sie z tym spotykam, chociaz ludzie
                              zazwyczaj nie do konca potrafia wytlumaczyc co im sie nie podoba w takiej formie
                              terapii. stwierdzil,ze sam fakt, iz wiekszosc moich zachowan czy moj charakter
                              mialoby zalezec od jakies traumy z dziecinstwa jest spora przesada.no wiec jak
                              to jest? mam kolezanke z dlugim stazem w maratonach po psychologach i
                              psychiatrach, jednak nie wspominala mi nigdy o psychoanalizie (a podobno ma
                              podejrzenie schizofrenii) jako jakiejs godnej uwagi metodzie. sadzisz, ze jej
                              skutecznosc jest na tyle duza,ze warto sie w to angazowac? w koncu, jak mowisz,
                              terapia jest oparta na więzi emocjonalnej z terapeutą, ktorej zbudowaniu musze
                              poswiecic czas. Jak mam szukac psychoanalityka i ktoremu moge zaufac?
                              psychologow np. jak grzybow po deszczu, wiec mam troche obaw. a moze moj
                              psychiatra zajmuje sie jednoczesnie psychoanaliza?to chyba bylaby najlepsza
                              opcja, gdyby osoba ktora przepisuje mi leki, jednoczesnie stale monitorowala
                              moje schorzenie.

                              i jeszcze a propos psychologow:

                              Inna rzecz, że terapia nie polega głównie na błyskotliwej rozmowie głaszczącej
                              > intelekt, ale na kontakcie z UCZUCIAMI i EMOCJAMI

                              niby tak. tylko dlaczego tak bardzo wydawalo mi sie, ze te kobiety nie rozumieja
                              co do nich mowie? powinnam zapytac: przepraszam, czy do Pani dociera? wtedy to
                              dopiero powialoby poczuciem wyzszosci ;] a nie z kazdym tak mam. sa 2 osoby,
                              przy ktorych nie mam takich mysli. moze to kwestia tego jak dlugo sie znamy,
                              podobnych pogladow? potrzeba mi niestety troche wiecej, niz obca osoba w fotelu
                              naprzeciwko. moze psychoanaliza bylaby dobrym rozwiazaniem.
                              • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 12.09.09, 15:39
                                mefisto1001 napisała:

                                > alez ja doskonale zdaje sobie sprawe z mojej postawy i niestety ta swiadomosc
                                > nie pomaga mi jakos przezwyciezyc swojego podejscia :<!

                                Myślę, że może Ci pomóc:

                                1. depresja (powiązana z zaniżonym poczuciem własnej wartości), bo wtedy
                                cierpienie mobilizuje

                                2. pewien rozdział z książki A. Miller ("Dramat udanego dziecka"), gdzie autorka
                                opisuje mechanizmy stojące za manią i wielkościowym podejściem. Jest e-book w necie.

                                > dobrze, ze rozroznilas psychoanalize od terapii u psychologa.

                                Nie, nie zrobiłam takiego rozróżnienia.

                                PSYCHOTERAPEUTA może być psychologiem z wykształcenia, ale może też być
                                lekarzem, albo i kim innym (po studiach humanistycznych, lekarskich).
                                Psychoterapeuta odbył szereg szkoleń z zakresu psychoterapii plus praktykę, a to
                                wszystko trwa lata. Osoba szkoli się zazwyczaj w określonym nurcie
                                terapeutycznym lub w kilku z nich (i wtedy stosuje metody integracyjne
                                poszczególne nurty). Przykładowe nurty:
                                - analityczny (psychoanaliza - kozetka, terapia psychoanalityczna, terapia
                                psychodydaktyczna). To najgłębszy nurt terapeutyczny
                                - humanistyczno-egzystencjalny
                                - poznawczy
                                - behawioralny
                                - behawioralno-poznawczy
                                Są też różne rodzaje psychoterapii, odnoszące się do głównych nurtów lub do
                                bardzo konkretnych koncepcji:
                                - analityczna
                                - poznawcza
                                - psychodynamiczna
                                - NLP
                                - analiza transakcyjna (odnosi się do teorii Berne'a)

                                PSYCHOLOG to osoba, która ukończyła studia psychologiczne, 5-letnie, zakończone
                                magisterką (i dalej: doktoratem). Ale jeśli psycholog nie przeszedł szkoleń i
                                praktyki na psychoterapeutę, to psychoterapeutą NIE JEST. Jeśli psycholog nie
                                przeszedł szkolenia terapeutycznego to nie może nazywać tego, co robi
                                psychoterapią. Wtedy jest to PORADNICTWO PSYCHOLOGICZNE i nie ma nic wspólnego z
                                leczeniem zaburzeń.

                                Wiele osób chodzi na takie rozmowy do psychologa i myślą, że uczestniczą w
                                terapii, a tak nie jest.

                                Poczytaj:
                                www.pocieszka.pl/index.php?page=dobryterapeuta&menu=pacjenci
                                > nawet samej przed soba jest mi sie ciezko przyznac do roznego rodzaju slabosci

                                Wiem. Ale z drugiej strony poddanie się terapii i konfrontacja ze swoją psychiką
                                wymaga dużo siły, odwagi i determinacji. Łatwiej się zabić, albo męczyć bez terapii.

                                > nie mniej jednak sprobowalabym chetnie czegos innego niz leki, co mialo by
                                > REALNY wplyw i WIDOCZNE, niekoniecznie od razu, rezultaty.

                                Właśnie to jest najgorsze, że tych efektów od razu nie ma... :( To mnie czasem
                                demobilizuje. Ale wiem, że efekty mogą przyjść co najmniej po roku, a czasem i
                                po trzech-czterech latach. Na mnie niestety leki nie działają, a poza tym: co
                                może dać lek oprócz wzrostu serotoniny? Tabletka nie da mi ani poczucia
                                wartości, ani zmiany myślenia, ani szacunku do siebie, ani poczucia sensu życia.
                                Leki nawet nie usunęły mi myśli samobójczych. Za to znam osoby, też i tu z
                                forum, które dzięki terapii całkowicie wyzdrowiały.

                                > napisalas z chlopakiem, konsultuje z nim wiele spraw i odniosl sie do
                                > psychoanalizy niechetnie.

                                A Twój chłopak jest psychologiem/lekarzem/itp.?
                                No bo musi się znać na temacie, skoro się z nim konsultujesz.

                                > terapii. stwierdzil,ze sam fakt, iz wiekszosc moich zachowan czy moj charakter
                                > mialoby zalezec od jakies traumy z dziecinstwa jest spora przesada.

                                Tyle, że traumą niekoniecznie jest od razu molestowanie, bicie, gwałt. Dla
                                DZIECKA traumą jest co innego, niż dla dorosłej osoby. Dla dziecka traumą jest
                                ignorancja przez rodzica albo wyśmiewanie go. Poza tym: do zaburzeń nie
                                przyczynia się tylko to, co było, ale tez i to, czego dziecku ZABRAKŁO -
                                deficyty, braki. Na przykład ignorowanie, tłumienie lub wyśmiewanie emocji
                                dziecka przez rodziców. Co czuje wtedy 5-latek? Dla DZIECKA to jest ogromna trauma.

                                > psychiatrach, jednak nie wspominala mi nigdy o psychoanalizie (a podobno ma
                                > podejrzenie schizofrenii) jako jakiejs godnej uwagi metodzie. sadzisz, ze jej
                                > skutecznosc jest na tyle duza,ze warto sie w to angazowac?

                                Dokonam rozróżnienia :)
                                Z nurtu analitycznego (cała teoria Freuda - oczywiście zmodyfikowana,
                                unowocześniona, plus K.Horney, M.Klein, inni) wywodzą się takie nurty
                                terapeutyczne, jak:
                                - klasyczna psychoanaliza - jest to terapia, gdzie pacjent leży na kozetce, a
                                analityk za nim. Częstotliwość spotkań to 3-5x/tydz.
                                - terapia analityczna - terapia twarzą w twarz z terapeutą, rzadsze spotkania
                                1-3x/tydz
                                - terapia psychodynamiczna - też twarzą w twarz, spotkania 1-3x/tydz. (i ona
                                troszeczkę się różni, bo zakłada dynamikę diagnozy podczas procesu terapii)
                                Wszystkie zakładają pracę z nieświadomością, z głębokim rozumieniem siebie i
                                podstaw swoich zaburzeń, z głęboką zmianą siebie, przyczyn zaburzeń. Metody:
                                brak prac domowych, wolne skojarzenia, praca nad emocjami wobec analityka i
                                wobec ważnych emocjonalnie osób z naszego życia. Czynnikiem leczącym jest
                                nawiązanie emocjonalnej relacji z terapeutą (i analizie podlegają tylko emocje
                                pacjenta!). Jest długotrwała. Trwa kilka lat.

                                w koncu, jak mowisz,
                                > terapia jest oparta na więzi emocjonalnej z terapeutą, ktorej zbudowaniu musze
                                > poswiecic czas. Jak mam szukac psychoanalityka i ktoremu moge zaufac?

                                Spróbuj tu:
                                www.ipp.waw.pl/pl/s,ipp_czlonkowie_instytutu.html

                                > psychiatra zajmuje sie jednoczesnie psychoanaliza?to chyba bylaby najlepsza
                                > opcja, gdyby osoba ktora przepisuje mi leki, jednoczesnie stale monitorowala
                                > moje schorzenie.

                                Niekoniecznie.
                                Znam co prawda osobę, która miała lekarza i terapeutę 2w1, i ta osoba całkowicie
                                wyzdrowiała (po ok. 4 latach).
                                Ale ja chodzę na terapię do osoby, która jest lekarzem, ale on zdecydował się na
                                rozdzielenie tych ról. Czyli: do niego chodzę na terapię, a leki przepisuje mi
                                ktoś inny. Dlaczego? Terapeuta powiedział, że jak się pomiesza te dwie role, to
                                czasem marnuje się czas na gadanie o lekach - to raz. A dwa, że czasem z
                                bezsilności łatwo (i dla pacjenta i dla terapeuty-lekarza) szukać pomocy w
                                lekach, zamiast zająć się emocjami. Rozmawiałam tez z innym lekarzem, i ona
                                także uważa, że lepiej jest, gdy terapeuta nie jest tą osobą, która przepisuje
                                leki, że to powinno się rozdzielać. Na początku się buntowałam wobec tego, ale
                                teraz mi to odpowiada.

                                > niby tak. tylko dlaczego tak bardzo wydawalo mi sie, ze te kobiety nie rozumiej
                                > a
                                > co do nich mowie?

                                1. Trafiałaś na kiepskich terapeutów. Możesz znaleźć kogoś bardziej
                                rozumiejącego i kumatego.

                                2. Celem Twojego mówienia było zrozumienie Cię przez rozmówcę i poparcie Twoich
                                tez i twierdzeń. Tyle, że trzeba się przygotować na to, że nie zawsze usłyszymy
                                to, co chcemy. Terapeuta jest m.in. po to, aby pokazać nam, że dana sytuacja
                                może mieć inne znaczenie i wytłumaczenie niż my mamy - tak się dzieje w
                                terapiach, gdzie pracuje się nad nieświadomymi motywami. Gdy terapeuta
                                przedstawia problem z innej strony, albo podaje interpretację, która wydaje Ci
                                się bezsensowna - nie warto jej odrzucać. Możesz się wtedy czuć niezrozumiana,
                                ale nie chodzi o to, aby terapeuta się z Tobą zgadzał. chodzi o to, abyś
                                popatrzył ana coś inaczej. Tyle, e to może boleć i dlatego łatwo przypinamy
                                łatkę "On mnie nie rozumie, on mi coś wmawia".

                                Buźki
    • the-crawl Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.09.09, 21:01
      przeraża mnie ten atak na psychiatrów i psychologów. cholera jak sie
      samodiagnozujesz i idziesz po potwierdzenie to nic to nie da zupełnie, nie
      dajesz szansy tej drugiej stronie poznać całej sytuacji, kontekstów, samej
      siebie z góry zakładając że ta osoba, z którą rozmawiasz ma Ci przyznać rację.
      robiłam podobnie i g. z tego wychodziło bo to ja byłam tą najmądrzejszą i
      pewnego dnia poszłam do psychiatry usiadłam i nie zakładałam z góry że ma mi
      powiedzieć diagnozę, którą ktoś kiedyś wystawił. efekt był zadziwiając
      odblokowałam się przestałam swoje zachowania usprawiedliwiać BPD, i podjęłam
      trud żeby coś zmienić bez etykiety, może dlatego tak mnie wkurza, jak mój facet
      zwala wszystko na borderline moje. są świetni, dobrzy, przeciętni i beznadziejni
      specjaliści, ale jedno jest pewne to że ktoś jest najdroższy o niczym nie
      świadczy, może mylić.
      • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.09.09, 21:32
        "cholera jak sie samodiagnozujesz i idziesz po potwierdzenie to nic to nie da zupełnie"

        Dokładnie. Ja samozdiagnozowałam u siebie BPD bo 1oo% tego, co czytałam o osobach na to chorych pasowało mi do mnie! Załamałam się, bo to nieuleczalne zaburzenie osobowości. A do jasnej cholery nikt nie chce być nieuleczalnie chory na cokolwiek. Poszłam do lekarza i wkurwi łam się, że nie zdiagnozował u mnie BPD. Ale dzisiaj się cieszę, że zdiagnozował ULECZALNĄ chorobę, nie taką bardzo ciężką do wyleczenia, a dokładniej Zespół lęku uogólnionego. Tylko u mnie strach przet utratą członka rodziny jest strachem przed utratą chłopaka. Którego niestety utraciłam, po ponad 3 letnim związku nie jesteśmy razem, ale jest za to nadzieja, że wyzdrowieje i wtedy czy z nim czy z kim innym - w końcu stworze nowy, zdrowy związek.

        Teraz już też nie usprawiedliwiam wszystkiego BPD tylko walcze z tym, bo widze przed sobą cel - wyzdrowienie.


        "Ale ja chodzę na terapię do osoby, która jest lekarzem, ale on zdecydował się na
        rozdzielenie tych ról. Czyli: do niego chodzę na terapię, a leki przepisuje mi
        ktoś inny. "

        Mój psychiatra dokładnie tak samo zrobił. Tylko do niego chodzę po leki a na terapie do kogo innego. I mam wpadać od czasu do czasu i "mówić co u mnie".

        Tak więc dziewczyny głowy do góry, lekarze nie zawsze się mylą. Ja też byłam wkurwiona w poprzednich postach, dzisiaj już inaczej na to patrze.
        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 13.09.09, 21:41

          > Ale dzisiaj się cieszę, że zdiagnozował ULECZALNĄ chorobę, nie taką bardzo ciężk
          > ą do wyleczenia, a dokładniej Zespół lęku uogólnionego.


          A własnie, może ktoś się orientuje.. Zdiagnozowany kod ICD 10 mam F41 ale jest
          to w końcu Zespół lęku uogólnionego czy Zaburzenia lękowe z napadami lęku? Bo ja
          sama nie wiem, a chce wiedzieć, na co mnie leczą.. a psych. posługuje się kodem.
          • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 14.09.09, 21:55
            liljah napisała:

            > A własnie, może ktoś się orientuje.. Zdiagnozowany kod ICD 10 mam F41 ale jest
            > to w końcu Zespół lęku uogólnionego czy Zaburzenia lękowe z napadami lęku? Bo j
            > a
            > sama nie wiem, a chce wiedzieć, na co mnie leczą.. a psych. posługuje się kodem

            Podział zaburzeń lękowych wg ICD-10

            * fobie (F40)
            o agorafobia (F.40.0)
            o fobia społeczna (F40.1)
            o fobie specyficzne (F40.2)
            * inne zaburzenia lękowe (F41)
            o zespół lęku panicznego (F41.0)
            o zespół lęku uogólnionego (F41.1)
            o mieszane zaburzenia lękowo-depresyjne
            * zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (F42)
            o zaburzenie z przewagą myśli (obsesji) czy ruminacji natrętnych (F42.0)
            o zaburzenie z przewagą czynności natrętnych (kompulsje) (F42.1)
            o myśli i czynności natrętne, mieszane (F42.2)
            • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 14.09.09, 22:01
              Ps - Wikipedia Twoim przyjacielem ;)

              A Borderline to 60.31.
              Ja z ostatniego szpitala mam w F-kach borderline oraz dodatkowo F41.0 (ataki
              paniki - bo dominowały). Ale wiadomo - BPD podstawowe. A ataki paniki to z niego
              WYNIKAJĄ. No i ja w różnych okresach miałabym różne F - oprócz BPD - bo np. na
              przełomie tego roku to miałam fazę anoreksji to by kolejne F- doszło. Ale
              przeminęła. Można powiedzieć, że takie "STAŁE "F" u mnie to BPD, a te kolejne -
              czy to ataki paniki czy jadłowstręt to takie POCHODNE, które się okresowo
              pojawiają - w zalezności od tego, jak psychika radzi sobie z konfliktami
              wewnętrznymi i co wyraża - tadam! :P
              • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 14.09.09, 22:55
                Bardzo ładnie opisałaś swoje "eFki" :) Mam nadzieje, że nie mam BPD i że nigdy u
                mnie go nie zdiagnozują. Wole już mój.. zespół lęku panicznego, który jest
                łatwiejszy do wyleczenia. A może z czasem nazbieraj jeszcze pare eFek? Oby nie.
                Ale was wspieram całym sercem, domyślam się co przechodzicie bądź
                przechodziłyście. I życzę normalności ;*

                Dziękuje bardzo za tą rozpiskę, ja jakoś nie mogłam jej znaleźć.
                Czekam na moją terapie...
                  • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 14.09.09, 23:26
                    liljah napisała:

                    > Bardzo ładnie opisałaś swoje "eFki" :) Mam nadzieje, że nie mam BPD i że nigdy
                    > u
                    > mnie go nie zdiagnozują. Wole już mój.. zespół lęku panicznego, który jest
                    > łatwiejszy do wyleczenia.

                    Hehe, ja też zaczęłam od diagnozy lęku panicznego :P Ale pod nim okazało się coś
                    głębszego... Ale co z tego, jakby się okazało, że masz BPD albo inne F-? Hmm?
                    Każdy z nas jest indywidualnym człowiekiem, ze swoją prywatną historią życia - a
                    czy ktoś to nazywa BPD, F41.0 (czy F-16 ;)) to tylko maluteńka wskazówka i
                    bardzo niepełna definicja. Ja miałam z 5 różnych diagnoz, a cały czas jestem tą
                    samą osobą z taką samą historią życia i problemami.

                    liljah napisała:

                    > liljah napisała:

                    > *oczywiście chodziło mi o słowo "nazbieram" a nie "nazbieraj"! :)

                    Tak sobie skojarzyłam, że obok "J" na klawiaturze jest "M" :)

                    A co do "zbierania F" - czasem w różnych okresach mamy różne objawy, zwłaszcza
                    podczas terapii, ale to nie znaczy, że chorujemy na coraz to inne zaburzenia
                    albo, że się nam pogarsza - tylko, że ono się objawia na różne nowe sposoby, i
                    tyle. Życzę ci udanej terapii :)
    • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 15.09.09, 13:49
      cześć dziewczyny - właśnie weszłam na forum i przeczytałam tylko
      część Waszych wypowiedzi z braku czasu - więc ni miejscie mi tego za
      złe. liljah w odpowiedzi na Twoje wołanie mogę Ci powiedzieć z
      autopsji że mając jakiekolwiek zaburzenia ososbowości jest ciężko
      żyć a już jak ma się rozpoznane BPD to czasami odmawiają Ci terapii
      bo nie wiedza jak to leczyć i jak postępować z taką osobą. Ja w
      Twojej sytuacji polecam Oddział Zaburzeń Osobowości Szpitala
      Babińskiego w Krakowie. Jest to oddział popularnie nazywany
      przez"kuracjuszy" jako 7F- jest tam leczenie stacjonarne przez pół
      roku - więc jeżeli studiujesz albo uczysz się musisz sobie to jakoś
      zorganizować - najlepiej z dyrektorem albo dziekanem pogadaj- to też
      ludzie i sądzę że zrozumieją. za cały okres pobytu tam dostaniesz
      L4 - leczenia szpitalnego. A teraz powiem Ci coś od siebie jestem
      border i jest mi cały czas cholernie ciężko - jestem juz m.in. po
      kilku próbach samobójczych i wydawało mi się że żadna terapia-
      szpital tego nie zmieni. Myliłam się po wyjściu z 7F udało mi sie
      m.in. wygrać z bulimią - a żygałam jak kot - i nikt o tym nie
      wiedział- do czasu az sama nie byłam gotowa aby o tym powiedzieć. Po
      wyjściu ze szpitala miałam do wszystkich i wszystkiego żal nie
      wiadomo o co. Brakowało mi tez wsparcia od bliskich - byłam tak
      naprawdę sama z moją chorobą. z czasem zrozumiałam że jednak ta
      terapia na 7F coś mi dała i teraz podjęłam decyzję że pójdę na inną
      zalecaną mi terapię. Pamiętaj że to tylko od nas samych zależy co
      zrobimy ze swoim życiem - ale teraz wiem że warto walczyć - chociaż
      czasami jest mi bardzo źle. Acha na tym oddziale zajmują się
      wszystkimi rodzajami zaburzeń osobowości - może Tobie pomogą -
      spróbuj - bo warto zawalczyć o siebie.
        • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 15.09.09, 21:10
          hejka annarchia - na Twoje pytania odpowiem tak warto, chociazby
          dlatego że zawsze moze cos naprawią w naszej głowie pod warunkiem że
          tego bedziemy chciały. ja po wyjściu z 7F byłam totalnie rozwalona i
          potrzebowalam prawie rok aby sie pozbierać , ale uważam ze było
          warto. przynajmniej jak na razie wygrałam z bulimia i od lutego już
          nie żygam i nie wypadaja mi juz włosy. Każdy oczywiście będzie miał
          swoje zdanie o 7F i ma do tego prawo. Powiem tak że większość
          znajdujacego sie tam personelu wie co robi chociaż sa wyjątki jak
          chociażby moja terapeutka - która po prostu nie potrafiła ze mna
          gadac a ja z nią. Za to moja pielęgniarka to anioł kobieta, mimo
          swojej stanowczości, która czasami dawała mi popalić i miałam potem
          różne jazdy.Poza tym poznałam tam osoby w towarzystwie których
          czułam sie nawet jako-tako i z którymi do dzisiaj utrzymuje kontakt,
          chociaz z tym mam duży problem. i powiem Ci także że chyba tez
          dzięki temu że zrozumialam i poznałam kilka mechanizmow dziłania
          mojej choroby, zyje mi sie odrobinę lepiej- przynajmniej żadziej
          chcę ze soba skończyć i miałam odwage na podjęcie kolejnej terapii-
          tym razem w innym polecanym ośrodku.:)
          • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 16.09.09, 13:08
            jgpk2 napisała:

            > mojej choroby, zyje mi sie odrobinę lepiej- przynajmniej żadziej
            > chcę ze soba skończyć

            To ja uważam, że w takim razie ta terapia nie była skuteczna. Bo dla mnie
            wyleczenie nie polega na tym, że raz ma się myśli "jest ok", a innym razem "chcę
            z sobą skończyć"...

            Zdrowa osoba to ktoś o w miarę stabilnym poczuciu własnej wartości, dobrze
            czujący się ze sobą, funkcjonujący wśród ludzi, realizujący swój potencjał,
            posiadający wywnętrz siebie poczucie bezpieczeństwa i cichej radości, mający
            całą gamę uczuć, z tym, że na dole jest przygnębienie i smutek, a nie depresja i
            myśli samobójcze...
            • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 17.09.09, 21:23
              Hejka annarchia - ja nie napisałam że jestem wyleczona bo do tego
              będę potrzebowala długich lat i pewnie niejednej terapii. Jak dla
              mnie nawet malutkie kroczki sa bardzo cenne, dlatego też uważam, że
              mimo wszystko coś mi dal oddział 7F. A to że oprócz bordera mam
              depreche to dodatkowy ciężar - dlatego też próbuję coś ze soba robić-
              ide na kolejna terapie. Wiesz ja uważam, że nawet bardzo malutkie
              kroczki moga być i są bardzo cenne. ponieważ "nie od razu Rzym
              zbudowano". Poza tym dzięki tym małym kroczkom jeszcze żyję bo mam
              się czego trzymać-wtedy gdy juz nie mam siły. Oczywiście Ty mozesz
              mieć inny pogląd i masz do tego prawo. CZasami potrzebujemy kopa w
              tyłek, żeby sie otrząsnąć a czasami słowa wsparcia bo kopania juz za
              duzo!!!!!!!!!!!
              • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 18.09.09, 12:36
                Ja oprócz BPD też mam deprechę, no i przede wszystkim silne lęki, ataki paniki.
                Albo nie oprócz - to przecież się z BPD wiąże.

                Też wierzę w małe kroczki - na takiej zasadzie byłam w klinice nerwic - jako
                pierwszy krok w terapii. Ale wiesz co: stwierdzam teraz, że przynajmniej u mnie
                takie rozdrabnianie jest trochę bezsensowne, przynajmniej już obecnie. A to
                dlatego, że uważam, że mnie pomoże nawiązanie jednej stałej solidnej relacji z
                konkretnym terapeutą (łatwo powiedzieć! ;)) na parę lat i praca nad tą relacją -
                bo właśnie z relacjami border ma problem. I chodzę na taką terapię, już miałam
                10 razy ją rzucać w cholerę, ale moim zdaniem kluczowe dla wytrwania w terapii
                jest wypracowanie sobie umiejętności radzenia sobie z okresami DEWALUOWANIA
                terapeuty i terapii. Ja sobie z tym na razie radzę, szok. Raz mój terapeuta jest
                kochany, empatyczny, niesamowity, inteligentny, innym razem tępy, zakompleksiony
                i niekompetentny - z takim obrazem terapeuty łatwo rzucić terapię... Ale
                wymyśliłam sobie sama strategie, gdy takie myśli i uczucia się pojawiają :) a
                przede wszystkim - uczę się im zapobiegać :P Tak naprawdę terapeuta nie jest ani
                tym idealizowanym, ani dewaluowanym, tylko kim innym. Przez mój spaczony obraz
                nie mam zamiaru terapii rzucać.

                Masz rację, że nie od razu Rzym zbudowano, tez to sobie powtarzam :)

                Buźki
                • jgpk2 Re: Do jgpk2 19.09.09, 10:49
                  hejka dolna 1 - jak masz ochote pogadać to postaram sie być dzisiaj
                  około godz. 21 na gg - mam problem z odebraniem twojej wiadomości -
                  jak możesz to podaj mi jakieś słowa kluczowe albo namiary na gg to
                  Cie poszukam i skontaktuję się z Tobą. Nie potrafię jeszcze wiele
                  rzeczy robić na necie - dopiero się uczę - jestem trochę zacofana w
                  tych sprawach :)Pozdrawiam
        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 23.09.09, 19:56
          Dzięki za wparcie :) wróciłam z terapii i się rozpłakałam. Kobieta jest bardzo
          miła i w ogóle, ale ja jakoś nie umiem się skupić na tym co ona do mnie mówi..
          rozpraszają mnie myśli. Czuje się idiotycznie siedząc przed nią i coś mówiąc..
          coś, co jutro może się zmienić, bo nigdy nie wiem kiedy będę widzieć coś
          inaczej. Ona nie daje mi powiedzieć nic od siebie, mam tylko odpowiadać na jej
          pytania. Chciałam powiedzieć jej o tym, że dzisiaj tak to widze, a jutro może
          być inaczej, ale nie dała mi... w momencie jak usłyszy co chce to stopuje moja
          wypowiedź. Yh.
          • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 23.09.09, 20:09
            liljah - nie mozesz się zalamywać, jak chcesz to się wypłacz z tej
            niemocy - ona może ma taka metode działania, ze chce od Ciebie
            usłyszeć tylko konkrety a dopiero później jak Cie bardziej pozna to
            będzie chciała abys jej powiedziała o swoich emocjach. Każdy
            terapeuta ma swój sposób prowadzenia terapii i czasami możemy miec
            do nich o to żal i złość. Jak chcesz to możesz spróbować takiej
            metody, którą mi kiedyś podpowiedziała moja nalepsza terapeutaka - a
            mianowicie wszystkie te swoje uczucia przelej na komputer, papier,
            tak abyś w każdej chwili mogła to przeczytać. Czasami pozwala nam to
            po kolejnym przeczytaniu swoich odczuć i kłębowiska mysli popatrzeć
            troche inaczej.
                  • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 24.09.09, 23:33
                    cześć liljah - oczywiśie nie chce Ci nic narzucać - tylko powiedzieć
                    jak mnie mówiła moja terapeutka i w jaki sposób pracowałyśmy :) Ja
                    pisałam o wszystkich odczuciach w danym momencie kiedy sie pojawiały
                    i np. za parę godzin, albo nastepnego i następnego dnia gdy je
                    przeczytałam na głos pisałam co po przeczytaniu tego czuję a
                    następnie analizowałyśmy to na terapii. Pozdrawiam Cie i dalej
                    trzymam kciuki- powodzenia :)
                    • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 25.09.09, 09:33
                      jgpk2 napisała:

                      > cześć liljah - oczywiśie nie chce Ci nic narzucać - tylko powiedzieć
                      > jak mnie mówiła moja terapeutka i w jaki sposób pracowałyśmy :)

                      a ja tylko na to czekam! ;* mówcie mówcie!
                      Ja następną wizytę przełożyłam sobie na poniedziałek :) ale niestety u innej
                      psycholoszki...
                        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 27.09.09, 00:47
                          Okazało się, że tamta psycholog ma zawalone terminy i wizyty u niej najczęstrze
                          to raz na dwa tygodnie bądź raz na miesiąc a w grudniu lub od grudnia wcale ;/
                          wiec jaki to miało sens? Psychiatra kazał mi zmienić psychologa...

                          Moje samopoczucie? Strasznie.. coraz bardziej do mnie dochodzą realia..
                          uwierzyłam chłopakowi, że zerwał, żeby ratować siebie, ale teraz dociera do
                          mnie, po tym, jak on się zachowuje po zerwaniu, że zerwał, dla wygody, bo chora
                          dziewczyna była udręką...

                          i czuje się fatalnie sama ze swoją chorobą...

                          dziekuje ze pytasz..
                          • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 28.09.09, 21:23
                            cześć liljah szkoda, że tak Ci wyszło- jest to smutne i okropne, że
                            chcemy się leczyć, szukamy pomocy- a gdy już to znajdziemy to nie do
                            końca chcą się nami zająć. Wiem coś o tym i rozumiem Cię jak się
                            teraz możesz czuć- nawet jeżeli chodzi o chłopaka. Ci po drugiej
                            stronie- zdrowi- najchętniej by nas gdzies wywieźli aby im sie żyło
                            lepiej- ale na cale szczęście nie wszyscy uważaja że jesteśmy aż tak
                            toksyczni. Nie jesteś sama ze swoją chorobą- bo tak naprawdę to jest
                            nas wielu samotnych - więc jeżeli jest Ci smutno i źle to pisz-
                            chociaż w taki sposób możemy sie wspomóc. Ja praktycznie codziennie
                            jestem na forum zazwyczaj wieczorem- a jeżeli masz ochotę to możemy
                            umawiać się na pogaduszki - to czasami pomaga. I nie masz za co
                            dziękować- ja też czuję się samotna i całkiem sama ze swoją naklejka
                            border- dlatego piszę na forum- bo może to chociaż jakoś pomoże mi
                            dalej trwać w życiu. Trzymaj się mocno-jestem z TOBĄ :) :*
                            • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 11:48
                              Cześć JPGK2. Wczoraj byłam u nowej Pani psycholog. Co prawda tamta bardziej mi
                              odpowiadała, ale nie mam wyboru, została mi już tylko ta.. zobaczymy jak z nią
                              będzie.
                              Jeżeli chodzi o chłopaka.. sama nie wiem co mam o tym myśleć, ale z dniem na
                              dzień czuje się coraz bardziej przybita z tego powodu...
                              To co piszesz jest prawdą. "Najchętniej by nas wywieźli aby im się żyło lepiej"..
                              Pomagało mi pisanie na forum, ale moje zdanie jest tak chwiejne jak moje
                              humory.. raz mam ochote napisać co innego a raz co innego.. dlatego wole nie
                              pisać nic..
                              Dziękuję, że mogę na kogoś liczyć. Jeszcze niedawno byłam na tyle silna, że sama
                              oferowałam rozmowy, ale dzisiaj jakoś nie jestem w stanie. Mimo wszystko bedę
                              pisać, później prostować, później zmieniać zdanie, skoro mam do kogo, a może mi
                              to pomoże..
                              Dzięki śliczne.
                              • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 14:40
                                CZeśc liljah- pisz co chcesz i kiedy chcesz- może to Ci chociaż
                                trochę pomoże i spowoduje, ze nie wpadniesz w jeszcze większy dół
                                samotniści i chwiejności. Tak niestety my borderki mamy z tymi
                                nastrojami-teraz się cieszymy i bawimy a zachwilę złościmy i
                                płaczemy. Prosze Cię tylko nie uciekaj- bo ucieczka nic nie daje-
                                przynajmniej tak mówią inni- chociaż ja często uciekam a za chwile
                                wracam. Pozdrawiam i trzymaj się :)
                                • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 15:17
                                  "My borderki tak mamy" ale ja nie mam BPD.. już trzeci specjalista wybija mi to
                                  z głowy. Jeszcze troche i pomyślą, że to sobie wmówiłam..

                                  Tylko że ja nie wiem co mam pisać, to, że co chwile płacze? Że raz czuje się
                                  wyrozumiała i kochająca i winna, a za chwile nienawidzę, czuję się upodlona,
                                  poniżona i ofiarą? Sama już nie wiem co jest prawdą.. jak powinnam się czuć..
                                  czasami mam ochote spotkać się z moim byłym i napluć mu w twarz, a za chwile
                                  jednak czekam na niego, niemal pod drzwiami, chodź i tak wiem, że nie przyjdzie..

                                  Raz czuje że samotność ta da mi siłe, żeby wyzdrowieć i być razem znów
                                  szczęsliwym, a raz, że zostałam zupełnie sama z choroba i nie chce go więcej
                                  widzieć..

                                  jutro o 9:oo mam się stawić w celu badania psychologicznego, któro będzie trwało
                                  3 godziny i najprawdopodobniej po nim zostanie ustalona ostateczna diagnoza...
                                  • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 15:41
                                    liljah napisała:

                                    > jutro o 9:oo mam się stawić w celu badania psychologicznego, któro będzie trwał
                                    > o
                                    > 3 godziny i najprawdopodobniej po nim zostanie ustalona ostateczna diagnoza...

                                    Wow, po zaledwie 3 godzinach???
                                    Mnie lekarze (jedni z lepszych specjalistów w Pl) diagnozowali dzień w dzień
                                    przez miesiąc na oddziale pod kątem nerwicy/zab. osobowości i depresji
                                    afektywnej. I to cały sztab kilkunastu osób...

                                    W 3 godziny to można coś stwierdzić BARDZO mniej więcej... Moje zdanie jest
                                    takie, że najbardziej trafiona diagnoza jest wtedy gdy osobę się obserwuje dzień
                                    w dzień - bo można zaobserwować ZMIANĘ zachowań, RÓŻNORODNOŚĆ zachowań. I
                                    właśnie - zaobserwować z boku, a nie tylko uzyskać informacje słowne albo suchy
                                    wynik testu.
                                    • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 16:04
                                      Eh.. Ty Anarchia masz już doświadczenie. Ja idę w ciemno. Staram się im ufać..
                                      ale nie ukrywam, że jest ciężko.

                                      Pierwsza Pani psycholog wypytywała mnie o zdarzenia z dzieciństwa, następnie
                                      tłumaczyła moje zachowania lub sposób myślenia właśnie nimi. np. opowiedz mi o
                                      swoim tatcie - opowiedziałam. Następnie pani psycholog tłumaczyła mi dlaczego
                                      teraz tak a nie inaczej patrze na mężczyzn pod kontem tego, co powiedziałam o
                                      moim ojcu.
                                      opowiedz mi o swojej siostrze, najlepszej przyjaciółce - następnie tłumaczenie
                                      mojego postrzegania koleżanek na dzień dzisiejszy na podstawie doświadczeń z
                                      tamtych lat.

                                      Taki miała sposób, powiedziała, że badania psychologiczne zrobimy w późniejszym
                                      czasie.

                                      Natomiast nowa pani psycholog po wejściu do gabinety zapytała mnie o same
                                      konkrety, czyli, dlaczego zgłosiłam się do poradni, jak wygląda mój sen, jak
                                      wyglądają moje ataki paniki, na czym polegają moje urojenia, jaki mam kontakt z
                                      członkami rodziny, jak się uczyłam, czy miałam doświadczenia z pedagogiem
                                      szkolnym, policją, kuratorem, dlaczego rozstałam się z chłopakiem - jak widać -
                                      same konkrety. Po czym umówiła się ze mną na jutro na ten test..

                                      Eh...

                                      Pierwsza mi bardziej odpowiadała, szkoda, że nie mogę do niej chodzić...
                                      • aigala Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 16:19
                                        oczywiscie, ze musisz zaufac lekarzom, choc to bardzo trudne... Przeciez nie
                                        powiesz "prosze mnie zamknac na miesiac w psychiatryku bo jedna kolezanka
                                        mowila, ze tylko tak mozna dobrze zdiagnozowac BPD". Nie sadze, zeby obserwacja
                                        w szpitalu byla jedyna i najlepsza droga diagnozowania BPD. Mi nikt czegos
                                        takiego nie proponowal, wystarczyly "tylko" wywiady u psychiatry, psychologa
                                        plus testy psychologiczne. Prawdopodobnie to je bedziesz miala jutro wykonywane.
                                        Sa dosyc meczace, po 2,5 godz czytania pytan w wielkim skupieniu mialam
                                        rzeczywiscie dosyc. Az rozbolala mnie glowa;)

                                        Na pewno jest ci ciezko zaczac pracowa z nowym psychologiem, jednak staraj sie
                                        nie uprzedzac do metod jej pracy. Musimy wierzyc, ze wie co robi:) Niestety nic
                                        innego nam nie pozostaje jak zaufaclekarzom, a to takie trudne... Najwazniejsze,
                                        ze nie zrazilas sie tym, ze musialas zmienic lekarza i nadal walczysz!

                                        Trzymam za ciebie kciuki! Pisz co ci lezy na sercu, zawsze, gdy tylko masz
                                        ochote. Wszyscy piszcie! To czasem bardzo bardzo pomaga:)
                                        • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 19:04
                                          Staram się ufać. Ogólnie nie ufam ludziom, mozna powiedzieć, że nawet boje się
                                          ludzi. Zawsze tak było. Tylko jednej Osoby się nie bałam..

                                          Tak, jutro mam miec test psychologiczny skłądający się z 500 pytań. Zobaczymy co
                                          tak ciekawego wyjdzie..

                                          Nie zraziłam się, bo bardzo, bardzo chcę, żeby już wszystko było okej. Nie chce,
                                          żeby było po staremu - chce, żeby było dobrze. W końcu chce odzywskać radość i
                                          prawdziwość, zaufać i przestać grać, manipulować, mam dośc tych ataków, tych
                                          urojeń.. eh..

                                          Dzięki aigla że trzymasz za mnie kciuki. Przydadza się każdego..
                                          i przyłączam się do apelu - piszczcie.. Tak lubie czytać wasze wypowiedzi..
                                          • jgpk2 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 29.09.09, 21:56
                                            cześć liljah- nie chciałam Cię urazić piszac " my borderki" tak
                                            mamy. Powiedziałam tak ogólnie o osobach które się wypowiadają na
                                            tym forum, i które sa pewne że mają bordera. Przepraszam jezeli Cie
                                            to skrzywdziło- to porównanie- nie miałam nic złego na celu. SORKI. :
                                            (

                                            Co do diagnozy to zgadzam sie po części z moimi przedmówcZyniami- a
                                            mianowicie sądzę, że na pewno jutrzejsze testy cos pokażą-
                                            przynajmniej jakis ogólny zarys Twojego stanu psychicznego i
                                            emocjonalnego. Natomiast aby naprawde otrzymac pelna diagnozę to
                                            naprawdę żadko sie zdarza, żeby którys lekarz bez głębszej
                                            obserwacji mógł stwierdzić, czy masz bordera lub inne zaburzenia.
                                            Czasmi trzeba kilkudniowej obserwacji. Nawet lekarze i terapeuci z
                                            ośrodka specjalizujacego sie zaburzeniami osobowości w Krakowie
                                            potrzebują kilku konsultacji a nawet diagnoz kilkudniowych aby
                                            stwierdzić- czy dana osoba ma jakieś zaburzenia czy tez inna chorobe
                                            psychiczną.

                                            teraz najważniejsze jest abyś walczyła o siebie i nie znięchęcała
                                            się - w końcu walczysz o siebie. Pozdrawiam :)
                                                  • dziwny.90 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 05.10.09, 08:09
                                                    Ja też atakowałem często, nawet bardzo często, ale koniec nastąpił w czasie,
                                                    kiedy było dobrze i to mnie zaskoczyło... Najbardziej mnie wkurwia fakt, że tego
                                                    nie przewidziałem, Ja osoba, która wszystkich i wszystko podejrzewa, jestem
                                                    nieufny i podejrzliwy jak cholera, a jednak tego nie przewidziałem i jest mi
                                                    parszywie. Nauczyłem się kilku rzeczy, nie warto angażować się emocjonalnie,
                                                    przywiązywać do kogoś (co będzie trudno wykonać)i muszę być jeszcze bardziej
                                                    nieufny, aby przewidzieć wszystko. Najgorzej teraz zacząć po prostu żyć,
                                                    widywaliśmy pawie codziennie i jak tu teraz zmienić to wszystko, tą rutynę dnia...
                                                  • dziwny.90 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 05.10.09, 19:32
                                                    Dzisiaj napisała, podobno kocha mnie dalej i dlatego chciała przerwy, chce sobie
                                                    odpocząć kilka dni bo nie chce żeby się to rozpadło na dobre. Niby przekonała
                                                    się, że mnie bardzo kocha i nie potrafi odejść. Chce po prostu zregenerować siły
                                                    i wrócić. Nie wiem co o tym myśleć, w sumie powinienem się cieszyć, a jakoś nie
                                                    odczuwam nic, zupełna pustka.. nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, heh...
                                                  • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 06.10.09, 13:18
                                                    Naprawdę mamy bardzo podobną sytuacje. Mój chłopak tez wytrzymywał ze mną ponad
                                                    3 lata z chorobą.. ale gdy tylko poszłam po pomoc i dostałam leki - rzucił mnie
                                                    za 2 dni. Więc jeżeli Twoja dziewczyna działa charytatywnie i odprowadza Cię za
                                                    roczkę do lekarza (tak dzisiaj sobie tłumacze nasze zerwanie) to wiadomo - drogą
                                                    manipulacji lepiej do lekarza nie iść, jeżeli jest masochistką swojego serca -
                                                    też nie ma po co iśc, ale jeżeli jest normalną osobą, nie wytrzyma, n-i-e
                                                    wytrzyma tego i pewnego dnia powie sobie "dość" i odejdzie..

                                                  • dziwny.90 Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.10.09, 08:51
                                                    To miło wiedzieć, że ktoś przeżywa mniej więcej to samo. Jak na razie jest okay,
                                                    chciała mnie rzucić, ale sama nie widzi życia beze mnie i zaczerpnęła trochę
                                                    "świeżego powietrza". Co do prowadzenia za rękę to nie, ona mnie nie namawia na
                                                    terapię, kiedyś sam to zaproponowałem to powiedziała, że jeśli czuję taką
                                                    potrzebę to mam iść. Pytanie tylko jak długo znowu będzie dobrze, bo ze mną to
                                                    nigdy nie wiadomo. A co tam u Ciebie, jak się czujesz?
                                                    Pozdrawiam Cię.
                                                  • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.10.09, 13:33
                                                    Nie chce nic mówić, ale mój chłopak tez nie widział życia beze mnie, heh..
                                                    kochał, o0biecywał.. a jednak z jakiegoś powodu odszedł mimo to wszystko i nawet
                                                    nie chce wspominac o tym. Nigdy bycie z kimś, kto ma problemy psychiczne nie
                                                    jest łatwe ani przyjemne. \

                                                    Skoro z Tobą nigdy nie wiadomo, to... może warto pójśc, żebyś sam przed sobą
                                                    stał się obliczalny?

                                                    U mnie wszystko lepiej. Byłam dzisiaj na terapii i niestety wyniki badań są
                                                    nieważne, poszło coś nie tak, chodź starałam się odpowiadać zgodnie z prawdą to
                                                    chyba aspekrt tego, ze wiele pytań dotyczyło pracy a ja nie pracowałam do tej
                                                    pory zostało przeze mnie unieważnione i s tąd ten wynik. Ale nie wiem.

                                                    Napewno Pani psycholog wiele mi uświadomiła i powiedziała, ze wie ze jest
                                                    ostatni moment, zeby mnie z tego wyciągnąć.
                                                    I wiele mi wyjśniła spraw dotycząccyh mojego zwiazku i postrzegania świata :)
                                                  • annarchia Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.10.09, 16:11
                                                    liljah napisała:

                                                    > Nie chce nic mówić, ale mój chłopak tez nie widział życia beze mnie, heh..
                                                    > kochał, o0biecywał.. a jednak z jakiegoś powodu odszedł

                                                    No tak, bo "kochał" TAMTĄ - zaburzoną, chorującą, "gorszą". To mu PASOWAŁO.
                                                    Kiedyś na naszym forum wywiązała się dyskusja n/t partnerów osób chorych. Oni
                                                    też są z nami, bo im to tak PASUJE. Same plusy:
                                                    - cokolwiek źle się dzieje, to można zwalić na chorego i zaburzonego (spychanie
                                                    odpowiedzialności)
                                                    - chory często siedzi w domu, więc nie ma groźby, że kogoś pozna
                                                    - chory (zwłaszcza z agorafobią) sam zgadza się na "smycz", tak więc jego
                                                    partnerowi nie można zarzucić, że jest zaborczy, symbiotyczny
                                                    - przy chorej, "słabej", "niedobrej" osobie partner jest kimś szczególnym:
                                                    opiekunem, wybaczającym, silnym, rozumiejącym, wszyscy go podziwiają, że
                                                    wytrzymuje z zaburzonym, ma łatkę "człowiek o dobrym sercu i cierpliwości"
                                                    Zdrowy też jest INTERESOWNY, nie myśl sobie.

                                                    Decyzja, że zaczynasz chodzić na terapię może być zagrażająca dla partnera,
                                                    jeśli mniej więcej wie, na czym terapia polega. Partner straci wtedy Ciebie
                                                    taką, jaka mu pasujesz, rozumiesz? Zaczniesz wychodzić do ludzi, zamiast być z
                                                    nim 24h na dobę lub 12h na dobę. Zaczniesz być asertywna, stawiać się. Nie
                                                    będziesz potrzebowała opiekuna. I co wtedy z Waszym związkiem?

                                                    Oczywiście ideałem jest partner, który nie łapie się na manipulacje i
                                                    zaburzenia, i widzi w nas kogoś więc niż zaburzoną osobę, cieszy się ze
                                                    zdrowienia (=wychodzenia do ludzi, samodzielności, itp.). Tylko takich jest mało.

                                                    liljah napisała:

                                                    > Napewno Pani psycholog wiele mi uświadomiła i powiedziała, ze wie ze jest
                                                    > ostatni moment, zeby mnie z tego wyciągnąć.

                                                    A co to jest ostatni moment???
                                                    Mówisz tak, jakbyś chorowała od co najmniej 15 lat, miała ze sobą 5 prób
                                                    samobójczych, kilka szpitali psychiatrycznych za sobą, i właśnie wchodziła na
                                                    drzewo ze sznurem (dosłownie, nie w przenośni).
                                                  • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.10.09, 16:41
                                                    Sprawa 1. Tak, wiem, jestem już tego świadoma. Wiem, że czerpał z tego plusy. W
                                                    momencie jak poszłam pierwszy raz do psychiatry (środa 9 września) i na następny
                                                    dzień 10 września powiedziałam mu, że lekarz powiedział, iż nie jestem na pewno
                                                    CHORA na BPD, ani nic innego - mam tylko problem z ocenianiem i spostrzeganiem
                                                    rzeczywistości taka jaka jest naprawdę, bo wyrobiłam sobie swoje normy -
                                                    przestraszył się wręcz "no jak to ja ja chora nie jestem" ... i 13 października
                                                    ze mną zerwał.

                                                    Czyż ten wspaniały przykład nie potwierdza tego, co pisałaś Anarchio?

                                                    Sprawa 2. Ostatni moment. Pani psycholog powiedziała, że źle wyrobione normy
                                                    przeze mnie ujawniły się w moim pierwszym związku. Gdybyśmy ciągnęli ten związek
                                                    takim, jaki jest nigdy nie dowiedziałabym się o tym, że moje patrzenie na świat
                                                    i związek może być niezgodne z normami i przede wszystkim gdyby mój partner
                                                    zaakceptował to nie wiedziałabym, że można to zmienić i że wymaga to zmiany. Mam
                                                    20 lat i zdaniem Pani psycholog to ostatni moment na prostowanie mojego widzenia
                                                    świata i związku zanim zwiążę się z kimś i założę rodzine, a że mam dużą
                                                    potrzebe budowania stałego związku i własnego domu, dlatego trzeba wyprostowac
                                                    to TERAZ, zanim znalazłam kogoś, z kim zaczne to budować.

                                                    Nie umiem tego napisać, mam nadzieje, że zrozumiesz o co mi chodzi.

                                                  • liljah Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.10.09, 13:50
                                                    "Oooo, mam skojarzenie. Dopóki byłaś "tą gorszą", "tą słabszą", "tą chorą", "tą
                                                    niedobrą" to mu ten związek odpowiadał. Bo on mógł być tym lepszym, tym
                                                    opiekuńczym, tym wybaczającym, tym silniejszym. Podejmując decyzję o terapii -
                                                    czyli decyzję o zmianie siebie - nastąpiła groźba odebrania mu tych cennych
                                                    rzeczy. Przestraszył się. "

                                                    Owszem, zgadzam się :) wiele rozmawiałam dzisiaj z terapeuta na ten temat i
                                                    dzisiaj wiem, dlaczego to wszystko się zdarzyło. Ale czy mam was w to wdrażać? ;)
    • bella_morte Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 07.05.10, 17:15
      "Jeśli Cię odratują, zapomnij o związku"...
      Okrutne słowa. Gdybym sama nie była dotknięta BPD napisałabym: rozstań się z
      kimś, kto jest tak okrutnie nieczuły na czyjeś cierpienie.
      Wiem jednak, że zarówno Ty jak i Twój chłopak potrzebujecie leczenia. To
      straszne, ale wykańczamy nie tylko siebie, ale i najbliższych. On był troskliwy
      i czuły, chodził z Tobą jak napisałaś - nawet do rodzinnego z bólem głowy, a
      teraz nie obchodzi go to, że chcesz odebrać sobie życie?
      Nie. Otóż obchodzi. Ciągłym chaosem emocjonalnym pozbawiłaś go jednak ludzkich
      odruchów w stosunku do Ciebie. To jego jedyna reakcja obronna - udawać, że gówno
      go obchodzi co się z Tobą stanie, skoro to nie jego wina.
      Idź do lekarza. Niektóre leki uspokajają trochę huśtawki nastrojów, a sama
      świadomość i znajomość choroby pomaga oddzielić Ciebie od toksycznego demona,
      którym się stałaś pod wpływem choroby.
      Idź. Idź i żyj.
      :*
      • xelestra Re: "jeżeli Cię odratują, możesz zapomnieć o zwią 30.06.10, 22:48
        W życiu bym się nie starała o uczucia takiego typa... Poza tym, ktoś wcześniej napisał, że na terapię zdecydujesz się dopiero gdy będziesz miała wybór - samobójstwo albo terapia... Ja przeszłam ten moment i nie było już dla mnie ważne, że połowa mojego małego miasteczka wie, że wylądowałam w wariatkowie... Nic sie juz nie liczylo poza tym, zeby odzyskac chec do zycia i zyc w miare normalnie. Teraz czuje sie ok. Jest mi dobrze... Dasz rade, on spełnił swoją powinność, wszystko się dzieje dlaczegoś... Powodzenia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka