Polska a Europa

23.11.07, 11:23
Poniżej dwa jakże różne przykłady zachowania się lokalnej władzy w
odniesieniu do obszarów o niskiej, wiejskiej zabudowie - przykład
Białegostoku (Polska) i Tallina (powiedzmy, że Europa).
Przeczytajcie i zastanówcie się: Czy to Wam czegoś nie przypomina?
Nie myślę tu wyłącznie o potrzebie zachowania tradycyjnego,
drewnianego budownictwa, ale raczej o developerach, blokach i
zieleni.
BIAŁYSTOK:
"Młynowa - teren zdegradowany
Najpierw zaniedbali, teraz twierdzą, że niewiele da się zrobić.
Urzędnicy z magistratu drewnianą dzielnicę w okolicach Bema i
Młynowej nazywają w dokumentach "terenem zdegradowanym". A taki -
wymaga przekształceń. W domyśle - wpuszczenia dewelopera. To zaś
wróży zagładę dzielnicy.
Chodzi o ściśle zabudowaną przestrzeń, ograniczoną z czterech stron
ulicami Kopernika, Bema, Wyszyńskiego i Młynową. Tę samą, o której
pisaliśmy na łamach "Gazety" już kilkakrotnie. Na terenie tym
ścierają się interesy - mieszkańców, którzy w większości chcieliby,
aby pozostała tu niska jednorodzinna zabudowa (przewaga działek to
własność prywatna) i deweloperów, którzy upatrują się w niej terenów
pod nowe kilkupiętrowe bloki. To właśnie pod inwestorów robiony jest
nowy plan zagospodarowania przestrzennego, który powinien być
skończony po nowym roku. Zapisy planu będą dopuszczały wznoszenie
przy wąskich uliczkach pomiędzy Bema a Młynową (m.in. Mohylowska,
Toruńska czy Kielecka) kilkupiętrowych bloków tworzących docelowo
pierzeje. Docelowo, bo wcale nie jest powiedziane, że deweloperom
uda się odkupić wszystkie działki w kwartale. Może więc dojść do
podobnej sytuacji jak choćby na Bojarach, na których między
parterowymi chatami z poddaszem wyrosły bloki.
Unowocześnić, czyli zburzyć?
Dotarliśmy właśnie do jednego z postanowień departamentu
architektury wydanych zaledwie przed kilkunastoma dniami. Właśnie w
nim znaleźliśmy kilka kontrowersyjnych stwierdzeń.
Okazuje się, że zdaniem urzędników jest to teren "zdegradowanej
zabudowy jednorodzinnej wolnostojącej z towarzyszącymi budynkami
gospodarczymi". W dalszej części uzasadnienia czytamy, że działka,
której dotyczy postępowanie, leży "na obszarze zaliczanym do terenów
zdegradowanych, wymagającym przekształceń. Przekształcenie terenów
zdegradowanych, które nie odpowiadają współczesnym wymogom
przestrzeni miejskiej ma na celu podwyższenie standardu wyposażenia
tych terenów w urządzenia i obiekty infrastruktury społecznej i
technicznej. (...) Teren zaliczany jest do centralnej strefy
miejskiej (śródmieścia) i zgodnie z polityką przestrzenną miasta,
przeznacza się do zabudowy usługowej o znaczeniu ponadlokalnym oraz
do uzupełniającej zabudowy mieszkaniowej. Tylko przez sporządzenie
miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu
można go zagospodarować w sposób kompleksowy i zgodny z zasadami
kształtowania urbanistycznego".
Urzędnicy zapominają tylko o jednym. Degradacja terenu to również
efekt ich działań. A właściwie ich braku.
Nie dzieje się nic
Poprosiliśmy wczoraj o listę inwestycji, jakie na opisywanym
obszarze wykonał magistrat, oraz wodociągów. Nie ma ich zbyt wiele.
Z urzędu dostaliśmy tabelkę. A w niej zaledwie dwie pozycje
dotyczące - i to też tylko pośrednio - drewnianego osiedla Bema. W
zestawieniu obejmującym lata 1995-2007 pojawia się tylko przebicie
ulicy Wyszyńskiego do Bema (w roku 1997) oraz gruntowna przebudowa
Kopernika (w roku 2007) - tak więc inwestycje dotyczą ulic
ograniczających obszar. Wewnątrz terenu nie działo się już nic.
Niewiele lepiej wygląda sytuacja w wodociągach.
- W ostatnich latach nie prowadziliśmy tam żadnych większych
inwestycji. Dopiero w tym roku wymieniliśmy wodociąg i przyłącza
wodociągowe w ulicy Mohylowskiej - przyznał nam Krzysztof Kita,
rzecznik Wodociągów Białostockich.
Kitę zapytaliśmy o plany na przyszły rok. - W tym terenie nie
przewidujemy żadnych inwestycji - przyznał nam rzecznik.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok"
ORAZ TALLIN
"W Tallinie dbają o drewnianą zabudowę
Helen Silva zamieszkała w drewnianej dzielnicy Kopli w 1995 roku. Z
mężem i trojgiem dzieci zajmuje 60 metrów w dużym budynku z 1914
roku, w którym łącznie mieszka osiem rodzin. Po 12 latach nie
wyobraża sobie, że mogłaby mieszkać gdzie indziej.
- Mamy tu spokój, duże podwórko. Tak naprawdę tu, wśród zieleni, w
ogóle nie czuję, że mieszkam w stolicy - mówi Helen. Gdy kupowała
mieszkanie, zapłaciła za nie 80 tys. koron (czyli około 20 tys. zł).
Teraz jest warte milion koron (czyli jakieś 250 tys. zł). I wcale
nie dlatego, że dom został jakoś szczególnie odnowiony. Ostatni raz
był malowany na zewnątrz ponoć w 1982 roku, na dachu wciąż widać
stare pokrycie z eternitu. - Mamy tu gaz, światło, wodociąg i
kanalizację, ale żyjemy normalnie, nie w żadnych luksusach.
Zwyczajnie ludzie doceniają u nas drewniane budownictwo.
Kopli to tylko jedna z drewnianych dzielnic Tallina. Jeszcze nie do
końca wyremontowana - nad brzegiem Bałtyku można się tu natknąć na
opuszczone piętrowe budynki, w których wałęsają się koty. Nie do
końca odkryta też przez turystów - dopiero w przyszłym roku powinna
pojawić się przygotowana przez magistrat broszurka opisująca
największe atrakcje Kopli. Ale już druga, znacznie bliżej starego
centrum - Kadriorg - powoli staje się oczkiem w głowie nie tylko
mieszkańców, ale również władz. Poprowadzono już przez nią szlak
turystyczny.
- Drewniane domy w dzielnicy powoli są odnawiane. W ostatnich latach
pomagaliśmy nawet finansowo mieszkańcom, bo większość tych domów to
domy prywatne, w remontowaniu ozdobnej stolarki drzwiowej i
okiennej - opowiada mi Irina Svidlov z biura turystyki w tallińskim
magistracie. - Wszystko po to, by Tallin miał jeszcze jedną atrakcję
turystyczną.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok"
    • alopan Re: Polska a Europa 23.11.07, 12:06
      A może rzucić to wszystko i wyjechać do Tallina.....
Pełna wersja