krambambulia
06.11.06, 13:35
Mam sierściuchowe dni

znaczy - linieję. Czuję wewnętrzną potrzebę wygadania
się, a że jest to forummo o lekkim
zabarwieniu erotycznym, to sądzę, że mnie stąd nie przegnacie, tylko
wesprzecie dobrym słowem
Patrzyłam w weekend na padający śnieg. Moje wyobrażenie o romantyzmie
zespoliło się jakoś z opisem wybuchu pierwszego uczucia z "Syzyfowych prac",
których osobiście do spółki z całą twórczością Żeromskiego nie znoszę. Ale w
"Pracach" pojawia się obraz dziewczyny o czerwonych ustach, wokół której
tańczą białe płatki śniegu. Może dlatego zawsze uważałam, że najpiekniejsze
pocałunki to te, którym towarzyszy śnieg.
Bardzo bym chciała jeszcze kiedyś dostrzec głęboko w męskich oczach zachwyt.
Nie lubię za bardzo swojego ciała, podobało mi się właściwie tylko wtedy, gdy
przez chwilę czułam się kochana. 2 razy w życiu - raz, gdy owinięta
prześcieradłem kończyłam obraz dla byłego, drugi, gdy usłyszałam, bym nie
zasłaniała się poduszką. Żeby było śmiesznie - w obu przypadkach kochana nie
byłam wcale.
Lambert i jeszcze paru facetów stąd uważają, ze jestem ładna, niektórzy nawet
myślą, że jestem niegłupia, tylko dlaczego jestem sama, skoro tak podobno
jest? A jak już komuś się spodobam to jest albo durniem, albo kłamcą.
Tęsknię za dniem, kiedy obudzę się rano wtulona w czyjeś ciepłe, kochające
ramiona, i juz nie będę musiała bać się ciemności.