krambambulia
13.11.06, 13:53
Pomyślałam ostatnio, że za dużo myślę o tym, jak mi smutno i źle. Bo w gruncie
rzeczy bywało nieźle...
Mam trochę dobrych wspomnień. Na przykład ryż basmati, ugotowany przez
przyszywaną ciotkę - Irankę. Na dnie garnka tworzyła się chrupiąca
powierzchnia, nieco słodkawa, z wielką żółtą plamą curry pośrodku. I do tego
pieczony kurczak, w jakichś egzotycznych ziołach i przyprawach. Smak
dzieciństwa, pachnący wschodem, wypełniony szelestem muzułmańskiego różańca. Z
delikatnymi lodami truskawkowo-śmietankowymi, zajadanymi w środku zimy, w
blasku zachodzącego słońca w parku narodowym obok Drammen, razem z jedyną
przyjaciółką Darią. Była starsza ode mnie o kilka lat, pożyczała mi szminki z
czasopism dla dziewczynek i klipsy. Dzięki niej mając 6 lat czułam się małą
kobietą, choć wszystkie inne dzieci śmiały się, że jestem ostrzyżona na
krótko, chodzę w spodniach (zasługa mojej rodzicielki, która z zasady
nienawidzi facetów) i jeszcze do tego wyglądam jak Cyganiątko i jestem
imigrantką. Nie wiem, co się z Darią dziś dzieje, chyba jest w Stanach.
Albo inny obraz - upalny wrzesień, pierwsza klasa LO, siedziałam na ławce koło
Sejmu z pewnym piekielnie inteligentnym brunetem i kłóciłam się o politykę.
Kochałam się w nim nieszczęśliwie i nieprzytomnie przez prawie całe liceum, aż
w końcu przyszła kampania 2001 roku i uwiedli mnie bracia K. Brunet pożeglował
w kierunku SLD-owskich pampersów i tam tkwi do dziś, samotny i smutny,
tęskniący chyba za kimś, z kim mógłby się namiętnie pokłócić o Sienkiewicza,
Pieśń nad Pieśniami, Bułhakowa, Pinocheta, Kanta i istnienie Boga.
Albo majowy poranek, gdy w ciągu paru sekund moje ciało przestało być
dziewicze i nietknięte dla męskich dłoni (szkoda że pół godziny później facet
zrobił mi awanturę o niepozmywane naczynia, ale do diabła z tym - bywało dużo
gorzej).
Albo 8-letnia dziewczynka, która idąc daleko za ojcem w czasie wędrówki po
górach zwierzała mi się ze swoich kłopotów z chłopakami (o wy, przeklęte
istoty, czemu nas ranicie od momentu, gdy chcemy być dla was ładne?).
Powiedziała mi wtedy, że chciałaby być taka jak ja. Śmiałam się mówiąc, ze
przecież ma wspaniałą mamę i dobrego tatę. A ona kręciła głową: "Ale ty jesteś
fajna, choć nie jesteś moją mamą. Obiecujesz, że ożenisz się z tatą?".
I wreszcie coś, co dodało mi błysku w oczach na wiele tygodni, co do dziś
przywołuje uśmiech - wieczór, gdy poczułam się piękna, mimo skrępowania i
żalu, że ten wieczór minie bezpowrotnie. Nie wiem, czy kłamał, czy mówił
serio, nie mam pojęcia. Czasem się boję, że usłyszałam wtedy kolejne kłamstwo.
Ale po raz pierwszy od bardzo dawna, ktoś się mną zachwycił, że wcale nie
jestem tak okropnie nieatrakcyjna i gruba, jak o sobie myślałam (chociaż
przyznaję się bez bicia, że dużo zrobiłam by choć trochę ładnie wyglądać,
szkoda, że pończochy teraz leżą i się marnują). Musicie przyznać, że dla kogoś
kto wytrzymał 2 lata z psychopatą - to było naprawdę coś wspaniałego. Ktoś
mnie całował i dotykał, jakbym była naprawdę piękna, a ja mogłam cieszyć się,
że ktoś się uśmiecha, ciekawi go moje zakompleksione ciało, chce jeszcze raz
go dotknąć. Żałuję, że ten chłopak nigdy więcej nie pojawi się w moim życiu.
Ale dobrze mieć takie ładne wspomnienia, zwłaszcza że jest ich mało. Nie?
PS
Zaczęłam znowu malować.