krambambulia
23.11.06, 14:47
Lista marzeń na sezon urodzinowo-mikołajkowo-gwiazdkowy:
Nieprzyzwoity (a więc książkowy, nie ścienny) kalendarz z pin-upkami. Już
sobie kupiłam. W ramach pocieszenia, bo i tak na Gwiazdkę święty Mikołaj do
mnie nie zapuka
Ścienny kalendarz. Z malarstwem. Zdjęć w kalendarzach na ścianę nie lubię.
Grafika japońska, barokowe obrazy, anioły, XIX-wieczne akwarele - to co innego
Nowe zasłony. Stare, wybrane przez straszną babcię, pasują do mojego gustu i
wystroju jak pięść do nosa (tak w ogóle są śliczne - jasnozielone w drobne
gałązki kwiatów - ale nie w tym pokoju!). Wypatrzyłam już odpowiednie dawno, w
Ikei: jasne, kremowe, niemal białe. I na zmianę czerwone!
Choćby malutki flakonik moich ukochanych perfum Dalimania, których resztkę
zużyłam przy okazji spotkania z pewnym uroczym młodzieńcem.
Ewentualnie w grę wchodzą jeszcze Red Delicious i Ruby Lips, też zresztą od
Salvadore Dali. Tak czy owak Dalimanią moje serce można rozpuścić jak
czekoladę w kąpieli wodnej
Solidna suszarka w łazience. Urwała mi się ze 3 miesiące temu i tak wisi
smętnie, czekając na chłopa, co by ją powiesił na nowo. Jestem jednak za mała
Kilka talerzy, misek, kubków, w miarę do pary, białe, niebieskie, we wzory.
Albo oryginalne herbaciane filiżanki w ciekawe wzorki. Bo cierpię na braki w
tej materii.
Zmywarka do naczyń. Nie muszę chyba uzasadniać

)))
Coś nowego do szafy. Sukienka, żakiet? Może spodnie, bo nie mam. Albo buty, bo
jedyne zimowe już się drą. Coś kolorowego, bo prawie wszystko mam czarne
(wyszczupla). Albo chociaż spinka do włosów z czerwonym kwiatem. Kurde, dawno
nie miałam nic nowego
Nowy blat w kuchni. Mieszkam w budownictwie z lat '50 i cierpię z powodu
koszmarnego blatu montowanego we wczesnej epoce towarzysza Gomułki. Marzy mi
się jakiś jasny, bo kuchnię (jeśli w ogóle mi się kiedyś uda dokończyć remont)
chciałabym mieć białą, z zielenią i błękitem.
Remont łazienki. Jak patrzę na podróbkę hiszpańskich kafelków z lat '70, w
upiornym kolorze udającym indyjski róż, w olbrzymie czerwone kwiaty, to
odechciewa mi się brać prysznic. I jeszcze podłoga wyłożona drobnymi,
buro-szarymi płytkami, no i najgorsze - dziury w ścianach, pozostałe po
wymianie rur. Kafelki (białe, niektóre z moimi grafikami) i terakotę (ciepłą,
beżową) mam. Mam nawet fugę i klej (tylko nie wiem czy jeszcze się do czegoś
nadaje). Lampy dokupię, już mam upatrzone, widziałam też odpowiednie szafki
ścienne za parę groszy. Tylko wykonawcy brak. No i kassy.
Półki. Białe. Nad starą witryną we wnęce. Książek przybywa, a regały pękają w
szwach.
A na Boże Narodzenie pachnącą choinkę, nie za dużą, w doniczce (humanitarne
podejście do roślin). Jak wywalę przed świętami stary stolik (kłania się brak
chłopa) to nawet będzie gdzie ją postawić

z aniołem na czubku. Z kolorowymi
bombkami, w najróżniejszych kształtach i kolorach. Widziałam w jakimś piśmidle
bombki w kształcie weneckich masek i książek dla dzieci. Piękne
I największe marzenie: dwa słowa. "Kocham cię".