jstarpl
28.05.10, 01:43
Wszystko prawda, ale: Czy nie uważa Pan, Panie Mariuszu, że kiedy dochodzimy do momentu "Nieważne co, ważne jak" dochodzimy do sytuacji z przytoczonego przez Pana filmu Avatar, gdzie zatraca się sens (przedstawienie fabuły/wydarzenia sportowego) dla czynnika "Wow!"? Czynnik "Wow!" jest dobry w demach 3D puszczanych w kinach IMAX, ale nawet na dłuższą metę też się nudzi. Moim zdaniem wszystkie przytoczone przez Pana argumenty są dowodem podstawowego problemu z 3D: zyski dla widzów w stosunku do ilości kłopotu zarówno dla twórców jak i widzów są tak niewspółmierne, że może nie warto sobie tym zawracać głowy? Mózg i tak się przyzwyczai i nie będzie widział różnicy.
I nota techniczno-organizacyjna, co do zbliżeń i "montażu rodem z MTV": szczególnie w sporcie realizacja tego rodzaju rad to poważny problem. Szerokie plany stosuje się dlatego, że nie daje się podążać kamerą w dużym zbliżeniu za piłką. Nie tylko dlatego, że kamerzyści mają ograniczone zdolności percepcyjno-ruchowe. Także dlatego, że widzowie muszą być w stanie podążać za akcją. Gdyby całość realizowano w dużych zbliżeniach, owszem: efekt zapewne byłby wysoce emocjonujący i zapierający dech w piersiach latającymi przed twarzą piłkami. Nikt z widzów nie miałby jednak pojęcia jaki jest wynik - o tym czemu jest, jaki jest, już nie wspomnę.