Google przegrał proces z belgijskimi gazetami

13.02.07, 12:10
Słusznie! Odsyłać do źródeł!
    • znajomy_jennifer_lopez "Nielegalne" wystawy sklepowe będą następne. 13.02.07, 12:15
      Wszystko zależy od tego ile to jest "kilka wierszy".
      Skadinąd jednak ciekawy spór, to tak jakby producent ciastek
      procesował sie z największą siecią hipermarketów o to że
      sprzedają jego ciastka i umieszczają na wystawie sklepowej.
      • zuzur To nie jest to samo. 13.02.07, 12:28
        Nikt nie zabrania googlowi kupić te gazety i sprzedawać je dalej.
        A oni biorą je za darmo i rozdają.
        To tak jakby hipermarkety brały ciastka i rozdawały je dalej. W ten sposób
        tłumy ludzi przychodzą do hipermarketu, a nie do piekarni. Promują siebie, a
        nie piekarnie.
        • Gość: zenek Re: To nie jest to samo. IP: *.radio90.pl 13.02.07, 13:08
          > Nikt nie zabrania googlowi kupić te gazety i sprzedawać je dalej.

          no dobrze, tylko rzecz w tym ze ten content jest za darmo
          Wiadomości pojawiają sie na stronie gazety i dostep do nich jest wolny

          > A oni biorą je za darmo i rozdają.

          no bo są za darmo
          w czym problem?

          Chodzi o to że gazety biorą pieniadze nie za kontent tylko za mozliwoś dostepu
          do niego kiedy juz nie jest on swierzynką.

          I dobrze

          Ale to że nie godza sie na to zeby google robiło to samo za darmo ?

          zrozumiałe

          pytanie tylko czy moga zabronic komus archiwizacji swoich materiałów?
          bo to na przykład uniemozliwiłoby prace serwerów proxy i róznych takich. nie
          tylko googla

          odpowiedz jest w miare prosta
          zalezy od tego czy uprzedzili druga strone w momencie udostepniania materiału ze
          nie zezwalaja na archiwizowanie na czas dłuzszy niz 'ileśtam' i nie zezwalaja na
          indeksowanie w wyszukiwarce . mechanizm ten jest wbudowany w protokół http

          wiec jeżeli w czasie negocjacji przy pobieraniu strony pomiedzy
          klientem(przegladarką) a serwerem wysyłaja odpowiedni nagłówek
          oznacza to ze powiadamiają druga strone tranzakcji o ograniczeniu korzystania z
          kontentu.

          i jak dla mnie tylko tego powinnna dotyczyć sentencja wyroku

          • zuzur Re: To nie jest to samo. 13.02.07, 13:28
            > pytanie tylko czy moga zabronic komus archiwizacji swoich materiałów?
            > bo to na przykład uniemozliwiłoby prace serwerów proxy i róznych takich. nie
            > tylko googla
            >
            > odpowiedz jest w miare prosta
            > zalezy od tego czy uprzedzili druga strone w momencie udostepniania materiału
            z
            > e
            > nie zezwalaja na archiwizowanie na czas dłuzszy niz 'ileśtam' i nie zezwalaja
            n
            > a
            > indeksowanie w wyszukiwarce . mechanizm ten jest wbudowany w protokół http
            >
            > wiec jeżeli w czasie negocjacji przy pobieraniu strony pomiedzy
            > klientem(przegladarką) a serwerem wysyłaja odpowiedni nagłówek
            > oznacza to ze powiadamiają druga strone tranzakcji o ograniczeniu korzystania
            z
            > kontentu.
            >

            Nie. Nie ma tzw. "milczącej akceptacji". Jak się chce publikować czyjeś
            informacje, choćby najbardziej krótkie i z podaniem źródła pochodzenia, to
            należy wystąpić o zgodę. A tu mamy przypadek jednoznacznie określony.
            Właściciel informacji nie życzył sobie. To google na siłę chce wykorzystywać
            nie swoje materiały. To samo dotyczy archiwizacji. To co z tego, że materiały
            są archiwalne. Nie należą do google. Mało tego, google nigdy nie uzyskał zgody
            właściciela na ich dystrybucję.
    • Gość: Burżuje_świnie_są Co za głąby IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.07, 12:19
      Zamiast cieszyć się że Google pokazuje te ich archiwalne artykuły, co może skłonić kogoś do wykupienia dostępu do archiwów, te tłuczki domagają się zaprzestania takich praktyk.
      Nie bez powodu Francuzi uważają Belgów za przygłupów.
      • zuzur Re: Co za głąby 13.02.07, 12:32
        To niech google zamieszczają linki do "Życie Pcimia". Szanujące się pisma mają
        gdzieś taką promocję. To raczej google chce sie w ten sposób promować,
        wykorzystując pozycję gazet. To raczej googlarze są cwaniaczkami, a nie
        potentaci prasowi głąbami.
        • Gość: Burżuje_świnie_są Re: Co za głąby IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.07, 12:46
          Głupiś, Stiopa, głupiś, bracie.
          Wyobraź sobie, że piszesz doktorat o dajmy na to jakimś Jean-Marie Buche i szukasz informacji na jego temat. Dzięki google trafiasz na informację, że o panu tym wydrukowano spory artykuł w jakiejś belgijskiej gazecie o której w życiu nie słyszałeś, choćby i na tamtym rynku miała mocną pozycję. Z udostępnionego w google FRAGMENTU wynika, że ten artykuł cholernie ci się przyda do pracy. Jeśli cię stać, może sobie kupisz dostęp do archiwum tej gazetki i artykuł przeczytasz.
          Gdyby zaś nie było tego w google, to najprawdopodobniej nigdy byś się o istnieniu tego artykułu nie dowiedział, a gazeta niczego by nie zarobiła.
          I nie rzucaj się koleś jak ci umiejętność czytania szwankuje, a i umiejętność logicznego myślenia wykazuje znaczne niedostatki.
          • zuzur Re: Co za głąby 13.02.07, 13:36
            To jest twój punkt widzenia. Właściciel gazety może mieć odmienne zdanie i mieć
            google, razem z ich innowacyjną dostępnością, a także doktorantami, głęboko w
            miejscu, gdzie światło nie dochodzi.

            Zresztą, przykład doktoratu w twoim środowisku, nie jest miarodajny. W
            środowisku ludzi choć średniointeligentnych na podstawie materiałów i linków z
            googla można pisać co najwyżej wypracowanie, nawet nie pracę semestralną.
            • Gość: Burżuje_świnie_są Re: Co za głąby IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.07, 13:59
              zuzur napisał:

              > To jest twój punkt widzenia. Właściciel gazety może mieć odmienne zdanie i mieć
              >
              > google, razem z ich innowacyjną dostępnością, a także doktorantami, głęboko w
              > miejscu, gdzie światło nie dochodzi.
              >
              > Zresztą, przykład doktoratu w twoim środowisku, nie jest miarodajny. W
              > środowisku ludzi choć średniointeligentnych na podstawie materiałów i linków z
              > googla można pisać co najwyżej wypracowanie, nawet nie pracę semestralną.

              Zależy jaki temat doktoratu buhahahaha. I nie na podstawie linków, a artykułów.

              Tak przy okazji, w Anglii w okresie rewolucji przemysłowej ludkowie zwani luddystami niszczyli maszyny parowe, których zastosowanie groziło im utratą ich miejsc pracy. Postępowi jakoś to nie przeszkodziło. Miej to na uwadze, zuzur.
    • Gość: Tenare Jak cię nie ma w Google to nie istniejesz. IP: *.icpnet.pl 13.02.07, 12:57
      Riposta Google powinna być prosta: tytuły gazet - powodów procesu powinny być
      pomijane w wyszukiwarce na zasadzie filtra i eksponowane szukającym z rezultatem
      wyszukiwania 0. Taka mała autocenzurka....
      • Gość: mfs Re: Jak cię nie ma w Google to nie istniejesz. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.02.07, 13:12
        I tak dokladnie jakis czas temu Google postapil, jak le soir wygrał z nimi
        proces go en masse wywalili z indeksu. Teraz jakoś le soir sie pojawia w
        wynikach, nie wiedzieć czemu. Pewnie po cichu poszli po rozum do głowy...

        Frankofoni już tak mają - łatwiej im się po sądach ciągać, niż pliku robots.txt
        używać.

        Gość portalu: Tenare napisał(a):

        > Riposta Google powinna być prosta: tytuły gazet - powodów procesu powinny być
        > pomijane w wyszukiwarce na zasadzie filtra i eksponowane szukającym z
        rezultate
        > m
        > wyszukiwania 0. Taka mała autocenzurka....
        • Gość: Leim Re: Nie wróże tym serwisom świetlanej przyszłości IP: *.cdprojekt.pl 13.02.07, 13:25
          Bo Google, co oczywiste, nadgorliwie usunie wszystkie informacje o nich ze
          swoich katalogów... :)
    • ylemai a robots.txt ustawić sobie nie łaska? 13.02.07, 13:25
      Google powinno ich teraz usunąć ZE WSZYSTKICH wyników wyszukiwania. Google to
      dla większości ludzi dziś synonim sieci, jeśli cię nie znajduje, to nie
      istniejesz. To samo należy zrobić z sądem. :)
    • Gość: kerker Re: Google przegrał proces z belgijskimi gazetami IP: *.charite.de 13.02.07, 13:38
      Troche mnie ten wyrok zaskoczyl, czy to znaczy ze ogolna zasada dot. cytowania
      jest taka, ze mimo iz podaje zrodlo to JESZCZE musze pytac CZY MOGE? przeciez w
      wiekszosci przypadkow jest to nierealizowalne, a co najmniej bardzo trudne.

      jest tu moze jakis prawnik, ktory moze powiedziec jaka jest litera prawa nt.
      temat? bo mi sie wydaje ze obyczaj mowi wlasnie, ze przy uhonorowania autora -
      czyt. podaniu zrodla - mozna cytowac.

      pozdr,
      kerker
      • zuzur Re: Google przegrał proces z belgijskimi gazetami 13.02.07, 13:46
        > jest tu moze jakis prawnik, ktory moze powiedziec jaka jest litera prawa nt.
        > temat? bo mi sie wydaje ze obyczaj mowi wlasnie, ze przy uhonorowania autora -
        > czyt. podaniu zrodla - mozna cytowac.
        >

        A mi się wydaje ;-) że to mówi netykieta, a nie prawo. Tu mamy inną, bardzo
        jasno określoną sytuację. Właściciele NIE życzą sobie istnieć w google. Tak to
        już jest, że więksi tego świata nie chcą istnieć w zbiorowisku przeciętniactwa,
        miernot i nowopromujących się. Wisi im zachcianka google. Niestety, niewiele
        osób to rozumie.
        Co nie znaczy, że google nie jest bardzo dobrą formą promocji. Ale to już
        zupełnie inny temat.
        Również pozdrawiam
        zuzur
        • Gość: kerker Prosic opozwolenie na cytowanie?? IP: *.charite.de 13.02.07, 14:40
          Mi chodzilo raczej o przypadek ogolny, Googleowi sie nic nie stanie jak raz
          przegra, tyle ze wyrok jest precedensowy i bedzie dotyczyl cytowania W OGOLE, a
          nie jedynie tego czy Google sie wypromuje czy nie. Innymi slowy interesuja mnie
          ogolne konsekwencje tego wyroku i to JAK BYLO DOTYCHCZAS przyjete w sprawie
          cytowania.

          NB: Netykieta do przypadku ogolnego ma sie nijak, vide: prace naukowe.

          kerker
      • Gość: klonpvv Przegrali ci co szukaja informacji IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.02.07, 02:40
        Zdawalo mi sie ze naczelna zasada istnienia w sieci jest mozliwosc podzielenia
        sie informacjami z calym swiatem oraz z waska grupa swoich rodaków. Mozna
        zrozumiec ze ktos nie chce istniec w Google i Google mogloby to respektowac [ w
        koncu praca wyszukiwarki to nie wydobywanie wegla] ale jesli wlasciciele
        mieliby odmienne zdanie powinnao rostrzygnac litera prawa [tyle ze w tym
        przypadku specjalista od prawa w polsce sie nie przyda]. Ktos pisze "ciekawe
        ile linii jest zamieszczone w skrócie" z tego co pamietam w kazdym wyszukiwaniu
        jest tego niewiele. Wiec sprawa rozchodzi sie pewnie tez o to czego juz nie ma
        pod linkiem do gazety a Google to zarchiwizowalo [pewnie w duzym kawalku] i
        nikt nie musi kupowac juz dostepu do archiwum gazety bo ma to w Google. Tyle ze
        ochrona praw autorskich poszla jeszcze dalej jakby przy okazji - to by byl
        przyklad zlego PR i braku logiki. Przy takim wyroku wyszukiwarka niemialaby
        wyboru jak tylko spowodowac uszczuplenie zasobów ze szkoda glównie uzytkownika -
        bo jak duzy wplyw nawet pare setek linków do jakiejs tam gazetki/ek moze miec
        dla tak duzej bazy?
        Innn wersja to prowokacja Yahoo!
Pełna wersja