Dodaj do ulubionych

Wspomienia z porodówki

12.04.06, 15:26
wiem to może niezbyt dobrze kojarzący sie temat, ale czy w waszym wypadku
poród był zgodny z ideą programu "rodzić po ludzku". Ja mam co do tego
mieszane uczucia. Mój syn ma 10 miesięcy, rodziłam na starym szpitalu. owszem
dobrze jest że są pojedyncze porodówki i nie trzeba już rodzić po kilka osób w
jednej sali, gdzie łózka są przedzielone parawanami, dobrze że mąż może być
przy rodzacej, dobrze że mozna wybrać najlepszą dla siebie pozycję w czasie
skurczów ( ja bez męża i bez piłki na której spedziłam kilkanaście godzin nie
urodziłabym), ale....
No własnie do tej pojedynczej porodówki cały czas ktoś wchodził i wychodził z
personelu, bo cos brał z szafek( magazyn jakiś czy co?)położna wyganiała cały
czas moją siostrę która oprócz mojego męża moim zdaniem była niezbędna
(masowała mi krzyż)do tego wszystkiego położna badając mnie jedną ręką drugą
odbierała telefon komórkowy i umawiała się na po południe ze znajomymi,
lekarze zachowywali się zrtesztą podobnie, czekając na mój skurcz z ręką w
mojej....opowiadali sobie o samochodach.... Acha niestety nie zdążyłam na
kapiel w wannie bo zanim salowa wyczyściła ją to ja miałam rozwarcie do
porodu.....I co wy na to? jeszcze chyba jest wiele do zrobienia.
Obserwuj wątek
    • ola162 Re: Wspomienia z porodówki 12.04.06, 16:00
      Ja rodziłam na winiarach dwa lata temu. Miałam swoją połóżną która bardzo dobrze
      się mną zajeła w czasie porodu jak i cały czas po porodzie który spędziłam na
      położnictwie ( jak byłam bardzo zmęczona to sama zabierała maleństwo na noc
      żebym się wyspała). Dostałam oksytocynę i poród trwał 3 godzinki. Siedziałam
      troche na piłce, na szczęście nie miałam bólów krzyżowych. Częśto biegała ze mną
      do łazienki za potrzebą. I jestem bardzo zadowolona że opiekowała się mną tam
      pani Ewa. Ale np rodziłam leżąc na łóżku, nikt mi nie proponował innych pozycji.
      Do wanny nie mogłam iść bo były jakieś przeciwskazania ale nie pamiętam
      dokładnie co.
      Ale teraz na winiarach rodziła moja koleżanka i powiedziała że są nowe bardzo
      wygodne łóżka. Jestem bardzo zadowolona z tego że rodziłam na winiarach.
      • mamamikolaja7 Re: Wspomienia z porodówki 12.04.06, 17:07
        Pisząc że miałaś swoją położną rozumiem że ją sobie opłaciłaś?
        Ja tego nie zrobiłam i chyba dlatego tak miałam, ale czy dobra opieka nad
        rodzącą(zgodnie z akcją rodzić po ludzku) nie powinna wynikać z ich pracy a nie
        z "dopłaty"?
        Jak ja mam nie dawac łapówek skoro jest taka różnica.
        Przy nastepnym dziecku nie zrobię takiego błędu!
    • je Re: Wspomienia z porodówki 13.04.06, 08:21
      moja córka ma 10 m-cy. rodzilamm na winiarach. Mialam dodatkowo oplacona
      polozna. Co do porodu to bylo OK, choc do sali tez ciagle ktos wchodzil i
      wyciagal rózne rzeczy z szafki, naprawde magazyn? Moglam kolysac sia na pilce,
      kapiel w wannie. Polozna super, masowala plecy, za to pani doktor to katastrofa
      i wielka pomylka. Strasznie opryskliwa. Po porodzie, juz na drugim oddziale
      bylo tak sobie. Tam dyzurujaca polozna, nawet nie chiala pomóc mi wstac z
      lozka, a moja córka lezala w inkubatorze przez kilka godzin i nie moglam do
      niej isc, bo nie bylam w stanie sama podniesc sie w nocy. dopiero rano.
      Ale uwazam, ze standard uslug powinien byc dobry bez wydawania dodatkowych
      pieniedzy, przeciez po cos placimy skladki ZUS.
      • mamamikolaja7 Re: Wspomienia z porodówki 13.04.06, 09:15
        No właśnie pobyt na oddziale położniczym po porodzie to też oddzielna historia.
        Skrzywdziłabym na pewno wiele położnych mówiąc że personel pozostawiał wiele do
        życzenia, bo wiem że są też takie które widać że kochają swoją pracę i są
        naprawdę ok. ale ja widzocznie miałam "szczęście" natrafić na ten drugi typ. To
        moje pierwsze dziecko i naprawdę wiele rzeczy na początku nie wiedziałam np. jak
        przystawiać dziecko do piersi (owszem chodziłam na szkołę rodzenia i teorię
        miałam opanowaną, ale gorzej z wprowadzeniem tego w praktykę), czy w ogóle co z
        tym dzieckiem robić???? Nie było nikogo kto by wszedł powiedział co i jak
        pomógł, zapoznał ze wszystkim, wszyscy sie zachowywali jakbym musiała wszystko
        wiedzieć tylko dlatego że urodziłam dziecko....a jak już poprosiłam o pomoc
        to.... szkoda gadać z jaką reakcją sie spotykałam!
        I dlaczego tak miałam, bo nie miałam opłaconej położnej....
      • wiosna231 Re: Wspomienia z porodówki 25.05.07, 16:30
        Kobiet ,jak jesteście taki bogate ,to przecież mogłyscie wybrać prywatna
        klinike do porodu , a nie opłacać tanią położną .albo rodzic w domu ,
        zachowujecie jak ja hipokrytki ,zajmijcie sie dziećmi lepiej .bo z tego co
        widana oddziale to są zaniedabne co niektóre bo mamusia zajmuje sie innymi
        sprawami
    • rybka62 Re: Wspomienia z porodówki 13.04.06, 10:00
      No ja niestety nie mam dobrych wspomień. Rodziłam w starym szpitalu. Nie
      opłacaliśmy położnej. 9 m-cy wcześniej rodziła moja szwagierka, też bez
      opłaconej położnej i chwaliła sobie opiekę. Tak więc myśleliśmy, że wszystko
      będzie ok. Niestety jak się okazało poród był z powikłaniami i niestety nikt z
      dyżurującego wtedy personelu nie okazał się w tym przypadku kompetentny.Dwie
      położne, które były wtedy na nocnym dyżurze, nie zabardzo chciały mnie badać, o
      przygotowanie do porodu musiałam się sama upomieć, nie umiały stwierdzić czy
      pękł mi już pęcherz płodowy, a przy zaniku akcji porodowej stwierdziły że tak
      musi być i czekały tylko kiedy skończy im się dyżur nie mówiąc o tym, że przez
      cały czas, kiedy byłam na porodówce na nocnym dyżurze nie widziałam lekarza,
      który by mnie zbadał!!!! Dopiero jak przyszły położne na poranną zmianę (bardzo
      miłe panie ze szkoły rodzenia, które wkońcu się mną zajęły) i zobaczyły co się
      dzieje, zawezwały lekarza, a ponieważ coś mu długo schodziło z tym przyjściem do
      mnie same pobiegły po niego. Nagle na sali porodowej zaroiło się od lekarzy co
      chwila badających mnie i chyba wszystkich położnych z porannej zmiany. Mój mąż
      został wyproszony z sali. Nikt mnie ani mojego męża nie poinformował, co jest
      nie tak, że jesteśmy z dzieckiem w stanie zagrażającym życiu. I mam do lekarzy
      żal, że mimo tego wszystko uparli się, że mam sama urodzić, na co nie miałam
      szans, bo mały źle wstawił się w kanał rodny. Dopiero po 3 godzinach bóli
      partych zdecydowano o użyciu vakum, czego nie powinni zrobić w tym przypadku,
      tylko powinni zadecydować o cesarce. Zresztą jak wyciągnęli maluszka i tak
      zostałam uśpiona. Jak później lekarz z Centrum Zdrowia Dziecka zobaczył kartę
      dziecka ze szpitala to spytał się czy w ciąży chodziłam do lekarza i czy
      rodziłam w normalnym szpitalu, bo facet doznał ciężkiego szoku!!!
      Nikt z presonelu nie wyjaśnił nam, że Miki jest w ciężkim stanie. Na moje
      pytania dlaczego nie przynieśli mi dziecka, chociaż dziewczyny, które rodziły w
      tym samym czasie dostały swoje maluszki, odpowiadano mi, że miałam bardzo ciężki
      poród i muszę odpocząć. Nie mogę powiedzieć później bardzo się mną interesowali
      i pytali jak się czuję, ale nikt mi nie powiedział co mnie będzie czekać jak
      wyjdziemy ze szpitala. O tym wszystkim się dowiedziałam z od położnej, która
      przyszła na patronaż i to ona mi wyjaśniła, że moje dziecko potrzebuje opieki
      specjalistów i zrobienia badań. Ona też powiedziała mi, że dziecko miało przy
      porodzie złamany lewy obojczyk i jak mam dbać o małego.
      Także opieka w Poradnii Patologii Noworodków na straym szpitalu pozostawia wiele
      do życzenia. Za to, że ośmieliłam się przyjechać z dzieckiem bez wyznaczonej
      wizyty zostałam zbesztana ( a termin wizyty przypadał dopiero za 3 m-ce!!!),
      pojechałam, bo tak mi kazała położna z patronażu własnie z tym obojczykiem.
      Ponadto na moje prośby o skierowanie do specjalisty powiedziano, że mogę się
      wybrać do specjalisty, ale oni mi nie dadzą skierowania , bo nie widza takiej
      potrzeby.
      Cały poród i opiekę później wspominam jako koszmar, który kosztował mnie dużo
      stresu i zdrowia i oczywiście kasy, a mojemu dziecku przyspożyło tylko wiele
      cierpienia i bólu. Całe szczęście, że wszystko skończyło się dobrze i Miki jest
      już zdrowy.
    • mamamikolaja7 Re: Wspomienia z porodówki 13.04.06, 14:07
      słuchaj rybka62 strasznie ci współczuję i czytając twóją historię po prostu w
      głowie się nie mieści, ja na twoim miejscu to chyba bym ich do sądu podała, albo
      do gazety opisała bo po prostu szok.
      Nasuwa mi się jeden wniosek, że oprócz opłacenia sobie położnej, która wszystkim
      się zajmie, to trzeba jeszcze opieprzyć jedną z drugą z tych położnych, wezwać
      przełozonych i narobić rabanu to wtedy zupełnie inaczej wszystko wyglada, trzeba
      domagać sie swoich praw. Ja przy pierwszym dziecku byłam taka zastrachana i
      myslałam że tak wszytsko ma być , albo trochę zszokowana tym wszystkim, ale przy
      dgugim dziecku nie pozwolę sobie na pewno na takie traktowanie.
      • rybka62 Re: Wspomienia z porodówki 13.04.06, 14:46
        Ja niestety też myślałam, że wiedzą co robią i że tak ma być, chociaż cały czas
        mówiłam mężowi, że coś się dzieje i nie urodzę go sama (to chyba intuicja). Przy
        drugim już będę mądrzejsza i nie pozwolę na powtórkę z historii.
        Moj brat też mówił, żeby podać ich do sądu, ale raczej to nie miałoby sensu.
        Kilka lat wcześniej podobną sytuację przeżyła inna mama i niestety dziecko jest
        niepełnosprawne. Podała szpital do sądu. W pierwszej instancji biegli orzekli,
        że dziecko zostało niedotlenione w skutek źle przprowadzonego porodu, w drugiej
        instancji inni biegli orzekli, że do niedotlenienia mogło dojść już w czasie
        ciąży i sprawę oddalono :( Sprawa opisywana była nawet kiedyś w Gazecie. Tak
        więc raczej na sądy bym nie liczyła.
        My mieliśmy więcej szczęścia...
        • janka741 Re: Wspomienia z porodówki 14.04.06, 00:12
          Hej! Moja mała ma prawie 2 latka, ale doskonale pamiętam swój poród i raczej
          szybko nie zapomnę. Pierwszych bóli dostałam w środę po południu, ale że nie
          były mocne to grzecznie siedziałam w domu. Do szpitala pojechaliśmy w czwartek
          rano - skurcze co 5 minut. Po jakimś czasie ustały, potem znowu były. Najgorsze
          jest to że miałam bóle krzyżowe. Przez całą noc z czwartku na piątek chodziłam
          i wyłam, lekarz z nocnego dyżuru bez badania stwierdził że to jeszcze potrwa i
          poszedł spać, a natura sama się odezwie. Na porannym obchodzie bo zmianie
          lekarzy stwierdzili że nie będą mnie męczyć i dostanę oksytocynę. Po badaniu
          okazało się że mam już 8 cm rozwarcia i dawno mogłam zacząć rodzić. Misia
          urodziła się w piątek o 14.10. Sam poród był dla mnie jak bajka, parte już tak
          nie bolały ja krzyżowe. Byłam bardzo zmęczona i od czwartku na czczo bo nie
          wiedzieli czy nie skończy się cesarką i mam nic nie jeść. Miałam położną,
          wspierała mnie jak mogła, bardzo mi pomogła przy samym porodzie, ale co
          wycierpiałam to moje. Trafiłam na strasznych służbistów lekarzy.
          Opieka na noworodkach też pozostawia wiele do życzenia, jedne pielęgniarki
          super, a inne ... szkoda gadać. Przez dłuższy czas nie miałam pokarmu, ale
          młoda pani doktor stwierdziła że szpitala nie stać na dokarmianie i muszę
          często przystawiać - tylko co z tego jak nic nie leci. Wtedy położyłam uszy po
          sobie i cały czas nosiłam rozwrzeszczane głodne dziecko. Teraz już by ode mnie
          usłyszała. Leżałam w szpitalu przez weekend i chyba personelowi udzieliła się
          atmosfera i nic się nie chciało robić. W poniedziałek na obchodzie była starsza
          lekarka, która usiadła przy mnie i pytała czego nie wiem, mówiła o pielęgnacji,
          prawidłowym przystawianiu - bardzo mi wtedy pomogła.
          Miachalinka wynagradza mi wszystko i mimo tych przejść chcę być jeszcze mamą
          dla jednego słoneczka.
          Uff ale się rozpisałam. A zapomniałam dodać - rodziłam na Winiarach.
          Pozdrowionka
    • monika-wit Re: Wspomienia z porodówki 14.04.06, 13:59
      Przeczytałam co napisałyście i muszę się chyba dołączyc do tych mniej
      pochlebnych opinii. Rodziłam w lutym w starym szpitalu. Do opieki położnych nie
      mam żadnych uwag. Owszem opłaciłam swoją położną, ale pozostałe też były miłe.
      Gorzej było gdy sie zgłosiłam do szpitala tj. Przed zmianą dyżuru. Skurcze
      miałam co 5 min. ale orzeczono, że skoro jeszcze 3 tyg do terminu to może byc
      fałszywy alarm i położono mnie na sali przedporodowej. Dostałam kusą koszulinę
      z wielkim rozcięciem na dekoldzie i wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że na tej
      sali stoi aparat do KTG. Po chwili przyszła tam pacjentka, podłączono ją do
      tego KTG a obok niej posadzono jej męża. I jak? Ja w tej koszulinie, wyginam
      się w bólach a tu obcy facet. Gdzie dyskrecja i komfort?? Potem oczywiście był
      problem z ustaleniem czy pękł mi pęcherz. Ja to poczułam wyraźnie - trudno to
      opisać - ale położne stwierdziły, że leci zbyt mało wód płodowych i na pewno to
      jeszcze nie to. Potem - przy badaniu - okazało się, że maluszek główką tak się
      ustawił, że zatkał cały otwór i wody "chlusnęły" gdy główkę lekarz lekko
      odepchnął. I od tego czasu dopiero zaczęto liczyć początek porodu - a właściwie
      początek był dużo wcześniej tylko nikt nie chciał mnie słuchać. Do lekarzy też
      mam ogromne zastrzeżenia. Bo co powiedzieć gdy w czasie całego porodu lekarz
      zagląda na salę porodową tylko raz i w dodatku wogóle nie interesuje się mną
      tylko nową fryzurą położnej. Ja wiem, że dla nich to codzienna sytuacja, ale ja
      byłam wściekła. Tyle tylko, że to był mój pierwszy poród, wszystko przeżywałam
      bardzo intensywnie i nie miałam siły by zwracać komus uwagę. Już nie wspomnę o
      ciągle otwartych drzwiach. Musiało mnie być słychać na całym oddziale - ale
      wtedy było mi to obojętne. Do tego wszystkiego lekarz wyganiał moją mamę -
      nawet na korytarzu nie mogła stać - bo był ze mna mąż - limit osób
      towarzyszących wyczerpany!! A ona stała gdzieś za zakrętem korytarza i słuchała
      moich krzyków nie mogąc mi pomóc - chyba cierpiała tak samo jak ja.
      Potem, na oddziale położniczym też zachowywano się jakbym wszystko potrafiła
      tylko dlatego, że urodziłam dziecko. Nikt mi nic nie pokazał. Ale cóż -
      złapałam za telefon i Mama przybyła mi z odsieczą - całe szczęście.
      Zastanawiałam się co jeśli ktoś nie ma takiej możliwości. Tylko usiąść i płakać.
      • pani30 Re: Wspomienia z porodówki 22.06.06, 13:02
        Ja pierwszy poród miałam 6 lat temu 03.03.2000r,rodziłam 15 godzin synek urodził się z waga 3950 a długi58 9,10 pkt apgar!Położna okropna,masaż szyjki kilka razy oxytocylina i cos tam jeszcze lekarka okropna(cała ciążę chodziłam do niej porywatnie).Bóle okropne(dobrze że ojciec dziecka był przy mnie)lekatka(nie będę pisała nazwiskami)nie dała ojcu przeciąc pępowiny bo nie chodzilismy do szkoły rodzenia(winiary)!!Drugi poród był jak marzenie dwie położne(jedna z pierwszego porodu)i 4 pielęgniarki(albo salowe nie wiem)nie opłacałam!Rodziłam 6,5 godziny a II faza trwała 10 minut facet ważył 3250 a długi był na 53cm!!Miałam bóle krzyżowe,omdlewałam ojcu dzieci ale po urodzeniu Domasa byłam najszczęśliwszą mamą i połozna dała mu pzreciąc pępowinę!!U mnie drugi poród był taki może przez lekarza do jakiego chodziłam(cudowny facet)!!A tam w linku są zdjęcia moich pociech!!
        pozdrawiam Kasia z Kacprem i Domasem
      • j04nn4 Re: Wspomienia z porodówki- ja bardzo dobre 14.06.08, 18:21
        Co kolejna rodząca to inna opowieść, niestety są ludzie i ludziska.
        Są z powołania i z przypadku. Ja rodziłam w lipcu 2005 nie opłaciłam
        położnej, ale nie mówie, że gdyby się okazało na miejscu, że jest to
        konieczne to, że bym nie opłaciła, przeicwnie. W takiej chwili liczy
        się dobro dziecka a nie czy to łapówkarstwo czy nie, i czy to jest
        dobre czy nie, w tym momencie by mnie to nie obchodziło, czy zajmą
        się dobrze mną za łapówke byle wszystko poszło dobrze. Przyszłam do
        porodu w piątek 3 dni po terminie, lekarz stwierdził 3 cm rozwarcia
        i zrobił masaż, zaraz odeszły mi wody, i o 19:15 miałam niunie już
        na piersi wszystko poszło sprawnie i naprawdę bardzo dobrze. Tylko
        ginekolog Rybczyński zabrał się za szycie mnie jak za krowe,bez
        znieczulenie, więc go opierdzieliłam ostro leżąc na tym łożu i dał
        mi znieczulenie i chwile poczekać aż zadziała. Po porodzie ja i mój
        mąż dostaliśmy kolację. Na położnictwie też miałam dobrą opiekę,
        starsza położna non stop przychodziła i naciskała na brzuch by
        skrzepy leciały i sprawdzała krocze, na początku mało lepiało mi z
        piersi poszłam na noworodki i poprosiłam o butlę i bez problemu mi
        ją podali, mała nie wypiła, więc stwierdziłam, że najada się tym co
        mi leci i dostawiałam ją do cyca i butli więcej nie trzeba było. Ale
        dziewczyna odenie z pokoju mimo, że miała pokarm prosiła o butle i
        za każdym razem dostawała, bo przecież to jej wybór czy ona będzie
        karmiła piersią czy nie i ona nie chciała, więc problemów nie
        robiono. W poniedziałek wyszłam poród opieke i wogóle wszystko
        wspominam naprawde bardzo bardzo dobrze. Przykro miże wszystkie nie
        możemy mieć takich wspomnień.Pozdrawiam Asia 3 letnia Maja i 22 tyg
        brzusio.
    • vioziel1 Re: Wspomienia z porodówki 18.04.06, 10:27
      Witam, rodziłam 20.09.2004 r. na Winiarach. Do szpitala zgłosiłam się w piatek
      rano tydzień po terminie (tak mi kazał mój gin (Ostrowski), bo po terminie, 3
      cm rozwarcia-wg niego i jeszcze weekend więc kazał sie już zgłosił). Skierowali
      mnie na porodówkę, zbadał mnie lekarz i stwierdził nie 3 cm a zaledwie 1 cm
      rozwarcia, ale co tam podali oksytocynę choć do tej pory nie wiem po co, bo
      skurczy nie miałam, usg nie zrobili tylko chyba dlatego że tydzień po terminie.
      Cały piątek przeleżałam w obskurnym fotelu na porodówce i w kusej szpitalnej
      koszulce oczywiście z dekoldem po pępek (bo takie tylko mają) i na dwa troczki
      wiązanej, (jeden urwany). Oksytocyna nie zadziałała, ok. 16.00 poszłam na
      Przedporodówkę i leżałam do niedzieli słuchając krzyków innych rodzacych :( W
      niedziele rano przenieśli mnie na Patologię Ciąży. W poniedziałek na obchodzie
      poprosiłam o usg, na co lekarz zapytał czy mój lekarz prowadzący nie robił mi
      trzeciego usg, skłamałam że nie robił (choć robił przy każdej wizycie).
      Zarządzili łaskawie usg, na którym wyszło że starzeje się łożysko i od razu
      kazali przenieść się spowrotem na porodówkę i znów koszulina, oksytocyna i
      jeszcze dodatkowo przyszedł dr Pędraszewski i przebił mi pęcherz płodowy ok.
      13.00. Nie miałam opłaconej położnej ale na opiekę nie mogę w sumie narzekać.
      Poród odbierał dr Pędraszewski a położna , która się mną zajmowała to pani
      Sabina (nie pamiętam nazwiska). Korzystałam z wanny, ale sama ją zaproponowałam
      (wiedziałam o niej ze szkoły rodzenia). Przy porodzie był mąż, a wcześniej mama
      i siostra. I wielki ruch na korytarzu do innych rodzących oczywiście przy
      otwartych drzwiach, a co tam. Urodziłam o 20.50. Córa jak marzenie. Miałam bóle
      krzyżowe, więc parte przy nich to pryszcz. Oddział położniczy wspominam dobrze,
      podstawa to pytać, bardzo miła jest jedna pani pediatra, szczupła z warkoczem,
      bardzo sympatyczna, dużo wyjaśnia przy opiece nad maluszkiem. Podsumowując
      poród miałam w miarę (biorąc pod uwagę to, czego się nasłuchałam na
      przedporodówce) a moment w którym urodziło się moje Maleństwo - jest
      najpieknieją chwilą w moim życiu. Pozdrawiam wszystkie przyszłe i obecne już
      mamusie.
    • mamamikolaja7 Re: Wspomienia z porodówki-śmieszne 29.04.06, 08:59
      oprócz tego co złe na porodówce, pamietam i śmnieszne rzeczy, ale wtedy nie
      miałam siły się śmiać:
      położna"niech pani prze, dobrze, jeszcze..."
      po chwili słyszę znowu położną, która zwraca się do męża:"ale pan to niech
      lepiej nie prze"...ha,ha,ha.
    • mp1203 Re: Wspomienia z porodówki 17.05.06, 23:00
      az mnie ciarki przechodza jak czytam o waszych przejsciach porodowych. moje
      byly "ciut" inne. urodzilam synka na starym szpitalu,przez cesarskie ciecie,
      ktore bylo zaplanowane,(posladkowy) i wymodlone przeze mnie. tak, tak
      wymodlone. no coz, kto ma w rodzinie mozgowe porazenie dzieciece "dzieki"
      naturalnemu porodowi i napatrzy sie na te chorobe to naprawde modli sie o
      cesarke, ktora zmniejsza ryzyko uszkodzenia maluszka przy porodzie(tak
      wiem,niebezpieczne to dla matki,ale nie bylo to dla mnie wazne). wspominam
      swoja cesarke SUPER-szybko (15 minut), bez bolu (znieczulenie w
      kregoslup),rozmowy z pania anestezjolog i lekarzem podczas porodu.koszmarne
      bylo tylko cewnikowanie.zaleta cesarki okazal sie tez 7dniowy pobyt w szpitalu
      (przy naturalnym porodzie 2-3 dni), gdyz moj maluszek nie umial ssac (a
      wlasciwie chwycic), darl sie biedaczek bo byl glodny a ja sie uparlam na
      natualne karmienie.dzieki pani glownej poloznej "od noworodkow", nie pamietam
      nazwiska, ktora byla bardzo cierpliwa misiu nauczyl sie ssac i jak wrocilismy
      do domku to wszystko bylo juz z gorki. takze drogie panie, nie taka cesarka
      straszna jak ja maluja:)
    • dagu75 Re: Wspomienia z porodówki 22.06.06, 22:11
      Ja oba porody miałam na Winiarach,. tam jest mój lekarz i znajoma położna. O
      lewatywe poprosiłam sama, zresztą znajoma też mówiła, że lepiej będzie ją
      zrobić, wiecie dlaczego. Przy pierwszym miałam nacinane krocze i nie mam
      pretensji, przy drugim nie i popękałam, eryk miał sporą główke. Właściwie nie
      wiem, co lepsze i tu i tu boli jak cholera.w obu przypadkach byłam w wannie, za
      co jestem szczerze wdzięczna ( pewnie rodziłabym do dziś, gdyby nie wanna), a
      przy drugim porodzie kobiet było mnóstwo, ale położna znalazła czas dla mnie,
      nie płaciłam za to. Mój lekarz kończył dyżur, ale zaglądał do mnie.Jestem
      bardzo zadowolona. Opieką na połoznictwie też. Wykanczaly mnie tylko lozka. Kto
      wymyslil lozka nie dosc ze waskie, to za wysokie, pewnie jakis facet dla
      ktorego niemożność wykonywania większości ruchów po porodzie to
      abstrakcja.Skończyliby już z tymi wymówkami i zaczęli rodzić.Ale najbardziej
      mnie dobijało, że nie mogłam się śmiać, bo bolało.
      • pani30 Re: Wspomienia z porodówki 22.06.06, 22:35
        A ja jeszce nie dodałam że za pierwszym jak i drugim porodem byłam cięta!!Tylko że za drugim razem połozna ciachnęła mnie bo bała się że pęknę po same pośladki(tak źle byłam zszyta za pierwszymn razem)!Drugi poród był cudowny dla mnie super przeżycie (pierwszy także ale obsługa przy drugim była o niebo lepsza bez dodatkowej opłaty)!!Po porodzie też nie było źle ale ja jakbym miała miec trzecie to znów urodzę na winiarach i pójdę do tego samego lekarza(tylko że ja już nie chcę trzeciego)!!!!
        pozdrawiam kasia Kacper i Domasek
        • kasiaczekroza Re: Wspomienia z porodówki 18.08.06, 18:55
          Oba porody w Szpitalu na ul.Kościuszki, oba poroby przez cesarskie cięcie.
          A miały byc porody rodzinne.
          Przy Martusi, przenosiłam ciążę 10 dni, odeszły mi wody płodowe-zielone, a
          szyjka macicy mimo masaży, przysznica, kroplówek i żelów nie rozwierała
          się.Lekarz prowadzący -Juchnowicz Romuald, zostawił nas z męzem samyc sobie i
          poszedł do domu, wyłączył komórkę-byłam zawiedziona i osamotniona.Po 17
          godzinach prób do porodu fizjologicznego dr Paszta(emerytowany już
          ginekolog-wspaniały człowiek) podjął natychmiastowa decyzję po przyjściu na
          dyzur o cesarce, był zbulwersowany,że trwało to tak długo.w rezultacie uratował
          mi dziecko przed niedotenieniem.Marta miała 8 pkt.
          Poród Antosia tez miał być naturalny, choć liczyliśmy z lekarzem-drMajewski-że
          prawdopodobnie skończy się to cesarskim.Ze względu na 1 poród.Pod koniec ciązy
          było to już pewne, bo Antos ważył prawie 5 kg.
          Przy pierwszym porodzie miałam znieczulenie ogólne, przy drugim miejscowe.Po
          pierwszym wyszłam do domu po 10 dniach, przy drugim po 5.
          • katrind Re: Wspomienia z porodówki 03.09.06, 13:19
            Ja rodziłam prawie dwa lata temu na Winiarach. Miałam opłaconą położną, która
            tak pozamieniała się z koleżankami, aby tego dnia nie być na dyżurze i
            zajmowała się mną od 8 rano do 9 wieczór, zresztą potem na położniczym też
            ciągle do mnie zaglądała. Miałam poród wywoływany , dostałam oksytocynę,
            przecięto pęcherz, a po 6 godzinach chodznia dookoła łożka i bujania się na
            piłce skurcze przeszły zupełnie i zabrano mnie na cc. Cały czas był na odziale
            mój lekarz prowadzący - Hawryluk. Przychodził co pól godziny sprawdzając mój
            stan. Widząc brak postępu od razu kazał mnie przygotowywać do cc.
            Opiekę na położnictwie wspominam bardzo dobrze (prócz warunków sanitarnych bo
            trafiłam na remont łazienek), a leżałam 19 dni bo synek miał zapalenie układu
            moczowego i dostawał antybiotyk. I tu ogromny plus dla dr. Cieplińskiego, który
            poszerzenie nerek maluszka wykrył na ostatnim USG i od razu po porodzie miałam
            wpisane do karty dziecka konieczność badania USG układu moczoweo i badanie
            moczu. A standardowo nie jest to robione. Dzięki temu Maciek nie ma
            uszkodzonych nerek.
    • gosiazpitusiem Re: Wspomienia z porodówki 15.09.06, 17:05
      Jeeeeezu! Jak czytam te Wasze wspomnienia to aż mnie wszystko boleć zaczyna.
      ja rodziłam na Winiarach, 1 poród, 1 dzieciątko, ale powiem Wam, że zadowolona
      jestem praktycznie z całego pobytu w szpitalu. Dr położył mnie w nim w Boże
      Ciało, bo miałam za mało wód płodowych i kazał czekać. CZekałam, bo przy każdym
      badaniu (przez innego lekarza) słyszałam: jak nie dziś to najpóźniej w nocy
      pani urodzi. W piątek wieczorem jescze miałam duży brzunio, ale kazali mi być
      na czczo, bo rano schodziłam na dół, na oksytocynę. Na szczęście był akurat na
      dyżurze mój prowadzący, zbadał mnie i zapytał: rodzimy?! i przebił pęcherz
      płodowy-pomyślałam zaczęło się i zadzwoniłam po męża. Powiem wam,że gdyby nie
      mój Marcin to bym uciekła z tej porodówki :-) bolało jak cholera. Ale miałam na
      prawdę 2 super położne p.Iwonkę i p. Basię (nazwisk nie znam), które także
      wiele pomogły. Monitorowały małego cały czas, badały mnie nie za często i
      żartowały z moim mężem. Synuś mój urodził sie w 1 skurczu partym, miał 4 kg i
      55cm, byłam nacinana ale chyba za malo, bo szycie zajęło lekarzowi ponad
      godzinę. Ale było warto się pomęczyć.
      Na oddziale położniczym pielęgniarki jak dla mnie ! klasa, może te od dzieci
      troszkę niesympatyczne, ale...już jestem w domciu i cieszę się moim o
      przepraszam NASZYM szczęściem
    • gosiazpitusiem Re: Wspomienia z porodówki 15.09.06, 17:10
      zapomniałam dodać,że położnej opłaconej nie miałam, a na oddziale wieczorem
      przyszła pielęgniarka, pomogła mi wstać z tego niskiego :-) łóżka, obmywała mi
      twarz wodą i doprowadziła do łazienki (wiadomo po co). Szkoda, że nie znam jej
      nazwiska, bo mogłabym podziękować.....
      • lankal84 Re: Wspomienia z porodówki 28.01.07, 10:37
        ja rodzilam 29 czerwca 2006 na starym szpitalu :) pierwsze dziecko 3690 58 cm
        porod silami natury
        cala ciaze jak i porod wspominam z usmiechem na twarzy 0 problemow duzo sil .
        w szpitalu wyladowalam 22 zcerwca z opuchnietymi nogami badali mnei pod kontem
        zatrucia ciazowego nic mi nie dolegalo a ja nie moglam wysiedziec w starym
        szpitalu chcialam do domku (tzn jezdizlam po kryjomu na obiadki :)) jecsez
        zblizala sie obrona 28 czerwca no i wkoncu udlao mi sie uprosic dr Juchnowicza
        ale na 29 ktg , obronilam sie a 29 na ktg stwierdzili regularne skurcze dr
        Majewski "wystarczy dobrze dopchnac i wyjdzie :)" ale ja swoje ze to nei teraz
        i chce do domu ktg na nastepny dzien, no ale wieczorem zawitalismy na
        porodowke super polozna bodjarze badni Drzewiecka al e dokladie nie pamietam
        super kobitka ale mam niby rodzic okolo 12 h co mnei przerazilo i stwierdzilam
        ze ja sie postaram wczesniej no i moje kochane po 2 h boli krzyzowych ( chyba
        najwiekszy bol w moim zyciu) urodzil sie Kacper
        oczywsicie caly porod z zartami ze skakaniem na pilce do sufitu pod koniec
        dostalam jakis zastrzyk i masaz szyjki
        no i krzyczalam zeby mnei nacila to syzbciej wyskoczy :) maz przecial pempowine
        zrobili nam zdjecie
        potem szycie dr Majewski znieczula i szyje zartuje a ja mowi ze mnei dobrze nei
        zniczulil ( kilka krotnie mnie syzto to wiem) ale ten dalej na zywca w sumie
        nie bolalo az tak strasznie wiec szyl
        poloza niech pan zaszyje bardziej obiclam mezowi :) i smiech
        potem wyslala meza po jakies jedzenie dla mnie i zalatwila zbey mama i maz
        zobaczyli jecsez dziecko
        super nie chcial pieniedzy i ich nei wziela byl problem zeby przyjela
        prezencijk
        a dalszy pobyt to tragedia , polozne nei chcialy wytlumaczyc jak dostawic
        noorodka do piersi jak sie nim opiekjowac niemile i opryskliwe
        szcegolnie taka jedna krotko scieta ciemne wlosy wiek kolo 55 wredny abbasztyl
    • gosiape65 Re: Wspomienia z porodówki 01.02.07, 20:10
      dziewczyny wkurza mnie to co czytam jestem położną pracuję w szpitalu .Po
      pierwsze porodu nie odbierają lekarze tylko położne o których się nie pamięta
      po drugie jak nazywacie położna opłacona jest dla Was w swoim wolnym czasie a
      nie na dyżurze kiedy musi zająć się kilkoma pacjentkami.A jak chodzicie do
      gabinetu prywatnego i płacicie około stówy za piętnaście minut wizyty to nie
      szkoda a jak położna jest tylko dla Was przez cały czas to problem?Na Winiarach
      nie trzeba kończyć szkoły rodzenia aby być przy porodzie i przeciąć pępowinę
      o wannę też nie trzeba prosić.zanim zaczniecie opowiadać poczytajcie trochę i
      zaufajcie nam położnym to my prowadzimy porody i to nie horror tylko
      dajecie nowe życie
      • agira Re: Wspomienia z porodówki 01.02.07, 20:44
        Zgodzę się z Tobą, ze większy udział w porodzie biorą położne niż lekarze.
        Tylko może nie pamięta się ich nazwisk dlatego, że tylko raz się ma zazwyczaj z
        nimi kontakt podczas porodu.
        Z kolei jeżeli jest mowa o opłacaniu połóżnych to jeśli jest to poza dyżurem
        tzn, że specjalnie ktoś przyjeżdża dla rodzącej bo ona ma takie życzenie to dla
        mnie jest to normalne, że trzeba zapłacić. Nie podoba mi się jednak, że często
        wykorzystuje się własne dyżury żeby sobie dorobić i bierze się podwójnie kasę.

    • monia4545 Re: Wspomienia z porodówki 02.02.07, 07:43
      no i ja jestem tego przykładem, rodziłam w maju 2005 roku na Winiarach i nikt
      mi nie powie że położnej na dyżurze się nie płaci. Dopóki pani położna nie
      dostała w kieszonkę fartuszka 350zł to sobie leżała na leżance i oglądała
      telewizję albo słuchała radia ( już nie pamiętam). Ale napewno się nie
      pokazywała u nas, a jak dostała oczywiście ze stwierdzeniem " ale po co,
      przecież jestem na dyżurze itp.", siedziała przy mnie i mnie za głową trzymała,
      głaskała i nie odstąpiła na krok. Zaraz znalazły się środki przeciwbólowe, było
      super. Z jednej strony mąż z drugiej ktoś kto się zna - położna. Nie żałuję
      tego, że daliśmy, bo wcześniej słyszałam o tym że tak się robi, choć koleżanki
      raczej stawiały na swoją opłaconą położną, która przyjeżdża na telefon. A my
      stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej. Teraz wiemy też że jak nie zapłacisz to
      nie masz, niestety położna okazała się super, razem z mężem odbierała Natkę,
      ale czy tak też by było gdyby nie dostała tej kasy.... napewno nie, jestem tego
      pewna.
      • gosikka Re: Wspomienia z porodówki 02.02.07, 10:14
        Rozumiem rozgoryczenie, ale uważam, że nie można generalizować.
        Ja też rodziłam na Winiarach. Świadomie wybrałam własną położną i nie
        żałuję.Teraz wiem, że nie byłoby tak, że leżałabym sama (potem z mężem) bez
        opieki. Zanim oboje (mąż i położna)dojechali zajęto się mną bardzo dobrze, mimo
        szczególnie ciężkiego porodu w sali obok.
        Myślę, ze zależy na jaką osobę się trafi. Podobnie może być z lekarzem. Piszę
        na podstawie doświadczenia własnego i koleżanki, która rodziła na Winiarach
        kilka miesięcy przedemną ,bez opłaconej położnej. Obie miałyśmy dobrą opiekę,
        obie korzystałyśmy ze wszystkich udogodnień (sprzęty porodowe, wanna).
        Przy opłacaniu położnej nie chodzi, moim zdaniem, o jakiś snobizm porodu
        z "własną" położną, ale o komfort bycia pod opieką osoby, która poświęca czas
        tylko nam. Położna z dyżuru często nie ma po prostu takiej możliwości. Przy
        drugim dziecku na pewno zrobię to samo, choć miał to być pomysł tylko na
        pierwszy poród.
        Pozdrawiam :)
      • gracjana28 Re: Wspomienia z porodówki 02.02.07, 18:05
        monia4545 napisała:

        > jak nie zapłacisz to nie masz

        Dziewczyny, czytam te wątki o opłaconych połoznych, czytam o Waszych złych
        szpitalnych doswiadczeniach i jestem przerazona.
        Nie rodziłam w Płocku, bo wtedy jeszcze w Płocku nie mieszkałam. Nie miałam
        opłaconej położnej (nawet nie pomyslałam, ze mieć powinnam), nie płaciłam
        również tej z dyżuru. Płaciłam jedynie szpitalowi (podkreślam: szpitalowi) za
        salę do porodu rodzinnego - 200 zł.
        Być może miałam wyjątkowego farta - położna, na którą trafiłam po prostu się
        mną zaopiekowała. Nie czułam, ze ona wykonuje swoją pracę, czułam natomiast, ze
        naprawdę chce mi pomóc. A kiedy już było po wszystkim i poczułam się potwornie
        głodna, to przyniosła mi swoje kanapki (jechalismy do szpitala w pospiechu i
        nic do jedzenia nie zabralismy, a była północ). Bardzo dobrze wspomninam poród,
        atmosferę, którą mi stworzono i pomoc, którą mi okazano.
      • gosiape65 Re: Wspomienia z porodówki 18.02.07, 22:10
        i znowu to wszystko przesada po pierwsze nie dajemy leków przeciwbólowych
        po drugie jak miałaśsłabą czynność porodowa to nie wchodzimy na salę bo nie
        chcecie tego przestancie pisać takie bzdury
    • monia4545 Re: Wspomienia z porodówki 19.02.07, 07:32
      jasne, jasne, zawsze można znaleźć coś na swoje usprawiedliwienie. Ale my
      trafiliśmy właśnie na taką położną, która zmieniła się zupełnie w momencie gdy
      dostała pieniążki, więc po co takie gadki..., może i gdzieś są inne położne ale
      ja na taką nie trafiłam. Przecież się otwarcie mówi o tym, że musisz dać, żeby
      mieć. Na szkole rodzenia słyszałam wielokrotnie " trzeba dać tyle, a ta to
      bierze tyle". Ale ok, my wybieramy, a może nawet same was do tego
      przyzwyczaiłyśmy.
    • jucia80 A ja mam cudowne wspomnienia:) 23.02.07, 12:01
      Rodziłam 24.12.2006. Akcja zaczęła się o północy, do Szpitala Św. Trójcy
      pojechaliśmy przed 4 rano. Pierwsza położna, z nocnego dyżuru nie była za
      bardzo zaangażowana, ale widocznie nie było takiej potrzeby, bo bóle były
      jeszcze lekkie, chociaż krzyżowe. Położna z porannej zmiany to ANIOŁ !!! Sama
      zaproponowała basen, przyniosła pilkę, uspokajała mnie, mówiła do mnie po
      imieniu, żartowała z Tatusiem. Zaopiekowała się mną, jak bym była co najmniej
      jej przyjaciółką, a dodam, że nie dostała ani grosza. Bardzo jej dziękuję za
      wszystko, mimo, że bolało okrutnie, poród trwał 10 godzin, wspominam to miło !!!
      • babeczka81 jakie tam rodzić po ludzku !!! 24.02.07, 19:52
        rodziłam na starym szpitalu w pażdzierniku 06.
        Na szkole rodzenia co innego i rzeczywistość co innego.
        nie miałam opłaconej połoznej, przyjechałam do szpitala z 8 cm rozwarcia, do
        wanny nie chcieli mnie wpuścić bo zaraz koniec, a ja się męczyłam jeszcze 6
        godzin i w końcu cc miałam.
        Połozna jakaś niedouczona, przeć mi kazała bez partych i krzyczeć w trakcie
        nie, bo mam się skoncentrować, hehe...no i pytała mnie jak ma odebrac poród, bo
        chciałam na klęczkach ("chyba na leżaco...") bzdura po prostu.
        Jak prosiłam, żeby częściej do mnie zaglądała, to powiedziała,że nie musi bo to
        poród rodzinny - a co, przepraszam ,mąż ma go odebrać?????
        na szczęście na dyżurze była moja gin Sabatowska, która robiła mi cc i
        zaopiekowała się mną jak przystało na pracownika szpitala któremu przyznano
        wyróznienie w akcji Rodzić po ludzku.

        A połozne i noworodkowe na górze to juz odrębny temat....
    • tamara1001 Re: Wspomienia z porodówki 10.03.07, 14:27
      Ja mam jak najgorsze (stary szpital),nie z powodu bólu,bo to jest do wytrzymania
      i z tym sie chyba kazda z nas liczy.Ale z powodu okropnego personelu.Jak nie
      zapłacisz to nie mam mowy o rodzeniu po ludzku.Poza tym nie dają znieczulenia
      jak szyją,udaja tylko,ze daja znieczulenie.Wszystkie dziewczyny z którymi
      rozmawiałam,mówiły ze znieczulenie nie działało.Niedziałało bo go nie było.
      • niuta5 Re: Wspomienia z porodówki 18.04.07, 16:25
        Mam dwoje dzieci i obydwa porody odbyły się na Winiarach (syn ma 14 m-cy).
        Najważniejsze przy porodzie jest to żebyś miała swoją, opłaconą położną. Ja
        miała i wspominam porody dobrze. Była cały czas przy mnie i robiła wszystko żeby
        mi pomóc. Dzięki niej urodziłam szybko i bez cięcia krocza przy obydwóch
        porodach. Jak rodziłam drugie dziecko to nie widziałam lekarza na oczy, a nawet
        nie wiem kto miał wtedy dyżur. Przy pierwszm tylko przebijał mi pęcherz z wodami
        płodowymi.
        • wiosna231 Re: Wspomienia z porodówki 25.05.07, 16:39
          RADA DLA BIEDNYCH POKRZYWDZONYCH W SZPITALU MAM ....
          KOBIETY CIĄŻA TRWA 9 MIESIĘCY ,ZAZWYCZAJ OD RAZU IDZIECIE NA
          ZWOLNIENIE ,POCZYTAJCIE ZATEM TROZKĘ W TEJ CIĄZY ,JEST MNUSTWO CZASU ŻEBY
          ZAPOZNAĆ SIE Z INFORMACJAMI OGÓLNIE DOSTEPNYMI ..NP ,O TYM ŻE DZICKO
          POPORDZIE ODDAJE TZW ,SMÓŁEKĘ LUB ,TAKIE RZECZY PISZĄ W NAJTAŃSZYCH
          CZASOPISMACH ,A NIE POTEM NARZEKACIE ŻE NIC NIE WIECIE ,JESTEŚCIE NIE
          DOUCZONE ,I WYMAGACIE NIE WIADOMO CZEGO ,BĘDZIE ŁATWIEJ PRZEŻYĆ CZAS POBYTU W
          SZPITALU .
    • mimboo Re: Wspomienia z porodówki 17.05.07, 10:21
      Ja nie rodziłam w Płocku, ale wydaje mi się, że we wszystkich, polskich
      szpitalach jest taka sama sytuacja. Rodziłam tylko raz, ale za to miałam
      baardzo długi poród. Opiekowały się mną trzy zmiany położnych, i z całym
      przekonaniem mogę stwierdzić, że podejście do rodzącej zależy przede wszystkim
      od charakteru położnej.
      Mieliśmy poród rodzinny, osobną salę, więc uznałam, że nie będzie potrzeby
      opłacać położnej. Panie położne z dwóch pierwszych zmian były naprawdę świetne,
      mimo że nieopłacone. Szczególną wdzięczność czuję do dziewczyny, która
      odbierała poród. Była przy mnie najdłużej, pomagała we wszystkim, starała się o
      środki znieczulające (nie mogłam mieć znieczulenia zewnątrzoponowego). Nie
      dostała wcześniej pieniędzy, była na dyżurze, ale czułam że chce mi pomóc,
      dodawała mi otuchy.
      Niestety nastąpiła zmiana położnych i wszystkie złe opowieści o porodówce stały
      się rzeczywistością. Potem było położnictwo - również nie wspominam tego czasu
      najlepiej.
      Chyba nie jest tak, że położne tylko czekają na pieniądze, żeby wykonywać swoje
      obowiązki. Wszystko zależy od człowieka.
    • aga1909 Re: Wspomienia z porodówki 07.01.08, 22:43
      Witajcie! No, trochę sobie poczytałam. Ja rodziłam córke
      15.08.2007r, na Winiarach. Miałam opłaconą położna a dyzur miał
      Hawryluk. Po dziesięciu godz. poszłam na cc brak bóli partych tylko
      krzyzowe :( Teraz po kolei 1. Płozne - dyzur miały Panie Basia i
      sabina (nazwisk nie pamietam) Pani basia która prowadzi wiczenia
      oddechowe na szkole rodzenia jest niesympatyczna i niemiła poza tym
      bez pieniążków nic nie pomoze wręcz była zła i niezdowolona że
      przyszłam rodzic a ona nie zarobi co do pani Sabiny zachowala sie
      lepiej bo przynajmniej do mnie zaglądała do przyjazdu męża i
      pooznej. Poród jak poród bolało jak diabli najważniejsze że córca
      sliczna cała i zdrowa:) Wrócę jeszcze do pan pracujacych na
      ginekologii bo stamtąd poszłam na porodówkę 3 dni po terminie. Zanim
      się zebrały żeby zawołac lekarza chodziłam po ddziałe 2,5 godz. z
      bólami na porodówke poszłam z rozwarciem 4-5 cm. Teraz połoznictwo
      łóżka "Marzenie" za wysokie, krzywe, pozapadane. Sam pobyt nie był
      taki zły jak to w szpitali ale połozne z podejściem do matek nie
      mogących karmic piersia katastrofa. Przez pierwsze trzy doby po
      porodzie nie miałam pokarmu i za każdym razem gdy szłam po mleczko
      dla córeczki miałam obgniatane piersi i potepiajacy wywiad - "jak to
      nie ma pani pokarmu i cach za cyca i tak co trzy godziny". Pogotowie
      laktacyjne to fikcja (moim zdaniem) nie pomogą i sa wręcz
      niezdowolone jak pójdzie sie po radę albo pomoc. Kiedy biedny pokarm
      sie pojawił malutka nie bardzo umiała ssac pierś a ja byłam bezradna
      ona płakała bo była głodna a ja ze nie moge jej wykarmic i jescze
      jedno mój pokarm jej nie wystarczał i musiałam ja dokarmiac w tej
      kwestii równiez nie znalazłam wsparcia porady ani dobrego słowa
      tylko - niech pani dużo pije ile mozna pic i ile mozna rozkrzyczane
      głodne dziecko przystawiac do pustej piersi????. Po powrocie do domu
      zaczęły sie problemy z piersiami silne nawracające zapalenia i zanik
      pokarmu, kiedy zadzowniłam do pogotowia laktacyjnego co mogę przy
      niedzieli zrobic z tym problemem (temp. ponad 39 st. malenstwo w
      domu i nic nie pomaga ani masaz ani okłady) usłyszałam żeby sobie
      zadzwonic po pogotowie bo na oddział bez skierowania nikt mnie nie
      przyjmnie. I tyle co do pomocy. Czli ogólnie może byc Acha bo bym
      zapomniała nie twierdzę że wszystkie położne są złe na położnictwie
      i porodówce spotkałam również przemiłe i bardzo pomocne położne
      jedną młodą dziewczynę z grubym warkoczem super dziewczyna i jeszcze
      pare innych by się znalazło - pomijam w tym miejscu położne z
      patologii noworodka. Jeszcze jedna rzecz bardzo mnie raziła w
      trakcie pobytu na położnictwie to tzw. oszukaniec - smok na
      strzykawce owinięty pieluchą po co żeby maleństwo oszukac i żeby
      zamknąc mu maleńką buźke żby nie płakało z głodu bo JEDZONKO TWARDZO
      CO 3 GODZINY nie wazne że maluszek potrzebuje więcej.
      • dorcianos1978 Re: Wspomienia z porodówki 08.01.08, 08:02
        witaj, przeczytałam Twój post i czuję jakbym o sobie czytała. Poród
        na Winiarach zniechęcił mnie do posiadania większej ilości dzieci,
        mój poród również był przez cc w październiku 2007. Co do pani
        Sabiny wolę się nie wypowiadać tragedia kobieta bez podejścia. Całą
        noc na sali poporodowej spędziłam na zepsutym łóżku w pozycji
        siedzącej, bo pani Sabina z drugą taką małą poszły spać i nie było
        szansy aby któraś się zjawiła. Potem na położnictwo również
        przewieziono mnie z tym zepsutym łóżkiem. Najbardziej bałam się o
        małego, bo Panie z noworodków to już osobny temat, mały był przez
        kilka godzin w cieplarce, kiedy moja mama poszła go zobaczyć i
        zapytać czy z nim wszystko w porządku jedna "miła" paniusia
        stwierdziła: "gdyby było w porządku to by tu nie leżał" mamie ręce
        opadły, bo jak miała wrócić do mnie i powiedzieć mi, że wszystko w
        porządku.
        Co do laktacji - to jestem wyrodną matką, młodego do przystawienia
        dano mi na trzeci dzień także laktacja zerowa, męki wycie i nic.
        Kiedy mąż chodził po mleko do dokarmienia to były różne sugestie.
        Poza tym młody miał żółtaczkę i był naświetlany wstawiono mi
        inkubator z całym sprzętem i kazano go pilnować, wiadomo po cc nie
        jest to zbyt łatwe najpierw 16 godzin a potem 8. Kiedy ściągnął
        sobie z oczek okularki poszłam na noworodki aby jakaś pani pomogła
        mi je założyć, niestety odpowiedź była mało zaskakująca :"to pani
        jest matką więc niech sama pani dba o dzieckko". Natomiast w wypisie
        ze szpitala miał wpisane, że trzy dni przebywał na oddziale
        noworodkowym, czysta fikcja ale pieniądze z funduszu poleciały!!!
        Owszem na położnictwie było kilka miłych kobiet, taka jedna ze
        starszych naprawdę miła kobietka ale to były wyjątki. Ogólnie pobyt
        w szpitalu to dla mnie jedna wielka trauma, po której długo
        dochodziłam do siebie, jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na drugie
        dziecko mocno zastanowię się, gdzie ma przyjśc na świat, ale musi
        dużo czasu upłynąć aby negatywne wrażenia trochę zbladły w mojej
        pamięci.
        • dagu75 Re: Wspomienia z porodówki 08.01.08, 09:53
          Wiecie co, niby ten sam szpital, co mój a jakby z innej bajki. A to
          powinno byc najpiękniejsze przezycie. I dziewczyny połozne i inne
          syczące jadem ( to do ciebie wiosna bodajże) nie rzucajcie sie, bo
          dziewczyny nie piszą o rzeczach wyssanych z palca. Ja też o tym
          słyszałam od znajomych. Byłam z przyjaciółką przy porodzie na starym
          i też co nieco widziałam. Nie zrzucajcie na nas winy za brak
          doświadczenia i umiejętności w pielęgnacji czy karmieniu piersia.
          Gazety gazetami, a życie swoje.Wystarczy trochę życzliwości,
          szczególnie dla rodzących pierwszy raz.Uśmiech i zyczliwość wyszły
          może z mody, ale na szczęście nie u wszystkich.
          I ja też bardzo miło wspominam pediatrę z warkoczem. Ona potem
          robiła mi usg główki synka. Bardzo fajna.
          Życzę wam samych radości z bycia mamą. Ja to uwielbiam.
      • tamara1001 Re: Wspomienia z porodówki 08.01.08, 10:31
        Moja koleżanka powiedziała położnym,ze to jest jej dziecko i to nie one będą
        decydowały kiedy ma je przystawiać do piersi.Nie chciały jej dawać mleka
        (chociaz łaski nie robią),mąż przyniósł jej czajnik bezprzewodowy i
        mleko.Dokarmiała kiedy dziecko było głodne.Po tygodniu swobodnie sama karmiła
        już tyko piersią.
        • maxi1122 Re: Wspomienia z porodówki 10.01.08, 11:19
          Witam. Ja rodziłam córeczkę w szpitalu na ul. Kościuszki. Sala
          przedporodowa ok. Poród ok. Zwłaszca na uznanie zasługuje położna -
          Pani Teresa Szkolmowska (naprawdę cud kobieta). Mąż był obecny przy
          porodzie, nie widzieliśmy potrzeby zapłacenia za opiekę
          położnej,lecz po tym co ,bezinteresownie, zrobiła dla nas Pani
          Teresa uznaliśmy z mężem, żeby podarować położnej paczkę z różnymi
          rarytasami. Opieka po porodzie - nieźle. Był problem z dokarmianiem.
          Najgorsze co było - to, że przebywałam w sali z 2 innymi Paniam. Do
          jednej z nich przychodzili non stop członkowie rodziny: tej bliższej
          i dalszej i koleżanki i koledzy... A ja w tej przykrótkiej,
          rozdekoldowanej "koszuli" szpitalnej, z podkładem między nogami,
          włosami upiętymi byle jak. Nie wiedziałam jak karmić dziecko, jak
          zmieniać pieluszkę i przebierać, żeby się skryć, bo albo piersi na
          wierzchu, albo tyłek. W dodatku ta dziewczyna była wówczas młoda i
          te towarzystwo jakie przychodziło, często było nastoletnie. Nie
          wspomnę o tych bakteriach. Ja z mężem umówiliśmy się, że tylko on
          będzie mnie odwiedzał, reszta rodziny, jak wrócimy do domu. I tak
          było i dla mnie był to naprawdę duży komfort. Natomiast chcę
          poruszyć wątek oddziału dziecięcego, w szpitalu również na ul.
          Kościuszki. Moja córka mając 9 miesięcy zachorowała na zapalenie
          płuc. Tam nie mógł nikt odwiedzać mnie i dziecka. Z mężem, żeby się
          wymianić w opiece nad dzieckiem, mijaliśmy się tylko w drzwiach. Nie
          było mowy o tym, aby 2 dorosłe osoby były przy łóżeczku dziecka.
          Dodatkowo moje dziecko (przypominam: zapalenie płuc) umieszcono w
          pokoju, w którym uprzednio przebywało inne dziecko, które miało
          biegunkę. Pokój nie został zdezynfekowany przy pomocy lampy (chociaż
          są one umieszone w każdym pokoju). A teraz najlepsze: rodzice dzieci
          przebywających w szpitalu na tym oddziale w różnych pokojach nie
          mogli się kontaktować między sobą, no i oczywiście spotykać się, bo
          (cytuję słowa przełożonej-zołzy) "przenosi się bakterie". Ale tych
          bakterii już się nie przenosiło podczas porannego sprzątania i
          wietrzenia, kiedy to wszystkie mamy wraz z maluchami wyganiano na
          świetlicę. Rodzicom zakazywano palenia papierosów na terenie
          szpitala (to akurat pochwalam!), za to same pielęgniarki kopciły jak
          smoki w budynku za drzwiami oddziału. Na koniec mojego wywodu: moim
          zdaniem powinna być ograniczona liczba odwiedzających na salach
          poporodowych, bo przecież te małe dzieciaczki nie mają jeszcze
          praktycznie żadnej odporności; na oddziałach dla dzieci powinna być
          możliwość przebywania np. 2 osób dorosłych - chociażby 10-15 minut
          po to, aby można było przekazać sobie różne informacje na temat
          dziecka (zwłaszcza gdy dziecko jest małe jeszcze nie mówi, nie
          chodzi). Może teraz jest inaczej, to wszystko, co opisałam miało
          miejsce 2 lata temu. Pozdrawiam
          • maxi1122 Re: Wspomienia z porodówki 10.01.08, 11:22
            Zapomniałam dodać, że moje dziecko trafiło do szpitala z zapaleniem
            płuc, a ostatecznie przeleżało tam, bo zaczęła się giegunka i
            poprzez to nasz pobyt tam przedłużył się, dodatkowo kroplówki,
            marchwianki itp.
            • widze-niebo Re: Wspomienia z porodówki 29.01.08, 23:42
              z przerażeniem czytam Wasze komentarze, tym bardziej że ciąża i wszystko co z
              nią związane jeszcze przede mną.. i mam nadzieję że jeszcze długo przede mną,
              niestety.
              pozdrawiam wszystkie mamusie :)
              • karla76 Re: Wspomienia z porodówki 02.03.08, 12:17
                Witam, 21 lutego 2008 urodziłam córkę na Winiarach. Przy porodzie
                (oprócz męża) była ze mną Położna, z która wcześniej byłam umówiona.
                Wspaniała kobieta (nie podaję imienia ani nazwiska bo nie wiem czy
                by sobie tego życzyła). Nie odstępowała mnie na krok kiedy skurcze
                dawały mi się we znaki. (Czyli ostatnie 3 godziny). Jesteśmy jej
                bardzo wdzięczni za okazaną pomoc. I już teraz wiem, że jak będę
                rodziła po raz kolejny, również poproszą Ją o pomoc. Położna nie
                tylko jest w czasie porodu ale jest pomocna przed porodem jak i po
                porodzie (można dzwonić z każdą wątpliwością). Bez fachowego
                wsparcia rodziłabym zapewne dużo dłużej a dzięki temu, że Położna
                była tylko dla mnie, czułam się bezpieczenie. Magdalena.
                • asiak.m Re: Wspomienia z porodówki 02.03.08, 21:40
                  witam ja 13.01.08 urodzilam przez cc synka na Winiarach jednak nie
                  od razu bylo cc najpierw przez 6 godz sie meczylam, bylo bardzo
                  ciezko... ciesze ze wybralam szpital na Winiarach gdyz podczas
                  porodu wystapily komplikacje lekarze natychmiast zadecydowali o
                  cesarskim cieciu, a nie zwlekali jak na starym szpitalu, dzieki temu
                  mam zdrowego i slicznego synka.
                  poza tym juz na poloznistwie panie pielegniarki niesamowicie
                  sympatyczne lezalam wyjatkowo dlugo i nie spotkalam w tym czasie
                  zadnej "jedzy", niektore lekarki z noworodkow nie byly zbyt
                  sympatyczne ale, chodzily pomagaly i wogole wychodzi na plus!!!
                  • gos_ik Re: Wspomienia z porodówki 05.03.08, 07:00
                    Moje wspomienia z porodówki nie są takie straszne, poród w miarę
                    lekki (rodziłam trzy lata temu na winiarach)pomijając remont
                    łazienek na oddziale poporodowym to warunki ok. Położne ok.
                    szczególnie jedna która pomagała mi cały czas i nawet chwaliła na
                    koniec. Ale lekarz nie pamiętam nazwiska straszny!! podczas
                    zszywania na koniec strasznie się denerwował bo narzekałam że mnie
                    boli ( szczerze mówiąc to zszywanie bolało chyba bardziej niż sam
                    poród) opieka na poporodowym taka sobie. jedna pielęgniarka kazała
                    leżeć, druga wstawać. Ale to co tu piszecie może przerazić.
                    Strasznie boję się co będzie jak będę rodzić drugi raz. Pozdrawiam
                    wszystkie mamy!!
                    • kaktusik79 Re: Wspomienia z porodówki 05.03.08, 13:32
                      gos_ik - ja mogę ci powiedzieć, jak to będzie przy drugim
                      porodzie :)
                      pierwszy raz rodziłam na winiarach 3 lata temu (juz po remoncie
                      łazienek :). tak samo jak ty - nie mam najgorszych wspomnień. było
                      ok.
                      drugi raz rodziłam w styczniu tego roku - też na winiarach. poród
                      trwał niecałe 3 godziny, sama byłam zaskoczona, że tak szybko.
                      położna zajrzała do mnie, jak miałam już bóle parte. wpadła na salę
                      i krzyczała do mnie, żebym powstrzymała parcie, bo ona jeszcze nie
                      założyła fartucha... wcześniej nikt nie interesował się mną, bo
                      przecież "już raz rodziłam, więc wiedziałam, jak to się robi". na
                      położnictwie raz zajrzała jakaś "sympatyczna" pani. spojrzała w
                      kartę pacjenta, powiedziała "o, wieloródka, pani to już jest
                      doświadczona" i tyle ją widziałam.
                      tak więc "wieloródka" oznacza "pacjentka, którą nie koniecznie
                      trzeba się interesować, bo sama da sobie radę".
                      mimo wszystko nie było najgorzej. w sumie nie potrzebowałam pomocy,
                      bo jeszcze nie wyszłam z wprawy po pierwszym porodzie :))
    • marzenkaka1 Re: Wspomienia z porodówki 16.05.08, 12:22
      Mój synek urodził się w marcu 2008, w szpitalu na Winiarach. Długo wahałam się
      który szpital wybrać i powiem wam, że nie żałuję. Wiadomo nie jest tam zbyt
      pięknie jeżeli chodzi o warunki, ale opieka cudowna. Moja zaprzyjaźniona położna
      pomagała nam w czasie porodu, który jak na pierwszy raz był błyskawiczny (1,5
      h), niestety po porodzie pojawiły się poważne komplikacje i wspaniale się mną
      zajęto, oddział noworodkowy moim zdaniem na wysokim poziomie, mój synuś miał
      bardzo dobrą opiekę kiedy ja nie mogłam się nim zająć. Podczas całego
      tygodniowego pobytu nie spotkałam żadnej ani żadnego aroganta. Drugie dziecko na
      pewno też urodzę na Winiarach i na pewno w towarzystwie mojej położnej.
    • stephka Re: Wspomienia z porodówki - WINIARY 18.05.08, 10:33
      Hej,

      rodziłam 8 maja 2008. i nie miałam zaprzyjaźnionego lekarza pielęgniarki - nikogo...
      i było super (no może przesadzam ;) )
      ale na porodówce położne znosiły moje marudzenie. dopingowały. Pani ginekolog
      chwaliła, a panie od noworodków były uprzejme.
      W szpitalu leżałam tydzień - porażka!! narzekam tu na warunki, małe brzydkie
      sale. niewygodne łóżka.

      Ale opieka wspaniała!! gdy dziecko za długo płakało - od razu pojawiała sie pani
      z noworodków i pytała w czym pomoc. W nocy przychodziły za równo położne jak i
      pielęgniarki aby zapytać czy wszystko gra. Zawsze chętne do pomocy. Dziękuje
      całemu personelowi
      • agapa13 Re: Wspomienia z porodówki - WINIARY 25.09.08, 15:34
        Witam :-)
        20 sierpnia 2008 przyszła na świat moja córeczka Helenka :-)
        Rodziłam na Winiarach i gdybym miała jeszcze raz wybierać też bym się
        zdecydowała własnie na ten szpital!Personel bardzo sobie chwalę,panie z 4-tego
        piętra z ginekologi rewelacyjne jak i z porodówki! Mój poród był szybki i bez
        kompleikacji, miałam opłacona położną ktora zpisała się rewelacyjnie! Panie z
        noworodków jak i pielęgniarki z położnictwa to można chwalić....gdy tylko
        dziecko dłużej płakało odrazu ktoś się zjawiał do pomocy ...pomagały przystawic
        się do piersi,chodziły pytały czy wszystko wporządku! polecam!
        i pozdrawiam
        Emilia Sławecka z córeczką Helenką
    • 78_aga Re: Wspomienia z porodówki 18.08.08, 17:52
      Urodziłam 2 dzieci. Obie córeczki urodziły się na Winiarach.
      Pierwsza 2 lata temu, a druga 2 miesiące temu. Obu porodów nie
      zapomnę do końca życia, chyba jak każda mama :)
      Pierwsza córa miała urodzić się na początku czerwca. Całą ciążę
      wyobrażałam sobie, że pójdę do szpitala z bólami maksymalnie 7 h
      poród 3 dni i do domku. Niestety to były marzenia. Córcia
      postanowiła urodzić się później. Jak Pani dr kazała następnego dnia
      po terminie udałam się do szpitala. Nie było tam mojego lekarza
      prowadzącego, więc każdy kto miał dyżur wpadał na różne metody jak
      to wywołać mi poród. Poza ordynatorem nikt nie chciał słuchać, że
      wolę poczekać natura sama wie najlepiej. Kiedy był ordynator
      wszystko było ok. sprawdzano czy wszystko z dzieckiem jest dobrze i
      czekaliśmy. Kiedy tylko ordynatora nie było wspaniałomyślni lekarze
      wymyślali masowania szyjki. Wieczorem bałam się już co będzie
      następnego dnia. No i któregoś dnia poddano mnie "testowi
      oksytocyny"- wcale się nie dziwię bo to był koniec 42 tyg. ciąży. I
      to był koszmar!!! Nie zapomnę tego do końca życia. Zeszłam na dół
      wszystko miło sympatycznie na pierwszy rzut oka. Po paru minutach
      jednak się zaczęło. Jedna położna pyta się mnie o dane personalne, a
      2 w tym czasie przepycha mi wenflon. Krzyknęłam bo mnie zaskoczyła.
      Usłyszałam: Jak to Cię boli to jak chcesz rodzić?!! Podłączyli mi tą
      oksytocynę i co pół h przychodziła mi zwiększać dawkę z tekstami w
      stylu: " boli?? to dobrze musi boleć, poród boli." Niby wszystko
      obserwowała na monitorach u siebie. Zdziwione, że oksytocyna na mnie
      nie działa podkręciła na maksa a skurczy zero. Ja już byłam obolała,
      wymęczona zdenerwowana na nią do granic możliwości. Szczęście
      chciało, że po kilku godzinach (chyba 3)przyszedł lekarz dotknął mi
      brzuch ręką i kazał natychmiast odłączyć, bo mam jeden wielki skurcz
      tężcowy!!! (tzn. ciągły skurcz) Pani tak zaufała sprzętowi, że nie
      wzięła pod uwagę faktu, że na brzuchu miałam cienką warstwę tłuszczu
      (nie byłam gruba 70 kg w dniu porodu)i fałszował odczyt. Lekarz
      zachował się super powiedział mi o błędzie, ale ten babsztyl nic.
      Bałam się odezwać bo wiedziałam, że jeszcze czeka mnie niedługo
      poród. Inaczej tak by jej nawsadzała, że szok. Wróciłam z powrotem
      na oddział ginekologiczny bo na moją malutką jeszcze nie przyszedł
      czas. Od tamtego dnia panicznie bałam się porodu. Minęło jeszcze
      kilka dni czekania, 16 dnia po terminie moja córa postanowiła
      przyjść na świat. Panicznie się bałam spotkania z Panią, która
      chciała mi udowodnić, że poród to najgorszy ból w życiu kobiety.
      Zeszłam na dół i na całe szczęście jej nie było :). Zajęła się mną
      położna, która była bardzo miła, ciepła i cierpliwa. Poród nie był
      dla mnie łatwy, nie umiałam przeć. Tak się bałam cesarki, że w końcu
      urodziłam sama :)Nie wynajmowałam położnej, a miałam super opiekę,
      kąpiel w wannie. Cały czas była przy mnie, mówiła mi co mam robić.
      Na całe szczęście poród nie okazał się najgorszym bólem w życiu :)))
      Pomimo tego, że córcia urodziła się 16 dni po terminie nie była
      przenoszona dostała 10 pkt. Niestety do dziś ma szmerki w serduszku
      na całe szczęście niegroźne. W centrum zdrowia dziecka w Wa-wie
      powiedzieli, że mogą one być wywołane tym nieszczęsnym testem, ale
      niekoniecznie. Bóg jeden wie... Na opiekę po porodzie nie narzekam.
      Wszyscy odpowiadali na moje pytania byli pomocni pokazywali jak
      zajmować się dzieckiem, jak kapać czym smarować, jak karmić.
      Neonatolodzy bardzo mili i cierpliwi odpowiadali na każde nawet
      najbardziej bezsensowne pytanie ;)
      Kiedy miałam rodzić 2 raz już byłam pewna, że nie będę głupia i
      wynajmę położna do porodu. Nie pójdę przed porodem do szpitala jeśli
      będzie wszystko ok. Jak jakaś położna będzie niemiła to jej zwrócę
      uwagę. Wiedziałam, że będę rodzić na Winiarach. Po pierwsze gdyby
      coś było nie tak z dzieckiem to i tak przewieźliby je na Winiary, a
      w takiej chwili każda minuta się liczy. Po drugie na” starym” każdy
      chce rodzić, więc tu jest mało porodów i dobrze się mną zajmą.
      Zaczęło się oczywiście od tego, że w terminie nie urodziłam. Tak jak
      sobie obiecaliśmy z mężem do szpitala się nie położyłam, bo z
      dzieckiem było wszystko ok. Jeździliśmy tylko na ktg i co kilka dni
      badał mnie mój lekarz. Na ktg też miałam kontakt z położnymi i raz
      była miła, a innego dnia trafiłam na niemiłą. Znów miałam
      wątpliwości, czy nie wynająć prywatnie położnej. Z tego co słyszałam
      to taka kasa, że wolałabym za to kupić dziecku zabawkę, której nigdy
      w życiu bym nie kupiła. Zaryzykowaliśmy i nie wynajęliśmy położnej.
      Pewnego wieczoru czułam, że muszę się wyspać, bo rano urodzę.
      Zaczęłam wtedy żałować swojej oszczędności. O 5 rano obudziły mnie
      skurcze. Bolało mnie strasznie, ale bałam się jechać do szpitala, że
      mnie będą męczyć i jeszcze poczekam. Czekałam do ostatniej chwili,
      aż poczułam bezsilność. Pojechaliśmy do szpitala ok. 11. Gdy
      otworzyłam drzwi moja radość była ogromna, gdy zobaczyłam położną,
      która odbierała mój pierwszy poród. Cała akcja porodowa trwała 20
      min włącznie z wypełnianiem dokumentów. Marzenie każdej kobiety J
      Niestety, gdybym wiedziała, że będę „rodzić po ludzku” na porodówce
      byłabym już o 8 a nie o 11. Na całe szczęście dziecko było zdrowe i
      poród przebiegał bez komplikacji, ale gdyby coś było nie tak, nie
      wiem jak mogło zakończyć się „czekanie do ostatniej chwili”. Imienia
      i nazwiska Pani, która dostarczyła mi bardzo negatywnych przeżyć nie
      będę podawać, bo Ona i tak już nie pracuje na Winiarach
      (dowiedziałam się podczas drugiego porodu). Natomiast bardzo gorąco
      polecam Panią SABINKĘ super położna!!! Miła, cierpliwa, serdeczna,
      bardzo pomaga. Super naprawdę super!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka