Dodaj do ulubionych

Epir-Saloniki 2011- garść wrażeń

04.07.11, 23:22
No to Bachula mnie zmobilizowała smile

Zaczynam podrzucać trochę wrażeń smile - w razie błędów w kwestiach lokalnych, będę wdzięczny za korektę smile

Zaczynam w punktach smile - i od kwestii bardziej ogólnych i praktycznych.

METSOVO ( Μέτσοβο ).

Pisałem już, że świetnie skomunikowane z racji nowej autostrady,która biegnie dumnie kilka km od tej osady. Raz, że samo ma mnóstwo do zaoferowania, w praktyce jest ponadto znakomitą bazą wypadową dla takich okolicznych atrakcji jak: Janena, ruiny starożytnej Dodony, arcyzielony region Zagori z potężnymi górami, największym kanionem Europy (Vikos) i wioskami Zagorochoria; wioski Mastorochoria ("mastori" byli mistrzami kamieniarstwa- zbudowali, m.in. przepiękne kamienne mosty, które zdobią do dziś całą okolicę), Meteory, Konitsa i wioski ciekawego granicznego regionu Pogoni (m.in. ze słynnym w regionie klasztorem Molivdoskiepasti i żywą tradycją muzyczną), Kastoria, Valia Kalda, Parga, Sivota i wybrzeże jońskie, Arta... Jeśli jedzie się z Salonik i ma się więcej czasu, po drodze znajdują się ruiny macedońskiej Verginy, Veria a niedaleko także święty klasztor Greków pontyjskich - Panajia Sumela ("replika" tego pozostawionego przez Pontów w Azji Mniejszej). Autostrada Egnatija ma przy tym oznaczone zjazdy do tych miejsc, więc trafić łatwo smile Mnie tym razem nie starczyło oczywiście czasu, żeby odwiedzić aż tyle miejsc ale jak na kilka dni program i tak był solidny. Ale to co chcę podkreślić w odniesieniu do Metsova jako bazy wypadowej: piękno Epiru jest tak porażające a ciekawych miejsc tak wiele, że aby poznać choć trochę to bogactwo- z łatwością można potraktować Metsovo jako miejsce powrotów cyklicznych smile (oby i dla mnie takim się stało smile )

Co do samego Metsova- od samego początku zaskakiwało mnie tylko na plus:

1. Przepięknie położone na stokach dość pokaźnej góry ( w najwyższym punkcie ma około 1200 m n.p.m.) - zwiedzając, trzeba wziąć pod uwagę, że będzie się i dużo schodzić i dużo wchodzić smile A dookoła góry majestatyczne i bardzo lesiste. Różnica wysokości powoduje też, że w Metsovie śpi się wybornie! smile

2. Tradycyjne ale przygotowane na obsługę turystów (których przyjeżdża tu wielu, zdaje się, że zimą nawet więcej), nie "mizdrzy się" jednak do nich za wszelką cenę. Mimo rozwiniętej turystyki Metsovo (całe szczęście!) nie pozwoliło sobie na wtargnięcie plastiku. W tej miejscowości wszystko utrzymane jest w lokalnym góralskim stylu - od domów (jak mówiła mi Bachula, przynajmniej jedna kondygnacja musi być biała, schody prowadzą do poziomu "zero", ponad którym może być jeszcze tylko jedno piętro, dom obłożony jest kamieniem) przez miejscowe produkty (np.słynne sery, rękodzieło, drewniane ozdoby) po turystyczne pamiątki, znacznie bardziej wysmakowane niż "chińszczyzna" na niejednej wyspie (przy czym broń Boże nie chcę tu wprowadzić antagonizmu wyspy- góry smile ). Co ważne, pamiątki te sprzedaje się w rozsądnych cenach- także pod tym względem mieszkańcy Metsova "den kavalisane to kalami" ( δεν καβαλήσανε το καλάμι )- "nie dosiedli trzciny" jak mawia urocze greckie powiedzenie- czyli po naszemu nie uderzyła im do głowy woda sodowa smile (co działałoby na pewno zniechęcająco). Lokalnych pamiątek nie brakuje np. w sklepach na głównym placu i głównej ulicy Tositsa a w pyszny ser (metsovone- o serach kawałek dalej) zaopatrzyłem się w sklepie „Piji” ( Πηγή ), także przy głównej ulicy. Z codziennymi zakupami także nie ma problemu – w Metsovie działa „bardzo-mini-supermarket” – malutki a z bardzo bogatym asortymentem wink Cotygodniowy targ ("laiki") odbywa się w sobotę obok placu i jak każdy targ, jest kolorowym, zachwycającym miejscem nie tylko zakupów ale też spotkań mieszkańców.
Podsumowując ten wątek, Metsovo to żywa tradycja zręcznie wpisująca się we współczesność, daleko od cepelii... smile (starsze kobiety w miasteczku często nadal na co dzień chodzą w strojach ludowych i jest to normalność a nie pokaz!).

3. Gościnne. Ludzie w tych stronach są niezwykle gościnni i przyjaźni i bardzo mnie to ujęło. Całkiem często sami zaciekawieni "zaczepiają", podpytują i jest to przemiłe. Nawiązanie kontaktu z mieszkańcami zarówno Metsova jak i innych miejscowości regionu, jest znacznie łatwiejsze niż w wielu zalanych masową turystyką nadmorskich kurortach. Jeszcze o tym parę słów więcej napiszę smile
A dodajmy jeszcze do tego świetną góralską kuchnię – dwie knajpy, które bardzo polecam (przy głównej ulicy schodzącej w kierunku placu) – „Paradosiako” pana Vasilisa (Bachula namówiła mnie abym spróbował tam, np. sałatki pasterskiej – i zdecydowanie warto!) oraz „Kutuki tu Nikola” (bardzo miła obsługa i również palce lizać- faszerowana cukinia w „rosołku” avgolemono- ach, niebo w gębie!…wink.

4. Żywe smile To co mnie zachwyciło, to pulsujące życie w miasteczku. Podczas gdy bardzo wiele czy to górskich czy wyspiarskich miejscowości to już bardziej "wioski duchów" (ewentualnie ateńskich i salonickich emerytów, powracających na lato do domów dzieciństwa), Metsovo żyje! Nie spodziewałem się, że zobaczę tam tyle dzieci! Ich radosny harmider, gry na wielkim pięknym placu miasteczka czy wokół potężnych platanów przy historycznym kościele Ajia Paraskievi, wprowadzają radosne ożywienie. Starszyzna wołoska również nie chowa się po domach, tylko rano- a jeszcze bardziej wieczorem- wylega na ławeczki wokół placu, żywo dyskutując i omawiając miejscowe sprawy. "Parlament" starszych dziadków na placu zobaczyłem już pierwszego wieczora i stał się dla mnie miłym motywem przewodnim tej przepięknej platii smile

5. Otwarte na świat. I tym Metsovo bardzo mile mnie zaskoczyło, choć to co przeczytałem przed przyjazdem zaczęło mnie nastawiać na to, że w przeciwieństwie do wielu zagubionych w górach wsi i miasteczek, tu czuje się powiew świata! Metsovo zawdzięcza to swym światłym obywatelom! Takim rodzinom jak Tositsas, Averof, Sturnaris (niezwykle zasłużonym dla całej Grecji!)...W czasach niedoli opuszczali oni swe górskie gniazdo ale o nim nie zapomnieli...Już jako znani w świecie handlowcy i politycy oddali swej małej ojczyźnie wspaniały hołd , służąc jej swym wykształceniem i finansami...W pozornie zagubionym wśród gór Metsovie znajdziemy jedną z cenniejszych w Grecji galerii malarstwa (Pinakothiki Averof; z dziełami "śmietanki" malarstwa greckiego- Moralisa, Gizisa, Parthenisa, Volanakisa itp.)- a także piękne muzeum z lokalnymi arcydziełami w archondiko (wspaniałej zrekonstruowanej "willi") rodziny Averof; znakomitą wytwórnię win - jeden z największych (jeśli nie największy) mężów Metsova- Evangielos Averof przemycił tu (podobno jako pierwszy w Grecji) szczepy cabernet sauvignon, które poradziły sobie w górskim klimacie, dając znakomite, rozchwytywane w Grecji wina marki Katoji ( Κατώγι ) (wykupywane tak szybko, że na eksport udaje się wysłać tylko do 20% produkcji rocznie- i nie do Polski niestety...); należące do Fundacji Barona Michaila Tositsasa (innego z wielkich darczyńców Metsova który podarował kiedyś rodzinnej miejscowości 2 miliony dolarów!-inwestując je w rozwój miasteczka i jego mieszkańców) wytwórnie wybornych serów, takich jak metsovone (z krowiego mleka z niewielką domieszką koziego), metsovella (80% mleka krowiego, 10% koziego i 10% owczego), pojawiający się w maju kozi sevr czy miejscowy parmezan; centrum kongresowe "Diaselo" w zgrabnym tradycyjnym budynku; wyciąg narciarski...Jest tu także hala sportowa. Jedno z największych wrażeń zrobił jednak na mnie park (z widokiem na górę Mavrovuni) - także inicjatywa rodziny Averof , zadbany jak nie w Grecji smile -pełen dzieci bawiących się na huśtawkach i biegających po trawnikach. Zupełnie nie byłem przygotowany na to, że tak zadbany park znajdę w tak niedużej przecież miejscowości
Obserwuj wątek
    • tomaszkozlowski1 Re: Metsovo - na powitanie 04.07.11, 23:27
      Jedno z największych wrażeń zrobił jednak na mnie park (z widokiem na górę Mavrovuni) - także dzieło rodziny Averof , zadbany jak nie w Grecji smile -pełen dzieci bawiących się na huśtawkach i biegających po trawnikach. Zupełnie nie byłem przygotowany na to, że tak zadbany park znajdę w tak niedużej przecież miejscowości smile (przy okazji- ogródki Metsova także są pieczołowicie wypielęgnowane smile). Zresztą to niejedyny park- drugi (z pedantycznie wręcz utrzymanym trawnikiem wink ) znajduje się na terenie dawnego (nieistniejącego) zamku- stąd zwany jest kastro (z tamtejszych ławeczek, wieczorem okupowanych przez mieszkańców, rozpościera się niewiarygodnego piękna widok na góry Lakmos, znane potocznie bardziej jako Peristeri). Choć bardzo przywiązane do tradycji, Metsovo objawiło mi się więc jako miejsce z szerokim powiewem świata, otwarte i przyjazne- wobec przyjezdnych ale w pierwszej kolejności- i co chyba jeszcze ważniejsze- wobec własnych mieszkańców! smile Nie wiem przy tym czy widziałem też wcześniej w Grecji bardziej uporządkowane miasteczko!

      Znajdujący się sporo dalej na południe górski region Evritanija zwany jest przez niektórych "grecką Szwajcarią". Nie byłem w Evritanii ale określenie "grecka Szwajcaria" całkiem pasuje mi do Metsova!.. smile Ciekawe, co na to Bachula! smile smile smile

      Tyle na dziś… Kalinichta! (a nocne niebo nad Metsovem - z "koncertem" tysiąca gwiazd...)
    • tomaszkozlowski1 Metsovo- winiarnie Averof 09.07.11, 23:00
      Dziś zabieram Was do winiarni Averof, położonych na skraju Metsova, przy sosnowym lesie.

      W latach 50. wielki mąż Metsova, Evangielos Averof (a przy okazji także grecki mąż stanu) przywiózł tu pierwsze w Helladzie szczepy cabernet sauvignon (które skradł za granicą). Zamarzył by jedno z górskich zboczy w okolicy miasteczka zamieniło się w winnicę...
      I marzenie to stało się rzeczywistością.
      Dziś położone na wysokości 1200 m n.p.m. Metsovo jako ostatnie kończy w październiku greckie winobranie (trigos - τρύγοςwink.

      Winiarnie Averof produkują jedno z najlepszych czerwonych win Grecji- Katoji Averof ( Κατώγι Αβέρωφ ) a także znakomite białe wino ze szczepu traminer. Są one w Grecji tak poszukiwane, że tylko jedna piąta stosunkowo niedużej produkcji trafia za granicę. Przy zakładzie znajduje się też gustownie urządzony sklep.

      Dużą atrakcją jest możliwość zwiedzenia podziemi winiarni, w których w nowoczesny sposób urządzono ciekawą ekspozycję, dotyczącą produkcji wina, tu, w Metsovie. W piwnicach piętrzą się też beczki z dojrzewającym trunkiem a podziw budzi ściana przy barze winnym, udekorowana dziesiątkami podświetlonych butelek z czerwonym winem. Miałem miłą okazję zwiedzania tego miejsca z grupą Greków (ze związku adwokatów kreteńskiego Rethimno), co dostarczyło uroczego kolorytu wink Był też humorystyczny wątek- okazuje się, że co roku mniej więcej jedną piątą produkcji górskich winogron ze smakiem zjadają tutejsze misie smile Słodkie owoce tak smakują niedźwiedziom, że nocami bardzo chętnie zaglądają na stok zajęty przez winnice Metsova...

      Winiarnie Averof możecie zobaczyć na zdjęciach tu na Fotoforum, gdzie założyłem wątek dotyczący tej podróży:

      fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,126878712,126878712.html
      Bardzo ciekawe miejsce i wspaniała atrakcja Metsova smile
      • tomaszkozlowski1 Re: Metsovo- winiarnie Averof 09.07.11, 23:27
        Ach i jeszcze jedno: w sklepie przy winiarni pani Elena (o ile dobrze pamiętam jej imię) potrafi bardzo profesjonalnie zapakować wino, tak by przetrwało znęcanie się nad walizkami na europejskich lotniskach wink

        Zakupiona butelka doleciała bez szwanku i dziś mogliśmy delektować się wybornym winem z serca greckich gór smile
    • tomaszkozlowski1 Jaskinia w Perama 12.07.11, 22:25
      Dziś na chwilę wyruszamy z Metsova na wycieczkę smile Pod miastem Janena,w miasteczku Perama, w zboczu góry Goritsa, znajduje się jedna z najwspanialszych jaskiń nie tylko Grecji ale także Bałkanów.

      Charakteryzuje ją bardzo bogata szata naciekowa- występuje tam aż 19 odmian stalaktytów i stalagmitów. "Jaskiniowa przewodniczka" (niesamowicie sympatyczna i kontaktowa Dunka mieszkająca w okolicy i mówiąca biegle zarówno po grecku jak i po angielsku) pokazała naszej zafascynowanej pięknem jaskini grupce nawet stalagmit,który- co bardzo rzadkie- uformował się w kształcie krzyża.

      To co tam można zobaczyć zapiera dech w piersiach! Całe komnaty dosłownie "ociekające" stalaktytami i stalagmitami. Część dostępna dla turystów jest tylko wycinkiem całego kompleksu, być może w przyszłości do zwiedzania będzie przygotowana jeszcze większy fragment. Do tego w upalne dni- przyjemny chłodek smile (w jaskini jest około 16 stopni i dobrze mieć coś lekkiego do narzucenia na siebie, choć trasa wiedzie pod górę, więc szybko robi się człowiekowi ciepło smile ). Zwiedzanie- zawsze z przewodnikiem- trwa około 45 minut. Wychodzi się innym wyjściem, z którego rozpościera się piękny widok na miasto Janena. O ile dobrze pamiętam, ostatni chętni mogą wejść przed 17tą.

      Warto obejrzeć grecko-angielską stronę jaskini:
      spilaio-perama.gr/web/
      Na stronie polecam zakładkę Multimedia z pięknymi zdjęciami- stalagmit w formie krzyża również tam jest- ja tylko strasznie żałuję, że nie widziałem tego jaskiniowego pająka! (ale bardzo trudno go spotkać) smile

      Bardzo gorąco polecam, jeden z wielkich przyrodniczych cudów Grecji! (drogowskazy na jaskinię ustawiono nawet przy autostradzie Egnatija smile ).
    • tomaszkozlowski1 ...nad "morze krainy Zagori"... 14.07.11, 23:49
      Chwilowo bardzo mam mało czasu na "opanowywanie" zdjęć (po powrocie wpadłem jak śliwka w kompot w nawał pracy) ale dzielę się dziś z Wami choćby ich małym wycinkiem smile

      I zabieram na wycieczkę w miejsce cudowne, rajskie - żaden "górnolotny" epitet nie jest przesadzony...To płaskowyż jeszcze ponad Metsovem, którego ozdobą jest "morze krainy Zagori" (tu kończy się tzw. Anatoliko Zagori- wschodnie Zagori) - sztuczne jezioro Aou, którego nazwa pochodzi od rzeki Aoos, na której zbudowano tamę.

      Na tym niezwykle malowniczym płaskowyżu spotkamy bogactwo przyrody a także wołoskich pasterzy i stada owiec. Samo jezioro przyciąga z całej okolicy wielu wędkarzy smile A okoliczne lasy zapraszają na grzyby - dorodne buczyny i świerczyny opanowały całe góry...Trafiłem tu o "najsłodszej porze dnia", po południu, ale zabrakło już czasu by przed zmrokiem pojechać tą drogą jeszcze dalej- w głąb dzikiego wschodniego Zagori, do skrytych wśród gór i lasów wiosek Flamburari czy Vovousa...
      Kraina niedźwiedzia, miejsce, w którym człowiek nieśmiało pochyla się przed dominującym tu nad nim majestatem przyrody...Jak mawiają Grecy: terma Theu ( τέρμα Θεού ) -koniec Boga...Dalej już tylko las...

      Zdjęcia:
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,126878712,127034812.html
      smile
    • tomaszkozlowski1 o tym co w Epirze zaskakiwało :) 27.07.11, 23:20
      Dziś słów kilka o tym co było dla mnie zaskoczeniem podczas pierwszej podróży do Epiru (trochę już o tym napisałem np.przy okazji Metsova ale teraz jeszcze trochę więcej smile )

      - Brak oliwek. To niby normalne, że w górskich stronach oliwek nie ma (brak ich też choćby w wyższych położeniach Peloponezu) ale jednak po wielu podróżach w "okolice oliwne" brak tego drzewa się dostrzega. Podczas tej podróży widziałem tylko jedną rachityczną oliwkę na stanowisku archeologicznym w Dodonie (aż się wzruszyłem na jej widok wink Niedobór oliwek wynagradzają za to naprawdę przepiękne lasy- od iglastych po bukowe. Nad jeziorem Aou rosną też sobie bardzo swojsko dla nas wyglądające wierzby.

      -Zainteresowanie much człowiekiem. To przeżyłem w Grecji po raz pierwszy! - w kilku miejscach ale najbardziej na pasterskim płaskowyżu w rejonie jeziora -gdy tylko moją obecność "zwietrzyło" otoczenie, pędziły w moją stronę zachwycone roje much! Zwyczajnych much! Były mną tak zafascynowane, że rozbijały się o szyby samochodu jak w lekkim popłochu do niego uciekałem wink Ba, frunęły za mną jak odjeżdżałem...Zdarzało mi się już w Grecji, że bardzo kochały mnie okoliczne komary (niezapomniane noce na Thasos...wink )- ale muchy??...

      -Bogata fauna gadów. I tu ostrzeżenie! Po ścieżkach i łączkach Epiru wędruje się wspaniale ale nie można zapomnieć o patrzeniu pod nogi! (polecam wchodzenie na łąkę mocno tupiąc- gady świetnie wyczuwają drgania podłoża i szybko umykają). Mnogość jaszczurek to w Grecji nic niesamowitego, cztery żółwie- w tym trzy bezmyślnie wygrzewające się na szosie- to też jeszcze mogło bardzo nie zaskoczyć. Ale trzy węże w ciągu tylko kilku dni- w tym dwa, które znalazły się naprawdę blisko mnie- to już zrobiło na mnie pewne wrażenie. Jeden uciekał z drogi i nie wiem co to był za gad (może Telescopus fallax?- na żmiję raczej nie wyglądał), drugi (niejadowity piękny, kolorowy połoz leopardowy) chował się pod kamieniem pół metra od moich nóg gdy właśnie w ostatnich promieniach zachodu słońca fotografowałem stojąc wśród niskich traw potrójny, przeuroczy kamienny most koło wioski Kipi (w Zagori). Trzeci wąż (również niejadowity ale duuuża sztuka...) schował się w cieniu przy przydrożnym murze w środku wioski Vikos!...(nie patrząc pod nogi, można by było na przykład przysiąść na tym murku tuż nad nim.. smile ).

      -Rozmiary miasta Janena. Jakoś zawsze wyobrażałem sobie, że Janena to miasto circa 70 tysięcy ludzi a tymczasem jest ono dwa razy większe. Jak na miejscowe warunki to prawdziwa metropolia. Żywość tego miasta była dla mnie również zaskakująca, wcześniej wyobrażałem sobie, że będzie ono bardziej senne.

      -Ilość dzieci w Metsovie smile Jeszcze raz to napiszę, bo było to dla mnie naprawdę duże zaskoczenie! Metsovo tętni gwarem dzieci! (po wielu wymierających wioskach i miasteczkach Grecji ten gwar w Metsovie zdziwił mnie bardzo na plus). Na placu, przy kościele Ajia Paraskievi i pod platanami, na Kastro, na głównej ulicy.Dzieci mają przy tym wiele dobrych miejsc do zabawy -chyba nie widziałem wcześniej w Grecji żadnego miasteczka podobnej wielkości tak przyjaznego dzieciom.

      - Wyciąg narciarski w Metsovie smile No przyznam, że spodziewałem się zobaczyć coś bardziej imponującego wink Wyciągi w Grecji to nadal jednak bardziej ciekawostka smile

      -Stara piekarnia w Metsovie smile Zobaczyć możecie ją na jednym ze zdjęć, które wrzuciłem na fotoforum. Urocza, staroświecka, z innej epoki...Do głowy przychodziły mi różne określenia i jak wszedłem, to naprawdę nie chciało mi się stamtąd wychodzić smile

      -Mało turystów. Niby nie powinno to zaskakiwać ale jednak są takie miejsca w Epirze, w których można spodziewać się większej liczby turystów...A tymczasem...W starożytnej Dodonie wkroczyłem do teatru i na miejscowe ruiny jako pierwszy smile (fakt, że było jeszcze dość rano). W Megalo Papingo- jednej z najsłynniejszych wiosek Zagori- w knajpce obok mnie siedziało jeszcze tylko dwóch turystów a i to byli Grecy, pilnie analizujący w przewodniku szlaki w pobliskich górach. W kuszącym mieście Janena zagranicznych turystów widziałem garstkę- głównie przy starym meczecie Aslana Paszy. Nawet w dobrze przygotowanym na turystów Metsovie turystów niegreckich było bardzo niewielu. Choć duże wrażenie zrobiły na mnie spotkane w hotelu trzy Niemki, które przyjechały w te strony na tańce i właśnie wybierały się na zlot Sarakatsanów za górami, w Petruli (dolecieć miał jeszcze ich grecki nauczyciel tańca z Niemiec).

      -Godziny otwarcia knajp i sklepów. W górach wszystko zamyka się wcześniej niż nad morzem. Wpadłem w osłupienie, gdy jednego z wieczorów w Metsovie radośnie wybrałem się po sok do miejscowego mini-supermarketu (jak uroczo nazwała go Bachula- "najmniejszy Carrefour świata" wink ) a było tuż po 22ej- i zobaczyłem ciemno w oknach...

      Oj rozgadałem się a jutro rano trzeba wcześnie wstać by ruszyć w naszą deszczową Polskę..Kalinichta! smile
    • tomaszkozlowski1 Opowieść epirska cz. I 10.08.11, 19:45
      Pani Stavrula stawia przede mną talerzyk z pachnącą konfiturą. „Zrobiona z bergamoty, tradycyjnie częstujemy nią gości”. Jest sobotnie, leniwe popołudnie. Metsovo. Wołoska osada skryta pośród gór. Słodką ciszę przerywa obwoźny handlarz, zachwalający sprzedawane warzywa.
      Tego wieczora spacer zapoznawczy po miasteczku. Zaskakuje bardzo przestronny plac.
      –A tu siedzi miejscowy parlament- uśmiecha się Bachula, wskazując na budyneczek, przypominający zadaszony przystanek . Starszyzna rozpoczęła właśnie wieczorne „obrady”. Wokół potężnych platanów przy głównym kościele Ajia Paraskievi skupiają się zabawy pokaźnej gromady dzieci. Ulicą przechodzi długowłosa starsza kobieta w ludowym stroju. Na murku obok młode dziewczyny pokazują coś sobie na iPhonie. W Metsovie to normalność, tu tradycja i nowoczesność współistnieją.

      Powracam na plac już po zmierzchu. Tłumek miejscowych zajmuje wszystkie ławki, chłopcy pośrodku kopią piłkę. Plotki, śmiechy, powitania. Gwar wypełnia całą przestrzeń. Na „kastro”, w miejscu dawnego zamku, staję pod pomnikiem. Napis na cokole potwierdza: Evangielos Averof ( Ευάγγελος Αβέρωφ ). W tle majestatyczne, okryte cieniem nocy góry Peristeri.

      Jest rok 1936 gdy Evangielos Averof, potomek wielkiego narodowego darczyńcy, Jeorjosa Averofa (bogatego handlowca, który wsparł powstanie kreteńskie w 1866 r. i podarował krajowi słynny okręt wojenny „Averof”wink, odwiedza swe rodzinne strony. Metsovo jest biedną podupadłą osadą . Dawno temu za osmańskich czasów było bogatym miasteczkiem, czerpiącym zyski z położenia na szlaku handlowym przy budzącej respekt górskiej przełęczy Katara (nazwa ta oznacza w j.greckim „przekleństwo”wink. Miejscowość znajdowała się pod opieką samej matki sułtana, valide. Kres świetności przyniosły jednak czasy panowania lokalnego despoty, okrutnika Alego Paszy. Brak perspektyw przyspiesza emigrację, Metsovo staje się dla swych dzieci odległą ojczyzną. Wiele z nich wyrasta na znacznych mężów, których sława przekracza niekiedy granice Grecji. Poruszony pięknem ale i upadkiem rodzinnej miejscowości Averof pisze listy do żyjących wielkich metsowitów. Prosi ich o pomoc i pochylenie się nad niedolą miejsca, z którego się wywodzą. Odpowiedź nadchodzi niespodziewanie od barona Michaila Tositsasa, wnuka innego słynnego męża Metsova, także Michaila (arcybogatego kupca aleksandryjskiego, współfundatora uczelni , szkół, muzeów i szpitali ateńskich). Michail junior mieszka samotnie w Szwajcarii, nawet nie zna greckiego, prośby Averofa bardzo go jednak wzruszają i postanawia je spełnić: w końcu lat 40. zakłada Fundację Barona Michaila Tositsasa (jej główne biuro znajduje się dziś w prestiżowej ateńskiej dzielnicy Kifisia). Na konto fundacji przelewa cały swój majątek- 2 miliony dolarów! Dożywotnim prezesem, aż do śmierci w 1990 r. pozostaje Evangielos Averof. Człowiek-instytucja. W czasie II wojny światowej Averof zakłada organizację Filiki Eterija, walczącą z Kutsovlachami (dosłownie: kulawymi Wołochami) z Tesalii, konspirującymi z założonym przez włoskich faszystów Księstwem Gór Pindos. W 1943 roku przedziera się do Italii, gdzie uczestniczy w działalności greckich grup powstańczych. Po wojnie zostaje wybrany na posła i aż do 1964 roku reprezentuje w parlamencie okręg Ioanina. Po upadku junty pułkowników w 1974 roku zostaje ministrem obrony narodowej a w 1981 r. - przywódcą partii Nowa Demokracja (Nea Dimokratija). Od 1984 r. do śmierci w 1990 r. piastuje stanowisko jej honorowego przewodniczącego. Jest ceniony za skromność, talent organizacyjny i polityczny. Znajduje się też jednak w centrum międzynarodowej uwagi gdy słynna włoska dziennikarka Oriana Fallaci w swej książce „Un Uomo” sugeruje, że Averof mógł być zamieszany w zabójstwo jej ukochanego, Aleksandrosa Panagulisa, greckiego poety i lewicowego polityka (słynnego, m.in. z tego, że, więziony przez wojskową juntę, pisał własną krwią wiersze na ścianach celi). Panagulis już po upadku dyktatury badał związki znanych polityków z „krwawymi pułkownikami” a śmierć (rzekomo przypadkowy wypadek samochodowy) nadeszła tuż przed planowanym przez niego ujawnieniem tajnych dokumentów z dowodami kolaboracji z reżimem, obciążającymi wiele prominentnych postaci. Być może nigdy nie dowiemy się czy posądzenia zasiane przez Fallaci były prawdziwe czy oszczercze.

      Pomnik to niejedyna w Metsovie pamiątka po Averofie. Jego zdjęcia także są tu wszędzie, w knajpach, wielu domach…To wielki bohater tej ziemi i autor nowego renesansu górskiego Metsova. Jego imię nosi śliczny park z wiekowymi bukami, kasztanowcami czy świerkami. Jeszcze wspanialszą spuścizną są niezwykłe dla rozwoju miasteczka inwestycje, dokonywane po części z jego własnych funduszy a po części razem z Fundacją Tositsasa: winiarnie Katoji Averof (to Evangielos Averof jako pierwszy sprowadził do Grecji, tu do Metsova, szczepy cabernet sauvignon), zakład produkcji wybornych serów, pinakoteka z bogatą kolekcją najlepszego malarstwa nowogreckiego… Osobiste pamiątki po Averofie oglądam w „willi” (archondiko) rodziny Tositsas, w której mieści się regionalne muzeum. A oto i zbiór fotografii ze spotkań Averofa z przywódcami świata. Odchodzę spod pomnika. Już późno. Muszę rano wstać.
      • tomaszkozlowski1 Re: Opowieść epirska cz. IΙ 10.08.11, 19:48
        Mgnienie czasoprzestrzeni. Pokonując kolejne zakręty ,zbliżam się w kierunku wielkich skał na skraju gór Timfi. Grań Astraka. Znak rozpoznawczy Zagori.

        Wielkie wzruszenie. Spełnia się tu jedno z moich największych greckich marzeń. Przede mną majestatyczny wąwóz Vikos, jeden z cudów przyrody nie tylko Grecji: według Księgi Rekordów Guinnessa to najgłębszy wąwóz świata. W wielu miejscach jego głębokość przekracza kilometr a długość przekracza 10 kilometrów. Na otoczonym dzikimi kwiatami tarasie widokowym jestem sam. Kraina Zagori. Za górą. Tam za górą zostało Metsovo, ja tymczasem napawam się pięknem jednej z najsłynniejszych okolic bałkańskiej Grecji. Cisza. Zieleń. Miarowy śpiew pasterskich dzwonków dobiegający z oddali. Pan Kostas jest serdecznym człowiekiem po 60-tce, emerytowanym nauczycielem, który powrócił w rodzinne strony. Ofiarowuje mi w upominku własnoręcznie rzeźbiony w motywy kwiatów kamyk, z greckim napisem „Vikos”. Rozmawiamy o „znachorach Vikosu” (vikojatri, βικογιατροί ).

        Początek XIX wieku. Słynni zielarze-znachorzy z okolic wąwozu Vikos powracają do rodzinnych wsi by zebrać nowe naręcza dzikich ziół. Stanowią rodzaj zamkniętej kasty- sekrety stosowania ziół przekazywane są tylko wybrańcom, najczęściej młodszym mężczyznom w rodzinie. Za dwa miesiące znów wyruszą w podróż, pieszo lub konno, częstując po drodze ludzi swymi tajemnymi ziołowymi miksturami i zdobywając olbrzymią sławę w Europie. Będą leczyć w Konstantynopolu, Wiedniu, Wenecji czy w Rosji. Jeden ze znachorów Vikosu będzie nadwornym lekarzem sułtana Mahmuda II a dwaj inni vikojatri- Pandazis Eksarchos i Zonias, będą przykładać pleśń na trudno gojące się rany, na długo przed tym, zanim szkocki lekarz i noblista Alexander Fleming wyizoluje ze szczepów niebieskiej pleśni penicylinę i oficjalnie objawi ją światu…

        „Wzrusza mnie Twoja botaniczna pasja. Chodź, pokażę Ci zatem miejsce bardzo dla mnie ważne” -pan Kostas prowadzi mnie przez niewielkie, rozgrzane słońcem podwórko i otwiera drewniane drzwi. Powietrze natychmiast wypełnia intensywna woń. Melisa, dziurawiec, oregano, rosnący tylko w rejonie wąwozu endemiczny gatunek mięty. Suszarnia ziół. Całe sznury zawieszone leczniczym zielem. –Wychodzenie w góry i zbieranie tych ziół sprawia mi wielką przyjemność- cieszy się pan Kostas. -Niedawno wybrałem się aż za Papingo, nad Jezioro Smocze (Drakolimni), musisz je kiedyś zobaczyć- dodaje.

        Myśli i marzenia w świetle świadomości. Piękno porażąjące wyrazistością. Zakręty, szaleńcza seria zakrętów. Rozpadlina Vikosu w dole. Łupkowe dachy wiosek. Megalo Papingo. Aristi. Spokój leśnych zboczy. Feeria barw wybujałych górskich kwiatów. Upał. Ściana wąwozu drgająca w oddali w rozgrzanym powietrzu. Zakręt. Świerki. Zakręt. Owce. Zakręt. Skała. Zakręt. Zagori na jawie, Zagori we śnie? Ostatnie promienie słońca rozświetlające kamienne mosty dawnych mistrzów „mastori”. Transowy rytm ludowych klarnetów „klarino” w epirskich radiach. Metafizyka i ekstaza. Suszarnia pana Kostasa. Drogowskaz na góry Dzumerka. Jeszcze jeden tunel. Metsovo.

        Sobotnim rankiem okolice głównego placu w Metsovie witają radosnym gwarem. Laiki, cotygodniowy targ. Ludzie co chwilę pozdrawiają się i wymieniają nowiny. Języki mieszają się – obok greckiego słychać wołoski. Uwagę przykuwa ciężarówka wyładowana warkoczami czosnku. –Słodkie czereśnie z Grevena! -zachwala jedna ze sprzedających. Czereśnie z Grevena cieszą się tu dziś istotnie dużym zainteresowaniem. O, właśnie starsza kobieta w czarnej chuście i z ręcznie wydzierganą torbą kupuje ich parę kilo. Obok na straganach piętrzą się dojrzałe pomidory, pomarańcze, wielkie cytryny. A zaraz potem bluzki i buty. A jeszcze dalej na kupców czekają doniczkowe kwiaty. Metsovo jest całe ukwiecone. Pelargonie, róże czy malwy zdobią balkony, ogródki i przydroża. Na jednej z uliczek mijam starszą ale żwawą kobietę, schodzącą z zakupami w dół miasteczka. Spotykam się spojrzeniem z jej przenikliwym ale pogodnym wzrokiem. Pierwsza nawiązuje kontakt i dopytuje skąd jestem. Tak jak wczoraj dziewczyna z psem, schodząca z wielkiego kamiennego mostu w Konitsy. Ludzie są tu otwarci i ciekawi przybyszów. Chwalę uroki Metsova i podpytuję o codzienne życie, tu w górach. –Anifora, katifora…! (w górę, w dół) – kobieta śmieje się i rusza dalej ze sprawunkami w dół zbocza. Kwitnące przy ścieżce dzikie czosnki, akanty i dzwonki potwierdzają, że w górach wciąż jeszcze trwa wiosna. Na łąkach ponad Metsovem zachwycają łany kwitnących mieczyków i dorodnych złocieni. W wilgotniejszych miejscach ku słońcu chylą się dorodne kwiatostany storczyków. Z drogi zabieram kolejnego wygrzewającego się żółwia.
        - Arystoteles, naiwniaku, nie daj się zabić! Twój domek Cię nie ochroni!- żartobliwie przemawiam do gada, który, jak wiadomo, nie słyszy ludzkiej mowy. Żółwia głowa już dawno schowana jest pod skorupą, twierdząc, że mnie tu nie ma.

        Wieczorem pytam panią Stavrulę o wołoski (naukowo zwany też „armańskim”; po grecku- vlachika).
        –Mówimy w nim do siebie, ja rozmawiam po wołosku z synami- ale najmłodsze pokolenie już tego języka nie używa- dodaje. Wołoski słyszę w Metsovie, w Zagori, ale powoli odchodzi jednak w przeszłość. Później przeczytam, że języka tego używa swobodnie w Grecji jeszcze tylko około 15 tysięcy osób. Wielu innych Wołochów (Vlachi) już tylko go rozumie. Państwo greckie nie jest zainteresowane podtrzymywaniem tej językowej tradycji, prastarej na tych ziemiach, wywodzącej się z kręgu języków łacińskich. Władzom nie pasuje jakby do wytyczonej niegdyś określonej wizji greckości. O status Wołochów, o terminy „Armani”, „Vlachi”, o pochodzenie tego ludu i jego języka do dziś toczą się zacięte spory, często opierające się o nacjonalizm. W kilku bałkańskich stolicach usłyszymy na ten temat zupełnie różne poglądy. Spoglądam z balkonu na nocne góry w poświacie księżyca. Niedźwiedzie na pewno wyszły już na żer. Tak, to zdecydowanie bałkański świat.
        • tomaszkozlowski1 Re: Opowieść epirska cz. IΙΙ 10.08.11, 19:51
          -Właśnie szukam pracy – odpowiada ciemnowłosa Chrisiida, gdy siedzimy w restauracji nad brzegiem jeziora w mieście Janena, metropolii Epiru. „Po studiach zaczęłam pracować w urzędzie gminy w rodzinnym regionie Pogoni [okolica przy granicy z Albanią, na zachód od Zagori]. Ale właśnie mnie zwolniono”. Kryzys. Jej przyjaciółka Iro chciałaby dostać się na studia doktoranckie za granicą.-Czy w Polsce można studiować językoznawstwo?- pyta. Ciepły wiatr marszczy wody jeziora. Z uroczej, zamieszkałej wyspy wraca do miasta kolejny statek. Patrzymy na perkozy śmiało nurkujące w mętnej wodzie. Obydwie młode Greczynki zaciekawione są historią Polski, zwłaszcza okresem II wojny światowej. Zadają dużo pytań. Mieszkańcy Epiru z losów własnych rodzin szczególnie dobrze znają ponure oblicza historii. Epir złożył największą ofiarę w bratobójczej wojnie domowej, pierwszym „oddechu” zimnej wojny w XX-wiecznym świecie, która nastała w Grecji gdy ledwo dogasły zgliszcza po poprzedniej katastrofie. Polityczne idee podzieliły greckie rodziny a tysiące dzieci zostały sierotami. Piękna, potężna góra Gramos, którą podziwiałem z daleka, dojeżdżając do Konitsy, stała się polem jednej z największych bitew sił prozachodnich z komunistycznymi – podczas boju używano nawet napalmu. Góra do dziś skrywa wśród swych gęstych lasów wiele pól minowych. Kilka lat temu gdy wybuchł tam duży pożar, miny wciąż wybuchały, podsycając ogień. Emfilios (wojna domowa) był czasem przeklętym a wiele okolicznych wsi zrównano z ziemią i wysiedlono (niektórzy Grecy z Epiru trafili wtedy do Polski). Przejeżdżając przez wioski Zagori natrafiam raz po raz na pomniki ofiar tamtych dramatycznych lat. Odległe-nieodległe wspomnienia. Greczynki z uwagą słuchają moich opowieści rodzinnych z czasów życia po socjalistycznej stronie politycznego muru, który podzielił i te góry – kilkadziesiąt kilometrów dalej, tuż przy rodzinnej krainie Chrisiidy.

          Słodkie światło późnego popołudnia rozpromienia wody jeziora. I ono było świadkiem wielu smutnych historii, w tym okrucieństw Alego Paszy, despoty Epiru. Jedna z bardziej znanych opowieści mówi o Pani Frosini (Kira Frosini).

          W końcówce XVIII wieku jedna z piękności tego miasta, Frosini Vasiliju, córka znanego handlarza Dimitriosa, pod nieobecność swojego męża, bawiącego właśnie w Wenecji, poszukuje w mieście erotycznych przygód. Przypadkowo poznaje syna Alego Paszy, Muchtara, w którym roznieca miłosne pożądanie. Kochanek w dowód wdzięczności za namiętne chwile ofiarowuje jej piękny pierścień, który otrzymał kiedyś od swojej żony. Czas romansu mija jednak bezpowrotnie gdy Muchtar z polecenia sułtana zostaje wysłany do Adrianopola, na wyprawę przeciwko jednemu z buntowników. Frosini, znajdując się w ekonomicznej opresji ,próbuje sprzedać pierścień jednemu z jubilerów w mieście [Janena do dziś słyną ze sztuki jubilerskiej, zwłaszcza srebrnictwa]. Ten zaś proponuje zakup pierścienia żonie Muchtara…Gdy wiadomość o zdradzie dociera do Alego Paszy, wpada on w gniew i w obstawie rusza pod dom Frosini, żądając jej pojmania. Tej nocy z domów miasta wyprowadzonych zostaje jeszcze szesnaście innych kobiet, podejrzanych o „złe prowadzenie się”. Wpływowy biskup Gavriil próbuje przekupić Alego Paszę, prosząc o łaskę dla Frosini- ale władca Epiru pozostaje nieustępliwy. Godzi się jedynie by dwójka dzieci Frosini znalazła opiekę w biskupstwie. Następnego dnia, 11 stycznia 1801 r.,ponury orszak kieruje się w stronę jeziora. Siedemnaście kobiet, wśród nich Frosini, zostaje utopionych.

          Mijamy rozległe trzcinowiska. Nasz statek przybija do brzegu.

          - Pyszna baklawa z Konitsy! – proszę, spróbujcie kawałeczek- zachęca korpulentna kobieta z szerokim uśmiechem. Obiecuję kupić baklawę gdy wrócimy ze spaceru po wyspie. W akwarium w pobliskiej tawernie tłoczą się karpie i węgorze, zanim trafią na wieczorną ucztę. Ale największym specjałem tutejszych knajp są żabie udka… Na przeciwległym brzegu w upale południa skrzą się dachy miasta. Wchodzę do domu na wyspie, w którym 25 stycznia 1822 roku zabito Alego Paszę, po paru latach oblężenia miasta przez wojska sułtana (od 80 do 150 tysięcy żołnierzy!), który ostatecznie stracił cierpliwość do krnąbrnego despoty z bałkańskich gór. Głowę sułtana zakopano poza murami Konstantynopola a bezgłowe ciało pochowano w Janena w twierdzy Its Kale, którą zwiedzam kilka godzin wcześniej i z której podziwiam tę zieloną wyspę na jeziorze… W izbie, w której zabito tyrana, oglądam wymowny obraz przedstawiający jego ostatnie chwile. Dawne czasy. Dzwonek komórki Iro przerywa podróż w przeszłość. Wychodzimy razem z roześmianą grupką młodych Greków. Światło. Dorodne kwitnące dziewanny pochylają się nad wodą monotonnie uderzającą o brzeg. Z tej strony wyspy nie widać miasta. W oddali piętrzą się góry Peristeri, za którymi skrywa się Metsovo. Gdy wita mnie Bachula, zapada już zmrok. Górska herbatka, „tsai tu vunu”, już się zaparzyła…

          „Epir to kraina, która ma w sobie wszystko. To jest cały świat. Warto tu wracać. Zabiorę Cię w góry abyśmy nazbierali ziół”. Pan Kostas kreśli mi na kartce szlaki Zagori. Małe kropki- wsie, do których jak na dziecinnym rysunku, prowadzą zygzakowate drogi. Jego szlachetny uśmiech to zaproszenie.

                • gacek9595 Re: Opowieść epirska cz. IΙΙ 11.08.11, 08:00
                  Fantastyczny poranek dla mnie- jak zwykle komputer i śniadanie i Twoja opowieść. A wiecie, że ja sobie drukuję Tomka, Bebiaka, Barbelka i innych i zabieram zawsze ze sobą i gnijąc na plażowym leżaku czytam a za tło muzyczne mam szumiące morze, a potem zostawiam te opowieści tam gdzie akurat mieszkałam i inni niech się zarażają co nie?
                  Ludzie piszcie więcej bo mam mało na ten rok do czytania!
                    • tomaszkozlowski1 Vikos- kilka fotek 11.08.11, 23:03
                      Bardzo jesteście mili, dziękuję smile
                      W takim razie podrzucę kilka fotek z wioski Vikos z widokiem na kanion:

                      fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,126878712,127861141.html
                      Jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na całej mojej trasie smile Spokojne, sielskie i bajecznie widokowe smile
                            • tomaszkozlowski1 Re: Vikos - kilka fotek 16.08.11, 21:02
                              Wcześniej chyba komputer mi zastrajkował- teraz wszystko się otworzyło. Cudne fotki!!! smile
                              Do Oksia nie dojechałem, miałem teraz za mało czasu ale jeśli tylko los pozwoli, z ogromną chęcią wrócę i do Epiru i do niesamowitego wąwozu Vikos. Zobaczenie go było moim wielkim marzeniem. Od lat byłem "zafiksowany" na Vikos i w tym roku nareszcie się udało smile
                              A już w ogóle super frajdą byłoby przejść Vikos pieszo na całej długości ale na to potrzebna byłaby jakaś trochę większa grupka. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, spełniło się marzenie bycia tam, to teraz inne się pojawiają wink
                              • bah77 Re: Vikos - kilka fotek 17.08.11, 10:41
                                > Wcześniej chyba komputer mi zastrajkował...

                                Nie, to była awaria naszej Gazety.pl.

                                > z ogromną chęcią wrócę i do Epiru...

                                Nie dziwię się - jest to region wyjątkowo bogaty w różnorodne wrażenia turystyczne, idealny na wycieczkę objazdową!

                                Pzdr

                                bah77
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka