Dodaj do ulubionych

Νοτιοδυτικέ`

03.07.13, 20:06
W tym roku była to nasza druga podróż na południe, przy czym o ile kwietniowa wyprawa związana była z sesją zdjęciową (i tutaj raz jeszcze wielkie dzięki dla Bachy za wszystko co związane z Metsovem, hotelem oraz Katogi!) to czerwcowy wypad przeznaczony był na typowy odpoczynek smile
Trasa mocno ewoluowała, miał być Pelion, miały być sporady, pojawiła się Amorgos ostatecznie zaś czuliśmy ogromny niedosyt związany z Milos. Od zeszłego roku, po wizycie w portowym muzeum "kopalnianym", chciałem zobaczyć Vani oraz "old sulphur mines". A jak Milos to i Kimolos, dla Chorio oraz Skiadi - niesamowitej "grzybowej" skały. Dodając do tego Sifnos, Serifos i niezdobytą do dziś Kithnos, pojawiła się całkiem przyjemna grupa wysp i pomysł na wakacje. Ze względu na krótszy urlop (2 tygodnie zamiast tradycyjnych trzech), w odstawkę poszła Kithnos i to nie ze względu na to że była mniej ciekawa niż jej sąsiadki na literę S, tutaj zdecydowała logistyka. Na Kithnos (Kythnos) głównie pływają statki z Lavrionu, a do tego z Aten dostać się najprościej nie jest więc niestety. Może kiedyś smile
Tym samym ostateczny plan podróży wyglądał następująco:

01. 15/06 - sobota - Wrocław -> Frankfurt -> Ateny
02. 16/06 - niedziela - Pireus -> Sifnos
03. 17/06 - poniedziałek - Sifnos
04. 18/06 - wtorek - Sifnos
05. 19/06 - środa - Sifnos
06. 20/06 - czwartek - Sifnos -> Milos
07. 21/06 - piątek - Milos
08. 22/06 - sobota - Milos
09. 23/06 - niedziela - Milos
10. 24/06 - poniedziałek - Milos -> Kimolos
11. 25/06 - wtorek - Kimolos
12. 26/06 - środa - Kimolos -> Milos -> Serifos
13. 27/06 - czwartek - Serifos
14. 28/06 - piątek - Serifos
15. 29/06 - sobota - Serifos
16. 30/06 - niedziela - Serifos
17. 01/07 - poniedziałek - Serifos -> Pireus -> Ateny
18. 02/07 - wtorek - Ateny -> Monachium - > Wrocław

Cóż, samolotów nie lubię i to nie ze względu na strach przed lataniem, tylko limit bagażu. 23 kilo to 4, może 5 butelek wina. Do auta zmieści się zdecydowanie więcej smile
Tak więc ruszamy...
Obserwuj wątek
    • m.c.r Dzień 1 04.07.13, 11:52
      Sobota. O 14:40 mamy samolot z Wroclawia do Frankfurtu (Lufthansa). Zanim jednak na pokład, to w cenie 55zł (!!!) nabywam litrową butelczynę wybornej Metaxy 7* smile przyda się na wieczorne posiedzenia tarasowe.
      Wylot i przylot punktualnie, po drodze bez żadnych przygód czy innych turbulencji smile na szczęście to nie trzęsący się ATR więc i w miarę cicho na pokładzie. O 16 lądujemy na największym chyba niemieckim lotnisku. Mnie się terminal nie podoba, przejścia do lotów transferowych słabo oznaczone, a samo miejsce jest przeraźliwie wielkie. Na plus - kilka kołująco-stojących Airbusów A380. To robi wrażenie smile))
      Przejście z jednej bramki do drugiej zajmuje godzinę. O 18 pakujemy się do Airbusa A321 należącego do zdobywcy nagrody najlepszej lokalnej linii lotniczej 2013 (2012 i 2011 również) czyli Aegean Airlines. Startujemy punktualnie, dostajemy na pokładzie obiad, kilka gazet do czytania i kreteńskie wino do popicia. Pierwszy smak wakacji smile
      Na Ελευθέριος Βενιζέλος, czyli nowym ateńskim lotnisku, lądujemy przed 22 czasu lokalnego i pakujemy się od razu do X96. Ekspresowego autobusu zapewniającego połączenie pomiędzy lotniskiem a Pireusem, gdzie zarezerwowany miałem nocleg w hotelu Electra. Niewątpliwą zaletą Elektry jest położenie. Kilka minut spaceru od przystanku autobusowego. Pora zatem na pierwszy nocleg, rano pobudka o 5. Trzeba zdążyć na "bebiakową puszkę" czyli uroczy SeaJet który o 7 wyrusza na Sifnos. To nasza pierwsza destynacja...
    • m.c.r Dzień 2 04.07.13, 21:54
      Wstajemy o 5, by godzinę później opuścić hotel i udać się do Pireusu gdzie przy bramie E9 czeka na nas SuperJet, szybki katamaran należący do linii SeaJets. W ichniejszym kiosku odbieram kupione wcześniej przez internet bilety i udajemy się na pokład. Jeszcze tylko 2 godziny spokojnej podróży (Egeo jest senne) i dopływamy o 9:10 do Kamares - portu Sifnos. Tutaj czeka na nas Stamatina, właścicielka Studios Kavos w Faros (w zasadzie to Fasolu), małej miejscowości a w zasadzie porcie rybackim, znajdującym się na południu wyspy.
      Z Fasolu udajemy się (10 minut piechotą) do Faros gdzie łapiemy autobus udający się do Kastro. Jak okaże się później, najbardziej malowniczego miejsca na wyspie. I choć stolicą jest Apollonia (która w zasadzie stanowi jedność z Ano i Kato Petali, Exambela oraz Artemonas) to na miano "prawdziwej Chory" zasługuje Kastro smile
      W tym miejscu spędzamy kilka godzin sennie włócząc się po wąskich uliczkach oślepieni bielą i błekitem. Do przeuroczego Eptamartires nie docieramy (za chwilę mamy autobus do Faros), robimy więc zdjęcia z oddali i udajemy się w stronę Fasolu. Jeszcze tylko zakupy w jedynym w miejscowości sklepie i tak mija dzień...
    • m.c.r Dzień 3 05.07.13, 18:46
      17 czerwca. Do południa plażujemy sobie i spędzamy leniwie dzień. Taki jest właśnie dzienny plan. Nie robić nic by móc później, kiedy słońce nie będzie oślepiało, złapać autobus o 17 z Faros do Apollonii. Dziwna to wprawdzie "Chora", bardzo rozległa i choć teoretycznie granice pomiędzy nią a sąsiednimi Ano i Kato Petali praktycznie nie istnieją, to lokalni mieszkańcy nie byli zadowoleni kiedy im przekazałem moje spostrzeżenie smile ale ze Grecy to naród pogodny, za każdym razem kończyło się śmiechem (i radością, że ktoś z dalekiej północy próbuje nauczyć się ichniejszego języka wink ).
      Tak więc spacer po Apolonii i jej okolicach to jedyna wyprawa dzisiejszego dnia...
    • m.c.r Dzień 4 06.07.13, 12:05
      18 czerwca. Dziś postanowiłem wstać o 5:30 żeby popatrzeć na wschód słońca. Taki był plan smile Szybki prysznic, aparat na szyję i w drogę. Ponieważ z pensjonatu widok nie był najlepszy, postanowiłem dojść do Faros i tam z jakiegoś wzniesienia popstrykać złote niebo.
      Wprawdzie przed 6 jedyny mini market był zamknięty dla ogółu, jednak właściciel był już na miejscu i widząc, a nawet dziwiąc się, znajomego porannego turystę pozwolił mi kupić zimną wodę.
      Z Faros zaczyna się 20-30 minutowy szlak pieszy do pięknego i wspaniale położonego Panagia Chrisopigi (Παναγία Χρυσοπηγήwink to postanowiłem i tam się przejść.
      Ścieżka jest przyjemna, dobrze oznakowana i oświetlona wieczorami. Po drodze minąłem pozostałości jakiegoś bardzo starego doku (Sifnos w czasach antycznych słynęła z kopalni złota oraz srebra, pozostałości kopalni są widoczne szczególnie w rejonach Agios Sostis) oraz Panagia Charalambos, skąd widok na Chrisopigi był co najmniej ciekawy. Krótki spacer i zdjęcia i przed 9 wróciłem do Faros.

      Obudziłem małżonkę (bo ileż można spać?smile ), pokazałem zdjęcia i jej decyzja mogła być tylko jedna - "ja też chcę" smile
      Zatem śniadanie, woda na drogę i ponownie tą samą trasą do Chrisopigi smile Skoro jednak idzie się tak dobrze, to dlaczego nie próbować dalej? Cóż, naprzód i do Platis Gialos. Ominąwszy drogę asfaltową poszliśmy kilkaset metrów skrótami (ścieżki, tzw "monopatia" - "μονοπάτια" są na Sifnos w doskonałym stanie, w większości brukowane i bardzo dobrze oznaczone), później główną drogą (z przystankiem w markecie na mythosa wink ), mijając znak prowadzący do "aspros pirgos" - ruin jednej z kilkudziesięciu (jak podaje sifnos.gr - 76 - www.sifnos.gr/index.php/en/our-culture/archeological-sites.html) wież obronnych które znaleziono na Sifnos. Patrzę na mapę i widzę, że ten znak to chyba jakaś pomyłka. Przecież idąc dalej łatwiej mi będzie zdobyć to miejsce. Mapa jednak miała rację smile
      Wprawdzie było bliżej ale po 40 minutach łażenia po skałach, kamieniach i różnego rodzaju kłujących chwastach poddałem się. W miejscu, które widać na poniższym tracku z GPSa, ścieżki nie ma. No chyba że ktoś przejedzie Ursusem i zrówna roślinność z ziemią smile
      Szkoda. Wieża była (dosłownie) na wyciągnięcie ręki. Zabrakło kilku, kilkunastu metrów sad
      Idziemy zatem dalej, z drogi pojawia się fantastyczny widok na piękną Platis Gialos. Robimy zakupy w pobliskim warsztacie ceramiki - to rzemiosło, z którego dziś słynie Sifnos - i dalej wzdłuż plaży, robiąc po drodze zdjęcia i zatrzymując się na "giro sto piata", czyli solidnej porcji gyrosa z frytkami, sałatką i tzatzikami podanej na talerzu.
      Do tego, a jakże, ouzo i czuję że jestem w Grecji smile
      Zatem wracamy do zdjęć i powoli spacerujemy w kierunku pozostałości antycznego grobowca, który zdaniem mapy "gdzieś tu się znajdować powinien". Tym razem jednak mapa się myliła, albo to ouzo sprawiło że nie znalazłem żadnych ruin...
      Wracamy zatem. Najpierw do baru na "frappe i mythosa", następnie na przystanek autobusowy i do Apolloni, gdzie tradycyjnym spacerze łapiemy autobus do Faros. Teraz pozostaje tylko prysznic i leżakowanie na tarasie do wieczora. Męczący to był dzień...smile
      • bebiak Re: Dzień 4 06.07.13, 13:44
        Aż muszę napisać, że za dzień czwarty dostajecie ode mnie wielkiego PLUSAsmile
        Ostatnie zdanie podoba mi się co prawda mniej, ale powiedzmy, że go nie zauważyłamwink
        Poza tym po prysznicu i tak odczucie zmęczenia poszło w diabły - czyż nie?
        Tak trzymać!
    • m.c.r Dzień 5 06.07.13, 14:10
      19 czerwca. Dziś wypożyczamy auto, co by trochę pojeździć po wyspie. Na wszelki wypadek biorę Suzuki Jimny 4x4, szczególnie że cena bardzo atrakcyjna (35EUR).
      Właściciel Apollo Rental przyjeżdża po nas o 10, zawozi do biura w Apolloni gdzie podpisujemy umowę najmu, tankujemy auto za 15 EUR (później jeszcze za 5, tyle potrzebowaliśmy na 1 dzień wink ) i ruszamy.
      Pierwszy przystanek to Agios Andreas, przy czym nie wjeżdżamy na górę autem (jest taka możliwość), tylko zostawiamy je przy ulicy i wspinamy się 700 metrów pod górę.
      Przeurocze miejsce. Niesamowity widok na Apollonie, sam monastyr również zapiera dech w piersiach. Dodatkowo jest to miejsce archeologiczne - znajdują się tutaj ruiny starożytnego, mykeńskiego ufortyfikowanego akropolu.
      Oglądamy, zwiedzamy, robimy zdjęcia i schodzimy do auta. Następny przystanek to Vathi. Moim zdaniem najładniejsza plaża na wyspie.
      Zostawiamy auto na parkingu, od którego do "centrum" dzieli nas 200-300 metrów. Ładnie tu. I upalnie smile
      Jedziemy do Kastro. Naszym celem są wiatraki znajdujące się jakieś 500 metrów od centrum. Tutaj również kilka zdjęć (niestety nie odwiedzamy winnicy, znajdującej się w pobliżu - jest zamknięta) i kolejny cel. Tym razem obiad w Cherronisos - najbardziej wysuniętej na północ osady. Zjeżdżamy nad zatokę, idziemy do tawerny (tej po prawej stronie patrząc na morze) i zamawiamy ryby. Jedne grillowane, drugie smażone, wszystkie zaś pyszne.
      Kończymy posiłek i spacerujemy po tej uroczej miejscowości. Jest tu sennie i spokojnie, turystów praktycznie brak (choć są tu katery do wynajęcia). Podoba mi się smile
      Wracamy do auta i próbujemy wjechać na samą górę do Agios Georgios, obok którego znajdują się ruiny kolejnej starożytnej wieży. Niestety droga po kilkudziesięciu metrach jest nieprzejezdna - wielki znak "zakaz jazdy" oraz zamknięta brama zmusza mnie do zawrócenia. Szkoda...
      W Troulaki nie jedziemy główną drogą, tylko zjeżdżamy na prawo - jeszcze rok temu była tutaj przyjemna szutrowa droga, dziś widnieje świeży asfalt. Jak widać można.
      Po kilku km zbaczamy z drogi i kierując się znakami zjeżdżamy na wąski i czasami dość stromy asfalt prowadzący do Agios Simeon. Sam monastyr zachwyca, podobnie jak niesamowite z niego widoki na Kamares do którego udajemy się jako kolejnego.
      To główny port wyspy i mało ciekawe miejsce. W jednym ze sklepów kupuję kilka butelek lokalnego wina (Votsari Winery) i postanawiam jeszcze raz spróbować podejść do aspros pirgos. Tym razem kierując się znakami i mapą.
      Niestety ścieżka do wieży jest zarośnięta, a ponieważ w sandałach chodzi się mało przyjemnie po kłujących chwastach - odpuszczam. Wracam do auta i jedziemy do ostatniego miejsca przewidzianego na dziś - Panagia tou vunou stanowiącego świetny punkt widokowy na Platis Gialos.
      Nastaje wieczór, wracamy więc na kolację do Faros. Rano musimy oddać samochód i opuścić Sifnos. Szkoda, bo zabrakło jeszcze jednego dnia na kilka miejsc które chciałem zobaczyć (Profitis Ilias kolo Troulaki, Agios Nikitas i okoliczne ruiny mykeńskiego muru, Agios Sostis i kopalnie złota oraz srebra a także Agios Ioannis przy drodze do Apolonii)...
    • m.c.r Dzień 6 06.07.13, 19:48
      20 czerwca. Po 10 jedziemy do portu zostawić na parkingu auto, tak umawialiśmy się z wypożyczalnią że oddamy je nie w biurze a w porcie. 10:55, punktualnie, odpływa nasz prom - szybka łódź Aegean Speedlines (którą będziemy pływać już do końca urlopu) zabiera nas z Sifnos do Adamas - głównego portu na Milos. O 11:55 jesteśmy na miejscu, niestety okazuje się że autobus do Paleochori, gdzie mamy noclegi, odjeżdża za kilka godzin.
      Szkoda dnia, decydujemy się na alternatywny transport ale zanim - robimy zakupy w najbliższym markecie. Pieczywo, warzywa, oliwki i tym podobne.
      Taksówka ma kosztować 14EUR. Jazda przebiega przyjemnie, kierowca to gaduła opowiadający o sukcesach polskiej piłki nożnej ze szczególnym wychwalaniu znanego przez chyba każdego Greka - Krzysztofa Warzychę. Aż dziw że nie postawiono mu jeszcze pomnika smile
      To "miło" kończy się przy płaceniu, bo jak się okazuje z 14 robi się 17 ("dodatki" za bagaże + podjazd szutrem 100metrów). Nie chodzi o 3 EUR różnicy (aczkolwiek 3 Mythosy... wink ) ale skoro się umawiałem na inną cenę. Nie mam jednak chęci się wykłócać. Paleochori Studios, gdzie będziemy nocować przez kilka najbliższych dni, to uroczy ośrodek który już znamy. Mieszkaliśmy tutaj w zeszłym roku. Od jednej z najładniejszych, a na pewno największych, plaż dzieli nas zaledwie kilkaset metrów. Idziemy więc do tawerny napoić się, żona zaś zjada jakąś sałatkę owocową.
      Pora na plażowanie!smile
    • m.c.r Dzień 7 06.07.13, 19:58
      Dziś od rana siedzimy na plaży, taki dzień był mi potrzebny. Za 2 leżaki z parasolem płacimy 5EUR i od 10 do 17 korzystamy z uroków plaży Paleochori (Paliochori) smile
    • m.c.r Dzień 8 08.07.13, 21:57
      22 czerwca o 10 przyjeżdża pracownik Giourgas Rent a Car podstawiając nam białe Daihatsu Terios. Ponownie rezerwowałem auto 4x4, przed nami 3 miejsca w których będzie zdecydowanie przydatne - kopalnie siarki, vani i profitis ilias (a to ostatnie to za "pewną" wink namową).
      Jedziemy do Adamas, podpisujemy umowę najmu (z rabatem 45EUR) i w stronę pierwszego "punktu" jakim jest Agii Anargiri. Tutaj kilka zdjęć i w dół do Zefirii. Po drodze zjeżdżam jeszcze do młyna czy też wiatraka, który widzę na mapie. Niestety drogę grodzi brama i musimy zawrócić. .
      Zatem Zefiria, która swego czasu była stolicą wyspy, kończy się asfalt i zaczyna całkiem przyzwoita szutrowa droga. Dojeżdżamy nią do "parkingu" przed kopalnią i choć pracownik wypożyczalni zapewniał że autem spokojnie wjedziemy i wrócimy (na mapie to dość stroma droga), decydujemy się ostatni kilometr pokonać pieszo. Szczególnie, że zjazdu strzeże znak "zakaz wjazdu". Wyblakły, no ale to zawsze daje do myślenia. Z drogi ukazują się niesamowite widoki, z jednej strony na morze (w stronę Paliochori), z drugiej na pozostałości świetności kopalnianych.
      Choć spokojnie można było pojechać autem na sam dół, to jednak ominęły by nas te widoki. Nie żałujemy. Jakby ktoś jednak chciał zjechać autem, to "normalnym" można spokojnie od "parkingu" przejechać kilkaset metrów w dół aż do pierwszego zakrętu 180' na którym znajduje się placyk gdzie można spokojnie zaparkować. Dalej jest stromo i sypko, bez 4x4 może być ciężko (co nie oznacza że się nie da).
      Piękne miejsce. Jesteśmy tutaj sami. My i Old Sulphur Mines, miejsce które widziałem w zeszłym roku na zdjęciach w muzeum górnictwa w Adamas. Θειωρυχείο to jeden z 3 powodów obok Vani i Kimolos, dla którego ponownie odwiedzamy Milos i zdecydowanie WARTO.
      Zdjęcia, zdjęcia i wracamy. Jak dochodziliśmy do auta to zjechało się kilka innych pojazdów i powoli robi się tu tłoczno co mnie z jednej strony dziwi (miejsce dzikie i średnio dostępne), z drugiej zaś rozumiem. Tu jest po prostu pięknie...
      Wracamy, zatrzymujemy się na zdjęcia w Zefirii i dalej wybrzeżem w stronę Embourios. Przy Agia Marina, który stanowi przystanek kolejnej sesji zdjęciowej, kończy się asfalt i w dół zjeżdżamy wąską, choć przyzwoitą drogą szutrową. Przystanek w Embourios na zimne napoje w tutejszej sympatycznej tawernie. Dzikie, ciche i miłe miejsce.
      Patrzę na zegarek i patrzę że już prawie 16. Robi się późno a przed nami przecież jeszcze Vani i Profitis Ilias. Ponieważ już wiem, że dzień z autem to za mało dokonuję pierwszej korekty trasy i zamiast jechać z Embourios prosto do Abourdhechtaki decyduję się wrócić główną drogą w stronę Ralaki i na skrzyżowaniu pojechać w prawo w stronę Vani. Szutrowa, dobra droga prowadzi nas dalej do kolejnego rozjazdu. Przed nami pickup skręca w lewo do Psathadika, tam też prowadzą znaki szlaku Vani, ja jednak postanawiam pojechać "górną" drogą, która na mapie ma statuś "główniejszej". Pierwszy raz mapa się pomyliła i gdyby nie to że auto było wysoko zawieszone i miało napęd na 4 koła, musiałbym zawrócić. Ciężkie i męczące 2km doprowadzają do miejsca w którym "nasza" droga łączy się z "pickupową" Teraz już wiem, że wrócę tą drugą a terrain maps po powrocie wysłałem uwagi do oznakowania (brawo dla wydawcy za reakcję).
      Dalej szuter prowadzi już na północ w stronę Vani (Βάνιwink, pod koniec droga staje się wyboista i kamienista, ale spokojnie do pokonania osobówką (o ile jedzie się powoli). Zatrzymujemy się przed dawną kopalnią manganu czy też żelaza (jak informują inne źródła) i ponownie spacerem, sami w tym rejonie. Tradycyjnie zwiedzanie i zdjęcia.
      Wracamy do auta, jest już 17:30 i wiem, że na Profitis Ilias nie dojadę. Wygląda więc na to, że Milos ugości nas raz jeszcze...
      Do Ralaki dojeżdżamy drogą "pickupową", faktycznie jest zdecydowanie lepszej jakości. Mimo upływającego czasu postanawiam wprawdzie skorygować o najwyższy szczyt góry naszą trasę, ale nie chcę jeszcze wracać do Paleochori więc zamiast przez Embourios jedziemy "pętlą" w stronę Agios Ioannis. Ufortyfikowany monastyr wita nas grupą kóz smile. Zdjęcia i w drogę. Niestety ze względu na brak czasu rezygnuję nie tylko z Profitis Iilas ale i ze zjazdu, nawet zdjęciowego, na plaże Ammoudaraki, Ralaki i Triades a także Agios Ioannis.
      Nic, przecież i tak tu wrócimy kiedyś smile
      Jedziemy dalej, mijamy czerwone chorągiewki wskazujące początek pieszego szlaku do Kleftiko i zatrzymujemy się jedynie na kilka zdjęć pięknego miejsca zwanego Gerontas. To plaża z ciekawymi formacjami skalnymi smile
      Wsiadamy do auta i postanawiam dojechać jeszcze do Klimy, tutaj kilka zdjęć i na zachód słońca do Plaki. Auto zostawiamy na parkingu i wspinamy się do Kastro podziwiając zachodzące słońce ze szczytu górującego nad Panagia Thalassitra (Παναγία Θαλασσίτραwink.
      Teraz już możemy wrócić. Podróż męcząca, ale warta każdej kropli potu. Jestem szczęśliwy smile
    • m.c.r Dzień 9 09.07.13, 17:36
      Po 10 oddajemy auto i spacerujemy chwilę po Adamas w oczekiwaniu na autobus. Ten zabiera nas do Paliochori gdzie resztę dnia spędzamy na plaży smile
      Jutro z kolejnej wypożyczalni (tylko Athena Travel ma ubezpieczenie auta ważne na Kimolos) dostaniemy Matiza, którym udamy się na Kimolos...
    • m.c.r Dzień 10 09.07.13, 19:08
      24 czerwca, 10:00. Czekamy na auto z Atheny i jak mawiała moja babcia - ni widu, ni słychu. Zadzwoniłbym do wypożyczalni, ale jedną z zalet Paleochori Studios jest brak zasięgu komórki. Zabawnie musiało wyglądać moje bieganie po okolicy z telefonem w ręce. No ale udało się i po kilku wyjaśnieniach ze strony wypożyczalni (nie doczytali, że mieli auto dostarczyć i myśleli że odbiorę je w biurze) czerwony Matiz dojechał po 11. Miałem zatem kilkadziesiąt minut aby dotrzeć do Apolloni aby złapać prom na Kimolos,a kolejny był dopiero o 14:30.
      Zatem na skróty przez Zefirie na północ (zamiast główną drogą przez Kanave i Adamas) pędzimy strzałą Chevroleta smile
      Docieramy dosłownie na kilka minut przed odpłynięciem Panagii Fanaromeni i jako ostatni wjeżdżamy na prom by po 30 minutach zjechać z niego jako pierwsi smile
      Jesteśmy w Psathi - porcie Kimolos, gdzie czeka na nas Aspasia która prowadzi pensjonat Sofia's Apartments w Chorio na Kimolos. W pokoju czeka na nas niespodzianka - mała buteleczka tsipouro, kilka lokalnych słodkości i list powitalny. Miłe smile
      Studio to duże, około 50 metrowe pomieszczenie składające się z pokoju dziennego, sypialni i wielkiej łazienki. Nie ma jednak czasu na zachwyty, biegniemy do piekarni, do marketu i wracamy. Postanawiam, że to po co tutaj przyjechaliśmy czyli Skiadi zobaczymy dziś. Podobnie jak pozostałą część tej maleńkiej wyspy.
      Dzięki temu wybierzemy sobie plażę na której posiedzimy jutro cały dzień smile
      Zatem w drogę, choć pierwszym przystankiem zostaje urocza Goupa. Jeśli podobały Wam się kolorowe sirmata (σύρματαwink to tutaj są one po prostu bardziej naturalne i niekomercyjne. Spełniają do dziś swoje pierwotne przeznaczenie czyli bycie zimowym schronieniem dla łodzi. Wielkie WoW!smile
      Ponieważ nie zjeżdżaliśmy autem do wioski a zostawiliśmy je przy głównej drodzy, teraz musimy do niego wrócić. Wspólnie dochodzimy do wniosku że bez butli wody, która została w pokoju, dalsza podróż nie ma sensu.
      Wracamy więc do Chorio szukać sklepu gdzie Asia kupuje 3 półlitrowe butelki zimnej wody. Powinny wystarczyć.
      Zatem Skiadi. Tuż za miastem (miasteczkiem w zasadzie) kończy się wąski asfalt i zaczyna wąski szuter. Nie wiem jak tutaj mijają się auta, ale ruch nie przypomina autostradowego więc być może nie ma takiej potrzeby. Toczymy się powoli na północny zachód. Sporo kamieni, ale Matiz daje radę smile Po mniej więcej 2km pojawia się po lewej stronie wielki napis "Skiadi" z wymalowaną strzałką w lewo. Wysiadka i dalej pieszo.
      Idzie się naprawdę przyjemnie, choć przez całą kilometrową trasę brakuje cienia. Znaki prawidłowo kierują nas do Grzyba, przy którym (a w zasadzie to pod którym) robimy postój, uzupełniamy płyny, robimy zdjęcia, rozkładamy statyw, robimy kolejne zdjęcia i wracamy smile
      Postanawiam jechać dalej drogą w stronę Prassy i porównać ją z plażą w Bonatsa. Zanim jednak dojeżdżamy na tą pierwszą kieruję się za znakami kierującymi do Kimolia Gi - kolejne pensjonaty ale mają "przydomowy" bar, w którym delektujemy się frappe i zimnym Fixem.
      Plaża w Prassa robi na nas ogromne wrażenie. Oślepiająca biel i drobny piasek. Brak tłumów, ale też leżaków i parasoli. Cóż, coś za coś, w torbie przecież mamy koc plażowy smile
      Kilka zdjęć i jedziemy zobaczyć jak wygląda Bonatsa. Po drodze w jedynej na wyspie stacji benzynowej tankuję za 10EUR, powinno wystarczyć.
      Mijamy jeszcze raz Goupe, wjeżdżamy do Psathi gdzie Asia kupuje pamiątki a ja szukam nieistniejącego marketu (napój zdecydowanie by się przydał) i jedziemy w kierunku Aliki aby po kilkudziesięciu metrach skręcić na południę. Wąską i kamienistą drogą docieramy na największą i zorganizowaną (z leżakami) plażę Bonatsa. Jest tutaj przyplażowa kantyna.
      Mimo iż jest piasek, to Prassa wydaje się zdecydowanie ładniejsza i tam postanawiamy wrócić nazajutrz. Mijamy Kalamitsi i po zrobieniu nadmorskiej "pętli" postanawiam dotrzeć jeszcze do Ellinika, gdzie wg mapy znajdować się ma miejsce archeologiczne. Faktycznie są tutaj jakieś groby a w morzu ponoć widnieją pozostałości zatopionego miasta. Obok znajduje się również plaża nudystów, więc co by nie stresować golasów aparatem, postanawiam wrócić do auta. Wracamy do Chorio, bierzemy prysznic i mimo zmęczenia postanawiam, za wielką namową Asi, wybrać się "na wiatraki". Spacer męczący ale warto. Z jednej strony widok na Chorio i Psathi, z drugiej zaś wiatraki. Część z nich w całości, pozostałe stanowią urocze ruiny.
      Wracamy na kolację do pokoju. Kolejny męczący, ale jakże piękny dzień...
    • m.c.r Dzień 11 11.07.13, 20:21
      Po śniadaniu idę zwiedzić miejscowe muzeum archeologiczne. Za 2 EUR dostaję bilet i zaczynam od kilkudziesięciominutowego filmu na temat okolic Ellinika i sąsiadującej wyspy. Zatopione miasta, grobowce. Robi wrażenie. Pozostają do zwiedzenia jeszcze dwie sale, prezentujące wyspiarskie znaleziska.
      Krótki spacer po Kastro i wracam do pokoju. Wsiadamy do Matiza i pozostałą część dnia spędzamy w Prassa korzystając z ostatnich na Kimolos uroków błękitu morza i oślepiającej bieli piasku.
      Tak, ta wyspa bardzo mi się podoba i chcę tutaj kiedyś wrócić...
    • m.c.r Dzień 12 11.07.13, 20:36
      To nasz ostatni dzień na Kimolos. O 10:00 pakujemy się, na pusty tym razem, Panagia Fanaromeni i 30 minut później jesteśmy już na Milos. Jeszcze krótka jazda z Polloni (Apollonia) do Adamas, oddajemy Matiza i o 12:45 odpływamy na pokładzie Speedrunnera III na Serifos. Nie ukrywam, że jestem ciekawy tej wyspy. Ma być to mała, górzysta perła morza egejskiego smile
      14:15 prom przybija to portu w Livadi, gdzie czeka na nas właściciel Hotelu Eliza, miejsca w którym spędzimy najbliższe 5 dni.
      Rozpakowujemy się i idziemy pozwiedzać miejscowość w której mieszkamy. Robimy zakupy w pobliskim markecie, podpytujemy w jakich godzinach można kupić ryby w porcie i wspinamy się na przyportowe wzgórze by zobaczyć jak wygląda plaża Livadakia, która zdecydowanie bardziej przypada nam do gustu niż zbity piasek w centrum Livadi.
      Późnym południem pakujemy się w autobus i jedziemy do Chory. Spacer do Kastro i zdjęcia smile Ponieważ z Chory do Livadi prowadzi doskonała, brukowana ścieżka postanawiamy wrócić na dół. Jeszcze tylko późna kolacja z winem i tak kończy się dzisiejszy dzień. Jutro wypożyczymy auto smile
    • m.c.r Dzień 13 12.07.13, 19:51
      W przyportowej wypożyczalni Krinas Travel za 30EUR bierzemy na cały dzień Fiata Pandę. Dziś chciałem małe auto na serifijskie (serifowskie?smile drogi, jutro wstępnie umawiam się na 2 quady. Przydadzą się na słabsze drogi tam, gdzie szkoda będzie męczyć biedną pandzinę.
      Plan na dziś to objazd wschodniej "pętli", zachodnia pozostanie na dzień następny. Ostatecznie zaś...nie będę uprzedzał smile
      Za 10 EUR tankujemy auto na jedynej na wyspie stacji benzynowej (jako ciekawostka - na Serifos nie ma bankomatu wink ) i jedziemy z Livadi w kierunku Agios Sostis. Dzikie i urocze plaże? Urocza owszem, dzika - może nie do końca, ale z całą pewnością spokojna i oblegana może przez 2, 3 pary. Ot taka laguna smile
      Jedziemy dalej w stronę tamy, która w zasadzie niczego sobą nie prezentuje - ot takie bajoro z wodą smile Następnie kilka zdjęć z góry piaszczystej Agios Ioannis i tuż za Kentarchos dostrzegam piękny kościół Panagia Skopiani. Nie namyślając się długo parkuję auto, Asia zostaje w środku, i schodzę kilkaset metrów w dół zachwycając się zarówno jego umiejscowieniem jak i konstrukcji. Rośnie tam nawet winogron smile.
      Przed Moni Taxiarchon jedziemy zobaczyć Platis Gialos, która nie urzeka aczkolwiek jest tu i cień i piasek i czyste morze i nawet tawerna, w której pijemy wodę i frappe.
      Wracamy do największego monastyru na wyspie, który jest zamknięty. W tak zwanych dawnych czasach był on obiektem zainteresowania nie tylko duchownych ale i piratów, w związku z czym przebudowano go na obiekt bardziej przypominający twierdzę niż obiekt sakralny smile
      Lubię takie miejsca...
      Do Galani nie zjeżdżam, droga wydaje się dalej dość stroma i postanawiam ją zostawić dla quada. Szczególnie, że dalej za wioską zaczyna się kilkusetmetrowy szlak do jednej z kilku wież obronnych, które zostały odnalezione na Serifos.
      Za Pirgos skręcam w prawo w stronę długiej plaży Sikamia, ponieważ nie planujemy tutaj plażować, robię zdjęcia z góry i dalej do przodu.
      W tym właśnie momencie postanawiam, że dziś objedziemy pandą całą Serifos a jeśli faktycznie znajdą się takie miejsca w które nie wjadę, wrócimy tu jutro quadami smile
      Panagia. Spokojna i senna wioska położona na zboczu góry. Minąłem autem zjazd więc postanawiam ją zwiedzić pieszo. Leżący na środku ścieżki wielki pies skutecznie wybija mi to z głowy i choć bardziej przypominał maskotkę niż niedźwiedzia, postanawiam wrócić smile
      Po drodze zjeżdżam jeszcze do tutejszego lądowiska helikopterów, na Serifos nie ma lotniska, jest zamknięte ale widać że często używane.
      Właściciel wypożyczalni uprzedzał nas, żeby fiatem nie wjeżdżać na szuter, bo ubezpieczenie, bo opony, bo wiadomo. Powinienem go posłuchać ale kusi. Kusi boczny zjazd na Liomandre w której znajduje się Panagia z 1711r a także pozostałości murów mykeńskich. Ponieważ droga nie wygląda źle ryzykuję. W najgorszym wypadku zawrócę, a jadąc powoli opon nie powinienem uszkodzić. Tak więc następne 3km toczymy się powoli odkrywając górzystą Serifos. Inną niż Chora czy Livadi. Opuszczoną...
      Na miejscu zastajemy śnieżnobiały kościół, dwa auta z czego jedno stanowi wrak i dom. Widać, ze ktoś tu mieszka, czego ślad znajdujemy choćby w postaci żmii z ukręconym łbem. Może to i dobrze, bo żywej bym spotkać nie chciał smile
      Jedziemy do Megalo Livadi, tutaj chciałem zobaczyć pozostałości dawnych kopalni od których zaczynamy zwiedzanie mieściny. Kiedyś musiało być tu tłoczno, widać po ruinach budynków, bo pozostałościach kopalni, mostów przeładunkowych. To był ważny port dla wyspy.
      Dziś za wyjątkiem przeciętnej, choć ocienionej tamaryszkami, plaży i dwóch przyjemnych tawern życie wymarło. Dawna siedziba władz korporacji to popadający w ruinę imponujący budynek. Zachwycam się, ale trzeba powoli wracać, a pora robi się późna. Z wielkim żalem odpuszczam wjazd na Mesa Akrotiri gdzie znajduje się rzucający się z daleka w oczy kościół Agia Triada, monastyr Evangelistria a także Psaros Pyrgos i cyklopia jaskinia. Te miejsca również dopisuję do "jutrzejszej" wycieczki. Koutalas to kolejne miejsce w którym widać pozostałości świetności przemysłowej Serifos. Budynki robotników, zardzewiałe stare auta. Do dziś nie wiem dlaczego ja się tam nie zatrzymałem i nie zrobiłem zdjęć. Do dziś nie wiem dlaczego zapomniałem o chęci wejścia do zamku Grias.
      Powodem być może była najładniejsza moim zdaniem plaża na wyspie - Vagia. Wprawdzie cienia tu niewiele, ale jest niewielka kantyna, jest i kilka parasoli z leżakami. A że komunikacji "miejskiej" nie uświadczysz, jest w miarę pusto.
      Idziemy na małe piwo i dalej w drogę. Szkoda, ze zabrakło czasu na kąpiel... Zabrakło go również do zjazdu na dziką Kalo Ambeli i dalej na południe do latarni morskiej. No ale przecież my tu jeszcze będziemy kilka dni, będą quady - wymarzone pojazdy na trudne i wąskie drogi smile
      Wjeżdżam do Ramos, kilka zdjęć, dalej w stronę kempingu na plaży Livadakia, na której będziemy się wylegiwać przez kilka dni.
      Jeszcze tylko kolacja z winem i tak kończy się kolejny dzień. Trzynastka nie była pechowa smile
    • m.c.r Dzień 14 12.07.13, 20:07
      28 czerwca, oddajemy auto, nie wypożyczamy quadów i idziemy na plażę. Cały dzień spędzamy więc na Livadaki.
      Kiedy wrócimy więc w miejsca, które ominęliśmy? Jutro. Na pewno jutro...smile
    • m.c.r Dzień 15 12.07.13, 20:12
      To jutro jakoś nie nadchodzi, bo mnie się wciąż nie chce quada tylko plaży. Tzn chce mi się ale leń dopada.
      Rano idę do poru po ryby na kolację, sprawdzam wieczorne autobusy do Chory (1,60 EUR) i...i na plażę. Livadakia oferuje darmowe leżaki, parasole i jest tam po prostu przyjemnie. Nie licząc wodorostów w wodzie, no ale przecież w morzu się pływa a nie po morzu chodzi smile
      Po plażowaniu prysznice, szybkie zimne piwo i do chory. Biorę statyw, zrobimy sobie dziś kilka wspólnych zdjęć smile
      Wracamy i smażę ryby. Do tego pieczone ziemniaki, tzatziki i obowiązkowo lokalne wino.
      To co, quady jutro?smile
    • m.c.r Dzień 16 12.07.13, 23:02
      Ostatni dzień czerwca. Czy wypożyczyliśmy auto lub inne quady? Oczywiście, że nie smile Tak się za nie zbierałem, że ostatecznie wylądowaliśmy na Livadaki. Parasol, leżaki, piasek, woda i zimne piwo.
      Przecież Serifos i tak jest po drodze, więc na pewno tu wrócimy a że na urlopie wypada trochę poleniuchować to też tak czynimy. Choć faktycznie dziś żałuję, że tyle tam miejsc zostawiłem...
      Późnym popołudniem wybraliśmy się jednak na spacer do widocznego na mapie starego mostu. Jest ich więcej w pobliżu chory, ponoć są tam i młyny wodne (albo ich ruiny). Sprawdzę to kiedyś, na pewno sprawdzę!
    • m.c.r Dzień 17 12.07.13, 23:18
      Po śniadaniu idę zapłacić za pokoje. Studia w hotelu kosztowały nas 30EUR/doba co jak na Grecję jest ceną bardzo dobrą. Szczególnie, że warunki doskonałe - mamy aneks kuchenny, sypialnię, łazienkę, codzienne sprzątanie a co 2 dni świeże ręczniki.
      Do tego 10 metrów przystanek autobusowy, a na plażę 10 minut. Livadaki, bo przyportowa pod ręką, choć to zbity piasek jest i nam się nie podoba.
      Pakujemy się, ale zanim opuszczamy pokój idziemy usiąść przy morzu. Asia na - tradycyjnie już - frappe γλυκό με γάλα a ja wybieram παγωμένη μεγάλη μπίρα Μύθος, czyli po prostu duży, zimny Mythos (którego kilka dni temu kupiłem w Pl w Lidlu podczas tygodnia greckiego wink ).
      Gdzieś słyszałem, że zimne piwo latem nie gasi pragnienia. Nie zgadzam się smile
      Przed 14 idziemy po walizki, kwadrans po drugiej - ponownie - Speedrunner III zabierze nas do Pireusu. Prom spóźnia się wprawdzie 10 minut, ale nam to nie przeszkadza smile
      Siadamy i odliczamy czas. Tutaj kończy się tegoroczna przygoda z wyspami, ale jeszcze nie urlop.
      Do Pireusu przypływamy punktualnie i od razu udajemy się na stację Metra. Kupuję bilet i jedziemy, z przesiadką, na plac Syntagma, a po 10 minutach jesteśmy już w hotelu. Jego nazwy nie wymienię, bo zdecydowanie mi się nie podoba. Na szczęście to jednak tylko jedna noc, a że jesteśmy na Place to od razu po wzięciu prysznica idziemy na spacer.
      Jeszcze tylko zakupy akcesoriów kuchennych z drzewa oliwkowego, popołudniowy posiłek w postaci gyrosa i mythosa (ależ się rymuje wink ), po drodze zdobywam inne równie lubiane przeze mnie piwo - Vergina i do pokoju.
      Przebieramy się i czekamy na Nikosa. To nasz grecki, ateńsko-salonikowy przyjaciel, z którym spędzamy czas niemal do 2 przy ouzo i pogawędkach. Jak wracamy do hotelu, Plaka jest już pusta. Ta sama Plaka, która kilka godzin wcześniej wypełniała się tłumami turystów...
    • m.c.r Dzień 18 12.07.13, 23:32
      Wstajemy rano, idziemy na śniadanie na taras z widokiem na Akropol. Leniwie wracamy do hotelu, wymeldowujemy się i wsiadamy do metra na Syntagmie. Dwuosobowy bilet na lotnisko kosztuje 14EUR (dla jednej osoby 8EUR).
      Airbus A321 Lufthansy zabiera nas do Monachium. Szkoda, że to nie Aegean Air - wygoda i katering zdecydowanie lepsze u Greków. Kilka godzin później jesteśmy już w Embraerze 190 lecąc do Wrocławia.
      18 dni zleciało naprawdę szybko ale pozostanie w pamięci długo. Żegnaj Grecjo, do zobaczenia za rok!
    • m.c.r Zdjęcia 12.07.13, 23:33
      Zdjęcia z urlopu wraz z całym opisem zamieściłem na zaprzyjaźnionym, chorwackim forum.

      www.cro.pl/greckie-podroze-male-i-duze-mcr-t42196.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka