plutokrata
25.06.12, 19:00
Czytam I czytam te epopeje rowerowe pisane przez polskich rowerzystow, wlos sie jezy na glowie.
Dlaczego to takie wszystko dziwne?
Dlaczego nie mozna sobie usiasc przy sciezce rowerowej i chlapnac piwa, bo moga zamknac, aresztowac, wlepic mandat ?
Dlaczego kierowcy nie moga sie jakos pogodzic z rowerzystami? Mieszkam w 8 milionowym miescie i na palcach jedej reki policze konflikty miedzy tymi dwoma grupami.
Dlaczego jazde na rowerze traktuje sie niemalze jak jazde pojazdem mechanicznym z ta cala powaga przyslugujaca temu zboznemu zajeciu? Dlaczego nie traktuje sie tego na luzie, jako rozrywkowej alternatywy dla nudnego dojezdzania do pracy autobusem albo tramwajem?
Dlaczegow koncu kradna tak te wasze rowery? Ja smigam maszyna za 2500 dolarow, fakt ze przypinam to to do slupa , ale nie zawsze i nie wszedzie.
Dlaczego robi sie w PL trudnosci z transportem roweru srodkami komunikacji? Trzeba jechac w wydzielonym wagonie, placic, liczyc na laske/nielaske kierowcy?
Dlaczego w koncu tak malo jest sciezek rowerowych przeznaczonych wylacznie dla rowerzystow, gdzie samochody nie maja wjazdu? A gdy juz akurat taka sciezka jest, dlaczego robi sie awantury pieszym, gdy na nia wejda?