1946zeglarz1946
14.10.12, 14:47
W weekend fajna pogoda. W dwa dni, spacerowym tempem [około 15 km/godz.] przepedałowałem po dzielnicy, niecałe 20 km. Głównie ścieżkami rowerowymi i alejkami parkowymi. Tam gdzie trzeba było przekraczać jezdnie, 80% kierowców udawało, że nie widzi rowerzysty, przodowały w tym młode kobiety. W jednym miejscu poprzedzający mnie rowerzysta zmusił jedną taką do zatrzymania się, mnie również widziała [kontakt wzrokowy] ale mimo to ruszyła. Udało się jej "wtarabanić" na przejazd dla rowerów [ona skręcała w prawo] pół autka. Bezpiecznie można było się tylko czuć, gdy to był samochód "nauki jazdy". Ale tam czuwali również instruktorzy.
Na jednej ze ścieżek rowerowych [tuż za zakrętem] uczył się chodzić jakiś brzdąc. Mamusia jego była na chodniku cztery metry dalej. W innym miejscu na czołówkę pędził młodociany cyklista. Głowę miał odwróconą do tyłu. Dopiero ostrzegawcze okrzyki, spowodowały, że zjechał na lewą stronę i "złapał" pobocze. O mało się nie wywrócił.
Para staruszków dostojnie kroczyła ścieżką rowerową. Na nic nie reagowali. Albo ogłuchli albo za nic mieli teraźniejszość..
W parku najgorsze były pieski na smyczach. Prawą stroną alejki właściciel a lewą albo za nią zwierzak. A między nimi prawie niewidoczna linka.
Na ciągach komunikacyjno - pieszych, gromadki ludzi. Czym więcej osób, tym niechętnej umożliwiali przejazd.
W dni powszednie jest lepiej.