Forum Sport Rowery
ZMIEŃ

      Samo życie

    14.10.12, 14:47
    W weekend fajna pogoda. W dwa dni, spacerowym tempem [około 15 km/godz.] przepedałowałem po dzielnicy, niecałe 20 km. Głównie ścieżkami rowerowymi i alejkami parkowymi. Tam gdzie trzeba było przekraczać jezdnie, 80% kierowców udawało, że nie widzi rowerzysty, przodowały w tym młode kobiety. W jednym miejscu poprzedzający mnie rowerzysta zmusił jedną taką do zatrzymania się, mnie również widziała [kontakt wzrokowy] ale mimo to ruszyła. Udało się jej "wtarabanić" na przejazd dla rowerów [ona skręcała w prawo] pół autka. Bezpiecznie można było się tylko czuć, gdy to był samochód "nauki jazdy". Ale tam czuwali również instruktorzy.
    Na jednej ze ścieżek rowerowych [tuż za zakrętem] uczył się chodzić jakiś brzdąc. Mamusia jego była na chodniku cztery metry dalej. W innym miejscu na czołówkę pędził młodociany cyklista. Głowę miał odwróconą do tyłu. Dopiero ostrzegawcze okrzyki, spowodowały, że zjechał na lewą stronę i "złapał" pobocze. O mało się nie wywrócił.
    Para staruszków dostojnie kroczyła ścieżką rowerową. Na nic nie reagowali. Albo ogłuchli albo za nic mieli teraźniejszość..
    W parku najgorsze były pieski na smyczach. Prawą stroną alejki właściciel a lewą albo za nią zwierzak. A między nimi prawie niewidoczna linka.
    Na ciągach komunikacyjno - pieszych, gromadki ludzi. Czym więcej osób, tym niechętnej umożliwiali przejazd.
    W dni powszednie jest lepiej.
      • iwona402 Re: Samo życie 14.10.12, 19:39
        Dla mnie na ścieżce rowerowej w mieście największy problem stanową psy na długich cienkich smyczach, oraz biegające luzem- miałam już kontakt z psimi zębami. Następnie denerwują mnie tabuny grubych kobiet z kijkami , które chodzą po 3-4 całą szerokością ścieżki. O tej porze roku część pozamiejską mam praktycznie do prywatnego użytku. Chociaż jakieś tydzień temu na przeciw mnie jechał koleś ze słuchawkami na uszach i chyba też był pewien, że ścieżka jest jego własnością, jechał zygzakiem, wcale mnie nie widział ( jechał pod słońce), musiałam przymusowo ewakuować się na pobocze.
        Miałam też przypadek, że wyjeżdżam na ścieżce z zza zakrętu, a tam jedzie wprost na mnie jakby nigdy nic samochód osobowy. Zdębiałam i uciekłam z rowerem w pobliskie krzaki- ludzie to mają tupet
        Mam zamiar jeździć do pracy na rowerze do końca października, jak pogoda pozwoli to trochę dłużej. W ubiegły wtorek mocno zmokłam w czasie jazdy , a na dodatek w pracy mam jakieś 12-13st, niezbyt przyjemne jest rozbieranie i mycie (zimna woda) w takich warunkach.
        • user0001 Re: Samo życie 16.10.12, 09:12
          Na pieski, zwłaszcza te małe wyglądające na rasowe bezbłędnie działa takie rozwiązanie:
          Jadę i wrzeszczę: "ROZJADĘ KUNDLA ROZJADĘ" paniusia prowadząca pieska, od razu skraca smycz, a często nawet bierze pieska na ręce.
          • stefan4 Re: Samo życie 16.10.12, 09:36
            user0001:
            > Jadę i wrzeszczę: "ROZJADĘ KUNDLA ROZJADĘ" paniusia prowadząca pieska, od
            > razu skraca smycz, a często nawet bierze pieska na ręce.

            Potem wracasz do domu zachrypnięty i dziewczyna Cię rzuca, bo kobiety są wrażliwe na tembr głosu. A paniusia wraca do domu zapłakana i tam mąż albo syn doradza jej gaz łzawiący lub inną chemię jako środek obrony biednego pieska przed agresywnymi rowerzystami. Niech co setna skorzysta z takiej rady, a miasto wypełni się gazem łzawiącym, jak za początków stanu wojennego.

            A teraz rozważ alternatywny scenariusz: jedziesz, zwalniasz i się uśmiechasz (jeśli Ci nie do śmiechu, to uśmiechaj się krzywo). Wtedy paniusia odczuwa lekki wyrzut sumienia, że nie upilnowała pieska i w ten sposób zmusiła takiego miłego młodziana do hamowania. Niech jej się tak stanie 3 razy w trakcie spaceru
      • Gość: zonkii no, sama nie wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.12, 19:41
        ja dzisiaj musiałam zwrócić uwagę pani, która uparcie czekała aż ja przejadę, a przecież była na przejściu dla pieszych w końcu się zatrzymałam i powiedziałam, jej "proszę przechodzić, jest pani na przejściu dla pieszych, ma pani pierwszeństwo", potem rodzina z dziećmi i psami na ścieżce pieszo-rowerowej na mój widok przeszła na drugą stronę, aż się zatrzymałam i powiedziałam im, że przecież oni nie muszą mi ustępować drogi, a nawet dużo bezpieczniej jest, jak cały czas idą po swojej stronie... także nie wiem
        • stefan4 Re: no, sama nie wiem 15.10.12, 01:19
          zonkii:
          > ja dzisiaj musiałam zwrócić uwagę pani, która uparcie czekała aż ja przejadę, a
          > przecież była na przejściu dla pieszych w końcu się zatrzymałam i powiedziałam,
          > jej "proszę przechodzić, jest pani na przejściu dla pieszych, ma pani
          > pierwszeństwo"

          Po chodnikach nie jeżdżę, ale jeżdżę po ścieżkach w lesie. Często spotykam tam spacerowiczów i wtedy bardzo zwalniam. Zwykłą reakcją jest okrzyk mamusi w kierunku swojego dziecka:
          ,,
          • Gość: zonkii Re: no, sama nie wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.12, 21:34
            ja nie jechałam po chodniku, tylko po ścieżce rowerowej na której jak pewnie wiesz są przejścia dla pieszych na których oni mają pierwszeństwo
      • printmasta Re: Samo życie 26.10.12, 21:30
        Niestety, jak chyba każdy, znam to wszystko bardzo dobrze, aż chyba za dobrze. Choć w wielu takich sytuacjach nie raz puszczały mi nerwy, gotowało się wszystko, palec "któryś" się wyprostował a i poleciało z ust to i owo, to teraz staram się jakos pozytywem to rozwiązywać. Kierowca przepuści, choć mam pierwszeństwo i należy mi się jak psu spacer, kiwnę, podziękuje, uśmiechnę się. Na "zabłąkanych na ścieżce" i psiarzy staram się nie krzyczeć (no ciężko czasem, czasem mimo szczerych chęci się nie udaje powstrzymać) tylko powiedzieć grzecznie o co chodzi. Generalnie jakoś to pozytywnie rozwiązywać i wzmacniac pozytywne zachowania np. kierowców ustępujących na ścieżkach. Cały czas naiwnie wierzę, że to lepszy sposób niż agresja itp. i może sobie ci ludzie i kierowcy pomyślą- "ale fajni ci rowerzyści, nie utrudniajmy im życia".
        No wiem, wiem to nie w tym kraju i pewnie nie w tym życiu:) ale ciągle wierzę...
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja