Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajaców

    IP: *.csk.pl 01.06.05, 13:28
    Siedziałem 10 dni w leśniczówce w środku lasu i robiłem swoje przy okazji
    jeżdżąc na rowerze. W międzyczasie zdarzył się Długi Weekend i tak, prócz
    meszki i komarów, pojawili się w lesie turyści. NIektórzy zamieszkali w
    leśniczówce, inni tutaj przesiadali się na rowery.
    1. Poznać pochodzenie po tablicy rejestracyjnej jest łatwo, ale warszawiaków
    i poznaniaków rozpoznawałem po markach samochodów i rowerów - przyjeżdżali do
    lasu miejskimi terenówkami, a ich rowery błyszczały aluminium i prężyły się
    amortyzatorami. Prawie wszystkie wygladały jakby kupiono je bezposrednio
    przed Bożym Ciałem.
    2. W tym samym czasie Niemcy, Francuzi, Holendrzy, Włosi zostawiali na
    parkingu kilku, kilkunastoletnie auta w typie Clio, czy Uno, a ich rowery
    miały duże koła, proste ramy i kierownice. Kolor nieokreślony, rower
    zdecydowanie wtapiał się w pejzaż.
    3. Grupy krajowe wjeżdżały do lasu w porze, kiedy zachodni cykliści las
    opuszczali. około 10-tej. Nasi wstają późno, bo przyjechali do lasu się napić
    piwa (i pojeździć rowerami). Ludzie Zachodu przyjechali z daleka zobaczyć
    łosia, podpatrzeć żurawia, zobaczyć poranne przeloty ptaków, itp. Poza tym,
    przy 30-stopniowych upałach wstanie przed 4-tą i powrót z wycieczki około 10,
    wydaje się rozsądny w przeciwieństwie do wycieczki robionej między 10 a 16-tą.
    Żona leśniczego powiedziała: "Tylko durnowaty człowiek idzie o tej porze do
    lasu." Podobną opinię mają i inni mieszkańcy okolicy, bo do pracy wychodzili
    przed wschodzm słońca, nawet nie ze względu na upał ile na komary, których
    rano mniej.
    4. Ubrania. Wielkomiejscy nosili się specjalistycznie: wybierając albo szpan
    cyklisty (obcisłe kolarki, koszulki z nalepakami, kaski i rękawiczki), albo
    bajery trapera (zielone spodnie wpuszczone w buty, zielona w plamy brązowe
    koszula, podobnie zmaskowany kapelusz cęsto z doczepioną siatką przeciw
    owadom). Miejscowi nosili sie jakoś niezauważalnie, podobnie jak goście z
    Zachodu.
    5. Picie i jedzenie. Warszawiacy przywożą ze sobą wodę w zgrzewkach i chłodzą
    ją potem włączając w autach klimatyzację. Żaden nie spytał o studnię, a kiedy
    któregoś z ciekawości spytałem, czemu pije ciepły płyn nagrzany w aucie
    zamiast zaczernąć wody ze studni, odpowiedział, że nie wie, czy woda jest
    badana. Zachodni nie dość, że pili ze studni, to jeszcze mówili po
    polsku;"Czy moszna szklanka wody?" robili też zakupy w wiejskich sklepikach,
    które jako żywo przypominają socjalistyczne GS-y. Wielkomiejscy przywożą ze
    sobą wszelkie możliwe produkty i zostawiają po sobie zamiast gotówki u
    miejscowych, sterty śmieci (w workach i miejscach do tego przeznacznych ale
    żden nie zgniótł plastikowej butelki, czy puszki, więc byl to wielkie
    objętości).
    6.Kask. Przez otwory wentylacyjne łowili Nosiciele Kasków wielkie ilości
    dokuczliwszej od komara MESZKI. Drapali się przy samochodach ile wlezie po
    głowach.
    7. Prędkość. Na rowerach po piachu - wolno, bo nie mają sił. Samochodami
    slalomem po szutrze - szybko, wzbijając pył na cyklistów. Zachodni ludzie na
    widok cyklisty zwalniają, nawet po to, by nie wzbudzić chmury pyłu, wschodni -
    przyśpieszają.
    Na razie tyle o pajacach w lesie.
    Obserwuj wątek
      • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 01.06.05, 15:48
        Gość portalu: jaskrawy napisał(a):
        Wszystko to co piszesz to niemal sama prawda, ale zapominasz kolego o jednym ze
        ci warszawiacy czy poznaniacy to twoi krajanie i przypisując coś warszawiakom
        czy poznaniakom wykazujesz się debilnym wrzucaniem wszystkich do jednego worka.
        Owszem są to dwa najbogatsze miasta które przyciagaja ludzi z całego kraju (z
        twojej wiochy też) i niestety póxniej obwoża się po całym kraju swoim sukcesem.
        Jestem z dziada pradziada warszawiakiem i bez problemu radzę sobie bez prądu i
        wszelkich wynalazków, natomiast znam wielu co to w miesiąc po wprowadzeniu się
        do blokowiska twierdziło że łoni to sią jus warsiawiacy. Nigdy nie miałem
        problemu z dogadaniem sie z Poznaniakiem, Krakusem ( moi najlepsi kumple w
        wojsku) czy kim kolwiek z jakiegokolwiek miasta czy wsi ale zawsze miałem
        problem z dogadaniem się z idiota i czy to był idiota z jakiego kolwiek miasta
        czy wsi to dogadywanie się z nim było niemal niemożliwe.
        KA
        PS Porównanie do ludzi zachodu też niezbyt szcześliwe bo przyjechali tu pewnie
        ludzie którzy wiedzieli czego szukaja a szukali kontaktu z przyrodą, takich
        spotkasz wszędzie i są w śród nich nasi rodacy, obieżyświaty szukające
        prawdziwej natury na całym swiecie są podobni do siebie i nie wyrózniają sie
        zbytnio z otoczenia jak i starają się poznać kulturę i język rejonu w który
        zawędrowali.
          • rumburakk1 Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 01.06.05, 16:53
            ja mam to samo na Pom Zach. Jak wakacje się zaczna to rozpoczyna się najazd
            poznaniaków. Nie wyjeżdżam wtedy na drogi bo mi życie miłe. Nie wiem na czym to
            polega ale kierowcy z tego regionu są wyjątkowo konfliktowi. Zwrócisz takiemu
            uwagę żeby nie jechał na trzeciego to cie mało zbuta nie potraktuje (dobrze że
            miał nowe i mu było szkoda). To raz o kierowcach z Poznania.
            Dwa to dystynkcje rowerowe. Jak widzę samochód z rowerem na dachu pędzący nad
            morze to zachodzę w głowę po co komu na plaży rower. Jako żywo rowerzystów na
            głownym deptaku Niechorza, Rewala czy gdziekolwiek indziej policzyć można na
            palcach 1 ręki. Poza miastami tym bardziej. Nie wiem co robią z tymi rowerami.
            Gubią po drodze czy co? A co do lasu ...
            No można śmiać się z miastowych, choć szkoda na to pisania bo to biedni ludzie
            tak naprawdę. Dzieciaki nie wiedzą co to gęś co to indyk i co do czego w lesie.
            Z tymi z zachodu też nie najlepiej bo jednemu musiałem tłumaczyć jak odróznić
            sosnę od świerka. Żałosne jest to całe opancerzenie tych cykloturystów. Nie wiem
            ile kasy trzeba mieć żeby to szystko nakupić. Jakie pulsometry, super scyzoryki
            z narzędziami, kolorowe fatałaszki itd rażą w oczy miejscowych co to 50 zeta od
            spodenek rowerowych to na tydzień życia rodziny musi starczyć. A już kuriozum
            to było jk wyciągano poznaniaka z lasy wyciągarką bo swoim land rowerem chciał
            sie poczuć macho i wjechał w dolinkę z której cudo wóz za nic nie chciał
            wyjechać. Bidak utopiłby się w bagienku razem z tym wozem gdyby nie leśniczy.
            A najgorsze jest to że raz dałem się namówić na jazdę z takim turystą. Zwykle
            jeżdżę sam szosówką i staram się jechać bezpiecznie. To co przeżyłem z owym
            cyklistą przyprawiło mnie o ból głowy. Pod prąd, wyprzedzanie przed
            skrzyżowaniem, wcinanie się przed ruszające samochody. No to teraz nie dziwie
            sie czemu tyle krzyku o jeżdżeniu w kaskach. Jak tak się jeździ po mieście "bo
            mam fajny rower" no to święty Boże nie pomoże.
            • boruta_wwa Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 01.06.05, 20:44
              >Dwa to dystynkcje rowerowe. Jak widzę samochód z rowerem na dachu pędzący nad
              >morze to zachodzę w głowę po co komu na plaży rower.

              pewnie mają wynajętą kwatere kilometr od morza i muszą dojechać he he
              jak ja widzę samochód z rowerem to myślę że powinien chociażby wiedzieć w
              jakiej odległości mnie wyprzedzić, ale gdzie tam... on jest tfu panem kierowcą
              ble..
            • tomek854 Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 03.06.05, 18:19
              > Gubią po drodze czy co?

              Gubią, gubią...

              Kiedyś jechałem autokarem z dzieciakami, wyprzedził nas taki jeden (na numerach ze śląska akurat) i go zarzuciło przy wjeżdżaniu przed autobus (tak to jest, jak się wyprzedza na 3 i trzeba uciekać przed TIRem, tylko dzięki temu rowery poleciały do rowu a nei pod autobus. Ale idiota nawet nie zauważył i pojechał dalej. Kilkadziesiąt km dalej widziałem jak stał na parkingu i gadał z policjantami - może zgłaszał kradzież? :)
            • mmmal polecam konserwację solą ;) 08.06.05, 13:14
              Jako tymczasowa (pod)poznanianka (pochodzę z Krakowa) czuję się niemal
              zobowiązana do skomentowania tej wypowiedzi ;)
              Krótko wszakże: boska jest jazda na rowerze po plazy, jak najbliżej wody, tak
              żeby sól się wżarła w ukochany sprzęt ;)
              Spędziłam w ten sposób kilka fajnych dni, fajnych tym bardziej że poruszając
              się w ten sposób można dotrzeć do miejsc pieknych i - co ważniejsze -
              nieuczęszczanych.
              Ostrożniej więc z generalizowaniem. Sam czujesz się rowerzystą wyjątkowym (i
              pewnie nie bez podstaw), nie odmawiaj tego innym (niektórym chociaż) ;)
          • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.06.05, 09:59
            Mieszkam w Warszawie i powiem ci szczerze niewielu znm warszawiaków tu
            mieszkających ktoś kto nawet urodził się w warszawie to nie Warszawiak, bo
            ojciez z Grujca a matka z siemianowic śląskich, a dzieciak większosć
            dzieciństwa spędził u dziatków w grujcu latajac po sadach. Człowieku
            zameldowanie nie jest równoznaczne, czy ty jesli byś urodził się w wietnamie
            byłbys wietnamczykiem. Wierzaj mi jeśli poznasz prawdziwego Warszawiaka to
            bedzie to raczej normalny człowiek. Najbardziej "warszawscy" są zawsze ci
            przyjezdni to oni swym buractwem robią nam tę smętną opinie. My którzy jesteśmy
            zakożenieni w tym miescie uważamy to za coś normalnego i napewno nie obnosimy
            się swoją Warszawskością bo nie ma czym jedni rodzą się tu inni tam a to nie ma
            wpływu na to jakimi sa ludźmi. Burak to burak a debil to debil. Myślę że i w
            Krakowie znajdziesz wielu bardziej Krakowskich niż sam Lajkonik z krakiem i
            smokiem razem wzięci, a gdy zapytasz gdzie mieszka to ci powie w Nowej Hucie
            baranie.
            KA
              • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.06.05, 10:44
                Gość portalu: dtc napisał(a):

                > Nowa Huta to nie Kraków? Ciekawe ... baranie

                A co Nowa Huta to Kraków?? To że coś dziś wchodzi w skład Krakowa jako jego
                dzielnica to odrazu Kraków? W skład warszawy wszedł Ursus ale jeszcze wiele lat
                bedzie to dla mieszkańców Warszawy i Ursusa, za lat kilkanaście może
                kilkadziesiąt gdy wymże pokolenie które było swiadkiem przyłączenia Ursusa do
                warszawy powoli zacznie się zacierać odrębność tego miasteczka i z czasem
                stanie się Warszawą a nie Warszawą - Ursusem tak jak w1952 r. Czechowice
                połączone ze Skoroszami i Szamotami otrzymały prawa miejskie po to by w dwa
                lata później zmienić nazwę na Ursus.
                KA
            • Gość: brh Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.us 03.06.05, 22:17
              > mieszkających ktoś kto nawet urodził się w warszawie to nie Warszawiak, bo
              > ojciez z Grujca a matka z siemianowic śląskich, a dzieciak większosć
              > dzieciństwa spędził u dziatków w grujcu latajac po sadach

              To skąd wg Ciebie jest ten dzieciak?

              Ja np. mieszkam w Krakowie od kilku lat i nie uważam sie za krakusa, bo samo
              uważanie się "za kogoś" jest buractwem.
              Urodziłem sie w innym miescie, w ktorym sie takze wychowałem.

              Nie zgodze się z pewna kwestia, nie wiem jak w Warszawie, ale ludzie z
              Krakowa "z krwi i kosci" maja wyostrzoną jakas durną dumę mieszkania w tymże
              miescie i nie sposob sie z takimi dogadać. Ich mentalność mnie odraża (bez
              obrazy, bo nie kazdy jest taki sam). Na szczescie jest sporo ludzi
              przyjezdnych, ktorzy po ukonczeniu studiow osiedlaja sie tu i komunikacja z
              takimi osobami jest zupelnie inna...
              W wiekszosci przypadków po samej wstepnej rozmowie z nową nieznajomą osobą
              potrafię ocenić czy ta osoba jest miejscowa czy poza.

              Pozdr.
              b.
              • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 06.06.05, 10:58
                Gość portalu: brh napisał(a):
                To skąd wg Ciebie jest ten dzieciak?

                Z polski pewnie, ale warszawiakiem bym go nie nazwał.

                > Nie zgodze się z pewna kwestia, nie wiem jak w Warszawie, ale ludzie z
                > Krakowa "z krwi i kosci" maja wyostrzoną jakas durną dumę mieszkania w tymże
                > miescie i nie sposob sie z takimi dogadać.

                Cóż miasto to swoją historia dało im pewne prawo do dumy bo było nie było ta
                historie tworzyły ich rodziny.
                > Ich mentalność mnie odraża (bez
                > obrazy, bo nie kazdy jest taki sam).
                No cóz jeśli rodowity z dziada pradziada Krakus daje ci odczuć że z racji
                swojego niekrakowskiego pochodzenia jesteś kimś gorszym to ma problem, ale cóż
                być burakiem można i w Krakowie.

                > Na szczescie jest sporo ludzi
                > przyjezdnych, ktorzy po ukonczeniu studiow osiedlaja sie tu i komunikacja z
                > takimi osobami jest zupelnie inna...
                Owszem wszędzie znajdziesz ludzi kulturalnych i miłych jak i wszędzie burak się
                trafi, więc mówienie że jest to kwestia zamieszkania zakrawa na głupotę,
                napewno w dużych miastach jest ich więcej ilościowo natomiast % to tak jak
                wszędzie, więc opinia że łatwiej spotkac buraka z meldunkiem Warszawskim ma
                swoje uzasadnienie w prawie dwumilionowym mieście jest ich sporo.

                > W wiekszosci przypadków po samej wstepnej rozmowie z nową nieznajomą osobą
                > potrafię ocenić czy ta osoba jest miejscowa czy poza.

                Nic dziwnego to słychać, chodziłem kiedyś z polonistką i do szału doprowadzały
                mnie skąd u mnie takie czy takie akcenty. zasadnicho w warszawie idzie się na
                dwór a nie na pole itp. itd.
                KA
                • krzyk007 Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 10.06.05, 15:58
                  Gość portalu: KA napisał(a):

                  > Wow polonista się znalazł. Koleś a co ma piernik do wiatraka??
                  > Jak nie masz sensownej repliki na temat to siedź cicho.
                  > KA

                  Po prostu pokazujesz jaki poziom reprezentujesz. Ktoś kto robi tak rażące błędy
                  ortograficzne (których nie popełni kiepski uczeń w podstawówce) nie może być
                  traktowany poważnie.
                  Jesteś zwykłym nieukiem i zza tego twojego wizerunku "prawdziwego Warszawiaka"
                  wyłania się obraz zwykłego frajera, które nie potrafi napisać poprawnie kilku
                  zdań. Żałosne...
                  • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 10.06.05, 16:27
                    Cóż nie wiem jaki zwiazek ma ortografia do inteligencji i wiedzy o swiecie i
                    zyciu widać jak nie robisz błędów tos już tak kulturalny że ho ho. Znam wielu
                    co to pisza bez błędów szczególnie ze nie wiele piszą. Fakt gdy chodziłem do
                    podstawówki to słowo Dyslekcja nic nie oznaczało i nie usprawiedliwiało błedów
                    ale jestem i byłem dyslektykiem i nic na to nie poradzę, natomiast napewno nie
                    oceniam człowieka po tym jak pisze tylko co pisze. Cóż twa logika mnie powala.
                    I kto tu jest Żałosny. A uważaj, raz już pewien zakompleksiony polonista sam
                    walnoł byka wiec sprawdzaj co piszesz bo to bedzie dopiero wstyd.
                    Nie pozdrawiam KA
                    • krzyk007 Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 10.06.05, 22:03
                      No tak, czekał aż padnie magicznie słowo dysleksja. Niezłe usprawiedliwienie,
                      ale chyba tylko dla własnego lenistwa. Rozumiem, że przepuszczenie tekstu przez
                      Worda albo inny program wyłapujący błędy przekracza twoje możliwości.
                      Pisanie z błędami ortograficznymi przy dzisiejszej technice jest zwykłym
                      niechlujstwem i brakiem szacunku dla dyskutantów. Twój wybór.
                      (Np. niektórzy ludzie jeżdżący komunikacją miejską nie myją się i też im to nie
                      przeszkadza. W przeciwieństwie do innych pasażerów).
          • swissman Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 05.06.05, 23:58
            Gość portalu: jaskrawy napisał(a):

            > Jestem z Krakowa. Opisałem, co widziałem. Gdyby przyjechali dorobkiewicze z
            > Łomży, Tarnobrzega, Gdańska, czy nawet Krakowa, nie omieszkałbym o tym
            > wspomnieć. Do mieszkańców Warszawy nic nie mam. Podkreslam tylko pewien styl
            > zycia, który preferują i który jest dla mnie buractwem.

            jestem z urodzenia warszawiakiem ale mnie to nie dotknelo... posmialem sie tylko
            i zastanowilem ze faktycznie tak moze byc... teraz mieszkam w szwajcarii w domku
            na wsi... pracuje w zurichu... najwiekszym miescie szwajcarii... nie pamietam
            juz ale chyba cos kolo 300 000 mieszkancow...

            nie zgodze sie jednak z tym ze trzeba sie zaraz czepiac kogos bo wlasnie kupil
            sobie nowy rower i jezdzi nim w terenie... tutaj niektorzy jezdza starymi
            wojskowymi rowerami, ktore maja trzy biegi w osce a inni jezdza najnowszymi
            rowerami z wszelkimi bajerami i taka zabawka kosztuje czasem tyle co tanszy
            samochod... i co z tego? ten kto to lubi i kogo na to stac to sobie takie cos
            kupuje.... a kogo nie stac lub nie lubi to jezdzi czym innym...

            to ze ludzie boja sie pic wode ze studni to tez nie jest takie glupie... woda w
            kranach warszawskich zmienila sie przez ostatnie 30 lat w cos czego ja sie juz
            nie napije na surowo... i ogolnie cos nie mam zaufania do jakosci wody w
            polsce... nie dziwie sie zatem ze ci ludzie pija wode ze sprawdzonych zrodel...

            a ze ja chlodza za pomoca klimatyzatora samochodowego... coz... faktycznie
            glupota... ale i ja pamietam ze sobie chlodzilem kole w czasie jazdy wieszajac
            puszke przed wylotem powietrza....

            to ze miastowi pozno wstaja i jezdza gdy inni juz wracaja... to jakas choroba
            patrzec na polakow ze my tylko chlamy i chlamy gdy tylko mozemy... inni-w tym i
            szwajcarzy jak moga i to lubia to tez chleja ile wlezie... moze nie wodke ale
            wino i piwo ale tutaj czy w niemczech tez jest od pyty alkoholikow... i jezeli
            polacy sie bawia i pija do pozna to i nie dziwota ze wstaja pozniej...

            tutaj mlodziez ma w zwyczaju jezdzic na dyskoteki w czwartki wieczorem... do
            domu taka mlodziez sie zwala o czwartej rano a dwie godziny pozniej pobudka i do
            pracy... co kraj to obyczaj...

            co do kaskow - tego to juz calkiem nie rozumiem... tutaj w szwajcarii
            wprowadzono nakaz noszenia kaskow dla kierujacych motorowerami a one tutaj maja
            prawo jezdzic maksymalnie 30 km/h... dla rowerzystow nie ma jeszcze takiego
            nakazu ale juz sie nad tym zastanawiano... i to nie jest absolutnie nic
            glupiego!!! tu chodzi o bezpieczenstwo ludzi....

            w jednym przyznam ci racje na 100%... to zachowanie kierowcow... czy to przy
            kaluzy czy na piachu... gaz do dechy zeby chamstwo z drogi spadalo... a chamstwo
            siedzi wlasnie za kierownica...

            pozdrawiam ze wsi szwajcarskiej
            swissman
        • Gość: mercx Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.05, 17:00
          a co? ty myślisz że bycie warszawiakiem "z dziada pradziada" to jakaś
          nobilitacja? Mnie przedwojenna warszawa to niestety bardziej z Czerniakowem i
          Preagą się kojarzy niż Waldorfem i Kolekcją malarstwa Króla Stasia.
          Kolega jaskrawy galantnie wypunktował w czem rzecz się ma nie wypada mu gęby
          fasonować że siem tak wyraże "wiochom".
          prawda jaka jest każdy widzi.
          • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.06.05, 10:23
            Gość portalu: mercx napisał(a):

            > a co? ty myślisz że bycie warszawiakiem "z dziada pradziada" to jakaś
            > nobilitacja? Mnie przedwojenna warszawa to niestety bardziej z Czerniakowem i
            > Preagą się kojarzy niż Waldorfem i Kolekcją malarstwa Króla Stasia.
            > Kolega jaskrawy galantnie wypunktował w czem rzecz się ma nie wypada mu gęby
            > fasonować że siem tak wyraże "wiochom".
            > prawda jaka jest każdy widzi.
            Jak już napisałem jaskrawemu to bycie Warszawiakiem z dziada pradziada ie tyle
            nobilituje co powoduje że nie obnoszę się z tym tak jak burak co to od miesiąca
            w blokowisku na Tarchominie mieszka i lata zwinięty w szalik Legii i robi z
            siebie idiotę na każdym kroku podkreślając ze jest z Warszawy. Nie odpowiadam
            za twoje skojarzenia, a że warszawa kojarzy ci się z czerniakowem i pragą no
            cóż nie masz cfaniaka nad warszawiaka ;)) Szczerze mówiąc też mi tam bliżej niż
            do Waldorfa choć historia rodziny związana jest z Żoliborzem a moja z
            Bielanami. Kolega jaskrawy opisuje buraków a że akurat maja adresy zamieszkania
            w Poznaniu i warszawie to nie dziwne bo tu napłyneło najwiecej buractwa które
            napłodziło ćwikły i fakt faktem prawdziwego warszawiaka tego od króla stasia i
            Waldorfa to spotkasz we Wrocławiu. Co do ciuszków i tp. to zawsze tak było że
            moda miejska szokowała ludnośc wiejską i małomiasteczkową, choć dziś to raczej
            kwestia kasy ale nie po to wynaleziono koło by dziś na piechotę zap.... i nie
            zrezygnuję z koszulki która nie nasiaka potem tylko dlatego że kosztuje tyle
            ile komuś trzeba na tygodniowe wyżywienie (choć można kupić koszulkę za 40 zł a
            gatki za 35 bo jak zwykle wiecej się płaci za naszywkę nie za ciuch)
            Pozdrawiam KA
      • Gość: yb Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.smrw.lodz.pl / *.smrw.lodz.pl 01.06.05, 19:37
        Spostrzeżenia trafne, jednak jeśli ktoś wybiera taki czy inny styl to jego
        osobista sprawa.
        Jeśli nawet jest to snobowanie czy głupota wręcz to wszystko jest dobrze, aby
        innym złego nie czynił.
        Co do kasków to chronią głowę i nikt mnie nie przekona, że jest to tylko moda.
        Pampersy w obcisłych "kolarkach" też czemuś służą i polecam je wszystkim co na
        rowerze.
        Rowery na bagażnikach samochodowych? Nie wszyscy wożą rowery na dachu po to,
        aby Polskę zadziwić, choć i takich pewnie nie brakuje, a poza tym do
        przewożenia rowerów są te bagażniki.
        Rowery wypasione? Jak kogo stać to ma wypasiony i samochód i rower, a i sam
        może być wypasiony. To też nic złego.
        Ostatecznie kto, jak i dlaczego jeździ rowerem okazuje się na szosie, albo na
        gruncie w bezpośrednim starciu. Amen.
      • dr.krisk Przesadzasz. Jakos ci nie wierze. 01.06.05, 20:47
        Pomijajac oczywiste prawdy zawarte w twoim tekscie (kazdego smieszy widok
        pajaca obwieszonego sprzetem, i nie widze potrzeby poszerzania tematu). Bywalem
        jednak w swiecie sporo, i zapewniam cie, ze mnostwo takich pajacow jezdzi
        wszedzie!!! A to ze do polskiej lesniczowki z zagranicy przyjezdzaja milosnicy
        przyrody a nie szpanerzy, to chyba oczywiste. Ja w Alpach tez spotkalem z kolei
        polskich turystow trekkingowych, ktorzy od miejscowych znacznie odbijali "na
        plus"....
        Porownujesz po prostu innych ludzi.
        Uwagi na temat ubioru, bagaznikow rowerowych itp. - dziecinne. Dlaczego jezdzic
        w spodniach obcierajacych krocze, kiedy mozna w wygodnych? Naprawde nie wiem.
        Dlaczego rower powinien byc stary i poobijany (moj akurat taki jest, choc
        zawsze jest czysty i sprawny), tez nie wiem. Niedlugo napiszesz, ze dziurawe
        skarpetki sa lepsze od calych....
        Chyba za duzo kombinujesz. I najwyrazniej masz obsesje na punkcie wiejskiej
        wody :)
        KrisK
        • Gość: jaskrawy Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers) IP: *.csk.pl 01.06.05, 22:24
          Śmieję się z pędu do ubierania się "specjalnie", szczególnie kiedy ktoś wybiera
          się w teren i na miejscu się okazuje, że to, co sobie wyobrażał w stolicy,
          wygląda inaczej w lesie. Na bagnach latają teraz miliony głodnych komarów.
          Kolarz w stroju do jazdy wygląda na tle zakomarzonych bagien śmiesznie, bo z
          góry wiadomo, że nie zatrzyma się nawet na siusiu, a już z pewnością będzie
          miał bąble na dupie, plecach, ramionach.
            • Gość: df Re: Nie rozsmieszaj mnie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 07:27
              "Zawsze woze ze soba tzw. "insect repellent". Po spsikaniu sie, moge spokojnie
              obozowac wsrod komarow. Polecam - dobry wynalazek."

              Dobre... powiedz jak to dział bo ja znam tysiace osób które pomimo posiadania
              rzeczonego specyfiku wychodzą z pól i lasów pokąsane? Dziegciem sie trzeba
              smarować chyba. A wsród meszek to kolega obozował? One nie są aż tak spolegliwe
              • dr.krisk Prosze bardzo! 02.06.05, 20:10
                Gość portalu: df napisał(a):

                > Dobre... powiedz jak to dział bo ja znam tysiace osób które pomimo posiadania
                > rzeczonego specyfiku wychodzą z pól i lasów pokąsane? Dziegciem sie trzeba
                > smarować chyba. A wsród meszek to kolega obozował? One nie są aż tak
                > spolegliwe
                Kupuje zwykly repellent, ktory tutaj w USA sprzedaja w supermarketach Walmart.
                A komary tutaj (oraz wszelkie inne swinstwo latajaco-gryzace) sa w wielkiej
                ilosci, albywam przebywam w jednym z wybitnie bagiennych stanow USA. Kazdy
                psika sie repellentem wychodzac w plener, bo inaczej zagryza bestie na smierc.
                Moze te amerykanskie repellenty silniejsze? Nie wiem - nigdy sie nie
                zastanawialem. Wazne ze dzialaja.
                • swissman Re: Prosze bardzo! 06.06.05, 00:10
                  dr.krisk napisał:

                  > Kupuje zwykly repellent, ktory tutaj w USA sprzedaja w supermarketach Walmart.
                  > A komary tutaj (oraz wszelkie inne swinstwo latajaco-gryzace) sa w wielkiej
                  > ilosci, albywam przebywam w jednym z wybitnie bagiennych stanow USA. Kazdy
                  > psika sie repellentem wychodzac w plener, bo inaczej zagryza bestie na smierc.
                  > Moze te amerykanskie repellenty silniejsze? Nie wiem - nigdy sie nie
                  > zastanawialem. Wazne ze dzialaja.

                  oj chyba tak... pamietam jak w 1992 bylem na florydzie i w everglades nas komary
                  pociely... a uzywalem kupionego tutaj sprayu na komary... nastepnego dnia
                  kupilem przy wejsciu do farmy aligatorow taki amerykanski i kurde jak reka
                  odjal... potem mi jeszcze na mazurach swietnie sluzyl... cos jednak w tych
                  amerykanskich musi byc...
          • Gość: KA Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.06.05, 11:01
            Gość portalu: jaskrawy napisał(a):

            > Śmieję się z pędu do ubierania się "specjalnie", szczególnie kiedy ktoś
            wybiera
            >
            > się w teren i na miejscu się okazuje, że to, co sobie wyobrażał w stolicy,
            > wygląda inaczej w lesie. Na bagnach latają teraz miliony głodnych komarów.

            Jaskrawy ty oczywiście posiadasz pamięc genetyczna i odrazu wiesz wszystko??
            czy tak jak każdy normalny człowiek uczyłeś się na czyimś doświadczeniu i
            własnych próbach, błędach i doświadczeniach??

            > Kolarz w stroju do jazdy wygląda na tle zakomarzonych bagien śmiesznie, bo z
            > góry wiadomo, że nie zatrzyma się nawet na siusiu, a już z pewnością będzie
            > miał bąble na dupie, plecach, ramionach.
            Jaskrawy to może opiszesz jak należy ubrać się na rower by pojeździć ostro po
            lesie gdy komarów tam pełno?? w OP?? ze słoniem na twarzy?? Bo wybacz to chyba
            jedynie gwarantuje ochronę przed komarami?? Stary chyba nie namawiasz nikogo do
            jazdy w 30 stopnowym upale w długich grubych spodniach i kurtce z kaprurem, co
            i tak nie daje gwarancji ze komary ci tyłka czy malucha podczas załatwiania
            potrzeb nie potną a w stu procentach zagwarantują przegrzanie. Z doświadczenia
            jeśli jedziesz komary cię nie tną jesli się zatrzymasz masz tak czy inaczej
            przesrane, odrobinę pomagają różne wynalazki do spsikania sie ale tak czy
            inaczej pogryzienia nie unikniesz jazda pod moskitierą raczej nierealna no
            chyba że faktycznie sprawę po kozacku załatwisz i usmarujesz się dziegciem.
            KA
          • Gość: Horb Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers IP: *.devs.futuro.pl 03.06.05, 08:46
            Gość portalu: jaskrawy napisał(a):

            > Śmieję się z pędu do ubierania się "specjalnie", szczególnie kiedy ktoś wybiera
            >
            > się w teren i na miejscu się okazuje, że to, co sobie wyobrażał w stolicy,
            > wygląda inaczej w lesie. Na bagnach latają teraz miliony głodnych komarów.
            > Kolarz w stroju do jazdy wygląda na tle zakomarzonych bagien śmiesznie, bo z
            > góry wiadomo, że nie zatrzyma się nawet na siusiu, a już z pewnością będzie
            > miał bąble na dupie, plecach, ramionach.

            Witaj

            W takim razie oświeć nas jeżdżących w "specjalnych" ubraniach jak należy ubierać się wybierając sie na wycieczkę do lasu.
          • Gość: Ania W. Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers IP: *.ssk.pl / *.ssk.pl 03.06.05, 16:25
            A co złego jest w ubieraniu sie specjalnie do tego co zamierza się robić?
            Jestem z miasta, mam fajny rower, który zwraca uwage, mam kolorowe szmatki
            (chociaz na co dzień chodze głównie na czarno) i to znaczy że jestem szpanerką?
            Dobry, czysty i zadbany rower to gwarancja przyjemności z rowerowania bez
            awarii. Kolorowe ciuszki sa nie tylko wygodne i przewiewne (bo ktos myslał nad
            tym, żeby jak najlepiej sie sprawdzały własnie w czasie jazdy na rowerze) ale
            również powodują, że jestem z daleka widoczna a więc i bezpieczniejsza.

            Wedle tego co kolega pisze, to ja jakimś strasznym burakiem jestem. Ale
            szczerze mówiąć olewam to, bo lepiej jest uchodzic za szpanera i mimo wszystko
            robic co sie lubi, niz siedziec przed kompem i komentowac "na nie" wszystko co
            robią inni.
            • Gość: brh Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers IP: *.us 03.06.05, 22:44
              >Ale szczerze mówiąć olewam to, bo lepiej jest uchodzic za szpanera i mimo
              wszystko
              >robic co sie lubi, niz siedziec przed kompem i komentowac "na nie" wszystko co
              >robią inni.


              Prawidłowe podejscie, popieram.
              Bo przeciez co mnie obchodzi kto co mysli na temat mojego wygladu, sposobu
              ubierania się, czynów, itd. To jest moja sprawa i nie bede sobie odmawial tylko
              dlatego, ze sie komus to nie podoba, czy tez sie z tego smieje..
              To juz jest tego kogos problem, nie mój. Nikt temu komus nie każe sie
              upodabniać do mnie... i niech sobie pije ze studni i nosi przepocone koszulki...
              Mnie to nie obchodzi.

              Pozdr.
          • swissman Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers 06.06.05, 00:13
            Gość portalu: jaskrawy napisał(a):

            > Śmieję się z pędu do ubierania się "specjalnie", szczególnie kiedy ktoś wybiera
            >
            > się w teren i na miejscu się okazuje, że to, co sobie wyobrażał w stolicy,
            > wygląda inaczej w lesie. Na bagnach latają teraz miliony głodnych komarów.
            > Kolarz w stroju do jazdy wygląda na tle zakomarzonych bagien śmiesznie, bo z
            > góry wiadomo, że nie zatrzyma się nawet na siusiu, a już z pewnością będzie
            > miał bąble na dupie, plecach, ramionach.

            widze ze masz kolego jakies problemy... chyba finansowe... tu w szwajcarii
            bardzo duzo ludzi jezdzi na rowerach... bardzo czesto widze ludzi pod
            piecdziesiatke ubranych jak bys to nazwal "jak idioci" ale zadziwia mnie ich
            kondycja... suna z predkoscia 50km/h bez problemu i to na dlugi dystans...
            rowniez pod gorke... a gorek ci u nas pod dostatkiem...

            dlatego tez nie uwazam ich ubiorow za jakies wyjatkowo smieszne a raczej
            praktyczne... przynajmniej do jazdy na rowerze...
            • tomash8 Re: Komary tną przez kolarki! ( nie przez pampers 06.06.05, 14:08
              Troszkę nie na temat, ale co tam: Jak ja nie lubie tych 50 - latków;) jade sobie
              pod górę, ledwo dysze, ciesze się że wreszcie mi się udało wjechać bez postojów,
              a tu śmiga taki "dziadek" 4 razy szybciej ode mnie i to na najwyższym biegu:):)
              a tak serio - podziwiam takich ludzi, powinno być ich więcej. A do tematu - też
              nie widze nic złego w "specjalistycznych" ubraniach, choć sam ich nie używam(no
              chyba, że ktoś kupuje najdroższy rower i ciuchy, po czym używa ich raz na dwa
              lata, w celu przjechania 200 metrów, to co innego)
      • dr.krisk O miejskich dziwadlach.. 01.06.05, 22:42
        Tak mi sie przypomnialo, o przeczytaniu twojego postu.
        Od lat bedac w Polsce jezdze rowerem nad piekne lesne jezioro, oddalone od
        miasta ok 20 km (przez las, samochodem szosa ze dwa razy wiecej). Z miasta
        przyjezdzaja wiec jedynie rowerzysci, rozni: zwylki i szpanujacy, wysocy,
        niscy, lysi i wlochaci. Smieci zostawiaja (jak sam piszesz) w miejscach do tego
        przeznaczonych (lesnictwo postawilo skrzynei na odpadki).
        Przyjezdzaja tez ludzie z sasiedniej wsi (tak ze 2 km). I powiem szczerze -
        zachowuja sie jak bydlo! Sterty smieci, potluczone butelki, opony wrzucane do
        wody, glosne sluchanie radia, wrzaski i pijackie ryki.
        To tak na marginesie twoich kasliwych uwag na temat miastowych.
        KrisK
        P.S. Z pochodzenia jestem fifty-fity: wiejsko-miastowy.
        • Gość: micha Re: O miejskich dziwadlach.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.05, 10:27
          kiedyś się trochę "zaprzyjażniłem " z takim warszawskim rowerzystą na
          biwaku..Najpierw przy ognisku nasłuchałem się , o wyższości jego superroweru nad
          moim , potem o wyższości Warszawy nad resztą Polski a potem się schlał , ale
          oczywiście Heinekenem , gardząć moim Żywcem. Następnego dnia wybraliśmy sie na
          wycieczkę rowerową w kilka osób wzdłuż brzegu jeziora do sklepiku , na piwo. Do
          przejechania przez las raptem 19 km w jedną stronę , a "krawat" myślałem że
          umrze z wysiłku. Nasłuchałem się o upałach , żle wyregulowanych przez serwis
          przerzutkach ,za ciasnych nowych butach kupionych specjalnie do jazdy rowerem itd.
          Ale o tym ,że niego rowerzysta jak z koziej dupy trąbka ani słowa. Wydać na
          rower kupe kasy potrafił . przygotować się do szpanowania niestety nie .
          Na początku mnie wkurzał do bólu , potem z kumplami mieliśmy z niego ubaw po
          pachy.W drodze powrotnej wybraliśmy specjalnie trudniejszą drogę , dając
          warszawiakowi okazję do wykazania wyższości amora za ponad tysiąc pln nad
          zwykłym rst w grząskim piasku. Efekt - przy następnym ognisku bałwan się nie
          odzywał , "padł" po 3 browcu.
      • staspyry Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 02.06.05, 17:15
        Beznadziejny tekst. No nie chce mi się nawet komentować ale mnie po prostu wk..
        mnie tacy kolesie jak jaskrawy.
        1. Wielkie kompleksy na punkcie pochodzenia - drogi przesuper bikerze biorąc
        procentowo liczbę debili, kozaków, szpanerów itd to znajdziesz ich tyle samo w
        każdej miejscowości w Polsce. Skoro największe miasta mają najwięcej
        mieszkańców to i największe prawdopodobieństwo że się na nich natkniesz.
        2. Wielkie kompleksy na punkcie kasy - drogi przesuper bikerze skoro mnie stać
        na rower za 1500 zł, rękawiczki i spodenki żeby mi było wygodniej i kask żeby
        mi było bezpieczniej to czemu mam jeździć na Wigry 3 niewygodnie i
        niebezpiecznie?
        I nikomu nie wypominam ani nie obgaduje że ma rower za 5 000 i 5 par spodenek
        bo go stać. To jest dopiero buractwo! Zgnoić bo ja nie mam.
        3. Styl jazdy - a może k...wa lubie sobie pojeździć po lesie o 12 w południe
        jak się wyśpie. Co Ci w tym przeszkadza? Może nie lubie oglądać łosi bo je
        widzę codziennie a i poranne mgły mam w d..e bo je też widzę codziennie z okna.
        I może po prostu nie mam czasu pojeździć sobie o 12 w południe bo zachrzaniam
        cały rok po to aby móc właśnie to zrobić podczas urlopu???

        No normalnie nóż mi się otwiera jak ktoś takie pierdoły pisze...
        No wnerwił mnie normalnie...
        Szkoda słów

        Pozdro dla wszystkich posiadaczy rozklekotanych maluchów i rowerów komunijnych
        wstających o 4 rano do roboty patrzących jak by tu obrzydzić życie temu co ma
        więcej.
        I pozdro dla tych którym sie powiodło i umieją się tym cieszyć!
        • Gość: :)) Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 19:59
          Zgadzam się. Idiotyczny tekst. Facet ma straszne problemy ze sobą. Powinien się
          koniecznie wyluzować. Tak naprawdę to trudno powiedzieć o co mu właściwie
          chodzi. Czy ludzie mają się zmienić na jego obraz i podobieństwo?
          Człowieku żyj i daj żyć innym
          Poniżej cytaty z jego postów z innej dyskusji i link do niej.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=372&w=24068869
          "• Noście kaski, lampki koniecznie diodowe... IP: *.internetdsl.tpnet.pl
          Gość: jaskrawy 18.05.2005 15:39 + odpowiedz


          Jednak świat jest tak urządzony, by łatwo było znaleźć naiwnych, którzy kupią
          wszystko, co im się zaoferuje. Najlepiej, oczywiście, żeby był to sprzęt
          powszechnie używany w USA, co daje gwarancję, że jest się trendy i cool. Na
          drogach Małopolski spotykam niewielu rowerzystów (!), w porównaniu z tymi,
          którzy się kręcą po spacerowych ścieżkach rowerowych w Krakowie. Oczywiście, ci
          na wyasfaltowanych sieżkach noszą na głowie kaski, a ich ciała chronią
          wiatroszczelne i oddychające równocześnie spodenki, koszulki, itd. Wyjeżdżają
          na 10-15km, a ubrali się jakby przejeżdżali Alpy!!!
          Śmieszni ludzie, którzy dźwigają brzemię mody, wpuszczeni w kanał frajerzy...
          Rowerowanie to dla nich sposób na pokazanie, że są po dobrej stronie
          społecznych przemian, że się załapali na kapitalizm.
          Dużo konsumuj, to pierwsze przykazanie kapitalizmu.
          Nie myśl, my - spece od reklamy i marketingu - myślimy za ciebie.
          Kupuj wszystko, co ci zaoferujemy, bo to najlepsze, co możesz zrobić.
          Zmieniaj rower, a przynajmniej jego części, co dwa sezony, bo inaczej się
          zmęczysz na podjeździe, albo narazisz swoje zdrowie na zjeździe.
          itd.
          Lampki koniecznie diodowe.
          Zacznijcie jeździć na swoich rowerach, szpanerzy. A jeśli lubicie dźwigać na
          głowie plastik, noście. Tylko nie wmawiajcie nikomu, że to dla bezpieczeństwa.
          Wystarczy rozwaga. Jak ktoś pędzi na złamanie karku z góry po mokrej glinie, to
          oczywiście byłby idiotą, gdyby nie założył ochraniaczy na golenie, barki,
          klatkę piersiową i głowę. Ale jeśli jedzie sobie po chodniku, to w takim
          przebraniu zamienia się w pożałowania godnego frajera.
          Tyle. Wydawajcie na rowery jak najwięcej, bo inaczej załamie się nasza
          gospodarka. My nie zarobimy, wy nie zarobicie, nikt nie zarobi na F-16, bez
          których zjedzą nas Ruscy.
          • Re: oj kolego kompleksiasty :) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
          Gość: jaskrawy 18.05.2005 19:50 + odpowiedz


          Miło mi odpowiedzieć, że dużo jeżdżę rowerem, który - być może z powodu moich
          kompleksów - praktycznie się nie psuje. Jeżdżę 12 miesięcy w roku, robiąc
          minimum 1000km miesięcznie, czy deszcz, czy śnieg, czy słońce. Rower kupiłem w
          1994 roku i dotąd mi służy z tymi samymi przerzutkami, manetkami, a nawet
          linkami hamulcowymi. Koła nigdy się nie zdecentrowały, a dętki trzymają
          powietrze. Rama wygląda praktycznie jak nowa, jedynie siodełko lekko popękało i
          wytarły się uchwyty na kierownicy. Jeżdżę dużo po szosie, ale i po Lasku
          Wolskim, dolinkach krakowskich, Beskidach. Parę razy upadłem. Nic sobie nie
          zrobiłem.
          Jeżdżę konno. Najczęściej w teren. Nie zakładam toczka, mimo że mój koń lubi
          się płoszyć i często to robi. Jak dotąd spadłem z konia raz, w czapce uszance
          (bo była zima). Trudno powiedzieć, czy to dlatego, że mam kompleksy, ale jakoś
          nie odczuwam potrzeby kupowania włoskich sztylpów w komplecie ze specjalnymi
          spodniami, jeździeckiej kurtki i specjalnej czapeczki, w której mógłbym chodzić
          po stajni. Jeżdżę konno i rowerem, bo lubię pęd. Nie przebieram się specjalnie,
          bo nie odczuwam takiej potrzeby. Szpanerstwa widzę wokół siebie mnóstwo, a
          jeszcze więcej cwaniaków, którzy żerują na szpanerach. Tak się stało, że
          uprawianie sportu to jedno, a noszenie specjalnych kasków, to drugie.
          W grupie jeźdźców, najpiękniejszy i najdroższy kask do WKKW nosi człowiek,
          który nie wyjeżdża za bramę ujeżdżalni, gdzie ewentualnie mógłby mu się
          przydać. Co do sprzętu rowerowego uważam, że wystarczy czuć się swobodnie i
          dostosowywać strój do aktualnej pogody. Jeżdżę zawsze w okularach, bo inaczej
          cierpię na zapalenie spojówek. Nakładam obcisłe gatki, z lumpeksu, bo nie lubię
          furkotania nogawek, na rękach mam rękawiczki ( te same od 1994), bo amortyzują
          drgania kierownicy. Zimą jeżdżę w stuptutach, latem w zwykłych adidasach. Od
          deszczu chronię się peleryną. Tyle.


        • forresty Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 03.06.05, 09:49
          . Styl jazdy - a może k...wa lubie sobie pojeździć po lesie o 12 w południe
          > jak się wyśpie. Co Ci w tym przeszkadza? Może nie lubie oglądać łosi bo je
          > widzę codziennie a i poranne mgły mam w d..e bo je też widzę codziennie z okna.

          może mu chodziło o to że w tym lesie w kolorowych ciuszkach o 12 w południe
          wyglądasz jak nie przymierzając koleś w gumofilcach maszerujący w stronę zamku
          królewskiego na wystawę Rubensa?
          sam już nie wiem o co chodzi i po co ta dyskusja
        • jureek Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 03.06.05, 13:27
          Jak widać wkurzenie nie sprzyja zrozumieniu. Nie chodzi o to, czy ktoś ma
          więcej, czy mniej. Chodzi o obnoszenie się tym, że ma się więcej i traktowanie z
          wyższością tych, którzy nie mają tyle (albo może i mają, ale nie pokazują tego
          ostentacyjnie).
          Niestety, czytając to forum (zawsze najpierw sobie poczytam, zanim coś napiszę)
          odniosłem wrażenie, że do tzw. forumowego towarzystwa mają szanse być przyjęci
          tylko ci, którzy rower traktują nie użytkowo, ale jako jeszcze jeden symbol
          statusu. Zresztą już samo usytuowanie forum w dziale "czas wolny" sugeruje, że
          używający roweru do dojazdu do pracy albo na zakupy nie są tu pożądanymi gośćmi.
          No i jeszcze ten język, a właściwie żargon (nie rowerzysta, a biker) sprawia, że
          chyba nie zagrzeję tu miejsca, choć lubię jeździć na rowerze.
          Jura
          • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.06.05, 14:25
            Masz jak najbardziej racje, rower to rower, ale jedni traktują go jak fetysz
            inni jako dopust Bozy a jeszcze inni jako coś normalnego codziennego.
            Generalnie rower to środek transportu, używany przez jednych jako tania
            możliwośc bliskich dojazdów do szkoły, pracy sklepu w każdych warunkach
            pogodowych, inni traktuja rower jako srodek rekreacji relaksu dla zdrowia i
            przyjemności, dla jeszcze innych jest to pasja, forma wyrażania się i stylu
            życia po zacięcie czysto sportowe, niestety jest też grupa która rower ma bo
            tak jest modnie, najczęściej kręcą kółeczka po bliskiej okolicy domu by sie
            POKAZAĆ cóż tacy byli i beda. W myśl, ze postęp jest po to by z niego kożystać
            dla własnej wygody i komfortu wielu używa specjalnych ciuszków jak i gadzetów
            które rowerkowanie czynia milszym i przyjemniejszym i to tez jest OK bo nie po
            to wynaleziono koło by piechotą tylko zapylać. Co do słowa biker no cóż
            angielski wkrada sie w nasz jezyk codzienny a i ta nazwa ma uzasadnienie bo
            odróznia Bikera od rowerzysty w takim to wydaniu w jakim przedstawia to niejaki
            Błazen Piotr na forum Rowerzyści forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
            f=286&w=23564447 tam znajdziesz linki na zdjęcia rowerzystów i chyba po tym
            zaczniesz też używać słowa BIKER ew. BIKERKA
            Pozdrawiam KA
        • Gość: murowany :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.05, 13:23
          > 3. Styl jazdy - a może k...wa lubie sobie pojeździć po lesie o 12 w południe
          > jak się wyśpie. Co Ci w tym przeszkadza? Może nie lubie oglądać łosi bo je
          > widzę codziennie a i poranne mgły mam w d..e bo je też widzę codziennie z okna.

          To po prostu swiadczy o braku zrozumienia przyrody i zjawisk w niej zachodzacych. Swoja turystyke ograniczasz tylko do tego aby przejechac z punktu A do B i pochwalenia sie znajomym przy piwie "a ja bylem tam i bylo zaje....".
          • staspyry Re: :P 06.06.05, 10:51
            W odp do murowanego:
            masz zupełną racje z tą tylko różnicą że moim haszczakom bardziej zależy na km
            a nie punktach:)
            a co do cudów natury to czasem też lubię pstryknąć fotkę moim wysłużonym
            Zenicikiem jak się podnosi mgła o 4 rano nad bajorkiem tylko bez przesady:)

            ale generalnie mało skomplikowany jestem - fakt, moja druga połowa zawsze to
            podkreśla:)
      • Gość: rowerzysta w kasku Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.05, 13:24
        1. Kolarskie gatki to sama wygoda.
        2. Koszulki kolarskie przeważnie są opatrzone różnymi napisami (ja mam akurat
        bez napisów). Poza tym są uszyte w sposób zapewniający wygodę na rowerze oraz
        często są wykonane z materiałów, które odprowadzają pot.
        3. Nie będę kupował do lasu "wtapiającego się w otoczenie roweru" coby nie
        razić twoich oczu.
        4. Nie widzę nic złego w fakcie posiadania nowego i dobrze wyposażonego roweru -
        dużo jeżdżę i takiego potrzebuję.
        5. To samo dotyczy samochodów - nie będę kupował starego CLIO w celu odbycia
        wycieczki do lasu.
        6. Woda z butelki - przyzwyczajenie.

        Frustracje przez ciebie przemawia koleś jeśli ci przeszkadza, że ktoś ma lepszy
        rower czy samochód.
        Jedyne z czym się mogę zgodzić to chamskie zachowanie niektórych ludzi, ale nie
        będę opisywał na różnych forach chamstwa tubylców i wyciągał ogólnych wniosków
        typu "Ci z miejscowości x to straszne dupki bo...). Generalnie dupki są
        wszędzie, nawet w Krakowie.

        Nie bierz tego do siebie, ale zawsze mnie wkurza gdy ktoś generalizuje.

        michał
          • Gość: rowerzysta w kasku Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.05, 13:58
            Holandia jest specyficzna, rowery "holendry" również mają swój styl. Poza tym
            infrastruktura holenderska ułatwia przemieszczanie się na rowerze miejskim po
            mieście. W Warszawie nie jest praktycznym poruszanie się na rowerze do pracy,
            na zakupy bo po pierwsze primo brak ścieżek, po drugie primo nie można zostawić
            roweru bo zginie. Sądzę, że z tych powodów ludzie kupują rowery bardziej w
            celach rekreacyjnych (wg.mnie góral z amortyzatorem świetnie się do tego
            nadaje) i wożą je ze sobą do lasu, gdzie można spokojnie pojeździć. Stąd u nas
            panuje moda na nieco inne rowery niż w Holandii. Znam także ludzi, którzy mają
            dwa rowery: miejski (dobże by się wtopił w leśny krajobraz) i rekreacyjny (z
            bajerami).
            Poza tym naprawdę nie kumam zarzutów stawianych przez autora wątku - żyjemy w
            wolnym kraju. Jeśli cudzoziemiec jest spragniony wody ze studni to na zdrowie.
            Ilu cudzoziemców robi wiochę w śródzimnomorskich kurortach? Do polskich lasów
            trafiają naprawdę specyficzne jednostki i nie ma co ich porównywać do
            miastowych Polaków oraz stawiać za wzór skromnego cudzoziemca.

            • jureek Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 03.06.05, 14:56
              Mieszkam w Niemczech, ale w Polsce bywam bardzo często i niestety potwierdzam
              obserwacje autora wątku, jeśli chodzi o podejście do roweru przez ludzi z
              Zachodu i Polaków. Oczywiście i na Zachodzie zdarzają się szpanerzy, traktujący
              rower jako gadżet mający pokazać, jacy to oni są cool i w ogóle. Nie stanowią
              jednak większości. Większość nie wstydzi się tego, że mają zwykły rower, bez
              wszystkich bajerów, ważne, że dojadą na nim tam, dokąd chcą. Tymczasem w Polsce
              obserwuję coś takiego, że jak ktoś już kupuje rower, to od razu najwyższej
              klasy, no i wtedy trudno się dziwić, że boi się, żeby go nie skradziono. Poza
              tym, nie jest prawdą, że w Polsce nie da się roweru traktować użytkowo. W Polsce
              mieszkam na wsi oddalonej około 10 km od stutysięcznego miasta i w 90%
              przypadków, gdy mam coś do załatwienia w mieście, korzystam z roweru. Fakt, że
              brak ścieżek rowerowych, ale one nie powstaną, jeśli nie będzie na nie
              zapotrzebowania. To nie dlatego w Holandii tyle osób korzysta z rowerów, bo jest
              infrastruktura, tylko odwrotnie, infrastruktura powstała, bo było na nią
              zapotrzebowanie.
              Mi tam osobiście wisi, czy ktoś jeździ rowerem tylko dla szpanu, czy nie. Szkoda
              mi tylko, że poprzez takie tendencje używanie roweru jest w Polsce nadal
              elitarne i między innymi dlatego nie mam co liczyć na to, żeby powstała
              odpowiednia infrastruktura. No bo dla kogo?
              Pozdrawiam
              Jura
              • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.06.05, 16:01
                jureek napisał:
                > Mi tam osobiście wisi,czy ktoś jeździ rowerem tylko dla szpanu, czy nie.Szkoda
                > mi tylko, że poprzez takie tendencje używanie roweru jest w Polsce nadal
                > elitarne i między innymi dlatego nie mam co liczyć na to, żeby powstała
                > odpowiednia infrastruktura. No bo dla kogo

                No nie do końca tak jest na wsiach od lat jest to podstawowy środek lokomocji a
                infrastruktury nadal nie ma, w mieście jazda rowerem po ulicy to loteria, jeśli
                jedziesz blisko krawężnika masz 100% szans na wywalenie się na jakiejś dziurze,
                jeśli je omijasz kierowcy wyprzedzają cię tak ze niemal lusterko ociera ci się
                o kierownicę, o trąbieniu i innych głupich zachowaniach nie wspomnę nawet.Po
                ścieżkach łażą piesi, same ścieżki to porażka są kiepskie, jest ich mało i nie
                są sensownie połączone a i ich trasy to też porażka. Najlepiej jest w małych
                miasteczkach tam wszyscy się znają i kierowcy zachowują się normalnie wobec
                sąsiadów na rowerze jakoś potrafią ich wyprzedzić i nie płaczą że rowerzyści są
                zagrożeniem dla ruchu, choć i tam brak infrastruktury. znam wielu ludzi którzy
                chętnie przynajmniej od wiosny do jesieni jeździli by rowerami do pracy czy
                szkoły ale brak doświadczenia powoduje strach przed jazdą ulicami a jazda
                zatłoczonym chodnikiem też zniechęca. Co znaczy rower najwyższej klasy?? dobry
                rower to wydatek 1300- 3000 tys. i nie jest to żadna wysoka klasa, wysoka klasa
                to 6 tys. w górę a najwyższa to powyżej 20 tys.
                KA
                • jureek Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 04.06.05, 16:21
                  OK. Wyrazilem sie przesadnie piszac o wszechobecnych w Polsce rowerach z
                  najwyzszej polki. Chodzilo mi o cos innego - mimo iz Polska na pewno nie jest
                  krajem tak zamoznym niz Niemcy, to przecietny rower widziany w Polsce
                  przewyzsza klasa przecietny rower widziany na niemieckich ulicach. Tam
                  przewazaja rowery uzywane, albo (to widac po markach) kupione w supermarketach,
                  nawet w Aldim w cenie od 150 do 300 euro. Ja sam jezdze rowerem odkupionym od
                  wyprowadzajacego sie sasiada za 20 euro, troche dolozylem jeszcze w Polsce na
                  niektore nowe czesci i jestem zadowolony. Od wiosny do jesieni dojezdzam nim do
                  pracy (ok. 40 km w jedna strone) i jakos nie rozlatuje sie. Jednak czytajac to
                  forum mozna dojsc do wniosku, ze takim rowerem nie mozna pokazac sie w Polsce,
                  bo to bylby obciach po prostu, przeciez "rower za 100 zl to nie rower". Piszesz
                  o cenach od 1300 do 3000 zl za rower wcale nie najwyzszej klasy. Przeciez to
                  strasznie drogo, a gdy jeszcze wziac pod uwage polskie zarobki, to nie mam
                  zludzen, ze rower stanie sie w Polsce tak samo masowo uzywany jak na Zachodzie.
                  Czyli nie ma co liczyc na poprawe infrastruktury.
                  Pozdr.
                  Jura
                • uruk-hai Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 04.06.05, 21:00
                  jeździłem trochę rowerem w Niemczech i Austrii, pomijając to że ścieżek
                  rowerowych mnóstwo i jeszcze trochę to kultura kierowców niewiarygodna, jeśli z
                  jakichś powodów trzeba było jechać normalną drogą to miałem po kilku dniach
                  pewność że nikt mnie nie wyprzedzi jeśli nie bęxzie miałdwa metry miejsca z
                  boku aby mi się czasem krzywda nie stała - u nas to marzenie ...

                  ważne żeby każdemu chciało się rowerować i wszystko jedno czy na rowerze za 5
                  000 złociszy czy 500 , ma człowiek kasę to sobie kupi to na co ma ochotę jego
                  pieniądze i jego wybór - wolny kraj ...

                  ja wolę obcisłe gacie z gąbką i rękawiczki + kask, a mój kumpel jeździ w
                  jeensach bez rękawiczek i bez kasku i nawet jeśli ma kasę to nie kupi bo nie
                  lubi - proszę bardzo - i tak sobie jeździmy po lasach od lat ...

                  jednakowo nas wku..wiają śmieci w lesie i porozbijane butelki po browcach i
                  jabolach czy to na wsi czy w mieście a przed wodą ze studni nie mamy
                  obiekcji :)

                  wk..ją nas jeszcze skrzypiąco-rzężace łąńcuchy, bo to szkoda piniędzy na
                  smar/olej do potraktowania łańcucha, wszystko jedno czy na rowerach za 5000 czy
                  na tych za 500 złociszy ....

                  pozdrawiam rowerzystów i bike-rów :)
      • Gość: Roberto Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.05, 15:12
        Wiele prawdy jest w tym co napisałeś ale z jednym, tak samo jak poprzednicy,
        się nie zgodzę. Nie można uogólniać bo mozeszsie zaskoczyc. Przykladem jestem
        ja:
        - jestem urodzony i wychowany w Warszawie wiec skoro cale 37 letnie zycie
        spedzilem w Warszawie to moge powiedziec, ze ze mnie rodowity warszawiak
        - moj rowerek w Warszawie bardzo sie wyroznia gdyz jest...zeszpecony wiec na
        wsi wygladem nie bedzie odbiegal od "wsiowych" rowerkow chociaz osprzetowaniem
        bedzie bil na glowe (ale to tylko zobaczy znawca)
        - Moj sposob ubierania sie rowniez jest niekonwencjonalny bo jako jedyny w
        pracy nosze bojowki( gdyz dojezdzam na rowerze) a nie garnitur lub
        chociaz "sportowe" dzinsy. Podobnie ubieram sie jak jade po za miasto na
        zapadla wies
        - rowniez roznie sie od przecietnego warszawiaka sposobem spedzania wolnego
        czasu w terenie. 3 gwiazdkowe hotele czy ekskluzywne kwatery omijam szerokim
        łukiem a wybieram własny namiot i zaszywam się gdzieś w buszu gdzie nawet
        miejscowi nie chadzają
        - Jedyne po czym mozna poznac, zem ja miastowy to ilosc turystycznych gazetow,
        ktore ma przy sobie (ale pochowane), a ktore sa mi pomocne do nocowania na
        dziko i na pewno nie służa do szpanu i wzbudzania zazdrosci
        - i na koniec...na wyjezdzie samochodzik zostawiam w domu i tulaczke po Polsce
        i Bożym swiecie odbywam na rowerze i ewentualnie w pociagu.

        Wiec czy ja jestem warszawiakiem-pajacem?
      • Gość: Fabio Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac IP: *.spray.net.pl 04.06.05, 00:38
        > 1. [...] warszawiaków
        > i poznaniaków rozpoznawałem po markach samochodów i rowerów [...]
        > ich rowery błyszczały aluminium i prężyły się
        > amortyzatorami. Prawie wszystkie wygladały jakby kupiono je bezposrednio
        > przed Bożym Ciałem.

        Interesujacy tok rozumowania. Rozumiem, ze do lasu mozna wpadac tylko rowerem
        uwalonym gnojowica, psimi kupami i zafajdanym ptasimi odchodami? Zeby
        przypadkiem nie klul w oczy? Jakos nie widze nic przykrego w tym, ze ktos dba o
        swoj rower i stara sie, aby porzadnie wygladal. A jesli kluje Cie to w oczy, to
        tez taki sobie kup. Ale nie domagaj sie od innych, aby nagle zrezygnowali ze
        wszystkiego, bo Ty czegos nie masz.

        > 2. W tym samym czasie Niemcy, Francuzi, Holendrzy, Włosi zostawiali na
        > parkingu kilku, kilkunastoletnie auta w typie Clio, czy Uno, a ich rowery
        > miały duże koła, proste ramy i kierownice. Kolor nieokreślony, rower
        > zdecydowanie wtapiał się w pejzaż.

        Och, przepraszam, ze mam nowy rower, a jego amortyzatory blyszcza sie w sloncu.
        Nastepnym razem przed wyjazdem do lasu poprosze paru dresow, coby rame skopali,
        farbe potraktowali ostrym nozem albo kawalkiem drutu, a lampki przechrzcili
        kijem do gry w bejzbola. Rozumiem, ze wtedy bedzie uczciwie w stosunku do tych,
        co poruszaja sie kilkuletnim rowerem? Bedzie dobrze?

        > 3. Grupy krajowe wjeżdżały do lasu w porze, kiedy zachodni cykliści las
        > opuszczali. około 10-tej. Nasi wstają późno, bo przyjechali do lasu się napić
        > piwa (i pojeździć rowerami).

        Nie wiem, skad te plotki. Bo ja nie pije piwa. Podobnie jak i kawy, herbaty
        oraz sokow owocowych. Do picia lubie jedynie wode. Ale byc moze sie myle, bo
        mowisz to z taka pewnoscia, ze zaczynam miec watpliwosci do tego, co robie.

        > [...] Poza tym,
        > przy 30-stopniowych upałach wstanie przed 4-tą i powrót z wycieczki około 10,
        > wydaje się rozsądny w przeciwieństwie do wycieczki robionej między 10 a 16-tą.

        To, ze Tobie wydaje sie cos rozsadne, to nie znaczy, ze to jest rozsadne dla
        wszystkich. Nie kazdy ma ochote budzic swoje dzieci o 2-giej w nocy, aby zabrac
        je na weekend na wycieczke do lasu na czwarta rano. Tak sie zdarza, ze
        wiekszosc ludzi o tej porze spi i nie kazdego interesuje widok wesolego losia
        albo przelot pierdzacych kormoranow. Kazdy moze przyjsc do lasu, kiedy chce.
        Jego sprawa i nie wiem, co Ci w tym przeszkadza.

        > Żona leśniczego powiedziała: "Tylko durnowaty człowiek idzie o tej porze do
        > lasu." Podobną opinię mają i inni mieszkańcy okolicy, bo do pracy wychodzili
        > przed wschodzm słońca, nawet nie ze względu na upał ile na komary, których
        > rano mniej.

        Pozdrow zone lesniczego. Zaproponuj jej srodki na komary. Bo tak sie sklada, ze
        kiedy je stosuje, nie zdarza mi sie byc pogryzionym. I do tego wybieram sie do
        Puszczy Kampinoskiej, w okolice Truskawia, gdzie komarow jest multum.

        > 4. Ubrania. Wielkomiejscy nosili się specjalistycznie: wybierając albo szpan
        > cyklisty (obcisłe kolarki, koszulki z nalepakami, kaski i rękawiczki), albo
        > bajery trapera (zielone spodnie wpuszczone w buty, zielona w plamy brązowe
        > koszula, podobnie zmaskowany kapelusz cęsto z doczepioną siatką przeciw
        > owadom). Miejscowi nosili sie jakoś niezauważalnie, podobnie jak goście z
        > Zachodu.

        Czy widzisz w tym cos zlego, ze ktos ubiera sie tak, jak mu wygodnie? Jesli go
        stac na to, aby kupic sobie ubranie, w ktorym czuje sie wygodnie, przewiewnie i
        ubranie, ktore dobrze odprowadza pot, to co w tym zlego? Nie slyszalem o
        nakazie wjazdu do lasu tylko w kufajkach, dziurawych kalesonach i gaciach po
        tacie. Przeszkadza Ci to? Jesli tak, to nie patrz. Nikt Ci nie kaze sie ogladac
        na czyjes ubranie, ani w nim chodzic. Wiec w czym problem?

        > 5. Picie i jedzenie. Warszawiacy przywożą ze sobą wodę w zgrzewkach i chłodzą
        > ją potem włączając w autach klimatyzację. Żaden nie spytał o studnię, a kiedy
        > któregoś z ciekawości spytałem, czemu pije ciepły płyn nagrzany w aucie
        > zamiast zaczernąć wody ze studni, odpowiedział, że nie wie, czy woda jest
        > badana.

        Nie kazdy ma ochote pic wode ze studni, do ktorej te Twoje losie codziennie
        robia poranna kupe. Byc moze jest to pozywne, ale nie kazdy w tym gustuje. A
        poza tym, jak ktos wybiera sie na rower do lasu, to nie po to, aby krecic
        baczki kolo studni. Tylko sa to dluzsze trasy. Jakos nie widzialem, aby co pare
        kilometrow na szlakach staly studnie. Wiec liczenie na studnie, wode ze
        zrodelka, albo wode wyssana z kaktusa jest czysta glupota. W czym Ci
        przeszkadza, ze ktos jest zaradny i bierze ze soba wode? Bo mi w niczym.

        > 6.Kask. Przez otwory wentylacyjne łowili Nosiciele Kasków wielkie ilości
        > dokuczliwszej od komara MESZKI. Drapali się przy samochodach ile wlezie po
        > głowach.

        Nastepnym razem jak sie wpierniczysz swoim lesnym wehikulem w drzewo i
        rozwalisz leb, to polubisz tez meszki.

        > Na razie tyle o pajacach w lesie.

        Na razie tyle o malych zawistniczkach, ktorzy jak widza cos u innych, to im
        kosc w gardle staje. I modla sie kazdego dnia, aby ich los pokaral. Aby tez
        musieli jezdzic uciupcianym rowerem, pic wode ze studni i dymac o czwartej rano
        do lasu w obawie przed komarami i tym, co o nich powie zona lesniczego, jakis
        zakompleksiony gostek i nadzorca lesnych losi. Nie oceniaj innych podlug swoich
        kompleksow. To, ze kogos na cos stac, to znaczy, ze ciezko na to pracuje w
        pocie czola. A po ciezkiej pracy ma ochote sie zrelaksowac na rowerze, jaki
        lubi i ubrany w sposob, jaki lubi i sposob na jaki go stac. Nikt nie bedzie sie
        chowal ze swoim rowerem i strojem tylko dlatego, ze Tobie to nie przeszkadza.
        Zamiast plonac zawiscia i zazdroscia, sam sobie kup taki rower i stroj. Nikt Ci
        tego nie broni. Wolny kraj.

        • dr.krisk Dodalbym jeszcze... 04.06.05, 00:56
          .. ze wiejska ludnosc okolic Krakowa bardzo narzeka na osobnika przebranego za
          losia, poruszajacego sie po lasach rowerem marki Ukraina! Wypija im wode ze
          studni, rozmawia z krowami i straszy ptactwo domowe! Kaze sobie naprawiac
          rower, lazi po nocy kolo obejscia.... Strach!
          • Gość: Fabio Re: Dodalbym jeszcze... IP: *.spray.net.pl 04.06.05, 01:06
            Cha, cha :) A poza tym dodam jedna rzecz. Jak kogos stac na rower za kilka
            tysi, ubranie w podobnej cenie, dobry samochod i inne luksusowe rzeczy, to ma w
            zyciu inne priorytety. Jakiekolwiek 'szpanowanie' go nie interesuje i ma gdzies
            co, o nim mysli biedny los wtapiajacy sie w las i stukajacy rogami w drzwi
            pobliskich gospodarstw.
            • Gość: jaskrawy krakowski styl - warszawski szpan IP: *.bj.uj.edu.pl 04.06.05, 12:35
              Kraków:
              -stare rowery widoczne na każdej ulicy;
              -na rowerach wyglądający normalnie ludzie w różnym wieku;
              -przeważający rodzaj roweru: stary holender, holenderka, kolarka z dawnych lat,
              makrokesz;
              -stan wizualny: upodobniony do otoczenia, czyli odrapany, z liszajami i
              zaciekami, dokładmie taki jak krakowskie kamienice (ogumienie sparciałe, felgi
              pordzewiałe);
              -stan techmiczny: sprawny, na chodzie, choć warto by przesmarować łańcuch w co
              drugim rowerze;
              -styl jazdy: stateczny, wolny, dostosowany do charakteru miasta;
              -strój do jazdy: 1/kobiety często spódnice lub sukienki, do tego długie włosy,
              czasem skryte czapeczką; 2/mężczyźni: taki sam jak do chodzenia pieszo;
              -zabezpieczenie przed kradzieżą: normalny zamykacz z Tesco + odstraszający
              wygląd;
              -poza miastem: większość widzianych przeze mnie rowerzystów wyjeżdża z Krakowa
              rowerem - osobnym zagadnieniem jest wyjazd w góry;

              Warszawa:
              -prawie nie widać rowerów, wszyscy się martwią, że zostaną skradzione;
              -na rowerach bikerzy;
              -przeeważający rodzaj roweru: super bike za kilka tysięcy z daleka świecący
              nowością i ceną;
              -stan wizualny: doskoknały (brudnym wstyd się pokazać);
              -stan techniczny: idealny, aż błyszczy od specjalistycznych smarów i czyścideł;
              -styl jazdy: połączony z jazdą samochodem - gaz do dechy/hamulec następne
              światła- gaz do dechy/hamulec, zdjąć rower z dachu, kwadrans po piachu na maksa
              i z powrotem rower na dach i gaz do dechy/hamulec;
              -strój do jazdy: specjalistyczny, każdy wie o co chodzi, bez pampersa nie
              wsiada się na rower;
              -zabezpieczenie: tylko osobisty wartownik w postaci właściciela. Każdy złodziej
              wie, ile jest wart błyszczący rower dobrej marki i umie go ukraść;
              -poza miastem: z nieodłącznym autem.
              • Gość: brh Re: krakowski styl - warszawski szpan IP: *.us 04.06.05, 13:50
                Mieszkam w Krakowie i wstyd mi za takich ludzi jak ty... przykre.

                Napisz jeszcze wyższosc Krakowa nad kazdym innym miastem, porownaj moze Wrocław
                teraz?

                Jezdze duzo na rowerze i to co wypisujesz o ludziach jezdzacych po Krakowie to
                stek bzdur. Nie ma reguł. Znajdziesz ludzi i takich i takich, ktorzy ubieraja
                sie w dwojaki sposob, jezdza roznymi rowerami, tymi blyszczacymi i tymi
                zaniedbanymi...
              • Gość: Fabio Re: krakowski styl - warszawski szpan IP: *.spray.net.pl 04.06.05, 14:26
                Stary, ale powiedz, o co Ci wlasciwie chodzi? Bo rzucasz sterta uogolnien,
                ktore maja malo wspolnego z prawda. Mieszkam w Wawie i widzialem tu rowery
                stare i nowe. Lepsze i gorsze. Czyste i brudne. Wiec w czym tak wlasciwie
                problem? Az tak bardzo Ci przeszkadza, ze ktos ma nowy, swiecacy rower za duza
                kase? To sie nie patrz. Ja akurat na swoj rower nie wydalem duzo, bo okolo
                dwojke. Jest nowy, wyczyszczony, ladnie pomalowany. I swietnie sie na nim
                czuje. Do jazdy zakladam wygodne ubranie przewidziane do jazdy na rowerze, za
                ktore tez zaplacilem swoimi uczciwie i w pocie czola zarobionymi pieniedzmi. I
                dobrze sie w tych ubraniach czuje. Jakos nie patrze z pogarda na tych, ktorzy
                maja rower za kilkanscie tysiecy albo rower za trzy stowy z najblizszego
                supermarketu.

                Wiec wciaz nie wiem w czym masz problem? Kluje Cie w oczy, ze ktos ma lepiej?
                To tez sobie kup taki rower i takie ubranko. Podoba Ci sie jazda w spodnicy?
                Dla mnie mozesz jezdzic w tej spodnicy, stringach po babci albo stroju
                pszczelarza. Wiec nie rozumiem, o co Ci chodzi i w czym Ty wciaz widzisz
                problem. Moze sprecyzuj.
                    • Gość: brh Re: krakowski styl - warszawski szpan IP: *.us 04.06.05, 15:48
                      Może mu chodzi oto, ze życie jest niesprawiedliwe pod wzgledem zroznicowania
                      dochodow i stopnia kompetencji oraz rodzaju wykonywanej pracy.
                      Jesli tak, to go popieram, bo mnie tez sciska, jak patrze na ludzi, ktorzy
                      zarabiaja po 3-4kpln, a sa chodzacymi bezmózgami i pierdzą w stołek, a drugi ma
                      wiedze, umiejetnosci i charuje zarabiajac 800-1000pln.
                      I nie pisz mi proszę, ze ten pierwszy jest obrotny, sprytniejszy, itd.
                      Z reguły tacy sa ustawieni poprzez innych...

                      Wiec powyższym, przyczepiam sie do Twojego orzeczenia "ciezko zarabianych w
                      pocie czoła pieniedzy", ktore w wiekszosci tez jest brednią, j.w.


                      Pozd.
                      • Gość: Fabio Re: krakowski styl - warszawski szpan IP: *.spray.net.pl 04.06.05, 16:18
                        > Może mu chodzi oto, ze życie jest niesprawiedliwe pod wzgledem zroznicowania
                        > dochodow i stopnia kompetencji oraz rodzaju wykonywanej pracy.
                        > Jesli tak, to go popieram, bo mnie tez sciska, jak patrze na ludzi, ktorzy
                        > zarabiaja po 3-4kpln, a sa chodzacymi bezmózgami i pierdzą w stołek, a drugi
                        > ma wiedze, umiejetnosci i charuje zarabiajac 800-1000pln.

                        Nie oceniam tego, czy zycie jest sprawiedliwe, czy tez nie. Natomiast caly
                        swiat skonstruowany jest tak, ze sa ludzie, ktorzy zarabiaja mniej i sa ludzie,
                        ktorzy zarabiaja wiecej. Jesli sciska Cie, gdy ktos zarabia wiecej, to znaczy,
                        ze idziesz w zlym kierunku. Pojscie w dobrym kierunku oznacza, ze sam zaczynasz
                        robic cos, aby zarabiac wiecej. Pojscie w zlym kierunku oznacza, ze chcesz
                        innych sprowadzic do swojego poziomu i na tym koncentrujesz swoje wysilki. W
                        takich sytuacjach mozesz pod kims kopac dolki, ale dzieki temu sam wiecej nie
                        bedziesz zarabial.

                        To, ze ktos ma wiedze i umiejetnosci, to jeszcze nie oznacza, ze bedzie wiele
                        zarabial. Te wiedze i umiejetnosci trzeba jeszcze umiec wykorzystac. Trzeba
                        miec okreslony cel w zyciu i do niego dazyc. Bo jesli czlowiek bedzie
                        koncentrowal sie tylko na tym, co tu i teraz, to nie wroze mu osiagniecia
                        sukcesu zawodowego, finansowego i osobistego. Ludzie, ktorzy maja wizje, a
                        zdobyta wiedze potrafia wykorzystac w dobrym kierunku, osiagaja swoje wymarzone
                        cele. Na ten temat moznaby jeszcze dlugo pisac. Ja tylko moge zachecic do
                        lektury: Napoleon Hill "The Law of Success." Ksiazka mowi wlasnie o tym, w jaki
                        sposob do czegos w zyciu dojsc i przestac sie koncentrowac na pie..ch
                        typu 'dokopanie temu, kto lepiej zarabia,' albo dokopanie temu 'kogo stac na
                        lepszy rower.'

                        Nie sadze, aby kolega Jaskrawy osiagnal w zyciu finansowy sukces i zaczal
                        wiecej zarabiac tylko dlatego, ze bedzie sie nabijal z tych, ktorych stac na
                        lepszy rower. Ten watek walkuje juz od kilku dni, a czas ten moglby poswiecic
                        na cos, co mialoby wiekszy wplyw na jego przyszlosc.

                        Oczywiscie pomniejszanie innych da mu zludne poczucie bycia lepszym, ale to
                        bardzo krotkowzroczne podejscie, ktore nic wlasciwie nie zmienia w zyciu
                        typowego zawistnika.

                        > Z reguły tacy sa ustawieni poprzez innych...

                        Nie opowiadaj mi takich rzeczy, bo to tylko wymowka dla wiekszosci, aby sie nie
                        starac i nic nie robic w kierunku polepszenia swojej sytuacji. 'On jest
                        madrzejszy,' 'on pewnie kombinuje, to ma lepiej,' 'on ma dobre plecy,' itp. To
                        zwykle wymowki. Wmawiajac je sobie usprawiedliwiasz sie sam przed soba z tego,
                        ze przestajesz sie starac.

                        > Wiec powyższym, przyczepiam sie do Twojego orzeczenia "ciezko zarabianych w
                        > pocie czoła pieniedzy", ktore w wiekszosci tez jest brednią, j.w.

                        Czepiaj sie dalej. Z tym, ze to stwierdzenie nic nie zmieni. Ani nie polepszy
                        Twojej sytuacji, ani nie pogorszy mojej. I moim zdaniem to Twoje stwierdzenie
                        jest brednia. Bo mnie wychowali skromni rodzice, ktorzy nie wystawnie nie zyli.
                        Zyli od pierwszego do pierwszego. Teraz maja jeszcze gorzej i dlatego wspieram
                        ich finansowo tak, jak moge. I tez moglem opowiadac bzdury typu 'inni
                        kombinuja, inni sa ustawieni,' aby tylko sobie wmowic, ze mam siedziec na dupie
                        i czekac na manne z nieba. Az wygram w totka. Zamiast tego wyprowadzilem sie do
                        Wawy. Zaczynalem od odbierania telefonow jako telemarketer, pracowalem czesto
                        od 7 do 22, albo 9-21, wiele razy w swieta, Sylwestra i inne dni, w ktore
                        ludzie odpoczywali albo siedzieli w lesie i smiali sie z tych, ktorzy maja
                        lepsze rowery. Zarabialem marne pieniadze, ktore ledwo wystarczaly na wynajecie
                        pokoju, przezycie i zakup ksiazek do nauki. Po jakims czasie zostalem szefem
                        tych, ktorzy byli telemarketerami. Pozniej przeszedlem do innego dzialu. A dzis
                        jestem jego dyrektorem. I nie opowiadaj, ze to dzieki znajomosciom. Bo do Wawy
                        przyjechalem nie znajac tu nikogo, bylem sam w duzym miescie, z pieniedzmi na
                        jeden miesiac przezycia. Dzis zarabiam kilkakrotnie wiecej. Stac mnie na wiele
                        rzeczy, ale mimo to wciaz ciezko pracuje majac na uwadze to, kim chce byc i co
                        chce robic za 5-10 lat w moim zyciu. I stac mnie tez na ladny blyszczacy rower,
                        ktorym sobie jezdze dla relaksu po dniu pelnym obowiazkow.

                        Wiec nie mow mi tu o sprawiedliwosci, gdy czlowiek robi sobie wiele wyrzeczen,
                        aby dojsc do czegos od zera, a w lesie siedzi malkontent, ktory sam sie za
                        siebie nie wezmie, ale ktoremu sie nie podoba, ze inni do czegos doszli.
                      • Gość: KA Re: krakowski styl - warszawski szpan IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 06.06.05, 11:50
                        Owszem jest to wkurzające ale jeśli ci to odpowiada to też możesz się wkręcić i
                        ustawić trzeba tylko ruszyć szarymi. Chcesz poznać kogoś ustawionego to zacznij
                        bywać tam gdzie tacy bywaja i jesli jesteś wartościowy to bez problemu uda ci
                        się wkraść w łaski takiego protektora. Kolego znasz dowcip o icku co to się
                        skarżył że wszyscy jego znajomi cos na jakis loteriach wygrali a on nie.?? W
                        końcu odezwał się głos z nieba "Icek ty mnie daj szanse ty zagraj w te loterie"
                        KA
      • alew Re: Kilka przemyśleń nt. widzianych w lesie pajac 04.06.05, 21:09
        Troche sobie przegladnęłam wypowiedzi na tym forum. Wydaje mi sie, że faktycznie
        zbyt generalizujesz. Troche zbyt dużo pouczania w tym co piszesz. Uważam,że
        wyśmiewanie noszenia kasku to już przesada. Sama nie mam, ale noszę się z zamiarem
        jego kupna, ale nie dlatego,że mi do twarzy w takim nakryciu głowy. Kiedyś
        słyszałam historię faceta, ktory miał wypadek na rowerze. Chwila nieuwagi, uraz
        głowy, konsekwencją którego był zupełny niewład. Z dużym prawdopodobieństwem
        kask by uchronił od tego uderzenia( oczywiście dobry, nie erzac). Od córki
        wymagamy noszenia kasku ( nie lubi, ale rozumie powody), sami z mężem też kupimy.
        A co do innych wątków, w pierwszej chwili się w pełni zgadzałam ( może dlatego,
        że rower mam taki sobie, strój też nie markowy), ale potem pomyślałam,że
        właściwie mi tak specjalnie nie przeszkadzają ci, których określasz pajacami.
        Róbmy swoje, nie przeszkadzając innym.
          • Gość: jaskrawy kompleksy, na jakie mnie stać IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.05, 20:42
            1. Mam 40 lat.
            2. 15 lat prowadziłem prywatną firmę. Mój rekordowy dochód miesieczny:
            220 000zł ( dwieście dwadzieścia zł/miesiąc).
            3. Przestałem pracować 5 lat temu po odłożeniu sporej sumy. Od tej pory zajmuję
            się refleksją i konsumpcją. Żyję z odsetek.
            4. Wybudowałem dom, zasadziłem drzewo, spłodziłem syna.
            5. Z grzechów głównych wymienić muszę audiofilię. Jak skończony palant
            kupowałem podsuwane przez cwaniaków kabelki i wymieniałem wzmacniacze.
            Strategię sprzedaży rzeczy zbędnych opanowałem na własnych błędach.
            6. Z zasady podważam wszelkie nowinki podsuwane przez producentów czegokolwiek.
            7. Moim idolem jest Thoreau, autor "Walden", który odrzucił społeczny przymus
            konsumpcji i własnym życiem udowodnił, że człowiek nie musi pracować, by
            zaspokoić własne potrzeby.
            8. Im więcej pracujesz, tym więcej kupujesz. Ja odrzuciłem pracę i podważam
            konieczność kupowania.
            9. Odezwałem się na tym forum z kaprysu. Chciałem sprawdzić, czy uda mi się
            sprowokować internautów do dyskusji. Dążyłem do pobicia rekordu odpowiedzi na
            jeden wątek. Na razie - trzecie miejsce na tym forum, więc porażka.
            10. To mój ostatni wpis. Pozdrawiam rowerzystów. Kręćcie dalej.
            • Gość: KA Re: kompleksy, na jakie mnie stać IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 06.06.05, 12:01
              Odpowiadasz na :
              Gość portalu: jaskrawy napisał(a):
              > 1. Mam 40 lat.
              I przez te lata nie nauczyłeś się tolerancji??
              > 2. 15 lat prowadziłem prywatną firmę. Mój rekordowy dochód miesieczny:
              > 220 000zł ( dwieście dwadzieścia zł/miesiąc).
              chwalebne, znaczy się jesteś burżuj znienawidzony przez samego siebie
              > 3. Przestałem pracować 5 lat temu po odłożeniu sporej sumy. Od tej pory
              zajmuję
              >
              > się refleksją i konsumpcją. Żyję z odsetek.
              Nie dość że burżuj to rentier nie tworzący nowych miejsc pracy dla biednych
              bezrobotnych.
              > 4. Wybudowałem dom, zasadziłem drzewo, spłodziłem syna.
              Chwała ci za to.
              > 5. Z grzechów głównych wymienić muszę audiofilię. Jak skończony palant
              > kupowałem podsuwane przez cwaniaków kabelki i wymieniałem wzmacniacze.
              > Strategię sprzedaży rzeczy zbędnych opanowałem na własnych błędach.
              Widzisz każdy może być palantem choćby tylko częściowo
              > 6. Z zasady podważam wszelkie nowinki podsuwane przez producentów
              czegokolwiek.
              To oznaka starzenia się niestety
              > 7. Moim idolem jest Thoreau, autor "Walden", który odrzucił społeczny przymus
              > konsumpcji i własnym życiem udowodnił, że człowiek nie musi pracować, by
              > zaspokoić własne potrzeby.
              A z postów wynikało by że Franciszek z Asyzu
              > 8. Im więcej pracujesz, tym więcej kupujesz. Ja odrzuciłem pracę i podważam
              > konieczność kupowania.
              stary gdybym nie musiał to też bym nie pracował, tym bardziej że nie potępiam
              posiadania to od stuleci napędza ludzkośc
              > 9. Odezwałem się na tym forum z kaprysu. Chciałem sprawdzić, czy uda mi się
              > sprowokować internautów do dyskusji. Dążyłem do pobicia rekordu odpowiedzi na
              > jeden wątek. Na razie - trzecie miejsce na tym forum, więc porażka.
              jesteś w błedzie poczytaj forum Rowerzyści tam niejaki błazen Piotr pisze bzury
              do których twoje posty nawet się nie umywają a wateki ciągną się na kilka stron
              choć tylko to warszawskie forum
              > 10. To mój ostatni wpis. Pozdrawiam rowerzystów. Kręćcie dalej.
              Mam nadzieje że ostatni bo zbyt wiele bzdur piszesz a to smutne szczególnie u
              40 letniego Krakusa ( zawsze sobie ceniłem przyjźnie z Krakusami było o czym z
              nimi pogadać i nie było to tylko o piłce i dupie)
              KA

        • Gość: micha Re: To juz się zaczyna robić z tego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 09:46
          niewinna dyskusja na temat szpanerstwa dorobkiewiczów zeszła na niewłaściwy tor.
          Jak ktoś ma drogi rower kupiony za ciężko zapracowane pieniądze to jego sprawa ,
          podobnie jak pora jazdy po lesie czy też pstrokate ubranko. Lubi jeżdzić w
          skwarze - niech sobie jeżdzi , wygodnie mu w gatkach z pampersikiem - niech jeżdzi.
          Chodzi mi o pewien typ "rowerzysty" dla którego jazda rowerem jest tylko i
          wyłącznie okazją do zademonstrowania swoich możliwości finansowych. Dla takiego
          nie jest ważna sama jazda , ale sposób postrzegania go przez innych.Widziałem
          już całe kawalkady aut zjeżdzających na biwaki z drogimi rowerami na
          bagażnikach.Raz na weekend jadą potem sobie na wycieczką raptem półgodzinną
          odziani w bajeranckie stroje , muszą przecież jeszcze znależć czas na
          poszpanowanie autm , pontonem ,grilem i czymś, co mnie najbardziej na biwaku
          wku..a: sprzętem audio.Po co targać przez kilkaset km rowery ?żeby zrobić na
          nich 5 km i wieżć je z powrotem? Pozerstwo i tyle .
          • Gość: KA Re: To juz się zaczyna robić z tego IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 06.06.05, 12:11
            Ale jeśli ci ludzie pozują tak że nikt z tego powodu nie cierpi a przeciwnie
            wielu na tym zarabia na chleb a niektórzy na masło i szynke do tego chleba to
            co w tym złego lepiej niech szpanuje na rowerze za 5tysięcy niż szlifierce
            robiąc zagrożenie na drodze dla siebie i innych, czy skuterze wodnym którego
            hałas zatruwa życie tym którzy wypoczywają nad i na wodzie. Powiadasz 5km dobre
            i to przynajmniej odrobina ruchu, a przy okazji może niechcący wpoi swemu
            dziecku bakcyla ruchu na rowerze, może swoim wyglądem zinspiruje jakiegoś
            wiejskiego malucha i wyrośnie nam gwiazda na miarę Szurkowskiego czy Szozdy.
            Owszem śmieszne jest to ale cóż nie wszyscy moga być biedni i normalni jak i
            bogaci i mądrzy, czy dowolna kombinacja słów oznaczajacych stan umysłu, zdrowia
            i posiadania.
            KA
          • yb Wszystko to 06.06.05, 19:09
            się zgadza tylko po co tyle emocji. To mi przypomina już jakąś dyskusje rodem z
            garkuchni.
            Starczy bicia piany.
            Mnie osobiście tzw szpanerzy nic nie szkodzą, nawet jeśli przejeżdżaja
            przysłowiowe 5 km i wyglądaja jak "mężczyźni inaczej" na paradzie w Kaliforni.
            Skoro tak lubia?
            Czy przez to kolarstwo upadnie?
      • drzordrz Ludzi z Zachodu pewnie śmieszymy tym szpanem 06.06.05, 13:22
        Podobnie jak Rosjanin, na którego natknąłem się we Francji na nartach. Na
        wysokości ponad 3500 metrów objawiła się zjawa w futurystycznym, obcisłym,
        cieniutkim stroju mieniącym się wszystkimi kolorami tęczy – fotografowana przez
        swoich zachwyconych rodaków.

        Najciekawsze było to, że zdecydowanie najlepiej na nartach jeżdżący tam
        nauczyciele narciarstwa i pracownicy wyciągów mieli częściowo wręcz zabytkowy
        sprzęt jakiego używałem jakieś 20 lat temu („metalki“, poobijane, stare wiązania
        typu „Look“) i z jakim nie odważyłbym się tam pokazać.
        • Gość: yb Re: Ludzi z Zachodu pewnie śmieszymy tym szpanem IP: *.smrw.lodz.pl / *.smrw.lodz.pl 06.06.05, 20:06
          a ja przeciwnie spotkalem faceta z Danii, ktory "podróżował" rowerem po
          Austrii, głównie żeglując z nim pływadełkami po Dunaju. Większość zdjęć i
          filmików poświęconych temu ekstremalnemu rowerowaniu miał o żarciu i chlaniu
          drogiego winna. Ubrany był tak jak ci wyśmiewani o samej góry rodzimi
          szpanerzy. Nie mam jednak do niego pretensji spędzal wolny czas wtym czym
          chciał i na tym na czym chciał.Zachód wcale nie jest taki skromny. W gruncie
          rzeczy głupota stamtąd zainfekowała Polakow i to nie tylko w wąskiej
          dziedzinie rowerów.
      • Gość: widziałem Ja Ci opowiem o czym innym IP: *.crowley.pl 06.06.05, 13:50
        Czytam sobie różne "fora" i wszędzie widać to ujadanie na stolicę lub inne
        większe miasta. Podobno w Warszawie są bardzo źli kierowcy... Jednak chyba nie
        do konca to prawda bo widziałem wiele razy co wyprawiają "przyjazdni" np z
        Krakowa, Poznania itd itp. Brylują tutaj szczególnie ludzie z KRK. Przykład??
        1.Korek na Wisłostradzie pełna kultura dopóki nie pojawia się Krakus który
        wpycha sie wszędzie gdzi etylko moze byle szybciej. Widzi że i tak szybciej nie
        pojedzie ale on twardo musi przeskakiwać z prawego na środkowy to znowu na lewy
        i spowrotem. Ze 3 razy spokojnei spowodowałby stłuczke ale całe szczęście
        ludzie mają refleks.
        2. Środek miasta ograniczenie do 50 a Krak sobie mknie koło 150. Śpieszy mu sie
        chyba na cmentarz.
        3.Trasa wylotowa z Wawy. Samochody jadą koło 100 jeden za drugim. Pełna
        kulturka dopóki nie pojawia się ścigacz krakowski który koniecznie chce
        wszystkich wyprzedzać mimo że z naprzeciwka jadą samochody.
        4. Wspomnieć trzeba o używania pasu do skrętu do omijania na skrzyżowaniu
        większej liczby samochodów stojących na świetle.
        5. A najbardziej rozwalił mnie krakus który podjechal na stacje benzynową i
        palił fajka. WYszedł człowiek ze stacji i zwrócił mu uwagą ze grozi to zapłonem
        i prosi go o zgaszenie a ten na niego z mordą wyjechał że on jest klientem i
        ma prawo do swojego "nałogu".
        Podobnych przykłądów znam więcej ale po co...
      • Gość: Widziałem I jeszcze jedno IP: *.crowley.pl 06.06.05, 14:04
        Apropo rowerów bo poprzednio pisałem o innym rodzaju buractwa:)))
        To że ty lubisz wstawać o 4 rano nei znaczy że wszyscy muszą mieć takie
        upodobania. Niektórzy lubią wstać np o 9 i o 10 rozpoczynać jazde. To już
        bardziej powinno przeszkadzać tym osobom niż tobie. Jeśli jeździli po lesie to
        tym bardziej słońce mogą mieć w głębokim poważaniu. Oczywiście wiesz to
        ponieważ po lesie jeździłeś. "strój" na rower to juz sprawa indywidualna.
        Rozumiem że najlepsze są gumofilce(bliskość bagien) jakiś płaszcz gumowany
        (mozłiwy deszcz) i czapeczka z gazety(lekkie i przewiewne). Od razu tez
        wychodzi mentalność odpustowo-kościelna. "Prawie wszystkie wygladały jakby
        kupiono je bezposrednio przed Bożym Ciałem." Ni emierz wszystkich swoja miarą.
        Nie wszyscy zachowują sie tak jak ty i stroją sie do kościoła lub na komunię
        (tylko):))).Rozumiem też że taki Warsiwiak powinien samochód miejski terenowy
        zostawić w domu i pojechać kupionym specjalnei na tą okazje zdezelowanym żukiem
        żebys ty mógł podziwiać:))) A kiedy wyjedzie to musi koniecznie podziwać faune
        i flore. Niestety musze cie rozczarować że nei wszyscy sa wielkimi miłośnikami
        przyrody niektórzy chcą po prostu pojeździć. CO do właśnego żarcia i picia bez
        komentarza. Musisz postawić tabliczke że przywożenie swojego zabronione. WYmaga
        się pod kara administracyjną zakupów w miejscywm GS'ie:))))) Kłaniam się panu
        światowcowi bo dostarczył mi dużo ubawu
      • Gość: lena Re: Kilka przemyśleń IP: *.adsl.izrsolutions.com 06.06.05, 15:37
        nie w lesie a w londynie...

        ranek, zimno, deszcz pokrapuje, wiatr wiekszy niz halny (parasol wyrywa z
        dloni) a dwie polskie nianie (au pair raczej) poginaja po parku z wozeczkami, w
        sweterkach, bucikach na 10cm obcasach i krociutkich spodniczkach nie zdajac
        sobie sprawy z tego ze je rozumiem jak obgaduja mnie w najlepsze. moze raczej
        moj stroj(dla kazdego innego odpowiedni na spacer z psem po bagnistym parku):
        kurtka przeciwdeszczowa i gumowce (wiem, wiem, zaraz bedzie ze to tylko na wsi
        sie tak biega. well, nie do konca). biedne dziewusie myslaly tez ze ludzie sie
        na nie patrza bo ladnie wygladaja...
        • Gość: KA Re: Kilka przemyśleń IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 07.06.05, 10:19
          Lena wiesz podziwiam te lalunie, pogoda pod psem, sobota rano w domu czy też
          zupełnie jakaś inna sytuacja a te full tapeta, i różowe przykuse wdzianka
          (jeszcze dobrze jak ma figurke a nie znad biodrówek a spod przykusej bluzeczni
          wylewa sie sadełko) Ja niestety mam małoletnia córke której się wydaje ze
          wszyscy patrza jak wygląda i rece mi opadaja jak patrzę jak się pindrzy 30
          minut po to tylko by iśc do kiosku po gazetę (3minuty)
          KA
      • Gość: oni Re: Kilka przemyśleń... malkontenta? ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.05, 17:08
        ad 1. Nie rozumiem bo: Buduje mnie sam fakt kupienia rowerów. Mój też kiedyś był
        nowy, trudno tego uniknąć. Wygląd i wyposażenie są przecież drugorzędne (Np
        pomysł niewpuszczania rowerów z amortyzatorem do lasu mi przyszedł teraz do
        głowy...)

        ad 2. Nie rozumiem bo: Może ktoś im powiedział że w Polsce kradną dobre
        samochody... Generalnie, w Niemczech, Francji czy Włoszech chyba raczej trudniej
        o gorsze samochody niż w Warszawie i Poznaniu.
        A może trafiłeś na niereprezentatywną próbkę?

        ad 3. Nie rozumiem bo: Fundamentalny jest przecież cel wycieczki. Las jest
        piękny o każdej porze. Kto nie wybiera się nad ranem na żurawie nie jest w porządku?

        ad 4. Nie rozumiem bo: Istnienie spodenek z pampersem i obcisłych koszulek ma
        swoje głębsze uzasadnienie i jest ono inne od tego żeby różnić się od reszty i
        szpanować. Wystarczy kiedyś spróbować. Zwłaszcza na dłuższych dystansach.

        ad 5. Nie rozumiem bo: Może dlatego że jest po prostu taniej? Przecież to nie
        jest zabronione. Może Holendrom (tak jak mi) podoba się taki folklor kupowania w
        miejscowych sklepach, a Warszawiakom się nie podoba... Kwestia gustu i wolności
        wyboru. Reszta to niewiedza. Prawdopodobnie istnieją metody edukacji takich
        ludzi. Nie wiem w jakim procencie skuteczne ;-).

        ad 6. Nie rozumiem bo: To trochę zależy od tempa jazdy, ale w lesie łatwo się
        wywrócić i przywalić w głowę. Kto sprawdził doswiadczalnie ten wie. Wystarczy
        trochę przejrzeć pl.rec.rowery, żeby trafić na nawróceńców piszących "mam
        rozbitą głowę, ale byłem głupi. Od jutra jeżdżę w kasku".
        Są kaski mające siateczkę przy otworach z przodu. Można je kupić nie tylko w
        Warszawie i Poznaniu.
        Kaski powodują że jest bezpieczniej, więc są ok.

        ad 7. Masz w całej rozciągłości rację ;-). (ad do mojego ad 7: Żeby nie było że
        i ja jestem malkontent ;-) ;-))

        ps. I nie żebym nie wiedział o czym chciałeś napisać.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka