Forum Sport Rowery
ZMIEŃ

      a jak to jest ze zlodziejami?

    19.07.05, 12:49
    od dawna planuje wymiane roweru - grata starego - na porzadniejszy model.
    wydatek ponad tysiaca zlotych to dla mnie wydatek powzny, okupiony dlugim
    oszczedzaniem i wieloma wyrzeczeniami.

    dopiero niedawno uswiadomilam sobie pewien fakt. otoz mojego grata moge
    zostawic pod sklepem, czy nawet pod pubem i beztrosko bawic sie do rana.
    rozumiem, ze pozostawienie roweru drozszego bez opieki jest juz znacznie
    bardziej ryzykowne.

    czy to znaczy, ze jesli do jazdy po miescie zachowam grata a rower nowy
    zabierac ze soba bede wylacznie na zamiejskie wyprawy, bede bezpieczna?
    czy on np. nie zniknie sprzed sklepu w pierwszej wsi, w ktorej sie na piec
    minut zatrzymam lub na polu namitowym?

    czyli: czy rower poza miastem jest bezpieczny.

    z gory dziekuje za rade.
      • panna_x ps. 19.07.05, 12:51
        a moze - wybaczcie, jesli to brzmi glupio - mozna kupic rower, co dobrze jezdzi
        a wyglada malo bajerancko i nie skusi nikogo?
        • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 13:01
          Owszem,mozna kupić taki który nie będzie raził nalepkami i bajerkami,mozna też
          skusić się na oszpecenie własnego roweru(wersja dla nihlistów) w celu
          zniechęcenia złodzieja na ów rowerek-jednak trzeba pamięteć że podobny zabieg da
          skutek tylko wsród rowerowych laików.Spec od razu będzie patrzył nie na lakier
          na ramie lecz na osprzęt.Wracając do oszpecania-zdecydowanie najlepszym sposobem
          jest okleić rower taśmą,czy to izolacyjną czy podobną,o niezbyt mocnym
          kleju,takim by w razie czego dałoby się taśmę odkleić bez odklejania lakieru czy
          nalepek pod spodem.Rower wygląda wówczas bardzo zawodowo,szpetnie i zarazem nie
          kusi oka byle amatora złodzejstwa.
          Co do używania dwóch rowerów-sam tak robiłem swojego czasu,do miasta lub w
          bardziej ryzykowne miejsca brałem swoją kozę a w plener i cieższe warunki-moje
          dziecko-Univegę.Jest z tym trochę zamoty lecz...trzeba wybrac mniejsze zło.
          Pozdrawiam
          Alonzo
          • mmmal Re: ps. 19.07.05, 13:15
            Ha! to żeś się wreszcie zdradził, Alonzo, jakiego rumaka ujeżdżasz ;)
            • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 14:38
              Trudno ukryć-ujeżdzam rumaka z niemieckiej stajni,twardy jak esesman a prowadzi
              się jak pijany bawarczyk a z wyglądu niczym żołnierz piechoty wycofujący się
              spod Stalingradu;).
              Pozdrawiam
              Alonzo
              • mmmal Re: ps. 19.07.05, 15:00
                Ha! Demoniczna mieszanka cech najwspanialszych ras wielu, gdyż zapewne łączy w
                sobie także prędkość araba, wytrzymałość angielskiego koniska tudzież zwrotność
                tatarskiego rumaka, wzrokiem ciesząc się lepszym niźli niejaki Łysek ;)
                Kpić sobie bezecnie pozwalam, wiedząc, że mnie Waćpan nawet bawarczykiem swoim
                nie dognasz ;)
                I ja pozdrawiam (jeśli to widać w tumanie kurzu, który mię od Wacpana w tyle
                pozostawionego oddziela) ;)
                • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 15:18
                  Oj Wasza Wysokośc,mój szwabik może nie najmłodszy i szybkości ponaddzwiękowej
                  nikt mu zarzucić nie może aczkolwiek bryluje on swą zwinnością,czasem może zbyt
                  nerwową i z lekka nieokiełznaną(po czym zostawił już na ciele swojego pana kilka
                  sladów) i pozwala mi na zakrętach wyczyniac cuda niewidy(ciekawe jak jeszcze
                  długo):)
                  A na prostej mogę osłaniac tyły wypatrując skretu zakrętu;)
                  Pozdrawiam znad śrubokrętów.
                  Alonzo
                  • mmmal Re: ps. 19.07.05, 15:39
                    Ha! Wszak nie rumaka moje wątpliwości tyczą, cny Alonzo, a ujeżdzającego go
                    rycerza siły i formy ;) Rumak mój wiosen ośmnaście bodajże liczy, choć nic z
                    tego, co się nań składa, lat tylu nie ma ;)
                    Z nudów bezczelne i kąśliwe słowa usta me wypowiadają, wybacz, Alonzo.
                    Ale... Alonzo, rycerzu! Ty rymujesz! ;)
                    • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 16:11
                      Ha ha ha...zwróciłas mi na to uwage i rzeczywiście. Wszak z powodu miejsca
                      zamieszkania rymy częstochowskie mam we krwii.
                      Co do mojej formy-niestety uderzyć się w pierś muszę-stanowię najsłabsze ogniwo
                      w owym duecie-rower-kierowca lecz pracuje nad tym bez pewności czy się uda-w
                      końcu kości już nie te i lata nie te,zdarza mi się spuchnąć,zaparować i
                      zaprotestować lecz miłe słowo i 5 minut odpoczynku na powrót wtłacza we mnie
                      dusze i wole.
                      Może to ta nasza aura polska zniechęcająca do dłuzszych wypraw rowerowych przez
                      te 7 zimniejszych miesięcy i przez to formę gasząca...???Nie wiem,lecz obiecuję
                      i w tym roku - postaram się odbyć jakieś skromne Tour de Europe w celu
                      rozruszania rozleniwionego przez komputer,autko i inne wynalazki teraźniejszości
                      tyłka.
                      Pozdrawiam
                      Alonzo
                      • mmmal Re: ps. 19.07.05, 16:56
                        O mmmmamo...! - księżniczka aż się zająkała z wrażenia, na siebie samą bowiem
                        tak mobilizująco ostrymi słowy zadziałać nie jest w stanie ;)
                        Ale chyba nie jest tak źle, sama jeżdżę znacznie szybciej niż w roku ubiegłym
                        (= o rok młodsza) - bo w ogóle jeżdżę, ostatnie lata korzystałam głównie z
                        nabytego, nie własnego napędu ;)
                        No ale postanowienie rozruszania tyłka brzmi nieźle (choc nie do końca
                        jednoznacznie;)), obys słów na wiatr nie rzucał ;)
                        Na pogodę polską zaś narzekac nie będę, pod warunkiem że mi upałów fundować nie
                        będzie, pedałując bowiem zaciekle sama sobie wystarczającą ilość ciepła
                        wytwarzam, za to chłodzenia potrzebuję (dlatego latem śmigam głównie
                        wieczorami).
                        Chwalić wszakowoż też nie zamierzam, wreszcie się chyba burza zdecyduje i
                        chluśnie, o, już chlusnęła, no tak, pozostaje mi gronostajową etolę wpakować do
                        plecaka, spodnie lepcem wokół kostek związać, niwecząc tem sposobem resztki
                        starań o zachowanie książecego wyglądu ;)
                        No i masz babo placek, słońce źle, deszcz źle ;) Wyśmiawszy wszak poznańskich
                        rowerzystów sama przed burzą czmychnąć nie mogę, ruszam więc, tym bardziej że
                        dobroczynne działanie makaronu razowego ugruntowałam kwartą coli ;), więc
                        energii Ci u mnie dostatek.
                        O rety, ale leje...!
                        Jutro wypatruj pontonu ;)
                        • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 18:36
                          Oj Ty moja księzniczko kwiatami mówiąca,pogoda zesłała wam,Poznaniakom deszcz a
                          nam słońce a wiec i ja sobie bryknę gdzieś na okoliczne górki,skręcik w
                          usta,piwko pod pachę i czas nawinąc kolejnych kopę kilometrów.
                          Pozdrawiam i jeśli ma juz padac to ciepłego deszczu życzę.
                          Alonzo
                          • mmmal Re: ps. 20.07.05, 09:24
                            Tu księżniczka, ekhe, ekhe ;)
                            Ale obciach, rycerzu, tylko się nie śmiej ;)
                            Wymiękłam, szyderstwem i obelg błotem obrzucałam tchórzliwych bicyklistów, a
                            proszę - sama wymiękłam, no wstyd i poruta, w obliczu burzy ugięłam się i konie
                            mechaniczne uruchomiłam, ojejej...
                            Po drodze na wieś (z palącego wstydu wybrałam ukryte przed ludzkim okiem
                            domostwo;)) bezsilnie liczyłam mężnych rowerzystów, których oczywiście tym
                            razem sporo się wykluło, zwłaszcza że i tu po burzy słońce boskie się pojawiło,
                            zachodząc w kolorach nieco jadowitych lecz cudnych.
                            By o sromocie swej zapomnieć, do lasu biegiem się udałam z zamiarem stoczenia z
                            dzikiem lubo jenotem pojedynku jakowegoś, cóż skoro bestie się zwiedziały, że
                            znam pewnego rycerza dzielnego i ze strachu z puszczy wszystkie pouciekały ;)
                            Ech, dzisiejsze postanowienie offroadowe spełnić zatem muszę i wieczorem
                            wczorajszą słabość odpracować. Choć może bez piwka, bo zygzakiem i bez jego
                            pomocy się poruszam ;)
                            Jak tu monarchię przywrócić, skoro w rodzie książęcym wola słabowita?
                            Ech, trza troski w endorfince utopić, piwkiem później skropić - oto mój plan
                            sześcioletni ;)
                            Pozdrawiam Cię, rycerzu, pewnie żeś i mój limicik mizerny wczoraj jednośladem
                            utoczył. Czy rumak zreanimowany i do pełni sił powrócił?
                            • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 11:02
                              Witam CIę dzielna księzniczko.
                              Wczoraj był wieczór szaleństw z dla od dziczy miasta,tam gdzie nie spotkasz
                              żadnej duszy oprócz kompana,gdzie nie rozjeżdzają ściezek setki bikerów,gdzie
                              mozna zapomnieć o czołówkach z innymi a zająć się wyłącznie wyszukiwaniem
                              ciekawych,miłych dla oka miejsc.Niestety w połowie drogi,hen hen od domu i nam
                              tu udzielił się Poznański deszcz i dalsa jazda stała się walką z
                              żywiołem,wyscigiem z ulewą,taplaniem w kałużach i ciągłym ocieranim twarzy z
                              błota(czyli to co rycerze lubią mniej).Rowerek okazał się wrócić całkowicie do
                              zdrowia(magia starych LX-ów) i gotów nieśc swojego pana dlaej,dalej,o ile panu
                              kondychy starczy.
                              Co do dystansów-z przykrością musze stwierdzić że nie reanimowałem wykończonego
                              w Transylwanii licznika.Jeżdzę więc nie licząc ani czasu ani kilometrów
                              zakładając jedynie cel do osiągnięcia i powrót zeń w domowe pielesze.I wszystko
                              odbywa się z unikaniem albo dziurawych albo prowadzących na manowce dróg
                              asfaltowych więc i predkości sa ostrożniejsze,pozwalające zachowac dozę
                              bezpieczeństwa.A i zatopienie się w zieleni z omijaniem oznak cywilizacji to dla
                              mnie nielada pokusa,okazuje się że zaczynam z wiekiem unikać walorów
                              technokracji i innyc grilowców wsłuchując się w głosy natury,a nuż w ciszy
                              usłyszę zaczajonego za górą smoka którego uda się pokonac i bedzie na spodnie ze
                              smoczej skóry.
                              Jedyną oznaką cywizlizacji na mojej drodze zostają sklepy z napojami które..no
                              cóz,czasem spowalniają,rozleniwiają,skłaniając do kontemplacji raczej niż ku
                              jeździe lecz moce kontemplacyjne trzeba uzupełniać by jazda nie był tylko jazda
                              lecz dawałma możliwośc do głębszych przemysleń których w chwili obecnej sporo w
                              głowie.
                              Aczkolwiek wkrótce szykuje się mi zmiana opon i być może zdecyduje się na jakies
                              szosowe by móc niczym mój idol(zajebisty facet ze Szwajcarii który wybrał się
                              samotnie rowerkiem w podróż wokół Bałtyku zachaczając o moje okolice dzięki
                              czemu poznać mogłem jego historię i która mi zaimponował na tyle że postanowiłem
                              zrobić to samo-samotna podróż gdzieś w dal,zdany wyłącznie na zdolności
                              improwizacyjne własnego umysłu) udać się w długą letnią podróż.
                              Slońce wróciło na powrót lecz dziś chyba udam się bardziej na spacer rowerowy
                              odwiedzając znajmoych niźli znów udzielając się w hardcorowym obijaniu tyłka i
                              wstrząsaniu mózgownicą na lesnych drogach co polecam przy wspomaganiu
                              wzmacniaczami czy dobrą,odcinająca od otoczenia muzyką.
                              Jako że szef mnie dostrzegł i zaraz zapewne będzie się starał przekazac mi swoje
                              plany na rozwój wszechświata-musze kończyć lecz obiecuję-jak tylko spławię
                              gada-chybcikiem powrócę.
                              Pozdrawiam
                              Alonzo
                              • mmmal Re: ps. 20.07.05, 12:25
                                Ach, rycerzu, skoro plany podboju kosmosu są rozstrzygane, nie przeszkadzam
                                gadaniem o kółkach, manetkach, no chyba że o zapasach w błocie ;) Rozumiem, że
                                rycerzowi błoto niemiłe, czyścić trza z niego i rumaka, i zbroję, z zębów i
                                oczu wydłubywać, choć z drugiej strony maskujaco działa, rycerz więc niczym
                                indiański wojownik lasami niepostrzeżenie pędzić może ;)
                                Okład z błota błogosławieństwem jest także dla skóry, ale to raczej księżniczki
                                dotyczyć powinno, choć w dobie niosącej płci równouprawnienie może bicyklistów
                                z plastrami ogórka na licu spotykać zaczniem? O tempora, o mores ;)
                                To już lepiej okład z chmielnego trunku stosować, wewnętrznie a obficie, tym
                                bardziej że kuszą piwne kapliczki przy traktach rycerskich niby przypadkiem
                                stojące tak gęsto... kuszą one ;) Choć moje strony tak odludne, że - by piwnym
                                zachciankom ulec - trza owego zapasik w zanadrzu schować.
                                Zresztą czasu większość w miejskich terenach spędzam, efekt takowy uboczny etat
                                niewdzięczny produkuje, czas wolny redukując niebezpiecznie, we włości książęce
                                zatem coraz rzadziej się zapuszczam, a szkoda.
                                Bałtyku pewnikiem bym tak łatwo - jak ów rycerz Szwajcar - nie objechała,
                                bieżnikiem zaznaczyłam tylko polski kawał brzegu i bardzo to miła wyprawa była,
                                człowiek bowiem jako zierzę stadne w tłumie się chetnie jednoczy, więc plaże
                                puste najść całkiem łatwo było. Rumak się mój na wieki wieków w soli wówczas
                                zakonserwował (rzecz jasna nie ośmnaście wiosen sobie liczy, lecz dwanaście,
                                postarzałam go niebacznie we wczorajszym poście, lecz liczb tych rycerzu nie
                                dodawaj, gdyż suma wyjdzie straszliwa;)). A ekłipment solidnie zasolony do
                                dzisiaj wysłużone zębiska szczerzy ;)
                                A na razie kółeczka rąbię zaciekle wokół poznańskiej Malty, myślami dalekie
                                strony zwiedzając ;)
                                Nieustannego wspomagania mocy kontemplacyjnych życzę i pozdrawiam, ku
                                obowiązkom część uwagi niestety kierując ;)
                                ps A ze smoka, gdy już pokonan będzie, koniecznie buciki dla księżniczki
                                obstalować trzeba, tylko z podeszewką akuratną, co by z rumaka cięgiem nie
                                spadała ;)
                              • mmmal Re: ps. 28.07.05, 17:15
                                Tak się tylko zastanawiałam, rycerzu, czy mię tu pośród tłumu namiotów,
                                rumaków, złodziei i kupczących odnajdziesz ;)
                                W upalną jednak zmuszonam się udać drogę, bóstwo pracodawcze dziwnie się
                                uwzięło na palców moich działalność, nie ma więc co zwlekać, uciekać pora, niż
                                korespondencji tajemnicę odkryje ;)
                                Może uda mi się walkę z korkociągiem wygrać, bym i w Twym imieniu trunku
                                szlachetnego się napić mogła, który zmęczenie porowerowe w przywołaniu snów
                                słodkich wesprze :)
                                Tymczasem znikam i lecę, napisz do mnie, rycerzu, ja zaś pośnię sobie do woli o
                                czym pisać tu nie będę ;)
                                • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.05, 22:31
                                  Witaj ksieżniczko.
                                  Udało mi się znaleźć twój post z czego bardzom rady gdyż każde twoje słowo jest
                                  dla mnie muzyką ulubioną.
                                  Z niecierpliwością czekałem zakońćzenia dnia by móc zasiąsc przed magicznym
                                  pudełeczkiem i zobaczyć cóż ta moja księżniczka Mmmal napisała.
                                  A dzień zaczął się za wczesnie i skończył się zbyt późno,a do tego tak
                                  nieznośnie gorący ze aż miałem ochote polec gdzies pod chłodną ścianą na
                                  południową sjestę.
                                  Niestety czas i obowiązki nie pozwoliły na chwilę wytchnienia i tak to po cześci
                                  Alonzo zmotoryzowany a po cześci zdając się na siłę mieśni krążył po okolicy z
                                  niewyjaśnionych przyczyn załatwiając różne dziwne sprawy swojego
                                  szefuńcia.Koniec na szczeście zwieńczony był "przypadkową " wizytą u
                                  kolegi,skrajnego alkoholika w celach dyskusyjnych i konsumpcji szklaneczki
                                  wstrząśniętego,niemieszanego rumu-napoju dla prawdziwych rycerzy.I choć upał był
                                  i jest wciąż tęgi-nie udało się rumowi pokonać Alonza który lekkim zygzakiem
                                  lecz wciąż pewnie wrócił w pielesze domowe.I tu zobaczył słowa
                                  pięknosłownej(zapewne nie tylko -słownej) Mmmal która swoją formą i trescią jak
                                  zwykle poruszyła go do reszty.
                                  Teraz przyjdzie żyć Alonzowi w smutku gdyż księżniczka Mmmal tak go oczarowała
                                  iż życie bez jej słów wydawać może wyjałowione z barw.
                                  Jednak w chwili obecnej choć wykończony to pełen radości i optymizmu łączy się z
                                  popijającą po drugiej stronie kabla ulubienicą trwając w przedsennej nadziei iż
                                  koreczek udało się usunąc.
                                  Pozdrawiam
                                  Alonzo
                                  • mmmal Re: ps. 29.07.05, 09:28
                                    Nadzieje, o Alonzo, mają to do siebie, że płonnymi się okazują, przynajmniej
                                    niektóre, np. ta korkociąga dotycząca ;) Korek, a wraz z nim wino, tkwią bowiem
                                    nadal w szklanym uwięzione bukłaku, droga wina dziwnie tym razem daleka, nim w
                                    trzewia książęce trafi ;)
                                    Księżniczka jednakże w pewnych dziedzinach przezorna bywa, w zapasy beefeatera
                                    i lodu - jakże w taką pogodę wskazanego - zawsze zaopatrzona ;)
                                    Kondycji swej jako i umiejętności w siodle równowagi utrzymania po trunku
                                    spozyciu nie próbowałam, zygzaki uprawiam i na trzeźwo, o zawrót głowy
                                    przypadkowych współużytkowników dróg przyprawiając ;)
                                    Rycerzu najmilszy, w smutku się nie pogrążaj, czar słowami rozsiany obosiecznym
                                    jest czarem, księżniczkę omotał, spętał niecnie i wypuścić wcale nie chce.
                                    Księżniczka zresztą zbytniego zapału w walce z czarem nie przejawia, słowom
                                    słodkim rycerza się poddaje, a ich braku woli sobie nawet nie wyobrażać... :)
                                    Zaczarowana :)
                                    • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.05, 11:25
                                      Na takie oporne butelki miało się za młodych,ławkowych czasów sposób doskonały i
                                      niezawodny-kciuka lub jeśli kciuk ów damski,zaopatrzony w pazurka
                                      wystającego-bateria lub długopis i wszelakie Sophie lały się strumieniami mimo
                                      braku korkociagu.
                                      Tak oto nadzieje się urzeczywistniają przy odrobinie samozaparcia i uzyciu
                                      polskiej improwizacji.
                                      Lecz jezeli ów korek ma być powodem by skosztowac coś innego,równie ciekawego to
                                      czemu nie,ja popieram:)(gdzie się podpisac?)
                                      Droga księżniczko,może to upał posyca owa namietność,niczym u ludzi południa
                                      którzy owym czarom przez cały czas ię oddają.
                                      Ufff...gorąco ksieżniczko,jakbym teraz chciał być gdzies wysoko w Tatrach
                                      popijając zimne,słowackie piwko...gdybym tylko mógł...ech.
                                      Pozdrawiam.
                                      Alonzo
                                      • mmmal Re: ps. 29.07.05, 12:11
                                        Skoro tylko upałowi oczarowanie owo przywpisujesz, rycerzu okrutny, to z
                                        pewnością wieczora najbliższego siły dość znajdę, by zawartość butli w moje
                                        strapione wlała się wnętrzności, skutecznie (oby!) rozpacz topiąc, choć słów
                                        nieczułych nigdy przenigdy nie zapomnę!
                                        Lecz czegóż się miałam spodziewać, łańcuszek szczęścia wczoraj otrzymany
                                        przerywając? ;) Miłości o północy - jak list ów zapowiadał - nikt nie wyznał,
                                        teraz dekady nieszczęść oczekuję. Los mój okrutny o sobie znowu przypomina,
                                        burza sie zbliża, ciemności ziemię i myśli kryją :(
                                        • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.05, 12:38
                                          Oj Mmmal,najjasniejsza z gwiazd na moim niebie-oczywiście o podsycanie żaru
                                          poprzez upał mi chodziło.I na lodach Antarktydy ów zar nie wygasnie(choć ze
                                          względów na ewentualne ocieplenie tamtejszego klimatu poprzez me serce lepiej
                                          bym tamtych okolic unikał i przed powodzia globalną wszystkie królestwa uchronił)
                                          Cóż,może własnie przez niefrasobliwośc mych zwrotów wciąż zwykłym rycerzem
                                          pozostaję i nikt na księcia poprzez gafy nie tytułował??
                                          Oto jest pytanie:)
                                          A łańcuszkiem się nie przejmuj,zahaczyłem wczoraj o godziny blisko północne a
                                          więc nieszczęście przepędziłem gdzieś w dal.
                                          Jednakże butli osuszania dzisiejszego wieczora sobie nie odmawiaj,wnet myśli się
                                          rozjaśnią.
                                          Pozdrawiam
                                          Alonzo
                                          • mmmal Re: ps. 29.07.05, 15:02
                                            Rycerzu, któremu dowolnych tytułów tysiące mogłabym wymyśleć :)
                                            Lecz w końcu mnie za słów swawolność gotów ktoś z forum wyrzucić lub
                                            przynajmniej zganić, więc w cichości z nich sobie litaniję zbuduję :)
                                            Sieć ta to medium zaiste pokraczne, sama się zdecydować nie mogę, czy
                                            doskonałym, czy odwrotnie - tak kalekim sposobem jest kontaktu.
                                            Słów zresztą znaczenie różnie się rozumie, niekiedy zniekształca, niezależnie
                                            czy wystukane, czy prosto w oczy powiedziane. Szkoda więc może na słowa słów
                                            marnować ;) Tym bardziej, żeś nieszczęścia odpędził, przynajmniej tako
                                            rzeczesz - i tu znowu na słowa potęgę się natykam, ech... ;)
                                            Zważ, iż księżniczką samam się mianowała, tako i Ty - kim zechcesz - być
                                            możesz :)
                                            Znikam tymczasem, ku rumakami kupczącym kierując swe kroki, nieśmiałości się
                                            tylko wyzbędę, wzrok wyostrzę, kiesę przygotuję i ruszam, a ty życz mi
                                            powodzenia. Rumaka nabywszy odezwę się, i Ty napisz, proszę, jakkolwiek się
                                            nazywasz i kimkolwiek jesteś :)
                                            • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.05, 23:44
                                              Trudno mi się z Tobą Mmmal nie zgodzić,jesteśmy bezimienni,imaginacją w głowach
                                              innych tworzoną poprzez słowa nasze.
                                              Jaki jestem rycerzem skoro bicykl,nie rumaka,popędzam,i to czasem tak marnie iż
                                              opony nie zdążą się rozgrzać a już ławkuję i coś tam odległego od jeżdzenia
                                              poczyniam,jaki ze mnie rycerz waleczny skoro lancą moją czworonóg wpatrujący się
                                              we mnie bez przerwy i do walki nieskory a miecz dwuręczny to zapalniczka która
                                              odpalam rolki z tytoniem.Jaką kobietą jesteś-nie wiem lecz jawisz mi się jako
                                              księżniczka i z taką wizją mi wygodnie a prawda gdzieś sobie krąży poza
                                              zdolnością percepcji.
                                              Chciałoby sie więcej napisac lecz to w końcu forum rowerowe a mysli moje jakby
                                              odległe od bicykli,i tak juz zasialiśmy ziarno pod przyszłe podforum towarzysko-
                                              rowerowe.
                                              Idę spać bo m zalany niemożliwie i coraz gorzej z trafianiem w klawisze,kimnę
                                              się z nadzieją iż w łykend dasz upust pragnieniom i dokonasz trafnego wyboru co
                                              do nowej maszyny,a jeżeli nawet nic nie przypadnie do gustu to przynajmniej
                                              dotychczasowy pochłaniacz przestrzeni przestanie odgrywać autodestrukcyjny
                                              taniec przeznaczenia i doczeka o jesieni kiedy to ceny leca na łep.
                                              Pozdrawiam z wciaż zbyt gorącej Częstochowy nad którą pewnie pędza chmury.

                                              Alonzo
                                              • mmmal Re: ps. 30.07.05, 09:59
                                                Alonzo, najsłodszy rycerzu :)
                                                Rozważania natury niemal ontologicznej odrzucmy dzisiaj, dobrze? :) Pomocy
                                                innej mi trza od Ciebie niezwykle pilnie, sporo się od wczorj wydarzyło.
                                                Najpierw - powód do radości: mam nowego szkocika, udało mi się boulderka po
                                                targach zaciętych nabyć, zaaaaaaaaaaaaajebisty rowerek (że pozwolę sobie
                                                księżniczki usta splamić taką frazą ;)). Wystartowałam ze sklepu prosto na masę
                                                krytyczną i wjeżdżajac na ryek, dosłownie po 5 minutach jazdy... No, zgadnij,
                                                co się moglo przytrafić niezniszczalnej Mmmal? ;)
                                                Nóżkę złamała, niebożę ;)
                                                No w szoku jestem wciąż, wsławiona spektakularnymi upadko-lotami na nartach,
                                                zaliczywsze gleby i fikołki rodzaju wszelkiego i smak podłoża rozmaitego
                                                próbując nieraz, tu tak niefortunnie noga moja stanęła, że kolano nadwerężone,
                                                a kosteczka złamana. No i uwięzionam teraz w gipsie cięzkim na tygodni dwa, na
                                                następne 4 dostanę ten lekki, kolorowy, no ale unieruchomienie kompletne,
                                                poznaje uroki życia nieco sparaliżowanego, mobilności brak mi straszie, bo ani
                                                samochod, ani wrotki ;)
                                                W ogóle na stopie oprzec się nie mogę, doktor mimo formy ciala pochwaly
                                                przemieszczeniem i operacja wowczas grozi, nawet siedzenie wygląda ułomnie, z
                                                wyprostowaną nogą, strasznie niewygodnie, a spanie chyba najgorsze ze
                                                wszystkiego. Trochę to przerażające dla mnie, nigdy mi się do tej pory nic nie
                                                stało.
                                                Ale skupię się na treningu prawej nogi, skoczę na niej z coraz większą wprawą,
                                                za tydzień mistrzostwa świata w akrobatyce prawonożnej urządzam, wskocz
                                                pokibicować ;) Na kule czekam, żeby jakos samodzielnie i mniej enerii tracąc
                                                się przemieszczać, na razie sporo radości na ulicach i obecne w kafejce
                                                ludziskom dostarczam ;)
                                                No i tu sie problem straszliwy wylania, bo udawszy sie do wiejskiej swej
                                                rezydencji dostęp do sieci będę miała szalenie kiepski :( Modem niedawno
                                                wysiadł, a dojeżdżać tylko czasem do kafejki będę mogła. No nie wiem, jak
                                                przetrwam taką z rycerzem mym rozłąkę :(
                                                Zwłaszcza że rycerz za morza dalekie odjeżdża...
                                                Pechowy czas się zbudził.

                                                Mam nadzieję, że noc spokojną miałeś, mnie się rowerek nowy i śliczny a wredny
                                                śnił ;) Z forum zaś nas przegnac nie mogą, a jeśli spróbują, to jakąś wyspę
                                                zbuduję, o której tylko my wiedzieć będziemy, wyspa doskonała do rumakami
                                                ujeżdżania, rolek z tytoniem palenia, czworonogów hasania, aha no i kości tam
                                                się szybcej zrastają, a miejsca na duszy bóle nie ma :)
                                                Pozdrawiam Cię, Alonzo jedyny, jeszcze na forum się wyczynami swymi pochwalę i
                                                pokustykam sobie do domu ;) Odezwij się, pewnie w poniedzialek uda i się do
                                                kabla i słów błogosławionych płynącym nim dotrzeć :)
                                                No i pedałuj podwójnie, moj limit na Ciebie sceduję, zgadzasz się? ;)
                                                Zagipsowana Mal
                                                • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.05, 10:17
                                                  Witaj Mmmal,chyba moje czary nie przyniosły skutku.
                                                  Wierzchowiec,szczególnie nowy,młody miewa to do siebie iż nie ujarzmiony i
                                                  ujarzmiac trzeba ze szczególną uwagą i ostrożnością.Mnie mój kilka razy prawie
                                                  na drugi świat nie wysłał kiedy zacząłem na nim jeździć.
                                                  A rower,podoba się przynajmniej??
                                                  Jesli mogę coś doradzić(sam miałem kłopoty z kolanem nieliche,nie złamanie to
                                                  było a stłuczenie rzepki lecz również bolesne i unieruchamiające)-zakupić żele
                                                  dla sportowców,na stłuczenia,wyciąg z arniki i lekki niskosterydowe na
                                                  podtrzymanie kondycji wiązadeł i mięśni-dodatkowo potrafią znieczulac ból(nazwy
                                                  nie podam bo z pamięci wyparowała).
                                                  Treningi nóżki na razie wykluczone, z resztą,musisz to konsultować z ortopedą i
                                                  chirurgiem-i jesli moge coś zasugerować-nałóż sobie trud konsulatacji u dwóch
                                                  niezaleznych specjalistów.W moim przypadku obaj panowie dawali inne zalecenia z
                                                  których musiałem stworzyć sobie wypadkową.
                                                  A tak w nawiasie mówiąc-dziś przy złamaniu,zwichnięciu czy
                                                  przemieszczeniu-udałbym się do jakiegoś niezrzeszonego w izbie lekarskiej
                                                  nastawiacza(my w cze-wie mamy Kempową do której nawet lekarze ze swoimi
                                                  dzieciakami przyjeżdzają choć w gabinecie jawnie krytykują).

                                                  Pozdrawiam
                                                  Alonzo

                                                  Ps:Bardzom smutny że takie zdarzenie niefortunne Cię dosięgło lecz nie martw
                                                  się,czas jeśli dobrze zorganizowany-minie jak z bicza strzelił,grunt to dbac
                                                  teraz o nóżkę i nie obciążac.
                                                  • mmmal Re: ps. 30.07.05, 10:50
                                                    Witaj rycerzu :)
                                                    Rumak i młody, tu się zgadzam, a i jeźdźca niepewnego bestia wyczuł, to i go
                                                    jednym zadka bryknięciem z grzbietu się pozbył ;)
                                                    Kolano chyba jest ok, wczoraj bolało, dzisiaj już wcale, złamanie tuż nad
                                                    kostką, ale podobnoż nic wyjątkowego (choć nie rozumiem, jak u Mmmal tak
                                                    wyjątkowej coś tak niewyjątkowego;)), no ale oznacza to brak komplikacji, więc
                                                    dobrze.
                                                    Dwa tygodnie najbliższe w topornym butku z gipsu spędzić przyjdzie, na nic moje
                                                    błagania o szpica albo koturna uformowanie się zdały, lekarz za modą nadążać
                                                    nie chciał ;)
                                                    Potem dopiero obiecany mam fason lżejszy, przez ten czas to nic chyba nie
                                                    wymyślę, w sumie to własnie niemożność nogi obciążania najbardziej wkurzająca,
                                                    ja się obciążać wprost uwielbiam ;)
                                                    No ale boli trochę, co niemiłe nocami zwłaszcza, pewnie listy do rycerza w
                                                    ciemnościach będę obmyślać i jak go - by o księżniczce nie zapomnial -
                                                    przekonać :)
                                                    Zresztą teraz księżniczka zagipsowana a unieruchomona, energii się w dotychczas
                                                    stosowane sposoby pozbywać nie może, raz jest wściekła, raz marudna, to może z
                                                    daleka lepiej omijać ;)
                                                    Pozdrawiam i bucik ozdobić fikuśnie pędzę :)
                                                    • Gość: Alonzo Re: ps. IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.05, 12:59
                                                      Witak Księzniczko Mmmal,rozumiem że to spory dyskomfort lecz z tego co widzę-już
                                                      nie dwa tygodnie a 11 dni a więc głowa do góry,czas to taka bestyja co gonić
                                                      lubi,szczególnie wtedy gdy dzieje się coś ciekawego a więc można popraktykowac
                                                      nieznane dotychczas sposoby zabijania nudy i rozwoju zarazem.
                                                      CZas i mnie goni niemiłosiernie zatem będę musiał opuścić na jakiś czas okolice
                                                      magicznego pudełeczka lecz obiecuje wrócić dziś jeszcze wielokrotnie.
                                                      Pozdrawiam
                                                      Alonzo
                                                    • mmmal Re: ps. 01.08.05, 13:24
                                                      Alonzo miły :)
                                                      Twe obliczenia optymistyczne bardzo, zapomniać wszak musiałeś, że i kolejne
                                                      cztery tygodnie w gipsie uwięziona pęcinka pozostanie, choć w lżejszej może
                                                      wersji gipsu teraz tak topornego.
                                                      Trochę się tej nudy zabijania nowych sposób obawiam, do mobilności i wiatru we
                                                      włosach przywykłam i już mi tego brakuje. A nawet największej wprawy nabywszy o
                                                      kulach tak smigać, by wiatru świst w uszach usłyszeć, nie zdołam. Chyba że
                                                      metody dzieciarni wiejskiej podpatrzywszy na taczki się przesiądę ;)
                                                      Choć miłe są chwile bezczynne, do lasu - więc i do jagód - blisko, obserwacją
                                                      kotów gips próbujących się zajmę, przypomnę sobie, jak to jest dzien nie przed
                                                      monitorem, a w słońcu spędzić.
                                                      Choć i do monitora spieszyć nie omieszkam w miarę możliwości, by z rycerzem
                                                      ulubionym choć z dala się spotkać :)
          • panna_x Re: ps. 19.07.05, 13:35
            dziekuje bardzo, mysle, ze na tasme sie zdecyduje. z nalepek chyba tez moge
            zrezygnowac. jezdze glownie po wsiach i wszelkiego rodzaju bezdrozach, tam
            raczej specjalisty nie spotkam. tzn. taka mam nadzieje :)

            a jak wyglada sprawa z bardziej tradycyjnymi zabezpieczeniami?
            wyczytalam w watku o u-locku, ze to jedno z lepszych zabezpieczen. z drugiej
            strony, podobno bez trudu otworzyc je mozna za pomoca dlugopisu. czy warto
            inwestowac w u-locka? moze istnieja inne, skuteczniejsze sposobyuziemnienia
            roweru?
            • Gość: Alonzo Re: ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 14:47
              Przede wszystkim-nie ma pewnych zabezpieczeń roweru dzięki którym możemy
              zabezpieczyć rower pozostawiony gdzieś na ulicy,chyba że opleciemy go kokonem z
              łańcucha i zapniemy na 100 kłódek.Zawsze trzeba wychodzic z założenia że
              wszelakie uloki i inne łańcuchy w gumowej rurce to zaledwie spowalniacze dla
              fachowca i roweru bez opieki zostawiać nie można,jeśli nie dadzą wejść do sklepu
              z maszyną to olac ów sklep,w innym wpuszczą.
              co do różnic między zabezpieczeniami klasycznymi a ulockami jest ta różnica iż
              Ulock miewa tak skonstruowany kształt i umiejscowiony zamek iż utrudnia to
              złodziejowi życie aczkolwiek w technice akumulatorowych szlifierek kątowych
              wszystko jest do przejścia.
              No ale jeżeli już musimy gdzieś nasz sprzęt zostawić to zabezpieczmy go kilkoma
              "utrudniaczami" może jakiemuś bardziej leniwemu się odechce,no i spinać koła by
              czasem nie odleciało wszystko oprócz gołej ramy zapiętej zajebistym Kryptonite'm
              za 500 złotych.
              Pozdrawiam
              Alonzo
      • mmmal Re: a jak to jest ze zlodziejami? 19.07.05, 15:05
        Ktoś tu na forum rzucił hasło, że zabezpieczenie zabezpieczeniem, ale
        najbezpieczniej stosować zasadę: gdzie rower nie wejdzie, tam i ja ;)
        Nieco maniackie to podejście, ale słuszności nie odmawiam, ba, sama stosuję,
        bicykl parkując w miejscach, skąd zawsze mam go na oku (sklepy np. wybierając
        przeszklone, raz się do teatru z rowerem wpakowałam i jakoś i nasz duet
        przetrwał, i szacowna instytucja).
      • Gość: gozin Re: a jak to jest ze polami namiotowymi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 15:47
        w czwartek bede musiał pirwszy raz zostawic rower obok namiotu na polu
        namiotowym, jestem tym przerazony, jak go zabezpieczyc czy na takim polu też
        kradną?
        Jeszcze nigdy nie spałem na polu namiotowym, ale przecież jak ktoś się rozkłada
        na takim polu to raczej nie zabiera ze sobą wszystkich rzeczy jak gdzieś
        wychodzi, czyli nie kradną>?
        • mmmal Re: a jak to jest ze polami namiotowymi 19.07.05, 16:07
          Hm, mam za sobą spanie z rowerem pod namiotem, ale wówczas byliśmy
          nierozłączni, prawie w jednym śpiworze i na takim odludziu, że złodzieja ani
          widu, ani słychu ;)
          Założenie, że na polu namiotowym nie zdarzają się kradzieże, zdradza, iż ufne z
          Ciebie dziecię :)
          Lepiej byłoby jednak przemycić bicykl do namiotu, czy się tam nie zmieści? Albo
          kilka spiętych razem przykuć do masztu?
          I co robisz z resztą dobytku? Nikt tego nie pilnuje?
          • dr.rocco Re: a jak to jest ze polami namiotowymi 19.07.05, 21:17
            Nie ma metody na zlodzieja , jak chce to ukradnie , jak juz tu napisali
            sa jedynie spowalniacze , wiec lepiej miec rower na oku , ja tez nie wchodze
            tam gdzie nie moze rower.

            Zlodzieja tez nie oszukasz , jakies tasmy izolacyjne nie pomoga , oszpecenie
            tez , oni sie dobrze znaja , zerknie i bedzie wiedzial co masz w rowerku , ile
            sa warte twoje podzespoly i rama tez , zlodziej sie zna na rzeczy , no chyba , ze
            kradnie dziecko ze wsi , ale liczyc na to , ze sie ktos nie pozna , to ryzyko ,
            zwlaszcza jak sie ma rower za kilka tys.
      • spector1 Re: a jak to jest ze zlodziejami? 19.07.05, 22:51
        Dobrego roweru nie zostawia sie nawet w zamknietym garazu.
        Na ostatnich M.Swiata skradziono kilka rowerow (ok $50000)z hotelowego garazu.
        Im drozszy rower tym wieksza przyneta jest on dla zlodzieji.

        Spector
      • Gość: wojo Re: a jak to jest ze zlodziejami? IP: 83.238.175.* 29.07.05, 09:03
        mój kumpel ma baaardzo starego holendra i od kilku lat zostawia go wszędzie w
        Krakowie, nawet na dworcu kolejowym wyjeżdżajac na kilka dni. Trudno może w to
        uwierzyć ale jak narazie nikt się nie połakomił, no moze raz ktos próbował
        urwać reflektor który ostatecznie zawisł na kablu.
      • 220wolt Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 09:28
        Moja miejska koze czesto zostawiam nawet na kilka godzin na warszawskich ulicach
        (ale zawsze przypieta i z blokada na kolo), do tej pory nikt sie nie pokusil.
        Na dluzszych trasach poza miastem jezdze nowym crossem. Wydaje sie, ze na wsi
        jest zdecydowanie bezpieczniej (przynajmniej pod tym wzgledem), bo (1) mniej
        ludzi = mniej zlodziei, (2) wies nie zapewnia takiej anonimowosci jak miasto.
        • mmmal Budujące stwierdzenie natury ogólnej ;) 29.07.05, 09:42
          220wolt napisał:

          > Wydaje sie, ze na wsi jest zdecydowanie bezpieczniej (przynajmniej pod tym
          wzgledem), bo (1) mniej ludzi = mniej zlodziei, (2) wies nie zapewnia takiej
          anonimowosci jak miasto.

          MNIEJ LUDZI = MNIEJ ZŁODZIEI
          śmiać się czy płakać?
          racji wszakże odmówić nie sposób ;)
      • Gość: Roberto Re: a jak to jest ze zlodziejami? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.05, 10:11
        Rower to jest rzecz ruchoma a taka lubi zmieniac wlasciciela. I rzecz jest
        ladniejsza i cenniejsza tym nowy wlasciciel szybciej sie znajdzie. Tak wiec
        skoro grata zostawiasz samopas to z nowym nabytkiem nie radze tego powtarzac.
        Jednakze rower za 1000 zl to zaden rarytas bo dopiero rowerki za 4000 zl sa
        godne uwagi ale i tak warto kupic U-locka i przypinac go zawsze nawet jak tylko
        wchodzisz do sklepu na 2-3 minuty.
        Jednak nie jest az tak tragiczne. Ja na swoim rowerku za 4500 pln jezdze od 5
        lat i zostawiam go pod praca przez nawet kilkanascie godzin nie maja go przy
        tym w zasiegu wzroku i mimo to nadal na nim jezdze.

        Tak wiec zlodzieje rowerow sa ale chyba jednak nie ma ich tak za wiele.
        • uruk-hai Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 11:03
          to mój pogląd na u-locka :)

          img62.imageshack.us/img62/3506/samarama4py.jpg
          @ mmmal: co to koników ----> arab=wytrzymały , angielski=szybki

          dlatego właśnie wojsko Rzyczypospolitej użytkowało arabów, a gdyby ktoś takiego
          chciał wywieźć za granicę to spotkałaby go śmierć niechybna - to był nasz
          produkt strategiczny :)

          • Gość: Alonzo Re: a jak to jest ze zlodziejami? IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.05, 11:16
            Widać że nasi tam byli,ale łańcuch pozłacany sie ostał.
          • mmmal Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 11:55
            > @ mmmal: co to koników ----> arab=wytrzymały , angielski=szybki

            no ok, ok, Panie Uruku, czujne oko ignorację moją wychwyciło ;)
            Racz wybaczyć słów nieścisłość i o szczegóły brak dbałości (żeby o lukach w
            wykształceniu nie wspominać;)), język mię niekiedy ponosi jak chabetę w
            ostatnim sił zrywie ;)
            Dla mnie każdy koń prędki, zwłaszcza gdy z grzbietu jeźdźca pozbyć się próbuje,
            jakos z rowerem łatwiej mi się współpracuje, rumak ten mniej brykliwy, choć
            galopu wykrzesanie więcej mnie wysiłku kosztuje ;)
            Pozdrawiam :)
            • uruk-hai Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 13:28
              no i rower jednej płci jeno (w zasadzie), bo tacy "nasi" w Palestynie terminu
              onego - naszedł im kiedy do głowy pewien zacny Grób ochraniać przed nie wiadomo
              czym - ale mniejsza - i okazało się że wszystkie chabety "nasze" to ogiery - bo
              agresywne to bydle , kopie szczypie a nawet ugryzie (że niby koń normandzki)i
              ichniejsze to "klacze" - bo łatwiej taką kierować i robi co jej kazać jak
              należy (klasyczny koń arabski) ale tu nie poaradziły - siła wyższa czyli
              przyroda, więc victoria nastała zanim pacierza zmówiono :)
              • mmmal Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 14:36
                Podobnoż klaczy przez Waćpana opisanych wyższość w tym się przejawiała, że
                potrzeby fizjologiczne załatwiały, galopu nie przerywając. Jeździec więc
                bezpieczniejszym się czuł, swiadom, że go żaden nagły przystanek w pogoni
                czasie nie spotka.
                Chyba że znowu coś pomięszałam ;)
                • uruk-hai Re: a jak to jest ze zlodziejami? 29.07.05, 14:54
                  ... zwykle konik to nie głupie zwierze i doskonale wie ze jatka się szykuje co
                  je zniechęca, prowadzi ku problemom - robią fochy etc, ale tu zwierzaki
                  zwietrzyły klacze i nikt nie musiał chabet do wysiłku zachęcać ...
                  • mmmal Re: a jak to jest ze zlodziejami? 30.07.05, 10:05
                    Klacze pewnikiem jeszcze - rowerzystek zwyczajem - wydekoltowane byly, to i się
                    ogierom dziwić nie należy ;)
                    Wpadnij Uruku w nowy wątek Mmmal, rumaka zacnego obaczysz ;)
      • yb Nikt, nigdy i nigdzie nie jest bezpieczny 29.07.05, 23:47
        także i rower
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja