Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Jeżdżąca żona to skarb !!!

    IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 21.08.05, 11:11
    Późno w nocy wróciliśmy z Tour de Beskid Sądecki & Slovakia i w całej pełni
    potwierdziły się moje wcześniejsze przekonania: żona która podziela rowerowe
    zainteresowania to PRAWDZIWY SKARB !!!
    Weekendy i urlopy spędzane razem na realizacji wspólnych pasji –
    REWELACJA !!!. Waży niecałe 55 kilo, ale jedzie twardo, trzyma kółko, daje
    zmiany, nie narzeka…. (no o tym za chwilę)
    Podziwiam mojego Lemura za:
    - wjazd w lejącym deszczu na Obručne na trasie Bardejov – Leluchów
    - wyjazd własnym tempem na Kurovske Sedlo i Przełęcz Tylicką. Po drodze
    śmignęła nas grupa młodych Słowaków – wycinaków z krótkim „Ahoj”. No
    to „Ahoj” i pojechali dalej. Po dalszych dwóch kilometrach podjazdu
    zobaczyliśmy ich z wywieszonymi jęzorami zgiętych wpół pod barierką. No to
    jeszcze raz: „Ahoj chlapcy” i ze złośliwym uśmieszkiem pojechaliśmy dalej do
    granicy
    - wyjazd przez Kosarzyska, Suchą Dolinę prawie do samego schroniska.
    Przyznaję - bez bicia – jak zobaczyliśmy ostatni odcinek (te serpentynki), to
    popatrzyliśmy na siebie i….. końcówkę niestety z buta. Dla nas nie do
    ukręcenia. Ale spróbujemy się z tą górką za rok. Tym większy respect dla
    Starszego Pana który bez (?) wysiłku podjechał pod te serpentynki na jakimś
    treku i to chyba na średniej tarczy. Nie wiem dokładnie, bo w tym czasie w
    ramach odpoczynku głaskaliśmy górskiego kota ze schroniska który się
    napatoczył i wyżerał mój serek topiony. Powerade’a jakoś nie chciał :o)

    W sumie przez 3 dni – grubo ponad 300 km teren i asfalt Pogórze
    Sądeckie/Słowacja. Szkoda że się skończyło….
    A Lemur to wszystko zrobił na ciężkim jak nieszczęście trekkingowym „Beście”.
    I za to kocham moją żonę !

    (a co do narzekania – to utkwiła mi w pamięci środa. Deszcz leje, w nogach
    ponad 80 km zaciśnięte zęby Lemura i tekst: „No gdzież jest ta p&%&%….lona
    Krynica”).
    Znalazła się po 10 km :o)))

    Pzdr/Slav

    PS. A Lemur jeszcze nie ma dość i znowu gdzieś pojechał…..
    Obserwuj wątek
          • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 16.07.06, 20:23

            Muszę napisać, ze od ub. roku wiele się zmieniło.
            Przede wszystkim rowery na lepsze, a to duża frajda.
            I zmieniło się to, ze kolana już mnie tak nie bolą, chyba się przyzwyczaiły:).
            Z barkiem niestety jeszcze miewam kłopoty.
            Zmieniło się też to , że z większą chęcią zaliczam górki i juz nie przeklinam,
            tylko zaciskam zęby i drę pod górę.
            Udało się nam w tym roku zaliczyć naszych parę lokalnych górek: Jamną, Brzankę,
            Wał a wczoraj Bocheniec ( chyba tak się to nazywało).
            Poza tym spędziliśmy weekend w okolicach Szczawnicy i też było "po góralsku":).
            No i rekord po płaskim wynosi 120 ( wiem, wiem dla niektórych z Was to pewnie
            śmiesznie mało).
            Ale powoli robimy postępy.
            Pozdrawiam.
            • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 17.07.06, 22:07
              Mogę się pochwalić?
              Dziś udało mi się zdobyć lokalną dotąd niezdobytą Górę >
              W ub. roku spasowałam 2 metry przed końcem, tym razem udało się!!!!!
              Bardzo się cieszę, bo ona jak dla mnei była trudna do zdobycia ( bardzo stromy
              podjazd, taki o duzym kącie nachylenia czy jak to się mówi:))
                • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 19.07.06, 16:57
                  Podjazd jest niedługi, ale za to bardzo stromy.Jaki kąt nachylenia? Tak
                  dokładnie to nie wiem... może mój mąż wie?
                  No daje w d...:).
                  Najdłuższy jaki mi się udało przejechać to chyba podjazd 8 km., ale to nie
                  ten:).
                  W górach nie mam jeszcze doświadczenia, ale je zdobywam:).
                  Myślę, że będzie coraz lepiej:).
                  • Gość: Slav4 Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 19.07.06, 19:55
                    Mąż wie, ale nie do końca. Lokalne tarnowskie źródła podają średnie nachylenie
                    między 12 a 15%. Średnie, bo odcinek pod koniec (ten co w zeszłym roku dał radę
                    Lemurowi) trzeba przepychać wybitnie na siłę przy 1:1
                    Ponoć są tacy co robią całość "z blatu". (na innym forum chwalił się taki
                    jeden). Jeśli tak, to jestem d*** nie kolarz, o czym się miałem okazję szeroko
                    rozpisywać w ub. roku :o)
                    Sam podjazd ma długości może kilometr, może mniej. Aż sobie kiedyś sprawdzę.
                    Góra Św. Marcina - żelazny punkt tras wszelkich lokalnych zawodów MTB.
                    Kondor - ty zdaje się z Podkarpacia jesteś - wpadnij kiedyś do Tarnowa i
                    spróbuj zrobić "Marcinkę" z blatu jak lokalne Pudziany. Każdy ci powie jak
                    dojechać - Góruje nad Tarnowem od południa; na szczycie przekaźnik TV
                      • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 20.07.06, 21:49

                        Dziś udało się na wjechac drugi raz, ale potem zrobiismy jeszcze trochę
                        kilometrów, a rano też jeździłam i czuję sie umęczona:).
                        Z ta naszą ( piękną skądinąd ) Marcinką to jest tak.
                        Najpierw się podjeżdża kawałeczek, nawet jest ok, potem zaczyna się coraz
                        gorzej, potem jest chwila odpoczynku i w miarę spokojnej jazdy, a potem się
                        zaczyna.....
                        najgorzej jest od restauracji ( jak przyjedziesz będziesz wiedział, bo trzeba
                        wjeżdżać od strony Tarnowa i Alei Tarnowskich, inne podjazdy są chyba
                        łagodniejsze), te kilka ostatnich metrów to jest ( jak dla mnie ) masakra.
                        Ledwie dziś dychałam na górze:).
                        Ale mam nowy cel, dziś z niego zjeżdzaliśmy, ale obawiam się, ze z wjazdem
                        byłyby straszne problemy. Słona Góra się nazywa ta cholera.
                        Ostatnio wjeżdzaliśmy na Słowacji na taką górę co ponoć niby kąt nachylenia był
                        większy od tej naszej Marcinki, ale jakoś wierzyć mi sie nie chce, bo jak na
                        razie to ona wymęczyła mnie najbardziej chociaż ten podjazd trwa rzeczywiście
                        jedyne chyba 900 m.
                        • Gość: kondor Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.06, 16:47
                          Skoro już o podjazdach i Słowacji wspomniałaś to mogę Ci podpowiedzieć gdzie
                          jest parę fajnych górek. Ja swojej żonie bym ich nie proponował bo po pierwsze
                          żal by mi jej było,a po drugie ona na rowerze nie jeździ.
                          Na początku lipca razem z kolegą wybraliśmy się na "malutką" pętelkę.
                          W trzy dni zatoczyliśmy koło S--k - Krynica-Zakopane-Chochołów-Poprad -S--k
                          Nie rozchodzi się o dystans lecz o te podjazdy co na trasie były.Najdłuższy
                          ponad 20km i o nachyleniu dochodzących miejscami do 18%(wg.znaków)Można
                          pozazdrościć tych nawierzchni które są po tamtej stronie granicy.
                          Może kogoś zaciekawi ta stronka i rajd który od paru lat przebiega po obu
                          stronach Tatr.

                          www.zuz.mom.pl/rower/trasy.php?s=tatry
                          • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 24.07.06, 22:12
                            rany... 20 km. podjazdu! Przecież najdłuższy, który pokonałam dotychczas to te
                            8 km.
                            I to jeszcze taki pionowy!
                            Chcesz żeby musieli mnie reanimować????:).
                            Jestem za cienka na takie wyczyny.
                            Na razie muszę wyrównać porachunki z jedną niepozorną góreczką w okolicy.
                            Dwa razy próbowałam...
                            Mojemu Mężowi się udało, ale sam mówi że miał ciemno w oczach ( to za drugim
                            razem), a za pierwszym razem też wjechał, ale potem "prąd mu odcięło".
                            Ja ambitnie w tym roku pojechałam licząc na to, że może z pomocą nowego rowerka
                            będzie łatwiej, ale nie dałam rady.
                            Górka jest niby niepozorna, taki sobie podjazd, ale jakoś tak pionowo idzie w
                            górę:).
                            Moze mi się kiedyś uda:).
                            • Gość: kondor Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.06, 16:36
                              Widzisz jak to jest.Apetyt wzrasta w miarę jedzenia (chciałem napisać
                              jeżdżenia).Każda większa górka na początku wydaje nam się trudna do
                              zdobycia.Jednakże w miarę pokonywania kolejnych km oraz coraz dłuższych
                              dystansów powoduje że pokonujemy takie podjazdy o których dawniej nam się nie
                              śniło.Dlatego też i Ty doczekasz takich dni gdy będziesz się pozytywnie
                              rozprawiać z górami o dziesiątkach km długości.Mąż z pewnością Ci w tym będzie
                              pomagał.
                              Ja też gdy zaczynałem przygodę z rowerem ,a było to dawno temu uginałem się pod
                              przeciętnymi podjazdami.Teraz gdy 30-sto kilometrowe mam za sobą,mogę powiedzieć
                              że wszystko da się zrobić ale trzeba prócz nóg do kręcenia podłączyć i głowę.

                              ..."Górka jest niby niepozorna, taki sobie podjazd, ale jakoś tak pionowo idzie
                              w
                              górę Może mi się kiedyś uda"...
                              Jak Ci się uda to koniecznie napisz no i jak poprzednio uwiecznij to na fotce.
                              Tylko uważaj aby i Tobie prądu nie zabrakło.
                              • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 25.07.06, 21:07
                                Popróbuję się z górką pod koniec sezonu jak się wzmocnię podjazdowo:).
                                Tak wiem, że trening czyni mistrza:).
                                Ja 11 lat trenowałam siatkówkę więc niejako we krwi mam wyzwania i ambicję i
                                wiem, że czasem długo trzeba się naprawcować żeby osiągnąć zamierzone efekty:).
      • Gość: rydzyk Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.axelspringer.pl / *.axelspringer.pl 19.07.06, 16:37
        to ja też pogratuluję mojej żonie
        Col du Galibier 2646
        Col du Telegraph
        Col do Madeleine 2000
        Col de lIseran 2754
        Hochtor 2534
        Schwarzsee Matterhorn 2658
        Col de la Croix da Fer 2...nie pamiętam ile
        Śnieżka 1602 ?
        Sustenpass 2220
        Grimselpass 2130
        Furkapass 2420
        no i l Alpe d Huez

        przepraszam za ewentualne błędy w pisowni

        swoją drogą to nieciekawe uczucie jak na długim podjeździe młoda panienka na
        kolarce wyprzedza niedzielnego rowerzystę jak ja w tempie Induraina


        • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 19.07.06, 17:03
          Ja jestem kompletnym amatorem:).
          na rowerze tak bardziej intensywnie jeżdżę od dwóch lat.
          I zdobyciem jakichś specjalnie wysokich gór nie mogę się pochwalić.
          No ale myślę, że duzo jeszcze przede mną:).
          jesli zdrowia wystarczy, bo nie jest ze mnie taka młoda panienka.
          ( 34).

          P.S. Zauważyłam, że Panowie to się chyba strasznie denerwują jak mija ich na
          rowerze kobieta.
          Dlaczego Panowie?
        • Gość: Slav4 Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 19.07.06, 21:30
          Przełęcz Tylicką (słowackie Kurovskie Sedlo) akurat mamy zaliczoną i to w obie
          strony :o). To jest właśnie ten 8 km. podjazd o którym Lemur pisze powyżej.
          polskiej strony w miarę spokojnie, dugo ale bez hardcore'ów, za to na zjeździe
          w stronę Bardejova zaczął we mnie kiełkować niepokój - cholera, przecież nie ma
          innej drogi i trzeba będzie tędy wrócić.... Od słowackiej strony jest dużo
          ciężej, a poza tym przełęcz trafia na "podmęczonego przeciwnika". 8 km
          pompowania, z czego końcówka dobija bo wzrasta nachylenie. Dobrze że choć budkę
          celników widać z daleka i wiadomo kiedy koniec....

          Aha, Orlinek chcemy zrobić w sierpniu. Udało się urwać tydzień urlopu i
          jedziemy bikerować w okolice Kotliny Kłodzkiej. Od kiedy widziałem zawodowców z
          Tour de Pologne dających na Orlinek "z buta" (koniec czasówki) strasznie mi ta
          traska chodzi po głowie.
          Druga przełęcz to Grossglockner (inspiracja z autobiografii Szurkowskiego). Ale
          to już w przyszłym roku jak odłożymy $ na urlop marzeń z "Cyklotrampem" :o)
        • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 19.07.06, 22:32

          Bo nie lubicie jak kobieta robi coś lepiej?
          No, ale przecież tak bywa.
          Ja na przykład znacznie lepiej gram od mojego Męża w siatkówkę i w tym mi
          raczej nie dorówna, bo techniki w wieku lat 34 człowiek już się nie nauczy na
          pewnym poziomie.
          On za to potrafi grać w koszykówkę ( ja mogę tylko poudawać, ze gram w
          koszykówkę:)).
          No tak to jest....:).
          Jak mnie ktoś wyprzedza to sobie myślę:
          no lepszy jest.. trudno:)
          albo

          Może dopiero wyjechał z domu, a ja jadę już 80 km?:)
      • r.omachel Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 19.07.06, 22:47
        ha mówicie o drodze z krynicy do bardelova - no górka na granicy niczego sobie -
        gratulacje. w liceum wybraliśmy się (właśnie z nią) na wycieczkę z krosna do
        krynicy (jakieś 120 km). podjacz od słowackiego tarnova do granicy pamięta się długo

        ale jest jeszcze jedna przełęcz i chyba teź nazywa się tylicka niedaleko
        karpacza, tamtędy jeżdzi czasem wyścig solidarności

        hochtor to fragment grossglocnker hochalpenstrasse, naprawdę warto się wybrać
      • dzikoozka Podziwiam!! 21.07.06, 08:48
        Ja parę lat temu jeździłam rekreacyjnie, potem mi ukradli maszynę :((
        teraz wracam do jeżdzenia
        ale nie zacznę od gór i długich tras, o nie :)))jazda dla mnie musi być
        przyjemnością a nie udręką.
        • lemuriza Re: Podziwiam!! 21.07.06, 16:24
          Wiesz co....
          jeszcze w ub. roku to nie znosiłam tych podjazdów.
          Teraz je polubiłam.
          Jakoś sprawia mi przyjemność jak zdobywam kolejną okoliczną górę.
          Takie wyzwania stawiane sobie.
          I już widzę, że jest coraz lepiej i coraz lżej podjeżdżać pod te górki.
          To nie jest udręka.
          To jest ten rodzaj przyjemności jak wtedy kiedy kompletnie zmeczona wracałam z
          treningu siatkówki:), albo kiedy wracam z basenu po 45 min. intensywnego
          pływania.
          To takie "pozytywne" zmęczenie....
          Zupełnie odlotowe.
                • lemuriza Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) 26.07.06, 17:51
                  Do kondora:

                  Jak będziesz chciał zdobyć ten szczyt z wieżą tv cyzli Marcinkę, to koneicznie
                  od strony Tarnowa.
                  Trzeba wjechać od Alei Tarnowskich, wtedy czuć co to jest Marcinka:).
                  Ale od Brzanki to jeszcze sporo do Tarnowa kilometrów:).
                  W odpowiedzi na pytanie co do jazdy razem.
                  Tak, jeździmy zawsze razem. Zdarzają nam się samotne wycieczki, ale raczej
                  krótkie:).
                  Na te długie weekendowe - zawsze razem.
                  Ta przebiegała głównie asfaltem ( nie mamy górali), bylo trochę szutru, kamieni
                  i piachu.
                  Pozdrawiam
                        • Gość: kondor Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.06, 05:06
                          Jestem w fazie ustalania trasy i dogadywania się z "ms"Jak tylko pogoda dopisze
                          to w niedzielę już będę wspinał się na tą waszą "bruzdkę".Fajnie by było gdyby
                          mnie mógł ktoś pilotować gdy wjadę na rogatki Tarnowa.Duże miasto i ruch na
                          drodze to jest to czego
                          nienawidzę.Dzisiaj tak na spokojnie zaraz zaliczam małą pętlę bieszczadzką,a co
                          najważniejsze przy znikomym ruchu mimo wakacji.

                          ..."Cierpię, cierpię... jadąc o 6.50 do pracy samochodem...
                          Dlaczego? Bo widzę bikerów wyruszających na wycieczki...
                          A ja do pracy muszę"...
                          To jest tak jak siedzimy w domu i przez okno widzimy jeżdżących cyklistów.Zaraz
                          nas jakaś
                          niewidzialna siła ciągnie aby wskoczyć na swoją maszynę.
                              • Gość: kondor Droga na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.06, 22:27
                                Nadjadę od strony Tuchowa.Tak więc wg wskazówek,które już otrzymałem od Was nie
                                będę miał chyba zbyt dużych problemów aby trafić na odpowiednią drogę.Jak już
                                wpadnę do Tarnowa to kawałek E40 potem w lewo (Alei Tarnowskich)i już jestem u
                                celu.Mam nadzieję że prócz Was jeździ jeszcze ktoś tam na rowerze. W razie
                                czego siądę mu na koło i mnie podprowadzi.Gdyby i to zawiodło to wieżę z tego
                                co wiem widać z daleka
                                • lemuriza Re: Droga na Marcinkę 29.07.06, 08:16
                                  Jeżlei jedziesz główną drogą od Tuchowa to to będzie trochę inaczej:).
                                  Ale łatwo trafić:). Więc jedziesz tą drogą od Tuchowa, wjeżdżasz do miasta,
                                  jedziesz, dojeżdżasz do miejsca gdzie będzie widać taki przejazd kolejowy, a
                                  po lewej stronie kościółek drewniany, w dalszej perspektywie mur cmenatrza, i
                                  tutaj trzeba skręcić w prawo, w uliczkę ( nazwy nie znam).
                                  Będzie taka willowa dzielnica i tam juz prosto ( zresztą każdy Ci pwoie jak
                                  dojechać do Alei Tarnowskich). Jadąć prosto dojedziesz do bardziej głownej
                                  ulicy:), takiej łądnej szerokiej Alei ( drzewa po bokach) i wydzielona na
                                  jezdni ścieżka dla rowerów.
                                  To będzie Aleja Tarnowskich.
                                  Ta Aleją już dalej prosto cały czas, przez wiadukt na obwodnicy, i zaczynasz
                                  się wspinać po asfalcie na Marcinkę, potem kawałek kostki brukowanej, potem
                                  dojeżdżasz do miejsca gdzie była kiedyś restauracja ( ale się spaliła, teraz
                                  jest chyba kawiarnia), od restauracji najgorszy ale króciutki odcinek.
                                  Potem polecam ( na szczycie) zboczyć w prawo ( tam są ruiny zamku i piekna
                                  panaroama Tarnowa), a potem można jechać jeszcze kawałek wyżej pod wieżę.
                                  Powodzenia.
                                  My dziś też ruszamy, chyba do Policht:).
                                    • lemuriza Re: Droga na Marcinkę 29.07.06, 20:56
                                      kostki jest tylko kawałeczek:).
                                      A my dzisiaj umęczeni , chyba po raz pierwszy w tym sezonie aż tak, pomimo
                                      tego, że kilometrów zrobionych jakieś 82.
                                      A to dlatego, że wybralismy się do Policht, wydawało mi się, że to tak sobie
                                      może trochę pod górkę.
                                      No ale pod górkę było nie tak sobie, tylko dobrych parę kilometrów, w tym jeden
                                      odcinek solidnie "pod".
                                      Potem chcieliśmy dojść do Ośrodka Edukacyjnego w Polichtach ( to taki ośreodek
                                      gdzie przyjeżdża młodzież uczyć się przyrody).
                                      Dotarliśmy tam dając kilometr z buta bo na rowerze już nie dało się jechać ( za
                                      duże kamienie jak na nasze rowery i siły).
                                      Piekne widoki były po drodze ( ech, te góry) warto było się wspinać.
                                      Potem było już ekstremalnie.
                                      Droga do góry przez las, kamienie, piach ( i bardzo do góry), także znowu było
                                      z buta.
                                      Do tego nie bardzo wiedzielsmy czy dobrze idziemy, do tego odglosy burzy gdzieś
                                      z oddali, do tego jakiś wielki ptak ( ptaszysko raczej) w lesie, i kawałek
                                      jakiegoś rozszarpanego zwierzaka.
                                      I pod górę, z rowerem, i krzaki, kamienie .
                                      Jesli ktoś oglądał film pt. Blair Witch Project, to czułam się trochę jak
                                      bohaterowie tego filmu.
                                      Las był piękny, ale szliśmy i szliśmy i szliśmy.
                                      W Końcu las sie skonczył i zaczęła się droga ale znowu kamienista i znowu nie
                                      bardzo dało się jechać.
                                      Dotarliśmy jednak po wielkich trudach do Zakliczyna.
                                      Dawno nie chcialo mi się tak pić!!!!!!!!!! Bo w bidonie od Policht susza
                                      kompletna.
                                      Czułam się jak za dawnych lat, na treningu, kiedy piło się dopiero po treningu
                                      i ta woda mineralna smakowała wtedy jak najcudowniejszy napój.
                                      Efekt jest taki, że jesteśmy umęczeni bardzo.
                                      Ale ja lubię ten rodzaj umęczenia!
                                      Jutro odpoczynek od roweru ( wymuszony wyjazdem).
                                      Pozdrawiam wszystkich , którzy wyruszają na wycieczki jutro.
                                      • Gość: kondor Re: Droga na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.06, 21:51
                                        Kostka brukowa dla kolarki nie wskazana.
                                        Ładne koło zakręciliście dzisiaj.Wszystko by było w porządku ale jedna rzecz mi
                                        tu nie gra. Ktoś taki jak Ty nie wie co to jest odwodnienie organizmu.Tego nie
                                        można zaniedbać bo w każdej chwili może nadejść osłabienie i nogi robią się jak
                                        z waty.Radzę malutki plecak wozić ze sobą,a w nim butelkę z wodą.Ja jak siadam
                                        na górala to plecak obowiazkowo jedzie ze mną.
                                        Ja mimo wszystko wolę kręcić i nie za bardzo odpowiadają mi podejścia pchając
                                        rower.Skoro Wam to nie przeszkadza to może wystartujecie w Transcarpatii
                                        • lemuriza Re: Droga na Marcinkę 30.07.06, 08:36
                                          Dotychczas jeździliśmy zawsze w takie miejsca gdzie zawsze po drodze był jakiś
                                          sklep i mozna było uuzpełnić zapas wody, a wczoraj po raz pierwszy zanelźliśmy
                                          się w takiej głuszy, a że było bardzo gorąco woda się szybko skończyła.
                                          Nie, wcale nie lubię pchać rowera pod górę, ale tak wyszło:).
                                          • Gość: kondor Re: Droga na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.06, 19:00
                                            ..." wcale nie lubię pchać rowera pod górę"...
                                            Teraz już wiem dlaczego stale męża zabierasz ze sobą.Uważaj bo się może
                                            zbuntować.

                                            Tarnów zaliczyłem ale niestety Marcinki nie. Powód prosty. Obawiałem się tej
                                            kostki no i na niej mnie zastopowało. Nie żebym się bał tego podjazdu ale
                                            deszcz zrobił swoje. Oponkę którą mam założoną na tylnym kole nie nadaje się na
                                            mokre nawierzchnie.O godz 9.45 kiedy rozpoczynałem podjazd padał deszcz.Koło
                                            dostawało poślizgu przy każdym nadepnięciu na pedałki. Ktoś kto na kolarce nie
                                            jeździł nie wie pewnie o czym piszę.Trzeba tego spróbować i wtedy będzie jasne.
                                            Postanowiłem spasować i kiedyś gdy będą odpowiednie warunki zaatakować po raz
                                            drugi.Na pamiątkę tego dnia pozostanie mi jedynie zdjęcie zrobione u podnóża
                                            góry.
                                            Tak aby zdać relację to króciutko napiszę że wyjechałem o godz 5 a wróciłem
                                            16.05 Trasa liczyła 300km i ostatnie 10 km musiałem już na miejscu dokręcić aby
                                            zamknąć równe 300. średnia 31.7km/h.Ponad 100km w deszczu ale dało się jechać
                                            bo nie było zimno
                                              • Gość: kondor Re: Droga na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.06, 07:26
                                                Co do wczesnego wstawania to kwestia przyzwyczajenia no i ciepłych
                                                poranków.Jest też sporo plusów tej porannej pobudki.O godz 12 jest się już w
                                                domu po zaliczeniu sporego dystansu.Można o tej porze od czasu do czasu natknąć
                                                się na lisy dziki czy sarny pasące się gdzieś w zagajniku.Jeżeli chodzi o
                                                dystanse to każdy jeździ tyle na ile jego organizm może to znieść.
                                                Co do Marcinki to nie do końca mogę Ci na to odpowiedzieć.Mgła i nisko
                                                zawieszone chmury spowodowały że nawet wieży nie widziałem jedynie po prawej
                                                stronie chyba ruiny zamku o którym wspominałaś.Zaskoczony byłem gdy tuż za
                                                wiaduktem zobaczyłem dwie malutkie sarny pasące się w sąsiedztwie ruchliwej
                                                czteropasmówki.Niestety troszkę po Tarnowie pobłądziłem i nadłożyłem parę
                                                km.Żle mnie pokierowano i w deszczu "poznawałem"Twoje miasto.Gdyby pogoda była
                                                to z pewnością wieża była by widoczna z daleka i problem by nie istniał.Drugim
                                                razem z zamkniętymi oczyma tam już trafię.
                                                • lemuriza Re: Droga na Marcinkę 31.07.06, 16:42
                                                  No to szkoda, ze niewiele widziałeś.
                                                  Aha rada na przyszłość. Z Marcinki jest fajny zjazd po asfalcie ( w sam raz dla
                                                  Twojego roweru).
                                                  Jak się wjedzie na Marcinkę to trzeba się kierować na prawo drogą w dół.
                                                  Wyjeżdża się na drogę na Tuchów.
                                                    • Gość: Slav4 Re: Droga na Marcinkę IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 01.08.06, 14:34
                                                      No fakt - można wjechać na wiele sposobów, ale ta z kostką jest "kultowa". Coś
                                                      jak podjazd Aleją Waszyngtona pod Kopiec Kościuszki na którym krakowscy bikerzy
                                                      robią sobie czasówki.
                                                      Ja czasu nie mierzę, ale progres widzę po używanych przełożeniach. Zaczynałem
                                                      od 1:1, ostatni wjazd udało mi się wyszarpać przy 2:4, dopiero w końcówce, na
                                                      samym asfalcie jak już miałem ciemno w oczach włożyłem 2:2.
                                                      Szkoda że lało i nie wjechałeś - byłaby szansa zweryfikować Tarnowskich
                                                      Pudzianów którzy na innych forach twierdzą że robią całość z blatu (niechby i
                                                      blatu 44 zęby)

                                                      PS. Kondor, czy nie jesteś czasem zawodowo związany z dużą firmą przemysłu
                                                      gumowego ?
                                                      Jeśli tak to:
                                                      1. Na 100% mamy wspólnych znajomych
                                                      2. Świat jest CHOLERNIE mały....
                                                    • Gość: kondor Re: Trzy drogi na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.06, 18:36
                                                      Jakbyś napisała ile dł ma każdy z tych podjazdów to byłbym wdzięczny.
                                                      O podjeździe na Kopiec K.słyszałem no i troszkę czytałem o czasach jakie tam
                                                      ludzie wykręcają.Ja tam jedynie autobusem podjeżdżałem przed laty do ZOO
                                                      Stav4 jakbyś te wartości(1-1,2-4,2-2)przedstawił w ilościach zębów na tarczy to
                                                      myślę że było by czytelniejsze.Swoje latka mam no i nogi nie takie jakie
                                                      chciałbym mieć więc z blatu napewno nie będę wjeżdżał.
                                                      Zawodowo nie jestem związany,ale nie wątpię że możemy mieć wspólnych znajomych.
                                                    • lemuriza Re: Trzy drogi na Marcinkę 01.08.06, 21:24
                                                      oj ciężko mi podać długości.
                                                      Dwa są długie, w tym jeden po kamieniach, a ten najtrudniejszy jest króciutki ,
                                                      tak jak pisaliśmy około 1 km., ale dał mi w kość jak żaden inny, przy nim
                                                      wydiadają wszystkie inne, nawet te kilkukilometrowe , które do tej pory
                                                      zaliczyłam.
                                                    • Gość: Slav4 Re: Trzy drogi na Marcinkę IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 02.08.06, 16:27
                                                      Kondor, co do zębów to przód mam 48:38:28, a z tyłu kasetę Alivio 11-32. Zębów
                                                      mi się nie chciało nigdy liczyć.
                                                      Tak po przemyśleniu sądzę że progres w niewielkim stopniu spowodowany jest
                                                      samą "turystyczno-tułaczo-rekreacyjną" jazdą. Jeżdżę bez konkretnego planu
                                                      treningowego - mam ochotę to jadę. Czuję powera to mocno kręcę. Wieje w pysk -
                                                      wrzucam miękkie. Ilość km to nie wszystko, bo jak ktoś fajnie napisał -
                                                      "listonosz też dużo jeździ" :o)
                                                      Zbliża się natomiast sezon koszykarski (u mnie już kompletna amatorszczyzna),
                                                      podleczyłem kolana i zacząłem w ramach przygotowań przerabiać program "Air
                                                      Alert II". Przy wyskoku pracują prawie identyczne mięśnie co przy kręceniu, z
                                                      tym że tu ćwiczy się dynamikę/siłę eksplozywną a nie wytrzymałość siłową.
                                                      Pewnie to dlatego mam czasem ciemno w oczach jak za długo pomppuję - siła jest,
                                                      ale wydolność płuca/serce nie obsłuży takiego zapotrzebowania na tlen przez
                                                      więcej niż paręset metrów.
                                                      Ech, nie na temat. Zaraz mnie tu Jacu przyszpili :o)))

                                                      PS. Co do wspólnych znajomych - przez moment byłem prawie pewien że jesteś
                                                      osobą o inicjałach GM (wiek, miejsce zamieszkania, przebywane dystanse, etc).
                                                      No ale to znaczy tylko tyle, że w "Górach Kapuścianych" jest więcej takich
                                                      zapaleńców.
                                                    • Gość: kondor Re: Trzy drogi na Marcinkę IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.06, 22:23


                                                      Ja podobnie jak i Ty nigdy nie układam żadnego planu treningowego. Nie robię
                                                      żadnych tempówek ani nie staram się robić czegoś ponad siły. Nie traktuję
                                                      jednak jazdy jako przejażdżki turystycznej. Staram się aby po powrocie z każdej
                                                      trasy czuć że dałem z siebie wszystko.Moim wyznacznikiem jest czas i średnia
                                                      trasy.Oczywiście na każdej trasie musi być sporo podjazdów o długości i
                                                      nachyleniu jakie są w moim zasięgu. Równinki jakoś mnie męczą i nie czuję się
                                                      do końca spełniony gdy mam po nich jeździć.

                                                      Jeżeli chodzi o inicjały to pierwsza część się zgadza "GW"
                                                      Może i tych zapaleńców jest kilku,ale nie znam takiego,który by 300razy pokonał
                                                      Dużą Pętlę Bieszczadzką.
      • Gość: misiek Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.portnet.pl 01.08.06, 14:24
        Dla mnie przekleństwo.

        Bo ja osobiście za wszelakim wysiłkiem fizycznym niespecjalnie przepadam, a
        moja Beatka co chwila mnie katuje jakimiś wypadami na rowerze.

        Zastosowała przy tym ciekawą technikę. Mianowicie kupiła mi w prezencie dobry
        rower (mimo że wcale go nie chciałem) a teraz jej główny argument: to co co, ja
        się wykosztowuje na rower dla ciebie, a ty nawet nie raczysz się na nim
        przejechać!

        Ogólnie dla mnie koszmar, wraca człowiek z pracy, chciałby sobie odpocząć na
        kanapce przed telewizorem albo przed kompem a zamiast tego czekają siódme poty
        i napieprzanie pod górkę (bo moja żonka w dodatku nie uznaje podprowadzania
        rowera choćby góra była nie wiem jak stroma, co dla mnie przy noskach nieraz
        kończy się efektowną glebą).
        • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 01.08.06, 21:28
          Jeżdżaca zona jest dziś z siebie bardzo dumna.
          Co prawda zrobiłam tylko 30 km, ale za to wjechałam na górę ( Lubinka się
          nazywa i to była w ub. roku moja pierwsza poważniejsza zaliczona góra) na
          przełożeniach 2:3.
          W tempie dosyć duzym jak na mnie i jak na tempo z którym wjeżdżałam poprzednio.
          A poprzednio wjeżdżałam 1:1 i na szczycie byłam umęczona tak że musiałam
          odpoczywać.
          Teraz nawet nie zsiadłam na szczycie z roweru:).
          A to jest znak, że jestem w tych podjazdach mocniejsza już i to mnie bardzo
          ucieszyło, bo to znaczy, ze będę mogła jeździć coraz wyżej chyba, prawda?
          • Gość: Jacu Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.icpnet.pl 03.08.06, 02:03
            Jasne że coraz wyżej.../\...


            Nie powinno się wykorzystywać 1:1 na asfalcie
            - zbyt szybkie ruchy nogami bardzo męczą, psyha straszliwie siada - ogólnie dołujące.

            Zwykle lepiej w razie problemów zatrzymać sie na 3głębokie wdechy niż redukować na młynek, z którego odwrót bywa zwykle b.trudny.

            Jest w kraju kilka podjazdów gdzie powyższa zasada się nie sprawdza...
            (w miejscu gdzie obowiązuje inna - zatrzymasz się to nie ruszysz)

            Podjazd jest bardziej psychicznym niż fizycznym testem możliwości - odpowiednie nastawienie jest kluczowe. Dobrze jest zaliczyć jakiś słynny masakryczny podjazd - potem wszystkie inne są łatwiejsze ;P
              • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 04.08.06, 21:07
                Piszesz ponadto o nastawieniu psychicznym... masz rację, ale chyba nie do konca.
                Pojechałam kiedyś na bardzo trudny podjazd w okolicy, którego jak do tej pory
                nie udało mi się pokonać.
                Z nastawieniem: walka, walka, walka, zdobędę cię!
                Powiedziałam sobie, ze będę próbować z całych sił, że się nie dam....
                No i nie dałam rady.
                Po prostu na tamten czas byłam jeszcze za słaba.
                Spróbuję raz jeszcze pod koniec sezonu, jak się jeszcze wzmocnię.
                Bo chęci i nastawienie miałam, zabrakło siły.
                Podjazd krótki ale taki z nachyleniem sporym.
                Wolę te kilkukilometrowe a mniej strome, bo tym daje radę:).
                Martwię się torchę tym co za oknem.
                Doczekałam się wreszcie mojego tygodniowego, wytęsknionego, bardzo załsużonego
                urlopu.
                Zarezerwowaliśmy nocleg w Lądku Zdroju.
                Dziś kupiłam mapę i przewodnik.
                No i co ? I zapowiada się że bedzie lać.
                Pewnie zmokniemy jak w ub. roku jeżdżąc z Krynicy na Słowację.
                Lało jak z cebra,
                na szczęście tylko jeden dzień i potem się już fajnie jeździło.
                Trzymajcie kciuki, żeby nam się udało trochę chociaż pojeździć.
                • Gość: Jacu Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! IP: *.icpnet.pl 07.08.06, 13:22
                  "walka walka" na wymagający podjazd to nie jest dobre nastawienie - tentno ci skoczy, kilka chwil w beztlenie i po zabawie (zadyszka).

                  samo sformułowanie "bardzo trudny" - lepiej zastąpić innym: "stromy, długi, bez przepłaszczeń"...

                  Co do nastawienia:

                  Skoro z długimi podjazdami sobie radzisz, masz tempowy styl jazdy - nie powinnaś zbyt gwałtownie zmieniać intensywności wysiłku.

                  Sugerowałbym raczej "na początku spokojnie, do tego drzewka", przy drzewku sprawdzić aktualny stan (czy nie ma problemów z oddychaniem) i obrać strategię pokonania następnego fragmentu (troszke szybciej, troszke spokojniej).

                  Generalnie idea podziału na "punkty kontrolne" i zaczynanie od bardzo spokojnego tempa. Jak już wyczujesz na co cie stać możesz rozpoczynać ostrzej.
                  Głębokie odechy, wdech tylko przez nos - jak czujesz że nie dasz rady wciągać powietrza nosem - zwalniasz odrobinke. Swoim tempem - nigdy nie próbować utrzymać tempa kogoś silniejszego, nie zatrzymywać się na dłużej niż kilka sekund(najlepiej wcale).

                  Problem ze stromymi podjazdami który opisujesz najczęściej wynika właśnie z gwałtownego skoku tentna - dać mu czas to organizm sie dostosuje do podjazdu.
                  Jak zmusisz go do gwałtownego przyspieszenia to sie zadławi i zbuntuje.

                  Musisz uwierzyć że na podjazdy są metody, nie potrzeba wcale jakiejś wielkiej siły. Szybkość ich pokonywania zależy od wytrzymałości - duża siła nie przydaje sie na nic - wręcz przeszkadza.

                  Idealny na podjazdy jest pulsometr, który pozwala uniknąć przeforsowania.
                  No i SPD ;)
                  • lemuriza Re: Jeżdżąca żona to skarb !!! 13.08.06, 18:18
                    Jeżdżąca zona wróciłą wraz z jeżdżącym mężem z Kotliny Kłodzkiej.
                    Udało się nam zaliczyć takie coś wysokie:).
                    Pierwszy raz wjechałam tak wysoko na rowerze i po takich kamieniach!!!!
                    A na zjeździe miałam stracha!!!!
                    Poza tym zaliczylismy ( ale asfaltem) podjazd ze Złotego Stoku do Lądka Zdroju -
                    9 km.
                    Jak dotąd to chyba mój najdłuższy podjazd.
                    Fajnie się zjeżdżało!
                    Sudety piękne, ale nasze okolice ładniejsze.
                    Nasz Pogórze i Beskid Sądecki :).
                    • Gość: Slav4 Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 13.08.06, 18:44
                      (cholera, blog rodzinny się pomału robi z tego wątku :o)
                      1. Takie coś wysokie to była Przełęcz Sucha w Górach Bialskich. Zjazd
                      faktycznie hardcorowy po kamieniach jak telewizory - niestety crossy nie dają
                      rady w takim terenie. Połowa klocków została gdzieś tam ....
                      Przy okazji pozdrowienia dla nieznajomych bikerów, do których wystartowałem z
                      nieśmiertelnym pytaniem: "sorry, panowie, a gdzie my jesteśmy ?" (a który
                      dzisiaj ?)
                      2. Podjazd Złoty Stok - Lądek Zdrój asfaltem, to odcinek specjalny - ostatnia
                      jazda ś.p. Mariana Bublewicza. Jeszcze ludzie świeczki stawiają przed
                      pomniczkiem. Agrafka za agrafką w górę - Kondorowi pewnie by się podobało
                      3. Jeśli chodzi o tematy rajdowe - planowaliśmy wyjechać jeśli nie na Śnieżnik
                      (podobno technicznie bardzo ciężko), to chociaż na halę do schroniska pod
                      Śnieżnikiem. Niestety - droga zamknięta - Leszek Kuzaj testuje samochód :o(
                      Cholera, tyle dróg w Polsce, a jemu się zachciało jeździć właśnie tam ...
                      Co nie zmienia faktu, że wyglądało to niesamowicie widowiskowo.
                      Po urlopie - cholerne uczucie niedosytu. Tyle zostało nieprzejechanych szlaków,
                      górek, dróg, odgałęzień i cholera wie czego jeszcze. I to w samej Polsce, bo w
                      Czechach czekało pewnie ze dwa razy tyle...
                      Jutro do pracy :o((((((
                      • lemuriza Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) 14.08.06, 16:26
                        Spieszę zameldować ( zwłaszcza Kondorowi), że góreczka-franca została dziś
                        pokonana.
                        Jechałam na nią bez przekonania, wydawało mi się, ze znowu nie dam rady, ale ..
                        kolejne wyzwanie pokonane.
                        Jest z niej cholera, ale powiem, ze jakoś niespodziewanie szybko i ... łatwo mi
                        to przyszło.
                        Czyżby juz zaprocentowało tych kilka podjazdów zrobionych w tym roku?Chyba tak.
                        Próbowałam się z nią na wiosnę. Nie dałam rady wtedy.
                        Zdjęcia Kondorze niestety nie mam:(, bo byłam sama.
                        • Gość: kondor Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.06, 21:44
                          Śledziłem pewien wyścig który przelatywał przez moje strony(pod moim
                          oknem).Nasze wyczyny w porównaniu z nimi to mały pryszcz.Zerknijcie na stronkę
                          www.tour.ilustra.pl/
                          ..."Pierwszy raz wjechałam tak wysoko na rowerze i po takich kamieniach!!!!
                          A na zjeździe miałam stracha!!!! "...
                          Im głębiej w las tym więcej drzew.Tak samo i z rowerem.Z każdym wyjazdem w góry
                          noga coraz mocniejsza,a satysfakcja z pokonania kolejnych trudnych podjazdów
                          coraz większa.
                          Jak sama zauważyłaś rower to nie tylko podjazd lecz po nim następuje zjazd.No i
                          tu dla niektórych droga ciernista może być. Co się uda pod górę nie schodząc z
                          rowerka to potem na zjeździe można to zaprzepaścić bo ze względu na strach
                          trzeba z roweru zejść.
                          Powiem Ci że jak tak z uporem przez parę lat pojeździsz to już nie samo
                          wdrapanie bez schodzenia z roweru będzie Cię cieszyło,lecz tempo i przełożenie
                          na jakim będziesz wjeżdżała.
                          ..."Agrafka za agrafką w górę "...
                          Muszę Ci powiedzieć że agrafki fajnie wyglądają z lotu ptaka.Jednakże jeżeli
                          chodzi o wspinanie to zdecydowanie trudniejsze są długie proste o jednostajnym
                          nachyleniu.
                          Dobrze jest znać osobiście górę o której ktoś pisze wtedy mamy pełny obraz tego
                          co się tam znajduje. Żaden przekaz czy to film czy fotka nie odda nachylenia i
                          tych trudności które trzeba pokonać aby się na nie wdrapać.Najlepszy przykład z
                          tegorocznego TdF.Miałem tą przyjemność wspinać się pod parę górek po których
                          jechali kolarze i ten przekaz TV jakoś nie oddaje tych % jakie tam są.
                          ..."Spieszę zameldować "...
                          Meldunek przyjęty i nie pozostaje mi nic innego jak na apelu wieczornym przed
                          całym kolarskim peletonem pogratulować i życzyć kolejnych kilometrów na jeszcze
                          większych wysokościach.Jak wdrapiesz się kiedyś na jakiś dwu-tysięcznik to
                          postaram się wyprosić u generała o awans.
                          ..."Zdjęcia Kondorze niestety nie mam:(, bo byłam sama"...
                          No tak bo partnera zostawiłaś na drugim kilometrze,a sama zapylałaś na szczyt.
                          A moje jest jak dobrze poszukasz to je znajdziesz.
                          • lemuriza Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) 15.08.06, 17:24
                            No byłam sama, bo Mąż był w pracy:).
                            Chociaż szczerze mówiąc to on już trochę się niepokoi, ze mu odjeżdżam na
                            podjazdach:).
                            Oj, powiem Ci, że mnie już cieszy jak wjeżdżam na te same góry szybciej i na
                            innym przęłożeniu niż poprzednio.
                            Widzę postępy.
                            A dziś pokonalismy kolejną przeszkodę, która kiedyś dała nam radę, bo nie
                            spodizewalismy się , ze tak nagle pójdzie pionowo w górę i nie zmienilismy
                            przerzutek w porę:).
                            Dziś mój Mąż powiedział: zmień 1:1 , bo 2:2 nie dasz rady.
                            Pomyślałam sobie: spróbuję.
                            Ledwie, ledwie ale się udało.
                            Z tymże to chyba wszystko nie jest najlepsze dla mojego zdrowia, bo boli mnie
                            kostka, boli kolano:(.
                            Teraz w okolicy została nam do pokonania jeszcze Słona Góra i to by było na
                            tyle.
                            Trzeba szukać wyzwań gdzieś dalej:)
                            Pozdrawiam i biegnę na Indywidualne Mistrzostwa Polski na Żużlu.
                            Byleby tylko nie lało.
                            • Gość: kondor Re: Ja w kwestii formalnej po raz kolejny :o) IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.06, 22:51
                              Z kolanami nie ma żartu.Więc ostrożnie z twarda jazdą.Lepiej zwiększyć kadencje
                              niż zmniejszać trybiki.Zakatujesz na tych swoich podjazdach kolana no i nie
                              tylko w roli kibica na żużel będziesz chodziła ale także na siatkówkę.Mogą
                              wtedy popłynąć łzy że już nie będziesz mogła skakać do bloku.
                              ..."Trzeba szukać wyzwań gdzieś dalej:)"...
                              Wpadnijcie w Biesy tu podjazdów jest bez liku.
                              • wieczna-gosia Ale wam tych gorek zazdroszcze :))) 19.08.06, 13:28
                                Ja niestety nie trafilam na meza skarba, ale musze przyznac ze pomalu sie
                                wyrabia- ostatnio zaczal przebakiwac o kupnie lepszego roweru :)))) a jeszcze
                                3-4 lata temu nie wsiadal w ogole :)
                                Ja strasznie lubie jezdzic na rowerze, jezdze do pracy jak jest ladnie- jak jest
                                brzydko i zimno to nie jezdze bo bez przesady :)
                                Niestety mam lacuch w postaci dzieci- ancuch powoli zsuwa mi sie z nogi, bo
                                dzieci rosna i prawde mowiac bardziej jestem dumna z ich 14 km do puszczy
                                kampinowskiej niz z moich 40 do pracy.
                                Teraz jedziemy do rabki tam sa orce na rzut beretem i mam szczera ochote
                                sprobowac cos przejechac- na razie wszystkie trasy jakie znalazlam maja opis
                                "trudne" lub sa 50 km- to dla nas za duzo :( dzieci maja bowiem 2 lata (na
                                fotelik) 5 lat (pierwszy rower na dwoch kolkach- szukam wlasnie sztywnego holu)
                                i 6 lat- szesciolatke obliczam na max 10- 15 km w gorzystym terenie :((( nie
                                mowiac o tym ze siebie z fotelikiem czy z 35 kg na holu obliczam na niewiele
                                wiecej :(

                                ale- damy rade- w koncu jeszcze troche zycia przede mna :)
                                • lemuriza Re: Ale wam tych gorek zazdroszcze :))) 20.08.06, 10:52
                                  Powodzenia Gosiu!
                                  Ja od wtorku nie wisadałam na rower i dziś też nic z tego, bo mam gościa:).
                                  Wczoraj byliśmy w Zakopanem , ale nie na rowerach niestety:( i żal serce
                                  ściskał jak patrzyłam jak inni jeżdżą, a było ich trochę.

                                  Kondor, w Twoje strony rzeczywiście mamy zamiar wpaść, ale jak się świat
                                  zacznie mienic kolorami jesieni.
                                  Podobno jest ładnie.
                                  Starsznie dawno nie byłam w Bieszczadach i z przyjemnością pojadę.
                                  • Gość: kondor Re: Ale wam tych gorek zazdroszcze :))) IP: *.interq.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.06, 16:18
                                    ..."w Twoje strony rzeczywiście mamy zamiar wpaść, ale jak się świat
                                    zacznie mienic kolorami jesieni"...
                                    Pytam się Ciebie.Czy muszę komentować czym są Biesy.?
                                    www.bieszczady.net.pl/coppermine_dir/thumbnails.php?album=18
                                    Wczoraj też z moją panią połaziłem po górkach.Zrobiliśmy piękną trasę.- przeł.
                                    Wyżnia -poł.Wetlińska-przeł.Orłowicza-Wetlina.Ale nie o mnie lecz o pewnej pani
                                    z Torunia chciałem tu wspomnieć.Spotkaliśmy ją na szlaku i troszkę
                                    dyskutowaliśmy.Powiedziała że dzień wcześniej z mężem na poł.Caryńską się
                                    wspinali.Tak się złożyło że padał deszcz i trasa zamieniła się w wielu
                                    miejscach w grzęzawisko.Ona to zniosła dzielnie ale jej mąż zwątpił w piękno
                                    Bieszczadów.W sobotę już tylko ona sama wędrowała po szlaku.Mąż jej za żadne
                                    skarby nie chciał się namówić na wędrówkę.Sobota była piękna słoneczna i
                                    sucha.Dało się zauważyć w jej oczach że wędrowanie czy to w błocie czy w słońcu
                                    i spiekocie daje jej tą samą radość.
                                    Widzisz tak to jest jak ktoś lubi chodzić po górach czy jeździć na rowerze to
                                    nie trzeba go do tego zmuszać.Jednakże ktoś kto tego nie lubi to i żadna siła
                                    go do tego nie zmusi.

                                    ..."Starsznie dawno nie byłam w Bieszczadach i z przyjemnością pojadę"...
                                    To jak już będziecie w mych stronach to dajcie znać.Wspólnie będziemy podziwiać
                                    wszystkie odcienie jesieni
                                    ..."Ale wam tych górek zazdroszczę"...
                                    Nie ma co zazdrościć trzeba się tu przenieść i będziesz je miała na co dzień.
                                    • wieczna-gosia Re: Ale wam tych gorek zazdroszcze :))) 20.08.06, 18:13
                                      > ..."Ale wam tych górek zazdroszczę"...
                                      > Nie ma co zazdrościć trzeba się tu przenieść i będziesz je miała na co dzień.

                                      ale ja wam jezdzenia po gorkach zazdroszcze a nie samych gorek. zawsze moge w
                                      weekend wyskoczyc tylko lancuch u nogi ciazy :))

                                      ale ostatnio po wielu wielu latach sie wybralam w Biesy wlasnie- na przerwe
                                      majaowa i dluzej- starsze dzieci na tyle duze ze juz same gdzies wejda a mlody
                                      na tyle mlody ze w nosidle go poniose :) zadekowalismy sie w jaworcu i bylo
                                      pieknie- codziennie po 10 godzin w gorach, chociaz pogoda byla przecietna, a
                                      jednego dnia nawet do Gornych zeszlismy tak pozno ze zaliczylismy goprowcow i
                                      spanie u nich :)) obfotografowali nas ze wszystkich stron mowiac ze takich
                                      malych wedrowcow, w takich ilosciach i o 21 ze szlaku to jeszcze nie mieli.
                                      dzieciaki zlapaly bakcyla zdecydowanie.
                                      w rabce tez chcemy pochosdzic- tam gdzie jeszcze nie damy rady wjechac, a Biesy
                                      znowu sie moga nas spodziewac wiosna :)

                                      zazdroszcze wam ze tak cyk i jedziemy w gorki :))))

                                      chociaz prawde mowiac nie zaminilabym sie :) lubie te swoje potomstwo i
                                      odkrywanie z nimi gorek na nowo tez :)
                                    • lemuriza Re: Ale wam tych gorek zazdroszcze :))) 20.08.06, 21:22
                                      Kondorze, wiesz, ze my nie jestesmy takimi wytrwanymi bikerami jak TY:).
                                      Musiałbyś tempo dostosować do naszego powolnego:).

                                      A i jeszcze jedno.
                                      Skakanie do bloku... mnie już dawno to nie grozi.
                                      Po pierwsze: gram z facetami na męskiej siatce , więc skakanie do bloku przy
                                      moich 164 cm. wzorstu wzbudzałoby ogólną radość:),
                                      po drugie: mam uszkodzoną łękotkę od wielu lat więc staram się minimalizować
                                      skakanie.
                                      I taka to oto siatkówka - bezskoczna ot co:(.
                                      Rozgrywam, zagrywam, przyjmuję i to wszystko.
                                      Ale i tak cieszy.
                                      Łękotka poszła podczas rozgrzewki przed meczem z AHG:(((( Na IV roku studiów.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka