Gość: kazik
IP: 83.238.13.*
09.11.05, 17:35
Budzi się wówczas we mnie męska duma. Wszak siła fizyczna to ponoć męski
atrybut. No i rozpoczynam walkę, aby przegonić takową sprinterkę. Jak mnie
mija facet to nie ma to dla mnie z reguły żadnego znaczenia.
Niech wrócę z językiem na brodzie, ledwo żywy i z rozcetrowanymi kołami.
Ale to wszystko drobiazg. Honor samczy został uratowany :-)
Z reguły udaje się dość szybko przegonić rowerowe charcice. Bywają czasami
jednak trudne sztuki. Kiedyś od Góry Kalwarii trasą przez Lasy Chojnowskie
niemal pod same Piaseczno walczyłem nadaremnie z taka kobiecą maszyną -
miała bardzo równe tempo i nie było widać po niej śladu zmęczenia. Pod sam
koniec wyprawy zaczęła jeszcze brudną grę - pozwalała się dogonić, a kiedy
już byłem na ogonie mocno przyśpieszała.
Inna sprawa, że pochwaliwszy się taki wydarzeniem posród męskich znajomych
(nawet tych, którzy popierają działalność minister Środy), dłuuuugo byłem
obiektem niewybrednych żartów i dowciapów
Czy tez tak macie??