Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    [blog]Powstawanie poziomki...

      • roweroraffi DZIEŃ 22 04.07.06, 17:44
        Dzień 22.

        Motto przewodnie: "nie łam się" ;-)

        Dziś po raz pierwszy nie pracowałem sam. Z racji tego, że dziś wykonywaliśmy
        wiele prac wymagających ośmiu rąk i 40 ścisków, wspomógł mnie dziś Bartek, za co
        Mu jestem bardzo wdzięczny.

        Z samego rana jeszcze zanim dojechał wziąłem się za zdejmowanie ścisków z
        wczorajszego klejenia. Później zamontowałem suport, korbę i przerzutkę przednią,
        po czym wymierzyłem o ile mogę skrócić rurę podsiodłową z Olka ramy. Po
        zrobieniu tego zacząłem kombinować nad rozmieszczeniem kółek napinających
        łańcuch i osprzęt. Nic jednak do niczego nie chciało pasować :-)

        No ale w międzyczasie pojawił się Bartek. Najpierw wzięliśmy się za wahacz
        tylny. Wymierzyliśmy, wycięliśmy poprzeczkę wahacza i... zorientowaliśmy się, że
        haki są pod złym katem wygięte (tzn nie są wcale). Do tego, gdy zaczęliśmy je
        giąć, jeden z nich raczył się urwać (źle wykonane klejenie - 90% kleju nie
        trzymało się aluminium), więc trzeba go było od nowa przykleić. Gdy już to się
        udało, okazało się, że geometrię całego wahacza trafił szlak (czymś poruszyliśmy
        podczas naprawy urwanego haka) i wszystko trzeba było robić od nowa. Dzięki
        stołkowi Sąsiada i ściskom zdobytym wczoraj jakoś się po kilku godzinach udało.

        Gdy już tylko to zrobiliśmy, wzięliśmy się za napęd. I dalej nic nie chciało
        pasować. Niby wszystko zgodne z projektem idealnie, a łańcuch albo zahaczał o
        fotelik, albo o koronę przedniego amora. Sprawdziliśmy wszystko dokładnie i
        doszliśmy do wniosku, że winna jest grawitacja (w projekcie łańcuch idzie po
        linii idealnie prostej, a nie po łuku jak w rzeczywistości). Zatem błąd
        projektowy, bo nikt nie brał grawitacji pod uwagę przy projektowaniu (a to
        różnica nawet centymetra).
        Od razu wzięliśmy się za usuwanie błędu. W 20 minut podnieśliśmy fotelik o
        2-3mm, co PRAWIE rozwiązało problem. Ostatecznie jednak po dokładnych
        oględzinach, zdecydowaliśmy się na dodatkowe kółko napinające łańcuch
        napędzający i rurkę teflonową, w której poruszać się będzie łańcuch powracający.
        W kilkanaście minut później wszystkie kółka prowadzące łańcuch zostały
        zmontowane do kupy i przyklejone do ramy. Muszę na jutro wykonać jeszcze jedno
        takie kółko (do wahacza), więc pewne jest, że poziomka jutro jeszcze nie pojedzie.

        Później wzięliśmy się za mocowanie suportu do reszty ramy. Bartek wyrównał nieco
        miejsce montażu diaksem, po czym skleiliśmy co trzeba. Skleiliśmy też bagażnik,
        który z racji słabego wykonania wczoraj, dziś złamałem przy próbie obciążeniowej
        (taką próbę przechodzą wszystkie moje klejenia). Teraz już raczej nie pęknie :-)

        Udało mi się też nagwintować rurę, która będzie drążkiem kierowniczym (pomiędzy
        widelcem a kierą). Jak się okazuje gwintowanie w kleju epoksydowym jest łatwe,
        przyjemne i wytrzymałe. Przynajmniej 200kg szafę podczas prób ciągałem za tą
        rurę po korytarzu, więc i normalną jazdę wytrzymywać taki gwint powinien :-)
        Dziś jeszcze skrócę rurę drążka pod wymiar i nagwintuję w ten sposób drugą część
        drążka. W ten sposób jutro rano, gdy klej zaschnie, układ kierowniczy będzie już
        w stu procentach gotowy!

        Na sam koniec, wykorzystując jeszcze imadło, przykleiłem odblask tylny do
        bagażnika, dzięki czemu ten jest już w 100% kompletny. Niniejszym więc ogłaszam,
        że walec od tyłu już mnie nie najedzie. A może inaczej... jeżeli najedzie, to
        kierowca walca nie wytłumaczy się Policji, że mnie nie widział. Zakładając, że
        Policja Go złapie :-)
        Tylko trochę mi żal tego zużytego w ten sposób imadła, bo teraz będzie mi go
        brakować przy innych pracach (skracaniu drążka, nawiercaniu kątownika itp. Ale
        jakoś dam radę.
        A jak nie dam, to przykleje dziś okładzinę z karimaty na fotelik. To też detal,
        ale też konieczny do zrobienia przed uruchomieniem roweru.
        • roweroraffi Re: DZIEŃ 22 04.07.06, 20:53
          No to piwoty się kleją do profili, gwint na drążku gotowy,

          Tylko kółko łańcucha i kątownik do układu kierowniczego zostawiłem na jutro, bo
          bez imadła to nieco niewygodnie się wierci :-P

          Dziś za to przykleję jeszcze okładzinę do fotelika.
      • roweroraffi DZIEŃ 23 05.07.06, 23:06
        Dzień 23

        Dziś był bardzo długi i pracowity dzień. Wstałem o 6 rano (no co? o takiej porze
        się obudziłem!) i już przed 7 rozpocząłem pracę. Dzięki temu do 10 rano w pełni
        gotowy był ukłąd kierowniczy poziomki. Zainstalowałem też klamkomanetki i chwyty
        na kierownicy. Widelec i kierownicę umieściłem na łożyskach na stałe (tzn
        nasmarowałem łożyska i skręciłem tak, by nie było luzów.

        Gdy pojawił się Bartek wzięliśmy się równolegle za kilka rzeczy. Pierwsza to
        wahacz, z którym było niemało kłopotu. Ten kłopot to o jedyny stopień krzywo
        osadzona ośka wahacza, przez co była masa szlifowania wahacza i samej ośki, aby
        rower nie jeździł bokiem. Gdy już to zrobiliśmy, zabraliśmy się za osadzanie
        łożysk w wahaczu. Bartek wykonał aluminiowe pucki, a później we dwóch
        osadzaliśmy na tych puckach łożyska. Nawiercaliśmy też pucki i wpuszczaliśmy w
        nie śruby, aby łożysko było czymś klinowane na miejscu. Trudno to tak
        wytłumaczyć bez rysunku, więc powiem, że połamaliśmy przy tym kilka wierteł i
        zużyliśmy dużo cennego czasu. Nieco poprawić też trzeba było haki tylnego koła,
        gdyż po wczorajszym klejeniu powstała różnica około 2mm w wysokości montażu
        koła. Dziś udało mi się ją zniwelować na tyle, że nie powinna byż zauważalna
        podczas eksploatacji.

        Druga rzecz, którą zajmowałem sie w wolnych chwilach, był suport. Niby wczoraj
        był klejony, ale dziś został jeszcze wzmocniony płaskownikiem na klej, który
        najpierw trzeba było wyciąć na wymiar, później wygiąć do kształtu suportu, a na
        końcu przykleić, z czym było w sumie najwięcej kłopotu, gdyż suport niełatwo
        było uchwycić w jakikolwiek ścisk.

        Podczas pracy i testów wytrzymałościowych oderwaliśmy też wszystkie kółka
        prowadzące łańcuch. Były za słabo przyklejone przez co najpewniej nie przetrwały
        by pierwszego dnia jazdy. Jutro przykleje je ponownie, gdyż dziś zabrakło mi już
        ścisków. Jutro też kleił będę poprzeczki trzymające bagażnik, gdyż dziś
        zwyczajnie nie starczyło na to czasu.

        Gdy tylko Bartek poszedł (około 16), wziąłem się za mocowanie amortyzatora
        tylnego. Nigdy nie miałem roweru z damperem, nie wiedziałem też jak będzie
        wyglądał mój SID. Chwyciłem więc za słuchawkę i w nieco ponad godzinę
        poszerzyłem moją wiedzę na ten temat (wielkie thx dla Goldiego, Kładka i Seby,
        który choć ma fulla, okazuje się niezbyt znać na tulejkach do amorów :-P). Wraz
        z nabytą wiedzą zacząłem kombinować jak by tu zrobić mocowania by można było
        jeździć i z damperem tymczasowym (155mm eye-to-eye, 18mm szerokosci górnego
        oczka, 40mm szerokości dolnego) i z damprerm docelowym (165mm eye-to-eye, 12 mm
        szerokości górnego oczka i dolnego), aż w końcu po dłuższej chwili wymyśliłem
        sposób. Co prawda wymagał docięcia nieco dolnego oczka tymczasowego dampera
        diaksem (na 38mm) i zamówienia w zaprzyjaźnionej Fabryce Samochodów tulejek, ale
        w końcu wiedziałem co i jak. Zostało się tylko wyciąć z profilu 40x40x2mm górne
        mocowanie dampera i wyszykować z dwóch kątowników 40x40x3mm mocowanie dolne.
        Później jeszcze wszystko przykleiłem do wahacza zużywając na to pięć ścisków,
        mając nadzieję, że jak wyschnie, będzie się trzymało koncertowo :-)

        Dziś też spotkał mnie ból niemały. Klejąc sprytny patent na mocowanie piwotó do
        tylnego hamulca, przez pomyłkę jeden przykleiłem krzywo. Nie to, by się nie dało
        tego naprawić klejąc piwoty do ramy, ale nie będzie to wyglądało idealnie.

        No i w końcu doszliśmy do rubryki towarzyskiej. Dziś moją pracę wizytował
        czarny, który zajechał do mnie po korbę. Mam nadzieję, że rower Mu się spodobał.

        A teraz idę spać, bo jestem już wykończony. Dawno nie pracowałem 16h w ciągu
        doby i teraz odczuwam tego skutki. Na szczęście dzięki tej pracy jutro
        najprawdopodobniej uda się skończyć klejenie i zostanie się tylko przyjemny
        montaż osprzętu, z resztą w większości nowego.
        • roweroraffi Re: DZIEŃ 23 - FOTKI ;-) 06.07.06, 23:57
          Fotki są z serwera Bartka, któy działą, TYLKO gdy Bartek nie śpi. Stąd możliwa
          jest czasowa niedostępność zdjęć.

          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_05%20-%20poziomka%20Raffiego%20powstaje/index.html
          - cała galeria

          I po kolei:
          1- Układ kierowniczy, kiera z zamontowanymi klamkomanetkami, chwtyami oraz fotelik
          2- Bagażnik tylny
          3,4- ośka wahacza, przed skróceniem. Widoczne też mocowanie fotelika i bagażnika.
          5- suport, jeszcze przed wzmocnieniem płaskownikiem i ostatecznym klejeniem. Na
          focie też piwot.
          6,7- wahacz w stanie surowym
          8- łożysko drążka kierowniczego przy kierownicy
          9- łożysko drążka kier. przy widelcu. W tle kierownica i mostek mojej produkcji.
          10,11- do góry kołami
          12- wiercenie pucków po obsadzeniu wahacza i łożysk
          13- zbliżenie wiercenia
          14- obsadzony wahacz, jeszcze bez śrub i części pucków
          15,16- mostek
          17- suport z płaskownikiem wzmacniającym
          18- poziom na kołach, choć już bez fotelika
          19- gotowe, acz nie wzmocnione klejem mocowanie wahacza
      • roweroraffi DZIEŃ 24 06.07.06, 23:01
        DZIEŃ 24

        Dziś dzień w jakże odmiennym stylu niż wczoraj. W pełni na luzie, w pełni
        spokojnie. Nie było dziś w moim działaniu ani grama pośpiechu czy stresu. Może
        dlatego, że w ciągu ostatnich dni nie wnosił on zbyt wiele dobrego dla sprawy, a
        może dlatego, że dziś nie było do zrobienia nic szczególnie trudnego,
        przynajmniej w porównaniu z czarami przy wahaczu, czy precyzją wykonywania
        główki ramy.

        Dziś dzień zacząłem od zabawy z suportem. W gotowej części suportowej ramy
        wykonałem odpowiednią ilość otworów 8mm na śruby, dzięki czemu możliwa stała się
        regulacja odległości suportu od fotelika (dla różnych długości nóg). Jest to
        regulacja skokowa co 2cm mająca łącznie 5 pozycji, co daje możliwość regulacji w
        zakresie 10cm. Całkiem sporo biorąc pod uwagę, że rower projektowany jest tylko
        na jedną, dokładnie i wielokrotnie zmierzoną w tym celu, osobę ;-)

        Gdy już mocowanie było gotowe, wziąłem się za przyklejanie kółek prowadzących
        łańcuch, które wczoraj nie wytrzymały testów wytrzymałościowych. Drogą dedukcji
        doszedłem do tego, że jak dotąd urywały mi się tylko elementy ściśnięte do
        klejenia największymi ściskami stolarskimi, a więc tymi, gdzie można osiągnąć
        najmocniejsze dociśnięcie, a tym samym i wyciśnięcie części kleju z pomiędzy
        elementów klejonych. Dziś konsekwentnie zatem największych ścisków nie używałem,
        a i mniejsze ściski dokręcałem z dużo większym wyczuciem. Zobaczymy, czy to
        przełoży się na trwałość i wytrzymałość, czy też to coś innego było wtedy nie
        takie jak powinno i wszystko (bagażnik i kółka łańcucha) będzie pękać nadal ;-)

        Kółka się kleiły, a ja musiałem sobie znaleźć coś do roboty. Postanowiłem więc
        wytworzyć bloczek do pancerza linki przedniej przerzutki. Jedyny bloczek, bez
        którego naprawdę nie może się obejść rower, przynajmniej taki z przednią
        przerzutką. Pozostałe można zastąpić montując pełny pancerz na całej jego
        długości, co z resztą jest o tyle fajne, że zwiększa jego trwałość. Po dłuższej
        chwili dywagowania nad suwmiarką (sufmiarką? jak to się pisze?) doszedłem do
        wniosku, że mój rower będzie pierwszy, w którym nie będzie ani jednego bloczka
        do pancerza. Postanowiłem zamiast tego zamontować fajkę, która będzie robiła
        jednocześnie za bloczek i pomoże poprowadzić linkę po dość ostrym łuku od
        przerzutki do rury głównej ramy.
        W tym celu nawierciłem pod odpowiednim kątem dwa otwory tak, by w jeden można
        było zamontować całą fajkę, a w drugim by sie ta fajka odpowiednio klinowała.
        Patent działa i jest jak najbardziej pozytywny.

        W chwilę później zjawiła się Sucha z Sebą. Szkoda, że nie byli wczoraj, gdy
        rower wyglądał bardziej jak rower, a nie jak COŚ ;-). Dziś zobaczyli tylko gołą
        ramę pełną ścisków, zdemontowany fotelik w kącie, nieco osprzętu w innym kącie i
        kupę śmieci.
        Ich wizyta miała natomiast też pozytywny aspekt. Brakowało mi bowiem rąk do
        klejenia piwotów tylnego hamulca, których to pomocnie użyczył mi Seba. Z resztą
        nawet z dodatkowymi rękoma nie było łatwo. Mam nadzieję tylko, że wszystko jest
        prosto, dokładnie i że jutro nie będę musiał łamać piwotów, by kleić je od nowa
        z powodu niemożności ustawienia hamulców.
        Podczas ich obecności przykleiłem też kółko łańcucha na wahaczu. Z racji
        niemożności złapania ściskiem, kleiłem je tylko grawitacyjnie. Z reszta tak
        samo jak mocowanie przedniego odblasku (tak, tak, o bezpieczeństwo zadbałem już
        w fazie projektu ;-).

        Później mogłem już tylko obijać się i czekać aż klej wyschnie. Gdy to się stało
        (około 22.00), przykleiłem jeszcze pucki trzymające łożyska (w zasdzie zalałem
        je klejem) i boki bagażnika, które ostatnio nie wytrzymały kilkukrotnie testu
        wytrzymałości. Mam nadzieję, że jutro się spiszą na medal.

        Na sam koniec zamontowałem już na stałe przednią przerzutkę, korbę i suport,
        przykręciłem przedni odblask do mocowania, umieściłem całość suportu na miejscu
        w ramie i....



        ... wszystko wskazuje, że rama jest już (w końcu?) gotowa. Zatem jeżeli nic nie
        odłamie się nagle jutro z rana podczas testów, a piwoty okażą się być na tyle
        proste by można było bezpiecznie zatrzymywać rower, jutro pozostanie tylko
        zamontować osprzęt.
        A później, tak jak projektant staje pod estakadą podczas prób obciążeniowych,
        tak ja wsiądę na poziomkę na próby i w razie co stanę się ofiarą nieubłaganych
        praw fizyki i własnych błędów ;-) Prawdziwy DZIEŃ PRÓBY.

        Jutrzejsza data będzie o tyle symboliczna, że mija właśnie miesiąc od pierwszego
        mojego wpisu w tym wątku. Być może jutro też dotrze do mnie damper z Wrocławia
        (mam nadzieję), co dodatkowo podniozłoby ważność wydarzenia o ustawianie
        charakterystyki SIDa i pompowanie ;-)

        A teraz już pełen nadziei kładę się spać. Jutro trzymajcie kciuki, bym się czuł
        na tyle pewnie na testach, by sprawdzić rower także np w ruchu miejskim w
        Centrum miasta!
      • roweroraffi DZIEŃ 25 08.07.06, 00:10
        Dzień 25.

        Dziś miała nastąpić pierwsza próbna jazda poziomką. Od rana (około 9) wziąłem
        się więc za montowanie osprzętu i szykowanie roweru. Na pierwszy ogień poszedł
        damper, później obie przerzutki i przedni hamulec. Tylny podczas montażu wyrwał
        piwot, więc było wiadomo, że na razie go nie będzie. Ale się nie zrażałem.
        Powiedziałem sobie, że choćbym miał jechać rowerem w ściskach stolarskich,
        wyjadę nim dziś na ulicę.

        Około 14 przybył Bartek z Dorotką. Rower już wtedy stał na kołach, a ja
        zajmowałem się napędem. Zamontowaliśmy łańcuch, ustawiliśmy przerzutki i
        nastąpiła pierwsza jazda. Jakieś 2 metry. Miałem problem z ruszeniem... pewnie
        dlatego, że próbowałem w klapkach (później zmieniłęm buty na adidasy). Zaraz
        potem urwało się kółko prowadzące łańcuch. Wkurzeni, wyrwaliśmy pozostałe kółka
        i zamontowaliśmy je wzmacniając połączenia śrubami. Przy okazji przenieśliśmy
        nieco jedno kółko w inne miejsce. W międzyczasie pojawił się też Seba z Suchą.

        Potem nastąpiła upragniona druga jazda. Mniej więcej 10m zanim urwało się dolne
        mocowanie dampera. Wzmocniliśmy je śrubami i ceownikiem. Do tego jutro dodam
        jeszcze dwa kątowniki. Gdy już zrobiliśmy i zaczęliśmy montować wszystko do
        kupy, urwałem górne mocowanie dampera. Również zostało wzmocnione śrubami.

        W momencie, gdy to robiliśmy, zrezygnowani wielogodzinnym czekaniem na sukces,
        po kilku godzinach gry w statki, kropki, robienia samolocików z papieru wraz z
        Dori, Seba z Suchą pojechali do domu. Trochę pecha mieli, bo 20 minut później
        rower wykonał trzecią, tym razem udaną jazdę próbną po korytarzu. Postanowiliśmy
        więc zjechać z nim na dół by spróbować w plenerze.

        Trzeba przyznać, że choć wiele rzeczy niezbyt się sprawdziło, a wielu
        zastosowanych patentów trudno szukać w projekcie, jedno się udało. Rower bez
        problemu mieści się w windzie :-)

        Na dole po krótkiej sesji zdjęciowej ruszyłem na pierwszą przejażdżkę. Była to
        niezbyt długa runda po parkingu i osiedlowych uliczkach. A także po 2 czy 3
        krawężnikach, dziurach i progu zwalniającym. Trzeba przyznać, że przejazd był
        udany, a i rower już nie strzelał fochów. Później na rower wsiadł Bartek i On
        również wykonał rundę (za to, co mi pomógł, naprawdę Mu się należała nie tylko
        ta mała rundka). Później na rower wsiadła też Dori, ale z racji niższego wzrostu
        o przejażdżce nie mogło być mowy.

        Później rower trafił do windy i spowrotem na warsztat. Rozebraliśmy Go dość
        znacznie po czym przykleiliśmy górne mocowanie dampera (wraz ze śrubami będzie
        napewno wystarczająco mocne) i ułamany piwot (zostanie też jeszcze wzmocniony
        śrubą). Później pożegnałem Dori i Bartka, a sam pełen dumy i satysfakcji
        podążyłem do komputera by napisać relację.

        A teraz nieco info:
        -dziś napewno będą zdjęcia z tego ważnego dla mnie dnia
        -jutro rower napewno nie zobaczy ulicy. Wzmocnione na szybko śrubami połączenia
        zostaną jeszcze raz zapaćkane klejem. Piwoty zostaną wzmocnione śrubami.
        -dziś przyszedł do mnie damper SID. Jeżeli FSO wyrobi się z wykonaniem tulejek
        montażowych, jutro nowy damper zostanie zamontowany do roweru.
        -dziś też dotarł do mnie najważniejszy element poziomki - niewielka pomarańczowa
        flaga poprawiająca widoczność w ruchu drogowym. Niestety nie będzie jej widać na
        dzisiejszych fotkach z pierwszej udanej jazdy - zapomnieliśmy ją wziąść na dół.


        A teraz pozwolicie, że udam się na zasłożone piwko i odpoczynek. Po 12h ciągłej
        pracy nad poprawianiem niedoróbek, by rower mógł wyjechać na ulice, myślę, że mi
        się to zwyczajnie należy. Poza tym rozpiera mnie duma i satysfakcja, że miesiąc
        naprawdę męczącej dłubaniny okazał się być zakończony tak przyjemnym finiszem.
        • roweroraffi DZIEŃ 25 -FOTKI 08.07.06, 02:34
          Z ostatniego dnia produkcji fotki:

          -Dorotki: #
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/index.html



          -Bartka:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego/index.html




          I kilka wybranych fot zgalerii, dla tych, co nie chcą całości przeglądać, a
          tylko wybrane, IMO najlepsze:

          Żeby się udało:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/norm/IMG_0384.html

          Pierwsze metry:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/norm/IMG_0436.html

          A jednak się mieści w windzie:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego/norm/DSC01520.html

          Rowery na wysokim POZIOMIE:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/norm/IMG_0453.html

          Raffi upoziomowany:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/norm/IMG_0457.html

          Po robocie można się lenić:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego%20(dorota)/norm/IMG_0451.html

          I odjechał w siną dal:
          bzaborow.no-ip.org/galeria/2006_07_07%20-%20poziomka%20Raffiego/norm/DSC01523.html
      • roweroraffi DZIEŃ 26 09.07.06, 10:12
        Możnaby spokojnie powiedzieć, że poziomka jest już skońćzona. Tym niemniej
        postanowiłem jeszcze cosik tu dopisać :-)

        Dziś zainstalowałem w rowerze licznik. Trochę było kłopotu ze skalibrowaniem go,
        bo w tabelach trudno znaleźć rozmiar koła 20x1,5". Mam nadzieję, że wpisałem
        dobrze.
        No i jeszcze jedną rzecz dziś zrobiłem. Wzmocniłem tylne piwoty śrubami. Niby
        klej powinien być wystarczający, ale... to hamulce i musze mieć do nich pełne
        zaufanie.
        A teraz idę na śniadanie i potem pewnie na rower. Trzeba ustawić przerzutki,
        Czajnikowi odwieźć wiertarkę, Sebie zabrać EW i ogólnie polansować się na
        mieście :-)

        A i jeszcze jedno. Wczoraj wrzuciłem poziomkę na wagę. 17,5kg. Wynik myślę, że
        jest niezły. Jak kiedyś nie będę się lenił i przejdę na kompozyty, mam nadzieję
        go jednak poprawić :-)
        • roweroraffi AWARIA NA TRASIE 09.07.06, 15:55
          Dziś wyjechałem poziomką na ulicę. Nie zdąrzyłem wyjść przed blok, a już od
          gapiów przy rowerze zrobiło się gęsto... olałem tłum ciekawskich, co by czasu
          nie marnować, wsiadłem na rower i pojechałem. Trochę buja zawieszenie tylne, ale
          jedzie się przyjemnie. Krawężniki, progi zwalniające i koleiny na początku
          spokojnie, ale potem coraz szybciej pokonywałem. Mimo wszystko jednak uważnie,
          bo klejone było wczoraj i zpewne maksymalnej wytrzymałości jeszcze to nie osiągnęło.

          Podczas jazdy trochę wkurza nieprecyzyjny układ kierowniczy - muszę zmienić tą
          obejmę na widelcu na inną - ma ktoś może obejmy od siodełka z Wigry3 lub innego
          zabytku, gdzie jeszcze był stary system mocowania siodła do sztycy? Chętnie
          przyjmę po powrocie z Suwalszczyzny (koło 18-stego). Druga rzecz, którą wykryłem
          to nieco źle ustawiona przednia przerzutka. Nie to by coś nie działało, ale
          nieco doregulowania wymaga, bo trze o lańcuch na większych przełożeniach. Tylna
          za to chodzi idealnie, mimo, że regulowana była tylko "na oko" na postoju. O
          dziwo także doskonale sprawdza się zawieszenie, wybierając tak jak trzeba
          wszystkie nierówności. Kiedyś nie wierzyłem, że jak się człowiek przesiądzie na
          fulla, to nie będzie chciał sztywniaka. To już teraz wierzę :-) Tylko niestety
          działanie zawieszenia na dużych wybojach powoduje, że gdy się nie pedałuje,
          ciężki łańcuch latający góra-dół siłą bezwłądności, potrafi czasem zeskoczyć z
          kółeczek prowadzących. Sprawa powszechna w poziomkach i prosta do rozwiązania.
          Trzeba dorobić "trzymanie" łańcucha, czyli obejmę, by lańcuch nie mógł
          zeskoczyć. W sumie jakieś kilkanaście minut roboty w najbliższym czasie na oba
          kółka (trzecie jest wykonane inaczej i tam problem nie występuje).

          Jadę sobie, jadę, a tu czerwone. Zatrzymałem się jak Bozia przykazała, tylko po
          zmianie świateł ruszanie jeszcze niezbyt mi wychodziło. Gość w Fordziku z tyłu
          wkurzył się i pojechał z prawej, pasem tylko do skrętu. Ale o dziwo nie
          zatrąbił, co wprawiło mnie w lekkie zdumienie :-)

          Tymczasem dojechałem do toru crossowego, czyli ronda Starzyńskiego. Czego tam
          nie ma w nawierzchni. Szyny, nierówna kostka brukowa, jeszcze gorszy asfalt,
          koleiny, dziury, asfalt konsystencji lepiku, piach, żwir, trylinka... Szczerze
          powiedziawszy nawet nie za bardzo poczułem większość z tych "udogodnień", poza
          tym, ze nieco bardziej mną pobujało, co w sumie jest nawet przyjemne :-)

          Z ronda wyciąłem w Jagiellońską i buta. 25km/h - jedzie się spoko. 27km/h - ok,
          mimo, że pod wiatr i czuję to już nieco. 29km/h - pełen luzik... i znowu
          czerwone... szkoda, bo zaczynałem już mieć zaufanie do sprzętu i swojej
          umiejętności kierowania nim i chciałem sprawdzić nieco ile pójdzie maksymalnie
          na tej chroboczącej z powodu złego ustawienia przedniej przerzutce. Zredukowałem
          i po heblu (przednim, bo tylny wciąż niegotowy).

          A więc stoję sobie przy ZOO na czerwonym. Od tyłu dojechało do mnie kilku
          cieniarkowców. Pomyślałem, że zbiorę się ze świateł na tyle szybko na ile będę
          umiał, by Im za bardzo nie utrudniać treningu. Zapaliło się żółte, więc pedał,
          ogień i... cichutkie TYK, po czym poczucie jakby suport był z gumy i oddalał się
          od fotelika. Oczywiście o ruszeniu już mowy już nie ma. Coś jest wyraźnie nie
          tak. Zjechałem rozpędem do prawej krawędzi jezdni, puściłem kolarzy i
          zatrzymałem się sprawdzić co nie gra.

          Diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Urwałem suport z ramy,
          porwałem aluminiowy płaskowownik szeroki na 50mm i gruby na 2. No to powrót
          odbędzie się komunikacją miejską. Dobrze, że wywalczyliśmy możliwość wożenia
          rowerów w komunikacji miejskiej - pierwsze co mi przyszło na myśl :-) A potem
          już cała gama uczuć: załamanie (jutro miałem jechać poziomką do Suwałk),
          wkurzenie na samego siebie (coś spieprzyłem), smutek (znowu coś do poprawki a
          pogoda idealna do jazdy), zażenowanie (objechali mnie spod świateł cieniarkowcy
          ruszający z 42-20).
          Załamany wsiadłem po chwili do tramwaju 21 w stronę Żerania (dobrze mieć ze sobą
          dobowy na takie sytuacje!), budząc w pojeździe niemałe zainteresowanie. Bez
          słowa dojechałem do pętli, a dalej podążyłem piechotą.

          Gdy dotarłem do domu miałem ochotę zdjąć z rowewru osprzęt, a ramę wywalić do
          śmietnika lub przetopić na puszki. Znowu. Po dłuższej chwili jednak, powodowany
          ciekawością, otworzylem szafę z narzędziami, zdemontowałem uszkodzoną przednią
          sekcję ramy (tą regulowaną) i zacząłem wnikliwie przyglądać się uszkodzeniom.
          Co dziwne suport nie urwał się do końca z ramy. Być może jadąc tylko na prawej
          nodze, dałbym jeszcze radę nawet dojechać do domu (bez nosków niemożliwe).
          W chwilę później na duchu podniósł mnie fakt, że tym razem to nie klej zawiódł.
          Tzn nie to by i klej nie pękł, ale problem suportu zaczął się dobre pół roku
          temu, na desce kreślarskiej, jeszcze zanim w ogóle wyciąłem go z ramy Olka.

          Wiadome jest, że sprawny rowerzysta na poziomce potrafi ostro przyśpieszając
          naciskać na korbę nawet masą kilkuset kilogramów. To bardzo duża siła, zdolna
          giąć rury, a nie tylko rwać cienki płaskownik. Tylko że dopóki łańcuch "trzyma"
          korbę, ta siła jest równoważona praktycznie do zera i przekazywana na koła. DLa
          tego z resztą poziomki są takie szybkie (i niebezpieczne dla kolan!).
          Wszystko to prawda pod wszaksze jednym warunkiem. Że na suport oddziałujemy na
          wysokości łańcucha i tylko na niej. Wtedy łańcuch przenosi całą siłę a suport
          można przylepić nawet na plaster. Ale pedały są przecież o kilka cm dalej! I o
          ile przy prawej korbie nie ma to większego znaczenia, bo jest to tylko 1-2cm, o
          tyle przy lewej różnica ponad 10cm powoduje, że suport staje się dźwignią. Ta
          dźwignia właśnie wyrywa suport z ramy z lewej strony siłą tym większą im mocniej
          naciskamy na pedały. Z drugiej strony suport wciskany jest za to w ramę, co już
          bynajmniej aż takim problemem nie jest. Tak czy siak to dziwne, że problem nie
          wyskoczył podczas pier wszych jazd testowych. Może to dlatego, że przypadkiem
          obaj z Bartkiem ruszaliśmy tylko z prawej nogi? Albo z mniejszą siłą? Nieważne!
          Ważne jest to, że wiem co się stało.

          Olśniony zdobytą doświadczalnie wiedzą, zacząłem sie zastanawiać co z tym fantem
          zrobić. Płaskownik trzymający suport na całej szerokości nie wchodzi w grę - z
          racji rury trzymającej przerzutkę byłby bardzo trudny do dopasowania i dość
          słaby. Płaskownik trzymający suport tylko od dołu miałem i się średnio
          sprawdził. Spawanie suportu do ramy nie wchodzi w grę z powodu osłabiania
          aluminium przez rozgrzewanie - wtedy pękłoby coś innego.
          Ponieważ najlepiej myśli mi się w miejscu, gdzie inni zwykli zajmować się
          załatwianiem zupełnie innych potrzeb, siadłem na "tronie" by pokontemplować nad
          tym problemem. I wymyśliłem! Płaskowniki to bardzo dobre rozwiązanie, ale nie
          mogą być od góry czy dołu. One muszą być z boków suportu nakładane tak, by
          suport był w dziurze w płaskowniku. Wtedy dźwignia zmniejszy się zaledwie do
          kilku cm, co już nie będzie problemem. Dodatkowo siła nie będzie działać na
          skręcanie, tylko na wyrywanie, a to o wiele lepiej znosi każdy materiał. Poza
          tym wtedy suport będzie trzymany niejako z dwóch stron (na oba płaskowniki),
          więc siła jeszcze bardziej się rozproszy. Prócz tego jak się zechce można (prócz
          kleju) wtedy zastosować śruby do mocowania suportu, co jeszcze bardziej wzmocni
          konstrukcję. Ot, patent idealny.

          Jutro wyjeżdżam na Suwalszczyznę, więc chwilowo Poziomka pozostanie na
          warsztacie do 18.07. Po prostu nie bedzie czasu wykonać precyzyjnie dwóch
          otworów na suport w płaskowniku grubości 5mm. Nie będzie też czasu na odkręcenie
          suportu (nie ma ściagacza do korb octalink, więc musiałbym jechać do serwisu, co
          w niedziele o tej porze jest awykonalne). Po prostu to musi poczekać.

          Ale jak wrócę, obiecuję, że ten patent z suportem wykonam i ta część przestanie
          się na zawsze psuć... i psuć mi przyjemność z jazdy ;-) A przy okazji... jak
          sobie ostatnio czytałem te moje wypociny od początku budowy, doszedłam do
          wniosku, że słowo "
        • roweroraffi AWARIA NA TRASIE - ciąg dalszy 09.07.06, 16:01
          Ciąg dalszy, bo ucięło:

          A przy okazji... jak sobie ostatnio czytałem te moje wypociny od początku
          budowy, doszedłam do wniosku, że słowo "patent" padało w tym wątku dość często.
          Może to byłaby niezła ksywa dla tego roweru? Napewno byłaby dość trafna, bo
          faktycznie było przy budowie nieco kombinowania i myślenia jak ominąć ciągle
          nowe trudności i ograniczenia ;-)

          I na koniec dane z licznika (tak, zainstalowałęm licznik w poziomce i to tak, ze
          go widzę jak jadę):

          -dystans 6,83km
          -średnia 21,5km/h
          -max 29km/h
          -czas jazdy 19min 2 sek

          Myślę, że jak na pierwszy raz, niepewność co do działania wszystkiego (w
          konsekwencji zwalnianie np przed większymi wybojami) i jazdę z sakwą wyłącznie
          pod wiatr, to wynik całkiem niezły. Aczkolwiek zaróno ja, jak i ten rower,
          możemy napewno dużo, dużo więcej. Pod warunkiem, że nic nie zdefektuje.
      • roweroraffi OBJEŻDŻONA 17.07.06, 21:49
        No i stało się. Dziś po raz pierwszy poziomka pojechała w dłuższą i bardziej
        ambitną trasę. I co więcej przejechała ją od początku do końca o własnych siłach.

        Ale od początku:

        Z rana wziąłem się za montaż suportu do ramy (ustawiłem 2cm dalej niż poprzednio
        więc jeździ się lepiej), po czym zapakowałem niezbędne narzędzia w sakwę i w
        drogę! Pierwszy postój techniczny miałem już 100m od bloku. Trezba dokłądnie
        uregulować przdnią przerezutkę. Nie jest to łatwe, by zgrać szosową korbę,
        przerzutkę z manetkami typowo MTB. Efekt ten osiągnąłem dopiero po kilku
        regulacjach, dobrych kilka km dalej.

        Śmignięcie trasą Jagiellońską do Starzyniaka, a potem Wałem miedzeszyńskim do
        ścieżki to był pikuś. Tam jednak okazało się, że moja poziomka ma dokładnie tą
        samą dolegliwość co poziom Bartka - nie da się tym pokonywać krawężników
        "obniżonych" pod kątem 20-30 stopni. Tzn da się, ale kończy to się efektowną
        glebą, bo przód wjeżdża chętnie, a tył wcale. Tak się też stało. Rezultat to
        bolący prawy bark, pierwsze sznyty na klamce i foteliku i ułamane mocowanie
        tylnego odblasku, które jednak na dokładności spasowania trzyma się na tyle
        dobrze, że spokojnie przejechało resztę trasy na swoim miejscu.

        Na Świętokrzyskim spotkałem się z Sebą, z którym mieliśmy jechać na Nowowiejską.
        Najpierw jednak Seba chciał się przejechać. O ile to można było nazwać jazdą. Po
        15 minutach udało Mu się złapać na tyle równowagi, że był w stanie ruszyć. Po
        kolejnych 5 przejechał most Świętokrzyski w tę i nazad. W sumie jakieś 1,5km
        dystansu w 20 minut. Średniej nie liczę ;-)

        Do Centrum pojechaliśmy nieco naokoło, bowiem przez Książęcą. Tam właśnie nowo
        wykonany suport przeszedł prawdziwy test sprawności. I trzeba przyznać, że
        przeszedł go pozytywnie, bowiem na górkę dostałem się bez kłopotu i to z niezłą
        prędkością 15km/h.

        Na szczycie są jednak światła, które zmusiły mnie do zatrzymania się. No i
        stres, bo nigdy nie ruszałem pod górkę. Normalnie jak na nauce jazdy ;-) Jakoś
        się udało i to za pierwsyzm razem. Teraz z Nowego Światu w lewo w Jerozole.
        Lusterko to jednak przydatna rzecz - chyba sobie sprawię. Zwłaszcza, że póki co,
        oglądanie się za siebie podczas jazdy nie jest moją najmocniejszą stroną. Na
        szczęście dobra eskorta Seby zawsze w cenie i wszystko odbyło się bezstresowo.

        Za skrzyżowaniem przy Smyku spotkaliśmy Czajnika z Agą. Po krótkiej pogawędce
        ruszyliśmy z Sebą dalej. I znów lewoskręt, tym razem w Marszałkowską. Na
        szczęście prawie bez zatrzymywania. Przy okazji - nie wiedziałem, że na poziomie
        też można robić stójkę ;-)

        Na Marszałkowskiej ścieżka. Wielka korba z błyszczącymi zębami dużego blatu na
        samym przedzie roweru na pieszych działa dużo lepiej niż Airzound :-) Z resztą
        nie tylko na pieszych. Taksówkarz, który oczywiście musiał stanąć w poprzeg
        przejazdu rowerowego swoją furą, po tym jak podjechałem na 3cm od lakieru też
        jednak postanowił dać mi miejsce na przejazd i cofnąć na pasy. Dwa skrzyżowania
        dalej skręcając w prawo już pamiętał, że na przejeździe to rowerzysta ma
        pierwszeństwo i nawet nie próbował zajechać drogi. Po prostu 52 zęby nauki ;-)

        Na Nowowiejską dojechaliśmy bez kłopotu. Na końcu tylko tory, krawężnik wysoki
        na 20cm (zawieszenie wybrało, choć mało brakowało, a kierą bym przydzwonił ;-) i
        serwisy. Seba poszedł na zakupy a ja pilnując rowerów musiałem opędzać się od
        gapiów i ciekawskich.

        Z Nowowiejskiej postanowiliśmy przez Niepodległości, Jana Pawła, Babkę (wiem
        wiem Radosława) i Gdański pojechać do Suchej. I pełen luz. Jadę sobie środkiem
        pasa, zawieszenie radośnie buja, a nikt nawet nie próbuje trąbić. Co więcej
        jeden z kierowców zwalnia i radośnie macha pokazując kciuk do góry. Miło, że w
        Wawie zdarzają się już takie cuda. Szkoda tylko, że jedynie rowerzystom na
        pojazdach nietypowych.

        Na JP2 zjechaliśmy na śmieszkę. Te krawężniki na fullu to nawet mocno nie
        przeszkadzają. I jeszcze jeden serwis po drodze zaliczyliśmy rowerowy. Po 15
        minutach picia Coli po wyjściu ze sklepu Babka zauważyła mój rower i wybiegła z
        serwisu z okrzykami zachwytu. To się powoli nudne robi. Ruszamy :-)

        Na Gdańskim korek jak zwykle przyjemny. Na szczęście moja kiera ma tylko 45cm, a
        korba z przodu sugeruje kierowcom, by robić mi wystarczająco dużo miejsca.
        Jechało się przyjemnie, choć nie powiem, że pikawa mi nieco przyśpieszyla w tym
        korku.

        Potem rondo Starzyńskiego i znów test amortyzacji. Mniam, mniam i po torach ;-)
        Na ulicy Starzyńskiego z prawej (jedziemy środkowym pasem) wyprzedził nas TIR.
        Musze przyznać, że to zupełnie inna perspektywa, gdy bierze Cie 20 ton na
        centymetry, a Ty bez obniżania się możesz Mu sprawdzać ciśnienie w oponach. Znów
        poczułem się, jak w chwili gdy po raz pierwsyz rowerem wyjechałęm na tranzyt
        wiele wiele lat temu.

        Obok Suchej jeszcze próbował na mnie wymusić pierwszeństwo Ford. Jednak
        postanowił pojechać pod prąd by korba nie uszkodaiła lakieru w drzwiach i nawet
        nie musiałem zwalniać. Na sam koniec jeszcze 4 progi zwalniające u Suchej pod
        blokami. Mniam i po progach. Boję się pomyśleć, co będzie jak wymienie ten
        odpadowy damper na porządny ;-)

        Miałem więc okazję spróbować się z typowymi przeszkodami: drzwiami, domofonem,
        schodami, dzwonkiem do drzwi. Oczywiście jakoś się udało. U Suchej zaś przydała
        się funkcja bagażnika umożliwiająca postawienie roweru do pionu. W Jej ciasnym
        przedpokoju jego obecność była ledwo zauważalna.

        Później z Sebą postanowiliśmy jeszcze pojechac do mnie. Na początku miało być
        Toruńską i ścieżkami, ale ostatecznie było przez Starzyńskiego i Jagiellońską.
        Zauważyłęm u siebie pewne nawyki z Zadymy - omijanie dziur w nawierzchni. Na
        fullu ma to średni sens, ale pozwala się nie zanudzić podczas jazdy ;-)

        Do domu dojechałem około 20:30. Łączny dystans to 35,5km, średnia prędkość to
        20,2km/h (byłąby wyższa gdyby nie zabawy Seby w naukę, Książęca i moje
        ustawianie przerzutek co 500m na początku wycieczki. Maksymalna prędkość jaką
        udało mi się dziś rozwinąć (bez jakiegoś ciśnienia, a tak po prostu jadąc) to
        40km/h.

        Tak oto poziomka przeszła pozytywnie pierwszy chrzest bojowy na ulicach (a w
        zasadzie bezdrożach) Warszawy. I wyszła z tego lepiej niż ja. Jutro jeszcze
        zrobie jej mały przegląd (zwłąszcza tylnego zawieszenia, bo dostawało ostro w
        kość) i skleję oderwane przy glebie światełko. Tak czy siak jazdę oceniam na % z
        minusem ;-)
      • roweroraffi SERVICE PACK 1 19.07.06, 16:42
        Po pierwszych, bardzo intensywnych testach na ulicach Warszawy (dziurach,
        krawężnikach, górach, dołach), wziąłem się za drobne usprawnienia mojej
        poziomki. Dziś nieco wzmocnię dodatkową poprzeczką tylny wahacz by był
        sztywniejszy. Zmienię też obejmę przy widelcu na mocniejszą. W lewej końcówce
        wahacza znajdzie się też miejsce na tylną lampkę - na razie Masową, a z czasem
        na CATEYE TL-TD120III, który wzorowo sprawdziła się kiedyś w Zadymie, Birii i
        poprzednich moich rowerach.

        Dodatkowo jeżeli starczy czasu, zamontuje dziś tylny błotnik. W perspektywie
        znajdzie się też miejsce na przedni odblask, lampkę przednią i przedni błotnik.
        W nieco dalszym czasie, po wyprodukowaniu przez FSO tulejek, zmienię też w końcu
        damper na SIDa.



        BTW widzę, że nie tylko ja udoskonalam konstrukcję i instakluję service-packi do
        poziomki. Xun dziś ma na statusie GG info o przebudowywaniu miejsca osadzenia
        suportu i układu kierowniczego.
        Ciekaw jestem szczegółów i powodów tych zmian - liczę Xunie, że nam opowiesz :-)

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka