Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    spotkanie na trasie

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.06, 09:55
    Wczoraj miałem tą przyjemność zobaczyć na wymagającej trasie "Mała Pętla
    Bieszczadzka"pewną parkę miłośników dwóch kółek.
    Teraz już wiem co miał na myśli pewien uczestnik tego forum, który przed
    miesiącem założył wątek ..."Jeżdżąca żona to skarb !!! "..Zastanawiam się
    teraz tylko czy to ze względu na niezwykłą urodę nie puszcza tej swojej
    dziewczyny tak samej na trasę,czy też możliwość wiezienia się na kole
    powoduje że jeździ stale z nią.
    Ciekawi mnie jak dojechaliście do mety i czy trasa Wam się podobała.Co
    sądzicie o podjazdach jakie były na pętli.
    Obserwuj wątek
      • lemuriza Re: spotkanie na trasie 18.09.06, 16:54
        Dzień dobry,

        Nie miałam czasu wczesniej napisać, bo wrócilismy wczoraj strudzeni do domu
        około 21.00 , a dziś wiadomo ... praca.
        Przede wszystkim - bardzo miło było się spotkać.
        Zawsze mnie cieszą takie spotkaniaw realu z ludźmi poznanymi w sieci.
        a mam już kilka takich spotkań za sobą, ale bikerskie było pierwsze!
        Kondorze, pozazdrościć kondycji i sylwetki.
        No jesteśmy pełni podziwu dla Ciebie.I tylko żal , ze zdjęć nie zrobilismy,
        jakoś tak... umkneło nam, że mamy aparat w plecaku.
        Co do trasy to utrudziła nas, ale nie tak żebysmy dziś umierali:).
        Co było piękne?
        Same góry.Solina...
        Dawno nie byłam w Bieszczadach... zapomniałam jakie są ładne.
        I teraz żałujemy, że nie wybralismy Bieszczad na miejsce urlopu....
        Co do trasy to najgorszy był chyba ten podjazd przed Czarną.
        Miotałam juz przekleństwa pod nosem, bo co się wydawało, ze koniec, to z za
        zakrętu wyjaniało się nastepne cholerstwo.
        Ale ogólnie jak widać trasa do zrobienia.Podjazdy jeszcze nie najgorsze,
        przynajmniej nie takie pionowe jak na te cholerę Marcinkę:).
        Jechalismy dość wolno. Srednia mało imponująca. Czas przejazdu dość długi,
        chyba jakieś prawie 6 godzin.
        Trasa naprawdę warta wysiłku. Przepiekne widoki, przepiekne góry. Zapach lasu,
        cisza spokój.
        Dojechalismy cali i zdrowi, chociaż mnie się urwał łańcuch, ale mój nieoceniony
        mąż miał przy sobie skuwacz ( czy jak to się nazywa:)).
        No i brakowało nam sklepów po drodze:).
        Tuz przed Ustrzykami prąd mi odcieło i jak w Ustrzykach zobaczyłam sklep... to
        wyszłam z niego z całą reklamówką jedzenia.
        Pozdrawiam.
      • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.06, 22:38
        Podobnie jak Ty ja również znajomości z sieci przeniosłem na te rzeczywiste.Już
        z 15 osób które znane mi były jedynie z forum,poznawałem później gdzieś na
        trasie. Z wieloma jeździłem,a najmilej wspominam zeszłoroczny pobyt we Francji
        i kibicowanie kolarzom na trasie TdF.Oczywiście niezapomniana jazda po
        Alpejskich drogach i karkołomne zjazdy.
        Tak po cichu w tajemnicy przekazuję abyś za głośno nie mówiła ani nie pisała o
        tym co tu widziałaś bo za rok może być tu już tylu chętnych że trudno będzie
        się na drodze wymieścić.Bardzo obrazowo to opisałaś więc wyczuwam że nie jest
        to ostatnia wasza wyprawa w te góry.
        ..."Jechalismy dość wolno. Srednia mało imponująca"...
        Sama wiesz że w tym co przeżywamy na rowerze nie chodzi o wielkiwyczyn.
        Bardziej zależy nam aby nic naszej uwadze nie uszło.Warto więc się przy okazji
        rozglądać wkoło ,a mniej na licznik spoglądać.
        ..."chociaż mnie się urwał łańcuch"...
        Uzupełniacie się doskonale.Ty mężowi kupujesz osprzęt,a on za to zapewnia Tobie
        serwis.Wniosek nasuwa się jeden,a mianowicie warto wozić ze sobą parę narzędzi
        bo nie wiadomo co i kiedy nam się podczas wyprawy zepsuje.
        ..."No i brakowało nam sklepów po drodze"...
        Zapomniałem wspomnieć że to niedziela i możecie mieć problemy z zakupem czegoś
        do jedzenia i picia.Mimo wszystko warto wypchać "paliwem" kieszonki przed
        wyruszeniem na trasę.Kryzys energetyczny może się nieraz źle skończyć.
        ..."umkneło nam, że mamy aparat w plecaku"...
        Miałem w kieszeni aparat i przypomniałem sobie o nim gdy już do Polańczyka
        dojeżdżałem.Gdyby mnie czas nie gonił to pewnie wrócił bym sie za Wami aby
        fotkę zrobić.Nieraz już tak było że całą drogę aparat wiozłem i przez
        zapomnienie fotek nie robiłem(skleroza)
        ..."Ale ogólnie jak widać trasa do zrobienia.Podjazdy jeszcze nie najgorsze,
        przynajmniej nie takie pionowe jak na te cholerę Marcinkę"...
        Jest w moim rejonie ze 4 wymagające podjazdy na asfalcie i gdy już na ten urlop
        się kiedyś wybierzecie w Bieszczady to wskażę gdzie się znajdują abyście się z
        nimi zmierzyli.
        ..."Kondorze, pozazdrościć kondycji i sylwetki"...
        Nieskromnie powiem że to dziesiątki lat jazdy na rowerze i ileś tam
        przejechanych km do tego mogło się przyczynić.

        Gratuluję zaliczenia trasy bo tak naprawdę myślałem że możecie "koła" nie
        dokręcić i gdzieś na trasie polec.
        • Gość: Slav4 Re: spotkanie na trasie IP: *.zicom.pl 19.09.06, 07:30
          Kondorze, piękna szosóweczka TREK'a. Widelec z karbonu ? (nie dopatrzyłem)
          Pewnie kiedyś się na taką szarpnę (choć musielibyśmy kupić od razu dwie...)
          Pytanie: niższe opory powietrza, niższa waga, lżejsze toczenie, inaczej
          zestopniowany napęd. O ile rośnie twoja AVs przy przesiadce z górala na szosę ?
          A teraz o samej pętli: RE-WE-LAC-JA. Gładki asfalcik, ruch praktycznie zerowy,
          a jak już - to szerokie pobocze. Podjazd przed Czarną - miodzio.
          Piękne "otwarte" serpentyny które pozwalają widzieć jak wznosimy się w pionie,
          potem faktycznie robi się ścianka - miałem kłopoty z włożeniem buta do noska
          bez wyhamowania roweru. Od Czarnej do Ustrzyk, a potem do Leska - praktycznie
          cały czas w dół - nachylenie z gatunku moich ulubionych co to go "jeszcze nie
          widać, a już czuć". Tam też podciągnęliśmy trochę średnią pod 20 km/h bo
          wcześniej było cieniutko... Tak z ciekawości - ile Tobie wyszło ? Ponad 30 ?
          Feler - sklepy. Paliwa nie braliśmy dużo przekonani że zawsze coś się znajdzie.
          Otóż nie zawsze - jak Lemurowi prąd odcięło to ledwo się do tych Ustrzyk
          dotoczyliśmy. Trzeba było widzieć jak się rzuciła na pierwszego croissanta "7
          Days" - jakby w życiu nic nie jadła :o))) No ale dołek glikogenowy i zimny pot
          z głodu to ja też znam...
          Sprzęt: dwa wnioski. Częste skuwanie osłabia łańcuch - Lemurowi urwało się
          ogniwko które było już skuwane do czyszczenia. Nie wiem, może ja źle skułem -
          blaszka była taka "rozklepana" i nie do uratowania. Na wiosnę kupujemy
          maszynkę "Barbieri" czy tak jakoś i problem z głowy.
          Nowa Deorka - faktycznie miewała kłopoty. Pomijając odwrotny ciąg którego
          musiałem się uczyć, to czasem nie mogła się zdecydować co wrzucić, zwłaszcza
          przy "2" z przodu. Myślę że manetka "9" i kaseta "9" zaradzą problemowi, który
          sygnalizowano już na innych forach - Deore niby działa na kasecie "8" ale tak
          nie do końca....

          Tyle "na gorąco". Myślę że jak pogoda się utrzyma i nie sypnie śniegiem to do
          listopada można jeszcze się przejechać tu i ówdzie :o)

          Pzdr
          • lemuriza Re: spotkanie na trasie 19.09.06, 19:24
            "Nieskromnie powiem że to dziesiątki lat jazdy na rowerze i ileś tam
            przejechanych km do tego mogło się przyczynić."

            No mam nadzieję Kondorze, że ja nie będę mieć za 15 lat takich nóg:).
            U mężczyzny jak najbardzije ok, u kobiety niekoniecznie....:)

            "Gratuluję zaliczenia trasy bo tak naprawdę myślałem że możecie "koła" nie
            dokręcić i gdzieś na trasie polec."

            Tak marnie wyglądamy?????:)
            Jeszcze mi się nie zdarzylo zejść z jakiejś zaplanowanej trasy:).
            Zdarzało się zejść z roweru np. przed górą - francą, ale z trasy nie.
            Zawsze dojeżdżalismy tam gdzie chcemy:).
            I chociaż nie powiem żebym nie była zmęczona, to bywało czasem gorzej niż po
            Bieszczadach:).

            • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.06, 20:52
              15 lat intensywnego jeżdżenie Tobie życzę,ale o nogi musisz dbać no i o kolana
              bo kiedyś mogą odmówić posłuszeństwa.Jeżeli chodzi o ich kształt to siatkówka
              już Ci je ukształtowała i napewno się nie zmienią.
              ..."Tak marnie wyglądamy?????:)"...
              Muszę powiedzieć że jak Was zobaczyłem to mieliście uśmiechy szerokie na
              twarzy,ale nie przypuszczałem że tak dzielnie będziecie pedałować do końca. To
              jednak przeszło 100km i po górach. Do tego wiatr na odcinku Polańczyk Czarna
              mieliście w twarz.
              Ciekawi mnie ile takich tras powyżej 100km mieliście wcześniej przejechanych.
              Dróg asfaltowych ze stromymi podjazdami nie jest za wiele,ale tych brukowanych,
              kamienistych jest dość dużo.Śmiało mogę powiedzieć że wielu cyklistów miała by
              sporo trudności wjechać na nie bez zatrzymania.
              • lemuriza Re: spotkanie na trasie 20.09.06, 07:14
                Kilka razy przejechalismy trasy powyżej 100 km. ( ale nieduzo), a jesli chodzi
                o górzyste tereny to tak naprawdę chyba ... nigdy. Po górkach nasze trasy
                oscylowały wokół 80, 90 km.
                • lemuriza Re: spotkanie na trasie 20.09.06, 07:18
                  aha i jesli o mnie chodzi, to ja jestem bardzo ambitna i raczej nie schodzę z
                  roweru na podjazdach ( oprócz chyba dwóch przypadków, kiedy juz nie dałam rady,
                  górka -franca i jeszcze taka jedna za naszą Lubinka, gdzie kompletnie na nią
                  nie bylismy przygotowani i nawet nie zdązylismy zmienić przerzutek jak zrobił
                  sie prawie pion).
                  Jakoś tak zawsze sobie myslę.. wstyd prowadzić rower pod górę.
                  No nie wykluczam jednak, ze trafię na takie podjazdy w moim życiu, że niestety
                  nie dam rady.
                  Jak dotąd się udawało, muszę sie pochwalić, chociaż niektóre były naprawde
                  długie i trudne.
                  • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.06, 22:29
                    ..."Jakoś tak zawsze sobie myślę.. wstyd prowadzić rower pod górę"...
                    Wiem o czym piszesz,ale tak naprawdę to większy wstyd siedzieć w domu i w ogóle
                    na rowerze nie jeździć.
                    Jeżeli chodzi o podjazdy o większych nachyleniach to te brukowane stwarzają
                    więcej kłopotów.Na asfalcie można sobie poradzić bez problemu z 18%.Gdy nam
                    jednak przyjdzie wspinać się na te 18% na niestabilnym podłożu to nawet
                    największa ambicja może być za mało aby wjechać bez schodzenia.

                    ..."nie zdązylismy zmienić przerzutek jak zrobił sie prawie pion"...
                    Gdy się to w porę nie zrobi to można linkę urwać lub przymusowo stanąć.
                    To tak samo jak do bloku za późno się wyskoczy.Strata piłki lub połamane
                    paznokcie haha
          • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.06, 20:33
            Jeżeli chodzi o tego Treka to całość z karbonu.Gdy kiedyś przesiądziecie się na
            szosówki to zapraszam na wspólną jazdę.Traskę wyznaczę jakąś ciekawą na ok
            150km.Nie da się ukryć że jazda na cieniutkich oponkach na gładkiej szosie i w
            znikomym ruchuto komfort nie do opisania.Teraz już wiesz co miałem na myśli gdy
            nieraz pisałem że przy tak małym ruchu na drodze w moich stronach to "niebo w
            gębie".Mała pętla ciekawa ale "duża" ze względu na otwarte przestrzenie jeszcze
            bardziej widowiskowa.Gdy się trafi na pogodny dzień to można się w tych
            widokach zakochać.Pętlę jaką zrobiliście ma w sobie wiele ciekawych elementów
            bo jest sporo podjazdów,a też na końcowym odcinku jak zauważyłeś trochę
            płaskiego. Gdy się ma wiatr w plecy z Ustrzyk D do Leska to można zapylać na
            najtwardszym przełożeniu przez wiele km.
            Co do średnich to sam wiesz że wiatr ma największy wpływ na to z jaką
            prędkością się jedzie,a prócz tego wiele innych czynników.Mój zakres na tej
            trasie jest w granicach 31-28km/h Na tej ostatniej miałem 30km/h
            ..."Paliwa nie braliśmy dużo przekonani że zawsze coś się znajdzie"...
            Nigdy bez kasy nie wyjeżdżam na trasę oraz staram się w kieszeń wepchać coś na
            ząb.Ale zdarzało mi się już parę razy wydać pieniądze zanim do domu wróciłem i
            kryzys łapałem. Wtedy gdzieś w sadach zbierałem jabłka lub po prośbie pukałem
            do pierwszej lepszej zagrody. Nie zdarzyło mi się jeszcze aby mi ktoś odmówił
            paru kromek chleba.
            ..."zimny pot z głodu to ja też znam"...
            Teraz już wiem że znasz się na rzeczy.Ktoś kto tego nie przeżył nie wie tak
            naprawdę o czym piszesz.Dodam do tego że nogi robią się jak z waty,a ten pot to
            ciurkiem się leje.
            ..."Częste skuwanie osłabia łańcuch "...
            Nie da się ukryć że tak jest.Należy jednak pamiętać że jest tylko jeden
            sworzeń,który należy wybijać i trzeba go odszukać.
            ..." Myślę że manetka "9" i kaseta "9" zaradzą problemowi"..
            Tu nie o ilość koronek się rozchodzi ale o ilość zębów na nich. Nie każdy
            będzie jeździł na 11-23.Ja mam 9-tkę w zakresie 12-25.....25-tki u siebie
            prawie nie używam,ale w Alpach była niezbędna




                • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.06, 22:29
                  Fotki kapitalne ale szkoda że nie udało nam się zrobić wspólnych.
                  "ms" jest to znajomy z forum i jutro wpada w Bieszczady na kilka dni.Jedzie z
                  sakwami i namiotem z Burzyna(myślę że coś Ci to mówi).Będzie przemieszczał się
                  i jest om mu niezbędny.Przed kilku laty podróżował w ten sposób po Francji i
                  Włoszech.Przeżył niesamowitą przygodę i opisał ją dokładnie.
                  ..."Pojechałabym raz jeszcze"...
                  Nic nie stoi na przeszkodzie aby jeszcze w tym roku zaliczyć Dużą Pętlę.Trafić
                  tylko na pogodny dzień.
                  • lemuriza Re: spotkanie na trasie 23.09.06, 09:34
                    Kondorze, nie przeceniaj moich mozliwości.
                    Mała to jeszcze do zrobienia, ale Duża to jeszcze chyba zbyt wielkie wyzwanie.
                    No a poza tym szybko juz robi się ciemno i na pewno przed zmrokiem bym nie
                    zdązyła:).
                    Ja nie jeżdże tak szybko jak Ty.
                    Nie szkodzi... Bieszczady niech czekają na przyszły rok, a do pierwszysch
                    śniegów zaliczymy jeszcze pare fajnych trasek.
                    Dzis albo jutro pojedziemy do Lasu Tuchowskiego.
                    Pojedziemy w tym roku raz jeszcze na Jamną, to była pierwsza taka moja powazna
                    wypraa na większa góre nie po asfalcie, pierwsze duże wrażenia itd.
                    Zresztą tak lubię tę Jamną... Ma swój urok, klimat i w ogóle:).
                    No ale to może w przyszły weekend bo to jest konkretna wyprawa, a nie wiem cz
                    dzisiaj sił by mi wystarczyło, bo wczoraj po 3 miesiącach wakacyjnej ( moi
                    koledzy z boiska to nauczyciele) przerwy byłam na siatkówce.
                    No i trochę się wyczerpałam:), ale nie na tyle żeby gdzies nie pojechać:).
                      • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.06, 20:33
                        ..."Duża to jeszcze chyba zbyt wielkie wyzwanie"...
                        Widzę fajne rozwiązanie,a mianowicie Ty kręcisz i pokonujesz pętlę natomiast
                        mąż zapewnia Ci asekurację na trasie z samochodu.W każdej chwili możecie się
                        zamienić.

                        ..."Zresztą tak lubię tę Jamną... Ma swój urok, klimat i w ogóle:)"...
                        Każdy ma jakąś swoją ulubioną trasę.Ja z kolei uwielbiam za jednym
                        pociągnięciem dojechać do Ustrzyk G i powrócić jak najszybciej do domu.

                        ..."byłam na siatkówce.No i trochę się wyczerpałam"...
                        Bardzo ważne aby te dni jesienno zimowe,które nadejdą nie zmarnować.Pochwalam
                        więc tych ludzi,którzy wolny czas poświęcają na uprawianiu sportu.Sporty halowe
                        to kapitalna odskocznia od roweru gdy śnieg przysypie drogi.

                        ..."Udało nam się dziś wykręcić 70 km. do Czarnej czyli miejscowości naszego
                        mistrza Mirka Bieniasza"...
                        Ciekawi mnie jaką wartość w liczbach ma Twoja cykloza?Kurcze Iza czy Ty nie
                        możesz posiedzieć trochę w domu i poszydełkować.haha
                        Czy chodzi o tego Bieniasza z Transcarpatii?

                        ..."A jak Wasza wyprawa z ms?"...
                        Malutki poślizg.Jutro wyprawa się rozpoczyna.Pogoda ma być ładna to na pewno
                        objedzie to co zaplanował.Jutro kliknę parę zdań co i jak.


                        • lemuriza Re: spotkanie na trasie 23.09.06, 22:01
                          Małe sprostowanie: siatkówka jest ponad wszystko, siatkówka nie jest zamiast
                          ani nie jest uzupełnieniem. Gdybym mogła to grałam częściej niż raz w tygodniu,
                          ale zdrowie nie pozwala. Za to od przyszłego tygodnia zaczynam basen.
                          No nie mogę usiedzieć w domu ( jutro też jedziemy:)), szydełkować nie
                          potrafię:).
                          Mirek Bieniasz... no pewnie, że to ten!!!
                          Mirek Bieniasz ma w Tarnowie sklep wraz Piotrem Przydziałem ( to nazwisko
                          pewnie też Ci coś mówi, prawda?). Sklep jest oczywiście rowerowy, to i często
                          tam bywamy.
                          Pracuje tam też zona Pana Mirka, bardzo sympatczyna. A jak się zna na
                          rowerach!!!!
                          Co do testu na cyklozę to nie mam zbyt wielu punktów, a to dlatego, że po
                          pierwsze słabo się znam na tych wszystkich cześciach rowerowych, a poza tym nie
                          wożę przy sobie dętek, łatek, skuwaczy ( bo to wozi mój mąż:)). No i
                          automatycznie punktów jest mniej.
                          Co by nie powiedzieć jednak to ... nie potrafię już żyć bez rowerka. Nie bardzo
                          też wyobrażam sobie jakikolwiek wyjazd urlopowy bez rowerka.
                          A dlaczego?
                          Po pierwsze: tyle miejsc można obejrzeć,
                          Po drugie: lubię wysiłek fizyczny,
                          Po trzecie: świat z perspektywy siodełka jest o wiele piękniejszy.
                          Pozdrawiam
                          • lemuriza Re: spotkanie na trasie 23.09.06, 22:05
                            P.S. Kiedyś jedna moja koleżanka też powiedziała:
                            Iza, posiedź trochę w domu, nie gnaj , odpocznij.

                            Ja lubię swój dom i znowu tak często go nie opuszczam, ale najlepiej odpoczywam
                            właśnie na siatkówce, na rowerze, na basenie.
                            W drugiej kolejności jest czytanie, na szydełkowanie nie ma miejsca, a w sumie
                            szkoda, można byłoby wydziergać jakieś zimowe rękawiczki na rower, albo
                            pokrowce na buty:).
                              • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.06, 18:55
                                ..."siatkówka jest ponad wszystko"...
                                Ja przez wiele lat tak o nartach mówiłem.Teraz są one na drugim miejscu po
                                rowerze.Coś mi się wydaje że Ty więcej czasu na rowerze spędzasz niż na
                                parkiecie,dlatego też sądziłem że stawiasz rower ponad siatkę.
                                ..."to nazwisko pewnie też Ci coś mówi, prawda"...
                                No jasne że tak obaj są ściśle związani z rowerem,a przy tym wyniki osiągają
                                (li) że można pozazdrościć.Przy okazji umieli swoją pasję zaprzęgnąć
                                do "robienia" kasy
                                ..."a poza tym nie wożę przy sobie"...
                                Piszesz że nie wozisz ze sobą pewnych niezbędnych rzeczy które mogą się na
                                trasie przydać.Co się stanie gdy będziesz jechała sama i złapiesz kapcia lub
                                urwie Ci się linka od przerzutki?.
                                ..."A jeździcie czasem razem?"...
                                Czasami się to zdarza ale ona nie lubi się zbytnio przemęczać i dłuższa trasa
                                jak 15km jest ponad jej siły.Tak prawdę mówiąc to boi się ruchu na drodze i
                                stąd jej niechęć do jazdy na rowerze.
                                • Gość: kondor Re: spotkanie na trasie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.06, 19:50
                                  ..."A jak Wasza wyprawa z ms?"...
                                  Co ma wisieć nie utonie.Przekręciliśmy dzisiaj wspólnie ok 60km.W Komańczy
                                  rozstaliśmy się.On pojechał w stronę Cisnej,a ja musiałem frunąć do domku bo
                                  zmierzch zapadał.
                                  Jutro on już będzie wspinał się na Tarnicę.A we wtorek umówieni jesteśmy
                                  na "Sianki"Zerknij na mapkę zobaczysz gdzie będziemy "docierać" nasze lśniące
                                  dwukołowce.
                                  Tak w nawiasie powiem że ms znał Was z trasy .Wspominał mi że widział Was parę
                                  razy gdzieś na drodze.Kojarzył zdjęcie z osobami. No jaki ten świat malutki No
                                  nie?
                        • Gość: Slav4 Mirek Bieniasz IP: *.zicom.pl 24.09.06, 10:28
                          Pewnie że ten - dwukrotny zwycięzca Transcarpatii(SZA-CU-NEK), drugi zawodnik
                          ligi Bikemaraton '06 i tysiąc innych sukcesów. Wrzuć zresztą nazwisko w
                          wyszukiwarkę i zobacz ile odnośników wyskoczy.
                          Pierwszy raz jak go zobaczyłem był "po cywilu" i nie wiedziałem kto to. Potem
                          kręcił się po sklepie w spodenkach rowerowych to pomyślałem że chyba jednak
                          trochę jeździ bo miał łydkę jak ja nogę w udzie. Ładne "trochę" - kolega
                          dopiero wyprowadził mnie z błędu co to za gość...
                          A Piotrek Przydział (drugi właściciel - olimpijczyk z Sydney, zwycięzca TdP)
                          chyba już skończył karierę po aferze dopingowej. Siedzi po cywilu za ladą -
                          wczoraj u niego łańcuch kupowałem dla Lemura. Kupowałeś coś kiedyś u
                          olimpijczyka ? Dziwne uczucie....

                          PS. A nowy łańcuch "się przyjął" na kasecie która ma na poprzednim nakręcone
                          około 3500 :o) Smarowanie regularne, mycie dużo rzadziej. Jednak styl jazdy i
                          waga kolarza ma kolosalne znaczenie dla stanu napędu (Ameryki nie odkryłem)
                          Co nie zmienia faktu że byłem przekonany że będzie skakał...
                          • Gość: kondor Re: Mirek Bieniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.06, 19:09
                            Wielu sportowców w trakcie i po zakończeniu kariery zakłada biznes związany z
                            dyscypliną którą uprawiali. Znają się na tym najlepiej i potrafią swój towar
                            sprzedać.Nie ździwię się też nigdy jak kiedyś będę chciał kopić piłkę do siatki
                            a tam za ladą będzie np Małgorzata Glinka.
                            Te tytuły i sławę jaką zdobyli przyczynia się na pewno do zwiększonych obrotów
                            w sklepie.Gdy jest obsługa perfekcyjna i klienta traktują poważnie to nie będą
                            narzekać na ich brak.
                            ..." A nowy łańcuch "się przyjął" na kasecie która ma na poprzednim nakręcone
                            około 3500 "...
                            Gdyby to łańcuch miał 3500 a kaseta nowa to na pewno były by zgrzyty
                            • lemuriza Re: Mirek Bieniasz 24.09.06, 21:03
                              a co z tą żoną kondorze?:)
                              I jak dzisiejsza wyprawa.
                              My zrobilismy tylko 55 km, ale za to po turdniejszym i bradoz ładnym terenie -
                              las Tuchowski, las na Słonej Górze.No i ta pogoda!!!!!!!
                              bajka po prostu.
                              Niestety jutro znowu będzie trzeba się "zamienić" w.... i iść do pracy.
                              Czasem sobie myślę, że prawdziwe moje "ja", prawdziwe życie to to w domu, na
                              rowerze, na siatkówce....
                              A to w pracy, to takie udawanie kogoś innego...
                              Chcialabym uczyć wf-u, albo pracować w księgarni.
                              No ewentualnie mógłby to być sklep rowerowy:). Musiałabym jednak nieco się
                              poduczyć:).Myslę, ze mistrz Bieniasz przyjąłby mnie na naukę:)
                              • Gość: kondor Re: Mirek Bieniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.06, 18:28
                                ..."a co z tą żoną kondorze?:)I jak dzisiejsza wyprawa"...
                                Piszemy na kilku frontach i co nieco może nam umknąć,ale odpowiedź już wczoraj
                                padła.
                                ..."Chcialabym uczyć wf-u albo pracować w księgarni "...
                                Też kiedyś takie marzenia miałem. Życie jednak pisze inne scenariusze.
                                Najważniejsze nie załamywać się gdy podjazd wydaje nam się nie do zdobycia jak
                                i starać się polubić pracę jaką wykonujemy.
                                ..."Myslę, ze mistrz Bieniasz przyjąłby mnie na naukę"...
                                Skoro już kogoś takiego znasz to zapytaj go ,może potrzebuje nowego pracownika.
                                Tobie cykloza podskoczy o parę oczek,a ja będę miał chody w tym sklepie
                                • lemuriza Re: Mirek Bieniasz 25.09.06, 19:26
                                  Oj przepraszam, nie zauważyłam tej odpowiedzi:).
                                  Mówisz, ze ms nas zna? To dlaczego się nie ujawni no...? wstydzi się?
                                  Wiesz Kondorze pewnie, ze teraz spędzam wicje czasu na rowerze.
                                  Siatkówka jest zbyt wyczerpująca, a ja juz nie mam zdrowia ( pisałam o tym
                                  kiedyś, kolano uskzodzone, kręgosłup tez przeszedł swoje). Więc nie dlatego
                                  spedzam wiecej czasu na rowerze, że go bardziej kocham, tylko tak już musi
                                  być:).
                                  Mistrz Bieniasz ma całe mnóstwo pracowników, więc nie miałabym szans, chyba, zę
                                  charakterze ciekawostki "przyrodniczej", bo nie sądzę żeby ktoś chciał mi
                                  powierzyć swój rower:).
                                  Masz rację, powinnam wozić te wszystkie rzeczy....
                                  na razie wożę zawsze komórkę, gdyby cos się stało będę wzywac pomoc:).
                                  • Gość: kondor Re: Mirek Bieniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.06, 22:37
                                    ms-jest człowiekiem szalenie zapracowanym.Gwiazdy i lustrowanie nieba wymaga
                                    poświęcenia.Podam mu jutro link do tego forum.Może coś tu kiedyś skrabnie.
                                    Jesteśmy umówieni na jutro w Czarnej.Polecimy wspólnie do granicy.Muczne to
                                    jedno z tych miejsc dzikich,które uwielbiam.
                                    Pamiętam że nabawiłaś się kiedyś kontuzji ,która przeszkadza Ci trochę w
                                    forsownych treningach.Rower to taki uniwersalny przyrząd i lekarze zalecają tym
                                    którzy skarżą się naból kręgosłupa.
                                    ..."Mistrz Bieniasz ma całe mnóstwo pracowników"...
                                    Izo ja nie myślę żebyś tam pracowała jako mechanik lecz żebyś na swoim rowerze
                                    umieściła jego reklamę i dzięki temu będziesz ściągała mu sporo klientów.
                                    • Gość: ms Re: Mirek Bieniasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.06, 11:17
                                      Dzięki kondorze za link.
                                      Póki ciepło staram się nie wrzucać na maksa w wir pracy i jeszcze trochę
                                      pojeździć. Za 1-2 miesiace przyjdą zimne dni a wtedy siedząc całymi dniami i
                                      nockami przy kompie odrobię z grubą nawiązką ten rowerowy okres.

                                      Wyprawa w Bieszczady w zeszłym tygodniu była dosłownie z gatunku tych
                                      wymarzonych. Piękne słońce, ciepło, trochę zimnawe noce w namiocie (ale to nic),
                                      przepiękne widoki, wymagające podjazdy na Bieszczadzkie przęłęcze (te w
                                      Beskidzie Niskim po których jeżdżę jednak są wyraźnie lżejsze).
                                      Z kondorem spotkaliśmy się w niedzielę 24 września w miejscowości Łysa Góra za
                                      Nowym Żmigrodem. Razem jechaliśmy przez Duklę, Tylawę, Daliową, do Komańczy.
                                      Od Tylawy ruch był już znikomy, więc praktycznie cały czas jechaliśmy obok
                                      siebie rozmawiając. Od Komańczy sam już jechałem, nocowałem w Roztokach Górnych
                                      pod gwiazdami. W poniedziałek zajechałem do Wołosatego i wszedłem na Tarnicę.
                                      Wieczorem rozbiłem namiot na kempingu w Ustrzykach Górnych. We wtorek skoczyłem
                                      przez przełęcz Wyżnią do Brzegów Górnych. Kondor poinformował mnie że zrobiono
                                      tam ładny asfalt i chciałem to zobaczyć. Zaliczyłem ten kawałek i spotkałem się
                                      z kondorem na krzyżówce w Smolniku. Stamtąd pojechaliśmy na południe, w
                                      Stuposianach skręciliśmy na Muczne, dalej droga wiodła przez Tarnawę Niżną,
                                      następnie wzdłuż garnicy doliną Sanu w kierunku na Sianki aż do końca drogi
                                      asfaltowej i trochę szutrami. Wspaniały odcinek, koniecznie trzeba tam pojechać
                                      na rowerze! Gdzieś na 1-2km przed parkingiem samochodowym zapadła decyzja o
                                      odwrocie (ja miałem szosowe koła a kondora gonił czas). Do Sianek jednak jeszcze
                                      sporo drogi nam zostało.
                                      W Stuposianach kondor swoim tempem odfrunął na Sanok, ja na pokręciłem na
                                      kemping. Po obiedzie do zmroku pojeździłem trochę po interesujących mnie
                                      zakamarkach za Wołosatem. Znak zakazu ruchu wszelkich pojazdów złamałem, o czym
                                      "miło" poinformowała mnie straż graniczna:)
                                      Dnia 4tego, we środę nastąpił odwrót, start z kempingu w U. Górnych o 9:44 w
                                      domu byłem na 19tą. Piękne słońce po drodze, jeszcze piękniejsze widoki, mały
                                      ruch, aż szkoda wyjeżdzać.
                                      Do następnego razu!
                • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.06, 23:20
                  ..."już żałuję, że mam do Was tak daleko "...
                  Dla chcącego nie ma nic trudnego.Wsiadasz w pociąg lub w samochód i już jesteś
                  w górach.Okolice Jeleniej Góry pełne gór.Ale jak ktoś nigdy po wielgachnych
                  górach nie kręcił to może być kłopot.
                  ..."tylko w nazwie się ostała jedna zielona "...
                  Jedna wystarczy aby móc na niej trenować tak nogi jak i płuca.
                  • Gość: impulsywna_kobieta Re: pięknie.... IP: *.ztpnet.pl 30.09.06, 23:57
                    obawiam się, że mogłoby być ciężko...
                    kupiłam nowy rower jakiś czas temu i ograniczam się jedynie do ścieżek
                    rowerowych miejskich i leśnych, z górami niestety nie miałam nic wspólnego...
                    w czasie wakacji starałam się przejeżdżać do 30 km dziennie, w tej chwili z
                    uwagi na obowiązki zawodowe nie mam warunków do jazdy w ogóle ;(
                    • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.06, 20:28
                      Każdy wybiera trasy jakie lubi i na co go stać.W zawodowym peletonie są tacy co
                      po nizinkach zasuwają ,a pod góry na końcu peletonu się ciągną.Natomiast góral
                      rzadko kiedy będzie dobrym sprinterem.
                      Jednak w każdym rejonie znajdzie się grupka ludzi która zechce kręcić wspólnie.
                      Jak się rozejrzysz to na pewno u siebie takich znajdziesz co kręcą tak jak Ty i
                      na takich dystansach.

                      ..."w tej chwili z uwagi na obowiązki zawodowe nie mam warunków do jazdy w
                      ogóle"...
                      Mam nadzieję że to nie jest żadna wymówka.Cykloza Twoja musi być na dość niskim
                      poziomie jak sądzę.
                      • Gość: impulsywna_kobieta Re: pięknie.... IP: *.ztpnet.pl 02.10.06, 01:31
                        nie jest wymówką fakt, iż nie mam czasu na jazdę, niezwykle absorbujący zawód
                        wybrałam;( żałuję bardzo, bo lubię tę formę spędzania wolnego czasu, a czy
                        cykloza moja na niskim poziomie...hmmm zapewne tak ją określisz skoro większość
                        czasu poświęcam na inne zajęcia. Może kiedyś się to zmieni, czego sobie życzę ;)
                        Pozdrawiam
                                  • lemuriza Re: pięknie.... 04.10.06, 22:09
                                    hmmm... ciekawa jestem jaka jest ta norma? ( odnośnie wypowiedzi koleżanki).
                                    Bo te normy to się tak zmieniają...
                                    teraz Scarlett Johansson bryluje na listach najpiekniejszych kobiet ( choć nie
                                    bardzo szczupła), no ale piękna...
                                            • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.06, 22:03
                                              Obrażać się nie wolno. Zastanawiam się czym to mogłem Cię obrazić i jakoś nie
                                              mogę na to wpaść.Nie zawsze zostajemy odpowiednio zrozumiani,ale tak to jest
                                              gdy się pisze krótkimi zdaniami.Co innego myślimy pisząc,a co innego może
                                              odebrać adresat.
                                              Najlepiej to jednak o rowerkach pisać no i nie zjeżdżać na bruki bo tam gorzej
                                              się jeździ.
                                                • lemuriza Re: pięknie.... 07.10.06, 09:20
                                                  I nie będzie żadnego spotkania na trasie.. ani ja nikogo nie spotkam ani nikt
                                                  mnie... przez jakiś czas.
                                                  Och, jak jest mi smutno, jak źle!!!!!!! W dodatku takie piekne słońce świeci i
                                                  większość z Was szykuje się do wycieczek...
                                                  A ja nie wiem czy nawet autme dam rade jechać, zaraz idę sprawdzić....
                                                  a jeszcze wczoraj mówiłam do Przyjaciółki, ze fatalnie byłoby tak złamac rękę
                                                  np. zero roweru, zero siatkówki,zero basenu...
                                                  No i mam...
                                                  "Poszło" moje kolano na siatkówce wczoraj.
                                                  Wyłam z bólu i rozpaczy. Tak bolało, że szok, ale najgorszy był strach..
                                                  pomyślałam: zostanę kaleką, nigdy nie zagram już, nie wsiądę na rower.
                                                  Moje kolano zostało zepsute 10 lat temu i co jakiś czas niestety się w taki
                                                  perfidny sposób odzywa. No dziś jest zdecydowanie lepiej. Mogę już samodzielnie
                                                  kustykać. Hurraaaa!!!! Bo wczoraj zostałam przyniesiona do domu.
                                                  Kondorze... Twoje obawy o moją wyprawę były płonne. Moja Przyjaciółka w tym
                                                  roku mało jeździła.
                                                  I to widać.
                                                  Zostawała daleko z tyłu, zwłaszcza na podjazadach ( chociaz wszytskie
                                                  podjechała). Na zjeździe kamienistym była szybsza, ale ma amora i rower górki.
                                                  Zresztą ja przyznaje się bez bicia, zjeżdżać po kamieniahc nie bardzo potrafię.
                                                  Generalnie , zrobiłysmy traskę 56 km.
                                                  Była bardzo zmęczona. Mnie było mało:).
                                                  Aż wyć mi sie chce jak sobie pomyślę, ze ani dzisiaj ani jutro nigdzie nie
                                                  pojadę...
                                                  Mam taką cichą nadzieję, że może chcoiaż za tydzień uda mi się popedałować...
                                                  A jak nie.. to może chociaż na basen...
                                                    • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.06, 18:35
                                                      ..."Poszło" moje kolano na siatkówce wczoraj"...
                                                      Musimy się z tym pogodzić że nasze latka lecą i nigdy nie będziemy
                                                      mieli takiej mocy jak przed 10-ciu laty.Chęci mamy ogromne ale organizm
                                                      już jest mniej odporny na wysiłek jaki mu fundujemy.To obciążenie jakie
                                                      mogliśmy znieść mając 20-ścia lat,jest nie możliwe do zniesienia mając
                                                      10-20 czy 30 lat więcej.Nasz umysł nie chce się poddać,ale nogi,stawy,
                                                      mięśnie i serce nie jest w stanie wytrzymać nadmiernego wysiłku. Tak się
                                                      dzieje że któregoś dnia wysiądą i trzeba się z tym pogodzić. Nieraz widzimy
                                                      niepełnosprawnych sportowców,którzy bez rąk czy nóg,na wózkach inwalidzkich
                                                      wspinają się na góry,startują w triathlonie,pływają maratony,grają w siatkę,
                                                      kosza,biegają. Nie ma chyba takiej dyscypliny gdzie by inwalidzi nie startowali.
                                                      Nikomu się kalectwa nie życzy ale po tych niepełnosprawnych widać jaką wielką
                                                      moc przyciągania ma sport. Jaką ogromną siłą dysponuje że człowiek nie może z
                                                      niego zrezygnować.
                                                      ..."Wyłam z bólu i rozpaczy"...
                                                      Człowiek ta taka silna "bestia" że się nie podda.Najważniejsze nie załamywać
                                                      się gdy nam się coś przydarzy.Przetrzymać ciężkie chwile i wierzyć w to że,
                                                      jutro będzie lepszy dzień.
                                                      ..."Moja Przyjaciółka w tym roku mało jeździła"...
                                                      Dawaj przyjaciółkę na forum.Podszkolimy ją trochę i będzie dorównywać Ci kroku
                                                      za rok.To że zostawiłaś za sobą przyjaciółkę to się nie dziwię. Ktoś kto tyle w
                                                      tym roku po górach śmigał to na zakończenie sezonu musi być wyjątkowo dobry.
                                                      56km to koleżanka mogła mieć dość,zważywszy że nie jeździła dużo.
                                                    • lemuriza Re: pięknie.... 07.10.06, 18:49
                                                      Ja to kolano uszkodziłam 10 lat temu, na meczu.
                                                      Był gips, rehabilitacja, miesiące ćwiczeń i jeżdzenia na starym Wigry 5 dla
                                                      rehabilitacji:), ale ono właściwie nigdy już nie wróciło do pełnej sprawności i
                                                      kwalifikuje się do zabiegu.
                                                      Ale ponieważ takie zabiegi często się nie udają, to boję się i co piątek
                                                      ryzykuje.
                                                      Miłość do siatkówki jest większa niż ból.
                                                      Ale kuśtykam sobie już i nawet autem do Mielca dojechałam i z powrotem. I aż
                                                      mnie trafiało jak po drodze widziałam bikerów:).
                                                      Co do koleżanki, była mocna w ub. roku, dwa lata temu, ma za sobą kilka
                                                      dłużsyzch trudniejszych wypraw po górkach, ale w tym. roku urodziła dziecko,
                                                      więc nie miała okazji na dłuższe wyprawy.
                                                      Liczyłam na to, że dociągnę w tym roku do 4000 km, ale nie wiem czy w takim
                                                      układzie mi się uda.
                                                      Buuuuuuuuuuuuuu.......
                                                      A mąż mi napisał, że smiga po Bieszczadach , co prawda na jakimś starym Treku,
                                                      ale zawsze:).
                                                      I napisał: szkoda, ze sam...
                                                    • lemuriza Re: pięknie.... 07.10.06, 18:53
                                                      "Nie wiem czy to ja mam takiego pecha czy to wszędzie jeżdżą
                                                      takie zachmurzone i dumne niewiasty"


                                                      Jak niewiasta np. wspina się na górę to jest skoncentrowana i nie mysli o
                                                      uśmiechach:)
                                                    • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.06, 19:07
                                                      Widzisz jak to jest gdy się w porę kontuzji nie zaleczy.Trzeba to było zrobić
                                                      na koszt klubu i w tej chwili by Ci nic nie dolegało.Wydaje mi się że nie wolno
                                                      tego zaniedbać bo może tak być że za parę lat na rower będziesz się tylko
                                                      patrzyła. Kolano dla cyklisty to tak samo ważne jak 92x62x92 dla modelki
                                                      ..."A mąż mi napisał, że śmiga po Bieszczadach , co prawda na jakimś starym
                                                      Treku, ale zawsze:).I napisał: szkoda, ze sam"...
                                                      a jesteś pewna że sam? W piątek widziałem kilka samotnych cyklistek jeżdżących
                                                      w tamtym terenie
                                                      ..."Jak niewiasta np. wspina się na górę to jest skoncentrowana i nie mysli o
                                                      uśmiechach"...
                                                      Bezpieczeństwo ważniejsze niż mijani cykliści więc tak trzymajcie.
                                                    • lemuriza Re: pięknie.... 07.10.06, 20:57
                                                      wiesz kondorze... wydaje mi się, że mam poczucie humoru, ale na pewne tamty nie
                                                      żartuję.
                                                      Małżeństwo... to dla mnie proiorytetowa sprawa. Nie znoszę jak ludzie źle mówią
                                                      o swoich małzonkach, jak się z nich wysmiewają.
                                                      Wiem.. to nie dyskusja na to forum.
                                                      Wiem... nic złego pewnie nie miałes na myśli, bo naprawdę wyglądasz na fajnego
                                                      człowieka, ale właśnie jestem sama w domu... ( a nie lubię być sama), w trochę
                                                      nienajlepszym nastroju z powodu przymusowej przyszłej przerwy we wszelakich
                                                      sportach... i jakoś tak w tych okolicznościach wyjątkowo takie żarty do mnie
                                                      nie trafiają.
                                                      Mam nadzieję, że Cie nie uraziłam:).
                                                      Pozdrawiam
                                                    • Gość: kondor Re: pięknie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.06, 22:51
                                                      Łatwiej mi jednak po drogach jeździć niż po sieci buszować.Na drodze jak zrobię
                                                      błąd to tylko moje kości będą na tym cierpiały.Gdy się palnie gafę podczas
                                                      pisania można kogoś tym urazić.Muszę się pilnować,a najlepiej jak będę robił to
                                                      co mi lepiej wychodzi.
                                                      Życzę Ci aby ta samotność szybko się skończyła i w najbliższy ciepły dzień
                                                      wspólnie gdzieś z mężem pojechała.Myślę że dokręcisz jeszcze do tych 4000 mimo
                                                      odnowionej kontuzji.
                                                    • lemuriza Re: pięknie.... 08.10.06, 08:37
                                                      Kondorze.. przecież Ty zażartowałę, prawda? Nie przejmuj się zbytnio, trafiłeś
                                                      na moje złe dni i abslotunie nie przestawaj pisać na tym forum:).
                                                      Internet ma to do siebie, że czasem można wysnuć błędne wnioski czytając...
                                                      Nie słychać intonacji, nie słychać np. rozbawienia w głosie, albo smutku prawda?
                                                      Stąd bardzo łatwo o błędne interperpretacje.
                                                      Ile już takich wypadków miałam w swojej "forumowej" karierze!!!
                                                      Własnie neidawno dowiedziałam się, że rok temu jedna Pani się na mnie obraziła
                                                      i poczuła się śmiertlenie urażona!!!!
                                                      Nie miałam pojęcia, w zyciu nie prztpuszczałam, ze to co napisałam ona może tak
                                                      mylnie zinterpretować.
                                                      Tez mam nadzieję, że dokręcę do 4000 :). Z dnia na dzień moja noga bardziej
                                                      rozruszana. Dzis np. prawie w ogóle juz nie bolała w nocy:).
                                                      Pozdrawiam
                                                    • Gość: Slav4 Mąż się melduje po powrocie :o) IP: *.zicom.pl 08.10.06, 12:59
                                                      Mąż śmigał sam na starym Treku 3700. Damka bo damka, ale najlepszy rower z
                                                      całej tej wypożyczalni (niby "flagowy" ośrodek PGNiG w Czarnej). Reszta miała
                                                      pozacierane linki, wybite stery, hample działające w pozycji 1/0 i sto innych
                                                      felerów. Ale tak to jest jak sprzęt stoi na polu i nikt o niego nie dba...
                                                      Szklolenie się skończyło wczesnym popołudniem. Śmignąłem sobie lasem do
                                                      Lutowisk - cisza, spokój, żywego ducha na drodze kolory jesieni... +20
                                                      stopni.... Normalnie czułem się jak naćpany (Runner's High). A reszta
                                                      towarzystwa burczała gdzieś quadami, hue hue. Nie wiedzą co stracili.
                                                      Z powrotem miałem opcję Lutowiska - Czarna asfaltem, ale stwierdziłem że szkoda
                                                      pięknego lasu. No to opcja "na czuja" inną leśną drogą. Mapy nie miałem, ale
                                                      widziałem słońce, strony świata mniej więcej poznawałem i jazda :o)
                                                      Fajnie było póki nie zaszło. Nocne jazdy w lesie to rewelka, ale nocne jazdy w
                                                      NIEZNANYM lesie to już trochę hardcore :o). W pewnym momencie miałem po prostu
                                                      stracha - komóra bez zasięgu, zero żarcia, ja bez świateł, ludzi ani śladu a do
                                                      tego jeszcze momentalnie spadła temperatura bo noc bezchmurna. Jechać się "dla
                                                      rozgrzewki" szybko nie dało bo nawet księżyca nie widać przez drzewa.
                                                      W końcu asfalt :o)) Jaka ulga.... No to na Czarną będzie na pewno w lewo.
                                                      A w lewo było na Chrewt :o))))
                                                      Teraz się śmieję, ale wczoraj mi nie było do śmiechu - wyjechałem przed tym
                                                      serpentyniastym podjazdem przez las. Ziąb jak cholera, ja bez świateł, bez
                                                      żarcia i nie wiadomo ile do domu. Dobrze że chociaż kurtka ma wszyte elementy
                                                      odblaskowe to auta mnie widziały.
                                                      Przywiozłem wspomnienia i przeziębienie. Ale przeziębienie przejdzie a co
                                                      widziałem to moje :o))
                                                      Po-le-cam Bieszczady jeienią. Nawet na rozklekotanej damce z wypożyczalni....
                                                    • Gość: kondor Re: Mąż się melduje po powrocie :o) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.06, 20:37
                                                      lemurizo-wszystko żeśmy sobie wyjaśnili.Myślę że teraz będziemy mieli już tylko
                                                      z górki

                                                      Siąść na obcy rower to tak jak ubrać buty noszone przez kogoś innego.
                                                      Ryzyko gdzieś dalej się zapuszczać bo nie wiadomo co i kiedy strzeli.Strach na
                                                      takim rowerze puszczać się gdzieś z góry nie trzymając za hamulce.Domyślam się
                                                      jaką drogą przez las jechałeś. Ja tam na wiosnę się zapuściłem ale wtedy było
                                                      ciepło i słonecznie więc większych problemów nie miałem.
                                                      ..."W końcu asfalt :o)) Jaka ulga"...
                                                      Wyskoczyłeś pewnie w Polanie,a to Ci już droga znana była z przed kilku tygodni
                                                      gdy małą pętlę jechaliście.Serpentynki naprawdę fajne i każdy kto tu był,mógłby
                                                      to stwierdzić.
                                                      Wniosek jeden można wyciągnąć z tej wyprawy.Gdy się jeździ w nieznanym terenie
                                                      to trzeba brać małą poprawkę na to że się zgubimy i przed nocą nie da się
                                                      powrócić.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka