hello.martin.its.linda
07.06.07, 18:37
Drodzy strongmeni, czempioni i miszcze na swych góralach z licznikami
elektronicznymi, gdybyście sobie kupili dzwonki za dwa złote, to nie
musielibyście hamować wzbijając tumany kurzu przed wolniej jadącymi
rowerzystami i pieszymi. Nie wątpię że to hamowanie jest złośliwe i na pokaz
że ktoś wam przeszkadza. Chyba że nie widzicie co się przed wami dzieje - ale
w takim razie nie powinniście w ogóle wsiadać na rower. Dzwonek słychać na
jakieś 20 metrów, testuję codziennie i działa, wolniejsi rowerzyści i piesi
robią wolną drogę, jest miło i kulturalnie.
Drodzy pouczacze i wszystkowiedzący; wał nad Odrą na Biskupinie to również
trakt pieszy, wobec tego JADĄC OBOK żony swobodnie rozmawiając nie zajmuję
więcej miejsca niż IDĄC OBOK żony - nie rozumiem skąd ta agresja. BTW, gdy
słyszymy inne rowery za sobą to zwężamy się do "gęsiego", chociaż nie trzeba
bo i tak zostają ze 2 metry obok na ominięcie.
Do pana który zapytał "a gdzie rowerowy savoir-vivre?" moja odpowiedź: a gdzie
dzwonek? Gdybym go usłyszał to bym zjechał, chociaż nie uważam że muszę, skoro
można nas dwoje swobodnie wyprzedzić bez robienia zamieszania - takie głupie
pouczanie dla zasady, zamiast po prostu pojechać obok...
Żeby nie było nieporozumień: na drogach rowerowych i na ulicach jeździmy
gęsiego, ale na tak szerokim trakcie jak wyżej wspomniany, gdzie jest ruch
powolny, szczytem chamstwa jest pędzenie jak na wyścigu, nie jesteście sami.
Chyba że jesteście na tyle tępi że nie rozróżniacie gdzie możecie szybko
jechać a gdzie nie.
No chyba że ostatnie złotówki wydaliście na liczniki do górali, i zabrakło
2,50 na dzwonek, najlepszy sposób na oznajmienie: uwaga jadę!