Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!!

      • keridwen Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 16.06.05, 00:28
        em, z dwoma hondami, ktore swojego czasu parszywie zajechaly mi droge.... fajnie
        lecialo sie przez kierownice, kolana sie troche zbliznily...
        ze slupem sygnalizacyjnym... stalam na przejsciu i malpowalam z rowerem, ryplam
        jak dluga w lewa strone... oj kolanko znow bolala, a jak ladnie opuchniete bylo...
        ze starym polonezem truckiem... cham zajechal mi droge... ja zdarlam mu troche
        rdzy z karoserii, on mnie stlukl wskazniki przerzutek i zlamal reke...
        cos jeszcze?
        chyba kiedys jakies krzaki zaliczylam, ale nie pamietam z jakiej to okazji...
        no i jak mialam 3 czy 4 latka i uczylam sie rowerkowac, to w piaskownice i
        laweczke zarabalam...

        wiecej grzechow nie pamietam...

        [a! w holandii samochodem kiedys ze skrzyzowania wjechalam na sciezke
        rowerowa.... bo taka ladna byla i myslalam, ze to ulica :P]
      • Gość: Krzynobiker Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.05, 10:17
        Sporo miałem przygód na rowerze, a to ciekawsze;
        *Jechałem sobie ścieżyną i widząc pracującą na poboczu koparkę nie zastanowiłem się, gdzie operator wywala ziemię. Dowiedziałem się już po chwili, kiedy ramię koparki obróciło się o 180 stopni, a ja wyrżnąłen głową w czerpak. Wyjątkowo wtedy jechałem w kasku (zresztą później nadawał się do wywalenia)i właściwie nic mi się nie stało - oprócz pięknego i gwałtownego rozstania z rowerem oraz bólu w karku.
        *Było to 21 lat temu. Z kuzynem bawiliśmy się na dyskotece do 3 nad ranem z nowopoznanymi świetnymi laskami. Umówiliśmy się z nimi na następny dzień. Jadąc na miejsce spotkania wstąpiliśmy do knajpy aby nawodnić organizmy browarkiem (całkiem legalnie - mieliśmy po 18 lat). Trochę nam to czasu zajęło i aby się nie spóźnić kręciliśmy korbami ile sił w nogach. Jadąc obok siebie 38 km/h, dojeżdżamy do miejsca spotkania, a tu siedzą dwie dziewczyny z "łunami ognia" na głowie zamiast włosów. Szybka decyzja - ODWRÓT. Chcieliśmy dobrze, wyszło jak zawsze, czyli kuzyn skręcił w prawo, ja w lewo, no i spotkaliśmy się na środku drogi. Po 10-ciu minutach udało się dziewczynom uwolnić nas od naszych splątanych Wagantów. Po opatrzeniu ran, zaprzyjaźniliśmy się z "czerwonymi" siostrami na dłużej. Były super...:-)
        *Kiedyś jechałem za ciężarówką, która przewoziła olbrzymie rury na naczepie. Aby się znaleźć w "tunelu areodynamicznym" jechałem bardzo blisko i aby jeszcze bardziej obniżyć opór powietrza (V ok.40 km/h), pochyliłem się nisko nad kierownicą. Nagle zrobiło się ciemniej. Chcąc zobaczyć co to za chmura przysłania słoneczko, podnoszę głowę, uderzam nią w rury pod które niepostrzeżenie podjechałem kiedy samochód zwolnił...Na hamowanie było za późno - zaliczyłem glebę. Trochę się poobcierałem, dziury na łokciu i kolanie, ale rower ucierpiał znacznie mniej:-))
        Pozdrawiam wszystkich bikerów - uważajcie na samochody!!!
        • pasik Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 16.06.05, 12:14
          Na moim pierwszym góralu...postanowiłam zjechać z pięknie wyasfaltowanej górki
          na Pożegowie..oczywiście nie uzywając hamulców(do pewnego memontu)

          Niestety nie wyrobiłam na zakręcie wjeżdżąjąc najpierw z mega pokrzywy
          zatrzymując sie na akacji.
          Z dwa km cięgnełam rower do domu( przednia ósemka).
          Jechałam oczywiście w gatkach i krótkiej koszulce...najgorze były poparzenia po
          pokrzywach. W życiu takich nie miałam.

          Wracając do domu z czystego lenistwa nie podbilam przedniego koła na takim
          skośnym przejeździe kolejowym
          Koło idealnie trafiło między asfalt a szynę....a ja grzmotnęłam jak długa.
          Nawet jakiś uprzejmy pan podnosił mnie.

          Odpukac żadnych złamań, peknieć..tylko siakieś otarcia. A lubię szybko jeździć:-)


          Ostatnio zgubiłam dziecko...wracałam z przedszkola wsadziłam malucha na bagażnik
          Nie chciało mi się jechać to postawiłam nogę na pedał i sie mocno oddepchnęłam
          kilka razy.
          Nie wiziełam pod uwagę tego że rower dość znacznie się wtedy przechyla...a syn
          ewidentkie spadł głową w piasek.

          Ufff..co za paskudna matka ze mnie..długo go przepraszałam.
        • moped Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 16.06.05, 20:44
          Opis sceny widzianej na wlasne oczy w Krakowie,
          na chodniku/ulicy, w drodze do zwiedzania zamku krolewskiego na Wawelu.

          Widze mezczyzne (okolo 35 lat !!!) jadacego dosc predko
          po chodniku pelnym pieszych.
          Rower wyglada na ciezki, cos w rodzaju domowej roboty "mountain bicycle".

          Nagle, bez zadnego szacunku dla pieszych znajdujacych sie chodniku, od tylu
          wjechal w trzy idace kobiety (okolo 40 lat) oraz mezczyzne okolo 50 lat.

          Za niemowilem na widok kompletnego braku poszanowania dla pieszych!,
          nie mowiac o poturbowaniu czworga ludzi zaskoczonych trudnym
          do wypowiedzenia zachowaniem sie chyba trzezwego rowerzysty!

          Brak szacunku czy tez brak logiki?

          Bylem zaciekawiony jak dalej sprawa sie rozegra....
          Oczywiscie kultura jezyka zostala przez obie strony swietnie wykorzystana.

          Moja rodzina, obserwatorzy tej ulicznej sceny z zycia miasta Krakowa,
          jeszcze do dnia dzisiejszego (ponad 7 lat) z nie dowierzaniem
          opowiadaja miedzy soba to wydarzenie.

          I tak powstaja anegdoty na temat madrosci narodu :))))
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 17.06.05, 10:08
        przygoda nie moja, lecz kumpla, którego miłość do 2 kółek przebijała tylko
        miłość do flaszki - słowem - trzeźwego go nigdy nie widziałem :)
        Spotykam go pewnego razu w parku, on - jak zawsze na rowerze, lekkim szlaczkiem,
        tylko facjata coś sushi przypomina.
        Co sie stało - pytam - a, nic - odpowiada ze śmiechem - człówkę z tirem
        miałem... co ty pier*** - odpowadam, po czołówce z tirem to by cie szmatką
        ścierali z asfaltu...

        potem śię dowiedziałem, że wracając napruty niczym dentka, przydzwoinił w
        zaparkowanego na poboczu TIRa :)
        • Gość: PND Obowiazkowe badania i OC dla rowerzystow IP: *.chello.pl 18.06.05, 04:21
          Jak czytam niektore wypowiedzi, to jestem za jak najszybszym wprowadzeniem
          obowiazkowych badan psychologicznych dla rowerzystow. Nie kazdy jak widac ma
          predyspozycje do jazdy na rowerze. Takie osoby nalezy za wczasu eliminowac, bo
          stanowia zagrozenie na ulicy i chodniku.

          Jestem też za wprowadzeniem dla rowerzystow obowiazku ubezpieczenia od
          odpowiedzialnosci cywilnej. Skonczylby sie wtedy problemy z rowerzystami, ktorzy
          okazuja sie nagle niewyplacalni, gdy przychodzi placic za porysowany blotnik. Na
          takich najlepszym batem beda towarzystwa ubezpieczeniowe, ktore w nastepnym roku
          podniosa im skladke o 100 proc. Moze to pomoze.

          Kto jest za? Kto przeciw?
          • Gość: Alonzo Re: Obowiazkowe badania i OC dla rowerzystow IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.05, 10:17
            Ja jestem za-by zamknięto cie w kaftan i odwieziono na długie i skuteczne
            leczenie farmakologiczne.Ja zacznę teraz moją pierwszą persfazyjną terapię
            poprzez wytłumaczenie:
            Kilka przykładów na początek-
            Kiedy byłem mały mojego kolegę porządnie drasneła wózeczkiem-samoróba kobiecina
            z ryneczku,strach pomyslec co by było gdyby drasneła wówczas merca jakiegoś
            nowobogackiego towariszcza.
            Kilka lat temu na Jurze paralotniarz niefortunnie wylądował na masce
            samochodu-uszkadzając ją.
            Pani Basia wczoraj manewrując wózkiem z dzieckiem pomiedzy samochodami które do
            granic oblepiły parking drasneła kaszlaka pana Wacława.
            Wniosek:Czy wobec jednostkowych przypadków trzeba od razu wszystkie te grupy
            ludzi obarczać płaceniem ubezpieczenia OC i nabijac kabzę pazernym
            ubezpieczycielom??
            Ja wiem że ubezpieczenie nie byłoby złą rzeczą lecz w naszym państwie gdzie ceny
            jak na Zachodzie a zarobki najniższe w całej Unii a i ubezpieczyciele nie
            posiadają granic rozsądku takowe ubezpieczenie od roweru byłoby porządnym
            uszczupleniem portfela rowerzysty.Wiemy że rowerem jezdzą ludzie dla zdrowia,dla
            pasji,dla wiatru we włosachi adrenaliny lecz przede wszystkim by nie korzystać z
            czterokołowych pszek i marnej komunikacji miejskiej.Ogólnie rzecz
            biorąc-oszczedność jest pewnym istotnym czynnikiem dla czego jeździmy na rowerze
            a nie PKSem,MPK czy czymś innym,równie żenującym-po co zatem wprowadzać
            fiskalizm do tej sfery.A z tąd juz niedaleko do rejestracji rowerów,wożenia ze
            sobą oliku papierków,zbędnych dla zdroworozsądowych jednostek,no i krok do
            różnych głupich podatków typu-"łańcuchowy","korbowy"-na których uchwalenie stać
            naszych polityków.
            W zaistniałej sytuacji uważam to za totalny bezsens,rozrośnięcie niepotrzebne
            aparatu urzedniczego i kłopoty dla nas-rowerzystów(formalne i finansowe) bo nie
            ma co kierować się przypadkami skrajnymi.Wiadomo-każdy z nas raz w życiu
            przyliczył głupi wypadek lecz promilem jest jakas konkretna strata materialna
            wobec osób postronnych więc po co OC??
            • kisielt OC dla rowerzystow 19.06.05, 18:13
              Prosta sprawa... jeśli ktoś nie ma OC płaci za szkody z własnej kieszenie a to
              boli i to strasznie. Z tego co się orientowałem to prywatne OC to jest kwestia
              50 czy 100zł na rok. Prywatna sprawa czy ktoś chce czy nie... zawsze to taniej
              jak lakierowanie jakiegoś samochodu za własną kasę.
              • donjuan Re: OC dla rowerzystow 21.06.05, 12:26
                Rowerzysta w dowolnej sytuacji powinien podobnie jak kazdy przechodzen czy
                kierowca zachowywac zdrowy rozsadek i nie zaskakiwac innych uzytkownikow drogi
                poprzez gwaltowne ruchy , nadmierna predkosc lub przejezdzanie zbyt blisko obok
                pojazdow czy pieszych . Niejednokrotnie widzialem rowerzyste pedzacego po
                chodniku ocierajacego sie niemal o przechodniow lub ludzi stojacych na
                przystanku . Sam jezdze na rowerze od kilkudziesieciu lat i w takich sytuacjach
                na ogol nie schodze z roweru , gdyz prowadzac rower zajalbym wiecej miejsca ale
                jade wtedy z szybkoscia pieszego i jakos nie zdarzylo mi sie dotad aby piesi
                czy policjanci mieli do mnie pretensje o to ze jade po chodniku czy po
                pasach .Aczkolwiek za czasow PRL-u , gdy milicjantow bylo bardzo duzo i nudzili
                sie na sluzbie zdarzylo mi sie raz ze w miescie Zdunska Wola z powodu budowy
                kanalizacji ulica byla nieprzejezdna i na krotkim odcinku wjechalem na
                chodnik . Stal tam wlasnie milicjant , wylegitymowal mnie i nalozyl mandat
                karny . Z braku gotowki powinienem zglosic sie na komisariat MO. Gdy tego nie
                uczynilem nastepnego dnia widzialem karetke MO jezdzaca po wsi odleglej od
                miasta o 5 km i poszukujaca mnie . Na szczescie dla mnie w tej wsi bylo kilku
                mieszkancow noszacych to samo nazwisko i nie zostalem znaleziony .W tej samej
                Zdunskiej Woli w latach 50-tych w nocy milicja zaczajala sie na ludzi
                wychodzacych z fabryk i chwytala rowerzystow z nieoswietlonymi rowerami .Moj
                tato zabezpieczyl przednia lampe obwiazujac ja drutem . Przez pewien czas
                dojezdzalem tym rowerem rowniez i ja do liceum , ale gdy pewnego razu w szatni
                szkolnej ktos mocno sie trudzac rozkrecil ten drut aby ukrasc zarowke tato nie
                pozwolil mi wiecej uzywac tego roweru. A kupic czesci rowerowe bylo w tych
                czasach bardzo trudno. Jeszcze nie tak dawno bo w latach siedemdziesiatych
                bylem tez zatrzymywany podczas jazdy w lesie lagiewnickim w Lodzi . Milicjant
                argumentowal , ze to jest park a po parku nie wolno jezdzic na rowerze. A juz
                w oslawionej Zdunskiej Woli w koncu lat 90-tych wjechalem na chodnik i
                przejechalem 10 metrow aby podjechac do wejscia do bloku i natychmiast zostalem
                pouczony przez przechodzacych straznikow o zakazie jazdy po chodniku.
                I odnosnie tej jazdy po chodniku do dzis sytuacja prawna nie jest uregulowana
                i mozna narazic sie na mandat karny zaleznie od widzimisie policjanta. Sadze ze
                lobby rowerzystow powinno wywrzec nacisk na ustawodawcow aby sprecyzowac
                sytuacje i warunki jakie trzeba spelnic aby rowerzysta mogl wjechac na chodnik.
                Przeciez samochodom kiedys tez nie wolno bylo wjechac na chodnik a tym
                bardziej na nim parkowac .
            • pnd Re: Obowiazkowe badania i OC dla rowerzystow 20.06.05, 16:54
              > Ja jestem za-by zamknięto cie w kaftan i odwieziono na długie i skuteczne
              > leczenie farmakologiczne.Ja zacznę teraz moją pierwszą persfazyjną terapię
              > poprzez wytłumaczenie:

              Powinienes chyba rzeczej zalozyc kaftan i zaordynowac terapie autorom niektorych
              wypowiedzi w tym watku... Czy zawsze jak bolszewik oponentow kierujesz na
              pocztaku dyskusji do lekarza?

              > ma co kierować się przypadkami skrajnymi.Wiadomo-każdy z nas raz w życiu
              > przyliczył głupi wypadek lecz promilem jest jakas konkretna strata materialna
              > wobec osób postronnych więc po co OC??

              W porownaniu do liczby zarejstrowanych aut wypadki samochodowe w Polsce tez
              stanowia promil. Wiec po co OC?? Zebysmy sie dobrze zrozumieli: rowniez jestem
              przeciwnikiem panstwa, ktore ingeruje bez powodu w zycie obywateli. Niemniej
              jednak, jak czytam tutaj niektore historie to sadze, ze panstwo powinno chronic
              nasze mienie zdrowie przed skutkami spotkania z takimi pozal sie Boze
              "rowerzystami".
            • Gość: sgt_hicks Re: Obowiazkowe badania i OC dla rowerzystow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 18:23
              w pełni popieram - to że słoń uciekł z cyrku i spowodował wypadek na drodze nie
              może wywoływać od razu uchwalenia OC dla słoni...
              a zagrożenie stanowią również emeryci idący do kościołów lub na targi, odróżnic
              ich można jedynie na podstawie koloru beretu :-), są też nieprzewidywalni,
              albo złomiarze wożący stare wanny i lodówki na nieoświetlonych wózkach
      • Gość: Toku Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.05, 12:33
        Co pamiętam:

        1. Z glebą, po tym, jak wymijałem polem z górki bagnisty odcinek drogi i w
        połowie okazało się, że dzień wcześniej jakiś "inżynier" zrobił tam dren dla
        odpływu wody z tego bagnistego odcinka szutru. Przednie koło wpadło w dren, a
        mnie katapultowało twarzą prosto w ziemię. Rozwaliłem sobie świetne okulary z
        Love Parade 2001 w taki sposób, że ta część co jest za uchem oddzieliła się od
        reszty, ale pozostała na swoim miejscu, bo mi się metalowym zawiasem wbiła w
        głowę między okiem, a skronią.

        Dren zrobiony był tak świetnie, że kiedyś bagnisty odcinek drogi dało się
        wyminąć polem, a po jego budowie przez jakiś co najmniej rok na polu też był
        pas bota wzdłuż drenu. Droga jak była bagnista po deszczu tak jest.

        2. Duzy kamień, taki polodowcowy, przy ścieżce rowerowej, jak musiałem wymijać
        pieszych na ścieżce.

        3. Z pełną premedytacją kilka lusterek samochodowych, bo zastawili mi ścieżkę a
        odcinku z góry i musiałem hamować. Przyhamowałem i skrajem ścieżki tak
        przejechałem (fakt, że inaczej się nie dało, musiałbym zjechać na chodnik, a
        tam przecież nie powinno jeździć się rowerem), że lewą częśćią kierownicy
        zaliczyłem WSSZYSTKIE po koleji lusterka. Złamałem też sobie rączkę hamulca,
        ale było warto!



        Miasto dla rowerów!

      • Gość: karol Zdezylem sie szyna tramwajowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 16:52
        Zaczelo padac wiec przyspieszylem by szybciej dojechac do domu.
        Przejezdzalem przez asfaltowa ulice z torami tramwajowymi. Nie wystawaly ponad
        asfalt ale gdy na nie wjechalem przednim kolem pod malym kontem przod roweru
        uskoczył na bok, ja zszokowany poleciałem na asfalt. Byl to poczatek deszczu
        wiec asfalt byl bardzo sliski, pokryty cieniutka warstwa mokrego kurzu -
        przeslizgalem kilka metrow. Nie mialem sladow zadrapan. Szybko wsiadlem na
        rower i ucieklem bo wszyscy przechodnie sie gapili i bylo mi wstyd
      • huann wlaśnie wróciłem z własnego wypadku ;) 12.07.05, 00:59
        a było to tak:

        nie na żarty rozeźlony na życia ciemniejsze strony wyprułem przed 22, a więc już
        prawie po ciemku na swej meridzie ze swej łodzi w wioski. w 45 minut z tego
        rozeźlenia przejechałem 22 km i jak już mi złość zaczynała powoli przecgodzić,
        zawrocilem inną drogą na łodź. byla to szosa kutno-zgierz-łódź. mając z przodu i
        z tyłu światła i odblaskowe i na baterie, a dodatkowo na głowie czolówkę diodową
        petzla jechalem w stronę łodzi. z naprzeciwka długo nic nie jechało. w koncu
        pojawił się samochód na długich światłach. ponieważ droga prosta, to i było dość
        czasu żeby je zmienił na krótsze i nie oślepiał. niestety, mimo dawania czołówką
        znaków (np. opcja migająca) oślepiał mnie coraz bardziej, tak, że nim zdołałem
        stwierdzić, gdzie jest pobocze, a gdzie środek jezdni, był już prawie na wprost
        mnie i zasuwał jak gdyby nigdy nic.
        tu jeszcze nadmienię, że w prawej ręce mialem miotacz pieprzowy w postaci
        aerozolu, ponieważ wcześniej jechalem przez wsi, gdzie nie wszystkie mówią
        dobranoc psi.
        w momencie, gdy pirat w aucie mnie mijał zrobiłem odruchowe lekkie wahnięcie
        kierownicą w prawo, jednocześnie odrywając prawą rękę od kierownicy i pukając
        się oślepiony cokolwiek w czoło w kierunku mijającego mnie pędem auta. niestety,
        oślepiony nie zauważyłem dziury. a kierownicę trzymałem tylko lewym
        nadgarstkiem. efekt byl taki, że przy prędkości około 25 km/h kierownica roweru
        stanęła mi nagle w poprzek, a ja przeleciałem. tu dodam, że jeżdżę bez
        rękawiczek, kasku etc, ubrany w bojówki z odpiętymi w tym momencie nogawkami.
        jakoś w locie chyba jeszcze się przekręciłem tak, że wyrznąłem w asfalt plecami,
        prawym bokiem, prawym łokciem i kolanem prawym. co ciekawe, zdarłem sobie pol
        prawej dłoni od wewnątrz - ale tylko pół, gdyż trzymany w tej dłoni miotacz
        pieprzowy przyjął cały impet uderzenia i... spłaszcył się oraz rozleciał, co z
        jednej strony zamortyzowało zapewne nieco upadek na dłoń, lecz z drugiej strony
        płynna zawartość tegoż zmieszała się z krwią na obdarciu, co nie było bynajmniej
        przyjemne. upadając starałem się nie potłuc czolowki ani okularow optycznych
        (minus 10) - i udało się :) zaś to, że mialem plecaczek rowerowy 20 l na plecach
        spowodowało, że sie stosunkowo niedużo potłukłem na plecach a wlaściwie prawym boku.
        a cholerny pirat, mimo iż prawie na pewno widział co się dzieje pojechal sobie
        dalej jakby nigdy nic. i dobrze, że za mną nic nie jechało, bo by mnie rozjechało.

        pewnie jeżdżący bardziej wyczynowo mieli więcej takich zdarzeń i groźniejsze,
        ale ja jestem pod wrażeniem, więc relację powyższą zamieszczam.

        acha - rower.
        otóz meridka moja wyszła z calego zdarzenia wlaściwie nawet bez zadrapania! :D
        tyle, że przy gwałtownym skręcie kierownicą wyskoczył fragment licznika przy
        elektomagnesie, ale go wsunąlem, jak chwilę ochłonąlem i ostatnie 19 km do domu
        wrocilem już grzecznie, choć obolały :)))
      • yeti Re: z czym sie już zderzyliscie!!? 12.07.05, 12:44
        W zeszłym roku. Przecinałem jednokierunkową ulicę, rower trzymałem jedną, lewą
        ręką (dlaczego, nie pamiętam). Widzę dziurę na końcu ulicy i myślę sobię, że
        muszę skręcić lub zahamować. Więc zacząłem hamowąć (dlaczego, nie wiem) ręką
        która trzymała kierownicę, czyli... przednim hamulcem. Zbliżając się do tej
        dziury byłem świadomy tego, że jak nie puszczę hamulca to się wyrócę. Wszystko
        to trwało może ze 2 sek. choć w głowie to była wieczność. Oczywiście wjechałem
        do dziury, oczywiście fiknąłem przez kierownicę, doszczętnie rozwaliłem ramę i
        widelec, parę obtarć mniejszych i większych - choć dłoń mnie bolała jeszcze 6 m-
        cy.
        Do tego parę wywrotek głównie przez żwir i piasek na zakrętach
        • koslinmann Re: z czym sie już zderzyliscie!!? 17.07.05, 09:17
          Ja kiedyś jechalem na strasznym rzęchu typu Pelikan ale produkcji radzieckiej.
          Mniejsze to trochę od Wigier bylo. Jechalem w deszczu, w butach traperach, po
          Grotnikach, akurat do sklepu wyskoczylem na chwilę. Przedni blotnik ocieral o
          oponę, a że jechalem z kolegą to nie bylo czasu schodzićz roweru i kopnąlem parę
          razy butem w rzeczony blotnik wlaśnie. Jak kopnąlem tak trafilem czubkiem
          trapera między szprychy i wywinąlem salto przez kierownicę na szczęście nie
          lamiąc ale lekko tlucząc swój duży palec u nogi nagle wzięty w kleszcze
          szprycha-widelki ;-) Wsiadlem na rower i pojechaliśmy dalej. Kolega o nic nie
          pytal, ja się nie rozwodzilem (nad tematem, choć z kobietą też się nie
          rozwodzilem jeszcze i nie będę chyba bo na razie jest fajnie ;-P)

          A tak to jeszcze kiedyś mialem upadek kontrolowany: jechalem krótko po deszczu,
          w lewej ręce lód w wafelku, w prawej kierownica, 100 m do domu więc prędkość
          spora, przede mną znany na pamięć zakręt w prawo w osiedlowej uliczce ale
          nieznane wcześniej i nieoczekiwane dziecko lat 4 wyszlo z krzaków pod balkonem.
          No to dziecko albo ja. Wybralem dziecko :-) Nacisnąlem tylny hamulec i polożylem
          się w poślizgu kontrolowanym na prawy bok ocierając sobie tylko lekko kolano.

          Pewnie parę jeszcze mialem nietypowych zagrań ale na razie tyle pamiętam ;-) W
          każdym razie nie bylem nigdy poszkodowany przez jazdę. Czego i Wam życzę.
          • Gość: sgt_hicks Re: z czym sie już zderzyliscie!!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 18:36
            miałem podobnie, z tym że mało co nie straciłem wielkiego palca u prawej stopy.
            rozpędziłem się na różowym wigry 3 [rocznik 1993] coś koło 30 parę a tu
            strzelił łańcuch - pękł zapinacz! ponieważ jechałęm w klapkach [mądrze bardzo]
            to prawa noga z pedału poszła prosto w szprychy, czego efektem był
            fikołek "via kierownica". nie wiem jakim cudem mam ten palec jeszcze :-)
      • Gość: tetetka5 Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 10.11.05, 10:47
        zderzyłem się już z samochodem ,który wyjechał z podporządkowanej ulicy zaś
        jego kierowca wyraził zdziwienie iż ktoś jeździ rowerem o tej porze roku (był
        koniec grudnia).Jednak zdecydowane groźniejsze zderzenie miał mój rower.Pewnego
        pięknego dnia wybrałem sie na wycieczkę z Łodzi do Kalisza.W pewnym momencie
        zatrzymałem sie aby zjeść kanapkę zaś rower postawiłem na poboczu ,poza
        jezdnią .W pewnym momencie nadjechał ciągnik siodłowy z niskopodwoziową
        przyczepą do przewożenia koparek,ciągników itp sprzętu.Na końcu przyczepy miał
        drewniany podkład kolejowy służaćy prawdopodobnie do blokowania kół
        przewożonych pojazdów.Podkładem tym trafił w bagażnik mojego roweru niszcząc go
        całkowicie a przy okazji złamał uchwyt do linki.Rower przewrócił sie na
        szczęście do rowu a nie pod ostatnie koła przyczepy.Stanąłem jak skamieniały i
        zrobiło mi sie gorąco,gdy pomyślałem co stałoby sie gdyby w ten sam sposób
        wyminęła mnie ciężarówka w momencie gdy jadę.Powtorzę jeszcze raz ,że rower
        stał calkowicie poza jezdnia a z naprzeciwka nie jechał żaden pojazd ,który
        zmusilby kierowcę tej ciężarówki do zjechania na prawą stronę.Czasami myślę ,ze
        trzeba mieć duzo szczęścia aby przeżyć na drodze
      • Gość: Wojtek z trzema babciami ! IP: 82.160.253.* 12.11.05, 14:58
        Witam !
        Moj najdziwniejszy wypadek. zjezdzalem z gory polna droga do jakiejs wiochy.z
        przodu jechaly 3 babcie srodkiem drogi. krzyczec? balem sie je wystraszyc.
        wyprzedzilem je poboczem ale jedna sie wystraszyla,wjechala w kolezanke,odbila
        sie od niej,wpadla do rowu.kolezanka wpadla na trzecia i razem wpadly do
        drugiego rowu. zawrocilem,pomoglem wstac.przy okazji oberwalem torebka( co one
        nosza w tych torebkach ?) ale i tak bylo wesolo.no i dobrze ze kobiety sie nie
        polamaly !
      • Gość: Wojtek sufit garażu IP: 82.160.253.* 15.11.05, 14:52
        Witam. do garazu mam maly podjazd.zawsze wjezdzalem do srodka na stojaco
        goralem ,na podjezdzie hamujac przednim hamulcem tak aby chwile pojechac na
        przednim kole.goral jest w miare niski. ktoregos dnia chcialem wjechac podobnie
        na wyzszym skladaku. walnelem czolem w gorne mocowanie drzwi garazu,spadlem ale
        rower do garazu wjechal.a co ! . mam nadzieje ze od tego uderzenia glupszy nie
        bede:-)
        • Gość: sgt_hicks Re: sufit garażu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 16:18
          ha!
          robiliśmy coś podobnego na podwórku, choć może to nie był wypadek tylko
          inteligentna zabawa:
          ochotnik rozpędzał sie na rowerze marki Jubilat 2 i przejeżdżał pod szkieletem
          od huśtawki, wysokiej "na człowieka". wtedy puszczał kierownicę, łapał za drąg
          owej huśtawki i podciągał się - rower wyjeźdzał spod niego i leciał w krzaki bo
          nikomu nie chciało sie łapać 17kg pancernej stali.
      • szaszka Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 17.11.05, 15:31
        Z galęzią nad leśną ścieżką. :)
        Wlaśnie zaczynal się zjazd wąską leśną ścieżynką, więc z napięciem wpatrywalam
        się w trasę którą sunie moje przednie kolo, i nagle nastąpil potężny wstrząs,
        ktory zatrzymal mnie w miejscu i prawie urwal glowę. Nie zauważylam wiszącej
        nisko nad drogą solidnej galęzi.
        Nic mi się nie stalo, tylko moj kask od tej pory zdobi na czubku lekkie
        wgniecenie. :)

        • Gość: Alonzo Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! IP: s2.l:* / *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.05, 23:05
          Kobiety-akrobatki:).Wczesne dzieciństwo,pożyczony rowerek z kółeczkami z boku i
          dziewicza jazda.Doświadczeni koledzy nauczyli pedałować a nie nauczyli
          skręcać.Pewien sił ruszyłem na rundkę dookoła bloku który postawiony był na
          zboczu wzgórza-z jedej strony płasko a z drugiej nasyp,dosć wysoki a potem
          chodnik,nasyp w dół i ruchliwa ulica.Więc wyskoczyłem zza bloku,pirwszy zakręt
          pokonałem lecz za bardzo się rozpędziłem i drugi zakręt nie wyszedł-poleciałem
          prosto,w sumie runąłem bo pochyłośc tego miejsca do dziś mnie napawa
          dreszczykiem emocji gdy z tamtąd zjeżdzam.No i jechałem na spotkanie ze smiercią
          gdy nagle ktoś mnie złapał za siodełko,jakieś okoliczne dziewcze młode której
          twarzy nie pamiętam,ja bym ją nazwał moim,wówczas jeszcze aktywnym,aniołem
          stróżem.Nie skończyło się spektakularnie choć mogło,tragicznie.Miałem wówczas
          może 3,4,góra 5 lat.
      • sgt_hicks Re: z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!! 23.12.05, 23:59
        a więc
        1 chwytem kierownicy trafiłem pewną niewiastę prosto w biust - nie nawiązaliśmy
        znajomości :-( [rower "Zuzanna"]
        2 znów chwytem - w wystajacy na metr do tyłu plecak dzieciaka - podszedł tak że
        nie mogłem skręcić - rower "Meduza"
        3 wjechałem w (_!_) jakiemuś kolesiowi pod szkołą bo na mój dzwonek zmienił
        kierunek marszu wprost pod moje 28-calowe koła [Zuzanna znowu]
        4 na słup - chciałem przejechać między słupami od tablicy znaku drogowego,
        zawadziłem rączką,dźwignia hamulca zatrzasnęła się mi na dłoni a ja wyskoczyłem
        z siodła waląc głową w kant - kumpel jechał przodem i usłyszał nagle "BAAAAM!"
        z tyłu...
        5 poza tym mało co nie zderzyłem się z pewną uroczą policjantką - nawet nie
        dostałem mandatu za nieostrożną jazdę!!
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka