Dodaj do ulubionych

A wczoraj byłyśmy w przedszkolu...

06.06.06, 12:51
Zajęcia adaptacyjne trwały jakąś godzinę. Emilka zaskoczyła mnie swoim
zachowaniem podczas wspólnych zabaw, śmiało odpowiadała pani na pytania i
śpiewała ze wszystkimi.

Niektóre dzieci wyglądały na bardziej wystraszone. A potem dzieci poszły się
bawić i tu już było różnie. Niektóre, tak jak Emila, trzymały się rodziców,
inne śmiało zwiedzały salę.

Moja córka jednak odnalazła się w tym miejscu, mimo że wolała bawić się sama.
I była jedynym dzieckiem, które płakało na koniec, bo chciała zostać.

Dzisiaj też zajdziemy na godzinkę i jeszcze jutro. Naprawdę cieszę się, że
córa tak się zmieniła. Jestem pewna, że przedszkole to to, czego potrzebuje.
I co jej się naprawdę przyda, jeśli tylko będzie umiała sobie poradzić w
trudniejszych sytuacjach. Ale tu mogę liczyć tylko na panie przedszkolanki.

Swoją drogą, ciekawe co one myślą o takich wrażliwcach, jak nasze dzieci?
Obserwuj wątek
    • magdus74 Re: A wczoraj byłyśmy w przedszkolu... 06.06.06, 14:47
      Cześć mamoemilii,
      czy masz zamiar porozmawiać z panią przedszkolanką o wrażliwości twojej
      córeczki,czy poczekasz,jak rozwinie się sytuacja? A tak a propos ,z którego
      miesiąca jest twoja mała?Dostrzegam,że nawet niewielka różnica np.dwa miesiące,
      odróżnia dzieci od siebie.Moja jest z grudnia,więc to jeszcze maluch w
      porównaniu z dziećmi,które obecnie kończą trzy lata.
      Pozdrawiam
      • mamaemilii Re: A wczoraj byłyśmy w przedszkolu... 07.06.06, 10:06
        Hej, Magdus, moja córka jest z lipca, więc między naszymi prawie pół roku
        różnicy. I masz zupełną rację, podczas dwóch miesięcy może zdarzyć się przełom.

        W przedszkolu dostaliśmy ankiety o naszych dzieciach do wypełnienia, tam
        zawarłam informację o większej wrażliwości małej. Jakoś specjalnie nie chcę
        teraz poruszać tego tematu, żeby nie wyjść na nadopiekuńczą matkę.

        Emila generalnie dobrze sobie radzi, nie panikuje przy innych dzieciach, ale
        wyraźnie ich unika. Ale nie ona jedna. Może akurat zdarzyła nam się taka
        wyjątkowa grupa? Sporo dzieci gdzieś tam z boku się bawi przy rodzicach.

        Ale wczoraj niestety, mała przewróciła się w biegu i uderzyła porządnie w
        czoło. Bardzo trudno było ją uspokoić, więc panie miały próbkę jej "zachowania
        w kryzysie". Ale się nie poddawały, a inne dzieci na szczęście nie rozpłakały
        się z małą. Wychowawczyni bardzo się zmartwiła, że taki przykry początek
        spotyka córkę w przedszkolu, wyglądała na bardzo przejętą.

        Ciekawa jestem, czy niuńka będzie chciała dziś przyjść na ostatnie zajęcia
        adaptacyjne w związku z tym.
        • magdus74 Re: A wczoraj byłyśmy w przedszkolu... 08.06.06, 15:11
          Cześć,pisałaś kiedyś,że twoja córeczka nie lubi jazgotu i ruchu innych dzieci.
          U nas sytuacja wygląda tak,że mała dobrze funkcjonuje w małej grupie tzn 2,3
          osoby i kiedy zabawa nie jest żywiołowa,natomiast na placu zabaw,gdy tylko ktoś
          jest za nią w kolejce do zjazdu,lub na mostku,czy karuzeli,od razu płacze. W
          jaki sposób tłumaczyłaś córce,że nie trzeba się bać? Co robiłaś,by ją oswoić?Ja
          mówię,że mama patrzy i nie pozwoli,by przydarzyło jej się coś przykrego.(i
          robię to) Kiedy tylko są zabawy ruchowe,mała trzyma mnie mocno za rękę,nie chce
          się przyłączyć do grupy.
          Natomiast w przedszkolu na zajęciach adaptacyjnych chętnie bawiła się
          zabawkami,puzzlami,rysowała, jadła sama.Jednak miała mnie wciąż bardzo blisko i
          domagała się bym przy niej była. Zauważyłam,że mój nacisk pogarsza sprawę.Ona
          woli,jak jestem łagodna,akceptuję ją. Pragnę ją jednak jakoś zachęcić do
          samodzielnej zabawy,do "oderwania się" ode mnie,gdy jesteśmy w grupie dzieci.
          Nie skutkuje jednak mówienie o tym,że jest dzielna,że to potrafi,ani
          pytania,czy chce robić to,co inni. Nie wiem,jak wyeliminować siebie,jako
          permanentnego towarzysza zabaw w dziecięcej grupie.Mała nie ma powodów,by być
          nieśmiałą tzn nie odstaje wyglądem,wiedzą od reszty dzieci. Zastanawiam się skąd
          wzięło się to emocjonalne zahamowanie?
          Jeśli masz jakieś wypróbowane patenty,proszę napisz. Sądzę,że w przypadku
          małej przedszkole jest niezbędne,bo jeśli zostanie ze mną,obawiam się,że
          sytuacja się zaostrzy. Dodam,że z dorosłymi nie jest tak nieśmiała,tak dzieje
          się z dziećmi,chociaż właściwie stale przebywamy obecnie na placu zabaw.
          pozdrawiam





          • mamaemilii Re: A wczoraj byłyśmy w przedszkolu... 08.06.06, 16:06
            magdus74 napisała:

            > Cześć,pisałaś kiedyś,że twoja córeczka nie lubi jazgotu i ruchu innych dzieci.
            Bo tak było, do tej pory widząc większą grupę ganiających dzieci, najpierw stoi
            z boku, szuka miejsca, gdzie będzie sama.

            > U nas sytuacja wygląda tak,że mała dobrze funkcjonuje w małej grupie tzn 2,3
            > osoby i kiedy zabawa nie jest żywiołowa,natomiast na placu zabaw,gdy tylko
            ktoś
            > jest za nią w kolejce do zjazdu,lub na mostku,czy karuzeli,od razu płacze. W
            > jaki sposób tłumaczyłaś córce,że nie trzeba się bać? Co robiłaś,by ją oswoić?

            Prawdę mówiąc, tłumaczenia nic nie dawały. To stawało się przypadkiem. Kiedyś
            weszłam z nią na zjeżdżalnię, a potem już wchodziła sama z dziećmi. Innym razem
            dała się namówić starszej dziewczynce. Potem znowu nie chciała wchodzić, bo
            ktoś jej się nie podobał. Nie ma na to recepty, oprócz braku nachalności, bo
            wtedy się zamyka i nic nie chce robić.

            Ja mówię,że mama patrzy i nie pozwoli,by przydarzyło jej się coś przykrego.(i
            > robię to) Kiedy tylko są zabawy ruchowe,mała trzyma mnie mocno za rękę,nie
            chce się przyłączyć do grupy.

            No to dobrze robisz, może oszczędź jej sugerowania, że może stać się coś złego.
            Ja mówię nadal, że jestem z nią i jak jest wycofana, to po prostu jestem bardzo
            blisko, czasem przytulone obserwujemy sytuację. Czasem też po paru minutach
            Emila włącza się w zabawę, ale często też nie chce i szukamy innej zabawy. Nic
            na siłę.

            > Natomiast w przedszkolu na zajęciach adaptacyjnych chętnie bawiła się
            > zabawkami,puzzlami,rysowała, jadła sama.Jednak miała mnie wciąż bardzo blisko
            i domagała się bym przy niej była.

            To normalne, ona ma 2,5 roku. Jeszcze też nie ma potrzeby bawienia się z innymi
            dziećmi. Ale za kilka miesięcy na pewno się to zmieni smile

            Zauważyłam,że mój nacisk pogarsza sprawę.Ona
            > woli,jak jestem łagodna,akceptuję ją. Pragnę ją jednak jakoś zachęcić do
            > samodzielnej zabawy,do "oderwania się" ode mnie,gdy jesteśmy w grupie dzieci.
            > Nie skutkuje jednak mówienie o tym,że jest dzielna,że to potrafi,ani
            > pytania,czy chce robić to,co inni.

            Myślę, że można próbować. Raz czy dwa powiedzieć, sprawdzić grunt. Ale lepiej
            obserwować dziecko, co chce robić. Jak zacznie bawić się w sposób jej
            odpowiadający, to się wyluzuje trochę i będzie bardziej otwarta na nowe
            doświadczenia.

            Nie wiem,jak wyeliminować siebie,jako
            > permanentnego towarzysza zabaw w dziecięcej grupie.Mała nie ma powodów,by być
            > nieśmiałą tzn nie odstaje wyglądem,wiedzą od reszty dzieci. Zastanawiam się
            skąd wzięło się to emocjonalne zahamowanie?

            Magduś, nie eliminuj siebie z jej zabaw, jesteś jej teraz potrzebna. Wspieraj
            ją i pokazuj, jak się bawić z innymi. Ja często wychodziłam z inicjatywą,
            zaczepiałam inne dzieci, żeby mała widziała, jak z nimi rozmawiać,
            postępować smile Czułam się śmiesznie, ale chciałam też, by Emila wiedziała, że w
            takich miejscach należy zaakceptować obecność innych dzieci.

            > Jeśli masz jakieś wypróbowane patenty,proszę napisz. Sądzę,że w przypadku
            > małej przedszkole jest niezbędne,bo jeśli zostanie ze mną,obawiam się,że
            > sytuacja się zaostrzy. Dodam,że z dorosłymi nie jest tak nieśmiała,tak dzieje
            > się z dziećmi,chociaż właściwie stale przebywamy obecnie na placu zabaw.

            Wszystko już chyba napisałam. Ale jeszcze tylko jedno. Może Twoja córka jest
            bardziej wrażliwa od mojej, może za kilka miesięcy jeszcze nie będzie gotowa do
            przedszkola. Zaakceptuj to i nie posyłaj jej na siłę. My w zeszłym roku
            próbowałyśmy wizyty w prywatnym przedszkolu. To była porażka i spowodowała
            regres, mimo, że mała ciągle była ze mną. No ale wtedy nie miała jeszcze 2 lat.

            Mam nadzieję, że Twoja córka zacznie interesować się innymi i bez problemu
            wejdziecie w okres przedszkolny smile
            Pozdrawiam

            > pozdrawiam
    • misia311 Re: A wczoraj byłyśmy w przedszkolu... 09.06.06, 08:53
      My spotkanie adaptacyjne mamy dopiero 26.06. ale w środę był w przedszkolu
      festyn wiec Jagoda miała okazję zobaczyć dużo dzieci, pobawić się i poznać
      swoją Panią. Przywitała się, podała rękę, odpowiadała na pytania więc jestem
      dobrej myśli.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka