miejsce na zwatpienie

12.03.06, 22:42
No wlasnie, czy czasem nie ogarnia was zwatpienie? Mowic po polsku w sytuacji
kiedy jestem jedyna osoba mogaca w tym jezyku mowic do moich dzieci jest
czasami takie trudne... Czasami mam wrazenie, ze wale glowa w mur albo gadam
jak przyslowiowy dziad do obrazu.

Ale tez i satysfakcja z osiagnietych wynikow musi byc przeogromna.
Mowie "musi" poniewaz jak narazie nie odczuwam takiej ogromnej satysfakcji.
Na razie jeszcze jestem przede wszystkim coraz lepiej rozumiana przez
starszego syna (6 lat), juz zaczyna coraz lepiej odpowiadac, zdaza mu
sie "porozmawiac" przez telefon z dziadkami, upiera sie ze doskonale rozumie
ogladany film i dokladnie tlumaczy na francuski slowa i zwroty, o ktorych nie
mailam pojecia, ze je znal. Ale ciagle jest tego mowienia nieduzo. Wiaze
nadzieje z nadchodzacym latem i z podroza jaka mam zamiar odbyc z dziecmi do
Polski. Tylko oni i ja i tylko jezyk polski. Bez taty, bez obecnosci jezyka
francuskiego. Myslicie, ze rozkreca sie bedac w Polsce przez miesiac?
Dodajcie mi otuchy!
Kalina
    • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 07:23
      Ponieważ założyłam podobny wątek wklejam tu moje wypowiedzi a tamten wątek kasuję.
      Kran
    • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 07:24
      Niepowodzenia.
      Autor: jan.kran ☺
      Data: 12.03.06, 07:05


      Moim pierwszym rozczarowaniem i to dotkliwym był moment kiedy moja córka w
      wieku dziesięciu lat zaczęła uczęszczać do polskiej szkoły w Monachium.
      Zapisałam Ją zgodnie z wiekiem do czwartej klasy. Miała zajęcia z polskiego ,
      matematyki, geografii i historii.
      Byłam pewna że skoro bardzo dobrze mówi po polsku nie będzie problemu ze szkołą
      Niestety było inaczej. Teraz wiem że podłożem Jej problemów była dysleksjia o
      której podówczas nie wiedziała.
      Po pierwszym dniu szkoły miała m.in. za zadanie przeczytać czytankę o
      powstaniu Mazurka Dąbrowskiego.
      Akurat moja Mamambyłą z wizytą i Jej pomogła. Ale pierwsze kroki w czytaniu po
      polsku były okupione gorzkimi łzami ze strony Młodej .Kompletnie nie dawała
      sobie rady.
      Podobnie było z innymi przedmiotami.
      Na półrocze otrzymała dośc dobre świadectwo a na koniec roku bardzo dobre i
      nagrodę kiążkowąsmile)
      Gdyby nie pomoc Mamy pewnie bym się poddała...
      Kran
    • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 07:25
      Re: Niepowodzenia.
      Autor: jan.kran ☺
      Data: 12.03.06, 07:07

      Drugim niepowodzeniem jest to że mój syn mimo że mówi nieźle po polsku ma
      akcent. Nie udało mi się tego uniknąć. Dobrze jednak że mówi dość swobodnie i
      czyta bez problemu.
      Zawsze coś smile
      Kran
    • risando Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 07:28
      kalina29 napisała:

      > No wlasnie, czy czasem nie ogarnia was zwatpienie? Mowic po polsku w sytuacji
      > kiedy jestem jedyna osoba mogaca w tym jezyku mowic do moich dzieci jest
      > czasami takie trudne... Czasami mam wrazenie, ze wale glowa w mur albo gadam
      > jak przyslowiowy dziad do obrazu.
      >
      > Ale tez i satysfakcja z osiagnietych wynikow musi byc przeogromna.
      > Mowie "musi" poniewaz jak narazie nie odczuwam takiej ogromnej satysfakcji.
      > Na razie jeszcze jestem przede wszystkim coraz lepiej rozumiana przez
      > starszego syna (6 lat), juz zaczyna coraz lepiej odpowiadac, zdaza mu
      > sie "porozmawiac" przez telefon z dziadkami, upiera sie ze doskonale rozumie
      > ogladany film i dokladnie tlumaczy na francuski slowa i zwroty, o ktorych nie
      > mailam pojecia, ze je znal. Ale ciagle jest tego mowienia nieduzo. Wiaze
      > nadzieje z nadchodzacym latem i z podroza jaka mam zamiar odbyc z dziecmi do
      > Polski. Tylko oni i ja i tylko jezyk polski. Bez taty, bez obecnosci jezyka
      > francuskiego. Myslicie, ze rozkreca sie bedac w Polsce przez miesiac?
      > Dodajcie mi otuchy!
      > Kalina

      Kto nie ma watpliwosci? Chyba wszyscy, poniewaz zawsze moze byc lepiej. Moje corka troche mlodsza, ale jeszcze pol roku temu prawie wylacznie nie w moim jezyku do mnie mowila. W sklepie ja do nie niej po niemiecku, ona odpowiadala po polsku. Wszyscy sie oczywiscie gapia, co ten facet z tym dzieckiem wyprawiasmile)

      Momentem przelomowym to byla krotka wizyta niemieckich dziadkow u nas w Polsce. Kilka dni jezyk niemiecku na pierwszym miejscu i juzsmile) Obawy, czy to sie zmienia mam, ale co robic?

      Przeciez nie bede po polsku z corka rozmawiac i "przekazac" je nieswiadomie moje bledy jezykowe i akcent! Mialem w Niemzech kolegow z cudzoziemskich rodzin, ktorym powiedziano, iz powinni w domu z rodzicami rozmawiac po niemiecku. To ulatwiloby ich "integracje" (dodam, iz urodzili sie tak samo jak ja w Niemczech i tam cale zycie mieszkali). Chociaz jezyk niemiecki oczywiscie bardzo dobrze opanowali, nabywali po rodzicach (sami uczacych sie dopiero jezyka niemieckiego) pewne bledy, ktorych sie tylko z wielkim trudem albo wcale pozbywali.

      ---------------

      Risando (corka 11/2001, tata: niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)
      • cuciolo Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 19:32
        Kazdy z nas bije glowa w mur. Ja boje sie uzywac wloskiego przy mojej malej bo
        1. jest malutka i jak gabka chlonie wszystko w tym moj akcent i bledy
        2. jestem przekonana i daje mi to szczescie gdy mowie do niej po polsku
        Mysle ze trzeba mowic i to w kazdej okolicnzosci. Ja przelamalam blokade na
        placu zabaw i teraz non stop mowie po polsku a potem tlumacze na wloski z obawy
        przed niezrozumieniem ze strony innych dzieci i wynikajacych z tego roznych
        klopotow.
        Ciezko jest walczyc na obcym gruncie. I Ty z twoim niemieckim w Polsce, ja z
        moim polskim na gruncie wloskim i tysiace innych zdesperowanych rodzicow wiemy
        jaki to trudny orzech do zgryzienia tym niemniej trzeba tak dlugo i skutecznie
        jak my tylko uwazamy. Nie trzeba sie stresowac ze otoczenie odbierze to
        negatywnie. Za przeproszeniem sral ich pies........To sa nasze dzieci i nasze
        sprawy
    • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 08:58
      Kalino , myślę że jesteś na najlepszej drodze do tego żeby Twoje dzieci mówiły
      po polsku.
      Może Tobie się wydaje że bijesz głową w mur. Ale Twój starszy syn jak
      zauważyłaś sporo umie po polsku i ten potencjał będzie się powiększał.
      Na pewno wyjazd do Polski poprawi język polski, może sie zdarzyć że chwilowo
      kosztem francuskiego.
      Ale zawsze dwujęzyczność to wzbogacenie osobowości dziecka.
      Myślę że mówienie dzieci po polsku, zwłaszcza jak jesteś z nimi sama to
      najlepsza metoda.
      Ja już się przyzwyczałam do zaskoczonych spojrzeń otoczeniasmile Mówimy do siebie
      z synem równocześnie po polsku i niemiecku a mieszkamy w Oslo.
      Risando poruszył bardzo ważny temat. Myślę że rzadko się zdarza aby polscy
      rodzice znali drugi i trzeci język swoich dzieci idealnie.
      Ja mialam okazję słyszeć we Francji jak rodzice źle mówiący po francusku
      rozmawiali w tym języku z dziećmi. Dziecko rodziców nie będzie poprawiało i
      istnieje niebezpieczenstwo że nauczy się źle języka.
      Kran
      • risando Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 09:40
        jan.kran napisała:

        > Dziecko rodziców nie będzie poprawiało i
        > istnieje niebezpieczenstwo że nauczy się źle języka.

        Chcialbym jeszcze wyjasnic w sprawie moich kolegow, o ktorych wczesniej pisalem, iz mieli w wieku przedszkolnym raczej malo kontaktow z rodowitymi Niemcami. Chociaz mieszkali w Niemczech, to opiekowaly sie nimi matki, ktore na co dzien same przewaznie przebywaly w towarzystwie innych osob z kraju rodzimego. Kolega byl wiec swiadkiem rozmow prowadzonych w jezyku greckim (ktorego zreszta tylko "tak sobie" - jak mowil - sie nauczyl), bawil sie z innymi dziecmi z greckich rodzin, ale kolegow niemieckich tak naprawde mial dopiero w wieku od ok. 8 lat, kiedy juz sie troche usamodzielnil od matki. Sam uznal, ze bledem jego rodzicow (mial pozniej naprawde zal do nich, poniewaz w niemieckim liceum nauczyciel kazdego przedmiotu moze obnizac ocene klasowki, jesli uczen popelnia zbyt duzu bledow jezykowych) to byl nieswiadome "unikanie" kontaktow z niemieckojezycznymi osobami. Nie chodzil do przedszkola, mial sie bawic z kuzynami, nawet telewizji ogladal malo, bo juz wtedy w Niemczech panowal poglad, ze telewizja szkodliwa jest.








        ---------------

        Risando (corka 11/2001, tata: niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)
        • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 09:55
          Risando , myślę że pasjonujące jest obserwowanie róznych życiowych sytuacji
          dotyczących wielojęzyczności.
          Nie ma reguł i przepisów , każda historia dziecka wielojęzycznego jest
          inna.Rózne są motywacje rodziców, zdolności dzieci, wpływ otoczenia.
          Moje dzieci mimo ze wychowane przeze mnie po polsku obracały się w środowisku
          stuprocentowo niemieckim od urodzenia.
          Natomiast znam przypadek , nie wiem czy godny polecania , dziecka przyjaciół we
          Francji.
          Mała urodzona i wychowana we Francji , rodzice Polacy , do momentu pójścia do
          szkoły nie mówiła po francusku. Ani nie chodziła przedszkola, ani nie oglądała
          TV po francusku.
          Rozumiał sporo bo Rodzice mieli francuskich znajomych , ale mówiła bardzo
          niewiele , w zasadzie prawie wcale po francusku.
          Poszła do szkoły i po pół roku była drugą uczennicą w klasie. Pierwszą była
          Wietnamka , też dwujęzyczna.
          Jej Brat już miał więcej kontaktu z francuskim i lepiej mówił zanim poszedł do
          szkoły.
          Nie polecam takiej ekstremalnej metody ale większość dzieci wielojęzycznych
          zaczynając naukę znały lepiej jeden język , najczęściej nie język kraju w którym
          się urodziły .
          Różnice w poziomie znajomości języka niwelowały się dość szybko po
          rozpoczęciu nauki.
          Kran
        • kalina29 Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 10:49
          Sam uznal, ze bledem jego rodzico
          > w (mial pozniej naprawde zal do nich, poniewaz w niemieckim liceum nauczyciel
          k
          > azdego przedmiotu moze obnizac ocene klasowki, jesli uczen popelnia zbyt duzu
          b
          > ledow jezykowych) to byl nieswiadome "unikanie" kontaktow z
          niemieckojezycznymi
          > osobami.

          Doskonale rozumiem o czym mowisz.
          W przypadku naszej rodziny nie ma mowy o unikaniu kontaktow z osobami mowiacymi
          po francusku, poniewaz zyjemy w srodowisku poslugujacym sie tym jezykiem i
          tylko ja mowie do dzieci po polsku. Probuje tez mowic moj maz ale jako ze nie
          posluguje sie tym jezykiem w stopniu wystarczajacym wiec jego polski ogranicza
          sie do prostych zdan w stylu "usiadz" albo "jedz"wink
          Tak wiec w naszym przypadku chodzi o cos zupelnie innego - mianowicie
          nierownowage dwoch jezykow.
          Ale jestem dobrej mysli, poniewaz jakies osiagniecia sa.
          Celem mojego postu nie bylo uskarzanie sie (choc moze tak to zabrzmialo)na cos
          czemu w sumie sama jestem winna. Chcialam raczej wyrazic uczucie wyobcowania
          jakie towarzyszy w pewnym sensie zyciu w rodzinie dwujezycznej, w ktorej jeden
          rodzic mowi jezykiem nieznanym drugiemu rodzicowi. Komunikacja w jezyku
          mniejszosciowym staje sie popisem ekwilibrystyki i czasem moze sprzyjac
          uczuciom takim jak zmeczenie i zwatpienie. Dodam, ze moj francuski jest bardzo
          dobry, mam prawie niezauwazalny akcent i prawie nie robie bledow. No wlasnie...
          prawie nie robie...

          "Wyobcowanie" o ktorym wspomnialam pojawia sie tez z tej prostej przyczyny, ze
          ja pomimo, jak juz wspomnialam, bardzo dobrej znajomosci francuskiego nie
          jestem przeciez w stanie w pelni i jasno wyrazic bardziej skomplikowanych
          odczuc, w kazdym razie jest to trudne i zajmuje troche czasu i zastanowienia.
          Natomiast moje dzieci nawet jezeli beda kiedys dobrze mowic po polsku to i im
          chyba bedzie trudno w tym jezyku wyrazac jakies glebokie emocje i przemyslenia.
          Tak sadze i dlatego stwierdzam, ze emigracja jest mimo wszystko zawsze trudnym
          wyborem, dla nas samych i dla naszych dzieci i niesie ze soba tak czy inaczej
          jakas forme wykorzenienia. Na szczescie zetkniecie sie dwoch kultur ma tez
          swoje pozytywne strony wiec prawdopodobnie bilans jest, dzieki temu
          doswiadczeniu wlasnie rowniez pozytywny.
          pozdrawiam
          Kalina
      • kalina29 Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 10:59
        > Kalino , myślę że jesteś na najlepszej drodze do tego żeby Twoje dzieci
        mówiły
        > po polsku.
        > Może Tobie się wydaje że bijesz głową w mur. Ale Twój starszy syn jak
        > zauważyłaś sporo umie po polsku i ten potencjał będzie się powiększał.
        > Na pewno wyjazd do Polski poprawi język polski, może sie zdarzyć że chwilowo
        > kosztem francuskiego.
        > Ale zawsze dwujęzyczność to wzbogacenie osobowości dziecka.

        To ostatnie zdanie chyba po prostu przykleje do lustra w lazience, zeby bylo
        pierwsza rzecza jaka widze rano i zeby mnie motywowalo do mowienia po polsku
        przez caly dzien!
        dzieki
        pozdrawiam
        Kalina



        • jan.kran Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 11:30
          smile)))))))
          I powtarzam że wielojęzyczność całkowita do której powinniśmy dążyć jest stanem
          trudnym do uzyskania.
          A jak się częściowo uda to też dobrze.
          Ja miałam łatwiej bo moje dzieci miały obydwoje polskich rodziców.
          Ale z Polską miały niewiele styczności.
          Patrząc z blisko dwudziestoletniej perspektywy matki dzieci dwujęzycznych wiem
          że wybrałam właściwą drogę.
          Kran
          • kalina29 Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 11:52

            Jeszcze cos mi przyszlo do glowy - uczyc dzieci jezyka jest przeciez wazne nie
            tylko dla nich ale i dla nas samych.
            Podam maly przyklad:
            Rodzice mojego meza rozwiedli sie kiedy mial 6 lat. Nowa zona jego ojca byla
            Holenderka. Po trzech latach od rozwodu moj maz i jego siostra zostali oddani
            pod opieke ojcu i jego nowej zonie. Moj maz ma tez dwoje rodzenstwa z drugiego
            zwiazku ojca. Niestety matka tych dzieci nie nauczyla ich holenderskiego. Dzis
            maja jej to za zle,choc nie stanowilo to raczej nigdy wielkiego problemu. Za
            powod ona podaje to, ze majac wychowujac dwoje starszych francuskojezycznych
            dzieci, ona nie miala sil mowic do dzieci po holendersku. Poza tym chciala
            chyba zeby dzieci mowily w jezyku ojca. W chwili obecnej ojciec mojego meza
            rzucil ja i jest sama. Co prawda jej dzieci sa juz zupelnie dorosle, ale mysle,
            ze w takiej sytuacji musiala tez poczuc do jakiego stopnia poswiecila swoja
            tozsamosc w imie czegos co nie przetrwalo proby czasu.

            Nie mam w planach porzucac czy byc porzucana, ale przeciez zycie niesie czasami
            rozne "niespodzianki". W jakiej sytuaci moze znalezc sie mama, ktora z jakichs
            powodow zostaje sama z dziecmi, ktore nie potrafia mowic jej wlasnym jezykiem?

            pozdrawiam z coraz wieksza iloscia przemyslen filozoficznych w glowiewink
            Kalina
            • novalee1 Re: miejsce na zwatpienie 13.03.06, 19:28
              Proba nauczenia mojego meza choc podstaw polskiego uznaje za porazke,on jest
              strasznie leniwy i nie ma motywacji wiec nie wiem czy to ma sens ale nie poddam
              sie w kwestii mojej corki ktora na razie jest niemowlaczkiem.Szczegolnie ze
              roznie w zyciu bywa jak to piszesz kalina29.
              • kika53 ja tez sie boje 28.03.06, 19:54
                i prosze,abyscie podzielily sie swoim doswiadczeniem.Mieszkam w
                Niemczech,jestem jedyna osoba polskojezyczna w otoczeniu dziecka.Moja corka ma
                dopiero 3 miesiace.Kiedy jestesmy same mowie do niej po polsku,ale w gronie
                rodziny mojego meza Niemca,jakos nie moge sie przelamac.Kiedy zdaje sobie
                sprawe,ze nikt nie rozumialby o czym mowie,po prostu nie mam odwagi i jest mi
                najzwyczajniej w swiecie glupio wyskakiwac z polskim.Nie wiem jak ten problem
                rozwiazac.Malenstwo niedugo zacznie mowic i co dalej..
                • risando Re: ja tez sie boje 28.03.06, 21:11
                  Witam,

                  istotny dla rozwoju mowy Twojej corki etap juz sie zaczal, dlatego dobrze jest, ze juz sie zastanawiac, jak to wszystko uporzadkowac.

                  ---------------
                  Kiedy jestesmy same mowie do niej po polsku,ale w gronie rodziny mojego meza Niemca,jakos nie moge sie przelamac.Kiedy zdaje sobie sprawe,ze nikt nie rozumialby o czym mowie,po prostu nie mam odwagi i jest mi najzwyczajniej w swiecie glupio wyskakiwac z polskim.
                  ---------------

                  O ile nie spedzasz nadzwyczajnie duzo czasu "w gronie rodziny meza", sytuacja na pewno sie normalizuje. Poniewaz sama juz mowisz podczas nieobecnosci rodziny meza z coreczka po polsku, przyzwyczaisz sie prawdopodobnie do takiego stopnia do mowienia w jezyku polskim, iz za pol roku juz nie mozesz inaczej niz po polsku do corki mowic - nawet w obecnosci krewnych i innych osob trzecich. Na razie musisz "reaktywowac" jezyk ojczysty, z ktorego dotad w Niemczech nie korzystalas. To wymaga troche czasu.

                  Istotne jest na pewno wsparcie ze strony meza. Moim zdaniem to on powinien wyjasnic swoja rodzine, jak wychowanie dwujezyczne funkjonuje i jakie zasady nalezy przestrzegac, nawet Tobie przypominac, iz powinnas mowic po polsku do niej.

                  Rozumiem Twoje odczucia. Wydaje Ci sie, iz to nieuprzejmosc uzywac jezyk nieznany rodzinie meza. Ale powinnas sie faktycznie przelamac, poniewaz najlepszym rozwiazaniem na drodze do dwujezycznosci to na pewno konsekwetne przestrzeganie zasady "jedna-osoba-jeden-jezyk". Wyjatkowe sytuacje wystepuja, ale jesli taki wyjatek to nawet obecnosc osob z rodziny, to tych wyjatkow moze byc za duzo.

                  Jesli potrzebujesz informacji na temat naturalnej wielojezycznosci w jezyku niemieckim, polecam strone www.zweisprachigkeit.net/ .

                  Pozdrawiamsmile
                • kalina29 Re: ja tez sie boje 28.03.06, 21:29
                  Kiedy jestesmy same mowie do niej po polsku,ale w gronie
                  > rodziny mojego meza Niemca,jakos nie moge sie przelamac.

                  Nasuwa sie kilka pytan: czy rodzina meza jest przeciwna, zebys mowila do Twojej
                  corki po polsku? Czy w obecnosci meza tez mowisz po niemiecku do dziecka?
                  Jezeli potrzebujesz pocieszenia to powiem ci: ja mowilam do mojego pierwszego
                  syna po francusku i tylko czasami po polsku a i teraz w zasadzie mowie oboma
                  jezykami z tym, ze jezyk polski zaczyna przewazac.
                  Moim zdaniem powinnas zadac sobie pytanie czy chcesz, zeby Twoja corka mowila
                  po polsku? Podejrzewam ze odpowiedz bedzie na tak. W takim razie sprobuj
                  wyluzowac troche i zastanow sie w jaki sposob chcesz to osiagnac.
                  Po pierwsze porozmawiaj z mezem, nastepnie mozesz porozmawiac z rodzina meza.
                  Nie chodzi jednak o to, zeba oni zgodzili sie na twoje mowienie po polsku do
                  dziecka, bo nie do nich nalezy ta decyzja. Raczej poinformuj ich, wytlumacz
                  dlaczego jest to dla ciebie wazne i powiedz, ze wylaczne mowienie po polsku do
                  dziecka zwieksza prawdopodobienstwo jego dwujezycznosci -nazwijmy to- aktywnej.
                  Potem zacznij po trochu mowic do dziecka po polsku w obecnosci innych osob. Nie
                  wyznaczaj sobie celu, ze od jutra bedziesz mowila w 100 procentach po polsku,
                  poniewaz przyzwyczajenia trudno jest zmienic w jeden dzien. Wybierz sobie kilka
                  zwrotow do corki po polsku, przetrenuj je w jakims neutralnym miejscu typu
                  autobus albo lawka w parku i potem smialo uderzaj z tym na rodzinnym spotkaniu.
                  Po jakims czasie rodzina sie przyzwyczai i nie bedzie na ciebie dziwnie patrzec
                  i ty tez sie przyzwyczaisz do tego i bedzie latwiej.
                  pozdrawiam
                  Kalina
                  • natalia772 do kika53 29.03.06, 00:24
                    Ja Cie rozumiem i tez tak robilam mowiac do Julii po niemiecku w obecnosci
                    innych!Skutek taki,ze w wieku 3 lat i 4 miesiecy nie chce mowic po polsku!Jednak
                    dzieki radom i pomocy jakie znalazlam na forum po kroczku sie to zmienia.Lapie
                    slowa ,nawet je uzywa co wczesniej nie chcialo jej przez gardlo przejsc! Trzeba
                    konsekwencji(a jej mi troche brak) i trzeba trafic na fajnych ludzi (ja na
                    takich tu trafilam- uklon do aniiewy),ktorzy daja Ci pare wskazowek jak
                    postepowac na tej trudnej drodze do jezyka! Witam w klubie.
                    • skir.dhu Porazki 29.03.06, 03:31
                      Zasmiecanie jezykow. Moze nie jest to taka calkiem porazka ale na pewno czyste
                      lenistwo - gdy rozmawiam teraz z corka czy to przez telefon, czy na MSN,
                      staramy sie uzywac tylko ormianskiego ale wczesniej czy pozniej kazda z nas
                      zaczyna wtracac slowka francuskie i angielskie. Moze dzieki temu moj maz
                      najczesciej swietnie wie o czym mowimy wink Z moim mezem tez rozmawiam
                      najczesciej czyms w rodzaju 3/4 francuski + 1/4 angielski. Jest okropne
                      wygodnictwo i lenistwo. W pracy, oczywiscie tak nie ma ani wsrod znajomych ale
                      w domu to jest jak chodzenie w wydeptanych kapciach - chcac-nie-chcac wpadamy w
                      wygodne koleiny balaganiarstwa jezykowego. Nawet kiedys myslalysmy z Lara zeby
                      napisac taka ksiazeczke dla dzieci w jezyku domowym - mieszanym smile Czyms w
                      rodzaju ormia-anglo-francuskim, moze z drobnymi wstawkami po polsku. Tylko kto
                      by nas wtedy zrozumial?
                      wink
                      Skir Dhu
                      • novalee1 Re: Porazki 26.04.06, 16:26
                        skir.dhu napisała:

                        > Zasmiecanie jezykow. Moze nie jest to taka calkiem porazka ale na pewno
                        czyste
                        > lenistwo - gdy rozmawiam teraz z corka czy to przez telefon, czy na MSN,
                        > staramy sie uzywac tylko ormianskiego ale wczesniej czy pozniej kazda z nas
                        > zaczyna wtracac slowka francuskie i angielskie. Moze dzieki temu moj maz
                        > najczesciej swietnie wie o czym mowimy wink Z moim mezem tez rozmawiam

                        Tez mi sie zdarza czesto.Nawet gdy rozmawiam z polska kolezanka ktora tez w
                        Anglii mieszka to tez przylapujemy sie na tym ze mamy
                        automatyczne "wstawki"angielskie.
                        > najczesciej czyms w rodzaju 3/4 francuski + 1/4 angielski. Jest okropne
                        > wygodnictwo i lenistwo. W pracy, oczywiscie tak nie ma ani wsrod znajomych
                        ale
                        > w domu to jest jak chodzenie w wydeptanych kapciach - chcac-nie-chcac wpadamy
                        w
                        >
                        > wygodne koleiny balaganiarstwa jezykowego. Nawet kiedys myslalysmy z Lara
                        zeby
                        > napisac taka ksiazeczke dla dzieci w jezyku domowym - mieszanym smile Czyms w
                        > rodzaju ormia-anglo-francuskim, moze z drobnymi wstawkami po polsku. Tylko
                        kto
                        > by nas wtedy zrozumial?
                        > wink
                        > Skir Dhu
Pełna wersja