te genialne dzieci!

20.03.06, 17:35
Wszystkie dzieci sa genialne. Mowie serio. To jest prawda. Dzieci w swej
prostej logice, w swej nazwyczajnej spostrzegawczosci i ostrosci spojrzenia
sa naprawde genialne. Zaskakuja nas czesto . I nie ma w tym nic
nadzwyczajnego. To jest normalne.
Powiedzcie mi tylko dlaczego i skad , az tylu "starch idiotow" chodzi po
swiecie ?
czyzbysmy na starsosc poprostu durnieli,? czy tez swiat nas oglupia.
Co to ma do wielojezycznosci, a no ma.!
Dzieci uczy sie blyskawicznie jezykow i blyskawicznie je zapomnija.
No i teraz genialnosc w tym , (nasza genialnosc, bo dzieci sa genialne) aby
te ich genialnosc wypielegnowac.
pod spodem publikuje dla Was opowiastke, ktora pod moim prawdziwym
nazwiskiem i imienim ukazala sie juz 10 lat temu w prasie, a w wersji
pierwotnej 12 lat temu.
Pozdrawiam Filomena
    • filomena1 ekologiczna madrala z przedszkola 20.03.06, 17:37
      "Barbara Hasiok" *

      "Moj dzien"
      Co za halas? otwieram oczy. O rany ! 7.30. No tak, smieciarze sa punktualniejsi
      od mojego budzika, tyle ze budzik jest rosyjski, za to glosny, a rzecz dzieje
      sie w Szwajcarii.
      Znow zaspalismy. Nawet nie do szkoly, ale wystawic worki ze smieciami. Juz
      jeden lezy od poniedzialku na balkonie, a teraz z dzisiejszym poczekaja znow do
      poniedzialku. Smieci wywoza dwa razy w tygoniu.
      Budze corke i jak robot szykuje sniadanie: sok pomaranczowy z butelki
      wymienianej za kaucja, jogurty, ktorych pokrywki natychmiast myje i skladam do
      torby na aluminium, parze sobie swieza kawe, a stare fusy wrzucam do worka na
      kompost . Popedzam corke. Wychodzi w ostatniej chwili. Dojezdza do szkoly
      rowerem z cala grupa kolezanek. Maja z gorki i pedza pozniej jak szalone.
      Teraz moge wziac prysznic. Maly jeszcze spi jak susel i nie sposob go
      dobudzic . Ubieram go na spiaco. DzDzieci w Szwajcarii sa obowiazane uczeszczac
      do przedszkoli dwa lata przed rozpoczeciem szkoly. Sa to: 4 razy w tygodniu
      dwie godziny rano i dwie po poludniu. i w srode tylko rano. Dla mnie oznacza to
      podzial dnia na odstepy dwu-godzinne.
      Maly marudzi przy sniadaniu, wreszcie udaje mi sie zalozyc mu pomaranczowy
      odblaskowy trojkat na szyje. Wkladam mu do reki jablko na przerwe i wyprowadzam
      do furtki. Zbliza sie godz.9.
      Maz wyszedl pierwszy. Przynajmniej nim nie trzeba sie zajmowac.
      Teraz dopiero widac, ze dom wyglada jak po najezdzie dzikich. Staram sie
      ogarnac caly ten chaos. Gdy dochodze do kuchni opadaja mi rece. Balkon kuchenny
      kipi. Kipia z niego smieci.
      Nie wiem od czego zaczac. Skladam porozrzucane przez wiatr puszki i aluminiowe
      pokrywki. Napelniam dwie torby opakowan szklanych i wynosze na pobliski
      parking. Teraz moge wyladowac moje napiecia. Wrzucam z impetem sloik po sloiku
      do dziury z gumowym ochronnym kolnierzem. Trzask! zielone butuleki do dziury
      zielonej. Trzask! brazowe do brazowej. Trzask!, wszystkie umyte, czyste,
      trzask!, bez korkow i zakretek metalowych. Trzask, trzask! Teraz porywam z
      lazienki kipiacy kosz brudow i zanosze do piwnicy, gdzie miesci sie pralnia.
      No , tak brak mi monet 20 cent. do automatu zasilajacego pralke w prad.
      Tymczasem wraca Maly. Kolana zielone, brudny jak siedem niszczesc. " Mamo, czy
      wiesz , ze delfiny sa inteligientne? Pani opowiadala nam i ogladalismy
      ksiazki. "Ale co delfinom do twoich zielonych kolan?
      O 12 tej musi byc na stole gotowy obiad , a ja nawet jeszcze nie mam pomyslu
      na to co bedziemy jedli dzisiaj na obiad.
      Bija dzwony na wiezy koscielnej i zegar na ratuszu. Wpada zziajana corka, a za
      nia maz.
      Pod gorke musza sie napedalowac.
      "Mamo, nie ma serwetek? reklamuje corka."Trzeba skonczyc z tymi papierowymi,
      szkoda drzew w lesie tropikalnym. Mamy przeciez takie ladne z lnu." No , ladna
      zabawa , mysle sobie. " No , tak szkoda." stwierdzam, ale nie daje sie. "A czy
      pomyslalas o wodzie, proszku do prania w sciekach, o energii na pranie i
      prasowanie. Wyprodukowanie tej energi to zanieczyszczenie powietrza." Uff ,
      wycieramy buzie papierowymi, tym razem sie udalo.
      "Mamo, ja nie jem" oswiadcza demonstracyjnie Maly. Nie rozumiem. Zawsze bardzo
      lubial tunczyka z rissoto i kukurydza. " Mamo, ja tez nie bede jadla, dopoki
      nie pokazesz mi puszki po tunczyku." Dalej nie rozumiejac, wracam do kuchni.
      Puszka juz umyta na balkonie a banderolka w torbie z makulataura. Wracam
      triumafalnie trzymajac ¿¹dane przedmioty w rekach.
      "Masz szczescie, Mamo." Na banderolce-etykietce widnieje maly znak "Safe
      dolphin".Jest to znak zapewniajacy nabywce, ze tunczyk byl lowiony bez
      zagrozenia i z pelna ochrona dla delfinow. Podobno wiele tych zwierzat ginelo
      wlasnie przy polowach tunczyka.
      Uff. Obiad zjedzony. Po deserze wyszyscy spowrotem wychodza, do pracy, szkoly,
      przedszkola. Zostaje sama z ponownym pobojowiskiem w kuchni i stolowym. Po 14-
      tej wychodze po monety do pralki i drobne zakupy. Nie z pustymi rekami, o nie.
      Niose dwie torby. Pod supermakietem stoi kontener na przezroczyste opakowania
      PET, oraz na metalowe blaszane puszki.
      Wrzucam puszke, zgniatam ja dzwignia, a ta wpada splaszczona do kontenera.
      Przynamniej cwicze moje miesnie, tyle mam z tego.
      Zapomnialam o butach do szefca. Ale czy warto je jeszcze raz naprawiac? Zaraz,
      gdzie ja widzialam te worki na zbieranie niepotrzebnych ale uzytecznych butow.
      Nie, nie u nas, to bylo na glownej ulicy Berna. Jedni przechodzac wrzucali , a
      inni sobie wyjmowali. Tych moich, wydeptanych sandalow nie oddam nikomu.
      Juz przy kasach markietu spotykam znajoma. Rozmawiajac pakujemy nasze zakupy do
      olbrzymich papierowych toreb. Uzywam ich chetnie, sa obszerne i mocne, a
      pozniej skladam w nie makulature, oszczedzajac sobie wiazania jej w paczki.
      Moja znajoma skrupulatnie obdziera artykuly ze zbednych pudelek i opakowan
      wrzucajac je do sklepowego kosza. Widocznie mam bardzo glupia mine, co ja
      zdziwilo. " Te torby -zwraca sie do mnie - sa swietne na zbieranie kompostu."
      Nie pomyslalam, do tej pory kupuje specjalne, ale teraz uzyje tych i za jej
      rada bede wkladac na dno tekturowe pudelka po jajkach. Oczywiscie nastepnym
      razem i ja nie bede dzwigac do domu zbednych opakowan. Wracam do domu objuczona
      jak wielblad. Spiesze sie, bo Maly wraca z przedszkola i zazwyczaj przyprowadza
      kolege na podwieczorek. Nie zdaze rozladowac zakupow, gdy wraca corka. Dolacza
      do ekipy podwieczorkowej.
      " -Mamo na placu szkolnym ustawili worek nad ktorym jest dzwignia. Kazda puszke
      po Coli i Fancie itp. nalezy tam wrzucic sprasowawszy ja jednoczesnie. Okazalo
      sie, ze uczniowie wypijaja dziennie tyle co jeden wor sprasowanych puszek. "
      O godz. 17 tej parze swieza herbate. Wczorajsze fusy oczywiscie wrzucam do
      worka kompostowego. Wraca maz. Przy drugiej filizance staram sie go namowic,
      aby podregulowal telewizor. Ten dwunastoletni egzemplarz powoli zaczyna
      odmawiac posluszenstwa. No, tak teraz juz w ogole nic nie widac. Postanawiamy
      rozejrzec sie za nowym. Ale co zrobic ze starym? Wyrzucic nie wolno. Odstawic
      na skladowisko za dosc wysoka oplata ?.Wreszcie znajdujemy sklep, ktory oferuje
      nowy telewizor w cenie ktorego jest juz oplata zniszczenia starego. Maz
      postanawia jeszcze raz pogrzebac w starym. Maly jest rozczarowany. Znow nie ma
      szans na video, bo to stare pudlo nie ma podlacza na magiczne
      kasety: "pozeracze czasu, ladujace do mozgow dzieci gotowa papke niepotrzebnych
      informacji. (czyt. oglupiajacych filmow ) "
      Szykujemy kolacje. Skorupki z jaj na kompost, pudelka po twarozkach, jedno w
      drugie, i jeszcze upycham cos do srodka. Zagrzewam mleko, pudelka splaszczam.
      Ciagle walcze z objetoscia mojego kubla na smieci. Ciekawe, dlaczego w jednym
      sklepie mleko w foli jest drozsze od tego w pudelku i odwrotnie w drugim
      sklepie? Dlatego zazwyczaj kupuje nalewane do banki. Na moim kredensie w kuchni
      wisi obowiazujacy w gminie miasteczka regulamin wyrzucania smieci a takze
      kalenadarz ich wywozenia. Niestosowanie sie do nich jest karane b. wysoka
      grzywna. Worek na smieci kosztuje tyle co 2 dolary, wiec warto selekcjonowac
      odpady nadajace sie do odzysku. Smieci mozna wyrzucac-wystawiac jedynie i tylko
      w specjalnie wyprodukowanych i uznanych przez Gmine workach. Sklepy oraz
      warsztaty wystawiaja swoje smieci w oplombowanych kontenerach oznaczonych
      znakiem firmowym jego wlasciciela. Od kiedy wprowadzono specjalne worki na
      smieci obciazone oplata za recylkulacje segregowanych odpadow, oraz likwidacje
      smieci, ilosc wystawianych workow zmniejszyla sie o polowe. Poporostu kazdy
      placi za tyle smieci, ile ich rzeczywiscie wyrzuca.
      Siadamy do kolacji ." Maly nie hustaj sie na krzesle, bo wybijesz zeby." "Mamo,
      to nie ja , to krzeslo sie rozwala." Istotnie. Dzieci wyrosly juz z okresu
      wandalizmu, a krzesla nosza slady tych czasow. Przydaloby sie zakupic nowe.
      Wlasnie, ale co zrobic ze starymi. Nie mamy kominka, a w ogrodzie
      • filomena1 ciag dlaszy 20.03.06, 17:42
        . Nie mamy kominka, a w ogrodzie nie wolno niczego spalac. Aby sie ich pozbyc
        trzeba zaplacic oplate w wysokosci ceny dwoch nowych krzesel. Mozna jeszcze dac
        ogloszenie,ze sa do wziecia za darmo. Postanawiamy odnowic je sami.
        Sprzatamy wspolnie po kolacji. " Mamo, oszalalas, nie wyrzucaj resztek jedzenia
        do zlewozmywaka, ani tez do muszli klozetowej, to przeciez znakomite pozywienie
        dla szczurow kanalizacyjnyc." Alez te dzieci madre.
        Tymczasem Maly wrzeszczy z lazienki. "MAMO, nie ma papieru." Kiedy podaje mu
        nowa, miekka rolke nie slysze dziekuje, lecz : "Mamo nie wolno kupowac takiego
        papieru, kupuj tylko z makulatury i to nie prany w chlorze".Tak , tak
        rozumiem , ale jak ten 6 latek to rozumie?
        No tak, w sobote mlodziez zbiera makulature. Nie mozemy zaspac. Punktualnie o 8
        rano trzeba wyniesc te stosy reklam, gazet pudel, pudeleczek tekturowych. itp.
        Wreszcie mozna bedzie wejsc na oprozniony balkon kuchenny. Mlodziez otrzymuje
        pieniadze na swoje obozy. Nie za makulature, ale za jej zbieranie.
        " Dzieci, prosze sie myc i hop! do lozek" . W lazience, jak zawsze wojna kto
        pierwszy do umywalki. W koncu oboje myja zeby jednoczesnie. Z za drzwi
        slychac. "Jak szczotkujesz Maluchu zeby, to zakrecaj kran." "A Ty nie musisz
        tak mocno odkrecac kranu" broni sie Maly. To prawda, nawet nie zdajemy sobie
        sprawy ile dobrej czystej wody splywa bezuzytecznie do kanalizacji.
        Maly juz w lozku, jeszcze tylko paciorek i bajka na dobranoc. Blagam Malego,
        aby dzis zwolnil mnie z czytania Kubusia Puchatka. Wlaczam kasete. Cholera,
        baterie wysiadly. Postanawiam stanowczo jutro zakupic baterie do 1000 krotnego
        ladowania i odpowiednia ladowaczke. Odrazu zabieram te zuzyte baterie do swojej
        torebki, aby nie zapomniec ich oddac w miejscu kupna nowych. Baterie to
        okropnie trujacy smiec, za wyrzucenie ktorego grozi kara grzywny. Oczywiscie w
        mojej kuchni wisi gminna informacja: co, gdzie i kiedy nalezy wyrzucic. Czego
        wyrzucac nie nalezy, a odstawic stare do sprzedawcy nowego.
        Kiedy juz spokojnie klade sie do lozka, zdaje sobie sprawe, ze moj dzien, nasza
        codziennosc jest pod wyraznym znakiem ekologii. A smieci i walka z nimi prawie
        obsesja.
        Jaki to ma sens ? Czy to cos pomoze? Komu? Po co? Jesli kazdy z nas zacznie od
        wlasnego gospodarstwa, od swego kubla, to w skali ok. 100 mln. gospodarstw w
        Europie bedziem rozrachunku spalanie i deponowanie na wysypisak jest znacznie
        kosztowniejsze dla srodowiska, a wiec dla nas samych.
        Nie zapominajmy : "Odpady sa surowcem" Dzieki uzdatnianiu odpadow i
        odzyskiwaniu z nich surowcow przyczyniami sie do zmniejszenia zuzycia energii
        potrzebnej do ich wytworzenia a tym samym do ochrony srodowiska. Jeszcze do
        niedawna wszelkie odpady gromadzono na wyznaczonych zielonych lakach, placach,
        ktore przeobrazaly sie w potworne wysypiska. Obecnie juz nie mozna pozwolic
        sobie na takie lekcewazenie srodowiska. Dzis wiadomo, ze byla to rozrzutnosc i
        marnotrawstwo surowcow i materialow nadajacych sie do wtornego uzdatnienia.
        Przede wszystkiem marnotrawstwo przestrzeni i ziemi , ktora nas zywi i na
        ktorej zyjemy. Wysypiska ponadto zatruwaly wody gruntowe. W malej Szwajcarii,
        gdzie kazdy skrawek ziemi jest na wage zlota, spala sie smieci od ponad 45 lat.
        Jednakze z jednej tony spalonych smieci pozostaje 30 kg smolo-zwiru, ktory
        skladowany jest w wyznaczonych i zabezpieczonych deponowniach. Segregacja
        odpadow zmniejszyla o polowe objetosc trafiajacych do spalarni oraz na
        wysypiska smieci. Dzieki temu zmniejszyly sie: objetosc smolo-zwiru w
        deponowniach, emisja dwutlenku wegla oraz innych substancji, a takze wydatki na
        spalenie i zagospodarowywanie wysypisk. Nie mowiac o niezÂym interesie z
        odzyskanych surowcow, nowych miejscach pracy itp.itd.. "Barbara Hasiok"
        PS. "Hasiok" w gwarze slaskiej oznacza smietnik.
    • filomena1 Re: te genialne dzieci! 22.03.06, 08:12
      och, przepraszam zbyt szybko kliknelam....
      To opowiadanko nie mialo byc jakas indoktrynacja ekologiczna, NIE, Chyba
      powinnam byla wyciac koncowke dziennikarskiego resume.
      Jestem pewna , ze i Wasze dzieci Was , "wychowuja" . Bo mnie tak, i
      pozwalalam im na to.

      Tutaj mowi sie dialektem germanskim, bardzo goralskim, ten dialekt jest duma,
      pozwala identyfikowac sie z regionem , z mala ojczyzna.
      banda dzieciakow ktora odwiedzala nasz dom oczywiscie gadala, ja staralam sie
      do nich cos powiedziec, i wychodzilo to smiesznie. MOje dzieci powiedzialy mi
      od razu Mamusku, powiedz do nich po francusku, zrozumieja Cie lepiej i nie
      bedziesz smieszna. Przylozylam sie do literackiego niemieckiego , ktory tutaj
      jest tak samo jezykiem wlasciwie obcym, zaczelam uczyc sie z dziecmi
      elementarza i przerabiac podstawowke. Klasa po klasie. Oczywiscie nigdy nie
      nauczylam sie dialektu - i gway goralskiej. Rozumiem jakies 80% , a to zalezy
      jak kto wymiawia. I jeszcze dodam, ze dawno temu jako studentka bylam we
      wloszech u przyjaciol z nimi i ich 4 dzieci na wakacjach. Mialam je
      przygotowac na francuska szkole i bawic sie z nimi w jezyku francuskim.
      Rezltat byl taki, ze one nie wiele nauczyly sie po frnacusku, natomiast ja
      nauczylam sie dosc dobrze po wlosku, (biorac pod uwage tempo).
      po prostu mialam genialnych nauczycieli.
      Napiszecie jak Was dzieci ucza !i czego!
      pozdr.
      Fil.
      • filomena1 z przymruzeniem oka ! ;)) 27.03.06, 11:56
        Jak widze , brak przymruzonego oka ! oczywiscie , ze to zart z ta
        genialnoscia.
        Ale , jak w zartach bywa , cos prawdy jest. Otoz , jak moj Dziadek mowil ,
        dzieci sa dlatego genialne, bo nieskrepowane, niezazenowane, pytaja ,
        pytaja, dlaczego?, po co ? czemu ?
        pytaniami same sie ucza i nas przy okazji. Ta calkiem spontaniczna ciekawosc
        i bez obawy posadzenia o niewiedze , wolnosc stawiania pytan , daje dzieciom
        przewage .
        Dorosly czesto nie zaptya, bo sie wstydzi.
        Wybaczcie mi prosze , te wnioski tutaj, ale tak mi tlumaczyl moj dziadek.
        Twierdzil bowiem, ze wszystkie dzieci sa genialne, ale dziwil sie skad na
        swiecie tylu starych glupkow, lacznie z nim samym. Dziadek moj , mowil, ze
        dorosli uwazaj , ze juz wszystko wiedza i uczca dzieci, zamist uczyc sie od
        dzieci.
        Biedne beda moje wnuki, prawda? ;°))9 beda mialy stara zawardziala ,
        meczaca, uczennice.
        Fil.

        • marieroos Re: z przymruzeniem oka ! ;)) 27.03.06, 14:19
          Ja rowniez podam przyklad, ktory - byc moze - swiadczy, ze nasze maluchy sa
          genialne.
          Maz od grudnia mieszka we Francji. My dolatujemy tam dopiero na koniec
          kwietnia. Wczoraj - jak kazdej niedzieli- zadzwonil do nas. I jak zwykle moja z
          nim dyskusja odbyla sie po angielsku. Mala w tym czasie zajeta byla swoimi
          sprawami (tak mi sie wydawalo). A tu zaskoczenie. Gdy skonczylam rozmowe corka
          zasypala mnie pytaniami w stylu: "a dlaczego powiedziałas papie, że...".
          Musialam sie jej tlumaczycbig_grin a jednoczesnie bylam pelna podziwu jakim sposobem
          zrozumiala tak wiele. Zaznacze, że zawsze unikalismy (i ja sie nadal do tego
          stosuje) rozmawiac do niej po ang.,poniewaz wg mnie nie mowimy dosc poprawnie.
          Nie mam wiec pojecia dlaczego Ona rozumie az tyle, co my do siebie mowimy. Wiem
          jednak, ze na przyszlosc bardziej musze uwazac, co mowie do meza, bo w poblizu
          czai sie maly szpieg;D

          Filomena, po przeczytaniu Twojej historyjki troche sie zawstydzilam i
          zasmucilam, ze tak niewiele uwagi (w porownaniu z Twoja rodzina) przykladam do
          ekologii. I w ogole, ze temu tematowi malo poswieca sie w Polsce. Za Twoim
          przykladem teraz baczniej zwracam uwage na wiele rzeczy np. co gdzie laduje
          (chodzi o smieci). Dziekuje Ci wiec bardzo serdecznie. Pozdrawiamsmile

          iza(mama-pol), papa (fr), marysia 4,5l.(pol&fr)
Pełna wersja