Mieszanie języków przez...współmazonka

18.04.06, 06:54
Slyszalam, ze dobra metoda wychowania dziecka dwujezycznego jest OPOL. Co sie
jednak dzieje, gdy jeden z rodzicow nie przestrzega tej formy i miesza jezyki
np. w jednym zdaniu. Jak bardzo wplywa to na dziecko, jego umiejetnosc
rozrozniania jezykow?
    • risando Re: Mieszanie języków przez...współmazonka 18.04.06, 08:33
      > Co sie
      > jednak dzieje, gdy jeden z rodzicow nie przestrzega tej formy i miesza jezyki
      > np. w jednym zdaniu.

      Jesli jest wiecej osob w otoczeniu dziecka mowiacych regularnie z dzieckiem poprawnie, to moze wplyw takiego mieszania nie bedzie duzy. Jesli jednak mama/tata jest jedyna osoba reprezentujaca dany jezyk, powinna sie bardzo pilnowac i nie mieszac.
      Dodam jeszcze, iz mieszanie jezykow jest u wielu dzieci wychowywanych wielojezycznie zjawiskiem normalnym (u mojej corki do 3 urodzin, potem przez rok byla jednojezyczna (uzywala prawie wylacznie jezyka otoczenia, od 4 urodzin sama rozroznia jezyka i to coraz lepiej)).

      Pozdrawiam
    • ese1 no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 09:33
      jak moj M, nie dosc ze kaleczy ten nasz polski jezyk, to jeszcze mowi tak do
      dzieci. Jak one sie od niego polskiego naucza, to eh...
      • jan.kran Re: no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 09:43
        Porozmawiajcie z osobami które postępują w ten sposób. Samo mieszanie języków w
        początkowej fazie dwujęzyczności jest niedobre.
        Mieszanie języków w jednym zdaniu jest karygodne.
        Dzieci i tak mają tendencje do mieszania jęyków.
        Ja przez lata wypracowałam sobie odruch automatycznego poprawiania
        niemieckojęzyznych słow w języku polskim.
        Moja córka sama o to dba natomiast Juniorowi jest ganc pomadasmile byleby się dogadał.
        Wię jak ten Syzyf poprawiam i poprawiam...
        Kran
      • risando Re: no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 13:22
        ese1 napisała:

        > jak moj M, nie dosc ze kaleczy ten nasz polski jezyk, to jeszcze mowi tak do
        > dzieci. Jak one sie od niego polskiego naucza, to eh...

        Nie bardzo rozumiem, w jakim celu Twoj M tak postepuje. Dla zabawy? Mozna sie raz na tydzien wyglupiac i sobie jezyki pomieszac, ale szczegolnie w Waszej sytuacji (4 jezyki!) jasny podzial jezykow jest wazny.
        • jan.kran Re: no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 13:29
          To bardzo ważne że Twój mąż chce się uczyć polskiego. Ale dopóki dzieci nie bedą
          przynajmniej częściowo ustabilizowane językowo system OPOL jest najlepszy.
          Ja odstąpiłam od tej zasady jak moje dzieci miały 14 i 17 lat.
          Może znajdziecie jakąś opcję zabawy raz w tygodniu np. że dzieci poprawiają
          polski Taty albo Tato im czyta ksiązkę po polsku czy też oglądają razem jakiś
          polski film.
          Ja mówię po niemiecku nieźle ale mam akcent i robię błędy. Moja córka ma ogromne
          problemy rozmawiać ze mną po niemiecku, syn też czasami zwraca mi uwagę...
          Trzymam kciuki żebyście obydwie wybrnęły z tej delikatnej sytuacji.
          Pozdrawiamsmile
          Kran
          • risando Re: no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 13:53
            jan.kran napisała:

            > To bardzo ważne że Twój mąż chce się uczyć polskiego.

            ... i moze sie uczyc rozmawiajac po polsku z malzonkasmile Gdzies tam kiedys czytalem, iz dla dziecka najwazniejszy to bezposredni kontakt, czyli to co sie konkretnie do dziecka mowi. Mniej istotne sa rozmowy rodzicow miedzy soba. Nie wiem, czy to prawda. Jak na razie moja coreczka moich bledow na szczescie nie nasladuje.

            > Może znajdziecie jakąś opcję zabawy raz w tygodniu

            Moze zabawa z pluszakiem - nie tata mowi po polsku, ale jakis mis. Mis to inna osoba i zabawa nie narusza zasady OPOLsmile)
          • sabi35 Re: no i wlasnie to mnie wkurza 19.04.06, 13:56
            My bardzo konsekwentnie przestrzegaliśmy "rozdziału" języka i moja córeczka
            nigdy nie mieszała języków, nigdy nie zdarzyło jej się odmienić po polsku
            niemieckiego słowa i odwrotnie. Jeżeli czegoś nie wiedziała to pytała, np. nie
            ma (i tu następowało pytanie: jak nazywa się Kachel po polsku). Czasem tłumaczy
            coś z niemieckiego na polski np. już idzie (es geht schon), ale robią to prawie
            wszyscy mówiący za granicą. Ja np. zapytałam kiedyś mamę czy włączy maszynę do
            prania wink)) na co moja mama spojrzała na mnie i powiedziała: dziecko, to się
            nazywa pralka...
            Teraz też mówimy każde w swoim języku, nieważne czy u lekarza, u babci czy na
            zakupach.
Pełna wersja