A u mnie porazka na calej linii

04.05.06, 13:05
Bardzo zainteresowalo mnie to forum. Mieszkam w Belgii od 12 lat, maz jest
Belgiem dwujezycznym (niderlandzki i francuski), mam synka 9-letniego i
kilkumiesieczna coreczke. Porazka jest to, ze moj syn nie mowi ani slowa po
polsku. Do pondad drugiego roku zycia porozumiewalam sie z nim wylacznie po
polsku, co prawda on odpowiadal mi zawsze po niderlandzku (ja mowie "piesek"
a on potwierdza, ze "hondje", ja mowie "chcesz soczku?", a on na to "ja"
itd) . Potem zaczelam sie uczyc intensywnie niderlandzkiego i zbieglo sie to
z jego pojsciem do niderlandzkojezycznego pszedszkola. Zaczelam do niego
czasem odzywac sie po niderlandzku, ogladalismy razem bajki w tym jezyku i
czytalam mu ksiazeczki po niderlandzku i spiewalismy pszedszkolne piosenki,
ja bardzo dumna, ze potrafie. Efekt? Maly nie dosc, ze nie mowi ani slowa po
polsku, to w ogole nic nie rozumie. Ja kilka razy probowalam powrocic do
poskiego, ale nigdy sie to nie udalo, moja motywacja po kilku dniach spadala
do zera. Dodam, ze zawsze krepowalo mnie uzywanie polskiego w towarzystwie
miejscowych osob i w miejscach publicznych, nie znosze, jak ktos sie na mnie
gapi z rozdziawiona geba. Zwlaszcza, ze slyszalam teksty w stylu: po co uczyc
dziecko tak dziwnego jezyka i mieszac mu w glowie. I na swoje
usprawiedliwienie, ze nie mam rodzicow ani rodziny w Polsce i moj syn byl w
Polsce jedynie dwa razy na krotkich wakacjach. Jestem jedyna osoba w jego
otoczeniu, ktora zna polski. Moj niderlandzki jest bardzo dobry po tylu
latach pobytu tutaj i pracy w tym jezyku, mimo to mam obcy akcent i tez
zdarza mi sie strzelic byka . Jednak jezykiem wyuczonym nigdy nie mozna
rozmawiac tak jak w ojczystym, zwlaszcza na codzien z wlasnym dzieckiem.
Teraz do coreczki instynktownie zwracam sie po polsku, oczywiscie nikt mnie w
domu nie rozumie (meza polski ogranicza sie moze do slow, mimo, ze ma
zdolnosci jezykowe i mowi bardzo dobrze tez po angielsku i niemiecku). Nie
wiem czy dam rade nauczyc ja polskiego i czy warto walczyc o to? Moze w ten
sposob moj syn by troche jeszcze podlapal jezyka? Przyznam sie, ze nie wiem
co robic.
    • jofin Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 14:50
      Wiesz mam znajoma Hiszpanke, ktora tez ma meza Anglika i od czasu gdy dzieci
      poszly do szkoly calkowicie zaprzestala do nich mowienia po hiszpansku.
      Wczesniej gdy byly male rozmawiala z nimi w tym jezyku. Rok temu sie poznalysmy
      i sporo rozmow na temat dwujezycznosci mialysmy. Ona popatrzyla na mnie, na
      moje dzieci, do ktorych nawet gdy sa wsrod rowiesnikow zdarza mi sie czasami
      cos powiedziec po polsku. Zafascynowalo ja ,ze one wszystko tak dobrze
      rozumieja i to ze dwoujezycznosc calkowicie nie utrudnia im tego by rowniez w
      szkole miec dobre wyniki. Zawziela sie, i tez zaczela do dzieci / 10 i 7 lat/
      mowic po hiszpansku. Efektem tego, jest to, ze teraz dzieci, choc poczatkowo
      tak jak twoj syn, jej nie rozumialy, teraz przynajmniej rozumieja to, co do
      nich mowi i czasem nawet jej odpowiadaja po hiszpansku. Corka nawet prosi ja o
      czytanie ksiazek w tym jezyku. Syn starszy przez jakis czas chodzil na zajecia
      z hiszpanskiego ale zrezygnowal, bo byly dla niego za prosto.
      Przyklad ten pokazuje, ze mozna probowac w kazdej chwili. Wszystko zalezy od
      Ciebie, czy tego naprawde chcesz i czy masz w sobie dosc determinacji by byc
      konsekwentna by przynajmniej w sytuacji domowej mowic do syna po polsku.

    • kalina29 Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 17:24
      zawsze krepowalo mnie uzywanie polskiego w towarzystwie
      > miejscowych osob i w miejscach publicznych, nie znosze, jak ktos sie na mnie
      > gapi z rozdziawiona geba. Zwlaszcza, ze slyszalam teksty w stylu: po co uczyc
      > dziecko tak dziwnego jezyka

      Takie opinie z ust osob mowiacych rowniez bardzo "dziwnym" jezykiem zaden argument przeciwko
      mowieniu po polsku!
      Wiesz mnie tez krepowalo czesto mowienie po polsku, ale troche sie przecwiczylam i zmusilam sama
      do mowienia po polsku i teraz nie mam tego problemu. Inna sprawa jest konsekwencja...
      Mnie bardzo w mowieniu po polsku do moich dzieci pomaga wlasnie to forum, gdzie z jednej strony sa
      osoby, ktore odnosza na polu dwu- lub wielojezycznosci sukcesy, a z drugiej sa tez osoby, ktore dziela
      sie swoimi problemami i to bardzo pomaga w rozwiazywaniu swoich wlasnych.
      Mysle, ze nie jest jeszcze za pozno na to zebys zaczela mowic do dzieci po polsku. Musisz tylko sama
      zadac sobie pytanie czy ty tego naprawde chcesz. Jezeli twoje zwiazki z Polska sa bardzo sporadyczne i
      nie masz juz tam zadnej rodziny, to moze byc ciezko. Jednak fakt, ze powracasz myslami do uczenia
      dzieci polskiego swiadczy, ze ten jezyk jest ci bliski i chcialabys go przekazac twoim dzieciom.
      Zacznij moze od prostych rzeczy w stylu "usiadz" "co robisz" czy "idziemy na spacer" i na poczatek
      tlumacz te zwroty na niderlandzki a potem posluguj sie nimi juz bez tlumaczenia.
      Zycze powodzenia!
      Kalina
      • jan.kran Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 21:06
        Najpierw musisz porozmawiać sama ze sobą a potem z mężem.
        Jeżeli czujesz że polski jest nadal Twoim językiem i jest Ci bliski to spróbuj.
        Załóz sobie pancerz na rozdziawione gęby i komentarze.
        To jest podstawa.
        Zacznij mówić do córeczki po polsku , może syn się zainteresuje. Powiedz Mu że
        chcesz spróbowac nauczyć Go trudnego i rzadkiego języka który jest dla Ciebie
        tak bliski jak dla Niego język ojczysty.
        Wytłumacz mężowi że chcesz zacząć mówić z dziećmi po polsku.
        Nie zakładaj że po kilku miesiącach Twój syn zacznie mówić po polsku. Pochwała
        za małe sukcesy ,za zrozumienie jakiegoś słowa , zwrotu , wspólna nauka
        piosenki , obejrzenie filmu po polsku to są małe proste kroki.
        Może na początek wybierz jakiś film który on zna i lubi. Dla Niego najpierw
        polski to będzia kakofonia ale potem zacznie łapać pojedyncze słowa, zdania.
        Nie zakładaj sukcesów od razu. Jeżeli osiągniesz że syn będzie miał ochotę
        uczyć się polskiego i zacznie cokolwiek rozumieć to będzie bardzo dużo. Może
        nigdy nie bedzie mówił po polsku. Ale juz rozumienie tego języka to jest wiele.
        Nawet podświadoma , uśpiona znajomośc polskiego jest ważna.
        Pisałam na tym forum o mojej czeskiej przyjaciółce która zaczęla swoje dzieci
        uczyć języka dość późno. Jeżdżą do Czech , mają tam dom i chociaż dzieci
        mówia z akcentem to dużo rozumieją i mają o wiele łatwiej niż przeciętny
        Niemiec dla którego czeski jest kompletnie niezrozumiały.
        Trzymam kciuki i życżeę powodzenia.
        Najważniejsze to znależć klucz do Twojego syna żeby miał motywację uczyć się
        polskiego.
        A niemniej ważne jest Twoja postawa. Masz przed sobą ofiarowania Twoim
        dzieciom wielkiego skarbu jakim jest znajomość nowego języka. Jeżeli masz
        siłę i desperację żeby to zrobić działaj.
        Pozdrawiam
        Ula
        • moni-bel Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 22:39
          Kamu
          Przeczytalam twoja wypowiedz i chce ci powiedziec ,ze sprawa nie jest zupelnie
          stracona.Ja do tej pory tez wiecej mowilam do dzieci po flamandzku(mieszkam w
          belgi) niz po polsku, w wyniku czego dzieci(9i7 lat)troche po polsku rozumialy
          i potrafily powiedziec kilka podstawowych slow.Mialam w tych latach kilka
          chwil,ze obiecywalam sobie,ze bede mowila do dzieci tylko po polsku(najczsciej
          po powrocie z wakacji u dziadkow)ale nie trwalo to nigdy zbyt dlugo.
          Dopiero teraz ,od stycznia i po odkryciu tego forum staram sie byc kosekwentna
          w mowieniu po polsku i zachecaniu dzieci do mowienia w tym jezyku.
          Ciesze sie z najmniejszych postepow jakie chlopcy robia,chwale bardzo czesto i
          dostrzegam ze coraz czesciej przynosi to juz swoje "owoce".Dzieciom zdarza sie
          mowic do mnie spontanicznie po polsku(choc nie zawsze)i to nie tylko
          pojedynczymi slowami ale tez prostymi zdaniami.Wtedy jestem bardzo szczesliwa i
          to daje mi motywacje do dalszego trzymania sie jezyka polskiego.
          Oczywiscie zdaje sobie sprawe,ze potrwa to bardzo dlugo by nadrobic te stracone
          lata.
          Takze glowa do gory.Jesli tylko bedziesz konsekwentna i nie stracisz zapalu
          napewno po niedlugim czasie zobaczysz(uslyszysz?) pierwsze sukcesy.Tak jak ja
          kiedy moj syn na dobranoc powiedzial:"moja kochana, ladna mama"
          Zycze powodzenia
          moni-bel
    • kamu10 Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 23:17
      Bardzo dziekuje Wam za reakcje i madre rady. Postanowilam sprobowac, mysle, ze
      warto. Bede z checia zagladac na to forum i mam nadzieje, za jakis czas
      pochwale sie moze rezultatami.
      Przeczytalam swoja poprzednia wypowiedz i przerazilam sie bykiem
      ortograficznym: pRZedszkole a nie pSZedszkole oczywiscie, nie wiem skad mi sie
      to wzielo, przepraszam. Pozdrawiam wszystkich!
      P.S. Moni-bel, moge zapytac w jakim regionie mieszkasz? Ja w okolicach Leuven.
      • moni-bel Re: A u mnie porazka na calej linii 04.05.06, 23:35
        W malej miejscowosci Meerhout, miedzy geel a Mol(prowincja antwerpia)
    • kalina29 Re: A u mnie porazka na calej linii 05.05.06, 18:05
      Kamu10!
      jezeli czytasz po angielsku, to moze ci sie przyda taki link:

      www.multilingualchildren.org/getting_started/serial_learners.html
      Kalina

      • kamu10 Re: A u mnie porazka na calej linii 06.05.06, 10:30
        Dziekuje za link, bardzo interesujaca strona!
        • novalee1 Re: A u mnie porazka na calej linii 06.07.06, 13:45
          U mnie porazka jest to ze odkad zaczelam mowic po polsku do corki,ogladac z nia
          polskie programy itp.moja angielski sie znacznie pogorszyl.Mam dwa sprzeczne
          cele :opanowac angielski lacznie z akcentem do perfekcji i nauczyc moja corke w
          przyszlosci komunikatywnego j.polskiego.
          • ewaatje Re: A u mnie porazka na calej linii 06.07.06, 16:23
            Mnie jako ekonomistke uczono, ze dla optymalnego rezultatu ilosc instrumentow
            powinna byc rowna ilosci celow smile. Skoro masz dwa sprzeczne cele, to moze
            powinnas uzywac rozmow z corka do nauczenia jej polskiego, a znalezc inny
            instrument do perfekcyjnej nauki angielskiego? Np. poprzez prace lub kontakty
            towarzyskie?
            • novalee1 Re: A u mnie porazka na calej linii 06.07.06, 19:15
              Wlasnie problemem bylo to ze po urodzeniu dziecka moje kontakty sie
              ograniczyly,zaczelam pracowac part time.Jednak podjelam ryzyko dodatkowej
              pracy,staram sie wiecej czytac i jak najwiecej miec kontaktow
              anglojezycznych,zobaczymy jak to pojdzie.Musze jakos to pogodzic.
          • kayah73 Re: A u mnie porazka na calej linii 06.07.06, 23:29
            U mnie podobnie, tj. trudno jest mi sie przestawic plynnie z jednego jezyka na
            drugi, w kazdym musze sie troche "rozpedzic" zeby mowic przyzwoicie, inaczej
            mieszam i kalecze. Np. pracuje na part time wieczorami jako nauczyciel (wiec
            musze mowic duzo i wzglednie przyzwicie) i po calym dniu spedzonym z corka na
            poczatku lekcji nie moge sklecic po angielsku jednego zdania.

            Z tego wynika u mnie dodatkowy problem taki, ze od momentu jak sie staram do
            cori mowic wylacznie po polsku, z rozpedu mowie po polsku rowniez do meza, po
            czym sie wydzieram na niego, ze mi nie odpowiada, nie zrobil o co go
            poprosilam, itd. Kilka pierwszych razow bylo to smieszne, ale zaczna sie to
            robic coraz mniej smieszne, bo zaczynam podejrzewac, ze maz zaczyna to
            wykorzystywac nawet w sytuacjach kiedy mowie do niego po angielsku. wink
            • ewaatje Re: A u mnie porazka na calej linii 07.07.06, 09:13
              Mysle, ze plynne przestawianie sie z jezyka na jezyk to przede wszystkim
              kwestia wprawy, przez jakis czas trzeba sie pilnowac, zeby nie mieszac, a potem
              to idzie automatycznie. Tak to przynajmnij bylo w moim przypadku, chociaz
              oczywisice tez zdarzaja mi sie wpadki (ktore staram sie zaraz poprawic). Z
              drugiej strony pewnie pomoglo to, ze moj holenderski byl juz dobry gdy synek
              sie urodzil.

              • jan.kran Re: A u mnie porazka na calej linii 07.07.06, 09:57
                Mysle ze przestawianie sie z jezyka na jezyka ma kilka aspektow.
                Pisze tu na podstawie wlasnych doswiadczen.
                Nie mam problemu gdy mowie po polsku i mam przejsc na inny jezyk. Takze
                poruszanie sie pomiedzy polskim aniemieckim jest dla mnie nieduzym problemem.
                Byl okres kiedy mialam troche problemow w manewrowaniu miedzy polskim a
                niemieckim ,sprawialo mi troche trudnosci natomiast od kiedy rozmawiamy w domu
                w dwoch jezykach problemy sie skonczyly.
                Ja bardzo pilnuje siebie i dzieci zebysmy nie mieszali jezykow . Zdarza sie ze
                moj syn , bo On z naszej trojki jest najslabszy po polsku ,zaczyna zdanie po
                polsku ale konczy po niemiecku. Jednak zawsze mowi tylko po polsku albo tylko po
                niemiecku a ja reaguje natychmiast na wtracanie slow z innego jezyka.
                Natomiast mimo ze moj norweski jest poprawny nie jest to jezyk w ktorym czuje
                sie calkiem swobodnie. Dopoki mowie po norwesku jet ok ale jak tylko musze
                przejsc z niemieckiego na norweski to zaczynaja sie schodysmile
                Moje kolezenstwo w pracy juz sie przyzwyczailo ze od czasu do czasu mowie do
                nich po niemiecku i z usmiechem mnie zatrzymuja w polowie monologusmile
                Poza tym zauwazylam ze w sytuacjach steresowych przejscie z jezyka na jezyk jest
                dla mnie trudniejsze. Mozliwe ze jest podobnie w przypadku dzieci wielojezycznych.
                Kiedys zadzwoniono do mnie do pracy z niemieckiej szkoly Juniora. Bylam
                zdenerwowana ze cos sie dziecku stalo i za Chiny Ludowe nie moglam sie
                przestawic na niemiecki bo caly czas w pracy rozmawialma po norwesku.
                Na szczescie sekretarka jest dwujezyczna wiec nie bylo problemusmile
                Kran
            • hanula Re: A u mnie porazka na calej linii 08.07.06, 19:54
              > Z tego wynika u mnie dodatkowy problem taki, ze od momentu jak sie staram do
              > cori mowic wylacznie po polsku, z rozpedu mowie po polsku rowniez do meza, po
              > czym sie wydzieram na niego, ze mi nie odpowiada, nie zrobil o co go
              > poprosilam, itd.

              Ha ha ha, też tak mam! smile Ale nawet z tym specjalnie nie walczę, niech się chłopak uczy. A już jak siedzę przed kompem czytając forum i on coś do mnie powie, to na 100% odpowiem "Słucham?" smile
    • lmblmb Może nie uczyć polskiego? 23.07.06, 10:38
      kamu10 napisała:

      > [...] slyszalam teksty w stylu: po co uczyc
      > dziecko tak dziwnego jezyka i mieszac mu w glowie.

      Wiesz, to byłaby prawda gdybyś mieszkała np. w Hiszpanii. Można wtedy
      powiedzieć, że lepiej uczyć dziecka hiszpańskiego, bo mu się bardziej przyda niż
      polski. Ale po niderlandzku mówi 3 razy mniej ludzi niż po polsku.

      > I na swoje usprawiedliwienie, ze nie mam rodzicow ani rodziny w Polsce i moj
      > syn byl w Polsce jedynie dwa razy na krotkich wakacjach.

      To zapytam jeszcze po co uczysz dziecka polskiego? Przecież nie będzie mu to
      potrzebne.

      > Nie wiem czy dam rade nauczyc ja polskiego i czy warto walczyc o to?

      Gdybyś miała rodzinę w Polsce, to fajnie by było, gdyby dzieci mogły się z nimi
      porozumieć, ale jak nie masz żadnych kontaktów w Polsce, a sprawa jest już
      prawie przegrana, to IMHO nie ma co syna męczyć. Osobiście skupiłbym się na
      angielskim i francuskim (ale chyba ten drugi będzie miał w szkole).


      A propos,

      Moja żona pochodzi z dwujęzycznej rodziny. Wszyscy mówią po angielsku i
      francusku. Fajnie by było, gdyby nasze dzieci z teściem mogły się dogadać w jego
      języku, ale on mówi też po angielsku (prawie bez akcentu), a dla nas sporym
      problemem jest przypilnowanie, żeby dzieci nie mieszały polskiego z angielskim.
      Gdzie tu jeszcze francuski dokładać. Czyli język czasów szkoły podstawowej mojej
      żony nie przejdzie na dzieci.
      • judytak Re: Może nie uczyć polskiego? 25.07.06, 10:28
        lmblmb napisał:

        > To zapytam jeszcze po co uczysz dziecka polskiego? Przecież nie będzie mu to
        > potrzebne.

        a, tego nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć :o)

        mój szwagier ze szwagierką, polacy w wiedniu, też tak myśleli (były lata 70-te,
        80-te...), dwie córki ledwo co rozumieli coś-niecoś po polsku, już były
        nastolatkami, jak ich rodziców coś tknęło w kwestii językowej (a tknęła ich
        moja córka, która miała dwa lata i płynnie zasuwała po polsku i po
        węgiersku :o), zabrali się za swoje dziewczyny, i teraz proszę:

        jedna jest policjantką, żeby nią zostać, potrzebowała znać 2 języki, jeden to
        polski, czasami specjalnie ją wzywają do spraw związanych z polakami (wypadki
        itp.)
        druga kończy studia handlowe, system jest taki, że każdy ma angielski, plus
        jeden zachodni język i jeden wschodni, ona ma łatwiej :o) była niedawno 4
        miesiące na praktyce w pewnej firmie w warszawie

        pozdrawiam
        Judyta
      • kamu10 Re: Może nie uczyć polskiego? 25.07.06, 17:13
        > [...] slyszalam teksty w stylu: po co uczyc
        > dziecko tak dziwnego jezyka i mieszac mu w glowie.

        Wiesz, to byłaby prawda gdybyś mieszkała np. w Hiszpanii. Można wtedy
        powiedzieć, że lepiej uczyć dziecka hiszpańskiego, bo mu się bardziej przyda niż
        polski. Ale po niderlandzku mówi 3 razy mniej ludzi niż po polsku.

        Ale slysze to tez od ludzi francuskojezycznych, a tych na swiecie troche
        wiecej wink

        >> I na swoje usprawiedliwienie, ze nie mam rodzicow ani rodziny w Polsce i moj
        > syn byl w Polsce jedynie dwa razy na krotkich wakacjach.

        >To zapytam jeszcze po co uczysz dziecka polskiego? Przecież nie będzie mu to
        potrzebne.

        Wlasnie po co? Czesto zadaje sobie to pytanie. Czy to, ze jestem Polka oznacza,
        ze MUSZE przekazac swoj jezyk ojczysty dzieciom? Czuje presje, a wywieraja ja
        na mnie jedynie inni Polacy. Zawsze, na wiesc, ze moj syn nie mowi po polsku
        reaguja niedowierzaniem i chyba czyms na ksztalt obrzydzenia. Strasza tez tym,
        ze nie bede miala z dziecmi dobrego kontaktu porozumiewajac sie z nimi jezykiem
        innym niz polski. Watpie, zeby mieli racje, mam swietny kontakt z synem.
        Rowniez na tym forum wyczytalam jedynie o pozytywach wpajania w dziecko
        polskiego, o uciazliwych i upierdliwych stronach tego procesu wszyscy milcza!
        Moze rzeczywiscie takich nie ma i ja jestem nienormalna? Nie wiem.
        Dla mnie negatywem jest juz to, ze mialabym spedzac kazde wakacje w Polsce.
        Pokazuje dzieciom swiat w miare mozliwosci i nie chcialabym, zeby znaly tylko
        jeden kraj poza tym, w ktorym sie wychowuja. Rozumiem ludzi, ktorzy tylko tam
        jezdza na kazdy urlop, bo tesknia za rodzina, jednak troche im tez wspolczuje.


        > Nie wiem czy dam rade nauczyc ja polskiego i czy warto walczyc o to?

        Dalej nie wiem. Przyznam, ze mam dosyc mala motywacje. Niby mozna podarowac
        dzieciom jeden jezyk za darmo, ale czy malym kosztem? Dla mnie to sa lata
        walki, czesto z miernym efektem, co obserwuje w rodzinach blizszych i dalszych
        znajomych.

        Pozdrawiam




        A propos,

        Moja żona pochodzi z dwujęzycznej rodziny. Wszyscy mówią po angielsku i
        francusku. Fajnie by było, gdyby nasze dzieci z teściem mogły się dogadać w jego
        języku, ale on mówi też po angielsku (prawie bez akcentu), a dla nas sporym
        problemem jest przypilnowanie, żeby dzieci nie mieszały polskiego z angielskim.
        Gdzie tu jeszcze francuski dokładać. Czyli język czasów szkoły podstawowej mojej
        żony nie przejdzie na dzieci.
        • kamu10 Re: Może nie uczyć polskiego? 25.07.06, 17:32
          Przepraszam za ten balagan w cytatach, cos mi sie zle powpisywalo, chyba przez
          ten upal...
        • risando Re: Może nie uczyć polskiego? 25.07.06, 17:57
          kamu10 napisała:

          > Wlasnie po co? Czesto zadaje sobie to pytanie. Czy to, ze jestem Polka oznacza,
          > ze MUSZE przekazac swoj jezyk ojczysty dzieciom? Czuje presje, a wywieraja ja
          > na mnie jedynie inni Polacy. Zawsze, na wiesc, ze moj syn nie mowi po polsku
          > reaguja niedowierzaniem i chyba czyms na ksztalt obrzydzenia. Strasza tez tym,
          > ze nie bede miala z dziecmi dobrego kontaktu porozumiewajac sie z nimi jezykiem
          > innym niz polski.

          Polacy maja bardzo patriotyczne nastawienie do swojego jezyka, ktory w polskiej historii nieraz w niektorych regionach lub w calym kraju zostal zakazany i stanowi dlatego w pamieci narodowej szczegolna wartoscia. Tak przynajmniej ja sobie tlumacze ten opisany przez Ciebie fenomen, ktory rzeczywiscie istnieje. Duzo osob w Polsce sadzi, iz znajomosc jezyka polskiego to kwestia genow. Jesli ktos mowi po polsku, to musi byc na pewno Polakiem - przynajmniej osoba polskiego pochodzeniasmile Odwrotnie: Osoba polskiego pochodzenia jezyk polski znac musi - obojetnie gdzie mieszka. Troche przesadzam, ale mi jest przykro, kiedy czasem musze wysluchac surowych ocen o Polakach, ktorym nie udalo sie z roznych wzgledow przekazac swoim dzieciom za granica bezblednej znajomosci jezyka polskiego - niesluznie oczekiwanej przez rodzine w kraju.

          > Rowniez na tym forum wyczytalam jedynie o pozytywach wpajania w dziecko
          > polskiego, o uciazliwych i upierdliwych stronach tego procesu wszyscy milcza!
          > Moze rzeczywiscie takich nie ma i ja jestem nienormalna? Nie wiem.

          Dla mnie podstawa dwujezycznego wychowania to normalna codzienna rozmowa z dzieckiem, czytanie ksiazek w "moim jezyku". To ani uciazliwe ani upierdliwe, tylko ... normalne i zwyczajne, przynajmniej tak to odczuwam.

          > Dla mnie negatywem jest juz to, ze mialabym spedzac kazde wakacje w Polsce.
          > Pokazuje dzieciom swiat w miare mozliwosci i nie chcialabym, zeby znaly tylko
          > jeden kraj poza tym, w ktorym sie wychowuja. Rozumiem ludzi, ktorzy tylko tam
          > jezdza na kazdy urlop, bo tesknia za rodzina, jednak troche im tez wspolczuje.

          Czeste wakacje w Polsce na pewno pomagaja, ale przeciez nie sa warunkiem koniecznym. A jesli juz ktos lubi kazdy urlop spedzac w Polsce, to na pewno nie powinien sie ograniczyc do odwiedzania rodziny i "meczyc" dzieci kilkutygodniowym pobytem u dziadkow, lecz pokazac im rozne ciekawe i ladne miejsca Polski, ktorych nie jest malo.

          Pozdrawiamsmile
          • hanula Re: Może nie uczyć polskiego? 26.07.06, 21:58
            > > Rowniez na tym forum wyczytalam jedynie o pozytywach wpajania w dziecko
            > > polskiego, o uciazliwych i upierdliwych stronach tego procesu wszyscy
            > > milcza! Moze rzeczywiscie takich nie ma i ja jestem nienormalna? Nie wiem.
            >
            > Dla mnie podstawa dwujezycznego wychowania to normalna codzienna rozmowa z
            > dzieckiem, czytanie ksiazek w "moim jezyku". To ani uciazliwe ani upierdliwe,
            > tylko... normalne i zwyczajne, przynajmniej tak to odczuwam.

            A ja owszem, czasem odczuwam wychowywanie dwujęzyczne jako uciążliwe i upierdliwe. Teraz i tak już sobie trochę odpuściłam, śpiewam z dzieckiem po angielsku, czasem coś do niej powiem po angielsku. Ale prawie wszystkie filmy na DVD sprowadzam z Polski, żeby miały polską wersję językową. A codzienne czytanie też mnie czasem męczy (ciągle te same książeczki!!!), zwłaszcza teraz w te upały. Jednak w sumie nie jestem w takiej złej sytuacji, bo polski to mój język ojczysty. Mam dużo podziwu dla osób, które kultywują u dzieci "non-native bilingualism", to musi być bardzo trudne.
      • jan.kran Re: Może nie uczyć polskiego? 25.07.06, 19:53
        Kamu , nie wiem czy przeczytalas wszystkie moje posty na tym forum i czy
        przeczytalas wiekszosc wypowiedzi innych osob.
        Jezeli tak to albo ja nie umiem sie precyzyjnie wyrazac albo Ty nie zrozumialas
        generalnego podejscia mojego do wielojezycznosci jak i wiekszosci forumowiczow.
        A moze podswiadomie interpretowalas nasze wypowiedzi a nie inaczj bo sie
        czujesz winna?
        Mimo ze jestem wielka zwolenniczka wielojezycznego wychowania i mnie sie udalo
        ciagle powtarzam ze powodzenie nauczenia kilku jezykow moze miec efekt tylko
        wtedy kiedy rodzice sa NAPRAWDE do tego przekonani.
        Pisalam nie raz , nie dwa na tym forum o ciemnych i trudnych stronach nauczenia
        dziecka polskiego czy wychowania w wielojezycznosci.
        Moge poszukac cytatow .

        ¤¤¤¤¤ Czuje presje, a wywieraja ja
        na mnie jedynie inni Polacy. Zawsze, na wiesc, ze moj syn nie mowi po polsku
        reaguja niedowierzaniem i chyba czyms na ksztalt obrzydzenia. Strasza tez tym,
        ze nie bede miala z dziecmi dobrego kontaktu porozumiewajac sie z nimi jezykiem
        innym niz polski.

        -------> Moje kolezanki Norwezki tez sie dziwia ze moje dzieci mowia po polsku
        a dziecko Beaty , Polki z ktora pracuje nie.
        Czyli nie ma to duzo wsolnego z nacja...

        Moja przyjaciolka Czeszka majaca meza Czecha mowila w domu z mezem i do
        dzeici po niemiecku.
        Bardzo podkreslala moja tolerancje bo nigdy Jej slowa nie wspomnialam o tym ze
        nie nauczyla dzieci jezyka swojego i meza.

        Opisywalam Jej historie na forum , poniewczasie zalowala ze dzieci nie znaja
        czeskiego ale nastapily pewna zmiany w Jej zyciu ktorych nie mogla przeiwdziec.

        Kamu , mysle ze powinnas krotko ucinac s dyskusje na ten temat .Szkoda zdrowia.
        Jezeli rzeczywiscie masz przekonanie ze nauczanie polskiego nie ma sensu w
        Twoim przypadku to mow to glosno i wyraznie.
        Twoje zycie , Twoje prawo.
        Uwazam ze jezeli rozmawiasz z synem w jezyku ktory znasz bdb to bedziesz miala
        z Nim kontakt. Wyzej wymieniona Czeszka zawsze miala dobre stosunki z dziecmi
        choc niemiecki nie jest Jaj jezykiem ojczystym.


        ¤¤¤¤ Rowniez na tym forum wyczytalam jedynie o pozytywach wpajania w dziecko
        polskiego, o uciazliwych i upierdliwych stronach tego procesu wszyscy milcza!

        ---------> Polemizowalabymsmile))
        Jest tu wiele opisow trudnych sytuacji , wahan , watpliwosci i porazek...
        Ja sama ciagle podkreslam ze wielojezycznosc moich dzieci to nie tylko powod do
        dumy i promyczek sloneczka w moim zyciu ale lata szarpania sie ze szkola ,
        przedszkolem , czescia rodziny , lekarzami.
        Moglabym powiesc na ten temat napisacsmile)
        Ja nie zaluje lat pracy i wysilku ale to byla momentami orka na kamienistym
        ugorze....
        Pozdrawiamsmile
        Kran


        • hanula Re: Może nie uczyć polskiego? 26.07.06, 22:06
          > Jezeli rzeczywiscie masz przekonanie ze nauczanie polskiego nie ma sensu w
          > Twoim przypadku to mow to glosno i wyraznie.
          > Twoje zycie, Twoje prawo.

          O ile dobrze pamiętam, Kamu pisała w innym wątku, że syna nie udało jej się wychować w dwujęzyczności, ale córkę chciałaby nauczyć polskiego, więc chyba w jej przypadku nie chodzi o brak przekonania do nauczania polskiego w ogóle, tylko o to, że nie udało jej się wpoić polskiego synowi. Ale zgadzam się z tobą, Kranie, że nie ma co się przed ludźmi tłumaczyć, bo nic im do tego. I nie ma co się biczować i bez końca czynić sobie wyrzuty. Może syn się jeszcze nauczy polskiego, jeśli będzie mu na tym zależeć? A jeśli nawet nie, to przecież nie to jest najważniejsze, jakimi językami mówi. Nawet jednojęzyczne wychowywanie dzieci jest trudne, jeśli uda nam się wychować dzieci szczęśliwe, dobre i mądre, to możemy sobie tylko gratulować.
    • itirii Re: A u mnie porazka na calej linii 24.07.06, 22:59
      dorzuce pare slow na ten temat; mieszakm we francji juz dlugo i pamietam ze na
      poczatku to nawet nie moglam jechac do polski bo bym tam chyba zostala; ze
      wzgledu na to ze wszystko bylo nowe i inne we francji; przede wszystkim jezyk;
      postanowilam rzadziej jezdzic do swojego kraju i skupic sie na nowej kulturze i
      nowych ludziach; do tego stopnia ze ktoregos dnia wystraszylam sie widzac ze
      zapominam polskiej mowy; dodam ze zrobilam prawo na uniwersytecie po francusku
      i postanowilam zrobic szkole tlumacza pol-francuskiego i wszystko odblokowalo
      sie we mnie; dzisiaj to juz sa stare czasy i posluguje sie dwoma jezykami
      swobodnie i czesciej odwiedzam polske; jesli chodzi o twoj problem i dzieci to
      traktowalabym nauke jezyka polskiego jako inwestycje na przyszlosc i to darmowa
      bo kto wie co im sie przyda np na studiach w przyszlosci, taka znajomosc jezyka
      mniej popularnego to plus; przyzwyczajaj dzieci moze do bajeczek po polsku;
      takich rzeczy nie zapomina sie bedac doroslym; warto przemyslec; powodzenia
Pełna wersja