Emocje a wielojezycznosc.

01.08.06, 05:03
Czytajac Wasze posty i przygladajac sie podejsciu mojemu i moimch dzieci do
jezykow ktorymi sie poslugujemu mam czesto refleksje ze wielojezycznosc jest
nierozerwalnie zwiazana z silnymi emocjami.
Wiele osob tu piszacych ma wiele argumentow zeby jednak dac sobie spokoj z
polskim a jednak kupuja ksiazeczki, kasety, rzutnki smile , jezdza do Polski,
mowia do dzieci po polsku.
Mysle , choc to banal ze o wiele latwiej wychowac dziecko wielojezyczne
jezeli ma sie emocjonalny stosunek do jezyka jakie dziecko ma poznac.
W moim przypadku nauka polskiego wynikla z koniecznosci a nie tylko z mojego
swiadomego wyboru.
Jednak kiedy juz umialam dobrze po niemiecku a wiedzialam ze w Polsce nigdy
mieszkac nie bede moglam mowic z dziecmi tylko po niemiecku.
Byl taki okres w zyciu mojej corki (kiedy miala szesc lat) ze zbuntowala sie
przeciwko mowieniu po polsku.
Ale dla mnie polski to byla moja Rodzina, Przyjaciele , ich dzieci.
Dzieki temu ze moje dzieci znaja polski sa wychowane w silnych zwiazkach
rodzinnych.
Maja kontakt z dziecmi moich Przyjaciol ktore nie znaja niemieckiego.
Corka mojsj Przyjaciolki , ( znamy sie ponad 30 lat ) zaczela studia prawa w
Paryzu. Chce zajmowac sie stosunkami francusko -niemieckimi , zna juz dobrze
niemiecki.
Jesienia przyjedzie do Monachium odwiedzic Mloda.
Maja wspolny jezyk choc wychowaly sie wroznych krajach.

Kiedy przyjezdzam do Wroclawia z moimi dziecmi ktore nie tylko mowia po
polsku ale swietnie sie w ojczyznie czuja sptoykamy sie : te moje
przyjaciolki ktore zostaly w kraju, dwie mieszkajace mieszkajace w Paryzu
i mozemy bez problemu cieszyc sie soba , nasze dzieci sie tez przyjaznia.
Jezyk polski jest dla moich dzieci nicia laczaca je z ich pochodzeniem
a jezyk niemiecki to jezyk ich dziecinstwa, mlodosci i prawdopopodobnie
przyszlosci.
Kran
    • mamapodziomka Re: Emocje a wielojezycznosc. 01.08.06, 11:48
      Akurat u mnie glowna motywacja do uczenia mlodej polskiego sa wlasnie wzgledy
      emocjonalne smile Ja po prostu nie wyobrazam sobie mowienia do mojego dziecka
      inaczej niz po polsku. Kiedy juz zwracam sie do niej po niemiecku (baaardzo
      rzadko) brzmi to dla mnie jak zgrzyt, tak zle i sztucznie. Wiem tez, ze w ten
      sposob oferuje jej rodzine (tak sie zlozylo, ze jej ojciec nie ma juz z nia
      kontaktu), babcie, dziadka, wujka, ciocie...

      Tak mi przykro kiedy widze dzieci, ktore maja kochajaca babcie, ale nie potrafia
      sie z nia porozumiec, pogadac, opowiedziec o czyms... Automatycznie odsuwaja sie
      od niej, drazni ich opowiadaniem czegos po polsku... Drazni innoscia jedzenia,
      podejscia... Szkoda...

      Zreszta z Berlinem, w ktorym obecnie mieszkam nie jestem bardzo silnie zwiazana
      emocjonalnie. Byc moze zostaniemy tu na zawsze, byc moze wcale nie. Tak trudno w
      obecnych czasach przewidziec co bedzie za 5, 10, 15 lat. Dla mnie polski byl
      oczywisty, choc wcale nie taki latwy, bo mloda juz w tej chwili lepiej mowi po
      niemiecku. Ale zobaczymy po wakacjach smile
    • risando Re: Emocje a wielojezycznosc. 02.08.06, 15:52
      Witam!

      Nie ukrywam, iz dwujezyczne wychowanie corki ma u mnie tez pewien wymiar egoistyczny. Chociaz ciesze sie z kazdej imprezy z udzialem czlonkow rodzin z obu stron Odry, to stanowia one dla mnie dosyc stresujace sytuacje, poniewaz nalezy przekonac jakos bariere jezykowa, w wyniku czego czesto bez przerwy musze tlumaczyc rozne rozmowy, co po kilku godzinach nawet w gronie rodzinnym moze byc zajeciem bardzo meczacym.

      Dlatego bardzo sie ciesze, iz coreczka zadnego tlumacza nie potrzebuje i nawet sama chetnie wyjasnia jednej babci, co druga przed chwila mowila ...
      • judytak Re: Emocje a wielojezycznosc. 07.08.06, 20:54
        risando napisał:

        > Dlatego bardzo sie ciesze, iz coreczka zadnego tlumacza nie potrzebuje i
        nawet
        > sama chetnie wyjasnia jednej babci, co druga przed chwila mowila ...

        a u nas jakoś nie ma chętnego na tłumacza...
        ani ja nie lubię tej roli w rodzinie, ani dzieci...

        pozdrawiam
        Judyta
    • judytak Re: Emocje a wielojezycznosc. 07.08.06, 21:03
      stosunek emocjonalny to podstawa
      jakbym miała do swojego dziecka, zwłaszcza małego dziecka, mówić w jakimś
      języku, który znam bardzo dobrze, ale z którym nic głębszego mnie nie łączy,
      byłaby to dla mnie sytuacja tak sztuczna, nienaturalna, że aż absurdalna
      nigdy nie trawiłam np. rozmów dla ćwiczenia na kursach językowych...

      inna kwestia, że jeśli człowiek wystarczająco długo mieszka w jakimś kraju,
      używa jakiś język w życiu codziennym, w małżeństwie, to ten drugi język też
      nasyca się znaczeniami emocjonalnymi, też stanie się naturalnym sposobem
      wyrażania się - wtedy uzycie tego "pierwszego" języka w stosunku do dziecka
      wymaga już świadomej decyzji i trochę wysiłku ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
Pełna wersja