pomagac z "tamtym" językiem? I od kiedy?

30.10.06, 10:46
Mam może takie dziwne pytanie, otóż mam wrażenie, że choć formalnie język ang
(czyli mój) jest u moich córek drugim językiem, czyli ml, bo na około polski,
starsza córeczka mówi lepiej i płynniej po angielsku. Robi więcej błędów po
polsku i tu jest problem, tata nie poprawia jej (wiem cos o tym, mnie tez
nigdy nie poprawia!) nawet wtedy, kiedy ona sama widocznie czuje, ze źle cos
powiedziała i szuka, jakby to prawidłowo powiedzieć, tylko nie jest w stanie
znaleźć prawidłowej formy.
Tata albo nie słyszy, albo nie chce mu się, albo jescze coś, wiele razy
prosiłam go, żeby jej pomagać, lecz bezskutecznie. Do tego stopnia, ze
ostatnio, w niektórych sytuacjach, gdy on słyszy a jest elementarny błąd, to
ja ją poprawiam. I tu nie chodzi o to, że jej poprawianie przeszkadza, wręcz
przeciwnie, szybko widać efekty.
Tylko moje pytanie jest takie: na ile mogę sobie pozwalać na to, żeby jej nie
pomieszać w głowie? Ma 3 lata, doskonale teraz już rozdziela języki, do mnie
mówi po ang, do siostrzyczki generalnie też, chyba że są zaraz po żłobku, to
wtedy obydwie są w "trybie polskim", do reszty świata po polsku, tłumaczy
między językami bez problemu itp.
Poza tym zauważyłam, że nie lubi jak tata jej czyta. Bo tata nie czyta
wyraźnie, nie artykuluje zbyt dobrze, nie wygłupia się, itp. A jest tyle
świetnych bajek, szczególnie rymowanych, po polsku, które idą na marne, tak
chciałabym, żeby je poznała. Poza tym uważam, że skorzystałaby na tym w
sensie językowym też. Czy mogę jej czytać po polsku, czy uważacie, że to już
byłoby za dużo?
Ciekawa jestem Waszych opinii
Pozdrawiam,
    • risando Re: pomagac z "tamtym" językiem? I od kiedy? 30.10.06, 14:17
      > to
      > ja ją poprawiam. I tu nie chodzi o to, że jej poprawianie przeszkadza, wręcz
      > przeciwnie, szybko widać efekty.
      > Tylko moje pytanie jest takie: na ile mogę sobie pozwalać na to, żeby jej nie
      > pomieszać w głowie?

      Czasem poprawiam bledy, ale mowie do corki przy tym po niemiecku, czyli powtarzam prawidlowo polskie slowo wzgl. zdanie, ale wyjasniem po niemiecku, co bylo zle.

      > Czy mogę jej czytać po polsku, czy uważacie, że to już
      > byłoby za dużo?

      Kiedys czytalem corce ksiazki, ktorych nie moglem "na zywo" tlumaczyc na niemiecki jak np. wiersze Brzechwy, Tuwima.
      Dzisiaj corka tego juz nie chce. Mam czytac po niemiecku i tyle. Nawet odchodzi powoli od polskich ksiazek - tlumaczonych na zywo na niemiecki i preferuje ksiazki niemieckojezyczne. Przeszkadzaja jej chyba niedoskonalosci mojego przekladusmile) Ja sie z tego ciesze, poniewaz z wiekiem bajki sa coraz dluzsze i w miare plynne tlumaczenie to ciezka robotasmile

      Pozdrawiam
    • jagaga Re: pomagac z "tamtym" językiem? I od kiedy? 30.10.06, 21:04
      U nas Papa tez jest, powiedzmy, nieco mniej systematyczny. Ciagle go prosze,
      ze jak synek mowi cos do niego po polsku lub po francusku to znaczy, ze nie zna
      odpowiednika po japonsku i ze powiennien powtarzac to, co dziecko powiedzialo,
      podpowiadac slowa. A jemu to jakos nieprzychodzi w sposob naturalny. Ale maly
      juz sam nauczyl sie pytac - a jak mowi Papa? Wiec pewnie nie powinnam sie
      wtracac, tymbardziej, ze maz duzo czyta malemu, razem spiewaja piosenki.

      Na twoim miejscu nie martwilabym sie o polski, bo to jezyk ML. Twoje corki
      chodza do zlobka - tam panie tez czytaja i spiewaja. A pojedyncze slowa zawsze
      mozna podrzucic, czemu nie. Ja tak robie tez z francuskim - nie martwie sie,
      ze mowi mniej jak po polsku, bo wiem, ze szybko nadgoni. pozdrawiam
Pełna wersja