baania
14.11.06, 21:07
Wczoraj nasza prawie 5-letnia corka nas zaskoczyla. Rozplakala sie z jakiego
tam powodu, a gdy maz poszedl z nia rozmawiac, zaczela krzyczec, ze tato ma
nie mowic do niej tych "brzydkich slow". Poczatkowo nie rozumial o co jej
chodzi, w koncu okazalo sie, ze corka nie chce, by mowil do niej po angielsku.
Dwa dni temu po powrocie z przedszkola mielismy taki dialog (dziecko po
francusku, ja po polsku, jak zwykle):
- Mamo, pani powiedziala, ze nie wolno mowic po polsku.
- No tak, w przedszkolu wszyscy mowia po francusku, wiec nie rozumieja, gdy
mowisz po polsku.
- Nie, pani powiedziala, ze w domu tez nie wolno mowic po polsku.
Na to moj maz (po angielsku): "Nie wierze, ze pani tak powiedziala, a nawet
jesli tak, to sie z tym nie zgadzam".
Osobiscie tez nie wierze, ze nauczycielka tak powiedziala, ale fakt faktem,
ze moje dziecko zaczyna odczuwac opory przed mowieniem inaczej niz po
francusku.
Moj maz od wczoraj probuje mowic do corci po angielsku, po czym tlumaczy na
francuski, ale ja mysle, ze to nie ma sensu. Mam nadzieje, ze sprawa troche
ucichnie i bedziemy mowic, jak zawsze, kazdy w swoim jezyku.
Jak sobie radzicie w podobnych sytuacjach?
Ania