mamakrzysia08
03.09.09, 20:46
Założyłam sobie starą soczewkę Krzysia. Chciałam zobaczyć jak to
jest. Nigdy nie nosiłam żadnych soczewek (nie mam żadnej wady
wzroku).
Zabolało (a mam mało wrażliwą rogówkę). Nie było tak źle do momentu
kiedy nie otworzyłam oka. Pikuś, że wszystko widziałam rozmazane
(to było nawet ciekawe). Patrzenie mnie po prostu bolało, nie
bardzo ale zawsze. Zdjęłam po minucie, może półtorej. I nie było
mi łatwo powstrzymac górną powiekę przed samozamykaniem się.
Zostało mi zaróżowione oko. Po 15 minutach nadal jest zaróżowione,
pękły mi jakieś żyłki, mam wrażenie, że jest przesuszone i czuję się
jak po nieźle zarwanej nocy (taki piasek pod powieką).
Teraz się nie dziwię, że zanim sie przyzwyczają, nasze dzieci tak
się buntują. Kiedyś (dawno) sprawdziłam jak to jest jak się
przyśsie przyssawkę do oka, bo miałam straszne wyrzuty, jak kilka
razy nie trafiłam w soczewkę. Wtedy nic nie czułam, w ogóle zero
reakcji i uspokoiłam się, że nie robię tak Krzyśkowi krzywdy. A
teraz zapłakałam się, zasmarkałam (dosłownie) i nadal to oko czuję.
Nasze dzieci są naprawde strasznie dzielne! Bez względu na to, jak
bardzo się buntują i jak ciężko może nam być je zasoczewkować i
zakleić. Po prostu małe herosiki.
załzawiona mama Krzysia